Nadopiekuńcza babcia(...) Mam czteroletniego syna i półtoraletnią córeczkę. Moim wielkim problemem jest miewyżycie się macierzyńskie" mojej mamy. Od roku coraz bardziej odbiera mi syna. Mówiże jestem złą matką, za mało dbam o niego, a zwłaszcza oferuję mu za mało rozrywek. Ja przecież muszę zajmować się dwójką małych dzieci, domem, gotować, prać, robić zakupy oraz dorabiać korepetycjami. Mąż też dużo pracuje. Wielką wartością jest dla nas wspólne spędzanie niedzieli - uczestnictwo we Mszy, a potem zwykły, ale wspólny spacer. Niestety, mama zabiera syna na prawie wszystkie weekendy: przychodzi po niego w piątek po południu, a odebrać go mogę dopiero w niedzielę wieczorem. Zabiera też syna w tygodniu.Moi rodzice wywierają na nas ogromną presję, byśmy się na to wszystko zgadzali. Mieszkamy w mieszkaniu, które jest ich własnością. Mąż pracuje w warsztacie ojca. Z początku opieka mamy nad synem była dla nas wygodna. Po pewnym czasie zaczęłam się jednak niepokoić. Mama zapowiada, że po przejściu na emeryturę będzie syna zabierać częściej. Manipuluje mną i synem tak, że nawet jeśli na początku nie zgadzam się na oddanie syna, to w końcu jednak staje się zadość jej zachciance. Zaczęła zajmować się dzieckiem dopiero wtedy, gdy skończyło 3 lata. Wcześniej jakoś nie miała na to ochoty. Czuję się wykorzystana i lekceważona - mama nie zwraca uwagi na moje zdanie. Mam wrażenie, że jej wcale nie chodzi o dobro mojego syna, tylko o przyjemność przebywania z dzieckiem i korzystanie z jego towarzystwa, zwłaszcza że relacja między moimi rodzicami jest kiepska. Czuję, że ja i syn jesteśmy jej ofiarami. Anna Droga Anno! "Zapomniał wół, jak cielęciem był"A raczej moi drodzy! Chciałbym bowiem, abyście tę odpowiedź przeczytali we dwoje - Ty i Twój mąż. Zacytowałem Twój list niemal w całości, za tydzień dalsza jego część, bo spodobał mi się pomysł swoistego świadectwa. Zresztą moim zdaniem dotyczy on palącego problemu wielu młodych rodziców."Zapomniał wół, jak cielęciem był" - tak najkrócej scharakteryzować można by większość pouczeń i pretensji, jakie dziadkowie kierują pod adresem młodych rodziców. Oni po prostu wiedzą wszystko lepiej, co jest dla dziecka dobre, co właściwe, no i mają zdecydowanie więcej czasu niż zapracowani rodzice. Próbują więc przejąć nad dzieckiem opiekę, uciekając się nieraz do haniebnych i karygodnych zachowań. Bo pomimo wszystkich dobrych intencji trudno mi inaczej nazwać manipulowanie dzieckiem, jego uczuciami, a nade wszystko, tworzenie przepaści pomiędzy dzieckiem i jego rodzicami. Toż to nie tylko grzech, lecz przestępstwo i krzywda, która wcześniej czy później przyniesie gorzkie owoce całej rodzinie. Piszesz Anno, że czujesz się wykorzystywana i lekceważona, że masz wrażenie, iż matce zależy na własnej korzyści, a nie na dobru dziecka, czujesz się manipulowana i szantażowana. Czy rozmawiacie we dwoje o Twoich uczuciach? Czy dzielisz się nimi z mężem? Czy jego odczucia są podobne? Jeśli tak, to znaczy, że Wasze sumienia zwracają Wam uwagę na tę sprawę. Trzeba rozważyć realne możliwości poprawy istniejącego stanu. Będzie to praca niełatwa. Rodzice mają wiele atutów i wykorzystują je bez skrupułów. A Wy jesteście między młotem a kowadłem. Bo trzeba stanowczo, ale i grzecznie zaznaczyć własne granice, zadbać o Waszą rodzinę. Przede wszystkim zapraszam do szczerej i gorącej modlitwy w tej intencji. W tak trudnej sprawie tym bardziej trzeba zaprosić Pana Boga. To, co po ludzku jest zbyt trudne lub prawie niemożliwe zostaje zmienione dzięki pomocy i opiece Bożej. Za tydzień zastanowimy się natomiast, co Wy możecie zrobić. Ks. JAN
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |