Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Powrót córki

ŚWIADECTWO O TYM, ŻE BÓG WŁAŚNIE MNIE (I CIEBIE) KOCHA

     Bóg potrzebował 1 sekundy, żeby mnie ocalić

     TO JEST STRESZCZENIE MOJEJ WALKI. MOJE ŚWIADECTWO NAWRÓCENIA. MOŻE POMOŻE KOMUŚ Z WAS.

     Jestem zapewne podobna do większości z Was. Jako dziecko żyłam ideałami i całkowicie ufałam ludziom.

     Jako nastolatka zauważyłam, że świat wcale nie dąży do ideału. Buntowałam się przeciwko temu, jaki on jest. Mówiłam dorosłym, jaki on powinien być, co mi się nie podoba na tym świecie, co powinno być w nim zmienione. Moja wiara polegała na uczęszczaniu na coniedzielną mszę świętą. Próbowałam przestrzegać 10 przykazań i nie krzywdzić innych ludzi. I to by było na tyle. O Bogu słyszałam wiele teorii, ale nie dostrzegałam Jego zbyt dużego wpływu na moje życie. Pytałam nieraz Boga o różne sprawy, ale żadnej odpowiedzi z Jego strony nie słyszałam.

    W starszym wieku, jakiekolwiek plany robiłam na przyszłość, nic mi się nie udawało. Patrzyłam na znajomych dookoła i widziałam, że im się wszystko układa. Cokolwiek sobie pomyślą, wszystko im się realizuje. A ja, pomyślę lub powiem o swoich planach w jeden dzień, a na drugi powstaje nagle dziesięć różnych przeszkód, by tak się nie stało. Z drugiej strony, kiedy czegoś nie chciałam, to właśnie to się działo. Zrozumiałam, że nie mam żadnego wpływu na swoje życie. Dostajesz życie, jak każdy inny człowiek i nic w nim nie możesz uczynić. Wtedy to był koszmar. Teraz, z perspektywy lat już rozumiem, że to nie było przekleństwo, lecz błogosławieństwo. Właśnie w tym wszystkim był w moim życiu Bóg. Te wszystkie wydarzenia doprowadziły mnie do chwili obecnej, czasu największej radości i szczęścia w moim życiu. Ale wtedy to było nie do zniesienia. Czułam się jak żywy trup – niby żyłam, ale patrzyłam na to moje życie z boku, jakby ktoś inny nim rządził. Doszły problemy w rodzinie i ze znajomymi. Każda nowa osoba pojawiająca się w moim życiu była powodem cierpienia. Zaczęłam bać się ludzi. Odsunęłam od siebie prawie wszystkich znajomych, a nowych nie chciałam poznawać. Pytałam Boga, dlaczego to wszystko właśnie mnie spotyka, ale nie słyszałam żadnej odpowiedzi. Zaczęłam myśleć, że On mnie nie widzi, ani mnie nie słyszy. Uważałam, że Bóg nie zauważył, że się urodziłam. Zaczęłam myśleć, że jestem jakimś błędem w rejestrze, że Bóg nie odnotował w kartotece moich narodzin. To było piekło. Oddychasz i myślisz, ale tak naprawdę, jakbyś nie miał prawa do własnego życia. Więc przestałam zabiegać o cokolwiek. Doszłam do wniosku, że spokojnie poczekam na śmierć. I z taką myślą budziłam się przez kilka lat, każdego dnia mając nadzieję, że to dzisiaj nadejdzie koniec tej udręki. Byłam niecierpliwa i zbuntowana przeciwko wszystkim i wszystkiemu. Miałam wszystkiego dość. Co noc śniły mi się okropne sny. Przestałam w ogóle zwracać się do Boga i chodzić do kościoła. Uważałam, że to jest Bóg innych ludzi, ale nie mój. Zaczęłam zastanawiać się nad apostazją. I wtedy dostałam od Niego odpowiedź.

     08-12-2017 (piątkowy wieczór – Dzień Godziny Łaski, o czym wówczas nie miałam pojęcia)

     Telefon od mamy w sprawie J., że ma guza mózgu

     Padnięcie na kolana do modlitwy.

     Odmawiałam następujące modlitwy:

     Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Wierzę w Boga, Pod Twoją Obronę, Modlitwa do Anioła Stróża, Litania Loretańska do Najświętszej Maryi Panny, Modlitwa do Matki Bożej z Lourdes, Modlitwa Jana Pawła II do Pani z Lourdes, Modlitwa za rodziny do Matki Bożej z Lourdes, Litania do Matki Bożej z Lourdes, Modlitwa w ciężkim strapieniu do Judy Tadeusza, Modlitwa codzienna o opiekę do św. Judy Tadeusza, Modlitwa do św. Judy Tadeusza, Modlitwa dziękczynna do św. Judy Tadeusza, Litania do św. Judy Tadeusza, Modlitwa do św. Rity, Litania do św. Rity, Koronka, którą codziennie odmawiał Ojciec Pio, Modlitwa do Matki Bożej Gietrzwałdzkiej, Nowenna do Matki Bożej Gietrzwałdzkiej, Litania do Matki Bożej Gietrzwałdzkiej, Modlitwa o otrzymanie łaski za wstawiennictwem Sługi Bożej Siostry Stanisławy Barbary Samulowskiej.

     09-12-2017 (sobota)

     Modlitwa przez cały dzień do nocy.

     10-12-2017 (niedziela)

     Msza za powodzenie operacji J.

     Spowiedź po 2 latach nie chodzenia do kościoła

     Modlitwa od ok. 20:00 do 2:00-3:00 w nocy z niedzieli na poniedziałek.

     11-12-2017 (poniedziałek)

     J. operowany w Centrum Zdrowia Dziecka

     Modlitwy po pracy do późnych godzin nocnych.

     12-12-2017 (wtorek) – 18-12-2017 (poniedziałek)

     Ciąg dalszy modlitw po pracy do późnych godzin nocnych.

     19-12-2017 (wtorek wieczorem)

     DZIEŃ CUDU W MOIM ŻYCIU (wydarzenia tego dnia zostały przeze mnie spisane 20-12-2017, żebym ich nigdy nie zapomniała)

     "20-12-2017 godz. 22:33 (środa)

     W dniu wczorajszym dostałam od naszej klientki - pani H. L. olej z Loretto - cudowny olej z miejscowości, gdzie objawiła się Matka Boska. (Pomyliłam tutaj nazwę miejscowości i błędnie myślałam, że Matka Boża się tam objawiła, ale teraz już wiem, że miejscowość prawidłowo nazywa się Loreto i mieści się w niej Święty Domek z Nazaretu – dom, w którym mieszkała Matka Najświętsza Maryja). Chcę podarować go M. i P. dla J. Po pracy zadzwoniłam do P., żeby go poinformować o tym, że udało mi się zdobyć ten olej. Chciałam się Go zapytać, kiedy do nich mogę przyjechać z tym olejkiem. P. spytał się, czy tato będzie na kolacji wigilijnej, ponieważ może to być ostatnia taka kolacja w takim składzie, ponieważ J. może już z nami nie być. Powiedziałam Mu, że tak na pewno nie będzie. Rozłączyliśmy się. Strasznie mnie to poruszyło i postanowiłam przedzwonić do mamy, żeby uprzedzić rodziców, że P. zależy na obecności ojca. Powtórzyłam mamie słowa P. Mama powiedziała, że to okropne, że wybierała się na rekolekcje, ale chyba nie pójdzie, bo chyba nie zdąży. Była godzina 18:23:55, kiedy jej powiedziałam, żeby szła na te rekolekcje, ponieważ musimy walczyć za J., bo on sam nie może walczyć, nie da rady. Rozłączyłyśmy się. Mama powiedziała, że w takim razie pójdzie do kościoła. Słowa P. i reakcja mojej mamy, pełna rezygnacji, tak na mnie podziałały, że się rozpłakałam. Błagałam Pana Boga, Pana Jezusa, Matkę Boską i Wszystkich Świętych o zmiłowanie, miłosierdzie i litość, dla nas samych i dla J. Krążyłam po pokoju i łazience.

     W pewnym momencie, wchodząc do pokoju, przekraczając próg pokoju doznałam niesamowitego uczucia. Wszystko stało się dosłownie w jedną sekundę. Czułam to w ten sposób, jakby ktoś z góry wlał we mnie totalny spokój, błogą ulgę ogarniającą moje ciało i duszę, moje myśli, niesamowitą i wszechogarniającą radość. Cały niepokój, stres i spięcie "uleciało" ze mnie w jedną sekundę. Pozostała tylko błogość, ulga, spokój i radość. Tak, jak jeszcze przed chwilą leciały mi łzy żalu i wypowiadałam słowa: Boże zlituj się, Jezu miłosierny miej litość nad nami, tak teraz miałam łzy radości w oczach, na ustach uśmiech od ucha do ucha, a na ustach słowa: "Dzięki Ci Boże", "Pochwalony jesteś Boże teraz i na wieki, po kres wszechświata", "Pochwalony jesteś Boże wszechmogący, Jezu miłosierny, Matko Boska, Duchu Święty i Wszyscy Święci". Nie mogłam powstrzymać tego wybuchu radości. Ona po prostu "wylewała się" ze mnie, cisnęła mi się na usta. Przez kolejne pół godziny do godziny nie potrafiłam przestać dziękować Bogu i chwalić Go. Ten akt łaski zdarzył mi się pomiędzy godziną 18:30 a 19:00 w dniu 19-12-2017 roku. To było coś niesamowitego.

     Wreszcie zrozumiałam, że ktoś w niebie usłyszał moje żale i płacze i zlitował się nade mną. W tamtej chwili nie rozumiałam tylko, co się dzieje. Co to wszystko oznacza. Czy to oznacza, że właśnie dokonuje się cud (ponieważ o cud uzdrowienia dla J. się modliłam), czy to chwila, kiedy moje prośby dotarły do Boga, czy może oznacza to tylko, że mam się nie martwić. Uśmiech nie chciał zejść mi z twarzy. Z tej błogiej ulgi zasnęłam jak dziecko, przy włączonym telewizorze i świetle i komputerze. Obudziłam się ok. godziny 2:30 w nocy. Powyłączałam telewizor i komputer, pomodliłam się i poszłam spać z uśmiechem na ustach. Czułam, że z J. będzie wszystko dobrze.

     Nie wiem, kto z nieba był w moim małym mieszkanku na 11-tym piętrze. Czy to był Pan Jezus, czy Duch Święty, a może Matka Boska Loretańska, której święty olejek mam w domu. Wiem jedno. To, co mnie spotkało porównuję do ujrzenia UFO. Nagle zmienił mi się sposób postrzegania tego świata i świata niewidzialnego. W takiej chwili człowiek zmienia perspektywę, priorytety. Zmienia się to, co znajduje się w centrum istnienia we wszechświecie. Człowiekowi spadają klapki z oczu. Widzi, że jedyne, co się liczy to miłość i troska o ludzi. Nic innego nie jest warte funta kłaków.

     Boże, to niesamowite, co mi się przytrafiło. To było tak niezwykłe, nie z tego świata. Totalny spokój, błogość, radość. Ja nie mogłam przestać się śmiać przez łzy chwaląc Boga i dziękując Mu. Słowa same wypływały mi z ust. Teraz jest 20-12-2017 godz. 23:22, a ja nadal czuję totalny spokój, brak napięcia w mięśniach, błogość na duszy. Czuję się tak, jakby moja dusza i ciało zostały wykąpane z zewnątrz i od środka w źródle, nie rozumiem tylko, czego. Może miłosierdzia, może Boskiej litości lub zmiłowania. Czuję się, jakby wszystkie brudy zalegające w zakamarkach mojej duszy zostały "wypłukane". Czuję się czysta. Boże Wszechmogący dzięki Ci po wsze czasy. Boże to niesamowite, niezwykłe, nieziemskie, spoza naszego wymiaru, cudowne. Boże dziękuję Ci.

     Dzisiaj dowiedziałam się, że J. na razie wraca do domu ze szpitala. Na razie nie będzie miał naświetleń, ani nie będzie brał chemii. W kwietniu ma pojechać do kontroli do szpitala i wtedy wszystko się wyjaśni. Na razie zdarzyły się dwa cudy. J. może ruszać nóżkami i rączkami, widzi – to pierwszy cud. Podczas operacji lekarze nie uszkodzili nic w mózgu J. (Było ryzyko, że może mieć sparaliżowane ręce i nogi i może nie widzieć. Ostatecznie, ponieważ guz w głowie był dosyć duży, J. ma "tylko" sparaliżowaną połowę buzi. Jeśli można powiedzieć "tylko" w takiej sprawie.) Następnie zdarzył się drugi cud – to, o co się modliłam – żeby J. nie musiał brać chemii lub naświetleń. Modliłam się jeszcze o jedno – o to, by ten guz zniknął. To jest miejsce na trzeci cud. Mam nadzieję, że olejek z Loreto, winko z Gidlów oraz cudowna woda z Lourdes pomogą. Tak, jak moje uczestnictwo w mszach o uzdrowienie. Wszystko dla J. Tą trzecią bitwę dopiero musimy stoczyć, ale wierzę, że będzie dobrze, ponieważ Bóg jest z nami, jest po naszej stronie. Obyśmy nigdy nie zapomnieli tej nauki, którą udziela nam los. Przyznaję, że rozumiem, dlaczego ta nauka jest nam udzielana. Obyśmy wyciągnęli z niej jak najwięcej i jak najszybciej i żebyśmy ją zapamiętali na wieki. Oby J. wrócił do zdrowia i nie płacił za nasze grzechy. W Wigilię 24-12-2017 podamy J. wszystkie cudowne olejki, wody i winka. Oby uzdrowiły ciało i duszę J. Modlę się o to. Niech będzie pochwalony Bóg wszechmogący, Jezus miłosierny, Duch Święty, Matka Boska i wszyscy Święci. Amen.

------------------------

BÓG JEST MIŁOŚCIĄ (W CAŁOŚCI I BEZ GRANIC)


PAN JEZUS JEST PRAWDĄ I ŚWIATŁEM I ŻYCIEM.
JEDYNĄ I NAJPRAWDZIWSZĄ PRAWDĄ,
ŚWIATŁOŚCIĄ

(ROZJAŚNIAJĄCĄ CIEMNOŚĆ KŁAMSTWA, GRZECHU I NASZEJ "AMNEZJI",
DOTYCZĄCEJ NASZEJ ŚWIADOMOŚCI O SOBIE SAMYCH, KIM JESTEŚMY I DOKĄD ZMIERZAMY
(RAJ* JEST NASZYM PRZEZNACZENIEM, JEST STWORZONY DLA NAS))
I ŻYCIEM
(W RAJU* BĘDZIEMY ŻYĆ NAPRAWDĘ – ŻYCIEM WIECZNYM,
KTÓRE OD ZAWSZE, OD STWORZENIA ŚWIATA BYŁO NAM PRZEZNACZONE).
*pisząc "Raj" miałam na myśli Królestwo Niebieskie

TO czułam w TAMTEJ chwili.

Dziękuję Panu Bogu za to, że pozwolił poznać mojemu sercu i rozumowi tą prawdę."

------------------------

     Kiedy stałam nad przepaścią duchowego piekła jedna sekunda Łaski mnie odmieniła.

     Stając naprzeciwko takiej miłości, naprzeciwko po trzykroć świętego Boga, który jest Miłością dociera do ciebie z całą jaskrawością, jakim przez lata byłeś grzesznikiem. Po takim doświadczeniu zaczynasz myśleć o sobie: "Kim ja jestem, żeby oceniać innych. Jestem takim samym grzesznikiem, albo nawet gorszym". Już nie masz "tupetu" oceniać innych. Myślisz sobie: "Kochany Tato mi tyle okropieństw przez lata wybaczał, więc jak ja mogę nie wybaczyć komuś, kto być może jest mniejszym grzesznikiem niż ja".

     Dużo o tym myślałam i doszłam do wniosku, że całą tą lawinę zdarzeń zapoczątkowało przystąpienie do spowiedzi św.

     Wystarczyło, że po około 2 latach totalnego zerwania z Panem Bogiem poszłam do spowiedzi. Wyciągnęłam do Niego palec, a On – Ojciec, który z utęsknieniem na mnie czekał - chwycił mnie za całą rękę i przyciągnął do siebie. Miałam wrażenie, że lekarstwo, które mi zaserwował było jak kuracja celowana w mego duchowego raka. Jak kuracja "skrojona" idealnie pode mnie, pod moje duchowe dolegliwości i zniewolenia.

     Niektóre "skutki" tej kuracji utrzymywały się przez kilka miesięcy, inne trwają do dzisiejszego dnia.

     Z moich notatek:

"Przez kolejne 2-3 miesiące zaszły następujące zmiany:Dotychczas:
- przestałam przeklinać (wciąż tego nie robię)- przeklinałam w każdym zdaniu
- wybaczyłam swoim winowajcom (wszystkim), nie potrafię nienawidzić ludzi czy świata. Czuję tylko współczucie dla moich winowajców, modlę się za nich- nie potrafiłam przebaczać
- przez około2 miesiące nic (zupełnie nic) mi się nie śniło w nocy(żaden sen)- prawie co noc śniły mi się koszmary
- przez około 2-3 miesiące czułam w piersiach, jakbym tam miała "puste" miejsce, taką ogromną "dziurę", "pustą przestrzeń" o dużych rozmiarach i obolałych, jakby pokrytych palącymi, żywymi ranami brzegach 
- przez około 1-2 miesiące byłam bardzo wyczulona na grzech, widziałam go wszędzie, nawet w zwyczajnych życiowych sytuacjach, "oczami Jezusa", w sytuacjach, które do tej pory nie uważałam za grzech- byłam nieświadoma grzechów popełnianych w zwykłych codziennych sytuacjach, nie dostrzegałam ich
- do tej pory (24-07-2018) czuję ogromną miłość do Pana Boga, Pana Jezusa, Matki Najświętszej i Ducha Świętego- wierzyłam, że istnieje jakaś dobra moc, która pomaga innym ludziom, ale nie mnie. Bóg był mi obojętny.
- atmosfera w mieszkaniu się zmieniła. Nie czuje się już tutaj niczyjej obecności, telewizor już się sam nie włącza- czułam, jakbym nie była sama w moim mieszkaniu. Telewizor sam mi się włączał. Kilka lat temu "coś" mnie próbowało udusić w moim łóżku w środku nocy.
- wskutek tego, co się stało przez około 2-3 miesiące nie mogłam sobie przypomnieć nic złego, co mnie spotkało w życiu od innych ludzi; miałam w głowie całkowitą blokadę, jakby mur nie do przejścia- rozpamiętywałam wciąż, kto mi coś złego uczynił
- zrozumiałam, że Bóg jest milimetr od nas, jest wszędzie, wszystko widzi i słyszy- myślałam, że Bóg nie dostrzegł tego, że się urodziłam. Nie widzi mnie i nie słyszy.
- przez około 1-2 miesiące prawie cały czas się modliłam, na głos lub w myślach, w domu, w pracy, w sklepie itd.- nie potrafiłam się modlić do Pana Boga. Nie pamiętałam słów modlitwy Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo.
- zaraz po tym wydarzeniu przez około 1 miesiąc nic nie było wstanie mnie wyprowadzić z równowagi, czułam całkowity spokój, cierpliwość, radość, duchową pełnię i wystarczalność. Czułam, jakbym była na "haju", miałam spowolnione reakcje- byłam zdenerwowana, zestresowana, niecierpliwa, kłótliwa
- czułam, że świat "ziemski" to jakiś matrix, a że tylko ten świat niewidoczny jest jedynym prawdziwym światem 
- w momencie, kiedy wydarzył mi się ten cud, mogłabym porzucić ten świat. W ogóle zapomniałam o tym świecie. Czułam, że mogłabym unieść się nad ziemię. Zapomniałam o tym świecie całkowicie. Mogłabym umrzeć w tamtej chwili, byleby tylko czuć tą miłość, błogość przez wieczność. Nie myślałam o niczym i nikim na ziemi, byle tylko czuć to, co czułam już zawsze. Żeby te uczucia nigdy nie zniknęły z mego serca, duszy i ciała. W tamtej chwili chciałam umrzeć i znaleźć się już TAM. 
- od tamtej chwili boję się tylko jednego: żeby nie obrazić niczym Pana Boga, który wybaczył mi takie rzeczy, który dał mi poczuć, jak bardzo mnie kocha. Z Jego pomocą nigdy nie stracę Jego miłości, nie przyniosę Mu wstydu, nie zawiodę Go. Z Jego pomocą zrobię wszystko cokolwiek mi przeznaczył w życiu doczesnym. Obym nigdy nie stchórzyła i nie zeszła z drogi, którą mi wyznaczył. Amen. 

     W tamtej sekundzie zostało mi "wyjaśnione" w mojej świadomości coś jeszcze. Jakby podmieniono mi świadomość na nową. Jakby"rozjaśniono" mi w głowie. To się tyczy całej ludzkości – każdego z nas.

     W tamtej sekundzie otworzyły mi się oczy na prawdę o tym, kim naprawdę jesteśmy – my, ludzie. A jedyna prawda – jedyna i najważniejsza dla nas, jako rodzaju ludzkiego - jest taka, że jesteśmy tylko i wyłącznie, dziećmi Boga Jedynego, Wszechmogącego. Nie jesteśmy ucywilizowanymi małpami, jesteśmy kimś dużo ważniejszym. Zostało mi uświadomione to, że urodziliśmy się tylko i wyłącznie w 2 celach: żeby czcić i kochać Boga, modlić się do niego i uwielbiać go oraz żeby kochać innych ludzi, kochać siebie nawzajem. Zapomnieliśmy o tym, ale taka jest prawda. Prawda ta jest niezmienna od pierwszego dnia, kiedy nas Bóg stworzył, a nasza "amnezja", co do tego faktu, nigdy tej prawdy nie zmieni.

     Chciałabym, żebyście wiedzieli, że wcześniej nigdy o takich sprawach nie myślałam. Ta świadomość pojawiła się w mojej głowie w tamtej chwili i pozostała ze mną do dzisiaj. Wcześniej nie miałam o tych sprawach bladego pojęcia. W tamtej chwili było to totalne olśnienie. Zupełnie jakby ktoś mi otworzył dotąd zamknięte "drzwi" w głowie. Jakby moja świadomość wzniosła się na wyższy poziom. Nie umiem tego inaczej wyjaśnić. Czułam, że moja świadomość została "uwolniona".

     W ten dzień zrozumiałam z całą jasnością, że nie zostaliśmy stworzeni w takich celach, jak skupianie się na robieniu kariery, zaharowywanie się, żeby spłacić 30 letni kredyt, czy bicie rekordów w ilości kont w banku. Żyjemy sprawami ludzkimi, na które tracimy dany nam czas, a zapominamy o naszym przeznaczeniu. Nie taki był i jest zamysł Boga w dzień stworzenia i teraz, kiedy to czytacie. Zgubiliśmy sens naszego istnienia. Totalnie zapomnieliśmy o tym, kim my: ty i ja, jesteśmy i do jakiego życia powołał nas Bóg. Zapomnieliśmy, jakie życie On nam ofiarował na samym początku i jakie życie chce żebyśmy prowadzili teraz, w tym momencie naszego życia ziemskiego.

     Źle żyjemy moi drodzy parafianie. Systemy państwowe stworzone przez człowieka przeczą woli Boga. Wszystkie systemy, bo obecnie w żadnym z nich człowiek nie jest istotą o wartości nadrzędnej np. nad zyskiem czy wydajnością. A tymczasem Ziemia została dana nam wszystkim bez wyjątku, bo wszyscy jesteśmy równi w oczach Boga. Jesteśmy ludźmi i to wystarczy. Sami w sobie jesteśmy wartością, bo jesteśmy stworzeni na podobieństwo Boga, mamy Jego Ducha. Więc dlaczego dajemy się zniewalać? Przecież wszechmogący Bóg, nasz Ojciec, który nas kocha bezgranicznie tylko czeka, aż wrócimy do niego, aż przypomnimy sobie, kim jesteśmy, jaką mamy ogromną wartość i znaczenie oraz jak mamy żyć. On chce nam pomóc. Bardzo nas wszystkich kocha. My nie musimy walczyć o byt!, iść do przodu po trupach, nie dajmy sobie tego wmówić. Wystarczy, że zwrócimy się do Ojca, będziemy żyć godnie, jak jego dzieci, a on zatroszczy się o wszystko. Koniec ery duchowego i każdego innego niewolnictwa!

     Jest jeden Bóg, który nas od zawsze kocha. My – ludzie, nie jesteśmy bogami, co próbuje nam "uświadomić" dzisiejszy świat, będący w rękach szatana. My ludzie z szatanem nie mamy szans. Tylko prawdziwy, jedyny Bóg ma nad nim moc. Dlatego szatan wmówił nam, że jesteśmy bogami, żebyśmy dalej brnęli w to kłamstwo i odwrócili się od naszego jedynego wybawcy. Wystarczy, że uświadomimy sobie, że nie jesteśmy bogami, jesteśmy stworzeniami. Musimy wrócić do stanu świadomości sprzed grzechu pierworodnego – wymazać pychę z naszych serc. Powinniśmy stać się pokornymi, jak pokorne powinno być stworzenie przed swoim Stwórcą. W czasach, kiedy szatan próbuje nam wmówić, że Bóg nie jest nam potrzebny do niczego, że sami możemy o sobie decydować, że wszystko możemy, powinniśmy naprawdę uznać Pana Boga za naszego jedynego Boga. Trzeba zrezygnować ze swojego "ja". Powinniśmy pytać Ducha Świętego, czego Pan Jezus od nas chce, czekać nasłuchując odpowiedzi, a kiedy się ona pojawi, tak czynić. Najświętsza Maryja Panna powiedziała: "Zróbcie wszystko cokolwiek wam powie". To wszystko! Od czasów Maryi i Jezusa nic się w tej kwestii nie zmieniło. Tak mamy żyć. Całkowicie oddać siebie, swoje ego do dyspozycji Jezusa. Tylko wtedy wrócimy do Boga, zaprzeczymy w ten sposób naszemu buntowi, którym był grzech pierworodny. Musimy całkowicie oddać się z ufnością Panu Bogu, zdać się na Jego wolę, bo tylko On wie, co jest najlepsze dla każdego z nas i kieruje się miłością do nas. I to brzmi jak wyświechtany frazes, ale ten frazes od wieków jest taki sam i jest wyłącznie prawdą. Ta prawda nas wyzwoli – duchowo, a następnie w każdym innym wymiarze: społecznym, materialnym itd.

     Kiedy to do mnie dotarło pamiętam, że nie mogłam się pohamować tylko mówiłam do mojej mamy cała w emocjach: ludzie muszą to wiedzieć! Zapomnieliśmy, kim jesteśmy! Nie tak mamy żyć! Nie po to się urodziliśmy! Jesteśmy niewolnikami i nie zdajemy sobie z tego sprawy, a przecież jesteśmy umiłowanymi dziećmi Boga! Z woli Boga z urodzenia jesteśmy wolni, a systemy stworzone przez człowieka nas zniewalają, czynią z jednego człowieka wroga i rywala drugiego człowieka! Walczymy o to, co nie ma znaczenia, tracimy czas na to, co podsuwa nam szatan. A my mamy tylko kochać Boga i ludzi – w takim świecie Bóg chce byśmy żyli. On zatroszczy się o resztę, bo to jest naprawdę nasz Ojciec, najukochańszy Ojciec, który cierpi patrząc jak się zniewalamy i pozwalamy szatanowi upodlić siebie i innych. Bóg tak o nas walczy, od wieków, a my mamy Go gdzieś!

     Tak to mniej więcej szło. Pewnie coś podobnego przeżywał Arystoteles krzycząc "Eureka!", kiedy Go "olśniło".

     Ale to wszystko najszczersza prawda. Nasz Bóg Ojciec naprawdę żyje i On dał nam wolność. Nawet pozwala nam odpowiedzieć "nie" na jego prośby. Błogosławiony ksiądz Jerzy Popiełuszko też mówił, że wolność jest w nas. Prawdziwa wolność, dana nam przez Boga. Jest to prawo do życia w wolności od gniewu, od rywalizacji, od nienawiści, od lęku przed kochaniem i prawo do zaufania Panu Bogu i drugiemu człowiekowi. Prawdziwa wewnętrzna wolność, która rozlewa się z duszy człowieka na jego myśli, czyny, słowa, na jego postrzeganie siebie i ludzi dookoła, na jego otoczenie. Nie chcielibyście tak żyć, nie czując lęku, tylko szczęście i wolność? To nie jakaś utopia, tylko najlepsza dla nas opcja, która ma poparcie w woli Boga. Serce mnie boli, kiedy widzę ludzi biegających coraz szybciej, pracujących na 2 etatach, żeby związać koniec z końcem. Jesteśmy niewolnikami – smutne, ale prawdziwe. Zostaliśmy podzieleni. Chyba większość z nas to widzi, a z każdym rokiem jest z nami coraz gorzej. Czas się obudzić, pojąć prawdę, zwrócić się do Boga i zmienić ten świat w Królestwo Boże, w którym nie ma miejsca na żadne zło!

     Bóg sprawi, że znów staniemy się silni jednością, połączeni jednym Duchem z Nim. Zwyciężymy świat dobrem. Odzyskamy prawdziwe szczęście i pokój w naszych sercach, rodzinach i domach.

     Wszystko ma początek w naszych sercach – Królestwo Boże lub królestwo szatana.

     Musimy zwyciężyć szatana w naszych sercach. Tam się toczy najważniejsza bitwa.

     Skupiliśmy się na wyrywaniu ze świata jak najwięcej dla siebie, kiedy możemy mieć to "za free" od Pana Boga. Gonimy za własnymi ogonami i nie słyszymy głosu Ojca, że On nam wszystko da, co dla nas będzie najlepsze, tylko musimy Go posłuchać. Posłuchać Go, a nie swojego ego. Musimy posłuchać jego ojcowskich wskazówek na życie zawartych w dekalogu, a o resztę on się zatroszczy. Zaufajmy Jezusowi do końca, idźmy na całość w naszym życiu, trzymajmy się ściśle przykazań – wskazówek kochającego Ojca, a wszystko wokół nas zmieni się w Jego królestwo na Ziemi. Jeżeli przestaniemy szukać szczęścia na własną rękę tam, gdzie go nie ma, wreszcie odetchniemy.

     NIE MA JUŻ CZASU DO STRACENIA. SZATAN JEST CORAZ SILNIEJSZY.

     Musimy wrócić do Ojca, który tylko czeka, żeby pomóc każdemu człowiekowi na tej ziemi (tak jak mi pomógł).

     DROGA JEST NAM ZNANA. PKT 1 TO SZCZERA SPOWIEDŹ.

     Ojciec zawsze widzi ściemę, więc po co tracić na ściemę swój czas. Wiele ludzi się boi spowiedzi, ale uwierzcie mi, że nie ma czego się bać. Pamiętam swoją spowiedź po 2 latach przerwy. To było coś tak uwalniającego. Kiedy słyszysz, że kapłan cię pociesza, daje ci rozgrzeszenie i mówi: "ja odpuszczam tobie grzechy, idź w pokoju". Wtedy w tym konfesjonale siedział Jezus, a nie kapłan. To jego słowa słyszałam. Ani jednego słowa wyrzutu, słowa wyrozumiałe i jak balsam dla mego skołatanego serca. W tamtej chwili fruwałabym ze szczęścia, gdybym potrafiła to robić. Konfesjonał to tak naprawdę drzwi do innego wymiaru. W tym wymiarze właśnie na Ciebie czeka z wytęsknieniem Jezus, który chce Ci pomóc. On nie jest tam, by ciebie potępić (chyba nawet w Piśmie św. nie ma takiego momentu, że on kogoś potępia, kto go prosi o pomoc). On tam jest, żeby cię uwolnić. On wie, że jesteśmy grzesznikami i na pewno nie łudzi się, że po spowiedzi nigdy już nie zgrzeszymy, chociaż mamy się starać zerwać z grzechem. Jeżeli zaczniemy traktować Jezusa, jak swojego coacha w drodze do świętości, to od razu zmienia się perspektywa. Bo on chce z nami współpracować, chce nam pomagać i nas prowadzić do świętości. To nie jest jakiś kat, czy oskarżyciel. To szatan jest naszym oskarżycielem przed Bogiem. Nawet, kiedy stajemy przed Panem Bogiem po śmierci to Jezus jest naszym obrońcą, a nie oskarżycielem. Jest sprawiedliwy, ale i miłosierny. Natomiast każda spowiedź to przedłużenie działania sakramentu chrztu św., totalne oczyszczenie. Nie trzeba iść do znanego księdza, można iść do obcego księdza, żeby nie czuć się nieswojo. Ale nie ma innej drogi do prawdziwego szczęścia i wolności w prawdzie. Nie ma innej drogi do szczęścia na wieki. Dzień mojej spowiedzi to było święto w mym sercu. Czułam, jakbym wróciła z wygnania i zastanawiałam się, dlaczego tak długo z tym zwlekałam. Zupełnie, jak córka marnotrawna.

     Do tych, którzy myślą o sobie jak najgorzej, uważają, że nie mają już drogi powrotnej do Boga, że wszystko stracone, już za późno, itd. Byłam w tym samym miejscu i mówię wam, że jest ratunek, jeden i jedyny. To spowiedź. W moim przypadku od spowiedzi zaczął się mój powrót do Boga, moje uzdrowienie i uwolnienie, droga do tego cudu. Wiesz, to szatan Ci wmawia, że jesteś nic nie wart w oczach Boga, żebyś poczuł się niewarty wybaczenia, bał się spowiedzi. A prawda jest taka, że Jezus chce, żebyś do niego przyszedł, bo chce Cię uratować, ponieważ masz niewiarygodną wartość w oczach Boga. Przecież jesteś Jego umiłowanym dzieckiem. I to nie jest jakiś wyświechtany slogan, tylko najbardziej realna rzeczywistość. On tam naprawdę czeka, w tym konfesjonale. Właśnie na ciebie. Chce ci powiedzieć, że ciebie kocha, że wybacza. Za każdym razem nam wybacza, z miłości do nas, ponieważ tak wielką mamy wartość, jako ludzie. Człowiek w oczach Boga=najdroższe dziecko. Poczułam tą miłość najpierw podczas spowiedzi po 2 latach nieobecności w kościele, a następnie podczas tej 1 sekundy mojego życia. Tą niewiarygodną miłość, tylko miłość. Nic na ziemi nie może się z tym równać. Fizyczne doznanie, jakby ktoś wykąpał moją duszę i ciało w skondensowanej miłości.

     Łk 15,1-10: Zbliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie: "Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi". Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: "Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: ŤCieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęłať. Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia. Albo, jeśli jakaś kobieta mając dziesięć drachm zgubi jedną drachmę, czyż nie zapala światła, nie wymiata domu i nie szuka starannie, aż ją znajdzie? A znalazłszy ją, sprasza przyjaciółki i sąsiadki i mówi: ŤCieszcie się ze mną, bo znalazłam drachmę, którą zgubiłamť. Tak samo, powiadam wam, radość powstaje u aniołów Bożych z jednego grzesznika, który się nawraca".

     MOŻE WŁAŚNIE DLATEGO DOSTAŁAM TAKĄ POMOC Z NIEBA 9 DNI PO WYSPOWIADANIU SIĘ :)

     JEŚLI JUŻ NIE MASZ NIC DO STRACENIA – CO CI ZALEŻY, PÓJDŹ DO SPOWIEDZI!

     Cóż, nasze grzechy są różne. Ale myślisz, że Jezus już o nich nie wie? Więc po co przedłużać tą mękę. Nie męcz się dłużej. Powiedz, co ci leży na sercu i odetchnij pełną piersią, uwolniony od wszelkiego ciężaru!

     CZŁOWIEKU! DO WOLNOŚCI W BOGU ZOSTŁEŚ STWORZONY, A NIE DO NIEPOTRZEBNEJ MĘCZARNI! WIĘC PO CO SPRZECIWIASZ SIĘ SWOJEJ NATURZE? PO CO SIĘ TAK MĘCZYSZ NA WŁASNE ŻYCZENIE?

     PAMIĘTAJ: IM WIĘKSZYM JESTEŚ GRZESZNIKIEM, TYM WIĘCEJ MIŁOŚCI BÓG CHCE CI OFIAROWAĆ. CHCESZ DOWODU NA TO? A CO Z DOBROWOLNĄ ŚMIERCIĄ JEZUSA ZA CIEBIE? Jezus to prawdziwy wojownik i twardziel. Przyjął na siebie misję: zszedł na ten grzeszny świat ze swego nieba, wziął – dobrowolnie - krzyż na swoje barki, zaniósł go na miejsce swojej kaźni pośród obelg i wyzwisk, położył się na krzyżu, pozwolił się do niego przybić i umarł, za Ciebie! Syn Boga, druga osoba Trójcy Świętej. I zrobił to modląc się za Ciebie do ostatniej sekundy. Jakiego dowodu jeszcze ci potrzeba, żebyś uwierzył w to, jak niewiarygodną wartość masz jako człowiek. Wystarczy, że jesteś, kim jesteś. Bóg Cię takim kocha, On cię takim stworzył. Każdy człowiek jest jedyny i wyjątkowy. Wszyscy jesteśmy równi w oczach Boga.

     Każdy z nas upada i upadać będziemy, ale najważniejsze to nie dać się odciągnąć od Boga. SZATAN BĘDZIE PRÓBOWAŁ CI WMÓWIĆ, ŻE BÓG NIE CHCE JUŻ MIEĆ Z TOBĄ DO CZYNIENIA, ŻE GO ZAWIODŁEŚ, ALE TO WIERUTNE KŁAMSTWO I OSZUSTWO. BÓG ZAWSZE CIĘ KOCHA TAK SAMO, nie mniej i nie więcej, bo bardziej już nie może. I cierpliwie czeka. On jest naprawdę jak ziemski ojciec. Wyobraź sobie najbardziej kochającego tatę na ziemi. Jak on by Ciebie traktował? Jak by cię przyjął w swoim domu, nawet, gdybyś coś nabroił? Tato w niebie jest identyczny, jest naprawdę naszym kochanym tatą i najbardziej wyrozumiałym – zupełnie, jak ziemski tato.

     JEŚLI SZATAN ŚCIĄGA CIĘ NA ZŁĄ DROGĘ, CHCE CIĘ ZNISZCZYĆ, TO ZNACZY, ŻE JESTEŚ DLA NIEGO ZAGROŻENIEM. BOI SIĘ, ILE DOBRA MÓGŁBYŚ UCZYNIĆ, ILE LUDZI OD NIEGO ODCIĄGNĄĆ.

     Zresztą zobaczysz, jaka jazda się zacznie po spowiedzi, jak zły cię będzie kusił. Ale to nic, to normalne. Kiedy wracasz do Boga to zły chce Cię zatrzymać. Nawet, jeśli znów upadniesz, to znów biegnij do konfesjonału. I znów i znów. Do skutku. Ja tak teraz robię. Jezus nawet jak upadał pod ciężarem krzyża to znów się podnosił. On kazał nam siebie dokładnie naśladować. Kiedy zgrzeszę mówię sobie: "przecież Bóg mi pokazał, że tak niesamowicie mnie kocha", idę do spowiedzi, przepraszam Tatę za wszystko i znów mogę cieszyć się Życiem. Wszystkich nas tak kocha, nie tylko mnie, lecz każdego człowieka na Ziemi.

      Kiedy zaczynasz to rozumieć i widzisz, że zło znów chce Cię dopaść, czujesz pokusę, nie martw się. To znaczy, że zbliżyłeś się do Boga. DIABEŁ NIE KUSI TYCH, KTÓRYCH JUŻ MA W SWOJEJ GARŚCI, TYLKO USYPIA ICH CZUJNOŚĆ I POZWALA NICZEGO NIEŚWIADOMYM GRZESZNIKOM, DOŻYĆ SWYCH OSTATNICH DNI W STANIE GRZECHU.

     Jeśli stwierdzisz, że nie masz grzechów, pomódl się do Ducha Świętego o dar pobożności. Duch Święty dla Twojego dobra pokaże ci Twoje grzechy. Nie bój się, to nic strasznego. To szatan je przed Tobą ukrył, byś był jednym z "nieświadomych". Lubisz, kiedy ktoś Cię oszukuje? SZATAN TO OSZUST. JEZUS CHCE DAĆ CI PRAWDZIWĄ WOLNOŚĆ W PRAWDZIE, I ODWAGĘ. ON CHCE CI WYBACZYĆ, A NIE CIEBIE OSKARŻYĆ. ON JEST PRZECIWIEŃSTWEM SZATANA. TAKI JUŻ JEST.

     Mt 12,15-21: On jednak przejrzał ich plany i opuścił synagogę. Tłum podążył za Nim, a wszyscy chorzy zostali uzdrowieni. Zabronił im jednak o tym rozpowiadać. I tak spełniło się proroctwo Izajasza: "Oto mój Sługa, którego sobie wybrałem, mój Umiłowany, upodobanie mojej duszy! Złożę na Nim swego Ducha, by sądził narody. Nie będzie się On sprzeczał ani krzyczał, nikt nie usłyszy Jego podniesionego głosu. On nie dołamie nadłamanej trzciny ani nie zgasi wątłego płomyka. Zwycięsko przeprowadzi swój sąd, a Jego imię będzie źródłem nadziei dla narodów".

     JEZUS TO MÓJ I TWÓJ NAWIĘKSZY OBROŃCA, ZAUFAJMY MU, ON NAS ZAWSZE PODŹWIGNIE - WYBACZY I POPROWADZI.

     ON JEST JEDYNĄ I NAJBEZPIECZNIEJSZĄ DROGĄ. ALE MUSIMY SPOKOJNIE I UFNIE CZYNIĆ WSZYSTKO, COKOLWIEK NAM POWIE. WTEDY SZATAN NAS NIE POKONA DZISIAJ I NA WIEKI. JEZUS OPARŁ SIĘ WSZYSTKIM POKUSOM I POKONAŁ ŚMIERĆ. TERAZ CHCE NAS POPROWADZIĆ.

     Po to istnieją konfesjonały, żeby stawać się wciąż zagrożeniem dla szatana, a partnerem Boga w walce o prawdziwą wolność i szczęście – szczęście nasze, naszych rodzin, naszych dzieci.

     KONFESJONAŁY SĄ DLA NAS – GRZESZNIKÓW I ŚWIĘTYCH

     Więc jest to moje i może Twoje najlepsze, najbezpieczniejsze miejsce na ziemi. Tam zostajemy wyrwani z niewoli. To dar od Boga. I KSIĘŻA TEŻ NIECH CZUJĄ SIĘ POTRZEBNI :)

     Od tamtego dnia, kiedy Bóg odmienił moje życie, zaczęłam chodzić regularnie do spowiedzi. Aktualnie do spowiedzi chodzę co tydzień lub co dwa tygodnie. Bardzo pilnuję tego, żeby znowu nie oddalić się od Boga. Widzę jak Zły, poprzez działanie innych ludzi pod jego wpływem, chce mi ciągle udowadniać, że jestem grzesznikiem. Bo nim jestem. Ale w sercu i pamięci mam ciągle tą 1 sekundę, kiedy Tato powiedział i dał mi odczuć jak bardzo mnie kocha. Już nigdy nie pozwolę, by szatan odsunął mnie od tej Prawdy. Już nigdy nie pozwolę wymazać sobie tej prawdy z pamięci. Zresztą teraz już nie ma dla mnie innej drogi. Bez Taty w Niebie zginę. W Ewangelii według św. Mateusza 12,43-45 jest napisane:

     Gdy demon wyjdzie z człowieka, błąka się po pustkowiach, szukając wytchnienia, ale go tam nie znajduje. Wówczas mówi sobie: "Wrócę do mojego domu, z którego wyszedłem". Przychodzi więc i widzi, że dom nie jest zajęty, że jest wysprzątany i ozdobiony. Przyprowadza więc ze sobą siedem innych, gorszych od siebie demonów i razem zamieszkują. A wtedy stan takiego człowieka jest o wiele gorszy niż na początku. Podobnie będzie i z tym złym pokoleniem."

     Właśnie dlatego po uzdrowieniu i uwolnieniu nie można zostawić swojego serca "nie zajętego". Właśnie dlatego do serca trzeba wprowadzać Jezusa w postaci Eucharystii. Kiedy On zamieszka w Twym "wysprzątanym i ozdobionym" sercu demony do niego nie wrócą.

     Stan Łaski uświęcającej po spowiedzi jest bardziej uzależniający od każdej innej używki. Nic nie jest w stanie bardziej uzależnić człowieka, rozświetlić go od wewnątrz i na zewnątrz. To nieziemska radość i wolność. Dlatego tak uzależnia. Przestajesz się bać prawdy o sobie, bo wierzysz w miłość Boga i jego miłosierdzie. Czego masz się bać skoro za Twoimi plecami stoi Bóg, Twój Tato, który Cię kocha wiernie i bezgranicznie, i dla którego nie ma rzeczy niemożliwych.

     Przyjęliśmy chrzest i zostaliśmy wychowani w wierze katolickiej, a wiara w Boga Jedynego, to nie jest wiara dla mięczaków. Jesteśmy wojownikami Boga bracia i siostry. Wojownikami Boga w walce z podłym szatanem, który wciąż chce Bogu wmówić, że jesteśmy nic nie warci. Czyni to nastawiając nas – ludzi – na siebie nawzajem, nas na Boga i Boga na nas. Ogólnie chce nas wszystkich podzielić. Bóg nie daje sobie tego wmówić, bo wie, jakich nas stworzył. BÓG WIE, ŻE TO NIE MY JESTEŚMY ŹLI. WIE, ŻE OD CHWILI GRZECHU PIERWORODNEGO JESTEŚMY POD WPŁYWEM ŹRÓDŁA ZŁA - SZATANA. BÓG W NAS WIERZY i wychodzi do połowy drogi ku nam. Dał nam wolną wolę (tak nas kocha, że do niczego nas nie zmusza), więc decyzję pozostawia nam, czy chcemy pokonać naszą połowę drogi do Niego. WIERZMY W NIEGO i słuchajmy Go. On o nas walczy od wieków. Pokonajmy drugą połowę drogi, żeby się z nim spotkać i wreszcie zwyciężyć szatana wspólnie z Bogiem ramię w ramię. Często, zamiast pomagać, utrudniamy Bogu tą walkę o nas. NA SZCZĘŚCIE ON NIGDY ANI ZE MNIE ANI Z CIEBIE NIE ZREZYGNUJE. On Tylko czeka na znak z Twojej strony. Resztą On się zajmie – pokona zło. PRZECIEŻ JEST NASZYM OJCEM, A MY JEGO SYNAMI I CÓRKAMI. Żaden ojciec nie zostawi dziecka w potrzebie, a co dopiero Bóg Ojciec, który jest Miłością, po trzykroć Święty, wróg szatana, Ojciec, którego dzieci cierpią.

     Kiedy już będziemy po spowiedzi musimy jakoś wytrwać jak najdłużej bez grzechu. Naszym ratunkiem w dalszej walce jest uczestnictwo we mszy św. (najlepiej jak najczęściej) i przyjmowanie Eucharystii, drugą największą bronią jest różaniec św., trzecią - czytanie Pisma Świętego, a czwartą - zawierzenie się Jezusowi przez ręce Maryi. Również post ma wielką moc. Post potrafi zatrzymać karę Bożą.

     UCZESTNICTWO WE MSZY ŚW. I PRZYJMOWANIE EUCHARYSTII

     O tym, co dokładnie dzieje się podczas mszy św. świadczy Catalina Rivas - mistyczka, której zostało to objawione. Opisane to jest w "TAJEMNICY MSZY ŚWIĘTEJ". Powiem tylko, że to jest niesamowite. Podczas Mszy św. dwa światy – widzialny i niewidzialny – zaczynają się przenikać. Kiedy przeczytacie świadectwo Cataliny Rivas, już nigdy nie będziecie się nudzić na mszy św.

     Eucharystia została nam dana przez samego Jezusa, podczas ostatniej wieczerzy. Ona zmazuje nasze lekkie grzechy. Powinno się ją przyjmować najlepiej codziennie, a już w ostateczności, raz w tygodniu. Kto przyjmuje ją z wiarą, że jest to ciało Jezusa Chrystusa, ten otrzyma życie wieczne. Jezus, który zawsze mówi nam prawdę sam to powiedział.

     Jan 6, 32-65 Rzekł do nich Jezus: ŤZaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światuť. Rzekli więc do Niego: ŤPanie, dawaj nam zawsze tego chleba!ť Odpowiedział im Jezus: ŤJam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie. Powiedziałem wam jednak: Widzieliście Mnie, a przecież nie wierzycie. Wszystko, co Mi daje Ojciec, do Mnie przyjdzie, a tego, który do Mnie przychodzi, precz nie odrzucę, ponieważ z nieba zstąpiłem nie po to, aby pełnić swoją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał. Jest wolą Tego, który Mię posłał, abym ze wszystkiego, co Mi dał, niczego nie stracił, ale żebym to wskrzesił w dniu ostatecznym. To bowiem jest wolą Ojca mego, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne. A ja go wskrzeszę w dniu ostatecznymť. Ale Żydzi szemrali przeciwko Niemu, dlatego że powiedział: ŤJam jest chleb, który z nieba zstąpiłť. I mówili: ŤCzyż to nie jest Jezus, syn Józefa, którego ojca i matkę my znamy? Jakżeż może On teraz mówić: "Z nieba zstąpiłem"ť. Jezus rzekł im w odpowiedzi: ŤNie szemrajcie między sobą! Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał; Ja zaś wskrzeszę go w dniu ostatecznym. Napisane jest u Proroków: Oni wszyscy będą uczniami Boga. Każdy, kto od Ojca usłyszał i nauczył się, przyjdzie do Mnie. Nie znaczy to, aby ktokolwiek widział Ojca; jedynie Ten, który jest od Boga, widział Ojca. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto wierzy, ma życie wieczne. Jam jest chleb życia. Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który z nieba zstępuje: kto go spożywa, nie umrze. Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie światať. Sprzeczali się więc między sobą Żydzi mówiąc: ŤJak On może nam dać [swoje] ciało do spożycia?ť Rzekł do nich Jezus: ŤZaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. To jest chleb, który z nieba zstąpił - nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wiekiť. To powiedział ucząc w synagodze w Kafarnaum. A spośród Jego uczniów, którzy to usłyszeli, wielu mówiło: ŤTrudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?ť Jezus jednak świadom tego, że uczniowie Jego na to szemrali, rzekł do nich: ŤTo was gorszy? A gdy ujrzycie Syna Człowieczego, jak będzie wstępował tam, gdzie był przedtem? Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i są życiem. Lecz pośród was są tacy, którzy nie wierząť. Jezus bowiem na początku wiedział, którzy to są, co nie wierzą, i kto miał Go wydać. Rzekł więc: ŤOto dlaczego wam powiedziałem: Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli mu to nie zostało dane przez Ojcať.

     ODMAWIANIE RÓŻAŃCA ŚW.

     Różaniec jest potężną bronią w walce z szatanem. Niektórym pomaga odmówienie jednego dziesiątka różańca, innym jednej części, a jeszcze innym (jak mnie) całego różańca. Staram się odmawiać go codziennie.

     Diabeł nienawidzi Matki Najświętszej i boi się modlitwy na różańcu. Wiedzieliście, że różaniec ma 150 koralików, na których się modlimy odmawiając "Zdrowaś Maryjo". To jest tyle samo, ile km przeszła Maryja z Jezusem w łonie zaraz po zwiastowaniu, żeby odwiedzić swoją krewną Teresę i pobłogosławić Ją i św. Jana Chrzciciela. Każdy koralik przybliża nam Maryję. Ja wielokrotnie czułam, że odmawiając cały różaniec, przy 3 części (w jej połowie lub pod jej koniec) Maryja zjawiała się obok. Czuję to często, zwłaszcza, jeśli naprawdę skupię się na modlitwie i wytrwam w tym skupieniu do końca. Tylko, kiedy Ona jest obok nie boję się szatana, że on skłoni mnie do grzechu. Szatan często robi to z zaskoczenia, kiedy stracę na sekundę czujność, lub podstępem. Zawsze trzeba czuwać, bo nie wiadomo, czy za sekundę kimś Ci bliskim lub obcym się nie posłuży, żeby Cię skłonić do grzechu, tj. odwetu, złego słowa lub myśli, utraty wiary. ZAWSZE TRZEBA CZUWAĆ.

     Różaniec jest potężną tarczą i bronią daną nam – ludziom na ostateczną walkę, która się w tej chwili toczy przeciwko szatanowi. Maryja, która zwycięży szatana wzywa nas wszystkich do codziennego odmawiania różańca!

     Podczas egzorcyzmów odprawianych nad Anneliese Michel demon, na pytanie o to, czego najbardziej się boi wykrztusił: "różańca, ponieważ jest potężną bronią przeciw szatanowi i wszystkim demonom". Szatan przyznał, że różaniec go przygniata. W czasie egzorcyzmu wrzeszczał: "zdejmij to, zdejmij, nie widzisz, że to mnie przygniata? Wychodzą ze mnie wnętrzności!". Inny demon na widok różańca, powiedział: "Ten przeklęty łańcuch z Krzyżem na końcu".

     Św. Ojciec Pio z Pietrelciny powiedział: "Szatan dąży do zniszczenia tej modlitwy, ale nigdy mu się to nie uda: jest to modlitwa Tej, która triumfuje nad wszystkim i nad wszystkimi. To Ona nas jej nauczyła, tak jak Jezus nauczył nas Ojcze nasz".

     Podczas egzorcyzmu szatan mówi: "Gdybyście wszyscy go znali, ja zostałbym zniszczony w ułamku sekundy."

     Mamy taką broń w rękach, a wielu ludzi z niej nie korzysta! Samo nic się nie zrobi. Pomóżmy Maryi i pomóżmy sami sobie! Chwytajmy za różańce i do boju! Przegońmy szatana precz od nas i naszych rodzin; przegnajmy go z tej planety. Pokażmy mu, na co nas stać i nie pozwólmy, żeby zawładnął naszymi duszami i całym światem. Nie pozwólmy, żeby bawił się nami jak jakimiś bezwolnymi kukiełkami. W końcu jesteśmy tym, kim jesteśmy - dziećmi Boga Wszechmogącego. Powinniśmy chodzić z głowami do góry, a nie być wodzeni przez tego przegranego. A tymczasem on się nami bawi, jak chce. Pokażmy mu, gdzie jego miejsce. Im więcej z nas będzie się modlić, tym szybciej zostanie on pokonany. Razem z Maryją jesteśmy silniejsi.

     POZA MSZĄ ŚWIĘTĄ NIE MA POTĘŻNIEJSZEJ MODLITWY NAD MODLITWĘ RÓŻAŃCOWĄ.

     CZYTANIE PISMA ŚW. I ZAUFANIE SŁOWU

     Słowa Pisma św. leczą wszelkie choroby duszy i ciała. Jezus to Słowo. Jezus jest Słowem, które leczy i uwalnia od złego, tak jak czynił to za swojego życia na ziemi.

     Mt 8,16 "Z nastaniem wieczora przyprowadzono Mu wielu opętanych. On słowem wypędził [złe] duchy i wszystkich chorych uzdrowił."

     Mt 9, 35 "I obchodził Jezus wszystkie miasta i wioski, nauczał w ich synagogach, głosił ewangelię Królestwa i uzdrawiał wszelką chorobę oraz wszelkie niedomaganie."

     Pismo św. jest jak czat, pomiędzy nami a Panem Jezusem. Zadajesz pytanie. Otwierasz na chybił trafił Pismo św. Odczytujesz odpowiedź Jezusa. I już. Rzeczywiście tak jest. Pytajmy Pana Jezusa o wszystko, co nam leży na sercu. On naprawdę żyje, a Pismo św. jest Jego komunikatorem z nami.

     Szatan zrobi wszystko, żebyśmy nie czytali słów Jezusa, bo wie, że One przywracają nam godność, mówią nam jak się wyrwać z szatańskich pęt. Szatan nienawidzi Pisma św. Boi się Go. Boi się prawdy zawartej w Piśmie św. Boi się, że poznamy prawdę o sobie. Zastanówcie się nad tym przez chwilę. Jeżeli ten, który nas upadla, gnębi i zatruwa nasze serca złem, boi się, żebyśmy czegoś nie uczynili, to właśnie tak mamy czynić! Nawet, jeżeli nie rozumiemy wszystkiego, co jest napisane musimy czytać na przekór szatanowi. Nadejdzie dzień, że zrozumiemy. Dobrze jest poprosić wcześniej Ducha św., żeby pomógł nam zrozumieć to, co czytamy. Pan Jezus nigdy nas nie okłamał i nigdy nikogo z nas nie okłamie. On jest cały Prawdą. Przeciwieństwem szatana - kłamcy.

     Ale to dopiero początek drogi. Maryja w Kanie Galilejskiej przed przemienieniem wody w wino powiedziała: "Uczyńcie wszystko, cokolwiek Wam powie". Kiedy już "usłyszymy" odpowiedź Jezusa, co mamy uczynić, żeby nasz problem się rozwiązał, należy wszystko zrobić tak, jak On nam poradził. Niczego nie wolno nam zmieniać po swojemu. Trzeba uczynić wszystko dokładnie, cokolwiek nam powiedział. Wtedy nasz problem się rozwikła. Zazwyczaj mamy własny plan na życie, w tym na radzenie sobie z przeszkodami. Ale kolejnym razem, kiedy będziesz mieć jakiś problem zaufaj tej "metodzie", zostaw to Jezusowi, niech On pokieruje całą sytuacją. Zobaczysz, że przeprowadzi Cię przez ten labirynt problemu z mistrzowską precyzją. ALE MUSISZ ZAUFAĆ MU DO KOŃCA NA KAŻDYM ETAPIE SPRAWY. Nawet, jeśli miałeś w głowie inne wyobrażenie jej toku. On nie pozwoli Cię skrzywdzić. To nasz najlepszy przyjaciel. Skoro ziemskiemu przyjacielowi zaufasz, to Jezusowi możesz tym bardziej. On Cię nigdy nie zostawi z Twoim problemem. Sam nam to obiecał.

     A dowodem na to są Jego własne słowa. Jezus podyktował je ojcu Dolindo Ruotolo w latach 40-tych XX wieku. "Twoje modlitwy nie mają takiej wagi, jak ten akt pełnego ufności oddania się Mnie, zapamiętaj to sobie dobrze. Nie ma skuteczniejszej nowenny od tej: ››Och Jezu, oddaję się Tobie, troszcz się Ty. Jezu, Ty się tym zajmij‹‹. Kiedy widzisz, że sprawy się komplikują, powiedz z zamkniętymi oczami w duszy: ›› Jezu, Ty się tym zajmij! ‹‹Czyńcie tak wszyscy, a ujrzycie wielkie, nieustające i ciche cuda".

     Jezus kazał nam również przekazać takie słowa: "Dlaczego się gmatwacie i niepokoicie? Pozostawcie Mnie troskę o wasze sprawy. Wszystko się uspokoi. Mówię wam, że każdy akt ufnego powierzenia się Mnie, daje więcej niż pragniecie w rozwiązywaniu dramatycznych sytuacji. Powierzyć się Mnie nie oznacza wzdychania, burzenia i desperacji, aby na koniec wypowiedzieć niespokojną modlitwę, abym to Ja wam służył. Powierzyć się Mnie, to zamienić niepokój w modlitwę; to zamknąć spokojnie oczy duszy, oddalić myśli o niepokoju i poddać się Mnie, abym Ja sam mógł działać, i powiedzieć: ››Pomyśl o tym, Panie‹‹. Przeciwieństwem ufnego powierzenia się Mnie jest ciągły niepokój, ciągłe myśli o konsekwencjach tego, co się dzieje. Dzieci oczekują, że mama będzie myśleć o ich potrzebach; często jednak swoimi dziecięcymi i niedojrzałymi ideami przeszkadzają mamom w ich obowiązkach. Zamknijcie oczy i pozwólcie się prowadzić nurtem Mojej łaski. Zamknijcie oczy i nie myślcie o tym, co teraz; nie myślcie o tym, co będzie. Odpocznijcie we Mnie, wierząc w Moją dobroć. I przysięgam wam na Moją miłość, że jeśli powiecie: ››Pomyśl o tym, Panie‹‹, to będę za Was myślał, pocieszę was, uwolnię i poprowadzę. I jeśli poprowadzę was inną drogą, której wy nie widzicie, to was przygotuję i nie wypuszczę z Moich ramion. I przedostaniecie się jak śpiące dzieci w ramionach matek na drugi brzeg. To, co was uciska i boli, to wasze rozumowanie, wasze myśli, wasze natarczywości i wasze pragnienia, aby za wszelką cenę własnymi tylko siłami zwyciężyć to, co was niepokoi".

     To słowa samego Jezusa! Czyńmy więc tak, jak On nam mówi! Zaufajmy Mu w naszych biedach. Zrzućmy nasze problemy na Niego. On sobie z nimi poradzi. Uwierzmy Mu i dajmy Mu się poprowadzić bezpiecznie i do najlepszego dla nas celu.

     Nawracajmy się i wierzmy w Ewangelię. Zmieniajmy swój sposób myślenia o sobie, o Bogu i o innych ludziach, przestańmy się bać i do końca uwierzmy Jezusowi. Jezus chce żebyśmy wreszcie przestali się bać bycia dobrymi. Bo tacy zostaliśmy stworzeni – dobrzy. Chce, żebyśmy dostrzegli, że nasz Bóg Ojciec jest dobry i stworzył dla nas dobry świat. Jeśli będziemy wierzyć słowom Ewangelii, żyć zgodnie z nimi, niczego nie musimy się bać, Jezus nas chwyci za rękę i poprowadzi tam, gdzie będzie nam najlepiej. Ostatecznie do Królestwa Niebieskiego.

     Wszystko, o co prosi Jezus to to, abyśmy Mu uwierzyli, że On nas kocha i nigdy nas nie zostawi samych w połowie drogi. Jezus prosi o nasze zaufanie.

     ZAWIERZENIE SIĘ JEZUSOWI PRZEZ RĘCE MARYI

     Maryja w czasach ostatecznych zwycięży szatana. Dostała taką misję od Pana Boga. Szatan nie mogąc uczynić Maryi nic złego, ponieważ jest Ona Niepokalaną, będzie atakował nas – Jej dzieci. W takiej sytuacji najbezpieczniejszym miejscem dla nas będzie miejsce przy boku Maryi. Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort stworzył program, który przygotowuje nas do aktu zawierzenia się Jezusowi przez ręce Maryi. W ten sposób oddajemy się Jezusowi w niewolę miłości. Szatan będzie robił wszystko, żebyście się nie zawierzyli. Sama tego doświadczyłam, podczas modlitw odmawianych w ramach programu oraz w sam dzień złożenia podpisu pod aktem. Nie odpuszczał do ostatniej minuty, posługując się innymi ludźmi. Tylko przy Maryi będziemy bezpieczni i szatan o tym wie.

     WOJNA TRWA TERAZ I NIE TOCZY SIĘ ONA NA ULICACH.

     NAJWAŻNIEJSZA BITWA TOCZY SIĘ W NASZYCH SERCACH I O NASZE SERCA. NASZE WOLNE I DOBRE SERCA TO JEDYNE, CO SZATAN CHCE W NAS ZNISZCZYĆ. BROŃMY ICH ZA WSZELKĄ CENĘ, CHOĆBYŚMY STRACILI W OCZACH ŚWIATA WSZYSTKO, CO DOCZESNE I TAK NAPRAWDĘ BEZ ZNACZENIA.

     NASZYM CELEM JEST COŚ BEZCENNEGO - ZBAWIENIE. SZATAN WCIĄŻ CHCE UDOWADNIAĆ BOGU, ŻE NIE ZASŁUGUJEMY NA ZBAWIENIE. NIE STRAĆMY NASZEJ SZANSY NA WIECZNE SZCZĘŚCIE.

     ŻADNEMU Z NAS NIE WOLNO BYĆ WROGIEM DLA DRUGIEGO CZŁOWIEKA, TO SZATAN JEST NASZYM WROGIEM, A NIE DRUGI CZŁOWIEK. NAWET NIE JEST NIM CZŁOWIEK POD WPŁYWEM SZATANA. MUSIMY WIDZIEĆ DALEJ, WIDZIEĆ SERCEM TO, CO ZAKRYTE PRZED NASZYMI OCZAMI. PRAWDZIWY WRÓG JEST NIEWIDZIALNY DLA NASZYCH OCZU.

     SZATAN PODSUWA NAM FAŁSZYWY OBRAZ DRUGIEGO CZŁOWIEKA. WKŁADA NAM DO GŁÓW NIEPRAWDĘ, PODPOWIADA W MYŚLACH OPINIE NA TEMAT INNYCH LUDZI, WTŁACZA DO NASZYCH SERC BRAK ZAUFANIA WOBEC INNYCH LUDZI, O KTÓRYCH CZĘSTO NIC TA NAPRAWDĘ NIE WIEMY. SZATAN POSUWA NAM W MYŚLACH FAŁSZYWE SCENARIUSZE ZDARZEŃ, NP. TEGO, ŻE KTOŚ NAS ZRANI LUB OSZUKA, ŻE KTOŚ NAS ŹLE OCENI. CHCE NAS ZMUSIĆ, BYŚMY OD RAZU OCENILI DRUGIEGO CZŁOWIEKA. POSŁUGUJĄC SIĘ KŁAMSTWEM OD RAZU CHCE NAS PORÓŻNIĆ. TAK NARAWDĘ TYLKO BÓG NAS ZNA. MY SAMI NIE ZNAMY CAŁEJ HISTORII DRUGIEGO CZŁOWIEKA. NIGDY NIKOGO NIE OSĄDZAJMY I NIE OCENIAJMY! KIEDY CZUJESZ W SERCU, ŻE ZACZYNASZ KOGOŚ OCENIAĆ, TO OZNACZA, ŻE SZATAN CIEBIE ATAKUJE. MÓDL SIĘ WTEDY, ŻEBY DEMON NIE PRZEDARŁ SIĘ DO TWOJEGO SERCA.

     WYBACZAJMY SOBIE I INNYM. TO NAJWAŻNIEJSZE. INACZEJ BĘDZIEMY STALI W JEDNYM SZEREGU Z SZATANEM – OSKARŻYCIELEM CZŁOWIEKA. BRAK WYBACZENIA W TWYM SERCU TO SZATAN W TWYM SERCU. JEŻELI NIE POTRAFIMY WYBACZYĆ MÓDLMY SIĘ, ŻEBY ZOSTAŁO NAM TO DANE. NA PEWNO TAK SIĘ STANIE. BÓG CHCE, ABYŚMY MIELI SERCA WOLNE OD BRAKU PRZEBACZENIA, WIĘC NAS WYSŁUCHA. CZŁOWIEK, KTÓRY NAS KRZYWDZI JEST TYLKO BEZWOLNYM NARZĘDZIEM W RĘKU SZATANA. CZY TY NIGDY TAKIM NARZĘDZIEM NIE BYŁEŚ? JEŚLI TOBIE WYBACZONO, TY TEŻ WYBACZAJ. SZATAN CHCE NAS PODZIELIĆ, SKŁÓCIĆ, A MY MUSIMY SIĘ TRZYMAĆ RAZEM PRZECIWKO NIEMU. MUSIMY WALCZYĆ O SIEBIE NAWZAJEM. PO LUDZKU BUDZI SIĘ W NAS BUNT. CHCEMY BRONIĆ SIEBIE ATAKUJĄC, LECZ NIE WOLNO TEGO ROBIĆ. TRZEBA POWIEDZIEĆ "STOP", ZATRZYMAĆ SIĘ, NIE DAĆ DIABŁU SATYSFAKCJI. W TAKIEJ SYTUACJI TRZEBA ZACZĄĆ SIĘ MODLIĆ ZA TEGO, KTO NAM CZYNI KRZYWDĘ, ŻEBY ODCIĄĆ SZATANOWI DROGĘ DO JEGO SERCA. TAK POWINNIŚMY CZYNIĆ ZAWSZE WOBEC NASZYCH WINOWAJCÓW. ODDAWAĆ WSZYSTKO, CO POCHODZI Z TAMTEGO WYMIARU BOGU. NIECH ON SIĘ TYM ZAJMIE – NASZ OJCIEC. MY MOŻEMY SIĘ TYLKO MODLIĆ.

     PAN JEZUS RADZIŁ SIOSTRZE FAUSTYNIE: "PO DOZNANYCH PRZYKROŚCIACH MYŚL, CO BYŚ MOGŁA UCZYNIĆ DOBREGO DLA OSOBY, KTÓRA CI CIERPIENIE ZADAŁA". BŁOGOSŁAWIESTWO ŁAMIE PRZEKLEŃSTWO. NISZCZY ZŁO, KTÓRYM SZATAN CHCE ZATRUĆ TWOJE SERCE. NIE WOLNO NAM ODPOWIADAĆ ZŁEM NA ZŁO. KTOŚ CIĘ KRZYWDZI – BŁOGOSŁAW MU. ODDAJ TEGO CZŁOWIEKA POD OPIEKĘ BOGA. NIECH BÓG ROZPRAWI SIĘ Z JEGO DEMONAMI, ŻEBY NIM NIE RZĄDZIŁY. POKAŻ SZATANOWI, ŻE NIE POCIĄNIESZ DALEJ TEJ FALI ZŁA. ZATRZYMAJ TĄ FALĘ BŁOGOSŁAWIEŃSTWEM. NIECH SZATAN SIĘ NIE CIESZY, ŻE WSZEDŁ DO TWOJEGO SERCA.

     CHOĆBYŚMY SIĘ BARDZO STARALI ZDARZY NAM SIĘ UPADEK, PONIEWAŻ WSZYSCY JESTEŚMY ZAINFEKOWANI ZŁEM. MOŻE NAM SIĘ PRZYTRAFIĆ ZŁA REAKCJA WOBEC DRUGIEGO CZŁOWIEKA. MOŻEMY BYĆ ZARÓWNO OPRAWCĄ JAK I OFIARĄ. I TAK ZŁO POMIĘDZY NAMI KRĄŻY. ALE NIE POZWÓLMY ZŁU OPANOWAĆ NASZYCH SERC! JEŚLI ZDARZY NAM SIĘ UPADEK, TRZEBA WTEDY PRZYJĄĆ EUCHARYSTIĘ LUB PÓJŚĆ DO SPOWIEDZI (OBOWIĄZKOWO I JAK NAJSZYBIEJ W PRZYPADKU GRZECHU CIĘŻKIEGO).

     CAŁY CZAS TRZEBA CZUWAĆ. W MOMENCIE ATAKU NIE REAGOWAĆ AGRESJĄ CZY OBRONĄ TYLKO OD RAZU SIĘ MODLIĆ ZA CZŁOWIEKA Z DEMONEM W SERCU. DEMONEM, KTÓRY CIĘ ATAKUJE. KIEDY ODEPRZESZ ATAK TEGO DEMONA, NIE TRAĆ CZUJNOŚCI, BO ZA SEKUNDĘ TEN SAM LUB INNY MOŻE SPRÓBOWAĆ CIĘ PODEJŚĆ Z INNEJ STRONY. SZATAN JEST BARDZO CIERPLIWY I ZNA CIĘ OD DZIECKA. WIE JAK MOŻESZ ZAREAGOWAĆ W KONKRETBEJ SYTUACJI, ZNA TWOJE SŁABE STRONY. TY TEŻ MUSISZ BYĆ CIERPLIWY I WYTRWAŁY. NIE PODDAWAJ SIĘ, NIE ULEGAJ ZNIECIERPLIWIENIU. ODDAJ W MYŚLACH WSZYSTKO BOGU. MÓDL SIĘ ZA SIEBIE I ZA TEGO CZŁOWIEKA DO NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY I ŚWIĘTEGO MICHAŁA ARCHANIOŁA, WZYWAJ IMIENIA JEZUSA. POMAGA RÓWNIEŻ CYTOWANIE DOWOLNIE WYBRANEGO WERSETU Z PISMA ŚWIĘTEGO. TRZEBA WSPÓŁCZUĆ NASZEMU OPRAWCY, KTÓRY NIE ZDAJE SOBIE SPRAWY Z TEGO, ŻE JEST POD WPŁYWEM DEMONA. KAŻDEMU Z NAS ZDARZA SIĘ UPADEK. NIC W TYM DZIWNEGO, PONIEWAŻ CIĄGLE JESTEŚMY ATAKOWANI PRZEZ DEMONY. KAŻDEMU Z NAS NALEŻY SIĘ WSPÓŁCZUCIE ZE STRONY TYCH, KTÓRYCH SKRZYWDZILIŚMY.

     RADYKALNIE PRZESTRZEGAJ DEKALOGU. JEŚLI CZUJESZ, ŻE JAKIKOLWIEK GRZECH ZAGNIEŹDZIŁ SIĘ W TWYM SERCU WYTOCZ MU WOJNĘ. W TEJ KWESTII NIE MA TARYFY ULGOWEJ! KAŻDY POJEDYNCZY GRZECH TRZEBA WYRWAĆ ZE SWEGO SERCA JAK CHWAST. JEŚLI WCIĄŻ SPOWIADAMY SIĘ Z TYCH SAMYCH GRZECHÓW, TO ZNACZY, ŻE NIE DOPEŁNILIŚMY 5 WARUNKU SPOWIEDZI ŚWIĘTEJ - ZADOŚĆ UCZYNIENIE PANU BOGU I BLIŹNIEMU. DOPÓKI TEGO NIE UCZYNIMY, NASZE GRZECHY BĘDĄ SIĘ POWTARZAĆ.

     CZUWAJMY KAŻDEGO DNIA NAD CZYSTOŚCIĄ NASZYCH SERC, ŻEBY SZATAN NIE MIAŁ NA NAS "HAKA". ON WSZYSTKO WIDZI I KAŻDY NASZ GRZECH WYKORZYSTA PRZECIWKO NAM W NAJMNIEJ ODPOWIEDNIM DLA NAS CZASIE. OCZYSZCZAJMY SIĘ W SAKRAMENCIE POKUTY I POJEDNANIA. CZYSTOŚĆ = WOLNOŚĆ I BRAK LĘKU.

     JESTEŚMY STWORZENI DO DOBRA I DO WOLNOŚCI SERC. NIECH ŻADNE ZŁO ICH NIE ZATRUJE I NIE ZNIEWOLI. TO NIEŁATWA WALKA, ALE KTO WYTRWA DO KOŃCA, NIE STRACI NADZIEI I UWIERZY W MIŁOSIERDZIE JEZUSA ZOSTANIE ZBAWIONY.

     PAPIEŻ JAN PAWEŁ II WOŁAŁ DO NAS: "NIE LĘKAJCIE SIĘ, OTWÓRZCIE DRZWI CHRYSTUSOWI".

     POSŁUCHAJMY JEGO SŁÓW I OTWÓRZMY JEZUSOWI DRZWI NASZYCH SERC. NIECH ZAPANUJE W NASZYCH SERCACH. NIECH DOJDZIE DO ZJEDNOCZENIA NASZYCH SERC Z JEGO SERCEM. TO DLA NAS JEDYNY RATUNEK.

     BÓG Z NAMI WSZYSTKIMI W JEDNYM ŚWIĘTYM DUCHU.

     Kocham Was wszystkich. Nigdy się nie spodziewałam takich doświadczeń w moim życiu. Zrozumiałam, że to wszystko zostało mi pokazane po "coś". Zrozumiałam, że nie mogę dłużej trzymać tego wszystkiego dla siebie. Chcę, i myślę, że Pan Bóg też tego chce, żebyśmy wszyscy znali PRAWDĘ. Wszyscy zasługujemy na to, by zawsze znać prawdę. MAMY PRAWO WIEDZIEĆ, KIM NAPRAWDĘ JESTEŚMY I JACY NAPRAWDĘ JESTEŚMY. JEST W NAS DOBRO. Tą samą Prawdę przekazywał nam Jezus, kiedy chodził po naszej Ziemi.

     Nawracajmy się i wierzmy w Ewangelię. Niech dobro w nas "zapisane" zmieni ten świat.

     Jeśli poczujecie tą prawdę w sercach, podzielcie się nią z innymi. Wszyscy na nią zasługujemy. Proszę, przekazujcie to świadectwo dalej. To jest świadectwo o nas.

Nawrócona


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej