Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

O masturbacji

Chłopcy w okresie dojrzewania przeżywają dużo trudności ze swoją budzącą się pod wpływem działania hormonów płciowych seksualnością. Częstym zjawiskiem jest u nich wtedy onanium, zwany też masturbacją. Onanizm zdarza się też u dziewcząt, ale znacznie rzadziej.

Jeśli chodzi o chłopców, to trzeba tu odróżnić nocne polucje (zmazy), które występują nieświadomie jako samoczynna regulacja organizmu i za które chłopak nie jest absolutnie odpowiedzialny, od onanizmu, dokonywanego świadomie. Chłopak nie jest też odpowiedzialny za sny o treści erotycznej, gdyż sny występują same i nie mamy na nie wpływu. Natomiast nie jest dobrze poddawać się erotycznym czy zmysłowym marzeniom. Należy starać sieje przezwyciężać, zabierając się wtedy do jakiegoś działania, co wymaga pewnego wysiłku woli. Marzenia takie skłaniają bowiem do onanizmu.

Onanizm polega na czynnym rozładowaniu napięcia seksualnego, które powstać może samo z siebie lub pod wpływem podniet zewnętrznych a także wewnętrznych (wyobrażenia i marzenia erotyczne).

Czy onanizm jest czymś złym? Na pewno tak. Osłabia on wolę i pozostawia niepokój wewnętrzny. Jeśli chodzi o szkodliwość dla zdrowia, to jej nie ma, jeżeli zdarza się to rzadko. Jeśli często, może wywoływać ogólne zmęczenie i apatię. Częste uprawianie masturbacji odwraca uwagę od innych zainteresowań, może utrudniać koncentrację a przez to naukę, prowadzi też do zamykania się w sobie. Faktem jest, że po każdym akcie onanistycznym młody człowiek ma poczucie niesmaku i winy, czuje się gorszy i postanawia tego więcej nie robić, a gdy po pewnym czasie ulega ponownie, jego niezadowolenie z siebie rośnie.

Życie płciowe człowieka nie daje się sprowadzić do czystej fizjologii i biologii, gdyż posiada ono jeszcze ważny wymiar psychologiczno-duchowy i moralny.

Seksualność ze swej natury skierowana jest ku miłości do drugiego człowieka odrębnej płci i ku rodzicielstwu. To jest jej naturalne ukierunkowanie, nadane jej przez Stwórcę. Onanizm natomiast jest czynem całkowicie egocentrycznym. Z pewnością nie zawsze spełniany jest w pełni świadomie i dobrowolnie. Jednak każde zło zaniża człowieka i osłabia jego wolę, tak jak każde zwycięstwo nad sobą wzbogca go, wzmacnia wolę i daje radość wewnętrzną. Człowiek, który popadł w nałóg, szczególnie doświadcza tej groźnej tajemnicy zła, czuje się gorszym i trudno mu się z nałogu wydobyć. Skłonność do masturbacji może być wywołana nie tylko przez samo napięcie seksualne, ale także przez napięcia psychiczne, powstające w wyniku jakichś trudności życiowych, np. trudności w nauce, w rodzinie, z powodu poczucia samotności, mało wartościowości itp. Młody człowiek szuka wtedy odprężenia w onanizowaniu się i tym trudniej jest mu nad tym zapanować. Trudności dziewcząt, które popadły w nałóg, są podobne.

Jeżeli onanizm staje się nałogiem i przeciąga się na późniejsze lata, to może stanowić przeszkodę w małżeństwie. Bowiem przeżycie samotne może stać się dla danego człowieka silniejszym przeżyciem, niż wspólne, poza tym brak mu umiejętności opanowywania się, kiedy przecież w małżeństwie też jest nieraz potrzebna. Uczy się też egoistycznego przeżywania zadowolenia seksualnego, co mężczyźnie utrudnić może staranie o uszczęśliwienie wybranej kobiety.

Szczególnie ujemny wpływ na późniejsze współżycie małżeńskie może występować wtedy, jeżeli masturbacji towarzyszą wyraźne i silne wyobrażenia (co zdarza się raczej rzadko). Wyobraźnia może bowiem stwarzać takie oczekiwania, które nie zawsze są możliwe do zrealizowania w praktyce, a partner rzeczywisty może reagować inaczej niż "partner" z fantazji. Dlatego nie należy leczyć onanizmu zachętą do wstąpienia w związek małżeński. Trzeba najpierw opanować nałóg i dopiero później zawrzeć ślub.

Są wprawdzie seksuolodzy, którzy problem onanizmu traktują jako objaw zdrowia i prawie zachęcają młodzież do tego. A jednak już samo poczucie niezadowolenia z siebie świadczy, że człowiek jest czymś więcej, niż tylko biologizmem. Poza tym - pojedyncze czyny prowadzą stopniowo do nałogu, którego trudno się pozbyć i którego skutki przejawiają się w psychice, a także mogą być potem utrudnieniem w małżeństwie, co nie jest "bajką", lecz jest rzeczywistością.

Jak postępować, jeśli nabrało się złych przyzwyczajeń? Przede wszystkim starać się prowadzić higieniczny tryb życia, zwłaszcza starać się o dostateczną ilość snu, mieć też wiele zajęć i zainteresowań oraz uprawiać sport; oddalać od siebie marzenia i wyobrażenia erotyczne; w razie pokusy koniecznie starać się zająć czymś konkretnym, wyjść do miasta itp. Pewien ksiądz radził, aby powiedzieć sobie wtedy: wytrzymam jeszcze 5 minut i czymś się zająć. Po upływie tego czasu postanowić odłożenie tej sprawy na dalsze 5 minut.

Jeśli wpadło się już w nałóg, to trudno wydżwignąć się samemu. Wtedy warto poprosić kogoś zaufanego o pomoc, np. spowiednika-kierownika duchowego, lub psychologa w poradni rodzinnej, zwłaszcza związanej z Kościołem.

Trzeba wtedy pomóc młodemu człowiekowi, aby nie popadł w rozpacz i nadmierne poczucie winy. Powinien dostrzegać w sobie też dobro, które na pewno w nim jest i nie patrzeć na siebie tylko przez pryzmat tej sprawy, która jest swego rodzaju niedojrzałością. Warto też dopomóc w przemyśleniu całego układu swego życia codziennego. Może są w nim inne słabe punkty, które potęgują niezadowolenie z siebie, np. słabe osiągnięcia w nauce, nieprawidłowa atmosfera w domu, brak przyjaźni, za mało snu, złe wykorzystywanie czasu itp. Osiągnięcia w innych dziedzinach życia poprawiają samopoczucie i wzmacniają wolę, pomagając przez to również w przezwyciężeniu onanizmu.

Pewien młody chłopak, Adam opowiedział: Podzielę się jeszcze jednym doświadczeniem. Kiedyś miałem dość duże problemy z tego zakresu, aż do momentu, kiedy mój brat opowiadał mi o Jezusie trochę inaczej, z pozycji osobistego przeżycia przyjaźni z Jezusem. Wtedy przeżyłem żywe nawrócenie i to był moment, gdy zaczęły się naprawiać także kłopoty związane z seksem. Dla mnie Chrystus po prostu załatwia wszystko i wątpię, czy ktokolwiek z młodych zdoła zachować czystość bez Chrystusa. Na wielu miejscach Biblia zapewnia, że Jezus Chrystus pomaga, strzeże, da sposób na odparcie pokusy. "Ziarna" nr 1/2 1993 r.

Powyższa wypowiedź wskazuje, że człowiek potrzebuje wyższej wartości, dla której warto się opanować. Religia nadaje jego życiu sens, ukazuje te wyższe wartości i pomaga w pracy, nad sobą poprzez sakramenty święte i poprzez osobisty modlitewny kontakt z Bogiem. Opanowanie się prowadzi do zwiększenia siły woli i do radosnego poczucia, że się jest panem siebie, czyli do poczucia większej wewnętrznej wolności.

Elżbieta Wójcik

Wasze komentarze:
..:: :) ::..: 09.04.2007, 22:46
tez mam z tym problem:( trwa to juz ponad 3 lata....bardzo chcialbym sie pozbyc tego nalogu...za kazdym razem gdy upadam jest mi coraz gorzej...ale wiem ze trzeba oddac sie Chrystusowi i nie poddawac w walce...trzeba miec silna wole i wiare ze sie uda...ja nad tym pracuje i wiem ze nie moge sie poddac...mam nadzieje ze uda mi sie w tym miesiacu....w koncu wielkanoc i wogole....modle sie tez czasami za tych ktorzy maja podobny problem jak ja.... pozdrawiam wszystkich i zycze powodzenia....
Piotr: 09.04.2007, 16:01
Wiara czyni cuda. Tej wiary życzę wszystkim, którzy borykają się z grzechem nieczystości. Zaufajcie Panu. Pozdrawiam Was
wstydliwa: 07.04.2007, 22:11
Już święta... Tak szybko przyszły... Każdy chrześcijanin powinien być wyspowiadany na Wielką Noc, w którą Zmartwychwstał Pan Jezus.. Ja jednak tego nie zrobiłam, chociaż miałam wielką szansę :( bardzo tego żałuję... Widząc konfesjonał, bardzo chciałam iść do spowiedzi.. wyznać ten okrutny grzech, bo wiem, że przystępując do sakramentu pokuty będę mocniejsza, i ja to czuję w sercu, że jestem w stanie skończyć z tym wszystkim i nie grzeszyć już więcej, przestać krzywdzić Chrystusa. Jednak, zawsze jest jakieś "ale"... u mnie bardzo często występuje... Cały czas mam myśli "co powie ksiądz, jak się wyspowiadam z tego grzechu, co sobie o mnie pomyśli?" Nie mogę się z tych ciągłych pytań uwolnić. Gdy już czuję, że jestem pełna odwagi, aby stanąć twarzą w twarz z konfesjonałem.. od razu napadają mnie te myśli.. i tracę tę wiarę w siebie... Wiem, że spowiadając się, powinnam osobę duchową traktować jako Jezusa. Bo przecież spowiadam się Jezusowi. Czasami wyobrażam sobie, że spowiadam się przed Nim w domu, i wydaje mi się to o wiele łatwiejsze niż przed księdzem. Czuję, że boję się reakcji księdza, a nie Boga. Chciałabym przystąpić do tego sakramentu znając danego księdza, więdząc, że ten ksiądz mnie zrozumie, i że dopomoże zagrzewając mojego ducha walki. Ale z drugiej strony, nie chciałabym, żeby ten ksiądz mnie znał, bo cały czas-"co on sobie o mnie pomyśli, jak zareaguje, pewnie się zdziwi". Proszę o radę... bo ja już nie jestem w stanie sama poukładać swoich problemów... :(
kamil: 30.03.2007, 16:39
proszę o modlitwę, abym zwalczył w sobie to zło.
Kochana Kasieńko: 29.03.2007, 21:58
Rozumiem Twoje rozgoryczenie,możesz czuć się zawiedziona,że Twoje szczere starania,wysiłek ku dobru WYDAJE SIĘ być zmarnowany.Rozumiem dlatego,że sam WIELOKROTNIE przeżywałem taki smutek,żal do samego siebie i do wszystkich wokoło,a przede wszystkim to, co piszesz - brak nadziei na przyszłość.Nie mogę napisać,że jestem wolny od masturbacji(tak jak trzeźwy alkoholik do końca życia pozostanie tylko i aż trzeźwym alkoholikiem),ale chcę się z Tobą i wszystkimi złamanymi na duchu czymś podzielić.Możesz dziękować Bogu za to,że pozwala Ci doświadczyć tego,że Ciebie to przerasta.Jeśli wcześniej byłaś tak pewna siebie,to musi to być trudne,ale pokazuje prawdę - sam nie dam rady.W tym momencie,gdy wszystkie moje sposoby zawiodły,jestem wreszcie otwarty by przyjąć pomoc innych,a przede wszystkim Jezusa.Nie doświadczy Bożej Mocy ten,kto myśli,że sam sobie ze wszystkim poradzi i czasem potrzeba porażki,kilku porażek,dziesięciu lat porażek(jak u mnie)żeby się o tym przekonać.Ja jednak się nie poddaję tzn. staram się wszystkimi siłami odsuwać od siebie pokusy,a gdy upadam ufam,że Pan nie odrzuci nawet kogoś tak przegranego,że kocha mnie z moim grzechem,nie kocha mojego grzechu,ale mnie z moja słabością.Nie stawia warunków-jak nie przestaniesz to cię nie będę kochał.I On kocha Ciebie DZISIAJ w taki stanie w jakim jesteś.Nawet jeśli tego nie czujesz,to jest PRAWDA!To pozwala iść naprzód mimo porażek z nadzieją na pełne wyzwolenie.Nie jesteś sama,pamiętaj!
kasienka: 28.03.2007, 15:28
ja mam dosc!!ja nie daje rady.........to mnie przerasta...nigdy z tym nie wygram.poddaje sie....
ktoś: 26.03.2007, 15:49
Mam wielki dylemat. Liczę na pomoc. Niedawno zgrzeszyłam myślami. Wyobrażałam sobie stosunek płciowy z innym, bardzo realnie, doznawałam uczucia takie, jak przy stosunku. Czy to jest masturbacja? Nie dotykałam się przy tym w żadnych miejscach.
RM: 22.03.2007, 16:27
Mam 30 lat z czego 15 się onanizowałem ale pisze to w czasie przeszłym gdyż z pomocą Boga udało mi się wyzwolić z tego ciężkiego nałogu. Upadłem nisko tak że poczułem swoje dno i została tylko ,,modlitwa”. Moja ,,modlitwa” nie jest typową modlitwą – regułką klepaną z modlitewnikiem w ręku (przepraszam jeśli to kogoś ewentualnie obraziło) tylko czystą rozmową z Panem Bogiem , Jezusem , Matka Boża. Staram się przekazać swoje uczucia , myśli, wszystko to co wydaje się wstrętne i ohydne a co mnie męczy. Może to dziwne ale ja nie potrafię się tak ,,zwyczajnie” modlić bo czuję się z tym dziwnie czyli tak: jak bym chciał coś komuś przekazać nie mówiąc wszystkiego a potem czekał na efekt że ta osoba zrozumie to co zataiłem. Naprawdę można się wyzwolić tylko trzeba znaleźć pierwsze drzwi które są ukryte pomiędzy ,,mną” a ,,Bogiem”. Ja osobiście by ,,Je” znaleźć musiałem upaść na dno. Omijając to kim byłem i co robiłem zrozumiałem że tylko mogę zmienić życie jeśli zmienię siebie wewnątrz. Był lament, wycie, płacz, wstręt do siebie samego,myśli samobójcze, utrata nadziei i wiary, upadałem psychicznie (depresje) do tego stopnia że jednego dnia stałem na nogach a następnego wiłem się w bólu na ziemi a na końcu zawsze był wstyd za słabość wiary, przeprosiny i błaganie o szanse i litość. (tyle czasu zajęła mi walka z samym sobą że z nastolatka zrobiłem się mężczyzną). Piszę tak bo masturbacja była tylko kroplą w moim ,,brudnym morzu” Powoli rzucałem wszystko: narkotyki, agresje, kradzieże, itd. wszystko to co jest wstrętne Bogu i normalnym ludziom. Uczyłem się patrzeć w inny sposób na świat, ludzi, nasze sprawy życia codziennego czytając Pismo Święte i ,,rozmawiając” z Bogiem. Ja wiem że to ciężka rozmowa bo często wydaje się że tylko my się słyszymy a ,,przekaz” znika w pustce która nas otacza (największa głupota jaką robimy to poddanie się!). Co do czytania ,,Pisma Świętego” to jest to najcięższa ,,książka” jaką miałem możność czytać. Problem polegał na tym że początkowo miałem wrażenie że czytam ,,coś” co jest jakby w innym języku napisane i nie zrozumiałe dla mnie. Wiele razy się wstydziłem czytając ją (myślałem: co pomyślą sobie inni?). Wiele razy ją odkładałem albo rzucałem gdy poddawałem się w walce o siebie ale zawsze co dziwne wracałem by znów stanąć do walki. To jest ciężka droga wyrzeczeń i odkrycia w sobie samym wiary która pozwala zbliżyć się do Boga tak blisko by pomógł zmienić nasze życie. Wcześniej byłem nikim mając wszystko a teraz nie mam nic i czuję się nareszcie człowiekiem. Kiedy miałem wszystko (pieniądze,samochody,znajomych,kobiety itd.) a dokładniej opisując to słowem ,,kolekcjonowałem” traciłem siebie samego a co dziwne było: to że wielu zazdrościło mi tego nie zdając sobie sprawy że to niszczy. Ponoć każdy ma swoje dno więc aby się zmienić całkiem trzeba je dotknąć. Jak jest w sytuacji kiedy człowiek chce się zmienić tylko częściowo zapominając o reszcie to nie mam pojęcia?.
+: 21.03.2007, 00:23
Wiecie co jest najważniejsze? Mianowicie to, że wszędzie tutaj jest Chrystus! Jak się patrzy na te teksty to widzi się miłośc Chrystusa jaką was darzy ale jaką i wy Jego darzycie - mimo upadków. Tęsknicie za Nim i to jest zdrowe! To jest piękne! Dzięki wam naprawde można zrozumie czymjest ten ŚWIĘTY KOŚCIÓŁ GRZESZNIKÓW! W walce jest pewna ważna rzecz: kiedy trwa walka ze słabością to nie stawiajcie jej na pierwszym miejscu w swojej porannej i wieczornej modlitwie. Stawiajcie na pierwszym miejscu miłośc Chrystusa i to jak wieloma łaskami was obdarowywuje. Poprostu nie koncentrujcie sie na grzechu, nie myslcie o nim. (nawet jak już zgrzeszycie - to przeproście Boga i koniec, przestańcie myślec, róbcie to co robiliście wcześniej - nie stawiajcie tego grzechu na pierwszym miejscu) trzeba przyznac, że systematyczna (częsta) spowiedz jest też podstawowym elementem - tutaj nabieramy sił. Jezus -powiedzcie mu niech walczy za was! Zawierzcie mu ten problem. Z Bogiem. Zapewniam o modlitwie.
kasienka: 16.03.2007, 17:35
jesteem z Wami!!mam to samo!!w sumie zaczelo sie 3 lata temu!(mam 23)!zawsze twierdzilam ze bede sobie dawala rade " z tymi sprawami"niestety-przegralam a teraz najtrudniej jest wstac i pojsc dalej
Michał: 14.03.2007, 22:32
Tak, kiedys codziennie po 2, 3 razy potem coraz rzadziej i rzadziej ale jednak ciagle powtarzałem upadek woli - jakby dwie osoby w jednym ciele. Brudny i przegrany, ciagle wstaję i STARAM SIĘ ale nie czuję się wolny bo wiem że jak przychodzi pragnienie to jest jak wezbrana rzeka która nagle wylewa a masy wody najczęściej w moim przypadku spływały tylko tym jednym korytem. Porządanie jednak nie jest złe i nie powinienem walczyć z nim, zabijać w sobie tylko dlatego że nie umiem nad tym zapanować bo się skrzywdzę. I wiem że już się skrzywdziłem bo to tak działa: najpierw pragnienie a potem pustka, najpierw przyjemność a potem pragnienie ukarania siebie (gniew na samego siebie). To zniekształca dobre naturalne reakcje. Coś na ten temat piszą dr. Terruwe i Baars jak ktoś chce to może poczytać. A ja chcę być ojcem i kochać czysto moją żonę. Przeżyłem do tej pory (a onanizuję się już 15 lat) chyba tylko kilka dla mnie pięknych chwil zachwycenia się kobietami gdzie nie chciałem tego wykorzystać i to było piękne. Onanizm to egoizm i niedojrzałość. Onanizm u mnie miał też coś wspólnego z atmosferą w domu że wstydem było odczuwać pragnienie seksualne :( i nikt nie przekazał wprost właściwej troski o tą sferę i potrzeby poważnego traktowania swojej płciowości. Chcę Wam powiedzieć że długo mi zeszło czasu zanim zrozumiałem że muszę się otworzyć i nie bać się "prawdy o sobie" , tego wszystkiego co mi się w sobie nie podoba. Lepiej nie myśleć o "zrywaniu" z TYM a raczej skoncentrować się nad szukaniem w każdej chwili życia swoich zwycięstw i spokoju, w moim przypadku uspokojenia myśli bo często fantazjowałem. Czasem jednak trzeba sobie twardo powiedzieć NIE. W telewizji i internecie jest tak łatwo znaleźć to co rozpala jak ogień. Niestety czasem trzeba być dla siebie surowym i odwrócić głowę od rzeczy które nas uwodzą. Jakbym mógł cofnąć się w czasie i dać parę rad sobie jak zaczynałem się bawić swoją seksualnością to powiedziałbym jeszcze żeby tego nie szukać specjalnie bo to samo przyjdzie we właściwym czasie i jak już czujesz podniecenie inną osobą to nie ukrywaj tego że ktoś Ci się podoba i nie rób z tego tajemnicy dla rodziców czy księdza czy przyjaciela. Nie chcę tu być zrozumiany opacznie żeby o tym rozmawiać z każdym dokoła na siłę i wtajemniczać w swoje życie każdego. Bardzo ważny jest przykład w domu tak że trzeba rozmawiać z rodzicami, wychowawcami, księżmi z zaufanym ludźmi bo każdy dotyka w swoim życiu pożądania i nie można przesadzać ze swoją dumą czy strachem w rozmowie na ten temat bo prawie każdy coś o tym wie a dobrzy ludzie którzy już trochę przeżyli mogą dać otuchę, poczucie że nie jesteśmy sami (bo tak nie jest). Z perspektywy widzę że izolacja robi dużo szkody i trzeba szukać drugiego człowieka i zrozumienia i trzeba zaufać rodzicom i księżom. Naprawdę: trzeba zaufać temu że Ci pomogą - ale musisz być szczery i prawdziwy. Spowiedź jest ważna i ważne jest to żeby czując wstyd czy strach przed innymi postarać się o to żeby taka spowiedź była sam na sam z księdzem żeby umożliwić maksymalne otworzenie się bez skrępowania innymi za plecami ... "czy słyszą"? Ja tak miałem ale teraz już się nie przejmuję że ktoś mógłby usłyszeć bo się tego nie boję. Nie lubię się gdy przegrywam sam z sobą ale nie boję się przyznać tego przed innymi. A że sobie nie radzimy to nie powód żeby robić z tego tragedię. Jeżeli już jesteś uzależniony/a to nie masz nic do stracenia tak że się nie bój tego że wpadłeś/łaś w szambo i nie ukrywaj tego przed rodzicami i dobrymi ludźmi którym ufasz i kochasz. Każdy, uwierz, każdy... nie wierzysz! mówię każdy ma jakiś problem i coś z czym sobie nie radzi. Więc rozmawiaj i nie zamartwiaj się. Nie wstydź się, nie jesteś śmieszny/a, żałosny/a czy cokolwiek jeszcze podpowiada Ci wewnętrzny krytyczny głos który mi wiele takich rzeczy podpowiadał i ciągle jeszcze podpowiada. Ale już częściej słyszę że to nie ja to mówię... Otworzenie się jest trudne ale jak dobrze poczuć łzy i żal za swoją małość i to piękne poczucie wyzwolenia po przyznaniu się do zła, wyzwolenia z tego ograniczenia jakie sam sobie narzucam przez potępienie siebie i ukrywanie swojego grzechu. Oddając go, jakby dizeląc się grzechem tym cierpieniem z drugim człowiekiem działa na mnie jak lekarstwo. Życzę wszystkim uzależnionym odwagi, dobrych ludzi i cierpliwośći w znoszeniu swojej małości. Pozdrawiam
aga: 24.02.2007, 17:48
Kiedys robiłam to bardzo często... Gdy umierał Ojciec Święty przyrzekłam:nigdy więcej. Dopiero po około pół roku od zaprzestania masturbacji poszłam do spowiedzi. Wydawało mi się ze wygrałam... Nie robiłam tego ponad 1,5 roku. I nagle, w najmniej spodziewanym momencie upadłam. Poszłam do spowiedzi, ale mnie ona nie oczyściła... Grzech się powtarzał. Teraz wiem ze nigdy nie pokonałam tego uzależnienia. Jest mi bardzo ciężko... Nie potrafię się podnieść. Ale będę próbować, choćbym miała przepraszać Pana jeszcze wiele razy. Nie poddam się! Błagam was o modlitwę
wstydliwa: 24.02.2007, 16:21
Dziękuję Ci Gucia za tą stronkę :* Ale powiedz mi, rozmawiałaś początkowo, z którymś z tych księży przez net, później się z nim umówiłaś o tej i o tej godzinie, a później poszłaś do spowiedzi? Mogłabyś mi to bliżej napisać? Dziękuję :)
Hestia: 05.02.2007, 16:31
Czym jest seks? Seks sie swiety - jak mawiał pewnien ksiadz dziekując rodzicom za dar poczęcia w akcie małżeńskim. Masturbacja to piełko dla duszy nic wiecej :(
amelia: 05.02.2007, 16:12
xxx popieram cie!! skoro masturbacja jest taka zła to czym jest seks?? psychika siada przy takich artykulach, zwłaszcza dla głeboko wierzących! brak słów! tu chodzi o własne odczucie a nie o etyke, która nie zawsze jest słuszna!! bo czy my wiemy co tak na prawde dzieje sie za murami zakonów?? ile było komentarzy ile cichych opowiadań ile filmów?? no ile?? to jest sprawa osobista, już nie temat tabu!!
Gucia: 04.02.2007, 13:12
Do WSTYDLIWEJ ktora napisała swoj problem Bardzo mi przykro ze twoja poprzednie spowiedz była dla Ciebie okropnym przezyciem, to naprawde smutne. Ja rowniez mialam dłuuuuuuuugą przerwe w spowiedzi tak jak t poniewaz bałam się reakcji księdza na ja kiego trafie, ale znalazłam pomoc!!! Byłam nie dawno u spowiedzi u ksiedza ktoremu przyznałam się do "tego" grzechu znalazłam go na tej stronie http://masturbacja.brat.pl/ Zachecam Ciebie i wszystkich ktorzy maja problem "z tym" do odwiedzienia tej strony znajdziecie tam pomoc nie tylko duchową Pozdrawiam :)
xxx: 02.02.2007, 23:31
Ja się z tym artykułem nie zgadzam. Ciekawe czy bedzie tu ktoś kto będzie miał podobnie jak ja inne odczucie niż wy.
nie poddamy się szatanowi!!: 27.01.2007, 23:24
ja niestety też mam z tym problem..zdarza mi się to bardzo często...chcę z tym skończyć..dziękuję za Wasze komentarze!!teraz wiem, że może mi się udać...mogę wygrać tą walkę!!proszę o modlitwe!!bo wiem, że z Naszym Panem wszystko jest możliwe!! u mnie trwa to już dwa lata.czuję się bardzo samotna i myślę, że dlatego tak się zachowuję.czesto slysze jakie to przygody mialy moje kolezanki a ja ciagle jestem dziewica, choc mam 22 lata(teraz jestem dumna z tego ze jeszcze nie wspolzylam z chlopakiem).w gazetach też pisza, że masturbacja pomaga nam w poznaniu siebie,ale najważniejsze jest przeciez nasze sumienie.przed spowiedzia czesto czuje lek,jak ksiadz zareaguje..ale przeciez my sie spowiadamy przed samym Bogiem,a On i tak o wszystkim wie, wiec nie bojmy sie!!ewentualnie mozna przeciez isc do spowiedzi gdzies gdzie nas nie znaja.BOg nas kocha!!pamietajmy o tym i nie poddawajmy sie w walce!! modlmy sie wzajemnie za siebie,Bog nam pomoze!! jestem tego pewna!! piszcie jak Wasza walka!! pozdrawiam!a gdy upadniemy to zacznijmy od nowa!!Jezus nas podtrzyma!! Z Bogiem;)
Paweł: 24.01.2007, 01:30
To piekło trwa już kilkanaście lat. Nawet zawarcie związku małżeńskiego nie rozwiązało sprawy. Przełom nastąpił, gdy oddałem swój problem w modlitwie Panu Jezusowi i zdecydowałem się na szczerą - aż do łez - rozmowę z Żoną. Wciąż zdarzają mi się upadki ale wiem, że mam wsparcie i jestem na dobrej drodze. Chwała Panu! Jemu zaufałem i wierzę w całkowite uzdrowienie mojej duszy.
ona88: 22.01.2007, 11:04
Cztery miesiące udało mi sie wytrwać, az tu nagle dziś. Nie wiem co mnie znów opętało.
[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] (16) [17] [18]

Autor

Treść

Poprzednia[ Powrót ]Następna

[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2021 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej