Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Marek Citko

     "Trzeba starać się w każdym człowieku dostrzegać coś dobrego."

     Wychowałem się w rodzinie wielodzietnej. Było nas w domu pięcioro rodzeństwa, to znaczy mam trzech braci i siostrę. Głównie mama dbała o te sprawy duchowe, bo tato, powiadam, ciężko pracował aby nas utrzymać, aby nic nam nie brakowało. Z kolei mama dbała o te sprawy duchowe. Pamiętam mamę z modlitewnikiem, z różańcem w ręku. Miała takie modlitwy, które trzeba było odmawiać przez rok i płynęło na rodzinę i na bliskich wiele błogosławieństw. Pamiętam, że często przypominaliśmy mamie, żeby zmówiła gdy czasami była zmęczona. Mama nam to przekazywała. No i odmawialiśmy, każdy na swój sposób. Były w młodości takie sytuacje, kiedy szedłem do kościoła, usłyszałem kazanie i wychodziłem, bo mama pytała, co było na mszy. Czasami bywało tak, że mama kazała i się chodziło, ale później to się przerodziło w takie pragnienie, że to jest coś dobrego i człowiek się czuł spokojniejszy. To była wiara przekazywana tradycyjnie do momentu, aż każdy sam na nowo w to uwierzył, odkrył wiarę, Boga i to jest zupełnie coś innego. Wiedzieliśmy, że Ktoś jest nad nami, jak każde małe dziecko, że trzeba prosić o zdrówko i o zabawki czy tam inne rzeczy. Wiedzieliśmy, że to jest Ktoś, kto dba o naszą rodzinę, kto w trudnych momentach nam pomaga.

     Miałem wzloty i upadki, bo byłem świadomy, że trzeba się modlić, że trzeba chodzić do kościoła, ale wychodząc z kościoła już tak się nie zachowywałem. Czasami miałem trudność przyznać się, że byłem w kościele, jak szedłem w zwykły dzień, bo miałem takie środowisko, można powiedzieć, zabawowe. Ta moja wiara czy chodzenie do kościoła było takie tradycyjne, modlitwa, msza, ale wychodząc z kościoła już stawałem się tak każdy inny, kto może nie chodzi do kościoła czy postępuje inaczej. Taki okres może. Takie miałem środowisko, że nie było to modne. Nikt nie mówił o jakiś wartościach, zasadach i tak dalej. Jakieś gry hazardowe, dyskoteki. Chodziłem do kościoła, modliłem się, ale to była taka wiara zewnętrzna. To nie była wiara głęboka, duchowa, gdzie ja starałem się to wprowadzać w życie. Aż do pewnego momentu, kiedy poszedłem na wspólnotę w Białym Stoku, Ruch Światło-Życie. Na nowo odkryłem wiarę, Pana Boga. Wyjechałem na trzydniowe rekolekcje i tam przeżyłem ponowne nawrócenie. Na którymś spotkaniu we wspólnocie była taka modlitwa wstawiennicza, gdzie ja wystąpiłem, modlono się za mnie i w tym momencie odczułem bliskość Pana Boga, która oczyszcza mnie z grzechów, z moich postępków. Ja się wstydziłem, przepraszałem, że tak zaniedbywałem, że czasami nie umiałem się przyznać do mojej wiary, nie broniłem Kościoła czy księży. W tym momencie czułem takie oczyszczenie.

     Trudno mi powiedzieć, to się dzieje wewnątrz. Jest taki spokój, jakby oczyszczenie. Jakby spływała na nas woda, która obmywa nas z błota jakiegoś. Moc, chęć zmian. To nie jest łatwe, ale jeżeli człowiek uświadomi sobie, że jest na dobrej drodze i że czasami upada, ale wie co trzeba robić, nie poddawać się, to z czasem się osiąga cel. U mnie nie było coś takiego, że nagle się zmieniłem, jestem innym. Etapami. Znowu wróciłem do tego towarzystwa, znowu się z nimi spotykałem, ale już w mniejszym stopniu. Później kulminacyjnym punktem, zwrotem, było spotkanie w Białym Stoku, gdzie dawałem świadectwo wiary na hali, przy dużej publiczności, wielu znajomych. To było takie moje powiedzenie tak, że chcę iść tą drogą i poniosę każde konsekwencje, czy naśmiewania się czy ironii. Akurat w Białym Stoku stawałem się osobą publiczną, grałem w Jagielloni, zaproponowano mi i zgodziłem się. Dla mnie to był nowy etap, wystąpienie przed dużą publicznością. Nie jest łatwo, ale jeżeli zdecydowałem się iść tą drogą i nie wstydzić się tego, to to był moment prawdy, żeby pokazać, że jestem człowiekiem wierzącym, staram się być dobrym chrześcijaninem. To wszystko.

     Skutki? Na pewno trzeba zapytać znajomych jak się zachowuję, jak się zmieniłem. Ja wewnętrznie czuję się spokojniejszy, jakby łatwiej godzić mi się z losem, czuję, że Ktoś się mną opiekuje, staram się dziękować i za trudności, za radości i smutki. Człowiek nie jest samotny, jest łatwiej żyć. Nie przeżywam takich stresów, jak są problemy, to się nie załamuję. Na pewno wiara pomaga innym pomagać, aby pomagać bezinteresownie, i materialnie i duchowo. Nawet poświęcając swój czas, bo pomoc jest różna. Ktoś poprosi, nie wiem, gdzieś podwieźć, meble przenieść, różne są sytuacje. Człowiek staje się mniej egoistyczny, bardziej myśli o innych, troszczy się o swoją rodzinę czy o swoich bliskich. Tu właśnie sprawdzają się te mądre słowa, że lepiej jest dawać niż otrzymywać, jest większa radość z tego.

     Na pewno w początkowym etapie zachłysnąłem się wiarą. Moja wiara się kształtuje, jest spokojniejsza, rozsądniejsza. W pewnych momentach, gdy ja zachłysnąłem się Panem Bogiem, parę osób wykorzystało moją dobroć, starało się czasami wykorzystać moją naiwność, chęć pomocy. Teraz Pan Bóg jawi mi się tak samo, jako Ktoś, kto chce mojego dobra, opiekuje się mną. Jak coś mi się nie udaje, mam jakieś trudności czy cierpienie, to wiem, że to dla mojego dobra. Wiem, że Pan Bóg ciągle o mnie myśli i chce, żebym był dobrym człowiekiem. To się nie zmieniło, tylko jest jakiś fundament, wiem, co trzeba robić, jak postępować. To jest wiara dojrzała, rozsądniejsza, mniej kieruję się emocjami, jak wcześniej.

      Matka Boża jest ściśle związana z Jezusem i mnie, jak czytatałem objawienia w Fatimie, Matka Boża kojarzyła mi się z kochającą matką. Kiedy przeskrobię coś, to wtedy zwracam się do Niej, żeby się wstawiła za mną. Modlitwa, odmawianie różańca, się nie zmieniła. Może tej klepanej modlitwy jest mniej. Czasami, jak człowiek jest zmęczony czy zabiegany, to jest krótka modlitwa swoimi słowami. Nawet z rana, w samochodzie, jak jadę na trening, czy gdzieś w pociągu. To jest modlitwa od serca. A także w ciągu dnia, nie trzeba przecież klękać, tylko można w czasie całego dnia dziękować Bogu za coś. Staram się, aby próśb było mniej, Pan Bóg ma tyle spraw na głowie. Głównie prośby są o zdrowie najbliższych i o opiekę Matki Bożej nade mną, nad bliskimi, znajomymi. Staram się modlić w uczynkach, jeżeli komuś pomogę, poświęcę swój czas, to jest czasami lepsza modlitwa niż takie klepanie, jak mówi Ewangelia, że będziemy rozliczani przede wszystkim z uczynków. Codziennie może się coś wydarzyć. Codzienność może nam przynieść próbę, czy poświęcimy czas, czy komuś pomożemy. Różne uczynki, które się mogą wydawać błache, banalne, a drugiemu człowiekowi sprawiają dużą radość.

    Wiara pomogła mi w karierze, bo gdy miałem ten etap nawrócenia i zmieniałem się, to bardziej przykładałem się do treningów, chciałem coś osiągnąć w sporcie, trenowałem intensywnie, sumiennie, wcześniej chodziłem spać, dobrze się odżywiałem i to ma wpływ na moją dyspozycję, na moją karierę. I w tym właśnie momencie, jak następowała ta zmiana duchowa, następowała zmiana w karierze, dostałem propozycję z Widzewa, przeszedłem do Widzewa i ta kariera się rozwijała, aż do momentu kontuzji. Teraz znowu staram się, żeby ta kariera poszła trochę w górę, staram się dobrze grać i wrócić do formy. Kopać piłkę to jest praca jak każda inna. Wiadomo, że czasami mecz jest brutalny, jakieś faule i tak dalej, ale to jest praca. Przechodząc do Widzewa byłem mile zaskoczony, zaakceptowany. Bywały jakieś tam żarty czy uśmiechy, ale to nie było złośliwie. Tutaj myślę, że większych trudności z tym nie było. Czasami tylko jak grałem jakieś mecze to kibice z trybun krzyczeli czy żartowali, ale się tym nie przejmowałem. Byłem świadomy, że jednym się to będzie podobało, innym nie. Moim przewodnikiem duchowym tu, na Ziemi, jest Papież i moją radą jest, żeby wszyscy jego słuchali i starali się postępować według jego słów. O miłości do bliźniego to nie tylko słowa Papieża, ale Chrystusa. Nawet hymn o miłości: wiara, nadzieja, miłość, a z tych największa jest miłość. Jeżeli każdy miałby więcej miłości w sercu, to świat byłyby inny i bylibyśmy w stosunku do siebie milsi, uśmiechnięci i łatwiej by nam się żyło wśród społeczeństwa. Można się starać. Trudno jest bo czasami ja sam miałem w przeszłości zadrę w sercu, nie mogłem na jedną osobę patrzeć i to Pan Bóg zmienił. Trzeba starać się w każdym człowieku dostrzegać coś dobrego.

Zapis audycji: Pocieszenie i strapienie
Radio Plus, 24.III. 1999 r.


   

O Mszy Świętej najprościej [mały format] O Mszy Świętej najprościej [mały format]
Ks. Jerzy Stefański
Człowiek, który w pełni uczestniczy we Mszy Świętej, jest największym bogaczem świata. Zostaje bowiem obdarowany samym Bogiem, Jezusem Chrystusem. Z miłości do nas stał się On człowiekiem, a potem, by być jeszcze bliżej, stał się dla nas pokarmem i każdego z nas pragnie karmić Sobą... » zobacz więcej


Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2018 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej