Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Toksyczni rodzice

Z Krystyną, od kilkunastu lat mężatką, matką trójki dzieci spotykam się w jednej ze stołecznych kawiarni. Na pierwszy rzut oka: szczęśliwa kobieta. Zadbana, uśmiechnięta i przedsiębiorcza.

Opowiada o swoim małżeństwie. Mąż pochodził z trudnej rodziny. Jego rodzicie nie znajdywali wspólnego języka. Teść lubił sięgać po kieliszek. Teściowa skupiła się na wychowaniu dzieci, ale nie potrafiła okazywać im uczuć. - Przed ślubem mąż był bardzo we mnie zakochany. Ale już wtedy zauważyłam jego szczególny związek z matką. Na ślub cywilny w USC przyjechał spóźniony - opowiada Krystyna. Potem dowiedziała się, że nie zdążył na czas, bo zawoził mamie - właśnie w tym dniu i właśnie o tej porze - zamówioną szafkę do łazienki. Po roku małżeństwa oczekiwali narodzin pierwszego dziecka. Zbliżał się termin porodu. - Mąż nieoczekiwanie zabrał się i pojechał do matki. Ze szpitala odbierała mnie koleżanka, a on nie potrafił cieszyć się z naszego dziecka. Wiele razy w trudnych sytuacjach zostawiał mnie i jechał do mamy. Już na początku małżeństwa usłyszałam od teściowej: "Matkę ma się tylko jedną, a żon można mieć kilka" - wspomina z nutą goryczy Krystyna. Teściowa od kilku lat nie żyje. Ona obok trójki dzieci, które urodziła, wychowuje czwarte - własnego męża. - Na mojej głowie jest utrzymanie domu i troska o dzieci. Mąż jest osobą konfliktową, od lat korzysta z terapii. Nigdy nie zdecydowałam się na rozwód. Jestem osobą wierzącą. Małżeństwo jest dla mnie sakramentem - mówi Krystyna.

Problem toksycznych rodziców po raz pierwszy nazwała i opisała w l. 80 amerykańska terapeutka Susan Forward. Jej pacjenci to mężowie i żony "skatowani" psychicznie przez własnych rodziców. Są chorobliwie uzależnieni od nich w dorosłym życiu. Forward pokazała, że dopóki nie zdecydują się na terapię, będą niszczyć swoje własne rodziny. Bestseller doczekał się tłumaczeń na wiele języków.

W Polsce terapią toksycznych rodzin przez wiele lat zajmowała się prof. Maria Ryś z UKSW, psycholog rodziny. Jak funkcjonuje dziecko z toksycznego związku, pokazuje na przykładzie ojca obiecującego dzieciom wycieczkę do ZOO. Nadchodzi sobota, w końcu będą mieli czas na wspólną, wielokrotnie obiecywaną wyprawę. Rano dzwoni toksyczna mama, babcia dzieci, z prośbą: "Stefan, może byś mi pomalował dziś furtkę na zielono". Niedawno Stefan furtkę pomalował na niebiesko, ale kolor nie spodobał się sąsiadom. Toksyczny rodzic nie pyta: "Czy możesz przyjechać? A może masz swoje plany?" Żąda przyjazdu dziecka. Stosownie do stopnia uzależnienia syn reaguje na kilka sposobów. W najlżejszym przypadku nieśmiało mówi, że umówił się z dziećmi. Ale kiedy słyszy od matki: "Jak chcesz mojej śmierci, jedź do ZOO!", wybiera malowanie furtki. Jeśli toksyczność jest większa, syn nawet nie mówi matce, że był umówiony z dziećmi. Oznajmia dzieciom, że "coś stało się u babci" i musi jej pomóc. Wiele toksycznych dzieci próbuje przeciwstawiać się swoim rodzicom. W tym przypadku syn wybiera się z dziećmi do ZOO. Ale na wycieczce ma zły humor. Jest tak wściekły, że dzieci nie mają żadnej przyjemności z przebywania z ojcem. W poniedziałek taki ojciec bierze urlop i jedzie do mamy, by pomalować furtkę na kolor zielony.

Rodzina jak sekta

O toksycznych rodzicach mówi się coraz więcej. Brakuje jednak na ten temat publikacji i badań oszacowujących skalę zjawiska. Terapeuci i duszpasterze z poradni rodzinnych twierdzą, że wiele problemów małżeńskich to skutek toksycznych relacji męża lub żony z rodzicem. - To częsty problem wśród osób, przychodzących do poradni - mówi Jacek Pulikowski, terapeuta i doradca życia rodzinnego z Poznania. Ksiądz Marek Kruszewski, duszpasterz rodzin w diecezji warszawsko-praskiej, ma podobną ocenę sytuacji: - Znam wiele małżeństw, gdzie źródło konfliktu tkwi w toksycznych relacjach między jednym z małżonków a jego rodzicem, wcale nie musi to być relacja syna i matki, często uzależniona od matki jest dorosła córka.

Problem toksyczności w żadnym razie nie dotyczy samych patologicznych rodzin, w których rządzi alkohol i przemoc. - Występuje w rodzinach nadopiekuńczych - podkreśla prof. Ryś. Kolejna kategoria to rodziny, w których ciągle poniżana jest wartość dziecka: np. ojciec ciągle powtarza córce: "Ty i tak nic nie potrafisz. Nie dasz sobie rady w życiu." Toksyczność zagraża też takiej rodzinie, w której małżonkowie mają kłopoty z relacjami między sobą. Oddalają się od siebie i zaczynają uczucia przenosić na dziecko. Jacek Pulikowski wskazuje na niewłaściwy model rodziny, który prowadzi do toksycznych relacji. Wiele kobiet rezygnuje z więzi z mężem, kiedy pojawi się pierwsze dziecko. - Znam bardzo dużo małżeństw, które wtedy pogubiły się emocjonalnie - mówi Jacek Pulikowski. Dla nich po latach odchodzenie z domu dorosłego dziecka staje się dramatem. Małżonkowie zostają ze sobą jak obcy ludzie. Próbują ingerować w dorosłe życie syna czy córki. Dziecko było dla nich "lokatą", z której muszą odzyskiwać teraz procenty.

- Uwikłanie w sekty przypomina mechanizm toksycznych relacji - ocenia prof. Ryś. Najpierw jest bombardowanie miłością. Do dziecka wielokrotnie płynie przekaz: "Jesteś całym moim światem. W tobie cała moja nadzieja". Kiedy dorastający chłopak chce wyjechać z kolegami na obóz słyszy od matki: "Przecież samej mnie nie zostawisz. Wiesz, że na ojca nie mogę liczyć". Przekaz werbalny albo pozawerbalny jest jednoznaczny: "Jeśli mnie kochasz, to zrezygnujesz z wyjazdu na obóz. A potem w dalszym życiu: "nie wybierzesz tych studiów", "nie ożenisz się z tą dziewczyną" itd. Szantaż miłością staje się coraz mocniejszy. A u dziecka rodzą się coraz mocniejsze wyrzuty sumienia. Proces rozłożony jest na lata.

Sterowani zza grobu

- Toksyczne więzy są niebezpieczne także z powodu braku świadomości , że tkwi się w chorej relacji - mówi Jacek Pulikowski. 40-letnia córka spędzająca codziennie po kilka godzin u swojej matki nie widzi w tym nic złego. Mówi: "przecież mama potrzebuje wsparcia, opieki, pomocy". Uważa, że to jej pierwszy obowiązek, chociaż ma już męża i dzieci, a mama nie jest ani stara, ani chora.

Paweł, pracownik naukowy i ojciec dwóch synów, poddał się już dawno. Jego żona jest cenioną lekarką, ale ich życiem sterowała przez blisko trzydzieści lat teściowa, do tego stopnia dumna z sukcesów córki, że po prostu się z nimi utożsamiała. - Zajmowała się chłopcami, urządzała przyjęcia z okazji naszych sukcesów, wiedziała o moich doktorantach i konferencjach, bo Beata omawiała z nią - a nie ze mną - wszystkie nasze sprawy. Teść był nikim w tym związku, a jeszcze Beata użalała się nad mamusią, że taka zapracowana, o wszystkim musi myśleć i musimy jej okazywać wdzięczność, bo naprawdę bez niej cóż byśmy zrobili! Teściowie nie żyją już od dziesięciu lat, ale nasze życie jest dalej ustawione przez nią.

Marzena, przystojna szczupła blondynka, od początku swojego małżeństwa funkcjonuje w takim schemacie. - Pamiętam, że kiedy poznałam przed ślubem rodziców męża, byłam zachwycona. Zwłaszcza jego dobrymi relacjami z mamą. Od początku naszego małżeństwa mąż codziennie chodzi do swojej mamy. Oprócz tego codziennie do niej dzwonił. Czasem mylił nas dwie, rozmawiając ze mną przez telefon. Kiedy kupuje coś dla mnie w sklepie, to zaraz też wybiera coś dla swojej mamy. Rodzinne wakacje mąż układa według projektów teściowej. Kiedy teściowa potrzebuje jakiejś pomocy, ani ja, ani nasze córki i syn nigdy nie są "wystarczająco dobre". Wszystko "najlepiej zrobi Andrzej". Czuję, że on nigdy nie rozstał się ze swoim rodzinnym domem - opowiada Marzena.

Dzieci toksycznych rodziców mają określone cechy charakteru i działają według pewnych schematów. - Ich życiem rządzi przymus - mówi prof. Maria Ryś. Nie są w stanie wyobrazić sobie, że mogłyby postąpić inaczej niż chcą ich rodzice. Takie zasady zawsze im wpajano. Żyją ze świadomością: na mojej osobie opiera się życie mojej matki lub ojca. - Znam takie przypadki, kiedy umiera toksyczny rodzic i jego 50-letniemu dziecku świat zaczyna się zawalać. Toksyczne dziecko ma punkt sterowania swoim własnym życiem w drugiej osobie. Kiedy ona umiera, umiera z nią coś najistotniejszego w jego życiu. I tak toksyczność rodzica działa okrutnie, spoza grobu - mówi prof. Ryś.

Toksyny jednego z chorych małżonków toczą małżeństwo jak rak. - Zaczynamy oddalać się od siebie. Mamy coraz mniej czasu na rozmowę. W tygodniu po pracy wolny czas poświęcamy naszym dzieciom. A weekendy, kiedy chciałabym pobyć z mężem, na jego prośbę spędzamy z teściową. Próbowałam rozmawiać z mężem, ale nie widzi problemu - mówi Marzena.

Bożena, małżonka z kilkunastoletnim stażem próbowała - Rozumiałam, że mąż jest jedynakiem i troszczy się o matkę. Ale zależność męża od teściowej była już dla mnie nie do zniesienia. Przed podjęciem każdej większej decyzji dzwonił do niej. Na początku małżeństwa jeździł tam na wakacje. Kiedy dzieci podrosły spędzaliśmy urlop razem. Ale i tak, kiedy i dokąd mamy wyjechać, ustalała teściowa. Korzystałam z pomocy psychologa. Radził, żebym przestała walczyć z ich relacjami, bo nie ma to sensu - mówi Bożena.

Profesor Maria Ryś opowiada o przypadku mężczyzny, gdzie toksyczna mama niszczyła kolejne jego związki. Syn ciągle się rozwodził, bo żadna "żona" nie była w stanie w z nim wytrzymać.

W innych przypadkach toksyczne dzieci sztucznie, za wszelką cenę, unikają konfliktów. Żyją w przeświadczeniu: "Konflikt to brak miłości". Zakładają na początku nowej drogi życia: w naszym małżeństwie nie będzie kłótni. - Znam sytuację, w której obydwojgu udało się tak funkcjonować. Przez lata żyli obok siebie: bez kłótni ale i bez więzi emocjonalnych. Któregoś dnia żona odkryła, że mąż ją zdradza - opowiada prof. Maria Ryś.

Chociaż w niektórych rodzinach od razu widać istnienie silnej więzi między synem a matką, kobiety decydując się na małżeństwo z takim mężczyzną odbierają tę cechę jako zaletę. - "Jeśli tak kocha matkę, to na pewno będzie kochał i mnie" - ocenia Jacek Pulikowski. Wszak jedna z zasad psychologii mówi o zwróceniu uwagi na traktowanie kobiet w rodzinie partnera.

Cenę za toksyczność swoich rodziców płaci też część "singli", jak się dziś nazywa dorosłe osoby wybierające samotne życie. Mają tak zniszczoną psychikę, że nie są w stanie założyć własnej rodziny. Stają się wiecznymi dziećmi w domu swoich rodziców. - Mamy podają im śniadanie do łóżka, piorą bieliznę - opisuje Jacek Pulikowski. Profesor Maria Ryś wyjaśnia: - Nie chcą sprawiać rodzicom przykrości, ale także uważają, że bez rodziców nie poradzą sobie w życiu. Decydują się na małżeństwo, jeśli trafią na partnera przypominającego cechy któregoś z rodziców. Ale toksyczne dziecko nie potrafi podjąć decyzji. Żyje w przeświadczeniu, że "to musi się jakoś rozwiązać". Bardzo często oczekuje nadzwyczajnych ingerencji Pana Boga. Jest nieszczęśliwe, bo nie widzi możliwości zaspokojenia swoich własnych potrzeb, ale także czuje się niekochane przez rodziców. Po takim poświęceniu pozostaje w nich gorycz i pustka.

O dziwo, "toksyczni" poza rodziną postrzegani są bardzo pozytywnie. W życiu zawodowym odnoszą sukcesy. Są pracowici, solidni, bardzo lubiani w pracy. Charakterystyczną cechą tych "dzieci" jest godzenie się na wszystko. Podobnie jak w życiu prywatnym, unikają konfliktów. Nie potrafią odmawiać, kiedy są o coś proszeni, dlatego w pracy są często wykorzystywani.

Pokoleniowa epidemia

Terapeuci opisują często toksyczne dziecko jako osobę niosącą przed sobą kosz ze śmieciami. Chociaż kosz bardzo jej przeszkadza, nie chce wypuścić go z rąk. Kiedy toksyczne dziecko uda się przekonać, że można coś zrobić z koszem, wtedy odkrywa inny wymiar życia. Terapeuci przestrzegają, że podejmowanie walki z toksycznymi rodzicami małżonka nie ma sensu. Skutki będą odwrotne. Życie toksycznego dziecka jest dramatem. - Teściowa nie żyje od kilku lat. Mąż bardzo powoli zaczyna odchodzić od schematu, w którym żył. Wiem, że gdzieś głęboko nosi w sobie ogromny żal i gniew do swojej matki. Sama nie potrafię mu pomóc - mówi Bożena.

Współmałżonek może być jednak pierwszą osobą, która zasygnalizuje drugiej stronie uzależnienie i doprowadzi do terapeuty. - Wbrew temu, że czuje inaczej, powinien pójść za radą i spróbować przyjrzeć się sobie - mówi Małgorzata Walaszczyk, doradca życia rodzinnego z diecezji warszawsko-praskiej. - Podobnie jak w przypadku alkoholika trzeba znaleźć odpowiedni moment, kiedy druga strona odczuwa uciążliwości toksycznej relacji i zdecydowanie dążyć, by chciała podjąć decyzję o terapii - mówi Małgorzata Walaszczyk.

Profesor Maria Ryś prowadziła terapię, którą opierała się na przebaczeniu.- By odbudować poczucie własnej wartości, konieczny jest uczciwy rachunek sumienia i wybaczenie rodzicom. Bez wymazywania z pamięci faktów, w rodzaju: "Nic się nie stało". Ale to dopiero początek drogi.

Niektórym osobom wystarczyło kilka miesięcy. U innych terapia trwała nawet rok. - Otrzymuję czasem pytania czy wchodzić w związek małżeński z toksycznym dzieckiem. Moje doświadczenie z punktu widzenia osoby przez wiele lat pracującej w poradni pokazuje, że lepiej poczekać ze ślubem. Sprawdzić czy są szanse, że można coś w tych relacjach rodzic-dziecko zmienić, czy druga strona zechce podjąć terapię scalającą. Toksyczne relacje są problemem złożonym dotykającym także sfery sumienia człowieka. Ksiądz Jarosław Szymczak, wykładowca w Instytucie Studiów nad Rodziną, ocenia, że pokazują brak umiejętności życia w kategoriach daru z siebie i respektowania ewangelicznego przykazania: "Opuści mężczyzna ojca swego i matkę i staną się z żoną jednym ciałem". - Tworzenie toksycznej relacji jest też konsekwencją braku przeżywania do końca swojego powołania. Zapomina się o tym, że jest wdowieństwo, że mówi o nim Kościół. Wtedy na nowo przeżywa się brak drugiej osoby. A sytuację tą można określić jako "zbawczy stan" dla samotnej osoby. Jest on zaproszeniem do tego, by pogłębić relację ze zmarłą osobą przez "świętych obcowanie", zaproszeniem do pogłębienia swojej relacji w wierze z Bogiem. Trzeba więc wracać do rewidowania ewangelicznego wezwania w swoim życiu - przypomina ks. Szymczak.

Toksyczność rodzinnych relacji rozprzestrzenia się jak epidemia. Nie leczona potrafi przenosić się z pokolenia na pokolenie. Niestety, dorośli jak dzieci, nie zawsze chcą to zrozumieć.

Jacek Pulikowski: Jeżeli małżonkowie są po stronie cywilizacji życia, jak mówił Jan Paweł II, nie będzie tego problemu. Wtedy dziecko jest darem dla rodziców, traktują je jako wartość i mają świadomość, że ich obowiązkiem jest wychowywanie go do czasu aż wejdzie w życie dorosłe. Jeżeli rodzice są po stronie cywilizacji śmierci wtedy dziecko wychowywane jest "dla siebie", staje się elementem dobrostanu rodziny. Jeśli do takiej postawy dołączą się złe relacje między małżonkami, wtedy cały impet uczuciowy, zwłaszcza matki, kierowany jest na dziecko. Zaczyna walczyć, gdy inna kobieta próbuje odebrać jej syna, którego ona "sobie wychowała".

Prof. Maria Ryś: Toksyczne dziecko już jako dorosły człowiek ma zaburzone poczucie własnej wartości. Brakuje mu wiary w siebie, nosi głębokie poczucie winy, czuje się bezwartościowe. Każdy z nas jest obowiązany do zaspokajania potrzeb starzejących się rodziców, ale w granicach rozsądku. Toksyczne dziecko przekracza wszystkie granice. Staje się dzieckiem nadopiekuńczym wobec własnych rodziców. Bardzo często przeżywa wewnętrzny dramat. Jeśli założy własną rodzinę, to sercem jest cały czas przy swoi rodzicach. Jego własna rodzina: żona i dzieci stają się mniej ważni, mimo że stara się je kochać, aby ich nie utracić. Teściowie pozwalają sobie więc coraz bardziej ingerować w życie swoich dzieci.

Irena Świerdzewska

Tekst pochodzi z Tygodnika
Warszawsko-Praskiego "Idziemy"
Idziemy, 25 listopada 2007



Wasze komentarze:
 Kate: 20.03.2010, 01:23
 ....zastanawiam się w jaki sposób przekonać mojego partnera do terapii?....niestety on tłumaczy, że sam sobie poradzi....dodam tylko , że owy Pan jest już po czterdziestce...te tłumaczenia słyszę już od wielu miesięcy, za każdym razem kiedy projekt nie wyjdzie - z powodu uzależnienia od toksycznego ojca- przesuwa datę i mówi, że następnym razem za kilka tygodni już napewno wszystko się ułoży... nie mam już siły i ochoty kontynuować ten chory związek, czuje się zmęczona, oszukana, opuszczona, samotna i wykorzystana ... kochałam tego człowieka, ale moja miłość się wypaliła, bo nie można kochać kogoś tylko za to, że jest.....nigdy nie mogłam na niego liczyć.....chcę mieć jednak pewność, że zrobiłam wszystko co było w mojej mocy, żeby mu pomóc....będę zobowiązana za infor o terapeutach z okolic warszawy.
 agata siostra anny: 10.03.2010, 19:30
 najwazniejsze by patrzec jak najbardziej obiektywnie! Czy rzeczywiscie wszystko co wasi rodzice dla was uczynili bylo zle i niszczylo was? staram sie nie osadzac ani jednego komentarza ale wiem po tym co rzeszlam ze sama usprawiedliwialam swoje lenistwo i braki zlem ktore wyzadzili mi rodzice. Terapeuta wcale mi nie pomogl, rodzina cala byla po przejsciach ale psycholog w pewnym momencie wlaczyl mnie w taki trans ze stalam sie robotem uczuciowym, nie dzwonilam ani po nic ani kiedy byli chorzy, powtarzalam ze potrzebuje czasu i przestrzeni tak naprawde izolacji i zopelnej wobec nich biernosci. Dzis wiem ze to bylo zle zachowanie i dziecko toksyczne mozna zinterpretowac do wielu sytuacji Uwazajcie!
 ewa lat 48: 18.02.2010, 12:34
 Uciekliśmy z domu moich rodziców prawie 3 lata temu.Po 24 latach mieszkania razem (my na piętrze,oni na parterze)Właściwie zostaliśmy wyrzuceni,"nic nam się nie należy",gówno tu robiliśmy,dom zrujnowaliśmy itd. Adaś(mój brat) to prawdziwy gospodarz".Wiele razy w poczuciu winy robiłam tak,jak chcieli rodzice.Dotyczyło to różnych spraw.Jeśli coś zrobiłam wbrew były płacze,awantury,"skoki ciśnienia".Rzutem na taśmę wzięliśmy kredyty,kupiliśmy mieszkania dorosłym dzieciom i sobie i wyprowadziliśmy się.Nie utrzymuję kontaktu z rodzicami,chociaż próbowałam różnych sposobów wg książki Susan Forward,łącznie z pisaniem listu do rodziców (na co mama powiedziała-takie głupoty wypisałaś,czy ty aby byłaś trzeżwa ?)A jednak mimo ,że wiem to nadal płaczę.I niestety układam sobie w głowie,że jednak mnie kochają i zmienią się...co jest bez sensu.Płaczę i wiem,że dla siebie i dla najlepszej na świecie mojej drugiej połowy to jedyna decyzja.
 Anna: 17.02.2010, 21:52
 Aniu... dojrzewam do tej decyzji, do wizyty u psychologa. Chcę udać się do kogoś kto jest dobry w tej tematyce. Tobie pomógł?? Napisz: elle82@onet.eu
 anna: 17.02.2010, 00:19
 Do mojej imienniczki; miałam... w zasadzie mam ten sam problem - toksyczni rodzice i tego skutki. Rozwiązanie jest tylko jedno: terapia u psychologa.
 Anna: 16.02.2010, 12:45
 Jestem dzieckiem toksycznych rodziców. Nie mam w nich żadnego wsparcia psychicznego. Jest za to ciągła krytyka i uwagi. Jestem mało pewna siebie, zamknięta w sobie, nie mam znajomych, czuję się bezwartościowa i nic nie warta. Marnuję swoje życie, zadręczam się i powoli chyba znikam. Nie wiem gdzie szukać pomocy.
 Ala: 23.01.2010, 22:07
 Czemu piszecie tylko o toksycznych teściowych lub matkach ,ja wiem że są też tacy ojcowie, to jest już nudne te ciągłe zwalanie winy na matki lub teściowe.A może wina jest po obu stronach , zastanówcie się.
 Marta: 23.12.2009, 23:58
 Jestem w zwiazku z mezczyzna. Od dwoch lat mieszkamy razem. W tym czasie nie podjelismy zadniej wspolej decyzji. Nie mamy wspolnych planow, nic absolutnie nic nas nie laczy. I niewiem gdzie on bedzie za rok i gdzie ja bede. Ale na 100% moge powiedziec, ze napewno nie bedziemy razem. Jestem wyczerpana i zniechecona. Nie bede nudzic o wielkiej milosc i rozowych okularach, o planach i marzeniach. Jezeli czyta to jakas dziewczyna ktora wacha sie przed malzenstwem lub zwiazkiem z mamin synkiem,jezeli uwazasz ze Twoj mezczyzna trzyma sie maminej spodnicy, jezeli sa jakies znaki nie lekcewax ich!!! Nie pozwol aby ta relacja poszla chocby o krok dalej, uciekaj bo to co cie czeka w przyszlosci to koszmar. Nie bierz za dobra monete jego milosci do mamy, nie wierz w bzdury typu " jezeli tak kocha swoja matke to i mnie tak bedzaie kochal" Uciekaj puki masz czas. Teraz po dwoch latach w takim chorym ukladzie widze jak glupia gesia bylam.
 ixi: 07.12.2009, 01:12
 A mnie się właśnie otworzyły oczy i postanowiłam zerwać stosunki z matką...mam dość jej manipulacji.Nic do niej nie przemawia,więc moĹźe to jej da do myślenia.Liczy się tylko mĂłj brat -pijak (bo taki biedny i chory), a ja powinnam mu pomagać, bo to mĂłj brat i obowiązek... Mam dość poczucia winy i wyimaginowanych obowiązkĂłw...


 krystyna: 28.10.2009, 12:48
 mój mąż nie pojedzie zemną na cmentarz do naszego synka bo powiedział, że 1 listopada musi wozić swoją mamę po cmentarzach aby mogła odwiedzić swoje groby, i mój mąż z którym jestem w separacji powiedział że grób syna odwiedzi innym razem,to już chyba chore
 krzys: 20.10.2009, 19:25
 Niestety ten problem dotyczy coraz wiekszej ilości nas,i wydaje się nie do rozwiązani bo to awsze my będziemy winni rozpadowi związku zawałowi nie dajbozę teściowej niestety to prawda z góry przegraliśmy z rodzicami naszych współmałuzonków a przecież to nam nie im slubowali wierność...
 roksana: 24.09.2009, 12:12
 Zgadzam się z ze wszystkim co tu napisane i chciałam dodać kilka słów do ostatniego postu... cyt. (Dlatego tez bardzo trudno w dzisiejszych czasach znalesc chlopaka, bo wychowany na takim modelu facet jest "duzym dzieckiem",ktorym musimy sie opiekowac i ktoremu wszystko sie nalezy a nie odpowiedzialnym i dojrzalym partnerem, z ktorym w poczuciu bezpieczenstwa mozna isc przez zycie pokonujac wszelkie przeszkody) uwazam ze przyczyta tego w tym ze dzieci sa głównie wychowywane przez matki, brak kompletny ojca w wychowaniu!!! Takie moje zdanie!!! Pozdrawiam
 ZUZIA: 14.09.2009, 15:06
 Mój mąż też ciągle jeżdzi do swoich rodziców. Nie patrzy, że wszystko musze sama w domu robic,np nosić ciężary gdy układam w szafkach. Nie wie gdzie co w domu lezy. Jak pojedzie to nawet nie wiem na którą obiad nastawić bo on sam nie wie kiedy wróci. Ciągle tylko czekam. Chciałabym miec dziecko ale boje się, że zostanę sama bo pojedzie do mamy pomóc np przy drzewie :( Jak pytam po co jedzie to odpoaiwada, że przeciez dawno był (4 dni temu) i że musi np pomidory zebrać. Wymyśla tylko jakieś preteksty. Nawet przejechać nie można tamtędy spokojne tylko zawsze trzeba na herbatę (mieszkaja 5 min od nas). To normalne? Nie chce go zmuszać do tego by chciał być w domu ze mną. A jego mama mogłaby tez coś powiedzieć. Nie wiem czy dam radę dłużej żyć w samotności
 madlenliv: 30.06.2009, 16:37
 kurcze, włąsnie sobie uświadomiłam że jestem taka córką toksycznych rodziców. Zwasze robię to co oni chcą, nie kłócę się, i nawet jeśli mam własne zdanie szybko zostaje ono zniwelowane przez rodziców, konsultuje się praktycznie w kązdych sprawach z nimi, zwłaszcza z mamą. Dzwoni do mnie codziennie i chce znac kazdy szczegół z mojego zycia. Co jak gdzie. Jeżeli jest cos nie po ich mysli, od razu zostaje bita po głowie. Mama mowi ze moj narzeczony nie zasługje na mnie. Ma do mnie pretensje ze ja nie mam swojego zdania, kiedy nigdy go miec nie mogłam! bo nigdy sie tego nie nauczyłam! Martwie sie o siebie, i o to żeby moi rodzice nie rozbili mi zwiazku. Powiedziałam dzis mojej mamie ze ja nie bede w stanie wybrac pomiedzy moim narzeczonym a nimi, i nigdy nie chce byc w takiej sytuacji.
 magda: 06.06.2009, 15:09
 A ja własnie oczekuję dziecka, byc moze stanie sie to lada chwila..a moj mąż musi rodzicow zawiesc, przywieść z wesela w odl. 60 km. i jeszcze zdecydowal ze bedzie pilnowal ich posiadlosci...a jutro nasza 1 rocznica slubu a ja obudze sie SAMA....nie wiem juz sama jak mam zwrocic jego uwage na nasz zwiazek, nie potrafie z nim rozmawiac- cobym nie zrobila czy nie powiedziala i tak trzyma zawsze strone matki...
 Maciek: 28.04.2009, 08:21
 Mam właśnie taki problem z żoną. Ela sprawia wrażenie całkowicie ubezwłasnowolnionej przez swoją mamę. Bez decyzji teściowej nie potrafi podjąć jakiejkolwiek dezyzji, nawet jeśli chodzi o zdrowie dziecka. To teściowa decyduje kiedy, do jakiego lekarza pójdzie moje dziecko. Co i jak je. Ja pracuję zawodowo i nie zawsze mogę należycie poświęcać czas dziecku, więc synek jest wtedy z babcią. Ma 3 latka i dopiero od niedawna zaczął się lepiej odżywiać - po kłótni jaką urządziłem, gdy stwierdziłem, że 2,5 letnie dziecko powinno dostawać normalne obiadki a, nie gerbera ze słoiczka. Problem z uzależnieniem od matki jest znacznie szerszy i nie dotyczy tylko dziecka. Odbija się to źle na naszych stosunkach małżeńskich. Nie mogę powiedzieć słowa krytyki pod adresem teściowej. To zaczyna przybierać postać jakiejś paranoi. Zaczynam się czuć we własnym domu jak intruz, zwłaszcza, że nie mogę podjąć jakiejkolwiek decyzji w kwestii wychowania własnego dziecka. Wiem, że żona nie da się namówić na wizytę u psychologa. Nie wiem co robić?
 Beti: 09.03.2009, 14:38
 Jestem córką toksycznych rodziców. Również kobiety mogą być uzależnione od swoich rodziców. Ze mną tak było długi czas. WSZYSTKO konsultowałam z rodzicami i robiłam tak jak oni sobie życzyli nie bacząc na szkody jakie sobie wyrządzałam. Wielokrotnie zaznaczali, że przeze mnie stracili życie i zdrowie, że tak się dla mnie poświęcali. Jest to straszny ciężar winy z jakim staram się uporać. Poczucie winy mnie przygniatało coraz bardziej z dnia na dzień. Zawsze byłam zła, winna, nigdy dość dobra. Nie mogłam wchodzić w związki bo żaden mężczyzna nie był dość dobry. Byli mistrzami manipulacji. Pod ich wpływem już jako dorosła osoba rezygnowałam ze znajomości i swoich marzeń. Dziś dojrzałam do związku (w wieku 36 lat) i mam zamiar się wkrótce pobrać. Jednak ciągle słyszę, że marnuję sobie życie z tym cyt. dosłowny: "dupkiem." Ciągle słyszę, że związałam się z moim narzeczonym tylko i wyłącznie "aby zrobić tacie z złość." Mój narzyczony jest wspaniałym, wykształconym i inteligentnym człowiekiem. Jestem z nim bardzo szczęśliwa jednak moi rodzice tego nie widzą. Moje szczęście nie ma dla nich znaczenia. Ciągle mam wyrzuty sumienia i staram się ich nie ranić. Jednak oni bezwzględnie ranili mnie przez całe życie.
 Helmut: 30.12.2008, 10:19
 Bardzo dobry artykuł. Przez moją mamę rozstałem się z dziewczyną. Moja matka była straszliwie o nią zazdrosna. Postanowiłem ze zanim wejdę w poważny związek muszę najpierw spróbować zmienić moją matkę może się uda a być może będę musiał zostać sam do końca życia. To nie jest problem że "trzeba się opiekować chłopakiem" to nie tak działa. To jest uzależnienie od poczucia obowiązku wobec matki oraz związanego z tym poczucia winy gdy matka powie że należy zrobić tak albo tak. Osoba uzależniona od toksycznej relacji nie będzie chciała opiekuńczości - ale na taką osobę po prostu nie mozna liczyć, bo w każdej chwili zdanie i wola matki jest dla takiej osoby najważniejsze. Nigdy nie przypuszczałem że mnie coś takiego spotka. Cała ta sytuacja rzeczywiście ma swój schematyzm... teraz widzę go bardzo dobrze. Żal mi tylko utraty dziewczyny i swojego smutnego życia. Dziewczyny dbajcie też o to :) żebyście same nie zostały takimi matkami - wcale tak o to nie trudno w dzisiejszych czasach i przy takim nastawieniu do mężczyzn - których traktuje się jako niezbędny element do tego żeby w ogóle mieć dziecko a potem moze zostac odstawiony na boczny tor.
 *-_: 25.11.2008, 12:39
 Tak wlasnie jest tez w moim malzenstwie.Kochane zanim podejmiecie decyzje o slubie z takim czlowiekiem, gleboko zastanowcie sie ... byscie pozniej nie mialy zalu do samych siebie.Badzcie madre i odpowiedzialne za przyszle zycie , pomyslcie tez o Waszych dzieciach!
 TMEA: 25.11.2008, 12:07
 Zgadzam się z tym Kasiu :) ale nie do końca tylko w tymo jest problem... :)
[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] (8) [9]


Autor

Treść

Nowości

Modlitwy do Ducha ŚwiętegoModlitwy do Ducha Świętego

Litania do Ducha ŚwiętegoLitania do Ducha Świętego

Modlitwa o siedem darów Ducha ŚwiętegoModlitwa o siedem darów Ducha Świętego

Medytacja na Zesłanie Ducha ŚwiętegoMedytacja na Zesłanie Ducha Świętego

Jezus daje Ducha Świętego (J 20, 19-23)Jezus daje Ducha Świętego (J 20, 19-23)

Niech zstąpi Duch Twój! Historyczna homilia Jana Pawła IINiech zstąpi Duch Twój! Historyczna homilia Jana Pawła II

Najbardziej popularne

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Tajemnica SzczęściaTajemnica Szczęścia

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Godzina Łaski 2023Godzina Łaski 2023

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2024 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej