Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Kto niżej - ten wyżej

     Witam serdecznie. Stają mi przed oczyma ostatnie dni skupienia. Pogłębiły moje myślenie nad sferą duchową, nad tym, co jest najważniejsze w życiu, a nawet w jaki sposób najlepiej będę mógł służyć Bogu i ludziom. Z tych dni skupienia ciągle wracają słowa księdza skierowane pośrednio do mnie, martwią mnie one i niepokoją: "stan zakonny znajduje się wyżej w hierarchii duchowości, w pełniejszym służeniu Bogu i większym oddaniu się Mu niż kapłaństwo diecezjalne". Przepraszam, może nieco przekręciłem, ale naprawdę te słowa mocno tkwią w mej pamięci. Często zastanawiam się nad moją sytuacją: albo kapłaństwo zakonne, albo kapłaństwo diecezjalne i boję się, żeby te słowa "nie wybrały" za mnie. Dlaczego? Wiadomo, że dla mnie najważniejsze jest służenie Bogu w najlepszy możliwy sposób (całkowite poświęcenie, oddanie się ludziom w pracy jak można najlepiej). Podsumowując, chodzi o doskonałość w służeniu Bogu. Tak wypowiedziane zdanie nie daje mi wyboru: "chcesz służyć doskonalej - wstąp do zakonu, bo inaczej będziesz niespełnionym księdzem". /.../

     Może to źle, że tak myślę, że pragnę doskonałości, bo obawiam się, że mogę szukać daleko, a w tej zwykłej parafii mógłbym bardziej służyć Bogu niż zakonnik, który jest jednak przez zakon skierowany już do pewnych osób, czynności. Martwią mnie słowa, że "zakonnik jest wyżej...", bo przecież oddając Bogu ubóstwo, więcej czasu, itd., nie zawsze jest on wyżej od kapłana diecezjalnego. Np. gdy zabraknie elastyczności, oddania i poświęcenia się ludziom i zamiast stać się bardziej doskonałym staje się "fałszywym zakonnikiem ". Rozpisałem się na ten temat, ale wreszcie podzieliłem się moimi obawami co do tej sprawy. Cieszę się, że podzieliłem się z księdzem tymi przemyśleniami. Niech w każdym zadaniu księdza będzie obecny Bóg, o co proszę w codziennej modlitwie.

     Z Bogiem! Arek

     Witam Cię Arku!

     Dziękuję Ci, że napisałeś i że nasza znajomość trwa nadal. W swoim liście rozważasz dwie drogi życia: kapłaństwo diecezjalne i kapłaństwo zakonne. Widzisz problem w tym, że uznając "wyższość" (trochę to niezręczne słowo, niestety) drogi konsekracji zakonnej, człowiek staje wobec wyboru, który przestaje być wyborem. Nie jestem pewien, czy słowa, które przytaczasz zostały rzeczywiście przeze mnie wypowiedziane w takiej formie, jak je cytujesz. Jest to istotne o tyle, że pozostawione bez komentarza mogą narobić sporo zamieszania i sam osobiście bym się z nimi nie zgodził! Konieczne jest zatem, byśmy przez chwilę zatrzymali się nad nimi.

     Stan zakonny znajduje się wyżej w hierarchii duchowości, w pełniejszym służeniu Bogu i większym oddaniu się Mu niż kapłaństwo diecezjalne. Co w tym zdaniu jest prawdziwe, a co może wydawać się mocno polemiczne? Na pewno samo ujęcie, poprzez określenie "wyżej w hierarchii duchowości", budzi zastrzeżenie. Co to za hierarchia? Co to znaczy wyżej? Na sprawę należy popatrzeć w kontekście daru składanego przez człowieka. Podkreślę: istotne i kluczowe jest postrzeganie sytuacji z perspektywy daru. Daru składanego Bogu przez osobę powołaną.

     Owszem, prawdą jest to, że stan zakonny oznacza przyjęcie dodatkowych zobowiązań. Śluby zakonne: czystości, ubóstwa i posłuszeństwa, są niewątpliwie narzuceniem sobie dodatkowych wymagań. Prawdą jest, że u podstawy decyzji o złożeniu ślubów wobec Boga jest pragnienie głębszego oddania się Mu, a motywacją ku temu jest cnota pobożności, szczególnej religijności. Prawdą jest też i to, że podjęte zobowiązanie obwarowane jest zasadą "odwrotności" - niewierność wobec powołania zakonnego staje się dodatkową obrazą Boga i pogłębia wymiar grzechu. Łamane jest nie tylko konkretne przykazanie, ale odrzucana jest w formie dużo bardziej zasadniczej więź miłości - ginie bowiem pragnienie podobania się Bogu, umiera cnota religijności, grzech staje się jakby podwójny, złożony dar został Dawcy zabrany... "Ból" Boga staje się większy. Jeśli więc podjęcie życia zakonnego jest niepodważalnym darem człowieka złożonym Bogu, to niewątpliwie prawdą jest, że jeśli ktoś dał więcej, to rzeczywiście dał więcej i w tym sensie możemy delikatnie dodać, że jest to owe "wyżej" - wyżej w hierarchii składanych darów.

     Aby potwierdzić moje słowa chciałbym odwołać się do najwyższego autorytetu, jakim jest Ojciec Święty. W Adhortacji Apostolskiej jaka powstała po synodzie poświęconym życiu konsekrowanemu Jan Paweł II napisał bardzo jednoznaczne słowa. Rady ewangeliczne, poprzez które Chrystus wzywa niektórych, aby dzielili Jego doświadczenie dziewictwa, ubóstwa i posłuszeństwa, wymagają od tego, kto je przyjmuje, zdecydowanej woli całkowitego upodobnienia się do Niego. "Żyjąc w posłuszeństwie, niczego nie posiadając na własność i zachowując czystość", osoby konsekrowane wyznają, że Chrystus jest Pierwowzorem, w którym wszelka cnota osiąga doskonałość. Jego sposób życia w czystości, ubóstwie i posłuszeństwie jawi się bowiem jako najbardziej radykalna forma życia Ewangelią na tej ziemi, forma - rzec można - Boska, skoro przyjął ją On sam, Człowiek-Bóg, jako wyraz więzi łączącej Jednorodzonego Syna z Ojcem i z Duchem Świętym. Oto dlaczego chrześcijańska tradycja mówiła zawsze o obiektywnej wyższości życia konsekrowanego (Vita consecrata, 18). Sądzę, że właściwie po takiej wypowiedzi nic więcej dodawać nie trzeba.

     Jednocześnie bez trudu możemy zauważyć, że w ewangelicznym rozumieniu "wyżej" należy rozumieć jako... "niżej". Skala duchowości jest bowiem odwrotna do naszych ludzkich, światowych "systemów mierzenia". Ona bowiem zagłębia się w przestrzeń pokory, a nie wznosi na wyżyny poważania karmiąc pychę. O tym także warto pamiętać!

     Do całości sprawy dodajmy i to, że zestawianie - na zasadzie antagonizmu - "kapłan zakonny - kapłan diecezjalny" i wyprowadzanie wniosków "kto lepszy, kto gorszy?" nie ma ani jakiegokolwiek uzasadnienia, ani też do niczego nie prowadzi, co najwyżej do poplątania pojęć i poróżnie nia obu stanów. Bez trudu bowiem możemy przytoczyć przykład świętego kapłana diecezjalnego (np. Jana Vianey, proboszcza z Ars) i bardzo "nieświętego" zakonnika jakim był inkwizytor Torrquemada (jak ich wszystkich ocenić, przygarnąć i zbawić? - jeden Pan Bóg wie i - jak ufam - potrafi...).

     Świadomość, że każdy ma sobie właściwe miejsce w Kościele i nie należy przykładać jednakowej linijki do poszczególnych form powołania również znajduje swoje odbicie w cytowanej wyżej Adhortacji. Jan Paweł II wyraża to następująco: W tej harmonii jedności darów każdy z podstawowych stanów życia ma za zadanie wyrażać - we właściwym mu zakresie - taki lub inny wymiar jedynej tajemnicy Chrystusa. Jeśli głoszenie ewangelicznego orędzia w sferze rzeczywistości doczesnych jest szczególną misją życia świeckiego, to w łonie wspólnoty kościelnej niezastąpioną rolę odgrywają ci, którzy należą do stanu duchownego, a nade wszystko Biskupi. Ci ostatni mają prowadzić Lud Boży głosząc Słowo, udzielając sakramentów i sprawując świętą władzę w służbie kościelnej komunii, która jest komunią organiczną, zorganizowaną według porządku hierarchicznego. Natomiast w ukazywaniu świętości Kościoła obiektywne pierwszeństwo należy przyznać życiu konsekrowanemu, jako że odzwierciedla ono sposób życia samego Chrystusa. Właśnie dlatego najobficiej objawiają się w nim ewangeliczne dobra i najpełniej urzeczywistnia cel Kościoła, to znaczy uświęcenie ludzkości (Vita consecrata, 32).

     Myślę, że w świetle tej ostatniej wypowiedzi warto popatrzeć na Twój podstawowy dylemat. Chcesz więcej dla Boga. Widzisz, że więcej oznacza "kapłaństwo + konsekracja zakonna". Stąd zostajesz "skazany" na ten wybór i w rzeczywistości nie masz żadnego wyboru. I to jest Twój problem. Ale czy w tej dedukcji nie pojawił się żaden błąd?

     Myślę, że tak. Posłużę się obrazem. Obok Ciebie żyje osoba potrzebująca, a Tobie niczego nie brakuje. Umówmy się, że masz znaczne środki finansowe. Możesz pomóc. I pomagasz. Możesz dać 100 zł, ale możesz ofiarować 1000 zł. Co robisz? Dajesz więcej. Ale dając, nagle uświadamiasz sobie, że właściwie nie miałeś okazji wybrać. Zostałeś skazany na to, by dać więcej. Musisz dać więcej... Czy takie ujęcie tej sytuacji jest do przyjęcia? Czy wybierać mniej w imię zachowania prawa do decydowania nie urasta do absurdu? Otóż w temacie daru, ofiary z siebie, a przypomnę, że o tym właśnie cały czas mówimy, nie ma miejsca na wybór. Istnieje tylko jedna droga: więcej, wyżej, pełniej. Jeśli zechcesz mieć możliwość wyboru, to tylko za cenę cofania się, dawania mniej (choć można było więcej).

     Skąd rodzi się Twój niepokój, Arku? Sądzę, że u jego podstawy kryje się istniejące upodobanie, już dokonany wybór. Postaraj się to rozeznać. Problemem dla Ciebie tak naprawdę nie jest brak wyboru, ale to, że ten wybór "nie może" pójść w stronę kapłaństwa diecezjalnego, z uwagi na to, że jakby było ono mniej wartościowe. A przecież tak nie jest. To dwie drogi. Prowadzą do jednego celu i wcale kapłan diecezjalny nie musi sobie robić żadnych wyrzutów w poczuciu "niespełnienia". Różnią się tylko obranymi środkami. Już powiedzieliśmy, że różnienie ich ze sobą nie ma żadnego uzasadnienia i jest nieporozumieniem.

     Chciałbym wyraźnie podkreślić: jestem przekonany, że jak ów ewangeliczny młodzieniec "chcesz więcej". Pragniesz kierować się miarą doskonałości. Ponadto, postrzegam w Twojej wypowiedzi optymistyczne światełko. Oto stojąc z boku mogę z głębokim przeświadczeniem stwierdzić: Arku, coś istotnego w Tobie się narodziło! Nie zauważyłeś tego, a jednak! Dziwisz się pewnie: O co chodzi? Otóż to jasne. Przypomnij sobie słowa Chrystusa: komu więcej dano, od tego więcej wymagać się będzie. Dar, jaki człowiek winien złożyć z siebie jest proporcjonalny do wezwania. Im więcej wlewa Bóg w duszę ludzką pragnienia miłowania Go, a osoba podejmuje to w duchu współpracy i pragnieniu odpowiedzenia miłością na miłość, tym większa też gotowość - u tego człowieka - do daru z siebie bez ograniczeń, bez uwarunkowań. Inaczej mówiąc: jeśli dana osoba nie odkrywa w sobie tego głębokiego, wewnętrznego poruszenia do doskonałości bezwzględnej, do dania wszystkiego, aż po końce swoich włosów, to zapewne zadowoli się tym, co mniej wymagające. Jeśli natomiast konsekracja zakonna ją "prowokuje", może nawet w jakimś sensie wywołuje bunt, niepokój, to znaczy, że Bóg wziął tę człowieczą materię i zaczął jak ciasto ugniatać, aby z niego "upiec chleb na swój stół". Dodajmy: stół oddania w ślubach czystości, ubóstwa i posłuszeństwa.

     Jeśli młody człowiek wiedziony jest pragnieniem doskonałości, to nie może się w tej drodze zatrzymać na stopniach pośrednich. Proces ogołacania ze swoich egoistycznych pragnień (a wyrażają się one np. w tym, że już wcześniej się wybrało jakąś drogę, a teraz usiłuje się to uczynić wolą Bożą) nie jest ani szybki, ani bezbolesny. Wydaje mi się, że jesteś na tej drodze Arku.

     W Twoich słowach rozpoznaję nutkę żalu. że droga większej doskonałości, pełniejszego ogołocenia, oddania wszystkiego, zaw iera się w tej jednej formie życia. Ale czy pomyślałeś skąd się bierze ten niepokój? Czy nie wynika on z tego, że gdzieś w zakamarkach Twojej świadomości decyzja o dalsze- drodze życia już zapadła, a oto teraz okazuje się, że trzeba iść dalej?

     Boisz się Arku, aby słowa o pełniejszym oddaniu siebie w kapłaństwie zakonnym - z uwagi na połącznie sakramentu z konsekracją poprzez śluby - nie "wybrały" za Ciebie. Aja odpowiem, że one już wybrały... Oto sposób jaki Bóg obrał, by poprzez proces duchowego ogołacania "wykuwać" Twoje powołanie. Oto dokonuje się w Tobie proces oczyszczania z intencji i pragnień, które nie należą do Boga. Polega on najpierw na zro- zumeniu możliwych dróg. Rozpoznajesz je - dostrzegasz dwie. Następny etap, to ocena. To też ma już miejsce: wiesz, że istnieje rozwiązanie bardziej "bezpieczne, zachowawcze" i drugie: droga bardziej wymagająca. Dalszy - trzeci - etap to odkrycie istoty ludzkiego życia - wiesz, że jest nią zjednoczenie z Bogiem, danie Mu wszystkiego, czego oczekuje, pełne, definitywne, bezwarunkowe. I oto w kolejnym odcinku tego procesu rodzi się pytanie: którędy iść? Ale skoro doszedłeś do tego punktu, to czy takie pytanie może być w ogóle dylematem? Pisałem już o tym: w takim przypadku zawsze należy dać 1000 zł, czyli więcej. W końcu, czy w kategoriach daru istnieje jakiś limit? Chyba tylko jeden: limit hojności ludzkiego serca...

     Niech łaska Ducha Świętego rozszerza przestrzenie Twojego serca aż ku granicom nieskończoności. Pozdrawiam Cię mocno.

     Z pamięcią w modlitwie

ks. Józef Tarnawski SP

Kwartalnik Katolicki

nr 47


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej