Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Przemysław Gintrowski

     NADAL ŚNIĘ O INNEJ POLSCE

     W śpiewanych przez niego tekstach, zwłaszcza po 13 grudnia, Polacy znajdowali pokrzepienie i wiarę w to, że bylejakość zostanie pokonana. Koncertuje i nagrywa do dziś. Wielu fanów twierdzi, że jego piosenki są coraz bardziej aktualne.

     Przemysław Gintrowski do przedszkola chodził już w Warszawie, choć urodził się w Stargardzie Szczecińskim. Ze stolicą związany jest zresztą do dziś. Nieczęsto jednak tu występuje, ostatni krótki koncert odbył się 6 czerwca. - W grudniu koncertowaliśmy w Krakowie - mówi Agnieszka Gintrowska, która często jeździ z mężem na koncerty. Nierzadko towarzyszą im córki. Także są utalentowane muzycznie, choć przyszłość zwiąże z muzyką chyba młodsza.

     PLASTIKOWY SAKSOFON

     Tak jak Przemysław Gintrowski przekazuje zamiłowanie do muzyki Marii i młodszej Julii, tak on odziedziczył je po mamie. Ona, pianistka, a przede wszystkim śpiewaczka i tancerka zespołu Wojska Polskiego, nauczyła go także umiejętności gry w grupie. - Zawsze chciałem występować z orkiestrą - przyznaje dziś artysta.

     Mama zabierała go na próby. - Kupiła mi saksofon, plastikową zabawkę - wspomina. - Później sadzała mnie wśród orkiestry. Grałem, choć - Tważywszy na to, że wydawane przez ten "instrument" dźwięki nie były piękne - raczej przeszkadzałem. Ale miałem wtedy trzy lata.

     Muzyka od zawsze mu towarzyszyła. Kiedy innym dzieciom czytano na dobranoc bajki, on usypiał przy utworach granych przez mamę. - Podobnie bywa u nas - zaznacza Agnieszka Gintrowska.

     Skrzypce były jego pierwszym szkolnym instrumentem, ale ulubionym nie zostały. - Są nieco męczące, zwłaszcza solo - twierdzi. Później ćwiczył na maminym fortepianie, zainteresował się gitarą, dzięki tym różnym doświadczeniom jest dziś multiinstrumentalistą, uważanym za jednego z lepszych w Polsce. Niemałe znaczenie miała także systematyczność ćwiczeń. Tej także uczyli go rodzice - a był synem raczej posłusznym. Jak przyznał Sławomirowi Zygmuntowi z "Angory", "Bez szemrania przyjmował zasady ustanowione przez ojca (...): to ci wolno, ale tego już nie. Do 18. roku życia musiał wracać o godz. 20 do domu. I nie było zmiłuj". Był ukochanym jedynakiem.

     CZARNA JEDYNKA

     Pierwsze znaczące przyjaźnie z niegodzącymi się na szarość PRL-u rówieśnikami związane są ze szkołą średnią i słynną "Czarną Jedynką" - 1 Warszawską Drużyną Harcerską im. Romualda Traugutta, do której wstąpił w liceum Rejtana. Może to właśnie harcerstwo sprawiło, że został bardem opozycji?

     W "Czarnej Jedynce" antykomunistycznych piosenek uczył go Antoni Macierewicz, wówczas drużynowy. "Źle było, źle będzie w Polsce i wszędzie" - śpiewali w tym czasie z późniejszym reżyserem Januszem Kijowskim. Działał też w szkolnej rozgłośni harcerskiej i założył pierwszy big-beatowy zespół Między Niebem a Ziemią. Początkowo grali kompozycje The Doors i Procol Harum, ale młody lider szybko zaczął sam pisać muzykę, głównie do wierszy Asnyka, Tuwima, Leśmiana i Gałczyńskiego.

     Po maturze chciał iść na fizykę, ale, zgodnie z wolą rodziców, poszedł na elitarny wtedy MEL, Wydział Mechaniczny Energetyki i Lotnictwa. "Zostań inżynierem, to taki zacny zawód i nobilitacja" - przekonywano go. Tamtych lat nie wspomina najlepiej. - To był czas niedużego wysiłku intelektualnego - podsumowuje. Skończył jednak politechnikę i zaczął fizykę na UW. Miał indywidualny tok studiów, ale coraz bardziej absorbowała go muzyka. Był zdecydowanym zwolennikiem Stonesów. - Ugrzecznieni Beatlesi byli mi niemal obcy - wyznaje, przypominając "muzyczne podziały" lat 60. i 70. Z tamtych inspiracji duży wpływ do tej pory mają na niego Gary Brooker - wokalista Procol Harum, King Crimson czy trio Emerson, Lakę and Palmer. Gintrowski nie stroni też od nowszych zespołów, takich jak Opeth - zainteresowanym poleca wyszukanie ballad (najlepiej w internecie). Wytchnienie daje mu także klasyka. Ubolewa, że w czasie niedawnego Konkursu Chopinowskiego relacje telewizyjne były tak bardzo ograniczone. - Wpisuje się to w odgórne ogłupianie społeczeństwa we wszystkich aspektach - ocenia.

     SŁAWNE TRIO

     W połowie lat 70. zaczął występować w nieistniejącym już teatrze muzycznym przy Krakowskim Przedmieściu. Były też sceny studenckie. Podczas Jarmarku Piosenki Studenckiej w Riwierze spotkał "Kaczmara", jak nazywa zmarłego 10 kwietnia 2004 r. Jacka Kaczmarskiego. - Dalej to już poszło siłą rozpędu! - mówi, choć przyznaje, że "połączeni zostali prawie sztucznie"..Najpierw Jarmark wygrał Gintrowski, po czym związał się z klubem studenckim Riwiera. Rok później wygrał Kaczmarski i razem stworzyli grupę artystyczną, w której znaleźli się także Stanisław Klawe, Stanisław Zygmunt i Krzysztof Piasecki. Tam Kaczmarskiego i Gintrowskiego, już wówczas śpiewającego głosem kojarzonym z Leonardem Cohenem, "odkrył" dyrektor ówczesnego Teatru na Rozdrożu.

     Kiedy później do Przemka i Jacka dołączył pianista Zbigniew Łapiński, doszło do premiery legendarnego programu "Mury". Sukces przeszedł najśmielsze oczekiwania. - Do niedużej sali wchodziło przeszło dwa razy więcej osób, niż mogła pomieścić. Ludzie siedzieli wszędzie. Także pod fortepianem - wspomina Mirosław Smoleński, bywalec Teatru na Rozdrożu. Później był "Raj", którego premiera odbyła się w Krakowie, oraz "Muzeum", program pisany do obrazów malarstwa polskiego i europejskiego. Już wówczas postrzegani byli jako bardowie antykomunistycznej opozycji.

     W październiku 1981 r. centrala związków zawodowych we Francji CFDT zaprosiła trio na tournee. Grali głównie dla Polaków. Występów, niestety, nie dokończyli. Gintrowski i Łapiński wrócili do Polski, by odwołać koncerty krajowe; tournee po Francji przedłużało się. Kiedy 8 grudnia poszli do Agencji Artystycznej Pagart po paszporty, odmówiono im ich wydania. Pięć dni później w kraju rządziła już "WRON-a". Stan wojenny na długo rozdzielił artystów, choć Kaczmarski przez cały pobyt na emigracji przysyłał Gintrowskiemu swoje teksty z prośbą o napisanie muzyki. W tym czasie kompozytor zaczął też pisać muzykę filmową - dziś można powiedzieć, że jest jednym z jej najbardziej płodnych polskich autorów.

     W trio z Kaczmarskim i Łapińskim zagrali dopiero w wolnej Polsce. Powrócili programem "Mury w Muzeum Raju", a dwa lata później, w 1993 r., nagrali "Wojnę postu z karnawałem".

     BARD GINTROWSKI

     Początek "wojny jaruzelskiej" zastał go w rodzinnym mieście ojca, w Poznaniu, gdzie 12 grudnia występował na koncercie "Niechciane teksty PRL-u". Kiedy chciał zadzwonić do rodziców do Warszawy, okazało się, że telefony nie działają. Wszystko wyjaśnił generał następnego ranka. - Organizator festiwalu powiedział tylko: "Przemek, uciekaj, nie wiadomo, co będzie". Zatem uciekam - wspomina Gintrowski. - Biorę plecak, gitarę i udaję się na dworzec w Poznaniu, a tu... pociągi nie kursują; no tak, ale jeden musi: Berlin-Moskwa. Po paru godzinach przyjechał. Pakuję się do niego z dziesiątkami innych ludzi, ścisk okrutny, nastroje buńczuczne, my wam pokażemy itp... Tak było do Ursusa; przez okna pociągu zobaczyliśmy czołgi, transportery opancerzone, płonące koksowniki i żołnierzy. Na Centralnym widok był ten sam.

     W stanie wojennym rozpoczął samodzielną działalność. Grał w "drugim obiegu" i, co warto przypomnieć, był jednym z pierwszych niezależnych artystów, którzy odważyli się wówczas występować.

     Śpiewał w prywatnych mieszkaniach, w kościołach i, przede wszystkim, w Muzeum Archidiecezji Warszawskiej. - To on, a nie Jacek, stał się teraz jednym z najbardziej znaczących artystów podsycających bunt, dających nadzieję i siłę do walki o wolność - zaważył słusznie Sławomir Zygmunt w poświęconym Gintrowskiemu artykule "Wciąż chcę zmieniać świat" ("Angora" nr 33,17 sierpnia 2008).

     Wówczas też śmielej zaczął występować z wierszami Zbigniewa Herberta, bo choć śpiewał je wcześniej, dopiero w 1982 r. osobiście poznał "króla poetów", jak o nim mówi.

     Herbert wciąż pozostaje dla niego najwybitniejszym współczesnym polskim poetą i autorytetem moralnym. - Wielka mądrość Herberta i jego wspaniałe poczucie humoru dodawały mi napędu - mówi i dodaje: - Do dziś tak zresztą jest. - Kiedyś - wspomina - trafił do mnie odbity na powielaczu niepodpisany wiersz "Raport z oblężonego miasta". Od razu wiedziałem, kto go napisał. Zapytałem o to Herberta, ten przeczytał i powiedział: "Nieźle napisany, ale to... nie ja".

     Wiersze Herberta znajdziemy na wszystkich płytach muzyka - w tym na ostatniej, ubiegłorocznej, "Kanapka z człowiekiem". Samego Gintrowskiego "spotkać" też możemy w mieście Pana Cogito - na herbertowskim portalu www.polis2008.pl.

     KWESTIA SMAKU

     Przemysław Gintrowski nie ukrywa niezadowolenia z tego, jak Polska jest dziś rządzona. Nie podoba mu się, że ludzie byłego systemu wciąż mają wiele do powiedzenia. Że "brakuje w tym wszystkim potęgi smaku".

     - Kiedy Jaruzelski został zaproszony do Pałacu Prezydenckiego na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego, odebrałem to jako policzek. Zresztą, co widać choćby po wpisach internetowych, wiele osób tak to odebrało - mówi.

     Jest dziś stałym czytelnikiem i uczestnikiem portali internetowych, takich jak salon24 czy blog-press. Ale jego rozczarowanie nie oznacza zgorzknienia. - Przemek jest wesołym człowiekiem - zapewnia Agnieszka Gintrowska. Razem optymistycznie patrzą w przyszłość. Pilnują się. I jak wielu innych - także tych, którzy dziś czekają na jego nową płytę - marzą o Polsce choć trochę innej.


Zuzanna Smoleńska


Tekst pochodzi z Tygodnika

26 grudnia 2010


Bon Ton Bon Ton
Jasminka Petrović
Możesz zadać sobie pytanie: "Po co mi ta książka? Przecież jestem przyzwoitym, kulturalnym człowiekiem znającym dobre maniery". Jeśli przez dobre maniery rozumiesz tylko zespół zasad bon tonu, wtedy twoje pytanie jest właściwe. Ale jeśli chcesz traktować dobre zachowanie jako filozofię życiową, musisz przeczytać tę książkę... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej