Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Tobie Panie zaufałem i nie zawstydzę się po wszystkie me dni

Urodziłem się 25 lat temu 24 czerwca. Pochodzę z rodziny zakorzenionej w wartościach chrześcijańskich. Od dziecka mama uczyła mnie i pokazywała jak należy postępować i żyć by zostać kimś wartościowym i dobrym. Przez całe dotychczasowe życie napełniałem się wiarą poprzez sakramenty święte, modlitwę, kontemplacje. Aby przybliżać się bardziej do Pana wyjeżdżam w góry, co jest moją pasją. To tam obcując z naturą, podziwiając piękno stworzenia, w ciszy i skupieniu, w szumie wiatru, w krajobrazie odnajduję mojego Mistrza i Nauczyciela.

Ponad dwa lata temu 23 kwietnia 2006 r. zapragnąłem pojechać na kilka dni w góry. Razem ze mną wybrała się moja przyjaciółka ze szkolnej ławy. Wtedy – pamiętam – mówiłem „nie wierzę w cuda" chociaż były one widoczne gołym okiem na każdym kroku. W drugim dniu naszego pobytu na tej tatrzańskiej ziemi w piękny, słoneczny, choć chłodny dzień postanowiliśmy, że pojedziemy do Doliny Kościeliskiej. Bez trudu dostaliśmy się na szlak Tatrzańskiego Parku Narodowego. Idąc mogliśmy podziwiać piękno tego miejsca, co sprawiało nam wielką radość. Wraz z każdym krokiem przybliżaliśmy się do schroniska i do pokrywy śnieżnej, której nie można było spostrzec na początku naszej wędrówki. Tu miała zapaść decyzja, co robimy dalej – wracamy do miasta, czy obieramy dalszą trasę. Było to uzależnione od warunków, jakie były na Ornaku – przy schronisku turystycznym. Pomimo iż Iwona odwodziła mnie od tego pomysłu, by iść dalej - postanowiłem, że jednak pójdziemy przez Przełęcz Iwanicką do Doliny Chochołowskiej i tam skończymy naszą wędrówkę tego dnia. Było to bardzo ryzykowne jednak jak się później okazało - potrzebne. Wchodząc zacząłem się zastanawiać, czy to była słuszna decyzja i czy dobrze zrobiłem upierając się przy niej. Zweryfikował ją czas. Szlak z każdą chwilą robił się trudniejszy: zdecydowanie bardziej stromy i okryty grubą warstwą śniegu. Mieliśmy przed sobą wąską ścieżkę, którą należało się poruszać, by dojść bezpiecznie do celu. Schodząc do doliny niepostrzeżenie zeszliśmy ze szlaku z powodu złego oznakowania tras. Ja zostałem parę metrów przed Iwoną, by uwiecznić piękno tego miejsca. Gdy robiłem pamiątkowe zdjęcia usłyszałem jej nawoływania o pomoc. Była ok. 20 metrów niżej. Nie wahając się ani chwili zjechałem do niej po śniegu i zacząłem ją ratować. Miała uwięzioną nogę w głębokim śniegu, tak więc niełatwo było się do niej dostać - zważywszy na to, że sytuacja ta była bardzo trudna. Jej płacz, panika, strach i wizja śmierci utrudniały w pewnym stopniu opanowanie tej sytuacji, zwłaszcza, że się powtórzyła raz jeszcze. Tym razem i Iwona i ja ugrzęźliśmy w śniegu po pas. Brak zasięgu telefonicznego, rzadko uczęszczana trasa przez piechurów – wszystko to spowodowało, że musieliśmy liczyć sami na siebie. Jednak dzięki niespotykanemu dotąd spokojowi, jaki mnie wypełniał, nadziei w to, że uda nam się stąd wydostać i szczęśliwie wrócić do naszych domów oraz zawierzeniu Miłosiernemu i Dobremu Stwórcy po niespełna 3 godzinach udało nam się uwolnić.

Dla mnie był to czas, kiedy uwiadomiłem sobie, że szukając Boga nie musiałem wychodzić w wysokie partie gór. Szukałem Go, jednak to On sam mnie odnalazł. Był obok mnie w dramatycznym momencie i dodawał mi sił. To dzięki Jego obecności, Jego miłości byłem napełniony spokojem i nadzieją, że uda nam się uratować. Schodziliśmy ze szlaku ze łzami w oczach. Byliśmy szczęśliwi i wdzięczni za uratowane życie.

Dzisiaj nie mogę powiedzieć już, że „nie wierzę w cuda". Te doświadczenie Boga, Jego bliskość, spokój, jaki wlał w moje serce sprawiło, że zacząłem dostrzegać to, w co nie wierzyłem. Dotknięty Jego mocą i łaską doświadczyłem Jego miłości. Mogę z całą stanowczością stwierdzić, że to, że przeżyliśmy te chwile grozy bez uszczerbku na zdrowiu było i będzie dla mnie, dla Iwony wielkim cudem Stwórcy, który zapadł w naszej pamięci i pozostanie w niej do końca naszych dni.

Ta przygoda i to doświadczenie jeszcze bardziej i mocniej zbliżyło mnie do Niego. Od ponad roku włączam się w dzieło Wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym, wyjeżdżam na różne spotkania rekolekcyjne, by pogłębiać swoją wiarę. Jest to mocne pragnienie zmiany swojego życia, zmiany, której potrzebowałem i wciąż potrzebuję.

Głęboka ufność w Boże miłosierdzie ocaliła nas.

Oddaje te chwilę i całe swoje dotychczasowe życie mojemu Bogu, oddaję mu swoje smutki, radości, swoją teraźniejszość i przyszłość, te 25 lat, które pozwolił mi przeżyć.

Było nas czworo: Bóg, Góry i my

Tobie Panie zaufałem i nie zawstydzę się po wszystkie me dni.

Krzysztof


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Zagadki | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej