Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Moje wspomnienia o O. Maksymilianie Kolbe

Pierwszy raz spotkałem O. Maksymiliana w Niepokalanowie, gdy zostałem przyjęty do zakonu. Było to 20 maja 1928 r. Był on wtedy przełożonym Niepokalanowa. Przyjął mnie bardzo życzliwie, wypytał o wszystko, a potem zaraz kazał iść do refektarza. Z samego początku ujęła mnie jego prostota, co mnie bardzo zachęciło, bowiem wyobrażałem sobie, że klasztor to miejsce bez żadnego roześmiania i wesołości, gdzie tylko kompletna cisza i skupienie panuje.

O. Maksymilian od razu sprostował to moje błędne pojęcie. Ponieważ zostałem przydzielony do introligatorni, więc miałem często okazję spotkania O. Maksymiliana, który kilka razy dziennie obchodził całe wydawnictwo, zatrzymując się najdłużej w tym dziale, gdzie pracy było najwięcej, tym bardziej, że od introligatorni zależała szybka wysyłka "Rycerza". Często zatrzymywał się przy maszynce do spinania "Rycerza" i liczył, ile egzemplarzy na minutę można zeszyć. Nieraz przychodziła mi próżna myśl, że prawie najszybciej spinałem "Rycerza". Odgadł, zdaje mi się, moje myśli ukochany ojciec, bo pewnego razu powiedział, że gdy pracujemy gorliwie i kiedy ktoś na nas patrzy, starajmy się wtedy jeszcze gorliwiej pracować, by dać znać Niepokalanej, że jeśli dla ludzi tak się pracuje, to dla Niej musi być dużo lepiej. Często to sobie przypominam i obecnie, gdy chełpliwość do serca się wkrada.

W rok po wyjeździe O. Maksymiliana na misje do Japonii i mnie ta wielka laska spotkała. Cieszyłem się bardzo, a szczególnie z tego, że będę razem z O. Maksymilianem. Po dwu tygodniach podróży, gdy czwórka nas stanęła w Nagasaki, ukochany ojciec sam wyszedł po nas na stację. Mieszkaliśmy w wynajętym domu. Ponieważ plac pod Niepokalanów był już kupiony, więc w najbliższą niedzielę wybraliśmy się na przechadzkę, by obejrzeć teren pod przyszłą zagrodę Maryi. Wrażenie odniosłem bardzo ujemne. Kawałka równego placu nie było, tylko sama góra, porośnięta japońską trzciną i krzewami. Zauważył , zdaj e mi się, to O. Maksymilian i znienacka zapytał mnie: "Jak ci, bracie Romualdzie, podoba się nasz plac?" Powiedziałem mu wtedy ze szczerego serca: "Bardzo jestem zaskoczony, że wybraliście taką górę, gdzie nie ma nawet miejsca na postawienie budynku; przecież na rozwój "Kishi" ("Rycerza") nie można tu liczyć".

Zabolało go to trochę, ale wyrzekł wtedy słowa, które dopiero podczas wojny - zrozumiałem: "Zobaczysz, że Niepokalana tu właśnie chce królować i tu najlepsze miejsce sobie wybrała".

O, tak, zrozumiałem teraz w czasie ostatniej wojny, że rzeczywiście sama Niepokalana kierowała zakupieniem tego terenu. Dzięki bowiem temu, żeśmy byli oddaleni od miasta i w takim punkcie, gdzie nie było żadnych obiektów wojskowych ani przemysłowych, pozostawiono nas w spokoju. A także wybuch bomby atomowej niewiele nam szkody wyrządził, bo od miejsca wybuchu dzieliły nas dwie wysokie góry. O. Maksymilian robił wszystko z Niepokalaną i Jej się we wszystkim radził, więc i ta Zagroda pod Jej opieką i wskazówkami powstała. Gdyby zakupił plac na Takenukubo, który leży tuż przy Urakami, a który to plac już miał być zakupiony, nic by z klasztoru nie pozostało, gdyż obecnie nic tam nie ma, tylko gruzy.

Gdy chodzi o cnoty O. Maksymiliana, to szczególnie żył posłuszeństwem. To najulubieńsza jego cnota. O posłuszeństwie był zawsze rad mówić. Gdym był jeszcze w Polsce w czasie nowicjatu miał raz do braci konferencję o tej cnocie aż przez trzy godziny. Tak przekonywająco, tak dobitnie mówił o tej cnocie, że wszyscy wyszyli z tej konferencji z postanowieniem, by ponad wszystko ćwiczyć się w tej cnocie najbardziej zakonnej. Cała sprawa MI od samego początku szła drogą bezwzględnego posłuszeństwa. "Jeśli chcemy być wielkimi świętymi - mówił - bądźmy bardzo posłuszni, bo to prawdziwa i jedyna droga do świętości".

O. Maksymilian to prawdziwy misjonarz. Przez cały czas mojego pobytu razem z nim w Japonii - przez pięć lat - przekonałem się, że żył tylko duchem misyjnym. Kochał te dusze, dla których się poświęcił bez zastrzeżeń. Największy nakład "Rycerza" wynosił 65 tysięcy. Chciał go drukować jak najwięcej. Jeśli chodziło o pieniądze na "Rycerza", to się z tym nie liczył. Ufał, że Niepokalana da potrzebne środki, byle byśmy byli Jej wierni. Tak zawsze łagodny i cichy, zapalał się gniewem, gdy który z braci narzekał, że "Rycerza" się za dużo drukuje i rozdaje darmo. Bardzo cierpiał z tego powodu i zaraz przekonywał danego brata, że zdanie jego jest mylne, gdyż rozdając wszystkim "Rycerza", dajemy wszystkim pokarm duchowny. Tak kochał tego "Rycerza", że wszystko by poświęcił, byle jego nakład powiększyć. Prawie każdej niedzieli wysyłał nas braci po dwóch do różnych miejscowości z setkami egzemplarzy "Rycerza", by rozdawać je wśród pogan. Często sam się z nami wybierał i gdyśmy rozdawali "Rycerza" w danej miejscowości, on szedł do świątyni pogańskiej do bonzy i rozmawiał o prawdziwej naszej wierze. Gdy robotnicy poganie u nas nieraz pracowali, także chodził do nich, by im coś o religii powiedzieć. W czasie swego pobytu w Japonii O. Maksymilian dużo cierpiał. Prawie ciągle miał gorączkę, jednak zawsze pracował. Gdyśmy pracowali wieczorami przy "Rycerzu", zabierał się nieraz, by nam pomagać, jednak dłuższe poruszanie rękami męczyło go, więc siadał na stołku i tak nam towarzyszył w pracy. A gdy praca przedłużała się nieraz do 11-tej lub dłużej, nigdy nie szedł wcześniej spać od braci, do czego zachęcaliśmy go wszyscy, ale siedział na stołku i modlił się, a znużony całodzienną pracą - zasypiał. Zachęcał do śpiewania pieśni, w czym sam brał udział. Często wtedy powtarzał: "Co to będzie dopiero w niebie"... Nieraz nie chciał jechać tramwajem, bo jak mówił, zaoszczędzi się trochę na "Rycerza". Kochał nas braci jak prawdziwy ojciec. Był on dla wszystkich wprost matką. O zdrowie każdego bardzo się troszczył, sam robił mi omywanie zimną wodą, gdy gorączka była wysoka. Gdym wracał z miasta zmęczony, oblany potem, sam mi dawał coś chłodnego do popicia albo dojrzałe pomidory na pokrzepienie. Dla braci był zawsze gotowy, choćby i w nocy. Często mawiał, że w sprawach duchowych zawsze jest do usług braci. Nigdy nikogo nie zbywał, ale zawsze spokojnie zapytywał, czy sprawa pilna, czy też może zaczekać. A już szczególnie ojcowskim sercem przyjmował, gdy kto miał jakieś zmartwienie. O, wtedy tulił do serca i pocieszał, tak do ufności do Niepokalanej zachęcał, że każdy całkiem pocieszony od niego powracał. Sam na sobie tego doświadczyłem po niezliczone razy. A spowiedź u tego dobrego ojca była prawdziwą łaźnią lub raczej ucztą duchową. Serce było potem lekkie i szczęście zalewało duszę. Na zakończenie tych drobnych szczegółów o ukochanym naszym Ojcu, wobec Niepokalanej oświadczam, że był to człowiek święty, wielki miłośnik Niepokalanej, dla której cały się poświęcił. Już od wczesnej młodości miał coś wspólnego z Niepokalaną. Opowiadał nam, że gdy był jeszcze w domu rodzinnym, otrzymał raz z bratem (O. Alfonsem) pewną sumę pieniędzy, co do użycia których rodzice zostawili im zupełną swobodę. "Brat - mówił - kupił sobie aparat fotograficzny, zaś ja długo myślałem, co by sobie kupić, aż zapadła decyzja i kupiłem małą ładną figurkę Niepokalanej. Od tego czasu postanowiłem kochać szczególnie Niepokalaną i pracować dla Niej". Spodobała się Niepokalanej ta ofiara, bo wybrała go sobie za swego sługę, by szerzył Jej cześć.

Istnienie naszej Zagrody zawdzięczamy modlitwom naszego Ojca. W czasie ostatniej wojny, gdyśmy myśleli, że już będzie koniec naszego tutaj istnienia, gdyż wszystko, zda się, sprzysięgało się na zagładę tutejszego Niepokalanowa, jednak Niepokalana do tego nie dopuściała. Wstawiał się za nami potężnie O. Maksymilian. Wszyscy mieszkańcy japońskiego Niepokalanowa są głęboko o tym przekonani.

Br. Romuald M. Mroziński franciszkanin
Nagasaki, 30 III 1948

Prosimy Portal Fronda o nie kopiowanie tekstów



Wasze komentarze:
 anita kozlowska: 08.11.2022, 19:55
 Musimy pamietac takich ludzi, gdyz oni sa worem jak isc wlasciwa droga do Boga.
(1)


Autor

Treść

Nowości

Nowenna do Świętego Szarbela - dzień 4Nowenna do Świętego Szarbela - dzień 4

św. Maria Magdalenaśw. Maria Magdalena

Modlitwa do św. Marii MagdalenyModlitwa do św. Marii Magdaleny

Litania do św. Marii MagdalenyLitania do św. Marii Magdaleny

Koronka do św. Marii MagdalenyKoronka do św. Marii Magdaleny

br. Mieczysław Mystkowskibr. Mieczysław Mystkowski

Najbardziej popularne

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Tajemnica SzczęściaTajemnica Szczęścia

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Godzina Łaski 2023Godzina Łaski 2023

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2024 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej