Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

O samotności niewybieranej

     Samotność prędzej czy później dopada każdego. Jest najbardziej podstawowym doświadczeniem człowieka i niezbędnym składnikiem ludzkiego życia. Samotny czuł się nawet pierwszy mężczyzna w raju mimo intymnej więzi z Bogiem i życia w niezakłóconej harmonii z naturą.

     Sposób, w jaki Stwórca rozwiązał ten problem, nigdy nie przestanie mnie zachwycać. Na swój obraz i podobieństwo powołał do życia dwie odmienne, uzupełniające się istoty ludzkie. Z ich miłości rodzi się nowy człowiek. Gdyby nie istniały żadne inne źródła poznania Boga, to sama kontemplacja tego zamysłu mogłaby nie tylko naprowadzić na myśl o Jego istnieniu, lecz także powiedzieć bardzo wiele o Jego naturze.

     Jak odległą pamięć raju wszyscy nosimy w sercu marzenie o pięknej miłości. Małżonkowie mają okazję skonfrontować je z rzeczywistością, co bywa bolesne, ludzie samotni na ogół zachowują ten rajski obraz niezakłócony do końca swych dni. Być może również dlatego brak intymnej więzi miłości z innym człowiekiem jest dla nich tak dojmujący. Wnikliwie opisał ten stan Paul Tillich:

     Nadzieja tęskniąca za inną pozostaje niespełniona. Wspólnota miłości (...) nie pojawia się wcale. Takie osamotnienie zrywa nasze więzy ze światem. Jesteśmy rzeczywiście ostatecznie samotni i ani miłość przychodząca do nas z różnych kierunków, ani moc naszej własnej miłości, nie mogą uwolnić nas od tego brzemienia 1

     Brzemię życia w samotności jest tym cięższe, że zwykle dotyka ludzi, którzy w dorosłość wchodzą poranieni albo niedoinwestowani emocjonalnie. Paradoksalnie, im głębszy deficyt miłości, tym intensywniejsze pragnienie, a tym mniejsza szansa doświadczenia jej w relacji z innym człowiekiem i większe prawdopodobieństwo kolejnego odrzucenia. Być może sam instynkt samozachowawczy blokuje przeradzanie pojawiających się znajomości w poważne relacje z obawy przed powtórzeniem traumatycznych doświadczeń dzieciństwa i wczesnej młodości. Intensywnej tęsknocie za miłością towarzyszy zwykle nieświadomy, paraliżujący lęk przed bliskim związkiem. Jakkolwiek by go nazwać, nie sposób wyłączyć tego mechanizmu, gdyż działa w głębokich warstwach świadomości, całkowicie odpornych na decyzje woli. Jaka jest skuteczność psychoterapii, wie każdy, kto jej próbował.

     Opłakać swoje marzenia

     Człowiek samotny musi więc patrzeć bezradnie, jak pojawiający się w jego życiu ludzie odchodzą urażeni albo zniecierpliwieni, zanim cokolwiek ma szansę się wydarzyć, podobnie jak biblijna Sara, córka Raguela z Księgi Tobiasza, która siedmiokrotnie była świadkiem śmierci poślubionego sobie mężczyzny w małżeńskim łożu, zanim naprawdę ktoś stał się jej mężem. Zazdrosny duch Asmodeusz czekał cierpliwie do nocy poślubnej, aby zabić każdego, kto próbował się do niej zbliżyć. Rodzice Sary nauczyli się z czasem, że po uczcie weselnej należy jak najszybciej wykopać grób. Łatwo domyślić się uczuć, z jakimi ona sama oczekiwała tego, co ma się zdarzyć - za każdym razem nadzieja, że może tym razem się uda, walcząca z lękiem, że historia się powtórzy, i w końcu bolesne potwierdzenie tej obawy. Myślę, że ta smutna droga znana jest bardzo dobrze wielu samotnym ludziom, nawet jeżeli ich własny "demon" okazał się ostrożniejszy i mordował relacje na o wiele wcześniejszym etapie. W którymś momencie człowiek zaczyna nienawidzić zwodniczej nadziei, która prowadzi jedynie ku większemu cierpieniu. Może to znak, że czas opłakać swoje marzenia o miłości, jak zrobiła to córka Jeftego z Księgi Sędziów.

     W zamian za zwycięstwo nad Ammonitami Jefte ślubował złożyć na ofiarę całopalną tego, kto pierwszy wyjdzie go powitać. Pan wysłuchał jego modlitwy, toteż kiedy jedyne dziecko wodza, ukochana córka, wyszła mu na spotkanie, tańcząc przy dźwiękach bębenków, ten rozdarł szaty. Dziewczyna, dowiedziawszy się od zrozpaczonego ojca o pochopnie uczynionym ślubie, poprosiła tylko, aby mogła przed śmiercią udać się w góry opłakać swoje dziewictwo, tzn. fakt, że zabierze je do grobu. Musiała opłakać wszystko, co nigdy nie stanie się jej udziałem - mężczyznę, którego mogłaby kochać, dzieci, które mogłaby mu urodzić - aby spokojnie przyjąć los zgotowany jej przez ojca.

     Podobny proces musi dokonać się w sercu każdego człowieka, zanim przyjmie samotność, której sobie nie wybrał. Zazwyczaj jest bardziej rozciągnięty w czasie niż dwumiesięczne odosobnienie córki Jeftego, jego istota jednak pozostaje ta sama.

     Biblijna bohaterka nie wstydzi się swoich marzeń o zwykłym ludzkim szczęściu ani smutku, że musi się z nimi rozstać. Myślę, że jej ujmująca prostota jest cenną wskazówką. Umniejszanie, trywializowanie czy marginalizowanie pragnienia miłości lub bólu z powodu jego niezaspokojenia jest drogą prowadzącą na manowce. Przez samooszukiwanie nie zyskujemy nic, tracimy natomiast wszystko - zakłamujemy naszą relację z Bogiem i sobą samym. Zgodzę się, że absolutna szczerość wobec innych ludzi bywa ryzykowna, jednak wobec siebie i Boga to jedyna możliwa postawa. Prawda wyzwala, nie musimy więc przed Bogiem cenzurować swoich pragnień czy uczuć. Nawet jeśli nigdy nie wysłuchuje naszych modlitw, to jednak używa ich, aby nas prowadzić (najprawdopodobniej ku sobie). Biblia pełna jest "politycznie niepoprawnych" modlitw, które poruszają serce Boga.

     Już siedmiu mężów straciłam na cóż miałabym żyć dłużej? A jeśli nie podoba Ci się odebrać mi życia, to wysłuchaj, Panie, jak mi ubliżają (Tb 3,15)

     - modli się zrozpaczona Sara.

     Niech będzie przeklęty dzień, w którym się urodziłem (...) Niech będzie przeklęty człowiek, który powiadomił ojca mojego Narodził ci się syn, chłopiec, Sprawiając mu wielką radość (Jr 20,14.15)

     - woła Jeremiasz w swoim utrapieniu.

     Panie zabierz duszę moją ode mnie, albowiem lepsza dla mnie śmierć niż życie (Jon 4,3)

     - mówi do Boga Jonasz oburzony ocaleniem Niniwy.

     Szczere opłakanie pragnienia miłości uwalnia od fiksacji z powodu tego, czego nie mamy, i pozwala dostrzec inne, dostępne nam dobra.

     Nie ma prostych recept

     W przeciwieństwie bowiem do córki Jeftego, która ze swojego górskiego odosobnienia szła prosto w ramiona śmierci i nie musiała się o nic więcej martwić, człowiek samotny musi dalej żyć. Ważne jest, żeby dobrze odczytać, czemu ma służyć ta samotność w każdym indywidualnym przypadku. Nie ma prostych recept i może właśnie dlatego wielu z nas na pewnym etapie życia szuka "kogoś mądrego, kto wie lepiej". Nawet jeśli nikogo takiego nie znajdujemy - tak bywa najczęściej - to samo poszukiwanie ma swoją wartość. Trzeba jednak pamiętać o daleko posuniętej ostrożności, co i od kogo przyjmujemy. Świetnym probierzem wydają mi się słowa Sługi Bożego Jana Pawła II "nie przyjmujcie za miłość niczego, w czym nie ma prawdy, ani za prawdę niczego, w czym nie ma miłości". Na ogół łatwo ustalić, czy skierowane do nas słowa wynikają z prawdziwej ludzkiej życzliwości i szacunku wobec tajemnicy naszego losu, czy też podyktowane są niechęcią, irytacją, zniecierpliwieniem czy też przekonaniem, że musimy być gorsi, skoro szukamy pomocy.

     Samotność, która nie wynika z wyboru, sprawia kłopot teologom i księżom. Słabo komponuje się z nauką, według której Bóg powołuje człowieka do kapłaństwa, życia konsekrowanego lub małżeństwa, a ten, w swojej wolności, może pójść za tym wezwaniem lub nie. Samotność to zupełnie inny rodzaj "powołania". Jest zadana wbrew woli i bez zgody człowieka. Jego wolność sprowadza się w tym wypadku do wyboru między buntem a akceptacją nieuniknionego, z wiarą, że za wszystkim (z traumatycznymi doświadczeniami łącznie) stoi Bóg.

     To Pan daje śmierć i życie wtrąca do Szeolu - i zeń wyprowadza Pan uboży i wzbogaca Poniża i wywyższa (1 Sm 2,6-7).

     Wszystko jest Jego darem, także wzajemna miłość mężczyzny i kobiety. Można ją przyjąć z wdzięcznością, pielęgnować i ochraniać, jeśli została nam dana. Nie sposób jednak wywalczyć, wybłagać czy wymusić, jeśli nie jest naszym udziałem.

     Jeśli Bóg nie wybuduje domu, na próżno trudzą się budujący

     On, w swojej wolności, obdarza łaską, kogo chce, kiedy chce i jak chce.

     Absurdalne więc wydaje mi się obarczanie poczuciem winy za samotność praktykowane przez duchownych zagniewanych na rzeczywistość bardziej złożoną niż nauka o powołaniach wykładana w seminariach. Często w kontakcie z osobą samotną zachowują się, jakby chcieli ją ukarać za samo istnienie i stawianie ich w sytuacji, w której nie wiedzą, co powiedzieć. Przybierają ton największej surowości i wyłajawszy srodze, jako najlepsze rozwiązanie podsuwają nachalnie adopcję dzieci autystycznych. Z całym szacunkiem dla osób, które zdecydowały się na taki krok, pragnę zauważyć, że jest to powołanie ekstremalne wymagające sporego psychicznego nadmiaru. Proponowanie go osobom poranionym lub niedoinwestowanym emocjonalnie przypomina wysyłanie pacjentów oddziału intensywnej terapii na Orlą Perć. Zaryzykowałabym wręcz twierdzenie, że adoptowanie czy wychowywanie kogokolwiek - nawet pominąwszy przeszkody natury prawnofinansowomieszkaniowej - prawie na pewno nie jest ich powołaniem. Wszystkich duchownych udzielających takich rad nawoływałabym do zdrowego rozsądku i większej odpowiedzialności za słowa.

     Ubodzy Pana źle widziani w Kościele

     Bóg chce nas uszczęśliwić swoim powołaniem, a nie ukarać, dlatego pragnienia, jakie umieścił w naszych sercach, będą zdecydowanie lepszym przewodnikiem niż zniecierpliwiony ksiądz. Każdy, kto bezskutecznie szuka mądrego, najpewniej osiągnie swój cel, sam stając się mądry. Samotność bardzo sprzyja poszukiwaniu mądrości, podobnie jak wszelkiej pracy twórczej, naukowej czy drodze duchowej. Dobrze wykorzystana staje się słodkim jarzmem i lekkim brzemieniem. Doświadczam tego zwykle przed świętami, kiedy wszyscy studenci wynajmujący sąsiednie mieszkania (w plombie z lokalami do wynajęcia, w której mieszkam) wyjeżdżają do domu. Świadomość, że w całym pięciopiętrowym budynku, oprócz mnie, nie ma żywej duszy, napełnia mnie głębokim poczuciem bezpieczeństwa, którego tak bardzo zwykle mi brak. Tej cudnej, słodkiej ciszy mogłabym słuchać przez całą wieczność. Myśl, że oto należę do anawim Jahwe, ubogich Pana - nie mam nic i nikogo - nie przeraża mnie, przeciwnie - przynosi pokój. Nigdy nie starałam się o ten zaszczyt, a nawet zrobiłam wszystko, żeby go uniknąć. W takich błogosławionych chwilach jednak nie zamieniłabym się z nikim na świecie na mój los.

     O ile samotność samą w sobie można zaakceptować, polubić, a nawet pokochać, to stosunek innych ludzi do dotkniętych nią bliźnich bywa krzyżem ponad siły. Sara z Księgi Tobiasza postanowiła się powiesić nie z powodu samotnie spędzanych nocy, tylko upokorzona słowami służącej ośmielającej się znieważać córkę swego pana w jego domu. Przyznam, że jej modlitwa ("A jeśli nie podoba Ci się odebrać mi życia, to wysłuchaj, Panie, jak mi ubliżają") jest mi bardzo bliska.

     Myślę, że nikogo nie szokuje odrzucenie osób pozbawionych znaczenia, władzy, wpływów i pieniędzy przez świat. Niczego innego raczej nie oczekujemy. Znacznie bardziej bolesne jest, gdy ubodzy Pana stają się źle widziani w Kościele. Samotne kobiety traktowane są ze szczególną podejrzliwością jako potencjalnie niebezpieczne dla czystości kapłanów i trwałości związków małżeńskich. Owo hipotetyczne zagrożenie nie pozwala dostrzec w nich istot ludzkich potrzebujących wsparcia (bardziej niż rodziny katolickie) ani docenić talentów, którymi mogłyby wzbogacić wspólnotę.

     Bóg cię kocha, ale my cię tu nie potrzebujemy

     Odrzucanie wszystkich źle się mających - chorych, starych, niepełnosprawnych, pechowców, samotnych - jest atawizmem wywodzącym się z czasów pogańskich. Otwarcie wyznawane wtedy przekonanie, że nieszczęściem - niełaską bogów - można się zarazić jak chorobą, funkcjonuje nadal wśród ludzi ochrzczonych. Świadczy o tym wyraźnie bardzo wybiórczy charakter wielu wspólnot działających w Kościele. Nie neguję potrzeby istnienia grup towarzyskich, jednak opatrywanie ich etykietką "chrześcijańskie", "katolickie" lub "duszpasterstwa" wydaje mi się poważnym nadużyciem. Wykluczanie ubogich Pana - czyli ludzi, z którymi Jezus najbardziej się utożsamiał (cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili") - albo sprowadzanie ich wyłącznie do obiektów cudzej dobroczynności, na pewno nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem ani tym bardziej z katolicyzmem. Stosunek do tajemnicy cierpienia jest tym, co odróżnia chrześcijaństwo od innych tradycji duchowych. Osiem błogosławieństw stawia na głowie porządek tego świata. Właśnie dowartościowanie doświadczeń, których za wszelką cenę próbujemy uniknąć, przekonało mnie, że nauka Chrystusa nie może być ludzkim wymysłem. Przyjęcie czegoś tak radykalnego jednoczy o wiele skuteczniej niż podobna sytuacja rodzinna, poziom wykształcenia, pozycja społeczna czy ekonomiczna. Regularnie praktykowana modlitwa natomiast otwiera na rzeczywistość i uwalnia od nawyku sądzenia po pozorach. Myślę, że jest też doskonałym lekarstwem dla mężczyzn, którzy w swoim patrzeniu na kobiety nie potrafią uwolnić się od perspektywy podbrzusza i postrzegają je wyłącznie jako obiekty seksualne - pożądane lub zakazane. Jeżeli słowa Chrystusa "cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili" obejmują również siostry, to każdy, kto sprowadza wzrokiem kobietę do narządów płciowych w mniej lub bardziej efektownym opakowaniu lub traktuje jak zabronioną w poście kiełbasę, a nie postrzega jej jak człowieka, dopuszcza się świętokradztwa. Uroda kobiety nie jest propozycją seksualną ani poważną wadą charakteru, tylko odblaskiem piękna samego Boga i Jego darem. Nie zagraża trwałości małżeństw ani czystości kapłanów - o ile chcą w niej wytrwać - i nie powinna być powodem odrzucenia. Odrzucenie nie staje się bardziej chrześcijańskie przez to, że towarzyszą mu słowa "Bóg cię kocha". Najczęściej słyszałam takie zapewnienie w kontekście "Bóg cię kocha, ale ja nie chcę mieć z tobą nic do czynienia" albo "Bóg cię kocha, ale my cię tu nie potrzebujemy". Myślę, że tak ważne słowa, jak "Bóg" i "kochać", zasługują na lepsze traktowanie. Język polski dysponuje oszałamiającym bogactwem zwrotów służących do spławienia niepożądanych osób.

     Na szczęście istnieją gdzieniegdzie wspólnoty otwarte na ludzi we wszystkich możliwych sytuacjach życiowych. Sama znam osoby samotne, które odnalazły się w Neokatechumenacie albo Odnowie w Duchu Św. Swoje własne niepowodzenie w tym względzie odczytałam jako dojrzewające powołanie pustelnicze.

     Spotkać archanioła Rafała

     Historia Sary, córki Raguela, kończy się happy endem. Jej ósmy mąż, Tobiasz, pouczony przez towarzyszącego mu w podróży archanioła Rafała, za pomocą wątroby i serca wielkiej ryby z rzeki Tygrys wygania demona Asmodeusza aż do Górnego Egiptu. Rodzice Sary, którzy nad ranem przychodzą zabrać trupa do świeżo wykopanego grobu, nie śmią uwierzyć własnym oczom na widok młodych małżonków pogrążonych w spokojnym śnie.

     Pozostaje mi tylko życzyć wszystkim, których samotność jest rezultatem głębokich zranień, spotkania na swej drodze archanioła Rafała albo kogoś przez niego tak dokładnie pouczonego. Na szczęście nie znamy końca własnej historii. Czarny pesymizm jest takim samym skrzywieniem percepcji, jak naiwny optymizm.

     Na koniec chciałabym podzielić się ze wszystkim siostrami i braćmi w doświadczeniu radą, której sama sobie udzielam zainspirowana słowami św. Katarzyny ze Sieny. Jeśli pod ciężarem swojego krzyża nie możesz iść wyprostowana, to posuwaj się na kolanach. Nie wstydź się, że znowu leżysz na ziemi. Pełznij. Nawet Chrystus upadał pod krzyżem.

     1 Paul Tillich, Osamotnienie i odosobnienie, "Znak" 4 (431) 1991, s. 6.


Aldona Szarypo


Źródło: W drodze Nr 12 (412) 2007
http://www.mateusz.pl/wdrodze/nr412/04.htm


Aldona Szarypo ur. 1965, odbyła studia magisterskie z historii sztuki na KULu
oraz podyplomowe na wrocławskiej ASP, pracowała jako lektorka języka angielskiego,
tłumaczka, bibliotekarka, sekretarka, ma za sobą dwie indywidualne wystawy obrazów,
które tworzy techniką collage'u polegającą na naprasowywaniu tkaniny na płótno, mieszka we Wrocławiu.


   

Wasze komentarze:
 John B: 12.01.2010, 05:41
 jakis damski samopoklepujacy sie artykul - drogie panie i panienki, zamiast biadolenia za mezem wezcie sie w garsc i modlcie sie o milosc darzaca - dla przypomnienia to taka, ktora sie obdarza a nie ktorej sie oczekuje, z wyrazami szacunku...
 bez prawa do miłości: 16.12.2009, 00:39
 Samotność jest bardzo ciężka. Naprawdę wiem jak bardzo. Boli okropnie aż do łez. I jeszcze jakby mało tego to tacy jak ja są w zasadzie bez prawa do miłości, bo trzeba wybrać: Pan Bóg albo ktoś kto mógłby pokochać, Pan Bóg albo dziecko, Pan Bóg albo rodzina. To jest tak okrutne. Tak bardzo chciałabym być "czyjaś". Nie mam tak naprawdę wyboru. Okropne, iść do komunii, bo się pragnie i plakać jednocześnie, bo wracam do pustego mieszkania. Nie jestem w stanie szukać partnera i wybrać związku niesakramentalnego, bo nie zrezygnuje z komunii i nie umiem skazać na to samo drugą wierzącą osobę. Nie wiem jak skończy się moje życie. Mam 33 lata i zero perspektyw na przyszłość. Dla kogo, po co? Szukam rozwiązania. Tak bardzo mocno szukam. Wierzę, ale nie widzę. Proszę, nie piszcie, że dla siebie i Boga mam żyć, bo to już mam. I nie działa tak do końca. Szukałam mszy, jakiegoś wsparcia dla takich jak ja. Nie wiecie gdzie? Jak coś wiecie to napiszcie, bo brakuje mi już sił.Pozdrawiam wszystkich ciepło.
 Matsilver: 08.12.2009, 15:22
 Fajny artykuł dokładnie tak się czuje w kościele, czasem wydaje mi się że narkomani są objęci większą troską.
 ANNA: 26.10.2009, 20:35
 DO TERESY I MO: Doskonale rozumiem Wasze rozgoryczenie związane z miejscem osób samotnych w Kościele, bo mam dokładnie takie same odczucia. Mo, piszesz: "„przy Kościele” trzyma mnie nie sam Kościół – tj. nie instytucja, ani ludzie w nim zgrupowani, ale jedynie Pan Bóg". Z jednej strony - to bardzo dobrze, bo jest to w tym momencie Twój dojrzały, świadomy wybór. Z drugiej strony - my także mamy prawo czuć się ogarnięci przez Kościół! Teoretycznie mówi się o wszystkich, dlatego ja jeszcze nie tak dawno nie zwracałam na tę kwestię uwagi. Jednak nacisk, jaki ostatnio kładzie się w Kościele na RODZINĘ uderza niestety w osoby samotne, które czują się zepchnięte gdzieś na margines. Jakiś czas temu uczestnicząc w rekolekcjach wielkopostnych poszłam na naukę stanową dla KOBIET. Ksiądz rekolekcjonista rozpoczął: "Witam was, drogie MAMY!" Po czym zaczął mówić o godności i pięknie macierzyństwa, jak zwykle. Miałam ochotę po prostu wstać i wyjść. Zarówno księża jak i media katolickie (pełne zdjęć uśmiechniętych par, kobiet w zaawansowanej ciąży, różowych bobasów i rodzin wielodzietnych) zdają się wyróżniać w Kościele następujące grupy: dzieci, młodzież, narzeczonych przygotowujących się do sakramentu małżeństwa, młode małżeństwa oczekujące potomstwa, małżeństwa z dziećmi, małżeństwa bezdzietne i ludzi starszych, a także tych, którzy żyją w związkach niesakramentalnych. Wszystkie te grupy oczywiście wymagają troski, trzeba je wspierać, organizować dla nich marsze i modlić się za nie. A gdzie jest miejsce osób samotnych? Słusznie napisała autorka powyższego artykułu - osoby samotne są niewygodne, dlatego najczęściej mówi się im, że powinny się po prostu do czegoś przydać. Jak przedmiot. A na dodatek straszy się je "zmarnowanym życiem", tak jakby same z siebie nie były już dość znękane! Jesteś sama? Idź pomagać w domu dziecka, w domu opieki - przydaj się komuś do czegoś, bo zmarnujesz życie! A czy my nie mamy prawa WYBORU tak jak mężatki? One wybrały swoich mężów nie po to, żeby im się "przydać" do czegoś, ale z miłości i aby również miłość otrzymać. Nam się takiego prawa odmawia, księża w ogóle NIE WIDZĄ tego, że my również pragniemy miłości. Wiem, że to, co napisałam brzmi bardzo gorzko, ale niestety jestem pełna goryczy.
 ja: 16.09.2009, 21:21
 nie wybralam samotnosci Boze, nie wybralam :(
 Darek: 27.06.2009, 14:56
 Witaj Panienko:-} Dziękuje za odpowiedz. podam Ci mój adres poczty, mam nadzieję, ze Tylko Ty się zgłosisz:} W razie zgłoszenia się więcej osób, poproszę administratora o pomoc w celu sprawdzenia numeru identyfikacyjnego komputera, chociaż i tak poznam Twój sposób formułowania zdań i wypowiadania się:} Mój adres poczta4212@wp.pl Pozdrawiam. Darek.
 bardzo samotna: 26.06.2009, 19:56
 Błagam Ci Pnie o to zebym znalała miłośc swojego zycia i była szczesliwa Błagam samotna
 Panienka:-): 24.06.2009, 21:05
 Drogi Darku:-) to miłe, że spodobała Ci sie moja wypowiedz, aczkolwiek nie widzę w niej nic nadzwyczajnego...myślę , ze większość dziewczyn które zaglądają na tę stronę myśli i czuje podobnie. Jeżeli nadal jesteś zainteresowany moim punktem widzenia spraw damsko - męskich, chętnie wymienię się z tobą spostrzeżeniami, ale nie wiem w jaki sposób... nie chciałabym na forum upubliczniać swoich danych osobowych :-)
 Darek: 13.06.2009, 20:32
 Droga i mila Panienko:=} Bardzo mi sie spodobała Twoja wypowiedz i chcialbym ja dalej konczyć, ale juz prywatnie, Jeżeli jesteś zainteresowana, to napisz, a ja poszukam sposobu skontaktowania sie z Tobą. Pozdrawiam


 samotna : 08.06.2009, 13:00
 hej. czytam te komentarze i płakać mi się chce. Tez jestem samotna. Byłam mężatką, ale zycie tak się potoczyło, że teraz jestem sama - mam dziecko, które w jakiś sposób wypełnia moją pustkę, ale wcale ona nie jest mniejsza. osoby, które jeszcze szukają mają jeszcze jakieś szanse. A ja?? Póki was śwmierć nie rozłączy... więc jak mogę liczyć na związek z innym człowiekiem?? Ciężko jest być samotnym. Nie mam sił nawet o tym pisać. przepraszam
 Bieta: 06.06.2009, 10:58
 Tak samotność to najgorszy sposób umierania!!!!Ja mam 53 lata i też jestem okrutnie samotna,mieszkam w maleńkim miasteczku gdzie nie ma nawet gdzie wyjśc.Zawsze pragnęłam kochać i być kochaną i nie zaznałam tego nigdy!!!!Wiem że byłam kochana przez Rodziców ale już dawno odeszli z tego świata.Też popadam w depresję i mam straszny żal do Boga,jeżeli istnieje to czemu nie spełni chociaż jednego mojego marzenia żeby mnie ktoś pokochał.Zyłam i żyję uczciwie i co mam z tego puste ściany,telewizor i komputer gdzie też nie ma z kim życzliwym nawiązać prawdziwej przyjażni!!!!! Może ktoś z WAS poleci portal gdzie można korenspondować chociaz z osobami samotnymi
 Panienka:-): 30.05.2009, 23:32
 Drogi Darku:-) zostawienie męża a zostawienie chłopaka to dla mnie dwie rożne sprawy.Napisałam ze zastanawiałabym sie nad zarwaniem znajomości z chłopakiem, a nie zerwaniem węzła małżeńskiego:-) gdyby mój mąż borykał się z problemami z powodów opisanych przez Ciebie NIGDY bym od niego nie odeszła.Te problemy byłyby naszym wspólnym zmartwieniem. Nawet gdyby mój chłopak stracił pracę, lub miał innego rodzaju problemy finansowe również nie zerwałabym znajomości. Inaczej widzę tę kwestię jeżeli ktoś porzuca pracę bo szef miewa złe humory, bo według niego powinien zarabiać kilka razy więcej, bo za daleko, za ciężko itd. Dla mnie jest ważne aby mężczyzna był odpowiedzialny, aby zdawał sobie sprawę ze na nim w głównej mierze spoczywa obowiązek utrzymania rodziny. Nie wyobrażam sobie małżeństwa jako nieustającej sielanki. Nie chciałabym także aby jedynie mój mąż pracował. Chciałabym mieć jakiś wkład w domowy budżet, ale nie ukrywam ze marze aby spokojnie móc wychowywać dzieci i aby to mój mąż mógł zapewnić nam spokojne życie. SPOKOJNE, ale to nie znaczy ponad stan. Po prostu, abym miała w co ubrać dzieci, czym je nakarmić za co kupić im zabawki i z czego odłożyć na "czarną godzinę". Jeżeli będzie inaczej (albo w ogóle) to trudno;-( pozdrawiam
 Darek: 29.05.2009, 12:05
 Panienko:-} Rozumiem Cię i wiem ze masz rację, ale kiedyś pytałem się pewnej dziewczyny, katoliczki, co zrobiłaby gdyby mąż zarabiał wystarczająco na godne życie i czy odeszłaby od męża gdyby nagle przyszedł krach, zaczeły się problemy z pieniędzmi a męża starania byłyby bezowocne. Byłem w szoku, bo odpowiedziała, ze nie wie. Ja rozumie gdyby mąż nie chciał pracować, pił, bił, zdradzał itp, ale z powodu niepowodzenia w finansach rodzinnych i bezowocnych staraniach męża, to uważam to za tragedię. a co Ty byś zrobiła Panienko? Tez brałabyś nawet pod uwagę odejście od męża? Nie znam na pamięć przysięgi małżeńskiej, ale nie przypominam sobie, żeby gdzieś była mowa o dostatnim życiu, chciałbym zaznaczyć tu jak często to robię, nie chodzi o lenistwo, bo nawet człowiek samotny musi pracować. jesteś mądrą dziewczyna, ale albo mamy trochę inne podejście do tych spraw, lub nie rozumiemy się dobrze :-} Dziękuję za odpowiedz i pozdrawiam. Będę tu zaglądał,aby poczytać co ty Panienko, lub inni maja do powiedzenia na temat nie wybieranej samotności. Ciężko jest być samemu, ale co zrobić. " ja juz sam niewiemczo mam robic kiedy wyjechale za granice w 2004 roku tak wystko sie urwalo wszystkie kontakty z ze znajomymi.pierwsze pol roku to byl koszmar z nie bylo osby do rozmow.bo zostalem wprowadzony w towazyswo osob dwa razy staszych odemnie zero osob w wieku 20 lat.pewnie sie zapytacie dlaczego nie wrucilem no wiec dlatego ........" Jest proste rozwiązanie, wróć do kraju i załóż rodzinę, chyba ze wolisz dostatnie życie, ale samotne. Zauważ, że tyle rodzin tu żyje i daje sobie radę, więc skoro tTy sobie dajesz za granicą, to w Polsce tym bardziej dasz sobie radę. Nie zwlekaj z decyzja, bo będzie coraz trudniej, ja mam już 34 lata i wiem że założenie rodziny w tym wieku jest bardzo trudne. Z tego co piszesz, a jesteś tam samotny i tak się czujesz, to trzyma Cie tylko kasa, dlatego nalegam, zdecyduj się na skromniejsze życie, ale z rodzina. Oczywiście trzeba zaznaczyć, ze nie wiesz czy tu w kraju będziesz miał gorzej. Zawsze możesz później z rodzinką wyjechać za granicę, bo samotny wyjazd nie polecam. Pozdrawiam
 Darek: 29.05.2009, 12:01
 Panienko:-} Rozumiem Cię i wiem ze masz rację, ale kiedyś pytałem się pewnej dziewczyny, katoliczki, co zrobiłaby gdyby mąż zarabiał wystarczająco na godne życie i czy odeszłaby od męża gdyby nagle przyszedł krach, zaczeły sie problemy z pieniędzmi a męża starania byłyby bezowocne. Byłe w szoku, bo odpowiedziała, ze nie wie. Ja rozumie gdyby mąż nie chciał pracować, pił, bił, zdradzał itp, ale z powodu niepowodzenia w finansach rodzinnych i bezowocnych staraniach męża, to uważam to za tragedię. a co Ty byś zrobiła Panienko? Tez brałabyś nawet pod uwagę odejście od męża? Nie znam na pamięć przysięgi małżeńskiej, ale nie przypominam sobie, zeby gdzieś była mowa o dostatnim życiu, chciałbym zaznaczyć tu jak często to robię, nie chodzi o lenistwo, bo nawet człowiek samotny musi pracować. jesteś mądrą dziewczyna, ale albo mamy trochę inne podejście, lub nie rozumiemy się dobrze :-} Dziękuję za odpowiedz i pozdrawiam. Będę tu zaglądał,aby poczytać co ty Panienko, lub inni maja do powiedzenia na temat nie wybieranej samotności. Ciężko jest być samemu, ale co zrobić. " ja juz sam ............................................... sie do luzka sam." Jest proste rozwiązanie, wróć do kraju i załóż rodzinę, chyba ze wolisz dostatnie życie, ale samotne. Zauważ, że tyle rodzin tu żyje i daje sobie radę, więc skoro ty sobie dajesz za granicą, to w Polsce tym bardziej dasz sobie radę. Nie zwlekaj z decyzja, bo będzie coraz trudniej, ja mam już 34 lata i wiem że założenie rodziny w tym wieku jest bardzo trudne. Z tego co piszesz, a jesteś tam samotny i tak się czujesz, to trzyma Cie tylko kasa, dlatego nalegam, zdecyduj się na skromniejsze życie, ale z rodzina. Oczywiście trzeba zaznaczyć, ze nie wiesz czy tu w kraju będziesz miał gorzej. Zawsze możesz później z rodzinką wyjechać za granicę, bo samotny wyjazd nie polecam. Pozdrawiam
 jak: 18.05.2009, 22:22
 ja juz sam niewiemczo mam robic kiedy wyjechale za granice w 2004 roku tak wystko sie urwalo wszystkie kontakty z ze znajomymi.pierwsze pol roku to byl koszmar z nie bylo osby do rozmow.bo zostalem wprowadzony w towazyswo osob dwa razy staszych odemnie zero osob w wieku 20 lat.pewnie sie zapytacie dlaczego nie wrucilem no wiec dlatego mam tylko srednie wyksztalcenie ,pochodze z malej wioski gdzie z praca jest bardzo cieszko i wiec zdecydowalem ze zostane i zostalem.i tak tu siedze juz 5 rok bez zadnych perspektyw na spotkanie jakiejs drugiej polowki.naprawde beznadzieja i pustka w mojim seru.jak to jest przykro wracac do domu po pracy z mysla ze nikt tam na ciebie nie czekalub tez klasc sie sie do luzka sam.
 Panienka:-): 14.05.2009, 17:54
 Drogi Darku, kiedy założysz rodzinę to zrozumiesz jak często przyczyną nieporozumień i kłótni w małżeństwie jest brak pieniędzy. Kobiety cenią sobie poczucie bezpieczeństwa jakie może dać mężczyzna, lubią zaradnych panów którzy są w stanie zarobić na utrzymanie rodziny i tyle. Nie mam na myśli cwaniaków i kombinatorów- absolutnie nie popieram takiego sposobu zarabiania na życie. Chciałabym kiedyś założyć rodzinę i mieć pewność że ojciec moich dzieci będzie w stanie zapewnić nam godne warunki kiedy ja nie będę mogła pracować. Jeżeli zorientowałabym sie, ze jakiś pan z którym wiążę przyszłość jest trochę" niedzisiejszy" to pewnie zakończyłabym tę znajomość. I tyle...to brzmi cynicznie, fakt. I pewnie nie jedna osoba powie ze pieniądze nie mają znaczenia(a co pomyśli to inna historia) To prawda nie są najważniejsze., ale żadna kobieta Drogi Darku nie marzy o mężu, przy którym nieustannie będzie się głowiła jak zawiązać koniec z końcem. Trzeba brać się w garść i kiedy spotkasz jakąś dziewczynę nie obnoś się zbytnio ze swoim infantylnym stosunkiem do życia i zastanów się czy jesteś gotowy do założenia rodziny.
 Darek: 28.04.2009, 22:20
 Nie wystarczy Alu, trzeba by żyć Bogiem aby tak było, by Wigilia była szczęśliwa tylko z Bogiem. Nie raz zastanawiałem się dlaczego Bóg daje tak silne pragnienie założenia rodziny a wszystko układa tak niby je założyć tej rodziny. Pięknie powiedział ksiądz Twardowski, że często dopiero po latach widzi się sens niezawinionego cierpienia. Bo bycie samotnym, gdy pragnie się założyć rodzinę, to cierpienie. I po latach może dojrzymy DLACZEGO, a może nie dojrzymy. Trzeba zaufac Bogu, On na wszystko patrzy biorąc pod uwagę tylko zbawienie, moze być tak, ze małżeństwo może nas odciagać od Boga. Tez jestem samotny i nie tylko ""winię"" za to Boga. Mam juz pewne doświadczenia i spotkałem już nie jedna samotną dziewczynę jak ja. I miało chodzić tylko o założenie rodziny, z początku i jak zawsze okazuje sie, że dziewczyny chcą mieć zapewniony byt i koniec spotkań. Nie jestem bogaty, zyję skromnie i to mi starcza do szczęścia, ale też nie jestem wrogiem pieniędzy, ale APEL DO DZIEWCZYN nie kazdy chłopak co ma pełny portfel gwarantuje wygodne zycie. Tak też nie każdy z pustym portfelem zawsze będzie biedakiem, to zależy przede wszystkim od Boga, my robimy plany, ale to On błogosławi naszej pracy. Dobrym przykładem jest osoba z mojej rodziny, nie raz juz mi mówila, ze po ślubie wszystko zaczeło sie pieknie układać. Zreszta sa ważniejsze rzeczy od pieniędzy. Pracowałem w niejednej firmie, gdzie często pracownicy są obficie wynagradzani i musze przyznać, ze przeraża mnie to co sie dzieje, seks jest standardem. Czy w takim przypadku lepszy jest mąż co zapewna wygodne zycie rodzinie? Moim zdaniem nie i nie pisze to po to by wyrobić sobie usprawiedliwienie bo ja nic nie mam i chcę tylko siedzieć. Pracuję cały czas i tak tez zostanie, ale nie jestem typem karierowicza, a niestety dziewczynom to przeszkadza. Przepraszam za zdecydowane słowa, ale kazda mi spotkana dziewczyna zaprzecza, ze to Ona nie patrzy na portfel a zycie pokazuje zupełnie co innego. Pewnie zostanę sam, ale nie zamierzam się zatracić w kasie, to nie dla mnie.
 Megi: 27.04.2009, 13:02
 Pocieszające jest to, że gdy się zaczyna czytać te komentarze, to widać, że wiele ludzi czuje dokładnie to samo... i widzę, że faktycznie wiara, nadzieja nie przyniesie szczęścia, a jedynie rozgoryczenie... Szkoda, że z ambony słyszy się "wiara góry przenosi" a nikt nie powie "módl się, pracuj, ale jak Bogu się spodoba, to i tak skopie Ci tyłek"...
 Tomek: 28.02.2009, 15:39
 Zaproszeni są wszyscy którzy ciągle poszukają drugiej połówki
 Lena: 28.02.2009, 11:26
  Bogu dzięki za to, że pojawiają się spotkania i msze św. przeznaczone dla osób samotnych. Nie wiem tylko tego czy zaproszenie tyczy tylko ludzi młodzych i samotnych, czy zaproszeni są także ludzie starsi i a też samotni?
[1] [2] [3] [4] [5] [6] (7) [8] [9] [10]


Autor

Treść

Nowości

Modlitwa do św. Edyty SteinModlitwa do św. Edyty Stein

Czym jest nawrócenie? Jak jest możliwe?Czym jest nawrócenie? Jak jest możliwe?

Czarna Madonna o jasnej twarzyCzarna Madonna o jasnej twarzy

Święta Monika w 'Wyznaniach' synaŚwięta Monika w "Wyznaniach" syna

Akt Oddania Narodu Polskiego Niepokalanemu Sercu MaryiAkt Oddania Narodu Polskiego Niepokalanemu Sercu Maryi

Najbardziej popularne

Godzina ŁaskiGodzina Łaski

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2022 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej