Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Im bardziej głęboka jest noc, tym bliższy jest dzień...


     Ksiądz Serafino Falvo jest autorem kilkunastu książek, wśród nich przetłumaczonych na język polski "Duch objawia Jezusa", "Przebaczenie charyzmatów". W swej posłudze kapłańskiej był duszpasterzem włoskich emigrantów w Wielkiej Brytanii, kapelanem na statku Marynarki Wojennej na Morzu Karaibskim. Zetknąwszy się z Odnową Charyzmatyczną w Ameryce zaszczepiał jej doświadczenie we Włoszech zakładając wiele nowych wspólnot. Obecnie kieruje Domem Modlitwy Gesu Amore (Jezus Miłością), gdzie prowadzi rekolekcje, Msze Święte z modlitwą o uzdrowienie. Był głównym mówcą V Forum Charyzmatycznego w Łodzi.

     Św. Paweł w Liście do Rzymian mówił, że "nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany" (Rz5,5). Jak Ojciec rozwinąłby tę myśl: "A nadzieja zawieść nie może, ponieważ..."

     ... ponieważ żyjemy wiecznie tak jak Bóg, żyjemy pomiędzy dwoma wiecznościami. Przychodzimy z wieczności, ponieważ Pan Bóg zawsze o nas myślał, wpierw, zanim jeszcze narodziliśmy się. I zmierzamy do wieczności, by razem z Nim wiecznie żyć. Chrześcijanin jest więc człowiekiem żyjącym pomiędzy dwoma wiecznościami. Przychodzi z radości raju i tam powraca. Nadzieja jest oczekiwaniem czegoś. A z Bogiem będziemy mieć już wszystko. Tam, w niebie nadzieja jest już niepotrzebna. Również i tutaj na ziemi, jeżeli mamy ze sobą Jezusa, to także nie musimy mieć nadziei, ona jest już niepotrzebna.

     Jednak nadzieja ma duże znaczenie już tutaj i teraz - w teraźniejszości.

     Znaczenie nadziei tutaj na ziemi jest coraz silniejsze, ponieważ my zmierzamy ku światłu. Zmierzamy ku nowemu życiu. To tak, jakby ktoś, kto żyje w ciemnym pokoju oczekiwał światła. Zmierzamy ku światłu, szczęściu, ku wiecznej radości. Im więcej mija czasu, im więcej mija lat, tym bliżsi jesteśmy chwały. Chrześcijanin nie umiera. Chrześcijanin jest cały czas na drodze światła i zmierzając tą drogą przybliża się do tej światłości, która staje się coraz silniejsza i w końcu wieczna, absolutna. Jakkolwiek jesteśmy starzy, ilekolwiek mamy lat, to wszyscy zmierzamy ku tej wieczności, gdzie wszystko będziemy mieli.

     A co z takimi momentami, kiedy jest nam trudno, jesteśmy przygnębieni, rozczarowani? Często wtedy mówimy, że nie mamy nadziei. Nie potrafimy jej w sobie odnaleźć. Czy to znaczy, że wcale nie ma w nas nadziei?

     Ludzie mówią, że nie mają nadziei, gdy nie mają wiary. Mówią tak wtedy, gdy wydaje im się, że życie kończy się ze śmiercią. To jest największe nieszczęście, ponieważ wydaje im się, że przyjdzie taki dzień, gdy wszystko się skończy, wszystko umrze. Natomiast dla nas chrześcijan życie rozpoczyna się po śmierci. Ale kto nie żyje wiarą, myśli, że to życie się kończy. I jest to najbardziej nieszczęśliwa osoba na całej ziemi, ponieważ patrząc do tyłu widzi jedynie lata, które minęły, a patrząc do przodu widzi tylko ciemność. Więc taka osoba jest zawsze smutna i zawsze w depresji.

     Czym dla Ojca jest nadzieja? Jak jej Ojciec doświadcza?

     Doświadczam nadziei poprzez wiarę. Zawsze mówię: im bardziej głęboka jest noc, tym bliższy jest dzień. Patrzę w przyszłość. Nie widzę przed sobą ciemności, nie widzę grobu - widzę niebo. A więc jestem zawsze szczęśliwy.

     Stąd - jak widzę - rodzi się uśmiech i radość Ojca. Można więc powiedzieć, że radość, szczęście jest jakimś odzwierciedleniem czy owocem tego, że człowiek żyje nadzieją?

     Tak, ta radość jest konsekwencją nadziei, która jest wiarą. Święci modlili się do Boga, aby szybciej zbliżyła się ich śmierć, bo chcieli być razem z Nim. To tak, jak ktoś, kto jest w ciemnym pokoju, a w pobliżu znajduje się pokój pełen światła, miłości. Mówili święci: jakże brzydka jest ziemia, gdy spoglądam w niebo. Tak, radość, szczęście to owoce nadziei.

     Czy trudno być człowiekiem nadziei?

     Nie, nie jest trudno. Chrześcijanin ze swej natury jest człowiekiem nadziei, ponieważ wierzy w Boga, który go kocha. Jeżeli ktoś oczekuje swego najbliższego przyjaciela, to żyje zawsze tą radością, że jutro go zobaczy. My teraz widzimy Boga naszą wiarą. Ale oczekujemy, śnimy, by zobaczyć Go takim, jakim jest. Św. Augustyn mówi, iż nasze serce jest niespokojne, dopóki nie spocznie w Bogu.

     W życiu Ojca z pewnością nie zabrakło doświadczenia momentów "nadziei wbrew nadziei". Czy mógłby Ojciec podzielić się takimi wydarzeniami, wobec których trudno było zachować nadzieję?

     Tak. Takich momentów było wiele. Byłem kapelanem na statku marynarki wojennej na Morzu Karaibskim. Po jedenastu latach pracy na tym statku, Pan mi powiedział: musisz wrócić do Włoch. Wystarczy już tej pracy na statku. I było mi przykro, ponieważ bardzo chciałem zostać. Musiałem jednak pojechać, bo On mi tak kazał. Wróciwszy do Włoch nie miałem nic. Nie miałem nawet domu. Przez trzy lata jeździłem po całych Włoszech, by znaleźć sobie jakiś dom. A więc narzekałem przed Panem: Panie kazałeś mi zostawić Amerykę, żeby tu przybyć, a tutaj kościoły puste, a dla mnie nie ma żadnego kościoła, żadnego domu. I Pan powiedział mi: Kiedy przestaniesz z niepokojem jeździć po Włoszech, to wtedy Ja ci dam dom. I rzeczywiście. Przyszedł do mnie pewien człowiek na małym dzieckiem, chłopczykiem. chcąc bym się nad nim pomodlił. Powiedział mi: mam we Francji bardzo duży dom, mogę ci go dać i rób tam co chcesz. Nic nie chcę za ten dom, nie chcę żadnych pieniędzy. Pomodliłem się nad tym dzieckiem. Chłopiec został uzdrowiony A człowiek ten dał mi dom, o którym mówił. Jestem w tym domu już od jedenastu lat i nic za niego nie płacę. Cały dom mój. Tak więc miałem wiele trudnych problemów. Nawet wtedy, gdy uczyłem się w seminarium, by zostać kapłanem, moja mama była tak uboga, że nie mogła płacić za seminarium. Mówiłem wtedy do Pana: Jeżeli chcesz, żebym został kapłanem, to daj mi pieniądze na te studia. Moja mama musiała się bardzo poświęcać, aż do ostatniej chwili. I na sam koniec, Pan w sobie wiadomy sposób, przysłał pieniądze. Ostatnie ogromne rozczarowanie - gdy byłem proboszczem w jednej z dużych parafii we Włoszech. Pewnego dnia biskup powiedział mi: ten kościół, w którym jesteś muszę dać innym księżom, zakonnikom. I zostałem bez kościoła. Pytałem więc: Panie co ja mam teraz robić? Zdecydowałem pojechać do Anglii i tam byłem kapelanem Włochów mieszkających na terenie Wielkiej Brytanii. Kiedy tam pojechałem, nie mówiłem nawet po angielsku. Bardzo trudno było znaleźć Włochów. I znowu narzekałem przed Panem: Dlaczego mnie tutaj przysłałeś? Nie mam domu, nie znam języka. Co ja mam tutaj robić? Któregoś dnia jadąc autobusem przez Londyn żaliłem się Panu: Dlaczego mnie tutaj przysłałeś? Jezus odpowiedział mi: Popatrz na kierowcę. Nie rozmawia się z kierowcą. Z nim nie można rozmawiać. A tym moim kierowcą był Jezus. Z kierowcą się nie rozmawia... Po kilku dniach znalazłem dom.

     Ojcze, proszę o słowa nadziei dla młodych ludzi.

     Młodzi mają przed sobą nowe tysiąclecie. Jestem przekonany, że młodzież będzie dużo lepsza w latach, które nadejdą, ponieważ otrzymała ona od nas zły przykład. Ale w przyszłości zobaczą lepszy świat. Będzie to świat pełen nadziei, pełen pokoju. Młodzi będą mieli wspaniałą przyszłość.

     Dziękuję za rozmowę.



rozmawiała Małgorzata Wszołek

Kwartalnik Katolicki
ESPE, nr 50


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej