Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Świadectwa trzech kobiet o przeżywaniu swojej cielesności

Zamieszczamy świadectwa trzech kobiet, które dzięki wierze odnalazły sposób akceptowania i twórczego przeżywania swojej cielesności.

odpowiedź na najważniejsze pytanie

Jest piękne słoneczne, niedzielne przedpołudnie. Leżę na zielonej trawie i patrzę w niebo. Obok mnie siedzi najlepsza przyjaciółka i próbuje nawiązać ze mną rozmowę. Jednak ja, jak co dzień, zamykam się w sobie z myślami, które nie dają mi spokoju - nic nie mówię. Próbuję znaleźć wreszcie odpowiedź na gnębiące mnie od dawna pytanie. Jednak nie potrafię, a może nie chcę? W mojej głowie pustka, a wokół mnie przeraźliwa cisza. Jednak przerywa ją jedno krótkie zdanie z ust sąsiadki: "Dobrze się czujesz?" Otwieram oczy i odwracam się w jej stronę. Odpowiadam: "Nie". Po chwili wydusiłam z siebie myśl nie dającą mi spokoju: "Źle się czuję, ponieważ nie wiem, co to szczęście i nie rozumiem sensu życia". Właśnie te dwie sprawy zaprzątały mi głowę. W odpowiedzi usłyszałam śmiech.

Wiedziałam, co on oznacza. Moja przyjaciółka mnie nie rozumie. Przecież miałam wszystko: cudowną rodzinę, dobrą szkołę, gęste czarne włosy, piękne ciało, długie nogi, które pozwoliły mi zostać modelką. Ale wciąż czegoś mi brakowało. Pytanie - czego? Zbliżała się godzina dwunasta, czas wyjścia do kościoła na Mszę świętą. Oczywiście poszłam, choć bez przekonania, zła na cały świat, który nie potrafił mi pomóc. Siedząc w kościele i słuchając kazania wygłaszanego przez kapłana, usłyszałam: "Gdy boli cię brak miłości bliźniego wobec ciebie, ile razy większy ból sprawiasz Bogu, gdy nie okazujesz miłości Jemu". Po tych słowach poczułam w moim sercu ciepło. To Msza święta pozwoliła mi zrozumieć wreszcie, że są ludzie, których krzywdzę swoją obojętnością. Zaczęłam dostrzegać otaczające mnie piękno. Jednak wiedziałam, że to nie ja znalazłam odpowiedź na to pytanie. To On mi pomógł. Nie wiesz, o Kim mówię? To Bóg dał mi odpowiedź na moje pytanie. Pozwolił mi cieszyć się życiem. Teraz mam osiemnaście lat i wykonuję nadal zawód modelki, mając obok siebie rodziców, przyjaciół i - co najważniejsze - wiarę, która pozwala mi nieść krzyż cierpień. Mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa.

Od tamtego momentu minęły dwa lata. Ten czas wykorzystałam na umocnienie wiary poprzez codzienną rozmowę z Bogiem, czytanie Pisma Świętego oraz przez wspólną modlitwę z rodzicami, którzy od najmłodszych lat próbowali mi uświadomić, że Bóg jest najważniejszy. Zrozumiałam to. Jednak przede mną długa droga, którą pragnę wykorzystać na dalsze pogłębianie wiary, pomoc bliźniemu. Moja wiara w Boga nie jest dla mnie wstydem. Jestem z siebie dumna, że znalazłam wreszcie właściwą drogę, którą chcę kroczyć. Nie przeszkadza mi w tym piękne ciało, sukces, sesje zajęciowe. To kiedyś przeminie i pozostaną wspomnienia. A Bóg jest i będzie zawsze ten sam. On pozostanie, a ja będę starała się iść jego śladami, abym nigdy nie zeszła z Jego drogi, która wiedzie do raju.

Częste wyjazdy, pokazy mody, "pokazywanie" swego ciała nie rozłączy mnie z Bogiem, wręcz przeciwnie. Jestem mu wdzięczna, że dał mi piękne ciało, dzięki któremu mam możliwość zrobienia kariery. Chociaż to w życiu nie jest najważniejsze. Musimy pamiętać, żeby praca nas doszczętnie nie pochłonęła. Abyśmy mieli czas na rozmowę z kimś, kto na nas czeka - z Bogiem. On zawsze znajdzie dla Ciebie czas. On nigdy Cię nie opuści. "Bóg zawsze jest ten sam, potrzeba ludzi wiary, a powtórzą się cuda z Pisma Świętego". Umacniajmy swoją wiarę, nie wstydźmy się pomagać innym i, jak powiedział ks. J. Twardowski, Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą.

Kamila

nie jestem bierną katoliczką

Wiara jest tym, co nadaje naszemu życiu sens. Człowiek musi w coś wierzyć, gdyż taka jest jego natura. Każdy z nas czuje się w obecnym świecie bardzo niepewnie. Na wiele zdarzeń, jak na przykład na śmierć bliskiej osoby, nie mamy wpływu, a wytłumaczyć je możemy tylko dzięki wierze.

Wiara w siłę pieniędzy, siłę fizyczną, wróżby, zabobony czy wschodnie religie daje człowiekowi poczucie bezpieczeństwa i złudną nadzieję, że może on kontrolować wiele sytuacji w swoim życiu.

Ja wierzę w Boga i to nie tylko dlatego, że zostałam ochrzczona i wychowana przez katolików. W wieku osiemnastu lat ukształtowałam już mój pogląd na ten temat i sama podjęłam decyzję dotyczącą praw, według których mam żyć, aby doświadczyć jak najwięcej miłości i szczęścia, a przede wszystkim - poznać Prawdę.

Praca modelki w żaden sposób nie wpływa na moją wiarę. To tak, jakby porównać religijność mechanika samochodowego, pielęgniarki i szefa dużej firmy. Zasady, jakimi się w życiu kierują, zależą od ich wrażliwości na zło, sumienia i całego systemu wartości moralnych, a nie od stanowiska, na którym pracują. Stereotypowe myślenie jest nie tylko przestarzałe, ale może także krzywdzić innych. Wiem to z własnego doświadczenia, ponieważ wielokrotnie padałam ofiarą uprzedzeń. Kiedy mówię, że modlę się dwa razy dziennie, rozmawiam dużo z Bogiem i zapisuję to w moim zeszycie, codziennie czytam Pismo Święte i chodzę do kościoła, w odpowiedzi widzę drwiące uśmiechy niektórych osób. Pytają, jak to możliwe, skoro w zawodzie modelki "pracuje się ciałem", a Bóg mówi, żeby odrzucić to, co doczesne i materialne. Zapominają jednak o tym, że Ojciec dał każdemu z nas talenty, które nakazał rozwijać. Jeżeli mam ładną twarz lub włosy, to dlaczego miałabym to ukrywać? To, że dbam o ciało, nie oznacza, że zaniedbuję swoją duszę! Nigdy ciało nie było dla mnie ważniejsze od duszy i rozumu. Uroda może iść w parze z wysokim intelektem. Szkoda tylko, że takie osoby muszą to na każdym kroku udowadniać - i to komu? Ludziom, którzy nic kompletnie o nich nie wiedzą. Na szczęście są też przyjaciele, bliskie osoby, z którymi można swobodnie porozmawiać. Nie ukrywam, że duży wpływ na moją wiarę wywarły koleżanki. To z nimi odbyłam prawdziwy "maraton", odwiedzając Boga w różnych kościołach, aby w końcu wybrać kościół Świętej Trójcy, miejsce, w którym kazania księży jezuitów zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Teraz pragnę znaleźć dobrego spowiednika.

Nie jestem bierną katoliczką. Walczę o duchowy rozwój, bronię wiary. Ufam Ojcu, ale nie traktuję Go jak złotej rybki, która spełnia wszystkie życzenia. Nie jestem idealna, ale pracuję nad sobą. Jeszcze trzy lata temu napisałam: "Bóg, obdarzając nas darem myślenia, sądził chyba, że wyświadczył nam wielką przysługę, ale najwidoczniej był w błędzie". Teraz dzięki takim notatkom widzę, jak dojrzewam, powoli zmieniam się i zaczynam kontrolować swoje życie. Wtedy uważałam, że w myślach ludzkich rodzi się grzech i zło, teraz wiem, że są one pod kontrolą serca, to ich rezultatem może być szczęście i miłość. Zobaczę, jak będę myślała za kilka lat. Obecnie daleko mi jeszcze do wzoru katolika, gdyż nadal jednak dostosowuję słowo Boże do własnych potrzeb. Przykazania Boże nie są ciężkie dla tych, którzy bezinteresownie kochają. One są trudne dla tych, którzy chcą realizować siebie według własnych pomysłów. Nasz dramat bierze się chyba z tego, że nie umiemy zaufać Bogu do końca (bp T. Pieronek).

Ola

nie jestem bierną katoliczką

Jestem osobą niepełnosprawną. Całe moje życie jest nierozerwalnie związane z wózkiem inwalidzkim. Jednak już samo to, że żyję, odbieram jako wielki dar Boży, którego nie wolno mi zmarnować.

Tylko Bóg wie, jakie ma dla mnie zadanie do spełnienia, ze względu na które pozostawił mnie przy życiu. W ludzkim rozumieniu (w rozumieniu lekarzy, którzy byli przy moich narodzinach), dziecko z taką wadą, jak moja, nie miało szans przeżycia. Miałam nie doczekać rana, a tymczasem pięknych poranków w moim życiu było już wiele. Perspektywy mojego życia przedstawiano w bardzo mrocznych barwach. Miałam nie widzieć, miałam nie słyszeć, nie mówić, a ja żyję w miarę zwyczajnie z tą tylko różnicą, że patrzę na świat z wysokości wózka inwalidzkiego. Dzieciństwo spędzone w domu pod opieką Rodziców, było radosne. Rodzice zabierali mnie wszędzie. Byłam traktowana tak jak reszta Rodzeństwa. Od wielu lat jestem związana z Chrześcijańskim Bractwem Osób Chorych i Niepełnosprawnych założonym przez ojca Franęois. Chociaż życie człowieka niepełnosprawnego niesie wiele ograniczeń, to otwiera też wiele drzwi zamkniętych przed większością ludzi. Pomimo tego, że samodzielnie nie mogę wyjść z domu, dzięki ludziom, których Bóg stawia na mojej drodze, zwiedziłam już wiele miejsc na świecie. Miałam wielkie szczęście być sześciokrotnie w Rzymie i zawsze przy tej okazji spotkać się bezpośrednio z Ojcem Świętym, czego świadectwem są zdjęcia, które przechowuję jako wielką pamiątkę.

Gdy Ojciec Święty przybywał do Ojczyzny, zawsze starałam się być na spotkaniu z Nim.

Nieustannie odczuwam opiekę Matki Bożej, która zapraszała mnie do podjęcia trudów pielgrzymek do europejskich sanktuariów, takich jak Lourdes, La Salette, Fatima. Chociaż dla wielu ludzi perspektywa takiego wyjazdu wiąże się ze zmęczeniem, dla mnie nie stanowi to żadnego problemu. Moja radość jest tak wielka, że nie odczuwam zmęczenia. Zawsze, gdy wracam, marzę, aby był jeszcze jakiś następny raz i żyję taką nadzieją.

Jestem człowiekiem aktywnym zawodowo i to ma również dla mnie ogromne znaczenie. Moją satysfakcją jest to, że mogę pracować, a przede wszystkim pomagać finansowo najbliższym. Ponieważ wiem, że nie założę własnej rodziny, przelewam moją potrzebę miłości na bratanków, siostrzenice i chrześniaków. W moim życiu bardzo ważna jest przyjaźń, z którą mam szczęście często się spotykać. Jako osoba niepełnosprawna potrzebuję wielu przejawów akceptacji i zrozumienia, ale myślę, że mogę uważać się za człowieka, który nie tylko bierze, ale również daje. W moim życiu bardzo ważne miejsce zajmuje wiara. Wielką radością dla mnie jest możliwość uczestniczenia w niedzielę we Mszy Świętej. Nie byłoby tej możliwości, gdyby nie wyciągnięte w moją stronę ręce ludzi o dobrych sercach, na których na pewno mogę liczyć - kleryków z seminarium ojców pijarów. Pełna nadziei na przyszłość, z wielką ufnością w Opatrzność Bożą, mam nadzieję, że dobrocią ludzi będę mogła cieszyć się do końca, a sam Bóg przygotowuje Im nagrodę.

Jadwiga


Espe, nr 63


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść

Nowości



Wieczernik, czyli tam, gdzie się wszystko zaczęłoWieczernik, czyli tam, gdzie się wszystko zaczęło

Duch czasów ostatecznychDuch czasów ostatecznych

Potężna Niebios Królowo i Pani AniołówPotężna Niebios Królowo i Pani Aniołów

Gietrzwałdzkie uzdrowieniaGietrzwałdzkie uzdrowienia

Potężna Niebios Królowo i Pani AniołówMatka obojga narodów

Najbardziej popularne

Litania do Najświętszej Maryi PannyLitania do Najświętszej Maryi Panny

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2021 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej