Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Mamo kochana od Boga mi dana

     Patrzę na mego śpiącego syna, Jego oddech nadaje sens mojemu życiu. Naiwne i sentymentalne - powiecie. Ale z takich małych chwil składa się nasze życie. Bieg mojego życia od sześciu lat odmierza rytm uderzeń serca chłopca, który pewnego dnia powiedział: "Mamo ko chana od Boga mi dana".

     Kiedy pochylam się nad kartką papieru, aby opisać moje życie, pojawia się pokusa dokonania retuszu rzeczywistości. Chcę go uniknąć, ale jak mam wybrać najistotniejsze chwile, które stworzyły mnie taką, jaką jestem dziś. A kim jestem? Kobietą, żoną, matką, nauczycielką i wychowawczynią.

     Droga do macierzyństwa była długa i pełna cierpienia. Jestem pewna, że gdyby nie wiara, iż Bóg ma w tym względzie swój plan wobec mnie oraz czuła i troskliwa obecność najbliższej mi osoby - męża, trudno byłoby mi przebyć ten dystans. Być może zwątpiłabym już po kilku krokach.

     Miałam 37 lat, wiele dolegliwości i obaw dotyczących tego, czy kiedykolwiek zostanę matką. Czekałam z niecierpliwością, wiedząc, że biologiczny zegar niemiłosiernie odmierza mój czas. I oto stało się. Kiedy dowiedzieliśmy się, że zostaniemy rodzicami byliśmy niezwykle szczęśliwi. Dziękując Bogu za DAR, modląc się w intencji DZIECKA, planowałam jego przyszłość. W naszym domu zapanowało święto radości i oczekiwania.

     Przykre doświadczenia pojawiły się jednak bardzo szybko. Problemy z utrzymaniem ciąży sprawiły, że rozpoczęliśmy kilkumiesięczną wędrówkę po gabinetach lekarskich i szpitalach. Walczyliśmy o dziecko. To był czas wielkiego lęku, bólu, niepewności. Sądzę, że to nie jest miejsce na opowiadanie o koszmarach z sal oddziałów patologii ciąży. Wiem, że wiele kobiet mogłoby do moich przeżyć dopisać swoje, gorsze. Kiedy jednak wracam myślami do czasu oczekiwania na narodziny dziecka nie mogę się pozbyć uczucia ogromnego osamotnienia, anonimowości, bezsilności, odarcia z ludzkiej godności, które mi towarzyszyły podczas kolejnych pobytów w szpitalach. To nie brak (czasem żenujący) podstawowych elementów wyposażenia szpitala, ale obojętność, brak delikatności, taktu, zwykłej kultury bycia lekarzy, przerażał mnie i kazał zadawać pytanie: Dlaczego takim osobom muszę powierzyć życie dziecka i swoje.

     Kobiety leżące ze mną na sali często płakały, każda godzina mogła być ostatnią w życiu istot, które nosiły pod sercem; były też takie, którym dzieci umierały. Jeszcze dziś, po tylu latach pamiętam ich ból i cierpienie (przeżywane w samotności, czasem miła pielęgniarka podała tabletkę uspokajającą). Ja miałam szczęście - codziennie, kilka godzin trzymając mnie za rękę, czuwał przy mnie mąż. Razem przechodziliśmy przez rozpacz, bunt, nadzieję wreszcie zgodę na wolę Pana. Myślę, że to doświadczenie bardzo umocniło nasz związek i pozwoliło naszej miłości dojrzeć.

     10 października o godz. 10.00 urodził się drogą cesarskiego cięcia nasz ukochany, upragniony, wymodlony syn. Jakaż była nasza radość, gdy dostał 10 punktów w skali Apgar. Chłopak na 10! (zbieżność daty urodzin, godziny, ilości punktów - zażartował lekarz).

     Kiedy na chwilę odzyskałam przytomność moje jedyne pytanie brzmiało: Czy zdrowy? Usłyszałam: Tak! Zasnęłam na kilka godzin. Kiedy po raz pierwszy przytuliłam synka, zrozumiałam jak bardzo się bałam, że będzie upośledzony umysłowo lub fizycznie. Zrozumiałam też, że Jego życie jest mi powierzone i tak już będzie do końca. Następny dzień to telefony z gratulacjami od najbliższych. Podczas jednej z takich rozmów podeszły do mnie lekarki, przekazując lakoniczny komunikat o pogorszeniu się stanu dziecka.

     Tydzień oczekiwania na USG mózgu synka, to godziny rozpaczy i nadziei. Chłopca dostawałam ciągle śpiącego. Płakałam. Najgorsze były: niewiedza, bezsilność, samotność. Straciłam na bezpłodnej rozpaczy wiele, wiele godzin. Dziś wiem, że wtedy ważna była każda wspólna z Nim chwila, być może zmarnowałam coś bezpowrotnie. Kiedy synek miał 3 miesiące rozpoczęliśmy jego rehabilitację, trwa ona do dzisiaj.

     Narodziny dziecka były dla mojego męża i dla mnie wielką próbą, przez którą przeszliśmy dzięki wierze, nadziei, miłości. Doświadczyliśmy też zwątpienia. Często pytałam Boga: Dlaczego ja? Dlaczego my? Dziś już znam odpowiedź. Każdego dnia dostaję ją od Pana w uśmiechu mego syna, we wszystkich pytaniach, które zadaje. Czy potrafiłabym docenić CUD bycia matką, gdybym nie przeszła drogi: nadziei - radości - zwątpienia - upadku - powstania? Każdego dnia "uczę się" mojego syna, uczę się powoli, czasem tracę cierpliwość, brakuje mi sił, bo to jest trudna lekcja. W świecie, z którego Pan powołał mnie do bycia matką, ważna była doskonałość, sprawność, skuteczność, inteligencja. Moje dziecko pokazało mi natomiast, ze w relacjach najważniejsza jest pokora, ufność, cierpliwość, wierność, miłość.

     Dziękuję Ci, synku kochany od Boga mi dany.

Matka
ESPE, nr 57


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej