Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Spowiedź pierwszopiątkowa i praktyki religijne "na komendę"

Zastanawiamy się, czy nie dałoby się uniknąć pewnego formalizowania praktyk religijnych dzieci i młodzieży. Niepokojące jest to, że dzieci niektóre obowiązki wobec Pana Boga wykonują "na komendę". Na przykład: z jednej strony rozumiemy ideę spowiedzi pierwszopiątkowych, ale jednocześnie nie podoba nam się, że pojednanie z Bogiem wynika u dziecka z kalendarza, a nie z potrzeby serca i sumienia. Przyznajemy, że trzeba dzieciom i młodzieży tworzyć specjalną okazję do spowiedzi, właśnie w pierwszy piątek miesiąca. Jednak, gdy zjawią się licznie - tworzy się tłok, a presja pośpiechu oddziałowu- je zarówno na penitenta jak i spowiednika. W takiej atmosferze trudno o możliwość przedstawienia problemu, wyjaśnienia wątpliwości.

Rodzice

Dobry czy zły nawyk?

Drodzy Państwo!

Ciekaw jestem, czy zauważyliście sami jak wiele punktów widzenia miesza się i krzyżuje w postawionym przez Was problemie. Jak bardzo sami próbowaliście ukazać złożoność tego zjawiska? Wyraźnie dostrzegam to w Waszym liście i niezmiernie jestem wdzięczny za widoczną w nim chrześcijańską dojrzałość.

Niewątpliwie formalizm jest jednym z największych niebezpieczeństw zagrażających żywej wierze. Pozornie bowiem człowiekowi się wydaje, że jest w porządku - chodzi do kościoła, spowiedzi, spełnia obowiązki, itp. Faktycznie jednak w jego sercu brakuje tego, co najważniejsze, a więc miłości. Całe wychowanie religijne ma prowadzić raczej ku postawie miłości i przyjaźni z Bogiem, a nie czysto formalnego praktykowania obrzędów.

Zabrzmi to paradoksalnie, lecz obawiam się, że postawa miłości jest niemożliwa bez pewnych formalnych praktyk. Tak, jak niemożliwe jest postawienie trwałego i dobrego domu bez solidnych fundamentów. Człowiek w całej swej zmiennej naturze potrzebuje czegoś, co będzie mniej czy bardziej stałym nawykiem. Spowiedź w pierwszy piątek i niedzielna Msza św. zmierza do wyrobienia takiego właśnie nawyku.

Nawyki potrafią życie utrudnić, lecz też i ułatwić. Nawyk mycia zębów, regularnych posiłków, stała pora spania, nawyk higieny osobistej, nauki, wypełniania obowiązków domowych, to wprost konieczne przyzwyczajenia dla dobrego życia. Może nie zawsze trzeba się ich sztywno trzymać. Na pewno jednak ułatwiają codzienną egzystencję, zwłaszcza w rodzinie. Realizm wymaga od nas, byśmy nie opierali się tylko na naszej własnej dobrej i wolnej woli. Czasem wola wcale nie jest wolna, ani dobra. I wtedy nawyk może człowieka uratować. Stare porzekadło mnichów mówi: "zachowaj zasady, a zasady zachowają ciebie". Przy całym moim szacunku wobec dzieci i młodzieży, uważam, że wręcz trzeba stawiać im wymagania dotyczące regularnych praktyk religijnych. To jest jak budowanie w ich sercach murów świątyni. Zawsze będą mieli dokąd wrócić.

Oczywiście cała sztuka w tym, by rodzice, księża i katecheci umieli ukształtować w swoich podopiecznych prawidłowe i dobre nawyki, a równocześnie wychowywać w duchu miłości. Może warto tłumaczyć to w ten sposób: "ponieważ kocham Boga, to okazuję Mu to chodząc co miesiąc do spowiedzi oraz co tydzień na Mszę świętą". W relacjach międzyludzkich dobrym nawykiem jest, gdy mąż codziennie powtarza żonie, że ją naprawdę kocha, albo gdy rodzice mówią to swoim dzieciom i mają nawyk okazywania tej miłości.

Pozostaje problem pewnej przestrzeni spokoju podczas spowiedzi. Przy długiej kolejce do konfesjonału rzeczywiście trudno każdemu poświęcić odpowiedni czas. Rozwiązuję to umawiając się z tymi, którzy mają większe i. ważniejsze problemy, na spokojną rozmowę w późniejszym terminie. A z drugiej strony widzę, jak najskuteczniej działa w tym sakramencie łaska Boża i tłumaczenie księdza staje się niepotrzebne.

[ Strona główna ]

Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2022 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej