Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Slumsy Nairobi

     Jak możemy konkretnie pomóc ludziom cierpiącym nędzę w krajach misyjnych. Zosia i Oktawiusz opowiadają o jednej z takich możliwości, którą sami zrealizowali - o wyjeździe na misje w ramach wolontariatu misyjnego.

     Oktawiusz: ...Zosia teraz jedzie na rok do Zambii!...

     Zosia: Jak wszystko dobrze pójdzie... - śmieje się.

     Izabela Bętkowska: Czy jedziesz w to samo miejsce, w którym byłaś poprzednio?

     ZOSIA: Nie, ja tam nigdy nie byłam. Wiem tylko, że jest tam szpital i są dzieci chore na AIDS...

     Jedziesz pracować do szpitala, tak?

     ZOSIA: Jestem rehabilitantką. Robiłam kursy medycyny tropikalnej, ale to nie to, co Oki-doktor! - śmieje się. - Lekarze są tam bardzo potrzebni!

     Zosia była przez dwa miesiące w Kenii. Pracowała w slumsach z dziećmi ulicy, a potem przyjechała do Ugandy, gdzie od dwóch miesięcy był już Oktawiusz. Tam spędzili jeszcze miesiąc. Jest rehabilitantką. Oktawiusz - studentem szóstego roku medycyny. Oboje brali udział w salezjańskim projekcie misyjnym "Afryka 2000", realizowanym przez Salezjański Wolontariat Misyjny (SMW). Byli na misjach po raz pierwszy.

     SWM jest stowarzyszeniem ludzi świeckich, głównie studentów (obecnie należy do niego około 50 osób z całej Polski), którego głównym celem jest szerzenie idei misji. Wolontańusze gromadzą fundusze na poszczególne projekty (przeprowadzane zarówno na kontynencie afrykańskim jak tez i w Polsce) i sami biorą w nich udział. W Afryce wykonują prace pedagogiczne, medyczne, budowlane... Muszą też zebrać pieniądze na swój przelot i pobyt w Afryce.

     ZOSIA: Kenia jest krajem strasznych kontrastów. Centrum wygląda tak jak Warszawa. Kiedy wysiedliśmy w Nairobi (stolicy kraju) myśleliśmy, że pomyliliśmy samoloty! Wyobrażaliśmy sobie lepianki albo coś podobnego. A tutaj - mercedesy, wieżowce, piękna architektura... Straszna niesprawiedliwość: dwie trzecie populacji stanowią ludzie żyjący w slumsach, ale na mapie obszar slumsów w ogóle nie istnieje, na ich miejscu jest narysowany park. Czytaliśmy w przewodniku, że można w nim zobaczyć egzotyczne ptaki... a tam ludzie żyją w takich warunkach, że strach!

     Kenia jest krajem głównie rolniczym. Stopa inflacji w Kenii wyniosła w 1992 roku 30,6%, a dochód narodowy na mieszkańca - 300 USD. Najwięcej ludzi znajduje zatrudnienie w usługach, a pokaźna część społeczeństwa - mieszka w slumsach - skrajnie ubogich dzielnicach wielkich miast.

     Jak wyglądają slumsy? Przypominają miasteczko? Czy są duże?

     ZOSIA: Tak, w slumsach domek stoi obok domku, Uliczki są bardzo wąskie. Śmialiśmy się, że można sobie tam wynająć hotelik... Trzygwiazdkowy - to byłby barak z blachy, dwugwiazdkowy - z trzciny oraz gliny zmieszanej z papierem, a jed- nogwiazdkowy - z papieru, kartonu, folii... Dosłownie śmietnisko!

     Tam nie pada?

     ZOSIA: Pada!

     To wszystko musi się rozpuszczać...

     ZOSIA: Przez slumsy idzie się tam jak w rynsztoku, bo nie ma żadnej kanalizacji! Co chwilę musisz się schylać, bo między domkami wiszą sznureczki, na których suszą się rzeczy. Strasznie ciasno. W Kenii są największe slumsy w całej Afryce; nazywa się je Kibela. Domek koło domku, domek koło domku... Różne - papierowe i nie tylko. W nich fryzjer... I internet! Kafejka internetowa też była! Salon fryzjerski wyglądał tak: to był pokoik, kwadracik dwa na dwa metry, tekturowy. Jedna ściana od strony uliczki cała oblepiona plakatem z blondyną, białą. I wiadro. Pan golił i wyrzucał włosy do wiadra. Takwięc w slumsach jest też trochę cywilizacji... Ale higiena - dosłownie zerowa. Szerzą się choroby, szczególnie tyfus.

     Często paradoks działalności charytatywnej polega na tym, iż tak zwanym ludziom dobrze się mającym wydaje się, że robią coś dobrego dla biedaków. Traktując ich przy tym - no właśnie - jak bezosobową masę, bezprzedmiotowo. W rzeczywistości, jeśli nie dojdzie między mną a człowiekiem ubogim do spotkania, do spotkania na płaszczyźnie ludzkiej, to nigdy nie zrozumiem, że jest on moim bratem (s. Małgorzata Chmielewska).

     ZOSIA: W slumsach jest bardzo biednie, nie ma co jeść, poziom moralny jest niski. Prawie każda dziewczyna jest prostytutką, większość mężczyzn należy do mafii... Tam nie ma jedzenia i bardzo dużo ludzi umiera na ulicy. Śmierć to dla nich coś takiego codziennego, zupełnie normalnego. Dzieci i rodzą się i umierają na ulicy. Myśmy się zastanawiali, dlaczego wszyscy tam mieli buteleczki... Jak jeden! I trzyletnie dziecko, i piętnastoletni chłopiec, nawet niemowlęciu matka dzieckiem dawała buteleczkę. ksiądz nam wyjaśnił, że oni z głodu wąchają klej! Mają na to pieniądze z makulatury, za którą dostają 9 szylingów. Klej kosztuje 9 szylingów, a bułka już 10. Dlatego bardziej im się opłaca kupić klej, który im starcza na tydzień. I tak sobie później leżą naćpane dzieci, pijacy... Slums w ogóle wygląda jak wielkie śmietnisko. Dla białego jest w slumsach niebezpiecznie. Jakby nie było z nami na przykład księdza, to byśmy chyba nie wyszli! Już pierwszego dnia nas zaczepiali. Ale później, gdy zaczęliśmy pracować, byli bardzo wdzięczni. Mimo, że byli na- ćpani, pijani... Nieraz policjant w centrum Nairobi pytał nas: "Czy wszystko w porządku?" - bo za nami szła chmara naćpanych brudasów. "Aaa, w porządku! To nasi przyjaciele ze slumsów!" - odpowiadaliśmy.

     To co czynimy jest mniejsze niż kropla w oceanie. Lecz bez tej kropli oceanowi brakowałoby czegoś. Nie ma znaczenia to, ile robimy, ale ile miłości wkładamy w to, co robimy (Matka Teresa z Kalkuty).

     ZOSIA: Istnieje duża potrzeba, żeby tam pojechali lekarze, rehabilitanci i ludzie, którzy chcieliby jakoś pomóc. Byliśmy jednymi z pierwszych białych, którzy tam pracowali. Chociaż ciężko to nazwać pracą, bo nie mieliśmy żadnej aparatury. Tomek z Karoliną mieli stetoskopy, jakąś lampkę do ust i trochę antybiotyków, które się bardzo szybko skończyły... Ale ludzie przychodzili przede wszystkim po to, żeby ktoś się nimi zajął, żeby ktoś ich oglądnął, osłuchał... To było widać. Pamiętam kobietę chorą na AIDS, która miała małego chłopczyka. Dostała od nas witaminę C dla dziecka. Była bardzo wdzięczna. Wychodząc, powiedziała nam, że bardzo dziękuje za lekarstwa, że jesteśmy pierwszymi ludźmi, którzy chcieli tam pracować i że widać, że jesteśmy z kraju, w którym ludzie już od dziecka znają Boga...bardzo ładnie nam powiedziała. I dodała, że jest bardzo wzruszona. Nam było strasznie głupio. Myśleliśmy sobie : "Aaa, bez sensu..."

     OKTAWIUSZ: Ale z drugiej strony - co więcej mogliśmy zrobić?

     ZOSIA: Tak. Tam są tysiące, tysiące ludzi... To cośmy robili to było, mniej niż kropla...

Izabela Bętkowska
eSPe, nr 58


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ] 
 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Zagadki | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej