Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Zwiedzamy Bangkok. Co jest najciekawsze w Mieście Aniołów?

Kto wie, że tytułowe Miasto to Bangkok, czyli 6 milionowa stolica 60 milionowej Tajlandii? Wielu z nas pamięta jeszcze, że kraj ten nazywany był Syjamem aż do II wojny światowej. Dla Tajów, w każdym razie, stolica nazywa się Krung Thep; nazwą Bangkok posługują się cudzoziemcy. Dzisiaj jest to największe miasto Indochin, ale mnie wydawało się po prostu brzydkie. Centrum przypomina nieco Detroit: lśniące drapacze chmur z urzędami, hotelami, bankami, a dalej ciągnące się w nieskończoność zatłoczone i brudne dzielnice.

Silnie zanieczyszczone jest powietrze (wielu mieszkańców broni się przed złymi skutkami tego nosząc specjalne, białe chusty zasłaniające nos i usta), a ulice z trudem przejezdne wskutek ciągle trwających korków. Najgorzej jest rano i po południu.

Życie mieszkańców toczy się najdosłowniej na ulicach. To tutaj nie tylko się handluje, targuje (obowiązkowo!), lecz także np. gotuje i spożywa pokarmy (zwłaszcza wieczorem!). Zapachy unoszące się wszędzie sprawiają, że Europejczyk ma wrażenie jakby nie opuszczał... kuchni.

Powszechnie wiadomo, że Tajlandia jest jednym z tzw. "azjatyckich tygrysów". Dochód na głowę mieszkańca przekracza 1500 dolarów amerykańskich, a wzrost gospodarczy trwa już od kilkunastu lat. Jak to jednak zwykle bywa, w tym żarłocznym i młodym kapitalizmie, nie wszyscy odnaleźli swoje miejsce w życiu. Ludzie niewykształceni, niezaradni, ubodzy mieszkańcy północnej części kraju - szukają szans na poprawę losu w stolicy. Najczęściej stają się też jej ofiarą. Tu leży źródło problemów, które w ostatnich latach kojarzy się z Bangkokiem, chodzi zwłaszcza o prostytucję, choć trzeba dodać, że przynajmniej niektóre jej zakresy, rząd tajlandzki zwalcza z całą surowością. Atrakcje turystyczne.

Co jest najciekawsze w Mieście Aniołów? Na pewno zabudowania Wielkiego Pałacu, czyli samo serce miasta. Dla Tajów tutaj właśnie znajduje się środek ich królestwa.

To tam mieści się świątynia Szmaragdowego Buddy. Jego posąg liczy zaledwie 75 cm wysokości, ale stanowi największą świętość dla narodu w 85 proc. buddyjskiego. Ołtarzyki poświęcone Buddzie są wszechobecne> Drugie nie do pominięcia miejsce, to Dzielnica Chińska. Tutaj znajduje się prawdziwe centrum handlowe: ilość towarów i jego rodzaje - od złota do owoców morza - przyprawia o zawrót głowy.

Ruch kołowy

W Tajlandii obowiązuje ruch lewostronny. Któregoś razu, wracając późnym wieczorem do hotelu, z roztargnienia, chcąc zająć miejsce z przodu taksówki, otworzyłem drzwi po prawej stronie. Było już ciemno i dopiero pełne zdumienia spojrzenie kierowcy uświadomiło mi pomyłkę: "Przepraszam, jestem Europejczykiem. .." - wybąkałem. - "Widzę, widzę" - uspokoił mnie kierowca. Nie pytałem, czy częściej zdarzają się mu takie przygody, ale pierwszy raz tak odruchowo zademonstrowałem s woj ą europej skość.

Masowa komunikacja jest dość sprawna, choć po ulicach jeżdżą różne typy autobusów. Najtańsze i najczęstsze są bez klimatyzacji i zwykle bardzo zatłoczone. Inne, dużo bardziej eleganckie, kosztują kilkakrotnie drożej, ale to w nich właśnie zawsze są miejsca siedzące, sprawne air condition, gazety do dyspozycji, a niekiedy nawet TV, którą - zwłaszcza - ogląda się stojąc w korku. Po godz. 21.00 autobusy jeżdżą o wiele rzadziej. Najtańsze kosztują dosłownie grosze, najdroższe ok. 1,5 dolara.

O przydatności aparatu telefonicznego

Mieszkałem w bardzo pięknym hotelu Menam, położonym nad rzeką o tej samej nazwie. Wędkarzom dodam tylko, że aż się kotłowało w niej od ryb i to prawdziwych olbrzymów!

Otóż w hotelu zadziwił mnie nieźle telefon zainstalowany w... łazience. "Po co tam ta aparatura?" - zapytałem naiwnie hotelowego boya. "A jeżeli źle się poczujesz w łazience, co uczynisz?" Tym sposobem i ja już wiem dlaczego należy instalować telefony wszędzie.

Posiłki

Jedzenie w Tajlandii jest prawdziwą sztuką. Nie chodzi tylko o to, że - najczęściej pewnie dla żartu - podająniekiedy Europejczykowi pałeczki do ryżu; i tak żaden biały się nimi nie posługuje. Mniejsza też o to, że zamiast nożem i widelcem trzeba jeść łyżką i widelcem. To ona zastępuje nóż Taj om. Nam idzie to dość opornie. Proszę spróbować w trakcie dzisiejszego posiłku!

Kiedy mówię o jedzeniu, to chcę przede wszystkim powiedzieć, że znakomitej większości potraw nie umiemy zidentyfikować, a niespodzianki są liczne. Widziałem np. trzymane w klatce hodowlane... szczury, które według Tajów są prawdziwym przysmakiem. Ja sam jadłem "to" kiedyś w Paryżu, dokładnie w restauracji tajlandzkiej. Byłem, rzecz jasna, zupełnie nieświadomy rodzaju mięsa. To moi przyjaciele zrobili mi kawał.

Przysmakiem Tajów są wszelkie "owoce morza". Klient wybiera sobie na co tylko ma ochotę; wskazuje się palcem i za kilkanaście minut przynoszą mu już okaz gotowany, albo z rusztu; potem tylko się płaci. I tak jak w większości krajów nawiedzanych przez turystów: płaci się za wszystko i wszyscy spodziewają się, że turysta zostawi nieco bhatów (1 USD = 27 bhatów).

Źródła sukcesów

Tajlandia żyje przede wszystkim z rolnictwa. Dzięki doskonałemu klimatowi ryż zbiera się 4 razy w roku i większość eksportuje. Trudno może uwierzyć, ale kraj jest piątym eksporterem żywności na świecie!

W ostatnich latach znacząco zwiększa się także produkcja przemysłowa: części komputerowe, samochody (w koprodukcji z Japonią), wyroby ze skóry i słynnego jedwabiu tajskiego.

Prawdziwym filarem jednak tajlandziej ekonomii pozostaje turystyka: co roku przybywa tam ponad 5,5 miliona turystów. Najwięcej z nich to Amerykanie, Anglicy, Niemcy i Japończycy. To oni wypełniają liczne bary, puby, dyskoteki. Kiedy np. w okolicach Phuket zatrzymują się okręty wojenne Royal Navy, wyspę ogarnia prawdziwe szaleństwo. Phuket, która jest prawdziwą perłą Tajlandii (ok. 1000 km od Bangkoku), zamieszkuje 300 000 stałych mieszkańców. Odwiedza zaś ją w sezonie ponad milion turystów!

Klimat

Do Tajlandii nie jeździ się w czasie naszego lata. Tam szczyt sezonu turystycznego przypada między listopadem a lutym. To jest pora chłodna: temperatura opada do 30 stopni i bardzo się zmniejsza wilgotność powietrza. Od marca do maja następuje pora gorąca, kiedy temperatura sięga 40 stopni. A od czerwca do października trwa pora deszczowa: temperatura ok. 35 stopni, ale wilgotność powietrza sięga 98 proc. W porze deszczowej wiatry monsunowe przynoszą codziennie dość gwałtowne deszcze. Woda obmywa wtedy miasta z brudów. Ledwo jednak przestanie padać, natychmiast robi się znów gorąco. Europejczykom pozostaje spędzać czas na plaży.

Phuket

Wspomniałem przed chwilą o tej cudownej wyspie wypełnionej bielą piasku, błękitem nieba i zielenią Morza Andamańskiego. Odkryta dla turystyki kilka lat temu, dzisiaj służy zamożnym turystom skutecznie konkurując ze sławną Pattają.

Jest to największa wyspa Tajlandii i swoją powierzchnią dorównuje Singapurowi. Miałem wrażenie, że jedynym celem jej istnienia jest zaspokajanie kaprysów tych, którzy na nią przyjeżdżają. Niestety nie pod każdym względem wyszło to wyspie na zdrowie. Ochrona środowiska naturalnego pozostawia wiele do życzenia.

Język

Dosłownie wszędzie można się porozumieć po angielsku, znają go i dzieci i dorośli. Inne języki znane są bardzo słabo. Pod tym względem inaczej było w Wietnamie, gdzie wszyscy ludzie wykształceni znali jednak francuski. Opieka nad turystą zorganizowana jest wzorcowo. Liczne biura TAT (Tourism Authority of Thailand) służą wszelkimi możliwymi informacjami, mapami, biuletynami itp. Czujna i zawsze gotowa do pomocy zabłąkanemu turyście jest specjalna policja turystyczna. Jej funkcjonariusze są obecni na ulicach, dostępni dzięki specjalnym numerom telefonów, bacznie też obserwują lotniska. W szalonym ruchu i gwarze, na tych ostatnich, nie można się zgubić: odnajdą cię natychmiast, wytłumaczą, wezwą pomoc, zaprowadzą i wszystko to z absolutną pogodą, uśmiechem i serdecznością.

Religia

Wszechobecny jest tutaj buddyzm. Ponad 90 proc. mieszkańców to jego wyznawcy. Wspominałem o ołtarzykach ku czci Buddy, ale wszędzie też widzi się mnichów. Według moich informatorów jest ich dzisiaj ogółem 250 000 i posługują w 27000 świątyń. Te ostatnie otoczone są pieczołowitą troską: restauruje się je, odnawia, troszczy o otoczenie, buduje nowe.

Świątynia buddyjska to więcej niż nasz kościół. Stanowi ona bowiem ośrodek życia nie tylko religijnego, lecz także kulturowego danej miejscowości. Zabudowania świątynne pełniły dawniej - i czynią to nadal - rolę szkoły, apteki, centrum sztuki, zajazdu. Jak przed wiekami tak i dziś większość chłopców tajskich wstępuje do klasztorów, żeby spędzić tam choćby kilka miesięcy. Zauważyłem, że ludzie odnoszą się do mnichów z dużym szacunkiem.

Młodzież

Wszędzie jej pełno: ulice, placem, autobusy są nimi wypełnione Bangkok jest zresztą dużym ośrodkiem uczelnianym: znajduje się w nim 6 (różnego typu) uniwersytetów i politechnika. Zwraca uwagę swoista elegancja uczniów i studentów: wszyscy noszą białe koszule i ciemne spodnie. Całe młode pokolenie, co raz jeszcze podkreślam, doskonale radzi sobie z angielszczyzną.

Tuk-tuk

: Dla przybyszów z Europy stanowią niewątpliwą atrakcję motocykle tuk-tuk, których na ulicach jest zatrzęsienie. Motocykl ciągnie przyczepę, w której znajdują się dwa miejsca: młodych pasażerów widziałem niekiedy nawet czterech. Z pomocą tuk-tuk można wygodnie zwiedzić miasto. Są tańsze od taksówek, ale cenę koniecznie trzeba ustalić (czyli utargować!) przed podróżą. W ogóle targować wypada się wszędzie z wyjątkiem dużych domów towarowych (których nie powstydziłaby się Europa), gdzie ceny są oznaczone jak u nas. Europejczycy są zresztą głównie ich klientelą.

Tradycja - współczesność, wschód-zachód

Tajlandia to kraj jednocześnie egzotyczny i nowoczesny, bardzo azjatycki i równocześnie jakoś "zachodni". Nie ma tam np. czarnego rynku; płacić można każdą zagraniczną walutą; czeki podróżne bez problemów wymienia się w bankach i większych hotelach. Powszechnie akceptuje się karty płatnicze typu Visa, American Express, Diners Club itp. Wiadomości ze świata podawane są na bieżąco. Nawet Polska pojawiła się w informacjach telewizyjnych dwukrotnie (w ciągu tygodnia): najpierw kiedy odwiedzał w lipcu Warszawę prezydent Clinton, a potem, kiedy zaczęły się u nas tragiczne tegoroczne powodzie. Nie znaczy to jednak, że przeciętny mieszkaniec kraju wie coś o nas. Sympatyczny Toni, licencjonowany przewodnik na Phuket (dla grup zagranicznych!), zapytał mnie skąd jestem. - "Z Polski" - odpowiedziałem. - "Znasz może Warszawę, słyszałeś o takim mieście? To jest nasza stolica" - "Tak, tak - odpowiedział mój rozmówca. Warszawa to leży w Niemczech..." Czy może się ktoś dziwić, że już nie pytałem, w tej sytuacji, o Pelplin?

Nie wiem,czy kiedyś uda mi się jeszcze być w Tajlandii. Cieszę się jednak, że kolejne miejsce na mapie nabrało dla mnie kształtów, zapachów i wyglądu ludzi, których tam spotkałem.

ks. Wieslam Mering
Pismo Katolickie Pielgrzym
nr 203


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść

Nowości

Cel życiaWierzyć nie rozumiejąc Tyś przy poczęciu ogniem miłości pałała...Tyś przy poczęciu ogniem miłości pałała...

Historia i tradycja modlitwy Pod Twoją obronęHistoria i tradycja modlitwy "Pod Twoją obronę"

Początki kościoła katolickiego na BiałorusiPoczątki kościoła katolickiego na Białorusi

Streszczenie encykliki Fides et ratio (Wiara i rozum)Streszczenie encykliki Fides et ratio (Wiara i rozum)

Najbardziej popularne

Godzina ŁaskiGodzina Łaski

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna

 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2022 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej