Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

O samotności niewybieranej

     Samotność prędzej czy później dopada każdego. Jest najbardziej podstawowym doświadczeniem człowieka i niezbędnym składnikiem ludzkiego życia. Samotny czuł się nawet pierwszy mężczyzna w raju mimo intymnej więzi z Bogiem i życia w niezakłóconej harmonii z naturą.

     Sposób, w jaki Stwórca rozwiązał ten problem, nigdy nie przestanie mnie zachwycać. Na swój obraz i podobieństwo powołał do życia dwie odmienne, uzupełniające się istoty ludzkie. Z ich miłości rodzi się nowy człowiek. Gdyby nie istniały żadne inne źródła poznania Boga, to sama kontemplacja tego zamysłu mogłaby nie tylko naprowadzić na myśl o Jego istnieniu, lecz także powiedzieć bardzo wiele o Jego naturze.

     Jak odległą pamięć raju wszyscy nosimy w sercu marzenie o pięknej miłości. Małżonkowie mają okazję skonfrontować je z rzeczywistością, co bywa bolesne, ludzie samotni na ogół zachowują ten rajski obraz niezakłócony do końca swych dni. Być może również dlatego brak intymnej więzi miłości z innym człowiekiem jest dla nich tak dojmujący. Wnikliwie opisał ten stan Paul Tillich:

     Nadzieja tęskniąca za inną pozostaje niespełniona. Wspólnota miłości (...) nie pojawia się wcale. Takie osamotnienie zrywa nasze więzy ze światem. Jesteśmy rzeczywiście ostatecznie samotni i ani miłość przychodząca do nas z różnych kierunków, ani moc naszej własnej miłości, nie mogą uwolnić nas od tego brzemienia 1

     Brzemię życia w samotności jest tym cięższe, że zwykle dotyka ludzi, którzy w dorosłość wchodzą poranieni albo niedoinwestowani emocjonalnie. Paradoksalnie, im głębszy deficyt miłości, tym intensywniejsze pragnienie, a tym mniejsza szansa doświadczenia jej w relacji z innym człowiekiem i większe prawdopodobieństwo kolejnego odrzucenia. Być może sam instynkt samozachowawczy blokuje przeradzanie pojawiających się znajomości w poważne relacje z obawy przed powtórzeniem traumatycznych doświadczeń dzieciństwa i wczesnej młodości. Intensywnej tęsknocie za miłością towarzyszy zwykle nieświadomy, paraliżujący lęk przed bliskim związkiem. Jakkolwiek by go nazwać, nie sposób wyłączyć tego mechanizmu, gdyż działa w głębokich warstwach świadomości, całkowicie odpornych na decyzje woli. Jaka jest skuteczność psychoterapii, wie każdy, kto jej próbował.

     Opłakać swoje marzenia

     Człowiek samotny musi więc patrzeć bezradnie, jak pojawiający się w jego życiu ludzie odchodzą urażeni albo zniecierpliwieni, zanim cokolwiek ma szansę się wydarzyć, podobnie jak biblijna Sara, córka Raguela z Księgi Tobiasza, która siedmiokrotnie była świadkiem śmierci poślubionego sobie mężczyzny w małżeńskim łożu, zanim naprawdę ktoś stał się jej mężem. Zazdrosny duch Asmodeusz czekał cierpliwie do nocy poślubnej, aby zabić każdego, kto próbował się do niej zbliżyć. Rodzice Sary nauczyli się z czasem, że po uczcie weselnej należy jak najszybciej wykopać grób. Łatwo domyślić się uczuć, z jakimi ona sama oczekiwała tego, co ma się zdarzyć - za każdym razem nadzieja, że może tym razem się uda, walcząca z lękiem, że historia się powtórzy, i w końcu bolesne potwierdzenie tej obawy. Myślę, że ta smutna droga znana jest bardzo dobrze wielu samotnym ludziom, nawet jeżeli ich własny "demon" okazał się ostrożniejszy i mordował relacje na o wiele wcześniejszym etapie. W którymś momencie człowiek zaczyna nienawidzić zwodniczej nadziei, która prowadzi jedynie ku większemu cierpieniu. Może to znak, że czas opłakać swoje marzenia o miłości, jak zrobiła to córka Jeftego z Księgi Sędziów.

     W zamian za zwycięstwo nad Ammonitami Jefte ślubował złożyć na ofiarę całopalną tego, kto pierwszy wyjdzie go powitać. Pan wysłuchał jego modlitwy, toteż kiedy jedyne dziecko wodza, ukochana córka, wyszła mu na spotkanie, tańcząc przy dźwiękach bębenków, ten rozdarł szaty. Dziewczyna, dowiedziawszy się od zrozpaczonego ojca o pochopnie uczynionym ślubie, poprosiła tylko, aby mogła przed śmiercią udać się w góry opłakać swoje dziewictwo, tzn. fakt, że zabierze je do grobu. Musiała opłakać wszystko, co nigdy nie stanie się jej udziałem - mężczyznę, którego mogłaby kochać, dzieci, które mogłaby mu urodzić - aby spokojnie przyjąć los zgotowany jej przez ojca.

     Podobny proces musi dokonać się w sercu każdego człowieka, zanim przyjmie samotność, której sobie nie wybrał. Zazwyczaj jest bardziej rozciągnięty w czasie niż dwumiesięczne odosobnienie córki Jeftego, jego istota jednak pozostaje ta sama.

     Biblijna bohaterka nie wstydzi się swoich marzeń o zwykłym ludzkim szczęściu ani smutku, że musi się z nimi rozstać. Myślę, że jej ujmująca prostota jest cenną wskazówką. Umniejszanie, trywializowanie czy marginalizowanie pragnienia miłości lub bólu z powodu jego niezaspokojenia jest drogą prowadzącą na manowce. Przez samooszukiwanie nie zyskujemy nic, tracimy natomiast wszystko - zakłamujemy naszą relację z Bogiem i sobą samym. Zgodzę się, że absolutna szczerość wobec innych ludzi bywa ryzykowna, jednak wobec siebie i Boga to jedyna możliwa postawa. Prawda wyzwala, nie musimy więc przed Bogiem cenzurować swoich pragnień czy uczuć. Nawet jeśli nigdy nie wysłuchuje naszych modlitw, to jednak używa ich, aby nas prowadzić (najprawdopodobniej ku sobie). Biblia pełna jest "politycznie niepoprawnych" modlitw, które poruszają serce Boga.

     Już siedmiu mężów straciłam na cóż miałabym żyć dłużej? A jeśli nie podoba Ci się odebrać mi życia, to wysłuchaj, Panie, jak mi ubliżają (Tb 3,15)

     - modli się zrozpaczona Sara.

     Niech będzie przeklęty dzień, w którym się urodziłem (...) Niech będzie przeklęty człowiek, który powiadomił ojca mojego Narodził ci się syn, chłopiec, Sprawiając mu wielką radość (Jr 20,14.15)

     - woła Jeremiasz w swoim utrapieniu.

     Panie zabierz duszę moją ode mnie, albowiem lepsza dla mnie śmierć niż życie (Jon 4,3)

     - mówi do Boga Jonasz oburzony ocaleniem Niniwy.

     Szczere opłakanie pragnienia miłości uwalnia od fiksacji z powodu tego, czego nie mamy, i pozwala dostrzec inne, dostępne nam dobra.

     Nie ma prostych recept

     W przeciwieństwie bowiem do córki Jeftego, która ze swojego górskiego odosobnienia szła prosto w ramiona śmierci i nie musiała się o nic więcej martwić, człowiek samotny musi dalej żyć. Ważne jest, żeby dobrze odczytać, czemu ma służyć ta samotność w każdym indywidualnym przypadku. Nie ma prostych recept i może właśnie dlatego wielu z nas na pewnym etapie życia szuka "kogoś mądrego, kto wie lepiej". Nawet jeśli nikogo takiego nie znajdujemy - tak bywa najczęściej - to samo poszukiwanie ma swoją wartość. Trzeba jednak pamiętać o daleko posuniętej ostrożności, co i od kogo przyjmujemy. Świetnym probierzem wydają mi się słowa Sługi Bożego Jana Pawła II "nie przyjmujcie za miłość niczego, w czym nie ma prawdy, ani za prawdę niczego, w czym nie ma miłości". Na ogół łatwo ustalić, czy skierowane do nas słowa wynikają z prawdziwej ludzkiej życzliwości i szacunku wobec tajemnicy naszego losu, czy też podyktowane są niechęcią, irytacją, zniecierpliwieniem czy też przekonaniem, że musimy być gorsi, skoro szukamy pomocy.

     Samotność, która nie wynika z wyboru, sprawia kłopot teologom i księżom. Słabo komponuje się z nauką, według której Bóg powołuje człowieka do kapłaństwa, życia konsekrowanego lub małżeństwa, a ten, w swojej wolności, może pójść za tym wezwaniem lub nie. Samotność to zupełnie inny rodzaj "powołania". Jest zadana wbrew woli i bez zgody człowieka. Jego wolność sprowadza się w tym wypadku do wyboru między buntem a akceptacją nieuniknionego, z wiarą, że za wszystkim (z traumatycznymi doświadczeniami łącznie) stoi Bóg.

     To Pan daje śmierć i życie wtrąca do Szeolu - i zeń wyprowadza Pan uboży i wzbogaca Poniża i wywyższa (1 Sm 2,6-7).

     Wszystko jest Jego darem, także wzajemna miłość mężczyzny i kobiety. Można ją przyjąć z wdzięcznością, pielęgnować i ochraniać, jeśli została nam dana. Nie sposób jednak wywalczyć, wybłagać czy wymusić, jeśli nie jest naszym udziałem.

     Jeśli Bóg nie wybuduje domu, na próżno trudzą się budujący

     On, w swojej wolności, obdarza łaską, kogo chce, kiedy chce i jak chce.

     Absurdalne więc wydaje mi się obarczanie poczuciem winy za samotność praktykowane przez duchownych zagniewanych na rzeczywistość bardziej złożoną niż nauka o powołaniach wykładana w seminariach. Często w kontakcie z osobą samotną zachowują się, jakby chcieli ją ukarać za samo istnienie i stawianie ich w sytuacji, w której nie wiedzą, co powiedzieć. Przybierają ton największej surowości i wyłajawszy srodze, jako najlepsze rozwiązanie podsuwają nachalnie adopcję dzieci autystycznych. Z całym szacunkiem dla osób, które zdecydowały się na taki krok, pragnę zauważyć, że jest to powołanie ekstremalne wymagające sporego psychicznego nadmiaru. Proponowanie go osobom poranionym lub niedoinwestowanym emocjonalnie przypomina wysyłanie pacjentów oddziału intensywnej terapii na Orlą Perć. Zaryzykowałabym wręcz twierdzenie, że adoptowanie czy wychowywanie kogokolwiek - nawet pominąwszy przeszkody natury prawnofinansowomieszkaniowej - prawie na pewno nie jest ich powołaniem. Wszystkich duchownych udzielających takich rad nawoływałabym do zdrowego rozsądku i większej odpowiedzialności za słowa.

     Ubodzy Pana źle widziani w Kościele

     Bóg chce nas uszczęśliwić swoim powołaniem, a nie ukarać, dlatego pragnienia, jakie umieścił w naszych sercach, będą zdecydowanie lepszym przewodnikiem niż zniecierpliwiony ksiądz. Każdy, kto bezskutecznie szuka mądrego, najpewniej osiągnie swój cel, sam stając się mądry. Samotność bardzo sprzyja poszukiwaniu mądrości, podobnie jak wszelkiej pracy twórczej, naukowej czy drodze duchowej. Dobrze wykorzystana staje się słodkim jarzmem i lekkim brzemieniem. Doświadczam tego zwykle przed świętami, kiedy wszyscy studenci wynajmujący sąsiednie mieszkania (w plombie z lokalami do wynajęcia, w której mieszkam) wyjeżdżają do domu. Świadomość, że w całym pięciopiętrowym budynku, oprócz mnie, nie ma żywej duszy, napełnia mnie głębokim poczuciem bezpieczeństwa, którego tak bardzo zwykle mi brak. Tej cudnej, słodkiej ciszy mogłabym słuchać przez całą wieczność. Myśl, że oto należę do anawim Jahwe, ubogich Pana - nie mam nic i nikogo - nie przeraża mnie, przeciwnie - przynosi pokój. Nigdy nie starałam się o ten zaszczyt, a nawet zrobiłam wszystko, żeby go uniknąć. W takich błogosławionych chwilach jednak nie zamieniłabym się z nikim na świecie na mój los.

     O ile samotność samą w sobie można zaakceptować, polubić, a nawet pokochać, to stosunek innych ludzi do dotkniętych nią bliźnich bywa krzyżem ponad siły. Sara z Księgi Tobiasza postanowiła się powiesić nie z powodu samotnie spędzanych nocy, tylko upokorzona słowami służącej ośmielającej się znieważać córkę swego pana w jego domu. Przyznam, że jej modlitwa ("A jeśli nie podoba Ci się odebrać mi życia, to wysłuchaj, Panie, jak mi ubliżają") jest mi bardzo bliska.

     Myślę, że nikogo nie szokuje odrzucenie osób pozbawionych znaczenia, władzy, wpływów i pieniędzy przez świat. Niczego innego raczej nie oczekujemy. Znacznie bardziej bolesne jest, gdy ubodzy Pana stają się źle widziani w Kościele. Samotne kobiety traktowane są ze szczególną podejrzliwością jako potencjalnie niebezpieczne dla czystości kapłanów i trwałości związków małżeńskich. Owo hipotetyczne zagrożenie nie pozwala dostrzec w nich istot ludzkich potrzebujących wsparcia (bardziej niż rodziny katolickie) ani docenić talentów, którymi mogłyby wzbogacić wspólnotę.

     Bóg cię kocha, ale my cię tu nie potrzebujemy

     Odrzucanie wszystkich źle się mających - chorych, starych, niepełnosprawnych, pechowców, samotnych - jest atawizmem wywodzącym się z czasów pogańskich. Otwarcie wyznawane wtedy przekonanie, że nieszczęściem - niełaską bogów - można się zarazić jak chorobą, funkcjonuje nadal wśród ludzi ochrzczonych. Świadczy o tym wyraźnie bardzo wybiórczy charakter wielu wspólnot działających w Kościele. Nie neguję potrzeby istnienia grup towarzyskich, jednak opatrywanie ich etykietką "chrześcijańskie", "katolickie" lub "duszpasterstwa" wydaje mi się poważnym nadużyciem. Wykluczanie ubogich Pana - czyli ludzi, z którymi Jezus najbardziej się utożsamiał (cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili") - albo sprowadzanie ich wyłącznie do obiektów cudzej dobroczynności, na pewno nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem ani tym bardziej z katolicyzmem. Stosunek do tajemnicy cierpienia jest tym, co odróżnia chrześcijaństwo od innych tradycji duchowych. Osiem błogosławieństw stawia na głowie porządek tego świata. Właśnie dowartościowanie doświadczeń, których za wszelką cenę próbujemy uniknąć, przekonało mnie, że nauka Chrystusa nie może być ludzkim wymysłem. Przyjęcie czegoś tak radykalnego jednoczy o wiele skuteczniej niż podobna sytuacja rodzinna, poziom wykształcenia, pozycja społeczna czy ekonomiczna. Regularnie praktykowana modlitwa natomiast otwiera na rzeczywistość i uwalnia od nawyku sądzenia po pozorach. Myślę, że jest też doskonałym lekarstwem dla mężczyzn, którzy w swoim patrzeniu na kobiety nie potrafią uwolnić się od perspektywy podbrzusza i postrzegają je wyłącznie jako obiekty seksualne - pożądane lub zakazane. Jeżeli słowa Chrystusa "cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili" obejmują również siostry, to każdy, kto sprowadza wzrokiem kobietę do narządów płciowych w mniej lub bardziej efektownym opakowaniu lub traktuje jak zabronioną w poście kiełbasę, a nie postrzega jej jak człowieka, dopuszcza się świętokradztwa. Uroda kobiety nie jest propozycją seksualną ani poważną wadą charakteru, tylko odblaskiem piękna samego Boga i Jego darem. Nie zagraża trwałości małżeństw ani czystości kapłanów - o ile chcą w niej wytrwać - i nie powinna być powodem odrzucenia. Odrzucenie nie staje się bardziej chrześcijańskie przez to, że towarzyszą mu słowa "Bóg cię kocha". Najczęściej słyszałam takie zapewnienie w kontekście "Bóg cię kocha, ale ja nie chcę mieć z tobą nic do czynienia" albo "Bóg cię kocha, ale my cię tu nie potrzebujemy". Myślę, że tak ważne słowa, jak "Bóg" i "kochać", zasługują na lepsze traktowanie. Język polski dysponuje oszałamiającym bogactwem zwrotów służących do spławienia niepożądanych osób.

     Na szczęście istnieją gdzieniegdzie wspólnoty otwarte na ludzi we wszystkich możliwych sytuacjach życiowych. Sama znam osoby samotne, które odnalazły się w Neokatechumenacie albo Odnowie w Duchu Św. Swoje własne niepowodzenie w tym względzie odczytałam jako dojrzewające powołanie pustelnicze.

     Spotkać archanioła Rafała

     Historia Sary, córki Raguela, kończy się happy endem. Jej ósmy mąż, Tobiasz, pouczony przez towarzyszącego mu w podróży archanioła Rafała, za pomocą wątroby i serca wielkiej ryby z rzeki Tygrys wygania demona Asmodeusza aż do Górnego Egiptu. Rodzice Sary, którzy nad ranem przychodzą zabrać trupa do świeżo wykopanego grobu, nie śmią uwierzyć własnym oczom na widok młodych małżonków pogrążonych w spokojnym śnie.

     Pozostaje mi tylko życzyć wszystkim, których samotność jest rezultatem głębokich zranień, spotkania na swej drodze archanioła Rafała albo kogoś przez niego tak dokładnie pouczonego. Na szczęście nie znamy końca własnej historii. Czarny pesymizm jest takim samym skrzywieniem percepcji, jak naiwny optymizm.

     Na koniec chciałabym podzielić się ze wszystkim siostrami i braćmi w doświadczeniu radą, której sama sobie udzielam zainspirowana słowami św. Katarzyny ze Sieny. Jeśli pod ciężarem swojego krzyża nie możesz iść wyprostowana, to posuwaj się na kolanach. Nie wstydź się, że znowu leżysz na ziemi. Pełznij. Nawet Chrystus upadał pod krzyżem.

     1 Paul Tillich, Osamotnienie i odosobnienie, "Znak" 4 (431) 1991, s. 6.


Aldona Szarypo


Źródło: W drodze Nr 12 (412) 2007
http://www.mateusz.pl/wdrodze/nr412/04.htm


Aldona Szarypo ur. 1965, odbyła studia magisterskie z historii sztuki na KULu
oraz podyplomowe na wrocławskiej ASP, pracowała jako lektorka języka angielskiego,
tłumaczka, bibliotekarka, sekretarka, ma za sobą dwie indywidualne wystawy obrazów,
które tworzy techniką collage'u polegającą na naprasowywaniu tkaniny na płótno, mieszka we Wrocławiu.


   

Wasze komentarze:
 laloonka343: 10.04.2011, 17:17
 nie wiem dlaczego, ale odnosze wrażenie, że autorka powyższego tekstu jest mocno sfrustrowana i rozgoryczona swoja sytuacją a teks jakos tak w dziwny sposób pogrąża jeszcze osoby szukające jakiejś odpowiedzi - takie to wszystko dziwne, ta negacja skuteczności psychoterapii, krytyka księzy którzy podobno wciskaja samotnym dzieci do adopcji (nigdy się z czyms takim nie spotkałam) i pisanie, że nie ma się co modlic o miłość i druga osobe jeżeli nie jest to naszym udzialem bo Bóg i tak zrobi jak chce - to ma strasznie negatywny wydzwięk a przeciez Bóg nie robi nam na złość i bierze pod uwage nasze pragnienia i prośby, dał nam wolną wole i nikogo na siłe nie zmusza do samotności, jak się z kims umówimy, spotkamy damy szanse to On nie zabierze nam tego złośliwie. Może warto sobie uświadomić że nasze życie, nasze wyboryb należą do nas i nie obarczac wszystkimi niepowodzeniami Boga. Ja mam 25 lat i jestem sama ale nie mam pretensji bo wiem że musze sie bardziej otworzyć na ludzi (dokładniej mężczyzn;) Do tej pory sama odrzucałam każda bliższa znajomość bo jakos tak bałam sie tej bliskości. Dopiero niedawno zmieniło sie moje nastawienie i nie będe każdym niepowodzeniem obarczać Boga tylko poproszę go o wsparcie i wiem, że On mnie samej nie zostawi bo mnie kocha i już. Nie wiem moze to moje odczucie ale caly ten tekst jakoś mi sie nie podobał, brak w nim szczerości chyba i czuć jakąs pretensję, rozgoryczenie. Pozdrawiam i życze więcej wiary i optymizmu.
 Darek: 05.02.2011, 21:51
 Witam wszystkich serdecznie. Chciałbym się z Wami podzielić informacją, że swoją Żonę poznałem właśnie przez stronę "Adonai" i jestem pewny, że takie scenariusze pisze tylko Bóg. Otóż poznaliśmy się dopisując własne komentarze do artykułu zamieszczonego przez Administrację strony. Z początku były to całkowicie odmienne poglądy< tak przynajmniej nam się wydawało, ale z czasem zaczynaliśmy patrzeć w jednym kierunku, czuć i myśleć podobnie czy wręcz identycznie. Nigdy nie przypuszczałem, że internet i zwykły komentarz do artykułu może być źródłem mojego szczęścia.
 Agata: 27.01.2011, 11:41
 Chciałabym odnieść się do słów: "Jaka jest skuteczność psychoterapii, wie każdy, kto jej próbował". Co Autorka miała na myśli? Mam wrażenie, że wyraża tu powątpiewanie w skuteczność. Nie piszę tego po to, żeby negować Wiarę i Boga. Ale potwierdzić, że psychoterapia też może być skuteczna (sama ją przeszłam). Przecież nie stoi ona w sprzeczności z religią. Dużo zalezy od tego, czy się trafi na odpowiedniego terapeutę i jak dużo pracy się w nią włoży. Myślę, że nie należy lekceważyć tej drogi. Na pewno nie jest też tak, że jest to cudowne lekarstwo dla wszystkich, ale myślę, że jeśli ktos czuje, że mu to potrzebne to warto spróbować.
 nina: 31.10.2010, 22:54
 Czytając Wasze komentarze, dostrzegam, jak wielu ludzi jest samotnych i jak bardzo cierpią. To w pewien sposób "uskrzydla", uczy pokory, bo pomimo boleści , jaka targa nasze dusze - nas samotnych, trzeba żyć dalej, nie można być egoistą i pytać: - "dlaczego ja?!". Nie łatwo iść twardo przez życie, gdy brak nam bezcennego fundamentu - miłości, lecz trzeba wierzyć w plany Boga i ufać MU. Każdemu z nas jest ciężko i zadajemy sobie pytanie, dlaczego nie możemy kochać i być kochanym; co prowadzi to tego, że jesteśmy sami? Ale mogę powiedzieć, że egzystowanie w samotności naprawdę uczy bycia odpornym, bo targanie się z tym bólem jest szalenie ciężkim wyczynem. Jednak pomimo, że to trwa długo, i pomimo częstych zwątpień starajmy się bezgranicznie ufać Bogu i wciąż czekać..
 agnesita: 03.07.2010, 23:48
 Gabriela, nic nie da blaganie.modlitwa z ufnoscia i oddanie tego Jezusowi.zdac sie na Wole Boza jaka by nie byla.jak sie ZA BARDZO CHCE to zawsze cos jest nie tak, i nigdy sie nie dostaje wtedy.tez cierpie i mam swoje lata, najpierw myslalm, ze to moja wina, chodzilam na milion randek.....robilam co w mojej mocy-WSZYSTKO, i nagle stop!! zaczelam slyszec wszedzie: zostaw to, przestan szukac, przestac chciec wtedy samo przyjdzie.taki paradoks. musisz przestac chciec gdy tak bardzo chcesz wtedy jest szansa na zmiane. nic nie pomoze trwanie z uporem, kurczowe trzmanie sie i godziny blagan na modlitwie.w swoim czasie to w swoim czasie.nic nie poradzisz.swoje trzeba wyczekac, swoje trzeba wycierpiec.
 Gabriela: 27.06.2010, 10:55
 JEZU wez ze mnie to brzemie jest ono tak ciezkie i straszne. blagam o kochajacego meza ktory bedzie dla mnie skarbem. BLAGAM. nie umiem tak zyc jak teraz. moje zycie to horror. Boze zmiluj sieja tak bardzo cierpie. Jezu zmiluj sie nie mam juz nikogo oprocz Ciebie. Jezu zmiluj sie.
 rozyczka7@vp.pl: 25.06.2010, 16:46
  prosze Cie moj Boze o milosc mojego zycia, nie chce byc dluzej samotna.
 Samotny: 02.05.2010, 16:18
 Jakbym czytał o sobie.
 Mirek: 19.01.2010, 09:58
 Do Johna B: Dla pań znalazłes rozwiązanie, a dla nas, kawalerów, nie? Nie ma sprawiedliwości na tym świecie, ale jako dobry chrześcijanin nie chowam urazy i sam dam Ci radę. Afganistan - to jest miejsce dla Ciebie i twojej "miłości darzącej" Nieograniczone pole do popisu i niezły żold na dodatek.


 Morelka: 19.01.2010, 09:51
 "Miłośc darząca" Johna B to lekceważąco - protekcjonalny ton wobec lepszych od siebie+ niewiarygodna hipokryzja i arogancja. Osobiście wolę uczciwą nienawiść niż taką "miłość". Johnie B czy można Cię wynająć, abyś obdarzył swoją "miłością darzacą" moich wrogów? Cena do negocjacji.
 Nicole M.: 19.01.2010, 09:42
 Do Johna B : Cóz to za samo-poklepujacy się cytat wstawiłeś? Po prostu wyjaśnihj tym dzieciom, żeby zamiast "biadolenia za matką" wzięły się w garść i pomodliły się o "miłość darzącą". Tu przypomnij im co to jest i daj próbkę swojej własnej, choćby taką jak tutaj.
 Rafał: 18.01.2010, 19:43
 John B. sam powinien napisać artykuł pod tytułem"Dobre rady każdemu - czyli co poweinieneś czuć i o co się modlić". Prasa i portale katolickie by go sobie wyrywały. Nie wiem czy zauważyłeś, że tu ludzie rozmawiają szczerze o tym co naprawdę czują, bo w tym tonie napisany jest tekst, pod którym trysnąłeś jadem swej obłudy i hipokryzji.
 Adrianna B.: 18.01.2010, 15:27
 Johnie B. jeżeli jesteś tak poruszony sytuacją dzieci w domach dziecka, albo jesteś pracownikiem takiej placówki, to trafiłeś pod zły adres. Osoby samotne nie maja zdolności prawnej adoptowania dzieci. Powinieneś raczej poszukać bezdzietnych małżeństw - jest ich sporo. Z tego, co wiem nawet dla nich adoptowanie dziecka to wyczyn obywatelski wymagajacy lat czekania i mnóstwa zachodu. Tyle chyba wiesz, ze z punktu widzenia dobra dziecka niezbedni są matka i ojciec. A tak w ogóle udzielanie rad na temat, na który się nic nie wie, osobom, ktore o nie nie proszą jest zarazem aroganckie i śmieszne.
 Jacek: 18.01.2010, 15:02
 Johnowi B. wyczerpujaco odpowiedziała autorka artykułu, którego nie uznał za stosowne przeczytać przed skomentowaniem. Nie zapoznał sie też z prawna stroną zagadnienia - samotna kobieta nie może nikogo adaptować nawet mając swietne warunki finansowe i mieszkaniowe. To ciekawy przykład wybiórczej wrażliwości i wiedzy. Pragnienie miłości w dzieciach go wzrusza, a w osobach dorosłych śmieszy. Nie ma o czymś pojęcia, a udziela rad.
 Wilhelmina: 18.01.2010, 14:36
 Do Johna B.: Koniecznie chcemy wiedzieć ile z tych pragnacych miłości dzieci ty sam (lub ze swoją zoną, jesli jesteś żonaty) zaadoptowałeś i z jakim skutkiem. Skoro udzielasz rad innym to znaczy, że spróbowałeś tego, co komuś nachalnie podsuwasz.
 Marcepanka: 17.01.2010, 19:52
 ANNO ciekawa diagnoza niedomagania Kościoła w kwestii przygarnięcia i "ogarnięcia" samotnych mam podobne refleksje..niestety,np. czasem w liście od Biskupa nie ma ani słowa do mnie (15 minut nuuuuudy podczas słuchania;-). Co do Johna B. to swoją "dobrą"radą wniósł atmosferę lekko komiczną - chyba nie był do końca świadom jaką rzecz czyni wpisując się tutaj i na jakie odpowiedzi się wystawił. pozdrawiam serdecznie wszystkich samotnych , mam nadzieję że uda nam się być szczęśliwymi niezależnie od naszego stanu cywilnego choć życzę nam wszystkim w pierwszej kolejności znalezienia drugiej połówki:-)
 John B: 17.01.2010, 18:43
 Moją tarczą na nadzwyczaj elokwentny feministyczny jad niech bedzie zalączony cytat - z powazaniem. J B ....Dziecko kocha i ufa. Nie wątpi, ze jest kochane, nie podejrzewa zdrady, nie ma w nim nic prócz szczerości uczuć. Dzieci opuszczone przez własne matki, zebrane w domach bez miłości, czułości i delikatności uczuć są jak chore ptaki, nie znają radości, wesołości, śmiechu, umierają z głodu miłości. Na każdą kobietę patrzą z nadzieją, ze może ona je zabierze, pokocha uczyni swoimi. Pragną tylko jednego - "być kochane" - i żadne z nich nie osądza, nie podejrzewa, nie przypuszcza zła, głupoty lub nieumiejętności w tej kobiecie, która by je wzięła. One nade wszystko pragną "być kochane", wybrane, uznane za własne. Temu, kto je chce mieć, dziecko oddaje się z ufnością i całkowicie. Tak jest wśród ułomnych i grzesznych ludzi.....
 Adrianna B.: 15.01.2010, 21:17
 John B. uderzył w TEN ton, który tak uwielbiam: Jesteś bezdomny - podziel się swoim mieszkaniem z innymi, jesteś głodujacy - oddaj bliźnim nadmiar jedzenia. nie masz o czymś pojęcia - wypowiadaj się. Odpowiem kontr - radą: Drogi Johnie B. pomódl się o odrobinę zdrowego rozsądku i pokory. Bardzo Ci się przyda!
 Nicole M.: 15.01.2010, 19:53
 Wow! Miłość darząca! Nareszcie wypowiedział się ktoś (John B.) gotowy do adaptowania dzieci autystycznych!!! Ciekawa bym dowiedzieć się czegoś o "miłości darzącej" w wykonaniu Johna B. udzielającego rad paniom i panienkom w tak przesympatycznym tonie.
 Wihelmina: 15.01.2010, 15:34
 Do Johna B.: Zanim się skomentuje artykuł należałoby go najpierw przeczytać. A jak tam Twoja milość darząca? Czy ktoś jest nią obdarzony? Czy wie aby o tym ,że to czym jest obdarzony to miłość i to jeszcze "darząca"? ż wyrazami szacunku.
[1] [2] [3] [4] [5] (6) [7] [8] [9] [10]


Autor

Treść

Nowości

Modlitwa do św. Tomasza ApostołaModlitwa do św. Tomasza Apostoła

Litania do św. Tomasza ApostołaLitania do św. Tomasza Apostoła

Cywilizacja miłości ma ogarnąć światCywilizacja miłości ma ogarnąć świat

Co to znaczy, że Bóg jest miłością?Co to znaczy, że Bóg jest miłością?

Czy Bóg naprawdę nas kocha? I skąd wiemy, że Jemu zależy na nas?Czy Bóg naprawdę nas kocha? I skąd wiemy, że Jemu zależy na nas?

Najbardziej popularne

Godzina ŁaskiGodzina Łaski

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2022 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej