Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Zmagania duchowe - depresja i niepokój

     Mój drogi...

     Spodziewam się, że szczegółowe opisanie twych duchowych trudności mogło samo przez się przyczynić się do lepszego ich zrozumienia i prawdopodobnie zrobiło ci dobrze.

     Rozumiem, że gdy miałeś masę kłopotów doczesnych, wewnętrznie byłeś spokojny. Teraz, przeciwnie, jesteś zdrowszy, sprawy doczesne układają się dobrze, a ty odczuwasz "depresję i niepokój" oraz "zamęt".

     Jest rzeczą oczywistą, że człowiek oddany modlitwie powinien z jednakową cierpliwością znosić trudności doczesne i duchowe. Znosić chorobę, ból, ubóstwo - to sprawa prosta; to naturalnie może być bardzo trudne i wymagać wielkiego heroizmu, lecz jest proste, jednoznaczne i oczywiste - i z tego powodu łatwe (w pewnym sensie). Podobnie łatwo jest iść dwadzieścia mil, a trudno owe dwadzieścia mil przejechać motorem, choć to pierwsze jest znacznie bardziej męczące.

     Toteż mniej przykre (czasem) bywa znoszenie duchowych kłopotów, lecz znacznie trudniej jest to zrobić - lub raczej trudniej jest wiedzieć, jak to zrobić - ponieważ to nie jest proste, jednoznaczne i oczywiste. Lecz gdy tylko owe "jak" zrozumiesz, stanie się to zupełnie proste. Tak i dla kierowcy, który codziennie prowadzi samochód, czynność ta jest automatyczna i niemal podświadoma.

     A sposób na to jest jeden - przyjmować z prostotą lub brać i chwytać obiema rękami wszelkie odczucia, jakie Bóg ci zsyła.

     Ale jak można "z prostotą" być niespokojnym, zmartwionym, zakłopotanym, mieć poczucie zamętu? Odpowiedź brzmi: "aban-don" , jest to słowo francuskie.

     Rzecz polega na tym, że wszelki niepokój, zmartwienie itd. ma swą siedzibę w niższych (nie najniższych) częściach duszy - w wyobraźni i emocjach, a nawet w intelekcie; lecz ponad tym (lub poniżej, jeśli wolisz) znajduje się "wierzchołek" lub "dno" duszy, gdzie ma miejsce modlitwa i zjednoczenie z Bogiem. Prostota polega na sprowadzeniu całej duszy do tego dna (fundus) lub wierzchołka (apex); i ten najwyższy punkt (lub ukryte dno - które porównanie wolisz) musi być stale zjednoczone z wolą Boga. Gdy dusza zabiera się do modlitwy, odczuwa podział: 1) z jednej strony zmartwienie, niepokój, przykrość, zamęt; 2) z drugiej nieodczuwalne, lecz rzeczywiste przyzwolenie na to, że jest zmartwiona, zaniepokojona, zakłopotana, a jednocześnie świadomość, że jej prawdziwe ja jest w pokoju, podczas gdy zmartwienie i niepokój są czymś nierealnym. Przypomina to spokojne jezioro, którego powierzchnia odbija wszelkie zmiany właśnie dlatego, że jest ono spokojne. Gdybyś nie szukał Boga, nie odczuwałbyś tego duchowego niepokoju i zamętu. Dlatego sam fakt, że je odczuwasz, powinien pomóc ci odnaleźć pokój.

     Istnieją dwa rodzaje pokoju:

     A. Pierwszy to po prostu obojętność, która właściwie nazywa się samozadowoleniem: "Mówisz, że jesteś bogaty" (por. Ap 3,17) itd.

     B. Drugi opiera się na braku zadowolenia: "Nie mam nic, jestem bezużyteczny; jestem po prostu samą marnością". Jest to rodzaj zmartwienia, niepokoju - lecz to jedyny sposób, żeby być w pokoju z Bogiem.

     Pamiętaj zawsze, że gorliwość jest przeciwieństwem obojętności i dlatego zawsze oznacza (dla nas biednych grzeszników) głębokie niezadowolenia z naszego stanu duchowego. Kiedy staniesz się święty, będziesz uważał się za największego z grzeszników - i to jest prawdziwa gorliwość, jeśli tylko łączy się z determinacją nieustawania w walce. Pokój z Bogiem jest paradoksalnym wynikiem takiego stanu ducha. Tylko nie jest to pokój, który się odczuwa (emocjonalnie, uczuciowo). Jest on poza uczuciem. Gdybyś próbował wyrazić to słowami, mówiłbyś może coś takiego: "Jakie to wszystko ma znaczenie? Jakie to ma znaczenie, czy przeżywam Mszę z radością, czy czuję się roztargniony lub znudzony? Jakie znaczenie mają moje uczucia? Przyszedłem tu dla Boga, nie dla siebie. Jakie ja mam znaczenie? Tylko Bóg się liczy. Cały świat nic nie znaczy. Chwała Boża - oto sedno wszystkiego".

     I będziesz patrzeć na swą duszę z pewnym rozbawieniem i litością, jak na małego zwijającego się robaczka, który nie może pozostać w spokoju.

     Zastanawiam się teraz, czy ci coś z tego pomoże. Próbuję pokazać ci, jak łatwo jest z prawdziwą prostotą znosić zarówno duchowe, jak i doczesne doświadczenia. Przypuszczam, że tak właśnie postępujesz, choć nawet o tym nie wiesz.

     To, że wyobrażasz sobie, że jesteś niedbały, jest oczywiście oznaką gorliwości.

     Mówisz: "uczucie, że jestem w ciemności, popychany nie wiadomo dokąd, jest w końcu bardzo męczące". Tylko dlatego, że oczekiwałeś czego innego! Przeciwnie, nic nie powinno cię bardziej radować (w sposób ponadodczuwalny) niż to, że nie wiesz, dokąd dążysz. "Ty wybierasz moją drogę; nie proszę o to, bym widział odległy cel". A dalej mówisz: "Przeważające uczucie to potrzeba przygotowania, a ja nie mam najmniejszego pojęcia, jak się przygotować" - tylko Bóg wie i On działa, tylko pozwólmy Mu działać.

     Ty jesteś kamieniem, a Bóg jest rzeźbiarzem. Nie możesz wiedzieć, co On chce z ciebie wyciosać i nigdy nie będziesz wiedział w tym życiu. Wszystko, czego ci potrzeba, to cierpliwość, ufność, zawierzenie, a On uczyni resztę. To jest bardzo proste - to sama prostota.

     Jeszcze jedno: modlitwa zdecydowanie błagalna. My nie możemy wiele zdziałać - pozwólmy działać Bogu. Ale możemy modlić się bezustannie i przed wszystkim, co robimy. Wtedy to samo zawierzenie, które w sposób ponadodczuwalny króluje na wierzchołku (lub na dnie) naszej duszy, odnajdziemy także w niej całej. Ponad to, przynajmniej na ogół, otrzymamy to, o co prosimy.

     "Wszystko bym oddał za to, żeby mnie ktoś wyraźnie prowadził". Jak to? Przecież Bóg cię prowadzi. "Jakiś rodzaj powołania do modlitwy" - masz je z pewnością. Pozwól, aby była to modlitwa prostoty, zwykłe powierzenie się Bogu - proste i z całego serca oddanie siebie w Jego ręce, wraz z pełną zgodą na zmartwienie, niepokój, zamęt itd.

     Będziesz jednak potrzebował określonego czasu na tę modlitwę wewnętrzną - akurat tyle, ile możesz wygospodarować - a raz na rok prawdziwych rekolekcji (bez słuchania wielu kazań, bez pracowitych rozmyślań, lecz pozostając sam na sam z Bogiem, w roztargnieniu lub nie, jak Jemu będzie się podobało). Po takim okresie samotności wszystko przez pewien czas idzie jak po maśle.

     Zawsze szczerze twój
     H. John Chapman, OSB


John Chapman OSB,
Listy o modlitwie, Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC


   

Wasze komentarze:
 motylka:): 12.05.2009, 20:50
 Śliczne ;) dziekuje za ten tekst;)
(1)


Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej