Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Żyjemy pośród znaków

     Niedawno radowaliśmy się z wyniesienia na ołtarze ks. Jerzego Popietuszki, którego życie rozwijało się w cieniu krzyża. Teraz ten sam krzyż dzieli, wzmaga rozgoryczenie i pomnaża ból. Został wpisany, chcąc nie chcąc, w gorący porządek polityczny.

     Kiedy wiara miesza się z polityką, wówczas skutki tego - zawsze ryzykownego powinowactwa - kończą się fatalnie, zarówno dla wiary, jak i dla Kościoła. Trudno mi zresztą sobie wyobrazić, by ucichły nagle wzburzone umysły Polaków. Chyba chęć, aby działania polityczne były roztropną próbą pomnażania dobra wspólnego, trzeba zaliczyć do społecznych utopii. Przynajmniej - jak na razie. Cóż więc pozostaje? Warto pamiętać, że pasja wiary ma szeroki wymiar; obejmuje całą wspólnotę wierzących. Nie powinna być skryta w kącie własnej konfesyjnej izdebki. Modlimy się oczywiście najczęściej w ukryciu, lecz centrum wiary - Eucharystia - ma widzialny przebieg. Bóg zwołuje nas na codzienną, coniedzielną lub świąteczną modlitwę. Chce, abyśmy byli razem i razem starali się odpowiadać na Jego opatrznościową troskę. Takie spotkania dają poczucie zakorzenienia w czymś trwałym, pozbawionym zmienności. Włączają w obszar działania języka religijnego, który ma charakter angażujący poszczególnych uczestników zebrania, co oznacza, że dotyka czegoś, co aktualnie drąży najgłębsze doświadczenia każdego ze zgromadzonych. Wprowadza nadto w gęstą od sensów sferę symbolu. Słowa, gesty, muzyka odsyłają do nadzmyslowego świata ducha.

     UWIERZYTELNIAĆ KRZYŻ

     Jest rzeczą niewymagającą uzasadnień, że musimy rozeznawać się w sferze znaków, pośród których żyjemy. Bez nich nie moglibyśmy mądrze istnieć ani się wzajemnie uszanować. Między naszym wnętrzem a wnętrzem innych osób tworzy vsię niepodważalna odległość. Stąd też musimy ją zmniejszać, budując świat znaków kulturowych. W ten sposób możemy się spotykać, obdarzać nadzieją, przekazywać owoce twórczego wysiłku. Bez wątpienia duchowa jedność nie tkwi w znakach samych w sobie ani w ciałach, choćby bardzo sobie bliskich, ale - podkreślam raz jeszcze - dokonuje się za pośrednictwem znaków, przez ciała, słowa, gesty. Nie mamy innego sposobu bycia i działania na tym świecie.

     Rozważmy. Mąż chce okazać żonie miłość. Może ją wyrazić uśmiechem, objęciem, niekiedy podarunkiem. Ale jeżeli żona jest zazdrosna, jeśli przypuszcza, że mąż ją zdradza, wówczas będzie tłumaczyć sobie ten uśmiech czy otrzymane kwiaty jako podstęp mający ją upewnić o fałszywej miłości. Wówczas dar męża, zamiast oznaką miłości, staje się murem odgradzającym od prawdziwych intencji. Zawsze istnieje obawa, że znaki mogą zawieść, bo każdy może je tłumaczyć biorąc pod uwagę własny wewnętrzny świat i własne przekonania.

     Nie dziwi więc, że niekiedy tak trudno się nam porozumieć. Podobna sytuacja zdarza się również pomiędzy ludźmi a Bogiem. Wielu z nas w wydarzeniach tkających historię świata widzą pustkę nieba, inni odwrotnie - odkrywają gorącą miłość Boga do własnego stworzenia. I nic na tę dramatyczną trudność nie można poradzić. Wszystko zależy od tego, czy potrafimy Boże znaki ukazywać innym ludziom w taki sposób, aby ich pociągnęły do osobistego, intymnego zaangażowania.

     A krzyż? Dla chrześcijan to znak szczególny, wiążący z Chrystusem, wskazujący na sposób, w jaki dokonało się zbawienie. I co bardzo zobowiązujące: sam Jezus wybrał mękę krzyżową, aby w taki właśnie sposób poświadczyć o bezinteresownej, czystej miłości do każdej osoby i wszelkiego stworzenia. Warto, żebyśmy potrafili rozmyślać nad tym cudownym, choć z ludzkiego punktu widzenia tak trudnym do zaakceptowania faktem, zwłaszcza teraz, kiedy z ust wielu Polaków nie znikają gromkie okrzyki podszyte zgoła nie chrześcijańskim kolorytem. Kiedy niknie głos Kościoła w ogólnym tumulcie modlących się bądź rozbawionych do granic nieprzyzwoitości, na ogól młodych Polaków.

     POLITYKA I DOBRO WSPÓLNE

     Codzienne wydarzenia dają się we znaki naszej wrażliwości. Nie sposób od nich uciec; są wszechwładne. Z prostego powodu. Wielu z nas nie potrafi już nawet sobie wyobrazić dnia bez nasłuchiwania tego, co niosą środki społecznego przekazu. Piszę oczywiście z pewną przesadą; sam ostatecznie często korzystam z medialnego nośnika. Chodzi mi jednak o kwestię nad wyraz poważną. Co mianowicie uczynić, aby polityka, nieodłączny przecież element codzienności, stała się miejscem ochrony dobra, a nie jego niszczenia? Jak na razie, osobiste preferencje polityczne, kiedy je wypowiadamy, powodują natychmiastowy kryzys w rozmowach, w relacjach przyjacielskich, nawet w kontaktach z tymi, którzy są nam bliscy. Tym bardziej, że coraz mniej pośród nas postaw wypośrodkowanych, umiarkowanych, otwartych na odmienne glosy. Zamykamy się szczelnie w skrajnych radykalnych przekonaniach: albo nie znoszący jakichkolwiek wahań katolicyzm, albo liberalna do granic wizja życia i państwa.

     Kościół hierarchiczny jest więc w niewdzięcznej sytuacji. Wciąż mu się przypomina się, że jako taki nie może działać politycznie. Rozdział kompetencji między urzędem państwowym a urzędem kościelnym musi być trwały i zachowywany. Wszyscy zapewne boimy się konsekwencji niesionej przez wyznaniowy styl sprawowania władzy. Boimy się tego, co dzieje się w niektórych krajach islamskich.

     Nam nie grozi nagła klerykalizacja życia społecznego. W Polsce Kościół stara się dyskretnie towarzyszyć temu wszystkiemu, co współtworzy rytm życia narodowego; dba o jego moralny stan, zgodny z prawem naturalnym i chrześcijańską tradycją. Niestety, myślenie ewangeliczne bywa niekiedy wykorzystywane do celów, powiem ostrożnie, mniej szlachetnych, niemających wiele wspólnego z logiką Bożej miłości. Konflikt emocji i racjonalnych miar nigdy nie kończy się polubownym podaniem sobie rąk. Kiedy rozmyślam o tych kwestiach, nie wiem, jak zakończy się sprawa krzyża stojącego przed Pałacem Prezydenckim, i czy w ogóle zakończy się sensownie. Chciałbym jednak, aby rozognione twarze, które otaczają ów krzyż, uspokoiły się, żeby ludzie nie obrzucali się wyzwiskami w imię osobistych przekonań, żeby nie podporządkowywano wiary i religii partykularnym celom partyjnym.

     Oczywiście: wszędzie tam, gdzie chodzi o zachowanie łączności z Chrystusem, o miejsce konfesji w życiu zbiorowym, mogą występować i zasadniczo występują waśnie i tarcia. Jest jednak najgorzej, jeżeli punktem sporów staje się krzyż - najświętszy znak tożsamości chrześcijańskiej. Jako wspólnota popełniliśmy w tej kwestii wiele błędów. Co się stało, to się stało! Miejmy jednak nadzieję, że potrafimy wydobyć z tej gorszącej lekcji nowe światło, które oby nigdy nie zostało niczym przyćmione.

     RELIGIJNE KONTRA ŚWIECKIE

     Przeżywamy trudne dni. Kataklizm powodziowy zniszczył część kraju; wokół krzyża smoleńskiego dzieją się wydarzenia, nad którymi panuje już chyba tylko Boża Opatrzność. Ludzi chcących iść drogami wyznaczonymi przez Ewangelię bardzo boli profanacja krzyża, niespotykana dotąd agresja wolnomyślicielskich środowisk, boli nagromadzenie znaków i gestów świadczących o straszliwej swobodzie obyczajowej, niewrażliwej na żadne prawa i tradycje religijne. Wiele osób gromadzących się na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie powtarza, że nie chodzi już w istocie o krzyż, ale o wizję państwa, które powinno być całkowicie świeckie, o godne upamiętnienie smoleńskiej tragedii oraz poparcie dla opozycyjnej partii. Kościół natomiast ma zajmować się swoimi sprawami, kwestie życia społecznego pozostawiając władzy świeckiej. Czy to jednak znaczy, że wiara powinna pozostawać w ukryciu, że nie może zyskiwać społecznych wymiarów?

     Przecież nie. Spójrzmy na karty Ewangelii. Jezus nie wycofuje się w zacisze samotnej modlitwy, choć modli się często i gorliwie. Głosi naukę o zbawieniu wszędzie tam, gdzie spotyka rzesze ludzi oczekujących wsparcia i duchowej pomocy. Jest na wyciągnięcie ręki, widoczny i zawsze wychylony ku drugim. Oznacza to, że nie przekreśla działalności politycznej, tylko ją właściwie ukierunkowuje. Polityka poszerzająca dobro wspólne, a więc twórcze możliwości człowieka, należy do;istotnych elementów ludzkiej obecności w świecie. Nie warto toczyć jałowego sporu, czy Kościół powinien mieszać się do polityki.

     Dlaczego? Ponieważ misja Zbawiciela, zauważając politykę, przekraczała ją w momencie, gdy wskazywała na ostateczne konsekwencje wyborów człowieczych, ogniskujących się na osiągnięciu Królestwa Bożego. Mówił On, co prawda, że należy oddawać to, co cesarskie cesarzowi, a to, co boskie - Bogu; nie oznacza to jednak, że wiara musi wycofać się na obrzeża ludzkiej aktywności, albo że najlepiej będzie, kiedy zniknie z kulturowej przestrzeni. Szczęście można przecież zyskać w raju obiecywanym przez naukę, technikę, narkotyki, millenaryzm, filozofie Wschodu, najróżniejsze formy ezoterycznych duchowości, chociażby w wizjach zapisanych przez Emanuela Swedenborga, który zyskał miano ponowoczesnego towarzysza Europejczyków w wędrówkach po marginesach kultury, zaświatach i życiowych tęsknotach. Szwedzki jasnowidz przekonywał do odrzucenia religijnych dogmatów, nieprzyjmowania odkupieńczej roli krzyża, uznania jej za całkowicie absurdalną. Wyobraźnię podnosił do najwyższych godności jako narzędzia poznania. Dlatego jest tak interesujący dla ponowoczesnej kultury, choć jego propozycje niosą wyłącznie złudne poczucie samozadowolenia i osobistego spełnienia.

     Warto w takim razie zawierzyć temu, co niesie orędzie Ewangelii, że polityka nie musi wywoływać nienawiści, trwogi czy żalu. Jest w stanie budować zgodę, o ile reaguje na osobowy rozwój człowieka, chroni przed zniewoleniem, poniżeniem, zakłamaniem. Umożliwia odczytanie dobra, które zbliża do siebie wszystkich, nie wyłączając tych, którzy z chrześcijańskiego krzyża uczynili swój ostateczny "znak ocalenia".


ks. Jan Sochoń


Tekst pochodzi z Tygodnika

19 września 2010


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej