Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Być dobrym jak chleb...

     Dzisiejszym naszym Gościem jest Siostra Rozalia Piszczek, Przełożona Generalna Zgromadzenia Sióstr Albertynek Posługujących Ubogim. Rozmawiamy z nią o miłości świadczonej w codzienności...

     Proszę opowiedzieć nam o swojej drodze duchowej, która doprowadziła Siostrę do decyzji wstąpienia do Zgromadzenia Sióstr Albertynek.

     Pochodzę z rodziny katolickiej, praktykującej. Zostałam wychowana bardzo religijnie i już od najmłodszych lat została mi wszczepiona miłość do Kościoła. Bardzo kochałam też Matkę Najświętszą, której imię otrzymałam na chrzście świętym. Pragnienie poświęcenia się Panu Bogu zrodziło się bardzo wcześnie, już w szkole podstawowej. Był taki dzień, w którym Matka Boża w Kopii Obrazu Jasnogórskiego nawiedziła mój dom rodzinny, wtedy to po raz pierwszy zapragnęłam, aby bez reszty oddać się Panu Bogu. Pragnienie to wciąż powracało. W efekcie, w bardzo młodym wieku wstąpiłam do zgromadzenia. Rozumiałam, że pełne oddanie się Jezusowi mogę zrealizować w życiu zakonnym. Jako aspirantka uczęszczałam do liceum ogólnokształcącego. Cieszyłam się, że chodząc do szkoły w zgromadzeniu mogę więcej czasu poświęcać na modlitwę i powoli wdrażać się w samo życie zakonne. Od początku byłam przekonana, że to jest moja droga życia.

     Czyli że kontakt ze zgromadzeniem utrzymywany był już dużo wcześniej...

     Tak, Siostry Albertynki pracują w mojej parafii rodzinnej. Obserwowałam je, widziałam jak pracowały, fascynowało mnie zwłaszcza to, z jak wielką miłością podchodziły do ludzi potrzebujących. Miałam z siostrami bliski kontakt, były radosne, pogodne, co przekonywało mnie, że na drodze życia zakonnego można być szczęśliwym.

     Jak długo Siostra żyje życiem zakonnym?

     W zgromadzeniu zakonnym jestem już 30 lat.

     Gratuluję! Proszę powiedzieć, w jakim stopniu osoba św. Brata Alberta była dla Siostry wzorem i zachęcała do podjęcia takiej drogi życia?

     Najpierw poznałam siostry, a później św. Brata Alberta. Muszę powiedzieć, że na początku bardziej zafascynowała mnie postać bł. Siostry Bernardyny. Zwyczajna młoda i wesoła dziewczyna, kochająca przyrodę, śpiew, która zostawia wszystko i oddaje się bez reszty Panu Bogu, Siostra Bernardyna wydawała mi się bliższa. Musiałam trochę doróść duchowo, żeby zrozumieć heroizm miłości św. Brata Alberta. W zgromadzeniu, podczas długich lat formacji pogłębiała się we mnie i wzrastała miłość do św. Brata Alberta. Urzeka mnie jego miłość do Boga objawiająca się w heroicznej miłości do bliźniego.

     Jeśli mielibyśmy miłość, którą żył św. Brat Albert zobaczyć w pewnych przejawach, w konkretnych sytuacjach, to które wydarzenia jego życia Siostra mogłaby przytoczyć jako potwierdzenie jego miłości?

     Realizacja miłości u św. Brata Alberta jest bardzo obszerna. Wydaje mi się, że można scharakteryzować jego osobę w słowach: siebie dał. Życiorys św. Brata Alberta jest powszechnie znany: powstaniec z 1963 roku, artysta malarz, potem apostoł franciszkański na Podolu, wreszcie ojciec i opiekun najuboższych nędzarzy, ale to tylko ramy, w których mieści się jego na wskroś ewangeliczna duchowość. Siebie dał. Aby dać siebie, trzeba kochać. I Brat Albert ukochał Chrystusa, który mu się objawił w człowieku obdartym, znieprawionym, odepchniętym. Postawił zasadę: Im więcej kto opuszczony, z tym większą miłością służyć mu trzeba, bo samego Pana Jezusa zbolałego w osobie tegoż ratujemy. Miłość była prawidłem jego postępowania. Mawiał, że bez miłości grosz jest szorstki, strawa podana niesmaczna, opieka najlepsza nie miła. Ks. Michalski napisał, że Brat Albert tak kochał, że od tej miłości bolały ręce i nogi. Warto przytoczyć jeszcze słowa Ojca Świętego Jana Pawła II, który w sposób szczególny wniknął w duchowość św. Brata Alberta. W liście do naszego Zgromadzeń Albertyńskich z okazji 150 rocznicy urodzin św. Brata Alberta tak Ojciec Święty pisał: Jest to święty o duchowości urzekającej zarówno swym bogactwem jak i swą prostotą. Pan Bóg prowadził Go drogą niezwykłą; uczestnik powstania styczniowego, utalentowany artysta malarz, który staje się naszym polskim "Biedaczyną", szarym bratem, pokornym jałmużnikiem i heroicznym apostołem miłosierdzia. Tu, w krakowskiej " Ogrzewalni", wśród najuboższych pogardzanych i wyrzuconych poza nawias społeczeństwa Brat Albert odkrył swoje ostateczne powołanie. Nie tylko służył ubogim, ale sam stawał się jednym z nich, gdyż oni stali się dla niego żywą Ikoną Chrystusa (Ecce Homo). Przeżył tam wzruszającą prawdę Chrystusowych słów: " Wszystko co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnie uczyniliście". Zobaczył jasno, że "trzeba duszę dać", właśnie za tych z krakowskiej "Ogrzewalni" i za wszystkich takich jak oni. Służyć bliźniemu to, według niego, przede wszystkim dawać siebie: "być dobrym jak chleb".

     Muszę przyznać, że moje pierwsze "spotkanie" z Bratem Albertem - w wówczas nie był jeszcze błogosławionym - miało miejsce przez to uderzające sformułowanie: "być dobrym jak chleb". Czy możemy to uznać za pewien styl życia, zadanie dla każdego chrześcijanina, czy obowiązuje to tylko zakonników, sióstr zakonnych, kapłanów

     Aby właściwie odczytać symbolikę słów św. Brata Alberta o chlebie należy wczytać się w treść całego zdania wypowiedzianego przez niego: Powinno się być dobrym jak chleb. Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole, z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się, jeśli jest głodnym. Człowiek ma być dobrym jak chleb, czyli pozwolić się innym brać, kroić, łamać, nakarmić sobą do woli. Jest to cecha powszechności, czyli bycia dla wszystkich bez wyjątku. Cecha dyspozycyjności - zawsze na zawołanie. I wreszcie cecha bezinteresowności. Być dobrym dla drugich... jak św. Brat Albert - to cecha dobroci chleba.

     Na pewno powinni to realizować wszyscy chrześcijanie. W sposób szczególny jest to powołaniem albertynki, która idąc za przykładem św.

     Brata Alberta powinna tą cechą szczególnie promieniować. Dobroć na wzór chleba to przede wszystkim naśladowanie Chrystusa obecnego w Chlebie Eucharystycznym. I znowu św. Brat Albert tak uczy: Patrzę na Jezusa w Eucharystii. Czyż Jego miłość mogłaby obmyślić coś piękniejszego? Skoro jest Chlebem, to i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On. Dawajmy siebie samych.

     Chciałbym, byśmy na moment powrócili do wątku osobistego. Proszę wymienić te formy apostolatu, które Siostra pełniła od chwili swego wstąpienia do zgromadzenia?

     Albertynka ma być zawsze do dyspozycji i tę otwartość na wszelką potrzebę chwili w duchu posłuszeństwa uważałam, i dotąd uważam, za podstawę albertyńskiego posługiwania. W okresie formacji wykonywałam różne zajęcia. Prace domowe, obowiązki w kuchni. Z radością też pełniłam dyżury przy ludziach chorych i cierpiących w naszych domach zakonnych. Przez jakiś czas katechizowałam dzieci szkolne. We Włoszech pracowałam z dziećmi i młodzieżą pochodzącą z trudnych środowisk i uczyłam ich religii. Przez kilka lat opiekowałam się w Rzymie starszym kapłanem kardynałem, a następnie jako przełożona domu sprawowałam pieczę nad starszymi osobami, w domu prowadzonym przez nasze siostry. Troska o tych ludzi dawała mi wiele radości. Od 1992 roku pełnię posługę Przełożonej Generalnej. Mogę zatem szerzej widzieć problem naszej alber- tyńskiej posługi i czynić wszystko, by zgromadzenie właściwie wypełniało charyzmat.

     Na przykładzie Siostry można się przekonać jak wymagające jest to posługiwanie. Czy przeżywała Siostra w związku z tym chwile zwątpienia, a może nawet pojawiły się myśli o pozostawieniu życia zakonnego?

     Łaskę powołanie uważałam zawsze za wielki, niezasłużony Boży dar i patrzyłam na życie zakonne od strony nadprzyrodzonej. Jeśli chodzi o samo powołanie, to nigdy nie miałam wątpliwości, że to jest ta moja droga życia. Za łaskę powołania szczerze i ze wzruszeniem codziennie Panu Bogu dziękuję. Trudno zaprzeczyć, że nie było chwil zniechęcenia, mniejszej gorliwości, osłabienia w wierze, czy innych trudności wynikających z przerostu miłości własnej. Wielką pomocą była mi wówczas wspólnota. Czułam się akceptowana, kochana i otoczona życzliwą siostrzaną troską. Także do przełożonych mogłam przyjść z każdym problemem, porozmawiać, byłam wysłuchana i zrozumiana. Korzystałam też z pomocy Bożego, życzliwego kapłana, z kierownictwa duchowego. Przede wszystkim sama starałam się wtedy więcej modlić. Ogromną pomocą na mojej drodze duchowej była modlitwa mojej mamy, która przez wiele lat bardzo cierpiała, a była osobą modlitwy zjednoczoną z Panem Bogiem. Mobilizowało to także mnie, a zarazem dawało pewność, że jest ktoś, kto jakby uzupełnia moje osobiste braki. To samo potwierdzał zresztą mój brak - kapłan i najmłodsza siostra, która jest w Zgromadzeniu Sióstr Werbistek.

     Jakie są najważniejsze cechy duchowości albertyńskiej?

     Duchowość albertyńska jest duchowością franciszkańską, chociaż św. Brat Albert czerpał też z doktryny św. Jana od Krzyża, a w posłudze najuboższym wpatrywał się w przykład św. Wincentego a' Paulo. Zgromadzenie nasze opiera swe konstytucje przede wszystkim na Ewangelii oraz na pierwotnej regule św. Franciszka z Asyżu. Św. Brat Albert za przykładem św. Franciszka, był rozmiłowany w męce Pańskiej i skoncentrował się głównie na osobie Jezusa umęczonego, ze sceny u Piłata, co wyraził w namalowanym przez siebie obrazie Ecce Homo. Tego Chrystusa cierpiącego dostrzegał Brat Albert w człowieku najuboższym, sponiewieranym i opuszczonym. Można by określić, że charyzmat albertyński polega na wnikaniu w tajemnicę Chrystusa cierpiącego w bliźnich i służeniu Mu, w myśl słów Ewangelii: Wszystko co uczyniliście tym najmniejszym, mnieście uczynili. Pełnienie miłosierdzia idzie w parze z ubóstwem, które szczególnie charakteryzuje albertyńskie powołanie, a które ma być dla albertynki pomostem łączącym siostry z najuboższymi. Szczególną cechą zgromadzenia jest dążenie do łączenia modlitwy z ciężką pracą związaną z albertyńską posługą. Źródłem siły w dawaniu siebie bez reszty jest Jezus w Eucharystii.

     Wspomniała Siostra o pracy. Proszę wymienić najbardziej charakterystyczne formy pracy zgromadzenia albertynek w Polsce?

     Prowadzimy otwarte przytuliska, w których organizujemy opiekę nad ludźmi bezdomnymi, starszymi, przewlekle i nieuleczalnie chorymi, umysłowo lub fizycznie upośledzonymi. Siostry pracują w kościelnych, państwowych i społecznych domach opieki i pomocy społecznej dla dorosłych i dzieci. W domach samotnej matki. Podejmujemy pracę w domach księży chorych, starszych. Wyszukujemy i niesiemy pomoc lub otaczamy stałą opieką ludzi opuszczonych w domach prywatnych, ludzi niedołężnych, chorych, ubogich, moralnie zaniedbanych, zagubionych życiowo. Opiekujemy się młodzieżą zaniedbaną moralnie i dziećmi z rozbitych rodzin, które w naszych domach winny znajdować pomoc i prawdziwą przystań. Włączamy się też w ramach możliwości w duszpasterstwo parafialne, gdzie na pierwszym miejscy zawsze stawiamy pracę charytatywną. Podejmujemy też od kilku lat pracę misyjną na Bliskim Wschodzie i w Ameryce Południowej. Zgodnie z charyzmatem Założyciela, św. Brata Alberta przy podejmowaniu placówek pierwszeństwo mają te, gdzie potrzeby są największe, gdzie nikt inny iść nie chce.

     Św. Paweł kończy swój Hymn o miłości podsumowaniem: "największa jest miłość". Jak Siostra rozumie te słowa?

     Hymn św. Pawła jest wezwaniem do ciągłego pogłębiania w sobie miłości ku Panu Bogu, który nas ukochał pierwszy i pragnie naszej miłości. Według św. Pawła nasza miłość musi się przejawiać w świadczeniu miłości bliźnim, miłość jest cierpliwa, jest łaskawa, nie unosi się gniewem, nie zazdrości. I jest to podstawą całego naszego życia chrześcijańskiego. W świetle tej prawdy św. Brat Albert w swym życiu pozwolił się kształtować Miłości wlanej w jego serce przez Ducha Świętego. I dla tej miłości zdobywał się na heroiczne czyny miłości bliźniego względem wszystkich, a zwłaszcza najbiedniejszych, w których dostrzegał znieważone Oblicze Chrystusa. Bóg jest miłością. Bóg jest wieczny to i miłość jest wieczna, największa jest miłość. Na co dzień jest wiele okazji doświadczenia tej miłości, nawet w prozaicznych, codziennych czynnościach, spotkaniach z ludźmi. Wzrastamy w miłości poprzez modlitwę, poprzez przebywanie z Bogiem. Chyba największym osiągnięciem człowieka jest to, gdy tak na serio w tę Miłość uwierzy, gdy pozwoli się tej Miłości się prowadzić, kształtować i przemieniać.

     Nie pozostaje nam nic innego, jak życzyć sobie i naszym Czytelnikom takiej głębokiej wiary w Miłość. Dziękuję Siostrze za rozmowę.

rozmawiał ks. Józef Tarnawski SP

Kwartalnik Katolicki
ESPE, nr 47


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej