Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Weź w obronę dzieci

     Wszyscy, którzy spotkali się bezpośrednio z o. Jożo Zovko, franciszkaninem, w Medziugorju, ulegają urokowi osobistemu tego człowieka, jego życzliwości, pokojowi i dobroci. Trudno zapomnieć słowa jego katechez i kazań. Płyną z serca pełnego serdecznej wiary i miłości do Chrystusa i Jego Bożej Matki. Kiedy po nabożeństwie szedł przez kościół, trzymając w dłoniach Najświętszy Sakrament i błogosławił uczestników, każdy czuł Bożą obecność.

     Urodził się 19 marca 1941 r. w Uzarici, niedaleko Mostaru w Bośni. Tutaj spędził młodzieńcze lata. Rodzice wydali na świat dziesięcioro dzieci: 5 chłopców i 5 dziewczynek. W domu nauczył się od rodziców głębokiej wiary.

     7 lutego 1945 r. przyszli komuniści do klasztoru w Śiroki-Brijeg. Od zakonników zażądano wyrzeczenia się wiary. Boga nie ma. Jeden z nich zrzucił ze ściany krzyż na podłogę. Franciszkanie mieli wybierać: albo podepczą krzyż, albo umrą.

     Każdy z nich pochylił się nad leżącym krzyżem i ucałował go mówiąc: "Ty jesteś moim Bogiem i wszystkim dla mnie". Wszyscy wybrali śmierć. 30 zakonników, także i chorzy, zostali wyrzuceni na zewnątrz, rozstrzelani i spaleni. W popiół obrócono też gimnazjum, szkołę, seminarium, bibliotekę. Zmuszono niektórych uczniów do przypatrywania się tym okrucieństwom. Wściekłość komunistów nie ograniczyła się tylko do franciszkanów. Zamordowano także 874 wiernych.

     Wszystko to tylko umocniła wiarę tych, którzy przeżyli. W szkole ateizowano dzieci, wygadywano na Kościół i papieża. Ale te zabiegi nie zaszkodziły im, bo codziennie byli świadkami głębokiej wiary swoich rodziców. Dla czteroletniego Jożo było jasne, że na pierwszym miejscu stoi Bóg, a nie Stalin czy Tito.

     Po skończeniu szkoły postanowił zostać franciszkaninem. Miał wtedy 16 lat. Nie był sam. Z jego gimnazjum wyszło 103 franciszkanów. Oczywiście taka decyzja łączyła się z pewnym ryzykiem. Władze komunistyczne były wrogie Kościołowi.

     Studia poprzedzające kapłaństwo kontynuuje potem w Sarajewie, Ljubljanie, Gracu (Austria). Święcenia otrzymuje w 1967 r. Po kilku latach pracy na parafiach jako wikariusz, w 1974 r. zostaje proboszczem, a w 1980 r. przełożeni przenoszą go do Medziugorje. Pracę duszpasterską zaczyna od utworzenia wśród młodzieży grupy modlitewnej. Gdy w czerwcu 1981 r. głosił rekolekcje zakonnicom w Zagrzebiu, objawia się po raz pierwszy Gospa w Medziugorje. Było to 24 czerwca 1981 r.

     Dwa dni potem wraca do domu i zastaje tam kilka tysięcy ludzi, aczkolwiek na skutek burzy zabrakło prądu i przestał funkcjonować telefon. Spośród dzieci, które miały widzenie Gospy, znał tylko dwoje. Pomyślał sobie wówczas, że jest to zwykły chwyt komunistów. Prawdopodobnie nagrali wszystko z dziećmi, albo i nakarmili je narkotykami, aby mieli nadziemskie wizje. Po prostu chcieli w jeszcze jeden sposób skompromitować wiarę.

     Aby wszystko wyjaśnić, poprosił dzieci na plebanię. Najpierw rozmawiałem z dziewczynką z Sarajewa. Opowiedziała mi wszystko z prostotą i bardzo grzecznie. Po godzinie zaprowadziłem Vickę do mego pokoju. Wypytałem o wszystko, co przeżyli przez te dwa dni. Opowiedziała o widzeniu z wielkim zaangażowaniem. Przeżyła to bardzo. Rozmawiałem ze wszystkimi dziećmi, które miały wizję. Ivan tylko był zdawkowy i prawie nic nie powiedział. Na pytania odpowiadał "tak", lub "nie". Stanowiło to dla mnie pewien problem. Także Ivanka dawała tylko zdawkowe odpowiedzi. Marija była bardzo mała, bosa, ale promieniowała radością i wiele opowiadała. Wyczułem, że dzieci mówią prawdę. Ale być może ktoś stal za tym wszystkim. Mimo wszystko nie byłem pewny.

     Od tego momentu o. Jożo zaczyna wszystkie rozmowy nagrywać na taśmie magnetofonowej, aby je potem porównywać. Codziennie po objawieniach zaprasza dzieci do siebie i nagrywa rozmowy. Policja od początku zaczęła robić dzieciom trudności. Zamykano ich w domu, a mimo to zawsze udawało im się wydostać z domu na czas spotkania z Matką Bożą. Policja śledcza przesłuchuje dzieci i poddaje badaniom u 12 psychiatrów. Ci stwierdzają tylko, że dzieci są normalne.

     Dla proboszcza nie jest to wcale łatwa sytuacja, a dla parafian stanowi swoistą próbę. Poddają się pokusie ciekawości. Czekają na cuda. Nie mogą pojąć, że chodzi tu po prostu o ich nawrócenie. W tej sytuacji ojciec proboszcz nie jest do końca przekonany o prawdziwości objawień.

     Wtedy miało miejsce następujące wydarzenie. Była niedziela. Proboszcz próbuje przekonać parafian: Nasza wiara nie zależy od tego rodzaju objawień. Mamy sakramenty, Pismo św. Przyszli wszyscy do kościoła. Gdy nadeszła jednak godzina objawień, wszyscy polecieli na górę, gdzie ukazywała się Matka Boża. W kościele został sam proboszcz. Byłem przygnębiony. Gdy wyjrzałem na zewnątrz, zobaczyłem, że góra objawień była oblężona przez ludzi. Wróciłem do kościoła i usiadłem w ławce. Otwarłem Pismo św. i zacząłem czytać fragment o Mojżeszu w księdze Wyjścia. Chciałem od Boga dostać odpowiedź na to wszystko, co się tutaj działo.

     Wtedy usłyszał głos: "Wyjdź z kościoła, weź w obronę dzieci." Położyłem Biblię na ławce i wyszedłem z kościoła. Zobaczyłem biegnące ku mnie dzieci. "Goni nas policja!" O. Jożo zabrał dzieci na plebanię i ukrył je w swoim pokoju. Wtedy Matka Boża ukazała się dzieciom w pokoju proboszcza.

     Od tego momentu proboszcz przestał wątpić w prawdziwość objawień. Teraz zrozumiał, że Matce Bożej chodziło nie tylko o dzieci, ale także o niego i o wszystkich ludzi, którzy są gotowi dać świadectwo swojej wierze, bronić jej i żyć nią na co dzień.

     Wkrótce potem zaczęła się ukazywać Gospa dzieciom regularnie w kościele. Także o. Jożo ujrzał Ją pewnego razu przy ołtarzu w czasie modlitwy różańcowej. Przerwał modlitwę i pozdrowił Maryję pieśnią. Wszyscy, którzy tam byli, zrozumieli, co się wydarzyło. Wiele też zmieniło się u mieszkańców Medziugorje. Nauczyli się modlić, przebaczać i pomagać sobie. Z pomocą Maryi zrozumieli, że trzeba mieć otwarte i pokorne serce. Ojciec napisał potem: Tutaj ukazała Matka Boża, jak cenne w oczach Bożych są posłuszeństwo pełne pokory i prostoty.

     O. Jożo stanął oficjalnie w obronie dzieci. Policja zażądała zamknięcia kościoła, ale nie zgodził się na to. Dlatego w sierpniu 1981 r. uwięziono go. Myśleli, że wtedy ustaną objawienia. Pomylili się. O. Zovko spędził w więzieniu 18 miesięcy i 12 godzin. O przeżyciach więziennych woli milczeć. Wiadomo tylko, że dręczono go i bito tak mocno, że znalazł się w szpitalu.

     Po wypuszczeniu z więzienia powierzono mu parafię na krańcu diecezji. Komuniści wszczęli tam zaraz wrogą kampanię. Musiał opuścić parafię i przenieść się gdzie indziej. Wtedy wybuchła wojna domowa.

     O. Zovko mówi: Oczy całego świata były wówczas zwrócone na Medziugorje. Nie podobało się to szatanowi. Nie powinno się powtarzać słów Matki Bożej, ale powinno się mówić o okropnościach wojny.

     Któregoś dnia zobaczył w telewizji dziecko, które utraciło na skutek wojny oboje rodziców. Płacząc, dziecko to powiedziało: "Nie mam już nikogo". Pomyślałem sobie wtedy - mówi o. Zovko - że to nie jest tak. Masz przecież mnie, moich braci i siostry - masz Kościół!

     Zaraz zabrał się więc do organizowania ludzi dobrej woli, którzy zajęliby się takimi dziećmi. Opiekunowie powinni otoczyć opieką tego rodzaju dzieci, a nie chodziło tu tylko o pieniądze, ale też o modlitwę i osobisty kontakt z sierotami.

     Dzieci te były bardzo często świadkami gwałtownej śmierci rodziców i nie tylko. Ta śmierć osierociła ich, ale też zraniła serce i psychikę. Potrzebują kogoś takiego jak Matka Teresa z Kalkuty, kto by im powiedział: kocham Cię. Gdy nie znajdą się tacy ludzie, nie ma co mówić o Kościele.

     O. Zovko uważa, że dopiero w kontekście tych dzieci widać, jak słabe są kontakty osobowe między nami. One są lekarstwem na naszą izolację. Trudno nazywać nas ludźmi wierzącymi, jeżeli nie potrafimy kochać.

     Już 3700 dzieci znalazło opiekunów. 300 następnych czeka na przygarnięcie.

     Aby tym dzieciom zapewnić środki materialne, a także zdobyć pieniądze na szerzenie posłania pokoju Matki Bożej, objeżdża o. Zovko cały świat. W swych podróżach opowiada o cudach duchowych i uzdrowieniach, jakie się dzieją w Medziugorje. Na razie lekarze stwierdzili 400 takich uzdrowień.

     W Medziugorje dzieją się też cuda duchowej przemiany, nawrócenia. Takie nawrócenie przeżył tam pewien anglikański duchowny, znakomity teolog. Po powrocie do Atlanty w USA zaprosi! o. Jożo, aby przyjechał i na tamtejszym stadionie odprawił mszę św. z udziałem ponad 12 000 osób. Na wstępie pastor powiedział: "Dlaczego zaprosiłem księdza katolickiego? Właśnie dlatego, że jest księdzem. Przed tygodniem byłem w Medziugorje i stwierdziłem, że ja księdzem nie jestem. Jestem Bogu bardzo wdzięczny za światło, którego tam doświadczyłem. Dziś chcemy razem z tym katolickim księdzem przeżyć prawdziwą mszę św." Następnie przeczytał list do Ojca Świętego, w którym prosi go o przyjęcie do Kościoła katolickiego. Czyż to nie cud? - mówi o. Jożo. A ileż tego rodzaju cudów przeżyłem w Medziugorje, wie tylko sam Bóg.

     (por. "Yision 2000", 6/97, s. 12-14)

ks. Stanisław Szmidt


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej