Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Swój los całkowicie ofiarowałam Matce Najświętszej

Chcę pokrótce opisać swoje życie, w którym było słońce i burze. Przewodziła w nim Matka Najświętsza.

Mam czterdzieści lat. Pochodzę z rodziny robotniczej. Rodzice moi już nie żyją. W domu była taka bieda, że mając siedem lat chodziłam mimo dużych mrozów do szkoły w serdaku, a i ten ukradli mi w szkole. Nie było dla mnie nawet na sukienkę do I Komunii. Ponieważ matka sama umiała trochę szyć, przeszyła mi swoją suknię ślubną.

Religii uczył mnie w szkole nieżyjący już ks. Bączek. Zachęcał nas kiedyś, żebyśmy, jak będziemy w kłopocie, odmawiali Pod Twoją obronę... Jest to moja ulubiona modlitwa. Chodząc do technikum, chodziłam również na religię, teraz już w kościele. Każdy egzamin, każda klasówka poprzedzona była przeze mnie modlitwą. Tylko dzięki Opatrzności Bożej ukończyłam szkołę.

Gdy byłam w drugiej klasie technikum, odszedł od nas ojciec, nie dając na nas nawet złotówki. Dołączyła się jeszcze bardzo poważna choroba brata. (Nie zamykały mu się zastawki serca.) Leżał półprzytomny w łóżku, gdy z matką wychodziłyśmy na Mszę świętą o godz. 9.00 w Boże Ciało. Wracając z kościoła przechodziłyśmy koło ubranych już ołtarzy. Na jednym z nich nie było wcale kwiatów, tylko puste wazoniki z wodą. Spojrzałyśmy na siebie i bez słowa poszłyśmy do kwiaciarni i kupiłyśmy za ostatnie pieniądze po jednym kwiatku do każdego wazonika. Gdy wkładałam kwiatki, miałam złudzenie, że Pan Jezus na tym ołtarzu porusza w moją stronę rączkami. Jakież było nasze zdziwienie, gdy po powrocie do domu zobaczyłyśmy brata siedzącego na krześle i czekającego, żeby iść z nami na procesję. (My ze względu na niego miałyśmy nie iść na procesję.) Tłumaczenia żadne nie skutkowały, więc poszłyśmy z nim. Od tego czasu nie leżał już w łóżku, a za miesiąc pojechał na obóz harcerski, bo lekarz stwierdził, że jest całkiem zdrowy. Do chwili obecnej nie choruje.

Będąc w trzeciej klasie technikum poznałam chłopca, którego bardziej ceniłam niż matkę i ojca. Był dla mnie wszystkim. Nawet modliłam się, aby nasze życie trwało razem. Jakież było moje rozczarowanie, gdy z roku na rok zamiast się zbliżać, oddalaliśmy się od siebie. W sierpniu 1971 roku udałam się z pieszą pielgrzymką na Jasną Górę. Moją cichą intencją było, abym dostała dobrego i kochającego męża. Swój los całkowicie ofiarowałam Matce Najświętszej. Wkrótce po powrocie przypadkiem poznałam swojego przyszłego męża. Gdy ujrzałam go pierwszy raz, wiedziałam już podświadomie, że będzie mym wybranym. Jak się cieszyłam, że nie związałam się z tamtym człowiekiem. Pobraliśmy się 16 września 1972 roku.

Po roku ku wielkiej radości całej rodziny urodziłam syna i zaraz po rozwiązaniu przeprowadziliśmy się do nowo pobudowanych przez teściów mieszkań. Do szczęścia brakowało nam jeszcze córki. W 1979 roku w marcu zaszłam w ciążę, jednak w lipcu okazało się, że jest martwa. Jakaż była moja rozpacz! We wrześniu 1979 roku znów poczułam w sobie nowe życie, ale już po ośmiu tygodniach zaczęłam krwawić. Lekarze jednogłośnie chcieli usunąć ciążę. Ponieważ strasznie rozpaczałam (jestem przeciwniczką usuwania ciąży), decyzję odłożono do następnego dnia. Leżąc płakałam, roniąc łzy w poduszkę szpitalną, i odmawiałam Pod Twoją obronę... Oddałam swoje dziecko w ręce Matki Najświętszej. Jakież było miłe przebudzenie, kiedy krwawienie ustało. Leżałam jeszcze dwa miesiące. Następnym zagrożeniem okazał się poród. Dziecko było duże i nie mogłam urodzić. Gdy nie było oddechu dziecka, lekarz zdecydował się na kleszcze. Po kąpielach w zimnej i gorącej wodzie i sztucznym oddychaniu dziecko przywrócono do życia. Przez cały czas porodu modliłam się, bo wiedziałam, co mnie i dziecku grozi. Córka miała przy urodzeniu 4,5 kg i 60 cm. Chowa mi się cudownie, nie choruje, chodzi obecnie do zerówki. Czyta, pisze, rozwija się prawidłowo.

Kochając się żyjemy zgodnie i przykładnie. Nie mogę twierdzić, że nie mamy żadnych kłopotów. Owszem, są, ale przezwyciężamy je z pomocą Matki Najświętszej, odnosząc się do siebie z wielką wyrozumiałością, bez awantur i rozmawiając dużo. Ja zajmuję się domem i dziećmi. Wszystkie zarobione pieniądze mąż oddaje, nie pije, budujemy dwupiętrowy dom, aby dzieci mogły być przy nas, aby zły los, nie rzucał ich po świecie.

Matka moja, wielka czcicielka Matki Najświętszej, tuż przed śmiercią ofiarowała na Jasnej Górze złoty medalik Matce Bożej. Wiedziała, że jest chora na raka i że nic już jej nie pomoże. Bardzo cierpiała, ale zachowywała się dzielnie. Otrzymała tę łaskę, że zmarła w święto Matki Bożej (2 lutego). Za życia też po wojnie prenumerowała "Rycerza Niepokalanej" i ja za jej przykładem, jak dowiedziałam się, że "Rycerz" został wznowiony, również go prenumeruję. Z całą rodziną często jeździmy do Niepokalanowa, a raz w roku do Częstochowy. Moje dzieci od maleńka mają różańczyki, już jako trzylatki pięknie mówiły pacierz i śpiewały pieśni kościelne, szczególnie kolędy. Proszę Matkę Najświętszą o dalszą opiekę nad moją rodziną.

 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2022 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej