Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Świat znowu zapełnił się radością

Gdyby cztery lata temu zadano mi pytanie dotyczące Chrystusa, pozostawiłabym je bez odpowiedzi. Był to w moim życiu czas niewiary. Wzruszenie ramion byłoby jedyną odpowiedzią.

Znalazłam Chrystusa

Jakieś dziwne lenistwo, niechęć do "przeżytych" form Mszy Św., ciągle te same pieśni, bezmyślne często zachowanie się ludzi w kościele i postawa księży zabrały mi wiarę. "Jeśli ksiądz nie pomaga wiernym i nie troszczy się o ich wiarę, dajmy sobie z nią spokój" - powiedziałam; "zajmijmy się czymś konkretnym". W tym, co porzucałam, nie dostrzegałam celu.

Doświadczyłam wtedy wewnętrznej pustki. Straciłam z oczu cel działania. Wkradł się męczący niepokój. Trudno było żyć w ciągłym poczuciu niedoskonałości i winy. Nie mogłam z tym wytrzymać. Chęć zrzucenia z siebie ciężaru i pragnienie wewnętrznego oczyszczenia zaprowadziły mnie do praktyk religii wschodnich. Wiele do myślenia dawała mi postawa moich rodziców, która zdawała się wciąż przypominać, że, aby żyć, trzeba coś praktykować..

Praktyki medytacyjne buddyjskiego zenu, potem zafascynowanie jogą i środowisko wielbicieli Kriszny, pozwoliły mi na jakiś czas zapomnieć o niepokoju. Odkrywane nowe wartości w pierwszej chwili fascynowały i porywały, z czasem jednak okazywały się źródłem jeszcze boleśniejszego nienasycenia. Pragnęłam czegoś innego, jakiejś mocniejszej pełni. Tak przyszły ucieczki w stany narkotyczne. Poza "szybkością" przenoszenia się w inny świat, uwalniały na pewien czas od ciążącej świadomości przewinień. Nieuczciwość oszukiwana nieuczciwością.

Bagaż grzechów ciążył nieznośnie. Wiedziałam, że tak dalej żyć nie można, ale jak żyć trzeba, nie wiedziałam. Pragnienie poznania czegoś, co byłoby "ponad wszystko", szarpało mną nieustannie.

Umoralniające przemowy i przekonywania tylko denerwowały. Niepokoiła mnie jedynie postawa ludzi, którzy szczerze w coś wierzyli.

I stało się, że na mojej drodze do nikąd stanął człowiek, który nosił w sobie jakąś trudną do określenia dobroć i wzniosłość. Krył w sobie jakąś tajemnicę, osobistą i jedyną, przy czym wspaniale mieścił się w normalnym życiu i realnym świecie.

Skąd czerpie tyle radości i mocy? - pytałam siebie.

Jak gdyby odgadując moje pytanie, wskazał na swoją tajemnicę: - Chrystus.

To było mi potrzebne. Jego świadectwo przyczyniło się do mojego trudnego powrotu.

Nagle zaczęłam zauważać wartości religijne rodzinnego domu i ludzką dobroć. Moje życie odzyskało sens.

Kiedy już widziałam, że tylko ta droga jest jedynie słuszna i prawdziwa, moja wola, umysł i serce rwały się do Boga wołając: "Jak łania pragnie wody ze strumienia, tak dusza moja pragnie Ciebie, Boże!"

Było to rzucenie się syna marnotrawnego w objęcia ojca. Wyrwanie się z jakichś straszliwych szponów bezsensu... Radość i szczęście, aż do wzruszenia - to szczególne znaki tego okresu mojego życia. Przedziwne działanie Ducha Świętego, który daje nagle odpocznienie i ożywia martwe dotąd słowa: "wiara", "nadzieja" i "miłość". Chciałoby się krzyczeć z radością to wszystko, co Roman Brandstaetter zawarł w Psalmie woli: "Boże, jestem twoim więźniem i nigdy nie ucieknę z tej celi, którą zbudowałeś dla mnie w dniu mojej genezis. Konieczność przez Ciebie ustanowiona jest moją wolnością i wolą".

Wszystko we mnie i dla mnie osiągnęło nowy wymiar. Cała rzeczywistość nabrała nowych, prawdziwych barw. Zerwanie ze starym człowiekiem pozwoliło narodzić się nowemu. Widziany od nowa świat zapełnił się radością, ufnością i szczęściem.

Jak wspaniały jest nasz Ojciec niebieski, że daje takie doświadczenia swojej Miłości i pomaga żyć w nowym wymiarze. Wtedy to dotarły do mnie piękne książki Tomasza Mertona, Carla Caretto i św. Augustyna. Wtedy poznałam Kościół od innej strony: - Kościół, który tworzę także ja, Kościół wspólnotę i Mistyczne Ciało Chrystusa.

Nabrały sensu nudne dotychczas modlitwy, różaniec i litanie, a punktem oparcia stała się Msza Św., miejsce spotkania z Miłością, która daje siebie. Teraz wiem, że cały świat śpiewa tę tajemnicę: od najgłębszej ciszy po najgłośniejszy krzyk, od piękna po brzydotę, od prostoty po największe skomplikowanie, od radości po ból, a także od wiary aż po niewiarę. Wszędzie jest On, nawet jeśli nas nie ma przy Nim. Jego Miłość i Miłosierdzie trwają wiecznie. To On, który nas dawno znalazł, nie przestaje nas szukać i wzywać: "Ty pójdź za mną!"

Ewa O.


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Zagadki | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej