Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Modlitwa nie wysłuchana

"Modliłem się, ale Bóg mnie nie wysłuchał. Tak długo prosiłem, ale On milczał, zostawił mnie samego, nie pomógł mi" - mówią niektórzy zawiedzeni na Bogu. Padają ofiarą własnego wyobrażenia o modlitwie, wyobrażenia dalekiego od wzoru, jaki dał uczniom Chrystus. Jest nią Modlitwa Pańska.

Zauważmy hierarchię spraw, z jakimi Chrustus uczy nas zwracać się do Boga: pierwsze trzy prośby dotyczą troski o chwałę Bożą: uświęcenie Jego imienia, przyjście Jego Królestwa i wypełnienie się Jego woli. "Bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi" - jest wyrazem gotowości całkowitego zdania się na Boga w sprawach codziennych.

Nie ma W tej modlitwie trajkotania, zasypywania Boga sprawami mało istotnymi. Jest prośba o chleb powszedni, czyli o bezpieczną egzystencję, ale więcej jest troski o duszę. Świadczy o tym prośba o przebaczenie win i gotowość przebaczania innym, prośba, by Bóg chronił nas przed pokusami, strzegł przed uleganiem złu.

"Ojcze nasz" to streszczenie najistotniejszych spraw, na których powinno zależeć człowiekowi wierzącemu. Czy jednak zależy mu na tym np., by świat zachwycił się Ewangelią, by czcił Jedynego Boga, żył oczekiwaniem na powrót Syna? Czy zależy mu bardziej na własnej duszy niż na ciele i materialnym powodzeniu? "Nie otrzymujecie, bo się źle modlicie, starając się jedynie o zaspokojenie waszych żądz" - tłumaczył apostoł Jakub milczenie Boga w pewnych sprawach.

W porównaniu z Modlitwą Pańską w naszych modlitwach ciągle za dużo przyziemności, drobiazgów, a za mało troski o sprawy wielkie - sprawy Boga i Chrystusowego Kościoła. Za mało też pokory, ufności i wytrwałości w sprawach prywatnych, za dużo roszczeń i niecierpliwości.

Przecież "Ojciec wasz wie, czego wam potrzeba, wpierw zanim Go poprosicie" - zapewniał Zbawiciel. On nie oczekuje od nas przesadnego gadulstwa, choć ceni naszą wytrwałą modlitwę. Oczekuje także naszego słuchania - wszak modlitwa to rozmowa - a nie monolog z listą naszych życzeń. Bóg - bliski i kochający Ojciec - doskonale wie, czego nam potrzeba. Wie lepiej od nas, co dla nas najważniejsze. Swoją wszechwiedzą obejmuje całe nasze życie, wie, jakie skutki pociągnęłoby za sobą wysłuchanie wszystkich próśb zgodnie z naszym życzeniem.

Trzeba uczyć się modlić jak Chrystus - najpierw o to, co najistotniejsze z punktu widzenia wiary, potem o naszą codzienność - o to, co dobre, godziwe; prosić umiejętnie, właściwie, a więc nie za wszelką cenę, ale o ile będzie to zgodne z wolą Bożą. Bo może się zdarzyć, że prosimy o coś, co tylko pozornie będzie dla nas dobre, co w przyszłości obróciłoby się przeciw nam. My nie możemy o tym wiedzieć, ale Bóg - tak. Może np. ucząc się pilnie, modliliśmy się o przyjęcie na wybrane studia, może prosiliśmy Boga o miłość konkretnej osoby... ale bez rezultatu. Pozostało rozgoryczenie, choć prawdopodobne jest, że wybrany kierunek studiów nie odpowiadałby naszym zdolnościom, może zamknąłby drogę do czegoś innego, w czym będziemy lepsi? Może człowiek, o którego zainteresowanie zabiegaliśmy, nie spełniłby naszych oczekiwań, może my nie umielibyśmy go kochać tak, jak pokochamy kogoś innego...

Tylko Bóg zna ostatecznie odpowiedź, dlaczego nie stało się tak, jak chcieliśmy. Jednego możemy być pewni. On w swej mądrości prowadzi nas zawsze najlepszą dla nas drogą.

Zdając się w modlitwie ostatecznie na Jego wolę, możemy mieć pewność, że Bóg wysłucha nas zawsze - z perspektywy naszego dobra ostatecznego da to, co dla nas w tej chwili najlepsze. Czasem będzie to właśnie zawieszenie realizacji naszej -chybionej po ludzku - prośby.

Renata Komurka

   

Wasze komentarze:
 Giewont: 09.03.2018, 17:50
 Modlilem sie chyba za duzo. Kilka rozancow na dzien, koronka, droga krzyzowa , litanie itp ze schodzilo mi to kilka godzin. Msza co dziennie przez kilka ladnych lat czesta spowiedz i co?co roku gorzej ze mna sie dzialo. Postanowilem wyluzowac troche z modlitwa .Mysle ze padla mi troche na psychike. Nie czuje spokoju a kazdy ksiadz mowi cos innego jakby sami nie wiedzieli jak pomoc. Pozdrawiam
 Emilka: 20.02.2018, 18:01
 Do Agata: 07.02.2018, 23:48 Jak napisałam w komentarzu poniżej (mam nadzieję, że koment. się ukaże) swego czasu prześladował mnie pewien człowiek, dodam, że uważałam go za przyjaciela. Po jakimś czasie znajomości w jego oczach zostałam k*** i materialistką, o czym mnie zapewniał przy każdej okazji. Skończyło się to dla mnie czarną pustką, z którą musiałam się zmagać, gdy dotarło do mnie, że on mnie nienawidzi (ja go lubiłam). Tak więc po popadnięciu w czarną pustkę, głównym celem mojego życia stało się wydobycie się z niej. Robiłam to odwracając moją uwagę od nieprzyjemnych myśli starając się czymś zająć, np.: modlitwą (nawet nie o jakieś łaski, tylko po to by zająć myśli), oglądałam seriale, filmy, dużo pracowałam itd. itd. Za wszelką cenę nie pozwalałam sobie na myślenie o mojej rozpaczy. Trwało to pół roku aż w końcu doszłam do siebie. Dzięki temu doświadczeniu: 1. uświadomiłam sobie, że nigdy nie będzie tak, że szczęście będę miała zaklepane już raz na zawsze, 2. wyrobiłam sobie nawyk nie zamartwiania się, bo i tak już byłam rozłożona na łopatki, więc więcej bym już nie zniosła. Po tym moje życie się poprawiło, ale potem znowu popadłam w różne problemy, np. problemy w pracy a następnie jej utrata, brak środków do życia, padłam ofiarą oszusta i inne mniejsze lub większe problemy, ale dzięki wyrobieniu sobie nawyku walki ze złymi myślami wydarzenia te praktycznie spłynęły po mnie, ewentualnie zmarnowałam max kilka dni, złoszcząc się. Twoja rozpacz i rwanie włosów z głowy i obwinianie Boga naprawdę niczego nie zmienią, chyba że na gorsze. Dlatego wszędzie mówią i piszą, że należy wszystkie sprawy oddać Bogu i nie martwić się nimi. Ja wtedy nie oddałam moich spraw Bogu, bo nie wiedziałam, że powinnam, pewnie wyszłabym na tej historii lepiej. Szczęścia absolutnego i tak nigdy nie osiągniesz. Jak patrzę po ludziach, których znam osobiście lub z opowieści, nawet ci z najlepszą sytuacją życiową, muszą się zmagać z różnymi nieprzyjemnymi sprawami. I wcale nie jestem pewna, czy chciałabym się z nimi zamienić. Przykro mi, ale tak po prostu jest. Pozytywne jest to, że można osiągnąć taki stan ducha, że życie przestaje boleć albo boli minimalnie. Mnie jest strasznie żal wszystkich zrozpaczonych, choć uwierz mi, że moja sytuacja jest podobnie kiepska jak ich albo jeszcze gorsza. Tym bardziej mi żal, że nie muszą być zrozpaczeni, ale tak wybierają.
 Emilka: 20.02.2018, 17:58
 Do Agata: 07.02.2018, 23:48 Jak napisałam w komentarzu poniżej (mam nadzieję, że koment. się ukaże) swego czasu prześladował mnie pewien człowiek, dodam, że uważałam go za przyjaciela. Po jakimś czasie znajomości w jego oczach zostałam k*** i materialistką, o czym mnie zapewniał przy każdej okazji. Skończyło się to dla mnie czarną pustką, z którą musiałam się zmagać, gdy dotarło do mnie, że on mnie nienawidzi (ja go lubiłam). Tak więc po popadnięciu w czarną pustkę, głównym celem mojego życia stało się wydobycie się z niej. Robiłam to odwracając moją uwagę od nieprzyjemnych myśli starając się czymś zająć, np.: modlitwą (nawet nie o jakieś łaski, tylko po to by zająć myśli), oglądałam seriale, filmy, dużo pracowałam itd. itd. Za wszelką cenę nie pozwalałam sobie na myślenie o mojej rozpaczy. Trwało to pół roku aż w końcu doszłam do siebie. Dzięki temu doświadczeniu: 1. uświadomiłam sobie, że nigdy nie będzie tak, że szczęście będę miała zaklepane już raz na zawsze, 2. wyrobiłam sobie nawyk nie zamartwiania się, bo i tak już byłam rozłożona na łopatki, więc więcej bym już nie zniosła. Po tym moje życie się poprawiło, ale potem znowu popadłam w różne problemy, np. problemy w pracy a następnie jej utrata, brak środków do życia, padłam ofiarą oszusta i inne mniejsze lub większe problemy, ale dzięki wyrobieniu sobie nawyku walki ze złymi myślami wydarzenia te praktycznie spłynęły po mnie, ewentualnie zmarnowałam max kilka dni, złoszcząc się. Twoja rozpacz i rwanie włosów z głowy i obwinianie Boga naprawdę niczego nie zmienią, chyba że na gorsze. Dlatego wszędzie mówią i piszą, że należy wszystkie sprawy oddać Bogu i nie martwić się nimi. Ja wtedy nie oddałam moich spraw Bogu, bo nie wiedziałam, że powinnam, pewnie wyszłabym na tej historii lepiej. Szczęścia absolutnego i tak nigdy nie osiągniesz. Jak patrzę po ludziach, których znam osobiście lub z opowieści, nawet ci z najlepszą sytuacją życiową, muszą się zmagać z różnymi nieprzyjemnymi sprawami. I wcale nie jestem pewna, czy chciałabym się z nimi zamienić. Przykro mi, ale tak po prostu jest. Pozytywne jest to, że można osiągnąć taki stan ducha, że życie przestaje boleć albo boli minimalnie. Mnie jest strasznie żal wszystkich zrozpaczonych, choć uwierz mi, że moja sytuacja jest podobnie kiepska jak ich albo jeszcze gorsza. Tym bardziej mi żal, że nie muszą być zrozpaczeni, ale tak wybierają.
 Emilka: 20.02.2018, 15:52
 Ja od dziecka miałam tak sobie. Urodziłam się w małej wsi, której gorąco nienawidziłam, ale po latach przekonałam się, że mimo wszystko, to wcale nie jest najgorsza wieś. Życie uraczyło mnie kilkoma chorobami, które są nieuleczalne, choć nie śmiertelne. Choroby czynią moje życie przykrym. Pracę miałam prawie zawsze, ale praca taka sobie - stała, ale niskopłatna. W końcu ją straciłam, ale mam nadzieję na nową. Nie mam żadnych znajomych ani przyjaciół, bo niestety ludzie źle mnie traktują, widząc we mnie ofiarę losu. Kiedyś z powodu doskwierającej mi samotności udzielałam się trochę w internecie, gdzie mogłam sobie zaspokoić moją potrzebę rozmowy i nawet tam ostro oberwałam. Okazało się, zdaniem jednej z osób, że jestem k***, materialistką i wszystkim co najgorsze. Zważywszy na moją skrajną samotność oraz brak pieniędzy strasznie trudno być tymi dwiema. Powiedziałabym nawet, że niemożliwe, ale ktoś tak uważał i co chwila mnie o tym informował, żebym ani na chwilę nie zapomniała. A był to stateczny i wykształcony człowiek i do dziś nie mogę uwierzyć, że ktoś tak do mnie mówił i jak bardzo niedorzeczne to było. Zryło mi to trochę psychikę i do dziś niestety nie udało mi się zapomnieć, że ktoś mnie bezinteresownie nienawidził, z drugiej strony dojrzałam wtedy. Otworzyły mi się klapki w mózgu. Dosłownie doznałam oświecenia, więc zdarzenie to miało sens, choć bardzo ucierpiałam. Żeby wreszcie się uporać z problemami zdrowotnymi od połowy stycznia rozpoczęłam Nowennę Pompejańską, choć zawsze sądziłam, że różaniec to modlitwa nie dla mnie, a Now. Pomp. to już w ogóle. Teraz różaniec mi się nawet podoba i gdy Bóg spełni moją prośbę o zdrowie, będę sie dalej modlić o coś innego. Nigdy nie modliłam się o swoje zdrowie i aż mi dziwnie, że miałabym być uzdrowiona, bo niektórymi z moimi chorobami zmagam się od dzieciństwa i nie umiem sobie nawet wyobrazić jakby to było bez nich. Tak sobie myślę, że Bóg zesłał mi te choroby, bym zwróciła się ku niemu, ponieważ nie pochodzę z religijnej rodziny i, mimo że jako tako chodziliśmy do kościoła, to nie było zwyczaju modlenia się, a Bóg jakby nie istniał. Poszukałam w interencie info jak się w ogóle modlić. Co prawda modliłam się kiedyś od czasu do czasu, ale głównie jak popadałam w kłopoty albo o nic konkretnego. Wszędzie piszą, by zdać się na wolę i opiekę Boga, więc się zdałam, no i zobaczymy jak to będzie. Nie za bardzo lubię czytać komentarze ludzi, którzy mają pretensje do Boga, że nie wysłuchał próśb. A co ja mam powiedzieć? Dwie z moich chorób dostałam jak byłam jeszcze prawie nieświadomym dzieckiem. Mam tylko jedno wspomnienie z czasu, gdy byłam jeszcze zdrowa. Poza tym miałam dość poważne problemy rodzinne, które trwały jeszcze zanim się urodziłam, potem się pogorszyły, potem się zmniejszyły, ale trwają wciąż - czyli dokładnie całe moje życie. Ale nie mam o to pretensji do Boga. Myślę tylko o tym, jak będę wniebowzięta, gdy Bóg wysłucha mojej prośby, będzie tak, jakbym się urodziła na nowo. Czekam na to. :-)
 Emilka: 20.02.2018, 15:01
 Ja od dziecka miałam tak sobie. Urodziłam się w małej wsi, której gorąco nienawidziłam, ale po latach przekonałam się, że mimo wszystko, to wcale nie jest najgorsza wieś. Życie uraczyło mnie kilkoma chorobami, które są nieuleczalne, choć nie śmiertelne. Choroby czynią moje życie przykrym. Pracę miałam prawie zawsze, ale praca taka sobie - stała, ale niskopłatna. W końcu ją straciłam, ale mam nadzieję na nową. Nie mam żadnych znajomych ani przyjaciół, bo niestety ludzie źle mnie traktują, widząc we mnie ofiarę losu. Kiedyś z powodu doskwierającej mi samotności udzielałam się trochę w internecie, gdzie mogłam sobie zaspokoić moją potrzebę rozmowy i nawet tam ostro oberwałam. Okazało się, zdaniem jednej z osób, że jestem k***, materialistką i wszystkim co najgorsze. Zważywszy na moją skrajną samotność oraz brak pieniędzy strasznie trudno być tymi dwiema. Powiedziałabym nawet, że niemożliwe, ale ktoś tak uważał i co chwila mnie o tym informował, żebym ani na chwilę nie zapomniała. A był to stateczny i wykształcony człowiek i do dziś nie mogę uwierzyć, że ktoś tak do mnie mówił i jak bardzo niedorzeczne to było. Zryło mi to trochę psychikę i do dziś niestety nie udało mi się zapomnieć, że ktoś mnie bezinteresownie nienawidził, z drugiej strony dojrzałam wtedy. Otworzyły mi się klapki w mózgu. Dosłownie doznałam oświecenia, więc zdarzenie to miało sens, choć bardzo ucierpiałam. Żeby wreszcie się uporać z problemami zdrowotnymi od połowy stycznia rozpoczęłam Nowennę Pompejańską, choć zawsze sądziłam, że różaniec to modlitwa nie dla mnie, a Now. Pomp. to już w ogóle. Teraz różaniec mi się nawet podoba i gdy Bóg spełni moją prośbę o zdrowie, będę sie dalej modlić o coś innego. Nigdy nie modliłam się o swoje zdrowie i aż mi dziwnie, że miałabym być uzdrowiona, bo niektórymi z moimi chorobami zmagam się od dzieciństwa i nie umiem sobie nawet wyobrazić jakby to było bez nich. Tak sobie myślę, że Bóg zesłał mi te choroby, bym zwróciła się ku niemu, ponieważ nie pochodzę z religijnej rodziny i, mimo że jako tako chodziliśmy do kościoła, to nie było zwyczaju modlenia się, a Bóg jakby nie istniał. Poszukałam w interencie info jak się w ogóle modlić. Co prawda modliłam się kiedyś od czasu do czasu, ale głównie jak popadałam w kłopoty albo o nic konkretnego. Wszędzie piszą, by zdać się na wolę i opiekę Boga, więc się zdałam, no i zobaczymy jak to będzie. Nie za bardzo lubię czytać komentarze ludzi, którzy mają pretensje do Boga, że nie wysłuchał próśb. A co ja mam powiedzieć? Dwie z moich chorób dostałam jak byłam jeszcze prawie nieświadomym dzieckiem. Mam tylko jedno wspomnienie z czasu, gdy byłam jeszcze zdrowa. Poza tym miałam dość poważne problemy rodzinne, które trwały jeszcze zanim się urodziłam, potem się pogorszyły, potem się zmniejszyły, ale trwają wciąż - czyli dokładnie całe moje życie. Ale nie mam o to pretensji do Boga. Myślę tylko o tym, jak będę wniebowzięta, gdy Bóg wysłucha mojej prośby, będzie tak, jakbym się urodziła na nowo. Czekam na to. :-)
 Agata: 07.02.2018, 23:48
 Tak, poddać się woli. Ja chcę być szczęśliwa, tutaj na ziemi. Chcę wyjść z kłopotów jakie mam. Błagam o to, płaczę, bo ,,proście, a będzie wam dane". Gdzie jest miłosierdzie? Mam się poddać woli Boga, który jawi mi się jako sadysta w tym monencie?!!! Nie czuję miłości jego, tylko drwinę! Ja nie chcę się takiej woli poddawać!!!!
 Swietoslawa Chludzinska: 30.11.2017, 15:51
 Pani Ewo tak nie mozna ja tez mam spore dlugi smobojstwo niczego nie rozwiaze tylko pania zniszczy pani dusza nie dozna spokoju,bedzie cierpiala jeszcze bardiej.Pan Bog ma jakis plan z Pania osoba kazdy ma prawo do gorszych dni,wiem tylko tyle ze nie tedy droga pani ma rodzicow rodzenstwo?chrzesniakow jak tak to swiadczy o tym ze,ma pani duzo do zrobienia.Ja przyznam ze,mam spory dlug i nie umiem sobie pomoc a co dopiero pani,moich rodzicow juz nie ma ja mam same problemy ludzie pod moim adresem traktuja mnie zle jestem opluwana,obrzygiwana do jadlospisu dawaja mi rozne zanieczyszczenia jestem glodnam i mam nalug papierosowy tak mnie skrzywdzono ze wpadlam glod nikotyny,jestem palaczem duzo zycia mi nie zostalo cos sie dzieje ze widze zmarlych i do mnie przychodzili.
 Maria: 22.11.2017, 21:00
 Abba Ojcze,Tatusiu,przychodzę do Ciebie i zniżał siè przed Twoim świętym majestatem.Boże bądź miłością mnie grzeczne.Ojcze,przyszedł do mnie morderca i chce zniszczyć moje życie małżeńskie i rodzinne.Żyję w mrokach kalectwa i niemocy,bezradna.Boże Ojcze,proszę zabierz to i przywróć błagam moje narządy rodne, które mi zabrał morderca.Ty Panie Boże Ojcze nasz możesz wszystko co jest Twoją świętą wolą
Ojcze nasz...Zdrowaś Maryjo...Chwała Ojcu...
Proszę każdego o modlitwę za mnie o cud-dziękuję. Maria
 xxx: 21.08.2017, 00:36
 Nie wiem co o tym myśleć. Coraz częściej mam wątpliwości czy Bóg jest. Dlaczego dla jednych jest dobry a dla innych zsyła same nieszczęścia. Czemu - jeśli Bóg jest tak dobry i tak miłosierny nie chce wysłuchać - nie chce pomóc. Pewnie ma swoich ulubieńców i ich tylko faworyzuje. Całe moje życie to pasmo nieszczęść. Chora psychicznie matka, która nie nauczyła mnie jak żyć. A teraz chory syn. Czemu tyle nieszczęścia jak na jedną osobę. Ciężko żyć, brakuje sił. Pan Bóg może i jest, ale woli innych uszczęśliwiać, a ponoć jest taki dobry? Nie wiem wierzyć i mam ciągle
duże wątpliwości w to. Coraz rzadziej chodzę do kościoła.

 Edyta: 06.08.2017, 10:16
 Obecnie jestem w szpitalu z bardzo chorym dzieckiem to już 8 lat jak choruje ma obecnie 10 ciagle się modle o cud jego zdrowia do Boga ciagle proszę Boze pomoz nam zyjemy w ciaglym strachu .Malotego przez te wszystkie lata doznałam jeszcze tego ze prawiewszyscy nas opuścili ,mój ojciec opuscil moja matke bo mi pomagala ,mój maz coraz bardziej się od nas oddala nie interesuje go już nasz syn ani ja cala rodzina i przyjaciele odeszli i gdzie tu jest Bog żeby choć raz podal reke pomogl to nie ciagle zsyła nowy krzyz na me ramiona czemu nie pomoze czemu bezlitośnie patrzy na cierpienie mojego dziecka .Zaczynam watpic ze on wogole jest a jak jest to nic go nie obchodzimy wazni sa dla niego tylko ludzie zdrowi piekni i bogaci.
 Edyta: 06.08.2017, 10:11
 Obecnie jestem w szpitalu z bardzo chorym dzieckiem to już 8 lat jak choruje ma obecnie 10 ciagle się modle o cud jego zdrowia do Boga ciagle proszę Boze pomoz nam zyjemy w ciaglym strachu .Malotego przez te wszystkie lata doznałam jeszcze tego ze prawiewszyscy nas opuścili ,mój ojciec opuscil moja matke bo mi pomagala ,mój maz coraz bardziej się od nas oddala nie interesuje go już nasz syn ani ja cala rodzina i przyjaciele odeszli i gdzie tu jest Bog żeby choć raz podal reke pomogl to nie ciagle zsyła nowy krzyz na me ramiona czemu nie pomoze czemu bezlitośnie patrzy na cierpienie mojego dziecka .Zaczynam watpic ze on wogole jest a jak jest to nic go nie obchodzimy wazni sa dla niego tylko ludzie zdrowi piekni i bogaci.
 Basiek: 03.08.2017, 13:42
 Ja też modlę się i modlę o uzdrowienie mojego kochanego synka jest taki malutki a już musi cierpieć. Nie mam już sił nie wiem ci robić czasem już też mam wątpliwości.
  Xero: 25.06.2017, 18:31
 Doszlam do sciany. Pewnie nikt nie przeczyta yego co pisze, ale nie o to chodzi. Moze to i lepiej. Musze tylko to wurzucic z siebie. Pronowalam wsyztskiego, modlitwy, dlugie lata modlitw, modlitwe pompejanska, z cala gor
Iwoscia. Efekt jest taki, ze jest jeszcze gorzej niz przed modlitwa. Zeby calkiem nie zwariwac , od jutra zaczynam nowe zycie. Bez boga i modlitwy. Wiara w boga i modlitwe doprowadzila mnie na skraj samobojstwa. Modlilam sie z wiar, ze bog mnie wyslucha. Niestety. Nie jest to jednorazowe. Cale moje zycie to masakra. Ale mimo to wierzylam w Niego. Terazkoniec. Cos we mnie peklo. Widze jaka jestem smieszn ai zalosna wierzac w jakoegos magicznego Zyda, ktory byl wlasnym ojcem. Zal. I tlko straconego czasu na bezsensowne modly. Nigdy wiecej.
 Ewa: 02.06.2017, 18:35
 Rozmawiałam z Bogiem od lat,dzieliłam się smutkami i radościami.Tymczasem ten moj Bog doprowadzil mnie do depresji,wciaz bylo mu malo upokarzania mnie,teraz mysle o samobojstwie
 ???: 14.05.2017, 19:00
 To się zaczyna w dzieciństwie - jeśli rodzice przedstawiają dzieciom życie w samych jasnych barwach, ukrywają domowe kłopoty, rozterki, to dorastamy w przekonaniu, że zawsze jakoś tam będzie..
Jakoś tam, czyli bez większych problemów. Bo przecież problemy zawsze rozwiązuje ktoś - nie ja.
I potem szukamy, kto załatwi, kto pomoże, kto..
Może nie do Boga należy kierować te pretensje, a do osób odpowiedzialnych za wychowanie, wykształcenie i podejście do życia?
Moi rodzice zmarli zanim zdążyłam wejść w samodzielne życie, poumierali też inni członkowie rodziny-bardzo młodo jakoś.. Przeżyłam cięzką chorobę męża i wypadek komunikacyjny dziecka, a także likwidację zakładu pracy i długie szukanie nowej.
Zawsze przede wszystkim dziękuję Bogu. Także proszę, ale nie o konkrety a raczej o wskazanie drogi.
 Wiki: 24.02.2017, 10:08
 Nie mozna watpic w Boga uwierzcie ze jak jest zle proscie Boga wszystko ma swoj cel, moze Bog nie wysluchuje Twoich prosb dlatego ze ciagle prosisz,za nic Bogu nie jesres wdzieczny?podziekuj mu za cos co dobrego Cie spitkalo nawet najmniejsza rzecz,BOG ISTNIEJE I NIKT NIE MOZE W TO WATPIC!
 Weronika: 22.02.2017, 22:39
 Nie mozna watpic w Boga uwierzcie ze jak jest zle proscie Boga wszystko ma swoj cel, moze Bog nie wysluchuje Twoich prosb dlatego ze ciagle prosisz,za nic Bogu nie jesres wdzieczny?podziekuj mu za cos co dobrego Cie spitkalo nawet najmniejsza rzecz,BOG ISTNIEJE I NIKT NIE MOZE W TO WATPIC!
 Ja: 09.02.2017, 15:52
 Jestem chora psychicznie i modlę się chociaż żeby Bóg zabrał o de mnie złego ducha który mówi mi że nie mamy wolnej woli a Bóg uwielbia wtrącać ludzi do piekla. gdyby był dobry to by juz dawno spełnił moje prośby. chciałam też żeby mnie uzdrowił oczywiście że tego nie zrobił woli patrzeć jak pożera mnie szatan. codziennie cierpię takie męki psychiczne że wątpię moje aniołki że byście to wytrzymały, ale są one tylko pustką bo nigdy nie zgodzę się z tym że Bóg jest sprawiedliwy. On uwielbia mówić że jesteśmy grzesznikami nic nie wartymi uwielbia nas poniżać uwielbia wtrącać ludzi do piekla nic nie jesteśmy dla niego warci. właściwie to dlaczego niby miałby mnie słuchać skoro wtrąca ludzi nieświadomych jego istnienia do otchłani. Macie szczęście że szatan nie mówił nigdy wam takich rzeczy. jeśli jest tu jakaś dobra dusza to niech pomodli się za mnie, będę wdzięczna. Mam nadzieję że wszystko co tu napisałam jest kłamstwem, ale obawiam się że jest prawdą.
 aza: 04.10.2016, 14:09
 Życie moje jest potwornie trudne z uwagi na problemy finansowe.... Mój wiek to 50+. Choroby, ktore trawią moje ciało skutkują tym, ze nie mogę nigdzie pojechać do ciężkiej pracy bo się fizycznie nie nadaję. Od początku mojego życia towarzyszyły mi wielkie trudności, kłopoty, ale był tez krótki czas nadziei - wtedy mając realne dochody widziałam wokół siebie takze wiele potrzebujących dzieci, rodzinę...Pomagałam, w zamian prosząc Boga by mnie w chwili potencjalnego, w przyszłosci, kiedykolwiek - kryzysu finansowego /bo wiem, ze w moim zyciu dobro zwykle trwało chwilę/ nie opuścił....Kiedy jednak nadszedł, totalnie niespodziewanie, kryzys nie z mojej winy ale z przyczyn obiektywnych zupełnie, nie mogę Boga uprosić aby mi pomógł. Całe lata Go proszę a jest jedynie z roku na rok duzo gorzej. Jestem załamana i zaczynam tracić wiarę w Boże miłosierdzie a nawet często w Jego istnienie w ogóle. Wtedy myślę o sw. Antonim, który jest dla mnie zawsze pomocą, kiedy w desperacji czegokolwiek szukam a z powodu kłopotów myśli moje są rozedrgane, niespójne, paraliżuje mnie często strach jak sobie poradzić z płatnościami, należności...Zatem żyjąc w permanentnym stresie zapominam nawet gdzie cokolwiek położyłam wtedy proszę sw.Antoniego i Ten zawsze mi z pomocą przychodzi. Nie zawiodłam się chyba na Nim nigdy. Oczywiście mozliwości Świętego są ograniczone bo w kwestiach przedmiotowych nie był w stanie mi nic a nic pomóc ale wtedy zrozumiałam, że On pomaga tylko i aż, w sprawach odnajdywania rzeczy zagubionych. Dla mnie Ten Święty jest Najdroższym mi Pomocnikiem, bez Niego nie raz popadłabym w szał i rozpacz. Kiedy tracę wiarę w istnienie Boga pamięć o sw. Antoniczku przenika moje myśli sącząc zwątpienie w nieistnienie Boga - bo skądże byłaby mi pomoc sw. Antoniego jeśli nie od Boga.... A skoro jest ukochany św. Antoniczek to jest i Świat Drugi, jest życie po życiu i jest ....Bóg. Choć nie chce mi pomóc pomimo próśb i błagania to jednak jest. Ja bym pomogła, nigdy nie pozwoliłabym by ktos mnie błagał o pomoc ...ale to ja człowiek - marność nad marnościami. Bóg ma swoje racje. Ja ich nie rozumiem, często Mu wyrzucam, ze ludzie są bardziej ludzcy niż On sam, że ja kiedy mogłam wspierałam dużymi pieniędzmi wiele osób a On mnie potraktowął jak pannę nieroztropną, pannę głupią - wiecie z tych panien co szły na spotkanie potencjalnego oblubieńca a nie dokupiły sobie oliwy do kaganków. Czasem z goryczą wielką myślę, że jakimże w tym kontekście, staje się fałszem cała nauka, ze należy ludziom pomagac nie bacząc na siebie ....bo Pan Bóg takich ludzi co pomagają z serca, nie opuszcza, nie zostawi, nie zawiedzie. Tymczasem doświadczam zaprzeczenia takiej narracji Koscioła Katolickiego i czasem czuję się wręcz oszukana.... Nic już nie rozumiem pomimo przeżytego półwiecza. Postanowiłam dac sobie jeszcze jedną szansę tzn. spróbuję się modlić jedynie modlitwą Pańską czyli Ojcze nasz..., przy tym nie prosząc o konkrety ale mówiąc - Panie Boże Ty wiesz czego pragnę....i tu Ojcze nasz, w kazdej wolnej chwili spróbuję skupić myśli i tą modlitwą zwrócić sie o Bożą pomoc. O Bożą pomoc bo dla mnie nie ma zadnego ratunku poza Bożym.
 Xero: 20.09.2016, 21:26
 Dlaczego Bog nie chce mi pomoc dlaczego ?? Ja wiem dlaczego, bo on nie istnieje, jest tylko wymyslem ludzi. Rownie dobrze mogalbym modlic sie do sciany. Ten bol, straszny bol, nikt nie chce mi pmoc. Dlaczego, noe mamcie ludzi issteniem boga, jego nie ma, nie ma jest ttylko bol
[1] (2) [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17]

Autor

Treść

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda |

Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2022 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej