Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Mały apostoł, czyli świadectwo Edzika

W latach powojennych "znalazłam się" na zesłaniu w Krasnojarskim Kraju na Syberii, a dokładniej w Abakanie, stolicy Chakasji. Pracowałam wówczas w przedszkolu, przeważnie na dyżurach nocnych, gdyż takim jak ja zesłańcom nie wolno było pracować normalnie z dziećmi, wychowywać je. Przedszkole było typu sanatoryjnego, z tygodniowym noclegiem.

W tym czasie przybył do nas chłopczyk, sześcioletni Edzik T. Początkowo nie wiedziałam, że jest również polskim zesłańcem. Dopiero po jakimś czasie zapoznałam się z jego matką i okazało się, że jesteśmy rodakami.

Edzik niczym specjalnym nie wyróżniał się spośród innych dzieci, swoich rówieśników. Aż tu spotyka mnie niespodzianka, i to nie byle jaka...

Któregoś dnia przychodzę na zmianę, przed wieczorem, jak zwykle, i co widzę. Woła mnie jedna z wychowawczyń mówiąc: - Chodź tutaj i posłuchaj, co twój "ziemliaczok" opowiada.

Patrzę, przy stole siedzi Edzik, a obok dwie wychowawczynie słuchające go z wyraźnym zainteresowaniem. Edzik zaś, niczym mały Jezus w świątyni jerozolimskiej - naucza.

- To, że świeci słońce, gwiazdy, księżyc, "zdiełał Bożeńka". To, że rosną drzewa, zielona trawa, że są różne zwierzęta i ptaki, także zdiełał Bożeńka. f Wymawiał imię Boże zdrobniale po dziecinnemu. - Tak samo wszyscy ludzie są Bożeńki.

Na koniec rzucił pocisk: - I to, że ja żyję i że wy żyjecie, także - podkreślił z naciskiem. - On jest tylko jeden.

Spojrzały na mnie znacząco. Nie pytały o nic. Wiedziałam, że do spraw wiary podchodziły z pewnym poszanowaniem. Nawet kiedyś prosiły mnie, żeby im coś przeczytać z Pisma Świętego, które pożyczałam od znajomej i czasem miałam ze sobą.

Kiedy Edzik skończył swoje "nauczanie", zaczęły mu zadawać pytania.

- Czy ty, Edziku, modlisz się? Pokaż nam, jak to robisz.

Edzik zamaszyście przeżegnał się. Dobrze nie pamiętam, ale zdaje się, że zaczął mówić "Ojcze nasz".

Padło następne pytanie: - A "diadieńka", u którego z mamą mieszkacie, też się modli?

- Tak - odpowiada Edzik.

Znowu pytanie: - A pokaż nam jak?

Edzik złożył dłonie, mówiąc: - On się nie żegna.

Wtedy jedna z nich zapytała: - Jak to jest Edziku? Dlaczego? Skoro Bożeńka jest jeden, to wszyscy powinni jednakowo modlić się do Niego!

Pytanie wydawało mi się trudne nawet dla dorosłego, a dziecko miało przecież tylko sześć lat.

Edzik pomyślał chwileczkę i wypalił: - Dlatego on się inaczej modli, bo on nie nasz, on Niemiec!

Zdumiona jego odpowiedzią popatrzyłam na niego ciepło, z wielką serdecznością. Na tym zakończyła się edukacja z religii i Edzik odszedł do gromadki bawiących się dzieci.

W tym jego powiedzeniu: "nie nasz" ujawni- ła się z całą mocą tożsamość narodowa i podświadoma przynależność do tego własnego, innego świata. Był zbyt mały, ażeby mógł to inaczej sformułować.

Przebywał z dziećmi wyłącznie innych narodowości. Był jedynym polskim dzieckiem w przedszkolu i zapewne w mieście, w swym otoczeniu. Jednakże wiedział, że nie jest jednym z "nich". Że to jego "nasze" jest gdzie indziej, daleko. Tego zaś nie można nauczyć się w żadnej szkole. To tkwi w człowieku.

Byłam tak dziwnie rozradowana tego wieczora, że jedna z koleżanek widząc to zapytała:

- Co cię tak bardzo cieszy?

- Już ja wiem co, ale choćbym i chciała ci wytłumaczyć, to zapewne trudno wam będzie zrozumieć. Jedno tylko powiem: takiego drugiego Edzika nieprędko napotkacie w swoim życiu.

Utrzymywałam kontakt z mamą Edzika do końca swego pobytu w Abakanie. Bywałam u niej w domu. Kiedyś zauważyłam na małej półeczce ściennej obrazek Matki Bożej Częstochowskiej, a obok stał krzyżyk drewniany bez pasyjki, jako że był to niemiecki dom i jego gospodarz - ów "diadieńka" - nie był katolikiem.

Tak zaczynał kiełkować swoisty, praktyczny ekumenizm. Samo życie, różne okoliczności zmuszały do zjednoczenia i samoobrony.

Pewnego dnia przyszła Irena, matka Edzika. i poprosiła o rozmowę. Poszłam do niej. Zaczęła opowiadać, jakie to ma wciąż utrapienie z tym swoim Edzikiem.

- Co za czupurny dzieciak! Proszę sobie wyobrazić. co ostatnio narozrabiał. Przyszli do mnie jacyś ludzie ze skargą na niego. Zarzucili mi złe wychowanie syna, ujemny wpływ na niego. Mówili: "Bawiąc się z naszymi dziećmi obraził naród radziecki i uwłaczył pamięci ukochanego wodza, wielkiego Stalina (było to tuż po jego śmierci). Czy więc zdajecie sobie sprawę, co was za to czeka, jeżeli nie zaczniecie wreszcie inaczej wychowywać swego syna?!"

- Oniemiałam z przerażenia - kontynuowała wystraszona okropnie matka Edzika. - Gdy wrócił on tego dnia do domu zaczęłam go wypytywać, o co poszło, jak to było. Edzik na to: "Oni mnie pierwsi obrazili, i to nieraz! Ciągle mi dokuczają i przedrzeźniają, wołając za mną: "Poliak durak. Poliak durak.,." Wtedy ja im w odpowiedzi wrzasnąłem: "A wy wszyscy same duraki, a ten wasz największy, Stalin, już się skończył!" Naprawdę, mamo, nic więcej nie mówiłem". Powiedziałam mu wtedy: "Dziecko drogię, czy ty wiesz, co za to matce grozi, gdy doniosą na milicję?! Mogą mnie aresztować. Ja przecież nie uczę cię nienawiści do nikogo". Edzik zaciął się, zamknął w sobie i dalej milczał jak pień. Więcej nic nie można było z niego wydobyć. Może wspomniał w owej chwili ojca, znajdującego się gdzieś w nieznanym obozie...

Mijały dni, tygodnie i miesiące, pełne niepokoju dla matki Edzika. Ilekroć ktoś zapukał głośniej do drzwi, wydawało się jej, że to może już po nią idą. Jakoś jednak przeszło spokojnie. Widocznie Boża Opatrzność czuwała nad nimi.

Taki to był Edzik T., ofiara stalinowskiego reżimu, mały syberyjski zesłaniec lat pięćdziesiątych.

Rozstałam się z nimi w 1955 roku wiosną. Powróciłam do Kraju, a oni zostali. Irena pochodziła ze wschodnich terenów Polski i nie chciała wracać, tłumacząc, że tam przecież jest to samo, życia zaś rozpoczynać na nowo nie ma już siły. Przede wszystkim zaś nie ma do kogo wrącać, tu natomiast jest gdzieś jej mąż i ojciec Edzika...

; Po latach dowiedziałam się, że oboje żyją. Edzik założył rodzinę. Pracuje w pobliskiej kopalni węgla. O matce nie zapomina i odwiedza ją w miarę możliwości.

Szczęść mu, Panie Boże! Matko Miłosierdzia, opiekuj się nim, jak niegdyś w czasach jego dzieciństwa!

Regina Majdańska


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Zagadki | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej