Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Eucharystia szkołą miłości


Ustanowienie Najświętszego Sakramentu w czwartek na Ostatniej Wieczerzy rozpoczął Chrystus ód umycia nóg Apostołom. Był to znak pokornej służby swym najbliższym. Tego samego wieczoru dał nam również swe przykazanie nowe, przykazanie miłości: "Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem" (J 13,34).

Umiłował zaś nas Pan Jezus do tego stopnia, że życie swe oddał za nas. Umiłował też bezgranicznie ustanawiając Eucharystię. Bo czyż może być większa miłość niż fa, przez którą On, wielki Bóg-Człowiek, ukrył się w niepozornym kawałku chleba i pozostał wśród nas aż do końca świata. Jego miłość nie liczyła się z Jym, że często będzie zapominany, zostawiany sam w kościołach, a nawet znieważony. Jezus ukryty w Eucharystii jest dla nas wzorem, modelem bezinteresownej miłości. Eucharystia to nasza szkoła miłości.

Rozumieli to dobrze pierwsi chrześcijanie. Gorliwie uczęszczali na niedzielne Msze święte mimo grożących niebezpieczeństw. Każda zaś Msza św. była dla nich nierozerwalnie związana z Komunią św. Nic więc dziwnego, że wracając do domów wnosili Chrystusa i Jego miłość do swych rodzin i otoczenia. Poganie obserwując ich życie mówili: "Patrzcie, jak się miłują".

Dziś jednak, jak mówi obserwacja życia, wielu chrześcijan przychodzi w niedzielę na Mszę Św., modli się i śpiewa wspólnie z innymi, a potem wychodzi i żyje jakby ich nie znało, jakby wszyscy byli im obojętni. Co gorsza, nawet podczas Mszy św. niektórzy zachowują się bez miłości.

Jeden z francuskich księży robotników zachęcał czasem swych towarzyszy pracy, by przyszli w niedzielę na Mszę św. Zwykle padała odpowiedź: "My nie bogaci". Myśleli ci robotnicy, że do kościoła chodzą tylko bogaci, a oni jako biedniejsi, gorzej ubrani czuliby się obco w tym towarzystwie.

Obecnie zdarza się również, że niektóre panie robią w kościele popis mody i elegancji. Biedniej ubranym wydaje się, a może tak bywa rzeczywiście, że tamte patrzą na nich z góry i z lekceważeniem. Zapominają te panie, że przyszły, by uczcić Chrystusa, a nie pokazać swe bogactwo, a tym bardziej nie swe wdzięki. Modny ubiór bywa bowiem często dość skąpy. Zapominają, że kościół to nie sala balowa.

Daleko obecnym zamożnym chrześcijanom do tej miłości, jaką okazywali w Kościele i poza nim lepiej sytuowani wierni pierwszych wieków swym biedniejszym współbraciom.

Gdy mówimy o braku miłości podczas Mszy Św., warto jeszcze wspomnieć o znaku pokoju, przekazywanym w niektórych wspólnotach jako jakiś obojętny grymas, bez krzty serdeczności.

Jaka jest tego przyczyna i jakie należy stosować środki zaradcze?

Wydaje się, że tego rodzaju brak miłości spotyka się przede wszystkim w parafiach, gdzie wierni przychodzą na Msze św. tylko ze zwyczaju albo nakazu i gdzie Komunia św. jest rzadkością. Nie do pomyślenia jest natomiast taka postawa we wspólnotach, w których prawie wszyscy przystępują do Stołu Pańskiego, i to odpowiednio usposobieni. Jak zdobyć ciepło i życzliwość wobec swych bliskich, tłumaczyła św. Teresa Wielka swym siostrom w następujący sposób:

"Podobnie jak ogień, chociażby był wielki i silny, nie zagrzeje cię, jeśli się trzymasz z dala od niego, i będzie ci zimno, choć może mniej, niż gdybyś go wcale nie widziała - ale gdy się przybliżysz i ręce do niego wyciągniesz, zimno ustąpi i błogie ciepło owieje cię i przeniknie, tak i Pan Jezus jest wielkim ogniskiem, wszędy szerzącym dokoła ciepło swojej miłości. Ale ten tylko dobrze się przy tym ogniu zagrzeje, kto przystąpi do niego blisko. Gdy dusza dobrze jest przysposobiona pragnieniem przyjęcia Go i złączenia się z Nim, jedna iskierka z tego ogniska na nią padająca zapali ją całą i jedna chwila przebyta przy Nim pozostawia ją rozgrzaną na długie godziny" (Droga doskonałości, 35, 1).

Jednak i wielu z nas, którzy często przystępujemy do Komunii Św., nie może powiedzieć z ręlcą na sercu, że dobrze zachowuje przykazanie miłości. Sumienie niejedno nam wyrzuca, a jeszcze więcej obserwujący nas bliźni.

Cóż możemy powiedzieć na swe usprawiedliwienie? Chyba to, że obok tych zaniedbań, które łatwo rzucają się w oczy, jest w naszym postępowaniu trochę cichego, ukrytego dobra. Nie obnosimy się z nim. Otoczenie jest również na nie mniej wrażliwe niż na nasze braki. Nadto moglibyśmy jeszcze dodać, że Chrystusowa szkoła miłości trwa długo: nie jeden rok ani dwa lata, ale "całe życie. Stąd jesteśmy często na początku tej trudnej nauki.

Mimo tych słusznych skądinąd usprawiedliwień, każdy z nas winien od czasu do czasu zadać sobie pytania: Czy jestem świadom, że Chrystus wezwał mnie do swej szkoły miłości? Czy obserwując moje życie w rodzinie, pracy czy na ulicy mogę powiedzieć, że uczyniłem jakieś postępy, że choć trochę przezwyciężyłem wrodzony egoizm?

Odpowiedź na te pytania da nam nasze sumienie i Chrystus podczas naszej z Nim rozmowy u stóp Tabernakulum.

Ks. Stanisław Klimaszewski MIC


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Zagadki | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej