Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

"Tylko dziwuję się, ze radość smuci"

Naprawdę nie wiem, skąd wzięła się moja decyzja napisania do Was listu, drodzy Ojcowie Franciszkanie. Po prostu uświadomiłam sobie nagłe, że nie mam z kim podzielić się swoją radością. Wielką radością, jaką jest życie w miłości z Matką Bożą. No bo z kim tu się podzielić, z kim pogadać? Z koleżankami z klasy? Kilka z nich ogłasza się satanistkami. Reszta... Co tu wiele pisać. Przeciętna "młodzież XX wieku". Wcale nie mówię, że jestem od nich lepsza. Nazwijmy to trochę inaczej: jestem inna, a przez to w nich mniemaniu głupia.

Ale zacznijmy od początku. Mam 17 lat i jestem w trzeciej klasie szkoły zawodowej. Kiedy trzy lata temu ukończyłam szkolę podstawową, Bóg był dla mnie kimś dalekiem. Nie wiedziałam w ogóle, co to żyć w miłości. Chodziłam do kościoła... bo taka tradycja. Ale na Mszy byłam w ogóle wyłączona. Odstałam te kilkadziesiąt minut i często po wyjściu nie wiedziałam, o czym była Ewangelia. Wieczorna modlitwa była odklepaniem wyuczonych na pamięć regułek, często nawet bez udziału świadomości, bo z myślami "w obłokach". I tak się to ciągnęło. A wtedy tak bardzo cierpiałam. I miałam ciągłe pretensje do siebie, do wszystkich, do Boga nawet, że niby dlaczego cierpię, że przecież to niesprawiedliwe. Cisnęły się łzy rozpaczy. Nie mogłam wówczas pogodzić się z losem. A nawet myślałam o samobójstwie. Dlaczego? Bo nie znałam sensu i wartości cierpienia, bo nie rozumiałam Boga. Skończyłam w takim nastawieniu pierwszą klasę i...

Poznałam nową koleżankę. Chodziła na Oazę. "Przyjdź do nas - zachęcała. - Cóż ci szkodzi? Zobaczysz. Spróbować możesz. Spodoba ci się - zostaniesz". I poszłam. I zostałam. I wyśmiała mnie moja klasa. Ale się nie ugięłam. Wytrzymałam.

Mam już za sobą rok na Oazie, rok w Ruchu Światło-Życie. Pamiętam te pierwsze spotkania, modlitwy spontaniczne, na których zalewałam się łzami. Nie wiem dlaczego, ale w szczególny sposób upodobałam sobie Sutannę. Stała się moją ulubioną pieśnią. Jest nas na Oazie około 30 osób. Często rozmawiamy ze sobą. Wiem, że nikt z Oazy nie jest opuszczony z tego powodu przez swoją klasę, jak ja. Wiem, że część z tych młodych chodzi na Oazę, bo zachęcił ktoś z klasy. A ja? Sama samiuteńka, opuszczona. A jednak... Przez cały rok zadawałam sobie pytanie: czemu się nie załamałam, dlaczego wytrzymałam? Znalazałam tę radość, której szukałam, odnalazłam moją miłość. Z dziwnym uczuciem powtarzam słowa: "Duszą spokojną wstecz się nie oglądam za przeszłym życiem, które już nie wróci, i w swej miłości niczego nie żądam, tylko dziwuję się, że radość smuci".

I przyszły te wakacje, które skończyły się 12 dni temu. Wakacje jedyne, wymarzone, niepowtarzalne. Pierwsze w życiu rekolekcje oazowe i... pierwsza w życiu pielgrzymka.

Może najpierw kilka słów o rekolekcjach. Pierwsze piętnaście dni wakacji. To były, że tak powiem, rekolekcje poezji. Malownicza miejscowość Tłukomy, pełno słońca, przepiękne jeziorko i... "w duchu umartwienia nie wolno się kąpać". Ksiądz moderator swoim wybitnym poczuciem humoru i niemal ojcowską opieką pomógł nam wejść w to nowe życie. Pamiętam pierwszy dzień. Plan dnia - załamujący. Czy aby to wytrzymam? Cały czas w kościele? A jednak... Bóg był przy nas. Ciągle. Czy na zwykłym obozie, koloniach ludzie potrafią się tak zżyć, pokochać? Stanowczo nie. Nas zaś łączyła miłość do wspólnej ukochanej Matki, Maryi, i wspólnego, umiłowanego ponad wszystko Ojca. A więc rodzina. Rodzina wyjątkowa, bo Boża. Pamiętam, jak któregoś słonecznego dnia siedziałam nad wodą. (Chorą koleżankę odwieziono wtedy do szpitala). Siedziałam i nagle uświadomiłam sobie, jak człowiek jest bezsilny wobec woli Boga. Rozpłakałam się, bo nagle pomyślałam sobie, że przecież na świecie właściwie nikomu nie jestem potrzebna i że przecież nikt mnie nie kocha. I wtedy pierwszy raz w życiu tak wyraźnie, pierwszy raz w ogóle usłyszałam głos Boga skierowany do mnie. To, co powiedział, wystarczyło, abym odczuła radość bez granic i abym ujrzała całe piękno otaczającego mnie świata. Już nie było żadnych wątpliwości, już nie było pytań: dlaczego? Zrozumiałam, że wszystko, co się dzieje, dzieje się z woli miłującego Boga, że całe moje życie jest w Jego ręku i że może mną pokierować swobodnie, jak zdalnie sterowaną zabawką. "Jezus jest tu, Pan jest wśród nas" - śpiewaliśmy i wiedzieliśmy, że tak jest rzeczywiście. Był niemalże namacalny, ukochany. Łączył nas w jedno. Nic nas nie dzieliło: ani szkoła, ani rodzice, ani pochodzenie. O tych sprawach nie mówiliśmy. Bo i po co? Nic nie było teraz ważne. Nic, co ziemskie... Potem tylko egzaminy, ból rozstania i dawne życie. Dwa tygodnie "wracania do siebie" i... Pierwsza Pielgrzymka Gnieźnieńska na Jasną Górę. I nowy szok. Nasza grupa jedna z najliczniejszych. A szło ich od Gniezna 19. Z Bydgoszczy szliśmy 12 dni. W naszej grupie szło 4 księży. Podejmowali nadludzkie wysiłki, aby pomóc nam w drodze, aby nas zabawić, zająć, rozmodlić. Przecież też są ludźmi i cierpieli tak, jak wszyscy. Nogi odparzone, stopy odbite, pęcherze, często głowa oparzona żarem słońca. To wszystko tak boli, że aż w pewnym momencie siada się lub nawet, nie zdając sobie z tego sprawy, przewraca na asfalt. I wtedy jedna jedyna myśl: "Dalej nie dam rady". Ale wtedy nagle znajdują się ludzie, którzy często wykrzesując z siebie resztki sił odbierają plecak, chwytają pod rękę i pomagają iść dalej. Albo te chwile, kiedy je się tylko suchy chleb i popija gorzką, czarną kawą, kiedy nagle okazuje się, że nie ma noclegu, bo stodołę zajęła już inna grupa; kiedy wstaje się rano i nie można się ruszyć, bo stopy niemiłosiernie opuchnięte. Wkrótce jednak Górka Przeprośna. Niezadługo potem klęka się przed ukochaną Matuchną i nie można powiedzieć słowa, a nawet się Jej nie widzi, bo łzy zamazują wszystko. I wtedy już tylko jak przez mgłę słyszy się: Otwórz mi swego sadu furtkę, Maryjo Panno w wykonaniu naszego ukochanego zespołu - zespołu, który dał z siebie wszystko, co mogą dać zwykli ludzie... i jeszcze trochę. A potem kolejny powrót do szarej rzeczywistości, do domu, do szkoły.

I znów śmiech koleżanek. "Gdzie? Na pielgrzymce? Na rekolekcjach? Nie masz ciekawszego zajęcia?" I znów "Tylko dziwuję się, że radość smuci".

Wasza wiernie kochająca Matkę Bożą Niepokalaną - Ania z Bydgoszczy.

Prosimy Portal Fronda o nie kopiowanie tekstów



Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść

Nowości

św. Romanśw. Roman Jurajski

Modlitwa do św. RomanaModlitwa do św. Romana Jurajskiego

Dlaczego wszechmogący i miłosierny Bóg dopuszcza do nas cierpienie?Dlaczego wszechmogący i miłosierny Bóg dopuszcza do nas cierpienie?

Gdzie szukać tabernakulum?Gdzie szukać tabernakulum?

Matki porównując dzieci zapominają, że trzeba je kochać takimi jakie sąMatki porównując dzieci zapominają, że trzeba je kochać takimi jakie są

Ruszyły już klucze dzikiego ptactwaRuszyły już klucze dzikiego ptactwa

Najbardziej popularne

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Tajemnica SzczęściaTajemnica Szczęścia

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Godzina Łaski 2023Godzina Łaski 2023

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2024 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej