Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Na manowcach - czwarta wyprawa krzyżowa

     Tytuł niniejszego szkicu został przejęty z wielkiego dzieła Stevena Runcimana Dzieje wypraw krzyżowych (t. III, Warszawa 1987) - najobszerniejsze i najbardziej kompetentnego studium na ten temat dostępnego w języku polskim.

     Rozdział poświęcony bezpośrednio IV krucjacie uczony ten zatytułował Krucjata przeciw chrześcijanom, dotykając tym samym stoty rzeczy i wyjaśniając tytuł ogólniejszy. Istotnie, zarówno osąd moralny, jak polityczny wydarzenia, którego 800-lecie za kilka miesięcy powinno być pretekstem do głębszej i gorzkiej refleksji, nie mogą .wpaść inaczej niż negatywnie. Można by zapewne nie zgodzić się ze zdaniem Runcimana: "Czwarta wyprawa krzyżowa była największą w dziejach zbrodnią przeciwko ludzkości" (dzieło swoje ogłosił v pierwszej połowie lat pięćdziesiątych XX - wieku), ale trudno zakwestionować kolejną opinię: "Spoglądając na tę krucjatę z perspektywy historii powszechnej, nie można mieć wątpliwości, że odegrała ona rolę katastrofalną". Wrócimy do tej sprawy pod koniec artykułu.

     Bądźmy sprawiedliwi: ani surowy osąd moralny, ani negatywny bilans polityczny, który wszak dopiero ex post daje się ustalić, nie oznaczają, że z punktu widzenia uczestników i inicjatorów IV wyprawy krzyżowej nie występowały momenty działania racjonalnego, a sprowadzanie wszystkiego do czysto przyziemnych, egoistycznych motywów (choć tych było w 1204 roku więcej i były mniej zawoalowane niż w przypadku poprzednich krucjat) nadmiernie zniekształciłoby perspektywę.

     Krótko mówiąc, wbrew wszelkim pierwotnym założeniom i bez wątpienia wbrew przekonaniu znacznej części uczestników, starannie i długo przygotowywana wyprawa krzyżowa, która otrzymała kolejny numer "cztery", nie skierowała się bynajmniej do Palestyny i Syrii, lecz przeciwko jak najbardziej chrześcijańskiemu Cesarstwu Bizantyjskiemu, a została uwieńczona zdobyciem Konstantynopola i niemal całej Grecji i założeniem tzw. Cesarstwa Łacińskiego, Romanii, która jedynie w oczach zdobywców mogła uchodzić za kontynuację Cesarstwa Romajów. Jak mogło do tego dojść? "Prahistoria" IV krucjaty była dość długa i mocno zawikłana. Wiemy, że śmierć cesarza Henryka VI (1197) i rozpoczynający się w Cesarstwie Zachodnim długotrwały okres walk wewnętrznych, podobnie jak coraz dobitniej zarysowujący się groźny konflikt francusko-angielski, skutecznie wyeliminowały na dłuższy czas czołowych władców europejskich z roli możliwych przywódców ruchu krucjatowego. Od 1198 roku na Stolicy Piotrowe zasiadał Innocenty III - bez wątpienia jedna z najwybitniejszych postaci w galerii średniowiecznych papieży. Od samego początku swego pontyfikatu papież ten energicznie zmierzał do nowej wyprawy w celu oswobodzenia Grobu Chrystusa i wspomożenia skromnych pozostałości tamtejczysz państw krzyżowych, zarazem jednak - wzorem Urbana Ii i pierwszej krucjaty - do przechwycenia nie tylko inicjatywy, lecz także faktycznego przewodnictwa planowanej krucjaty. W bulli krucjatowej, ogłoszonej w sierpniu 1198 roku, apelował do episkopatu, wyższej szlachty i miast Italii (tylko bowiem od tych ostatnich mógł spodziewać się dostarczenia niezbędnej floty morskiej); monarchów europejskich ostentacyjnie pomijał, przypisując im niepowodzenia i klęski poprzednich wypraw.

     Nigdy się nie dowiemy, czy mądry i trudno poddający się egzaltacji papież rzeczywiście myślał, że bez zaangażowania się królów wyprawa będzie miała szanse powodzenia. Entuzjazm wywołany przez wspomnianą bullę i dobrze zorganizowaną propagandę krucjatową, jaka \przetoczyla się głównie przez Francję, w skromniejszym stopniu przez Niemcy i inne kraje, okazał się wszakże i tym razem ogromny. We Francji zasłynął swoimi płomiennymi kazaniami zwłaszcza kapłan Fulko z Neuilły, który dobrze wsłuchując się w nabierający znaczenia tak zwany ruch ubogich (ruch ten został notabene przez Innocentego III zręcznie wykorzystany w interesie Kurii rzymskiej do przezwyciężenia oporów rozmaitych wpływowych instytucji kościelnych) i akcentując nie polityczne i eschatologiczne, ale moralne cele, przyczynił się do ukształtowania zapewne szczytnego etycznie, ale karkołomnego politycznie poglądu, że nie bogacze i władcy, lecz jedynie ubodzy są godni odzyskania Grobu Pańskiego.

     Czas jednak płynął, a sprawa nie posuwała się zbytnio naprzód. Papież, napotykając i tutaj ogromne opory (m.in. u tak dotąd posłusznych mu cystersów), nałożył 2,5-procentowy podatek na wszelkie dochody kościelne. Jesienią 1199 roku nastąpił swego rodzaju przełom: w Szampanii, w trakcie pewnego turnieju rycerskiego, doszło do eksplozji nastrojów krucjatowych. Krzyż podjęli m.in.: Teobald hrabia Szampanii, Ludwik hrabia Blois i marszałek Szampanii Gotiryd de Villehardouin (któremu zawdzięczamy opis wyprawy znakomity jako źródło historyczne i jako dzieło literackie). Wkrótce dołączył Baldwin hr. Flandrii i Hainaut i wielu rycerzy północnofrancuskich. Hrabiowie-inicjatorzy wysłali do Italii upełnomocnionych posłów w celu zawarcia z którymś z tamtejszych miast-państw układu mającego zapewnić transport i zaopatrzenie wojska w planowanej wyprawie.

     Wybór wysłanników padł na Wenecję, której sędziwy doża Enrico Dandoło z właściwą sobie przenikliwością, ale i trudnym do przewyższenia cynizmem, dostrzegł przed swoim państwem niepowtarzalną szansę zdobycia wyjątkowej pozycji we wschodniej części basenu Morza Śródziemnego. Republika św. Marka zobowiązywała się dostarczyć statków i zaopatrzenia na okres jednego roku dla 4500 rycerzy, 9000 giermków i 20 000 pieszych, a poza tym 50 okrętów wojennych do bezpośredniego udziału w krucjacie, w zamian za ogromną sumę 85 000 srebrnych grzywien płatnych w czterech ratach. Jako cel wyprawy określono Egipt, co było decyzją właściwą z militarnego i politycznego punktu widzenia, ponieważ jednak obawiano się oburzenia niewyrobionych politycznie krzyżowców, którym przecież droga była myśl o wyzwoleniu Jerozolimy, a nie podbój Egiptu, ten punkt porozumienia zdecydowano na razie utrzymać w tajemnicy.

    Cynizm Wenecjan polegał na tym, że niemal równocześnie, oczywiście w tajemnicy przed "Frankami", zawarli korzystny dla siebie traktat z sułtanem Egiptu. W zamian za udostępnienie portów w delcie Nilu Wenecjanie przyrzekli nie udzielać poparcia żadnej wyprawie zachodniej skierowanej przeciw Egiptowi.

     Ciekawe, jak dalej potoczyłyby się losy IV krucjaty, gdyby krzyżowcy mogli wywiązać się ż warunków przewidzianych układem z Wenecją. Tymczasem zmarł Teobald z Szampanii, wobec czego w czerwcu 1201 roku baronowie wybrali na swego przywódcę margrabiego Bonifacego z Montferratu. Kolejny termin rozpoczęcia krucjaty minął w kwietniu 1202 roku. Część krzyżowców (Burgundczycy i Prowansalczycy) zdecydowało się ruszać osobno i powędrowało przez Marsylię, natomiast Francuzi z północy i niezbyt liczny kontyngent niemiecki udali się do Wenecji. I tu zaczęły się prawdziwe problemy. Zebrało się bowiem ledwie 10 000 ludzi, Wenecjanie zaś żądali, zgodnie z literą traktatu, zapłaty za 33 500. Powstał ogromny dług, którego krzyżowcy w żaden sposób nie byli w stanie spłacić.

     Wtedy doża Dandolo wystąpił z nieoczekiwaną propozycją: jeżeli krzyżowcy zdobędą i przywrócą Wenecjanom miasto Zadar (Zara) na wybrzeżu dalmatyńskim, które kilkanaście lat temu oderwało się od Wenecji i odtąd pozostawało pod panowaniem króla Węgier, wtedy uzyskają odroczenie spłaty długu. Przywódcy krucjaty nie widzieli innego wyjścia z sytuacji i mimo oporów, jakie ta intryga wywołała w wojsku, oburzonym perspektywą napaści na posiadłość chrześcijańskiego władcy (król węgierski sam czynił przygotowania do krucjaty), a także mimo energicznego sprzeciwu papieża, w listopadzie 1202 roku Zadar został zdobyty. Papież obłożył zrazu całą armię ekskomuniką kościelną, później jednak, uznając, że krzyżowcy działali pod przymusem, zwolnił z niej Francuzów i Niemców. Pragmatyzm kazał wybitnemu papieżowi i w tej sytuacji, i niejednokrotnie później godzić się z sytuacją i aprobować poczynania niemające nic wspólnego z ideałami krucjatowymi, w nadziei że nawet one mogą służyć naczelnemu celowi, jakim była walka w Ziemi Świętej.

     Przezimowano w Zadarze, a tymczasem zaszły nowe ważne wydarzenia. Na przełomie 1202 i 1203 roku przybyli posłowie od króla niemieckiego Filipa Szwabskiego i jego szwagra, pretendenta do tronu bizantyjskiego, Aleksego (IV) Angelosa. Ojciec jego Izaak II Angelos został przez swego brata Aleksego III oślepiony i pozbawiony tronu. Młody Aleksy IV zbiegł z więzienia i udał się na Zachód po pomoc w odzyskaniu tronu. W zamian za przywrócenie panowania ojca w Konstantynopolu pretendent obiecywał złote góry: unię kościelną z Rzymem, spłacenie Wenecjan i pomoc 10 000 żołnierzy bizantyjskich w krucjacie. Doża Dandolo poparł ochoczo ten plan, baronowie z Bonifacym z Montferratu na czele, choć nie wszyscy, przychylili się do niego. Innocenty III protestował w połowie 1203 roku przeciwko tak radykalnej zmianie celu "krucjaty", ale bezskutecznie - w tym momencie wojska krzyżowe w towarzystwie samego pretendenta były już w drodze. 24 czerwca 1203 roku flota przybiła do Chalkedonu, naprzeciw stolicy imperium, następnie krzyżowcy zajęli jej przedmieście - Galatę, wysadzili łańcuch broniący dostępu do portu w Złotym Rogu, a 17 lipca przystąpili do ataku na miasto. Wprawdzie najemnicy angielscy i duńscy zdołali je obronić, ale Aleksy III zbiegł, zaś Izaak II i Aleksy IV jako współcesarz objęli panowanie. Rychło miało się okazać, że ich władza jest iluzoryczna, marionetkowa, a obietnice poczynione krzyżowcom są przysłowiowymi gruszkami na wierzbie. I tak wroga łacmnikom ludność stolicy wywołała w styczniu 1204 roku powstanie, obaj cesarze - ojciec i syn - zostali zamordowani. Krzyżowcy nie mieli zamiaru respektować zmiany na tronie cesarskim. Nastąpił nowy, tym razem udany, atak na miasto. 13 kwietnia 1204 roku Konstantynopol został zdobyty.

     Los dumnej stolicy był straszny. "Barbarzyństwo zdobywców Konstantynopola przeszło wszelkie wyobrażenia" (S. Runciman). Przez trzy dni trwało plądrowanie miasta. Zniszczeniu bądź w lepszym przypadku zrabowaniu uległo mnóstwo zabytków (w dużej mierze jeszcze antycznych), rozwijało się prawdziwe polowanie zarówno na kosztowności, jak również na relikwie; nastąpił prawdziwy zalew i jednych, i drugich w Europie (szczególnie w Wenecji). Nie szczędzono duchowieństwa, klasztorów i kościołów schizmatyckich. "W kościele Bożej Mądrości (Hagia Sophia) pijani żołnierze zdzierali jedwabne zasłony, rozbili na kawałki srebrny ikonostas, deptali po świętych księgach i ikonach. Kiedy rozpasani żołnierze zaczęli popijać z naczyń liturgicznych, jedna z ladacznic zasiadła na tronie patriarszym i zaśpiewała karczemną piosenkę francuską. W klasztorach gwałcono zakonnice" (Runciman). Bezsilny był gniew papieża. Innocenty III w liście (maj 1204?) do przywódcy krzyżowców Bonifacego z Montferratu na próżno grzmiał: "Wy, niemający względem Greków żadnych praw jako też władzy, daliście się poznać tym, że wasi, złożywszy śluby czystości, szybko się [im] sprzeniewierzyli, skoro zwróciliście broń nie przeciw Saracenom, lecz przeciw chrześcijanom, nie dążąc do odzyskania Jerozolimy, lecz do zajęcia Konstantynopola, przedkładając dobra doczesne nad bogactwo niebieskie. A winę waszą potęguje niezmiernie to, że niektórzy, nie bacząc na stan duchowny ani na wiek, ani też na płeć, na oczach ludzkich uprawiając nierząd, cudzołóstwo i nieprawość, nie tylko żony i wdowy, ale również matrony i dziewice Bogu powierzone wystawili na pohańbienie ze strony młokosów. I nie wystarczyło wam wyczerpanie bogactw cesarskich, jako też złupienie zarówno bogatych, jak i biednych, lecz wyciągnęliście ręce po skarby Kościoła, a co gorsze, po majątki kościelne, ściągając z ołtarzy srebrne tablice, zaś po sprofanowaniu kościelnego sanktuarium grabiąc ikony, krzyże i relikwie, ażeby Kościół grecki, poniżony takimi prześladowaniami, odmówił powrotu pod obediencję Stolicy Apostolskiej, która dopatrzywszy się u łacinników zgubnych przykładów i ciemnych sprawek, mogła odnieść się do nich z większą odrazą aniżeli do psów" (przekład J. Hauzińskiego z drobnymi zmianami).

     Papież miał pełną rację. Krzyżowcy powołali na tron cesarski Baldwina z Flandrii. Proklamowane w 1204 roku Cesarstwo Łacińskie (Romania) w Konstantynopolu przetrwało do 1261 roku, kiedy to prawowici cesarze bizantyjscy, którzy schronili się wraz ze swoimi zwolennikami w małoazjatyckiej Nikei, odzyskali stolicę. Było ono dziwnym tworem, bez szans trwałości, rozdzieranym sprzecznościami i rywalizacją baronów, ustawicznie zagrożonym z zewnątrz. Nie musimy bliżej zapoznawać się z jego dziejami ani z dziejami innych władztw europejskich powstałymi po 1204 roku na terenie Grecji, które częściowo nawet przeżyły upadek Cesarstwa Łacińskiego. Krzyżowcy w 1204 roku zadali śmiertelny cios cesarstwu, które ciągle przodowało cywilizacyjnie w Europie i które przez tyle stuleci zasłaniało Europę przed koczownikami ze wschodu. Gdy w XIV wieku pojawi się i będzie potężniało zagrożenie osmańskie, będzie już ża późno. Mimo restytucji Cesarstwa Nikejskiego w Konstantynopolu w 1261 roku nigdy nie odzyskało ono poprzedniej siły i świetności. Kościół rzymski zyskał tylko pozornie i na krótko; na dłuższą metę rok 1204 (jak się wydaje, dopiero on, a nie rok 1054!) wykopał przepaść nie do zasypania pomiędzy dwoma wielkimi odłamami chrześcijaństwa. Skutki tego są widoczne do dziś.

     Wreszcie "krucjata" 1204 roku i powstanie Cesarstwa Łacińskiego były wydarzeniem zdecydowanie niepomyślnym z punktu widzenia wegetujących jeszcze pozostałości Królestwa Jerozolimskiego (bez Jerozolimy) i pozostałych państw krzyżowych. Chęć Europejczyków do przybywania i osiedlania się w niegościnnej i zagrożonej z zewnątrz Palestyny i SyriL zdecydowanie po 1204 roku zmalała, jako że "łacińskie" Bałkany nie bez słuszności wydawały się znacznie atrakcyjniejszym obszarem, obiecującym lepsze możliwości awansu społecznego. Pozostanie więc "krucjata" 1204 roku monumentem politycznej krótkowzroczności, ideowego zagubienia się, dywersją wobec rzeczywistych interesów ruchu krucjatowego.

Jerzy Strzelczyk

Czytelnikom pragnącym dowiedzieć się z pierwszej ręki szczegółów "krucjaty" 1204 roku poleciłbym niedawno opublikowane polskie przekłady dwóch podstawowych jej kronik (przekład i opracowanie Z. Pentek): Robert de Clari, Zdobycie Konstantynopola, Poznań 1997 i Geoffrey de Villehardouin, Zdobycie Konstantynopola, Poznań 2003. Kronikarska dokładność i doskonała forma literacka (oryginały obu dzieł spisane zostały w języku starofrancuskim) nie mogą oczywiście zatrzeć jednostronności i tendencyjności obu kronik.

Miejsca Święte, nr 83


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Zagadki | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej