Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

To nie był spacer ani turystyczna wyprawa

To, co tu piszemy, nie jest fikcją. Bohaterka tej historii p. Genowefa Troszczyńska jest Francuzką, matką pięciorga dzieci, spośród których Noe! ma teraz z górą lat trzynaście, a najstarsze niestety nie żyje. Mało brakowało, a Noe! poszedłby także w ślad za pierworodnym, mimo że urodził się w samo Boże Narodzenie - po francusku Noel - i dlatego właśnie został nazwany Noelem. Śliczny bobas ważył sobie aż 4 kg, ale już nazajutrz dostrzegła mama, że coś z nim niedobrze, że nie przyjmuje pokarmu, jak kiedyś jej pierwsze dziecko, na którego konanie patrzała zrozpaczona.

Z Normandii do Jerozolimy

Dwumiesięczny pobyt niemowlęcia w szpitalu nic mu nie pomógł. Ważyło teraz ledwie 1 kg 900 gramów. Lekarze wyjawili swą bezsilność. Ojciec - niewierzący - powiedział sceptycznie: "Niewiele mu to dało, że przyszedł na świat w Boże Narodzenie..." Lekarz dodał: "Ja w cuda nie wierzę". Ale matka, jak gdyby odruchowo, a raczej pod natchnieniem łaski, powiedziała: "Boże, jeżeli mi go zostawisz przy życiu, zdobędę na to, by pójść pieszo do Jerozolimy!". Dziecko podniosło powieki. Złudzenie? "Powtórz swój, ślub" - powiedział ojciec. Pani Genowefa powtórzyła swe słowa, niemowlę znów otworzyło oczy i wtedy już nie miała dzielna matka wątpliwości, że jej modlitwa została wysłuchana. Kiedy lekarz, który patrzył na konającego Noela przybył znowu, powiedział uroczyście: "Temu dziecku dała pani życie dwa razy".

Po trzech miesiącach dziecko wróciło do wagi czterech kilogramów. Dziś jest Noel wspaniałym wysportowanym chłopakiem, tryskającym zdrowiem.

A ślub? Pani Genowefa wykonała go, kiedy Noel miał pięć lat, kiedy już miała pewność, że jej dziecko będzie żyć. Wyruszyła pieszo z Normandii (na północy Francji) dnia 13 lipca 1965 r. o godzinie 4 rano. Sama? Nie. Z czworonożnym towarzyszem - osłem imieniem "Klejnot". Liczyła, że idąc dziennie 50 km, zajdzie do celu za pół roku poprzez Paryż, Szwajcarię, Włochy, Jugosławię, Bułgarię, Turcję, Liban, Jordanię. Skoro szła pieszo, po cóż potrzebny był jej osioł? Po pierwsze po to - tłumaczyła przed kamerami telewizji - by dźwigał mój bagaż: namiot, koc itd., ale jeszcze bardziej po to, by mnie strzegł przed... złamaniem ślubu. Pani Genowefa była, jak większość kobiet, realistką, i przewidywała, ze bez osła ulegnie pokusie i da się namówić jakiemuś życzliwemu kierowcy, by ją "kawałeczek" podwiózł. Pokusa była tym silniejsza, że pani Genowefa Troszczyńska nie miała bynajmniej kwalifikacji na piechura. Mając lat dwanaście, w roku 1945, będąc na plaży Sainte-Mere-l'Eglise, wskoczyła na minę razem ze swoim bratem. On zginął od tego wypadku, ona ocalała, ale z nogami tak poranionymi, że pięć lat przeleżała w szpitalu. Ślady wypadku nosi do dziś, co jej nie cofnęło przed wykonaniem ślubu - w towarzystwie "Klejnota". Aby go kupić, sprzedała meble z jadalni. Nazwę dla kłapoucha wymyśliły dzieci.

Te dzieci pozostawiła na czas swej nieobecności zakonnicom. A mąż? Był marynarzem i właśnie w tym czasie wyruszał na długi rejs mający trwać kilka miesięcy. Wszystko dobrze się składało.

Przed kamerami TV pada subtelne pytanie: "Pani musiała być bardzo głęboko wierząca?" Genowefa Troszczyńska odpowiada: "Sprawa nie była taka prosta. Owszem, wierzyłam mocno w Boga, ale wolałam modlić się przy zajęciach domowych, sprzątając dom i myjąc naczynia, niż w kościele. Zraziłam się do księży, gdy proboszcz robił mi ostre wymówki, że wychodzę za mąż za człowieka niewierzącego. Dziś to się zmieniło. Przed pielgrzymką rozmawiałam z nowym proboszczem, zaczęłam regularnie chodzić na mszę świętą i to właśnie było moją siłą w drodze do Jerozolimy. Co to za życie bez sakramentów!... Długo sądziłam, że można się bez nich obejść. Myliłam się".

Pielgrzymka obfitowała w przygody i przeżycia niezapomniane. To nie był spacer ani turystyczna wyprawa. Samotna kobieta bywała napadana, okradana, raz nawet musiała bronić się nożem. Strzelano do niej, podpalano jej namiot. Znalazła się i w więzieniu, skąd potrafiła uciec. Nieraz trzeba było głodować, cierpieć pragnienie, a przede wszystkim leczyć zbolałe nogi, które w drodze zdarły jedenaście par obuwia. "Gdybym nie miała tych trudności, cóż by to była za zasługa, co wart byłby taki ślub?" Ale i dobroci ludzkiej zaznała pani Genowefa wiele. Goszczono ją, karmiono, odziewano, dawano nawet znaczki pocztowe. Bo Genowefa Troszczyńska wyruszyła w drogę jako pielgrzym, bez funduszów. Ponieważ gazety pisały o trasie, którą idzie, spotykała się w drodze z serdecznym przyjęciem. Ale gdy jej nie dostrzeżono, głodowała, bo postanowiła o nic nie prosić!

Przybywszy do stolicy Turcji musiała zmienić plan. Po pierwsze dlatego, że "Klejnot" zachorował i musiała się z nim rozstać. Po drugie, nie przewidziała, że nie przejdzie przez zaśnieżone góry tureckie. Czyżby więc - przebywszy już 4200 km - miała zrezygnować, skoro do celu pozostało tylko 1800 km? Za poradą przyjaciół pojechała autokarem do Bejrutu, a stamtąd samolotem do Ammanu. Gdy spytała co będzie winna, roześmiano się serdecznie. Niech się nie martwi. Pewna muzułmańska rodzina zawiezie ją samochodem do Jerozolimy. Stało się to 30 października 1965.

Pani Genowefa Troszczyńska pozostała w Ziemi Świętej przez miesiąc. Nie brakło jej gościny. Pielgrzymowała do miejsc pamiątkowych po Zbawicielu. Otrzymała też wyjątkowe pozwolenie: całą noc mogła sama się modlić w Grocie Betlejemskiej. Noc była zimna! "Maryja musiała wtedy wiele wycierpieć! Nasze stajnie w Normandii są o wiele wygodniejsze niż te w Betlejem" - powiedziała.

Znów życzliwość ludzka przyszła jej z domyślną pomocą i zaoferowała powrót drogą morską - razem z nowym osiołkiem, którego jej podarowali mieszkańcy Betlejem.

W Marsylii czekał już na nią mąż. Pielgrzymka była skończona.

Odtąd - stwierdza pani Genowefa - jej spojrzenie na świat stało się o wiele szersze. Drzwi jej mieszkania są zawsze dla wszystkich otwarte. Nie brak takich, którzy korzystają z jej dobroci, czasem jej nadużywają. Lecz ona widzi w każdym Chrystusa.

A co ze ślubem? Przecież nie został wykonany w stu procentach? Pani Genowefa potraktowała rzecz honorowo. Odbyła znów, dwa lata temu, pieszą pielgrzymkę z "Klejnotem II". Szła do Lourdes i La Sallette, by uzupełnić owe 1800 km, których zabrakło w drodze do Jerozolimy. Tylko że tym razem gazety już o niej nie pisały i przez 23 dni drogi pani Genowefa Troszczyńska rzetelnie się nagłodowała. Nic to! Ważne, że Noel żyje i że Bóg do jego matki tak dziwnie przemówił.

br. STANISŁAW RYBICKI

Za "La Vie Catholique"



Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść

Nowości

św. Antoni z Padwyśw. Antoni z Padwy

Modlitwy do św. Antoniego z PadwyModlitwy do św. Antoniego z Padwy

Fenomen świętego AntoniegoFenomen świętego Antoniego

Droga św. Antoniego ku świętościDroga św. Antoniego ku świętości

Nazywano go młotem na heretykówNazywano go "młotem na heretyków"

Czy kolegowanie się ze świadkiem Jehowy to grzech?Czy kolegowanie się ze świadkiem Jehowy to grzech?

Najbardziej popularne

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Tajemnica SzczęściaTajemnica Szczęścia

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Godzina Łaski 2023Godzina Łaski 2023

Poprzednia[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2024 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej