Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Michał Kulenty

     "Śmierć straciła dla mnie swój wymiar dotychczasowy i zyskała zupełnie inny."

     ROBERT:

     - Dobry wieczór, witam wszystkich serdecznie. Dziś po raz kolejny wyjątkowe Pocieszenie i strapienie, a dlaczego wyjątkowe to pewnie usłyszycie państwo za chwilę. Dziś moim gościem jest Michał Kulenty.

     MICHAŁ KULENTY:

     Szczęść Boże.

     - Witamy cię serdecznie. Powiedz mi tak, jakbyś miał pisać CV albo biografię z tyłu okładki książki, z kim grałeś? Musisz się chwalić teraz. Krótko.

     Michał Kulenty Nie mam wielu powodów do chwały. Myślę, że to kiedyś będzie ocenione. Grałem najczęściej z ciszą, z ciszą w moim domu de facto, wtedy mi się najlepiej grało. Grałem z ogromną ilością muzyków. Praktycznie chyba z większością muzyków, którzy się liczą w tym naszym świecie muzyki, nie tylko jazzowej, ale rozrywkowej. Uważam że to nic nie znaczy. To jest tak, jak by powiedziano o piekarzu, że wypieka wszystkie rodzaje chleba. To wszystko. Dopiero od ludzi zależy czy ten chleb to jest właśnie ten chleb czy też, nie wiem, taka masa do jedzenia.

     - Tak, masz rację. W każdym razie jesteś jazzmanem i grasz od wielu lat.

     Niewątpliwie od wielu lat.

     - Dla państwa informacji: zawsze przed audycją staram się nabyć pewnej takiej prymarnej wiedzy, która mi pozwala później z gościem rozmawiać. Tym razem mi się tej wiedzy nie udało nabyć. Wiem, że ta przestrzeń, która jest nad naszą rzeczywistością jest tobą od małego, od dzieciątka.

     Dokładnie.

     - Czy pamiętasz jakiś pierwszy obraz dziecinny, wyobrażenie, nie wiem, anioł ?

     Tak, anioły. Muszę przyznać, że trafiłeś w tym przypadku. Anioł. Ale to wszystko było wyobrażenie związane z pacierzem, którego uczyłem się od rodziców. Był paciorek do anioła stróża i odwołanie od razu do mojego opiekuna duchowego, Archanioła. Od razu miałem wizję przed oczami i tak się zastanawiałem, skąd ten miecz, jak pogodzić ten miecz z tą dobrocią Bożą i miłosierdziem, ale później dopiero rozumiałem przynajmniej w takim zakresie w jakim tu jestem marnym pyłem na ziemi. Wszystkie te obrazy z prostej modlitwy były przeze mnie, jako przez dzieciaka, analizowane na swój sposób, infantylny, bardzo nieporadnie i często w ogóle miałem kłopoty z tym i zadawałem pytania. Na przykład... nie pamiętam teraz, może zaraz sobie przypomnę. Z prostych modlitw typu "Ojcze nasz", "Zdrowaś Mario" zlewały mi się słowa po prostu. Nie rozumiałem znaczeń i dopytywałem się, byłem dociekliwy. Ta cała moja duchowość budowała się po prostu, jak to się mówi, w drodze, przy jedzeniu, przy obtłukiwaniu skorupki jajka wielkanocnego i tak dalej, i tak dalej. To nie była jakaś wiedza tajemna, to było takie powszednie, codzienne, takie powietrze, którym się oddychało w moim domu. To zawdzięczam tylko swoim kochanym rodzicom.

     - Czy jest taki moment, w którym ta dziecinna wiara zaczyna dojrzewać ? Czy są jakieś stopnie, progi, bariery ?

     Ja muszę powiedzieć, że trochę dziwne mi się wydają niektóre wypowiedzi ludzi, które słyszałem wielokrotnie, o sobie mówiących, że są nawróceni. To jest dla mnie trochę niepoważne myślenie. Ja nie mogę o sobie powiedzieć "nawrócony", bo ja jestem nawrócony i znowu przestaję być. To jest dla mnie proces. To nie jest stan. Czuje się jak specjalista od grzechu, jak człowiek który ciągle analizuje swoje własne grzechy, które niewątpliwie ciągle popełniam. Mogę powiedzieć przykładami konkretnymi, dzisiaj. Mogłem się podnieść, mimo że byłem strasznie zmęczony, ale miałem jeszcze tyle siły, żeby pomóc żonie wykąpać dziecko, a poczułem się nagle taki zwolniony z tego. To jest mój grzech, który ja biorę na siebie i pewnie ona mnie teraz słyszy. To wam pokazuje, że w tej chwili nie byłem nawrócony. A nawrócony jestem wtedy, kiedy nie popełniam takich drobnych grzechów. To nie chodzi o jedzenie cukierków przed obiadem, prawda ? Tylko chodzi o rzeczy, w których ja nie jestem Człowiekiem przez duże C. Dlatego nawrócenie nie może być kompletne. Może być tylko obudzenie świadomości i najczęściej rozumu, de facto. Ale zdarzają się też wypadki nadnaturalne, jak wyraźny kontakt ze Stwórcą i to ludzie często uznają za ten moment nawrócenia, a bardzo często jest to tylko dotknięcie Ducha Świętego i często jak gdyby daremne w życiu tych ludzi, którzy przez to przechodzą. Duch Święty dotyka ich i mają kontakt z Absolutem w danym momencie, a później ich życie wcale nie świadczy o tym. To różnie bywa. Bywa też, cudowne są przypadki, chwała Panu, alleluja, niby słowo zakazane w tym okresie [31 marca], ale ciśnie mi się na usta. Natomiast w wielu przypadkach obserwowałem tych, którzy mówili o swoim nawróceniu, a ja nie czułem w kontaktach z nimi tego nawrócenia. To było intelektualne przeżywanie jakiejś sprawy. I jeszcze jedna sprawa, ostatnia, bo wiem, że za długo gadam. Pozdrawiam wszystkich. Po prostu zdarza się tak, że ludzie wyobrażają sobie, że ten stan kontaktu z Absolutem to musi być coś tak szokująco wielkiego, coś tak niesamowicie porównywalne ze stanem narkotycznej wizji, jakiegoś przeżycia euforii, ekstazy. Musi się to oczywiście zewnętrznie ujawnić w formie drgawek, palpitacji serca i walnięcia o ziemię. I to jest wtedy absolutne nawrócenie. Otóż to jest po prostu zabobon, jak stwierdził to kiedyś w innych sprawach ojciec Bocheński i tych zabobonów ja obserwuję bardzo wiele. Nie mam nic przeciwko temu. Jeżeli z nich też dobro wynika, to niech ludzie się cieszą tymi swoimi euforiami.

     - Do tego jeszcze wrócimy, bo rola euforii to jest coś o czym chciałbym porozmawiać, nie tylko w kontekście negatywnym. Teraz powiedz co zagramy w tej chwili, bo będziemy grać wyjątkową muzykę i to się rozwiązuje już, to o czym mówiłem na początku.

     To jest najnowsza propozycja, która została wyprodukowana przez Włodka Kleszcza, producenta tej płyty, no i ja byłem współproducentem. Powstała muzyka, którą stworzyliśmy wspólnie z Trebuniami-Tutkami, zespołem wspaniałych górali z Białego Dunajca. Jest to moja kompozycja do słów pani Anny Gąsiennicy-Czubernat: Niech serce bije.

     Niech serce bije

     - Wyczekaliśmy do końca. Ta kompozycja Michała Kulentego była także przez niego wykonywana, i fortepian i saksofon.

     A śpiewała Ania Trebuniowa.

     - Pozdrawiamy. Wróćmy do tego bardzo istotnego dla mnie osobiście wątku. Dzisiaj w kościele siostry Faustyny ksiądz proboszcz miał wspaniałą homilię, która mnie odrobinę przestraszyła, bo przywołał małą świętą Tereskę, która nigdy nie zgrzeszyła ciężko, a która uważała się na największą grzesznicę na świecie, i to nie była z jej strony jakaś gra pozorów, tylko rzeczywiście ona tak uważała. To co było istotne w tym co mówiła to to, że są dwa poziomy łaski, to znaczy ten pierwszy, który właśnie pozwala nie grzeszyć i ten drugi, który do tego doprowadza. Najpierw jest potrzebny ten pierwszy poziom łaski, to największe jej spłynięcie, które pozwala na dojście do takiego momentu, kiedy w ogóle takie rozważania zachodzą, o grzechu i tak dalej, i że ta część łaski jest najczęściej marnowana. Ja usłyszałem, że to jest do mnie powiedziane, że ja tej łaski tyle zmarnowałem już, że pewnie byśmy się kłócili, kto z nas jest większym mistrzem świata w różnych niekoniecznie pięknych rzeczach, ale każdy na swój użytek mógłby pewnie o czymś takim pomyśleć. Tak zrozumiałem to co mówiłeś o tych momentach które można zmarnować.

     Tak, ale każdy z nas chyba przez to przechodzi, bo jesteśmy ludźmi grzesznymi, zostaliśmy takimi stworzeni przez Pana Boga również...

     - Stworzeni nie. Stworzeni zostaliśmy bezgrzeszni.

     Niby tak, ale mi chodzi o to, że nasza natura ma skłonność wrodzoną do grzechu...

     -Od pewnego momentu bez wątpienia.

     Tak i nie możemy się gniewać ani na Adama ani na Ewę w tym momencie, tylko na samych siebie, niestety. Bardzo często obserwuję ten problem u ludzi. Mówi się na przykład, że są jacyś meteopaci. Człowiek taki dowiaduje się rano, że właśnie źle się dziś czuje i później się rzuca na kogoś w tramwaju bo właśnie ma do tego pełne prawo. Nie ma żadnego prawa.

     - Ma większe zadanie po prostu.

     Tak, ma większy krzyż, cięższy krzyż tego dnia akurat. Ot, i tyle.

     - Często ludzie wrażliwi są również wrażliwi na takie zmiany. W twoim głosie, jak mówiłeś o tych takich dotknięciach, tych bardziej momentach spektakularnych, usłyszałem coś co skłania mnie do zadania pytania: -Czy ty doświadczyłeś takich sytuacji ?

     Tak, doświadczyłem. Każdy z ludzi musi kiedyś w życiu zobaczyć marność tego świata, połączyć się z tym drugim światem osobiście i najczęściej dzieje się to pod koniec życia, kiedy to nawet zatwardziały grzesznik nagle widzi Boga Osobowego i musi stanąć przed Nim i to bynajmniej nie na ślubnym kobiercu, tylko na tym ostatnim spotkaniu między tym światem a tym który nadchodzi. I to jest ten moment, w którym w sposób ewidentny przekonuje się, że ten świat istnieje i przypomina sobie całe swoje zło. To spotkanie najczęściej spotyka go w chwili ostatecznej. Czasem dane jest po drodze człowiekowi przeżyć śmierć zwłaszcza bliskiej osoby, a tak się złożyło, że to dotknęło mnie w sposób bardzo potężny. Nic gorszego nie mogło mi się przytrafić jak strata córeczki ukochanej. Poczułem takie ogromne zbratanie. Śmierć straciła dla mnie swój wymiar dotychczasowy i zyskała zupełnie inny. Po prostu poczułem, że jestem w tym świecie w zupełnie innym wymiarze, zupełnie inny świat zobaczyłem wokół siebie. Tak to należy określić. O dziwo, nie czułem tego wszystkiego, co jest w klasycznym systemie trenów zapisane. Nawet już w całej formie trenu, że jest bunt przeciwko Bogu najpierw, później jest dopiero powrót do Boga. Nie było tego buntu. Był stan totalnego pogodzenia się. Żałość polegała nie na egoistycznym przeżywaniu braku obecności, tylko żałość polegała na tym, że moje dziecko już nie będzie żyło tu, nie będzie doświadczać tego, co ja mogę doświadczać. Ja myślałem o niej, nie myślałem o sobie, że ja jej nie będę miał. To przestało dla mnie istnieć. I wtedy poczułem, że zaczyna we mnie dojrzewać jakaś prawdziwa dojrzałość chrześcijańska. Do dziś jestem wdzięczny mojej córeczce za to i wiem że jest ze mną w tym momencie i że mnie dobrze słyszy.

     Polska

     -Ta muzyka jest dedykowana twojej córeczce.

     Tak, dedykowana jej. Nie robiłem z tego jakiejś ostentacji. Do dziś nie jest mi łatwo o tym mówić i to chyba jest pierwszy raz od tego czasu, kiedy zginęła, kiedy mówię o tym. Nawet dziękuję ci, że pośrednio zmusiłeś mnie do tego. Nie było w tym przymusu, ale jestem ci za to wdzięczny.

     - Utwór ma tytuł Polska.

     Michał Kulenty Quartet - Polska Tak, bo cała ta płyta nazywa się Polska. Jeśli widzisz okładkę, to widzisz, że to nie przypadek wszystko, że ta Polska się łączy jednoznacznie z chrześcijaństwem. Ostatnio udzielałem takiego wywiadu telewizyjnego i pani redaktorka po słowach że Polska jest jednoznacznie związana z chrześcijaństwem i jeśli ktoś tego nie rozumie to nie jest Polakiem, powiedziała: To panu już dziękujemy.

     - My panu nie dziękujemy. Nasze państwo powstało dzięki Kościołowi i tego żadne badania archeologiczne nie zmienią. Kościół wychowywał społeczeństwo i tworzył państwo, ponieważ wprowadził prawo publiczne.

     Dużo można mówić o tym. Ostatnio napisał o tym cudownie mój idol, ojciec Krąpiec. Wydaje mi się, że ta tematyka jest rodzajem zakazanej tematyki w wielu miediach. Dziękuję, że nie tu.

     - My również dziękujemy i pozdrawiam ojca Krąpca. Ja zadając tamto pytanie miałem również na myśli takie bezpośrednie, użyłeś takiego sformułowania jeszcze przed momentem kiedy weszliśmy do studia, że to się dzieje czasami tak, że to się czuje od czubka głowy aż po pięty. Czy miałeś takie wydarzenia ?

     Słuchaj, ja bardzo nie lubię narkotycznej wizji świata. A są ludzie, którzy mają tylko taką wizję świata. A moja jest taka, jak teraz słyszycie. Spokojna i, nazwijmy to, normalna. Czysta. Nie ma w tym tego typu uniesień. Te uniesienia są wewnętrzne i ja się nie wstydzę na przykład tego, że często kiedy mama czytała mi piękną poezję romantyczną, to ja płakałem i ona płacze do dziś. I niestety nie może powstrzymać tych łez. To jest jakaś taka wspólnota wielu Polaków, nawet powiedziałbym szerzej, Słowian, że mają takie mokre oczy, jak to się mówi. I to ma taki wpływ na sposób przeżywania. Można przeżywać intensywnie na scenie, porównam to po prostu używając muzycznego języka, bo przez analogię będzie nam łatwiej o tym powiedzieć. Są tacy muzycy, którzy się wyginają na scenie, robią jakieś straszne tańce, machają swoimi instrumentami, a muzyka z tego wchodzi cherlawa, koślawa i po prostu brzydka. Kto inny stoi jak słup soli, typu Ewa Dymarczyk przy mikrofonie, to są wielkie osobowości muzyki rozrywkowej. No, może to są przykład takie malutkie w porównaniu z tematyką o której mówimy, tym niemniej mogą wyjaśnić ludziom, że wielkie wzniesienia ducha to jest sprawa właśnie duchowa i nie musi się przekładać ma język ciała, na gesty, na pracę serca i tak dalej. Może pozostać w sferze ducha. Jeżeli mówimy o duchu, bo jeżeli mówimy o tym, że ktoś ma osobowość i temperament taki lub inny, i wyraża to w taki a nie inny sposób, to to jest nieprecyzyjne, to mówimy o osobowości człowieka, o nim samym. A ja mówię o duchowości jako takiej. Ja przeżywałem ogromnie wiele takich momentów i ciągle je przeżywam. Ciągle. Jestem Bogu za to ogromnie wdzięczny, bo to jest treść mojego życia. Jadę samochodem... zresztą napisałem taki wiersz i te wiersze coraz bardziej wyrażają te sprawy, że czasami czerwone światło ma dla mnie w danym momencie, w kontekście tego o czym myślę, jest dla mnie znakiem. Ty opowiadałeś o tym, co wspaniały ksiądz dziś mówił o św. Teresie, prawda ? I kto inny, przepraszam, że użyję brzydkiego określenia, patrzył by się na niego jak krowa na gwiazdy i nic by mu to nie powiedziało w danym momencie. I to nie jest zła ocena tego człowieka, który był koło ciebie i on tego nie wyniósł co ty. Bo to nie było do niego skierowane. Tak jest przecież z czytaniem Biblii, prawda ? Ona mówi do każdego swoim głosem. Biblia jest książką, która się nie kończy, nie można jej przeczytać. Krótko mówiąc, Biblii się nie da przeczytać. To jest jedyna książka na świecie, której się nie da przeczytać. Ją można czytać zawsze i ona zawsze będzie inną książką. Oczywiście w miarę naszej ułomnej interpretacji, bo z tym też nie należy przesadzać, bo można bardzo wiele dopracować się własnych, chorych, wyimaginowanch interpretacji.

     - Teraz Bajkę dla Marysi.

     Bajka dla Marysi

     Tę pieśń napisałem dla Marysi jeszcze kiedyś, kiedy żyła. Jest taka pełna optymizmu. Gdybym teraz pisał dla Marysi następny utwór, on by właśnie tak brzmiał. Nie w tym sztafażu jazzowym, który jest mi coraz bardziej obcym, zresztą zapraszam do mojego programu, który się nazywa Nie ma miłości bez ofiary (to jest cytat z Ojca Świętego), dwie godziny muzyki, która jest związana z moimi tekstami i innymi utworami, które są czysto sakralne w samej swojej duchowej istocie. Nie ma duchometru, więc trudno to zmierzyć. Nie ma przyrządu służącego do bezwzględnej oceny zawartości duchowej. Natomiast to, co ja zawdzięczam temu przez co przeszedłem... szczegółów nie chcę opowiadać, ale były to straszne. Uświadomiłem sobie, że na świecie potrzebne jest zło, żeby było dobro. Musimy mieć tę dwoistość naszej natury, naszą skłonność do grzechu, żeby móc się tego grzechu wyrzekać. Odkryłem to, że Jezus umarł na krzyżu na własne życzenie. Na własne życzenie, za nas, dokonało się. Ta dwoistość naszego spojrzenia na świat powinna być jasna i oczywista. W tym tle ja nie mam teraz wątpliwości, że postawa Hioba jest zdrowym podejściem do świata. Ona została wynagrodzona, nazwijmy to, ale dopiero po tym przejściu. Proszę w życiu mnie nie łączyć z Hiobem, bo moje cierpienie było maleńkie w porównaniu z tym, co się dzieje teraz w Kosowie, kiedy całe rodziny giną i z tym wszystkim, co się dzieje cały czas na świecie. Z tą ogromną ilością tragedii, straszną ilością okropnych przeżyć, które całe generacje ludzi muszą przeżywać. To cierpienie rodzi miłość, rodzi jakieś ciepło do świata. Żałuję, że teraz trochę to tracę. Po prostu świat, w którym żyjemy, kije baseballowe i jakaś bezinteresowna złość końca wieku, to wszystko działa również na mnie. Puszczają mi nerwy, przeżywam to zbyt mocno. To wszystko, kiedy oglądam telewizję, kiedy słucham wypowiedzi fałszywych ludzi, którzy mówią co innego, robią co innego, kiedy mi się nie zgadza ten zez sterowany, krótko mówiąc. Jednym okiem patrzę w świat mediów i drugim okiem wyglądam przez okno i to mi się nie zgadza. To desynchronizuje moje półkule mózgowe. Żartuję z tego teraz, ale jest mi naprawdę ciężko, przeżywam to osobiście. Mam wrażenie, że mam jakąś misję do wypełnienia i na pewno jest misja w sztuce, bo w życiu zakres mojego działania jest naprawdę niewielki. Gdyby moje wypowiedzi miał cechy performatywne, to tak, ale niestety nie. Może właśnie dobrze, że tak nie jest, bo inaczej jeszcze bardziej bym był zaangażowany w ten świat, a wolałbym być zaangażowany w świat sztuki, która jest zjawiskiem duchowym, notabene, na tym tle jest mnóstwo nieporozumień dotyczących sztuki w ogóle, bo jeżeli ktoś to w kategoriach materialnych li tylko rozpatruje, to popełnia duży błąd. To co chcę jeszcze teraz powiedzieć, to cytat wypowiedzi matki Teresy z Kalkuty, która dla mnie niewątpliwie zostanie świętą i to w krótkim procesie. Ona powiedziała coś takiego czego ja się nauczyłem już dawno a dopiero... Źle to znowu sformułowałem, bo nie nauczyłem się, zobaczyłem przed sobą jako misję do spełnienia, ale na ile mi się to udaje to potomni mogą ocenić, moi najbliżsi. A brzmi to tak (i ja się z tym zgadzam), że owocem ciszy jest modlitwa, owocem modlitwy jest wiara, owocem wiary jest miłość, owocem miłości jest służba, i owocem służby jest pokój. Wydaje mi się, że nie pomyliłem kolejności, jeśli, to tylko w tych dwóch ostatnich wartościach. Bardzo wielu ludzi myli te kategorie ze sobą. Wydaje im się, że modlitwa bez ciszy jest możliwa. Oczywiście cisza jest rozumiana tutaj symbolicznie, nie musi być to byt realny, chodzi o ciszę wewnętrzną, o prawdziwe skupienie. Odnieśmy tę wypowiedź do koncertu strasznie głośniej muzyki, ogromnej ilości decybeli i wrzasku ludzkich gardziołek i tupotu i zestawmy jej posługę najbiedniejszym ludziom i ten brud powszedni z którym miała do czynienia. Zobaczymy wtedy hasło: służba, że istnieje to hasło w wypowiedziach wielu polityków, w pensjach samorządowców tak dalej. Nie chcę tu wkraczać w ten świat, który dla mnie jest jakiś wyjątkowo obcy i nie mój, ale gdzie jest służba ? Po drodze ludzie zapomnieli. Zapomnieli również o tym, że jest nie tylko mądrość ale jest jeszcze roztropność po drodze. Nie ma już tego rozróżnienia. Pracuje nad tym usilnie nasz autorytet, czyli nasz Papież. Do tej pory wszyscy mówili tylko, że Bóg jest jedną wielką miłością i że należy Go postrzegać czysto duchowo, bo On jest tylko Wybaczającym. Ale On jest również Sędzią Sprawiedliwym. Trzeba być roztropnym, żeby to czuć. Krótko mówiąc, staram się wracać do tego, czego mnie uczyli moi rodzice, do podstaw naszej wiary, które są bardzo prosto i jednoznacznie skodyfikowane w czymś, co się nazywa katechizm.      - Bardzo poczytna ostatnio książka. Moim gościem jest Michał Kulenty i teraz zagramy rzecz z innej płyty.

     Frasobliwy

     - Miałem okazję wsłuchać tego utworu w trochę innym tempie. W poniedziałek był duży koncert w Sali Kongresowej, którego ty byłeś chyba duszą, jakimś napędem, a przynajmniej pomysłodawcą.

     Nie, nie. Na pewno byłem tam obecny, ale po prostu z kilkoma wykonawcami grałem, natomiast to był koncert tygodnika Solidarność, kandydatów i laureata nagrody Tak trzymać.

     - Nowej nagrody tygodnika Solidarność. Grały tam różne zespoły, grał Maleo, grała młoda Niemenówna i ten utwór zrobił na mnie największe wrażenie, ale był inaczej zagrany.

     Michał Kulenty Tutaj zagrany, krótko mówiąc, na modłę czysto jazzową. Świat jest sformatowany. Stacje radiowe, telewizyjne, wszystko się formatuje jak dyskietki, i my też, niestety. To jest taki rodzaj autocenzury i nie musiałem być sformatowany na tym koncercie, wręcz mogłem być sobą. Tutaj jest to granie mocne, dynamiczne, tam było równie ekspresyjne, myślę, natomiast bardziej subtelne i z mniejszą ilością dźwięków z całą pewnością, bo na tak wielkiej sali jest to wyzwanie. Sala Kongresowa, kilka tysięcy osób, które w skupieniu wysłchują czegoś takiego. Rzadko mają okazję słuchać tego poprzez inne stacje radiowe, bo stacje radiowe nie lubią takich smutnych, powolnych, romantyzujących utworów. Może zademonstruję co robią: mmm-c mmm-c mmm-c. To lubią, no. W związku z czym, żeby być jak najdalej od tego gatunku muzycznego, grałem w ten sposób. A utwór się nazywa Frasobliwy i nawiązuje do wszystkich kapliczek przydrożnych.

     - Czy w tej twojej drodze, o której tak rozmawiamy od parunastu minut, jest jakiś jeszcze inny moment o którym chciałbyś powiedzieć ? W tym jak się zmieniałeś, jak zmieniano cię, jak dane było ci się zmieniać ? Jak dane było ci reagować na to, że ktoś chciał ci pomóc ? Mogę tak jeszcze przez chwilę...

     Mówiąc szczerze, mógłbym cały czas, praktycznie rzecz biorąc, za moje życie dziękować Bogu. Dojrzałem do tego, tu mogę powiedzieć nieskromnie, że wiem, że mogę Bogu dziękować cały czas, bo wszystko co mi daje jest godne podzięki. I to, co w moim rozumieniu jest złe, ja odczuwam jako bolesne. Ja za to wszystko zaczynam dziękować. W tym sensie jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem. Ciągle doświadczam jakiejś niezwykłej opieki Bożej nad sobą i to jest niewyobrażalna opieka, wręcz. Chociażby ostatnio, moja żona z dwojgiem dzieci miała wypadek samochodowy, w którym mogli wszyscy zginąć. To było zderzenie z 50-tonową cysterną pełną benzyny, i nie miała żadnych szans. Nic się nie stało. Owszem, muszę dodać, że duży samochód został kompletnie, jak to się mówi, skasowany, zniszczony doszczętnie. I tak dalej, i tak dalej. Mógłbym to mnożyć, ciągle mnożyć. Całe moje życie powinno być jednym wielkim hymnem pochwalnym dla Pana Boga. I jeżeli przez chwilę jestem zdenerwowany to głównie z powodu tego, że mam w sobie dużą dozę zaufania do świata, do ludzi, i jeżeli oni zawodzą moje zaufanie to wtedy dostaję szewskiej pasji i nie mogę nad tym zapanować. I to jest ten jeden z grzechów, może głównych w ostatnim okresie. Ale to jest chyba syndrom końca wieku, nich już się skończy. Chciałbym państwu przesłać od siebie to, co koiło zawsze moje nerwy, mianowicie chorał gregoriański. Ten nie jest gregoriański, jest taki michałowo-kulenty i został wydany na płycie która nie jest moja, ale nazywa się Przyjdź, z tyłu jest napisane: "Uwaga, częste słuchanie grozi nawróceniem", co mi się bardzo podoba. A jest to utwór, który się nazywa Pogoda Ducha Świętego.      - Ale to za chwilę. Czy z twoim patronem masz jakieś konszachty ? Mój syn ma na drugie imię właśnie Michał.

     To są te konszachty, ciągłe poczucie, że nie jestem sam. Cały czas. Bez żadnej żenady tutaj mogę patrzeć prosto w oczy wszystkich słuchaczy, cały czas czuję, że nie jestem sam. Cały czas mam opiekuna i autentycznie tego doświadczam. Powiem jeszcze więcej. Jest takie czasopismo w Stanach wydawane, Angel Times i to jest czasopismo poświęcone tylko i wyłącznie aniołom. Jednym z redaktorów jest moja przyjaciółka i tam są niesamowite rzeczy. Tam są wypowiedzi ludzi, którzy mają ciągle do czynienia z aniołami i różnego typu zdarzenia z tym związane. No ale to jest temat na osobne opowiadanie.

     - Moim dzisiejszym gościem w Pocieszeniu i strapieniu był Michał Kulenty. Pozdrawiamy, wszystkiego dobrego. Z Panem Bogiem

     Szczęść wam Boże.

     Pogoda Ducha Świętego

Zapis audycji: Pocieszenie i strapienie
Radio Plus, 31. III. 1999 r.


   

Otwarci na miłość – jak pokonać bariery Otwarci na miłość – jak pokonać bariery
ks. Krzysztof Grzywocz, Monika Gajda, Marcin Gajda
To konferencja, która zatrzęsie światem Twoich relacji, a z gruzów dotychczasowych przekonań pomoże zbudować piękne i trwałe więzi z innymi ludźmi i z Bogiem. Audiobook „Otwarci na Miłość” wskaże Ci drogę do przełamywania wewnętrznych barier i udowodni, jak ważne jest otwarcie na drugiego człowieka. Dowiedz się, jak rozwijać kontakt z własnymi uczuciami, jak słuchać uważnie drugą osobę i co zrobić, by odpowiedzialnie kochać! ... » zobacz więcej


Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2018 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej