Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Nigdy z tego nie wyjdziesz...

Nadzieja, to bardzo piękne słowo, a jakże trudne. Wielokrotnie zastanawiałam się nad nim. Jakże często słyszałam, że ktoś mówił "nie mam nadziei", a ja, cóż, raz ona była, innym razem nie. Właściwie to każda sprawa, która była nie po mojej myśli powodowała, że ta nadzieja wygasła, odchodziła i pojawiała się rozpacz, smutek.

Jestem z dobrej rodziny, w domu nigdy nie było alkoholu, materialnie też dobrze. Rodzice chodzą do kościoła i właściwie zdawało się być kolorowo. Ja jednak czułam się nieszczęśliwa, stwierdziłam, że wszystko jest bez sensu. Czasami byłam załamana, nie miałam nadziei na to, że ktoś mnie pokocha i że ja kogoś obdarzę uczuciem. Byłam wyobcowana i czegoś mi brakowało. W Boga w ogóle nie wierzyłam, owszem szłam do kościoła. Bardzo mnie to denerwowało, że muszę w to miejsce chodzić, no bo skoro nie wierzę, to po co ta parodia? Żyłam tak bez sensu i większych duchowych potrzeb właściwie dość długo. W roku 1995 zaczęło się ze mną dziać coś złego, muszę zaznaczyć, że nigdy nic nie brałam (narkotyki) i nie wiedziałam wówczas co mi jest. Czułam się coraz gorzej, zaczęłam mieć lęki, wydawało mi się, że inni mnie szpiegują i moi znajomi, inni ludzie chcą coś mi zrobić. I już wiosną 1996 r. po prostu przyszła choroba psychiczna...

Było to dla mnie wstrząsające, nie wiedziałam, co robię, mówię. Przestałam się odzywać, nikt nie mógł się ze mną porozumieć. Czułam tylko złość i żal do wszystkich. Nie miałam żadnej nadziei, mówiłam sobie nigdy z tego nie wyjdziesz, siedziałam w jednym miejscu i pytałam "dlaczego" czując wielki żal i pretensje do Boga, no bo jak On mógł na to pozwolić, przecież jest taki dobry! Całkowicie straciłam nadzieję, że uda mi się z tego wyjść. W ogóle zapomniałam o Bogu i myślałam tylko o swoim cierpieniu. Nawet nie wiecie, co się roi w głowie człowieka z chorobą psychiczną - to jest koszmarne. Chciałam popełnić samobójstwo i naprawdę nie wiem, czemu wówczas tego nie zrobiłam? Może była dla mnie jakaś nadzieja na lepsze dni? W stanie beznadziei i obłędu byłam bardzo długo, najgorsze były pierwsze 3 miesiące, choć potem było równie ciężko. Miałam uraz do ludzi, świata. Powiedziałam sobie, że już nie wrócę do Boga, bo to niemożliwe, zresztą nie chcę, bo to Jego wina. Żadnej Nadziei nie miałam do połowy 1998 roku. Czułam się źle, lekarz nie wiedział, co mi powiedzieć. Powoli zaczęło się polepszać i już w tym 98 r. widać było, że wszystko zmierza ku lepszemu. Samopoczucie psychiczne się poprawiło aż w końcu czułam się już dobrze. Psychiatra mi powiedział, że miałam dużo szczęścia i że myślał, iż po prostu z tego nie wyjdę. Jednak stało się inaczej. Świat znów zaczął się wydawać piękny, a i to co mówiłam zaczęło nabierać sensu.

Powoli zaczęło do mnie docierać, że to jednak nie Bóg chciał mnie ukarać, zaczęłam wierzyć, że to swego rodzaju dar od Boga, że nie każdy może coś takiego przeżyć. Miałam więcej energii, zaczęłam się modlić, ale nie aż tak gorliwie. Postanowiłam, że pójdę do kościoła i ze zdziwieniem zauważyłam, że czuję się dobrze wielbiąc Boga! Było to coś nowego, jakbym się narodziła na nowo i to dzięki Bogu.

Tamto przeżycie wiele mnie nauczyło, tak na spokojnie zaczęłam przywiązywać uwagę do innych rzeczy, inne rzeczy stały się ważne, wcześniej była to przyjemność, pieniądze, teraz Bóg jest dla mnie wszystkim.

Ja wiem, że prawdopodobnie z tą chorobą (psychiczną) będę szła przez całe życie, ale nie boję się, bo wiem, że Jezus mnie kocha i chce dla mnie dobrze. Nie boję się powiedzieć tego, że kocham Jezusa Chrystusa. To On jest dla mnie nadzieją i stale mi przynosi radość.

Moje życie jest teraz wartościowe. Bardzo przeżywam Eucharystię, własne modlitwy do Pana. Bardzo wiele mi to daje. Czuję się szczęśliwa, że tak naprawdę po raz pierwszy, od około roku wierzę i całkowicie ufam Chrystusowi. To On wyciągnął do mnie swoją dłoń, chociaż krzyczałam na Niego i nie dopuszczałam Go do siebie. Z perspektywy czasu widzę jaka byłam głupia, wyrzucam to sobie, ale najważniejsze, że odkryłam to, co takie drogie. Mam w sobie mnóstwo nadziei, nadziei, która mówi mi, że wszystko będzie dobrze, że życie przyniesie mi to, co dobre i wartościowe. Czasem musi zdarzyć się coś, żeby człowiek zrozumiał to czy tamto. Ja zrozumiałam, że nic nie dzieje się przypadkowo. Codziennie dziękuję Jezusowi, za to co mi daje, za nadzieję, radość, to że mogę z innymi rozmawiać, pomagać im.

Chociaż cierpienie boli, to przychodzi taki moment, że ono odchodzi i znów pojawia się uczucie radości, szczęścia, że mogę się przydać. Jezus Chrystus, to ktoś taki wspaniały, że jest mi smutno, że może o wiele lepiej byłoby, gdybym już z Nim była? Moja wiara wzrasta, ale czuję się trochę wyobcowana. Szukam ludzi podobnych do mnie, ale nie wiem gdzie mogę ich znaleźć? Może w jakiejś Wspólnocie, tylko nie wiem gdzie się udać. Nie mam żalu o nic do moich rodziców i znajomych. A Bogu jestem wdzięczna, że tak się stało, tzn. że byłam chora. To naprawdę otwiera oczy. I gdy tak myślę, to wiem, że jestem szczęściarą, niczego mi nie brakuje, wszystko, czego potrzebuję przychodzi we właściwym czasie i to tylko On mi w tym pomaga, bo jest Bogiem miłości, najlepszym Ojcem na świecie. I być może jeszcze długa droga przede mną, aby zrozumieć Pana, ale ważne, że wreszcie mam w Kimś oparcie, w moim najlepszym Przyjacielu, który jest ze mną zawsze.

Chciałabym jeszcze powiedzieć, że chory, nienormalny nie znaczy gorszy, to też człowiek, tyle że nie ma wpływu na to, co robi.

Teraz jestem studentką w Poznaniu, poznałam wspaniałych ludzi i po raz pierwszy czymś się cieszę - autentycznie! Może tak miało być? Przecież zawsze byłam taka smutna...

Warto żyć, naprawdę warto, wiem to i myślę, iż to już się nie zmieni. Chcę wielbić, chwalić Pana do końca życia. Przez życie chcę z Nim iść, wierzyć Mu bezgranicznie. Dziękuję Ci Panie, Ty wiesz, że nigdy Cię nie opuści moje serce. Jeszcze muszę wspomnieć, iż bardzo lubię zespół ARMIA, a człowiek który śpiewa i pisze teksty (Tomek Budzyński) jest naprawdę dobrym człowiekiem, swoją muzyką tyle wnosi w życie innych. Posłuchajcie muzyki ARMII, a nie pożałujecie!

Nadziei nie zabraknie, gdy będzie z nami Bóg! I na koniec może tekst Toma: Otwórz drzwi, wsłuchaj się raz, zwycięzca śmierci wraca na czas.

Little 15

Kwartalnik Katolicki
ESPE, nr 50


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Zagadki | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej