Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Spowiedź i nawrócenie

W ostatnim tygodniu Synodu słyszę często pytanie: jaką naukę Synodu zabierze ze sobą biskup do kraju, w którym wierni nie tylko nie odeszli od praktyki spowiedzi, ale się do niej coraz więcej garną. Odpowiadam niejednokrotnie pytającym, choć przecież nie trzeba już teraz przesądzać o nauce Synodu, którą nam przekaże Ojciec św. tak, jak to miało miejsce po trzech poprzednich Synodach, które były poświęcone kolejno ewangelizacji, katechizacji i rodzinie.

A więc, teraz powiem swoim to samo, co mówię pytającym spoza Polski. Musimy lepiej związać nasze spowiedzi z nawróceniem i pokutą!

Nie jest bowiem dobrze, jeżeli spowiedź zostaje jakby "zminiaturyzowana" w czasie i w ludzkim przeżyciu, ograniczona do minimum, jak się ogranicza coś, co konieczne a nieprzyjemne, tak, żeby nie trwała za długo, żeby nie trzeba było o tym myśleć za dużo ani przedtem ani potem, jakby chodziło o "załatwienie sprawy", pozbycie się ciężaru.

Otóż tak naprawdę, to człowiek nigdy nie pozbędzie się tego ciężaru, że jest grzeszny, że się myli, że jest skłonny wybierać zło, a nie dobro, że tak łatwo zapomina, co Bogu obiecywał, że jest skłonny zrzucać na innych swoją winę. Trzeba uznać taki niestety jestem - ale z tym nie wolno mi się pogodzić! Chrześcijanin wie, że ma dom swojego Ojca, Boga miłosiernego. Do tego domu trzeba wracać, odwracając się od swoich grzechów, pomyłek i błędów. Ale nawet jeśli się nie jest jak syn marnotrawny zagubionym w złu, trzeba zawsze czuwać i coraz bardziej stawać się człowiekiem Bożym.

Nie można traktować swoich spowiedzi jak formalności, którą trzeba załatwić, zanim się pójdzie do Komunii Św., albo jak zwyczajowego obrzędu, który nie ma wpływu na dalsze życie.

Tak się nie da na dłuższą metę. Przychodzi bowiem wtedy zniechęcenie, jakby spowiedzi były nieskuteczne i niewiele zmieniały w życiu.

Żeby temu zaradzić, powinniśmy przypomnieć sobie przypowieść o synu marnotrawnym. Była ona dla nas wszystkich podstawą w przygotowaniu do pierwszej spowiedzi. Teraz trzeba do niej wracać, gdy już minął czas dziecięcy, jest tam bowiem nauka, którą lepiej rozumieją ludzie doświadczeni odejściem od Ojca i powrotami do Niego. Przypowieść jest w zasięgu naszych rąk, tj. w Ewangelii św. Łukasza w rozdziale 15, a jej wspaniałe wyjaśnienie mamy w encyklice Jana Pawła II o Bożym miłosierdziu.

Otóż trzeba wszystko zrobić na to, żeby bogatymi w treść stały się nasze spowiedzi. To są nasze powroty do Domu Ojca i umocnienie się w dobrym na to, żeby nie porzucać odzyskanego Dobra.

To się odnosi konkretnie do wszystkich etapów czyli warunków sakramentu pokuty. Każdy z nich - rachunek sumienia, żal za grzechy, mocne postanowienie poprawy, spowiedź i zadośćuczynienie - można na nowo odkryć i odnaleźć na każdym z nich Miłosiernego Ojca, który oczekuje na grzesznego człowieka, wysyłając mu naprzeciw swego Ukrzyżowanego Syna, Jezusa Chrystusa.

Na Synodzie byliśmy w naszych naradach bardzo szczegółowi: potrzebne są porządne teksty rachunków sumienia dostosowanych do wieku i sytuacji ludzi - dodam tutaj, jaka szkoda, że się nam pogubiły nasze książeczki do nabożeństwa. Potrzebne jest czytanie Pisma św. - samotnie albo na nabożeństwach pokutnych. Nade wszystko potrzebny jest żal: a więc przekonanie o stracie, o zgubieniu czegoś, co ważniejsze niż pieniądze, świadomość zmarnowania szansy dobra, jakiś wstyd i upokorzenie tym, że się zawiodło zaufanie Boga, że się stało coś naprawdę złego. Żeby tego doświadczyć, musi się, jak syn marnotrawny, myśleć o sobie, i o Nim - o Ojcu, który czeka.

Potrzebne jest zdecydowanie się na zmianę życia - każda spowiedź musi oznaczać, że ja się zdecydowałem nie odchodzić już więcej od Bożego przykazania! Człowiek jest naprawdę wolny i odpowiedzialny, choć może się nieraz zdarzyć, że ma za mało przestrzeni i swobody dla życia z godnością, a żyje po ludzku, po chrześcijańsku.

Muszę już kończyć. Kiedy indziej powiem, ile jest do zrobienia, żeby sama spowiedź, tj. wyznanie win przed kapłanem, była naprawdę wyznaniem wobec Boga: Ojcze, zgrzeszyłem.

Teraz tylko jeszcze jedno. Synod pozwolił odkryć tę prawdę, że Ojciec, który gotów przebaczać, potrzebuje ludzi, którzy wśród swoich braci i sióstr byliby wysłannikami Jego miłosierdzia. - Choć się jest samemu biednym grzesznikiem trzeba pomagać innym, żeby wracali do Boga. Konieczne jest dobre słowo, dobry przykład, a przede wszystkim świadectwo ludzi, którzy są szczęśliwi i pełni pokoju; bo naprawdę jest miłosierny, przebaczający Bóg, który czeka na swoje marnotrawne dzieci.

Przemówenie kard. Franciszeka Macharskiego wygłoszołe przez Radio Watykańskie 25 X 1983 roku.


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna
[ Strona główna ]

Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej