Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Samotność - dramat czy powołanie?

Ostatnio coraz częściej słyszy się o "powołaniu do samotności". Nawet młodzi ludzie, nieraz dopiero po studiach postanawiają nie zakładać rodziny. Robią to całkiem dobrowolnie albo - nie mogąc znaleźć kandydata na małżonka dochodzą do wniosku, że samotność jest ich drogą. Utwierdzają ich w tym media lansując bardzo popularny ostatnio model "singla".

A jak to wygląda naprawdę? Czy faktycznie jest takie powołanie? Czy Bóg dla tak wielu osób przewidział właśnie taką drogę do zbawienia? A może to tylko ucieczka przed odpowiedzialnością, modne wytłumaczenie dlaczego nie mam rodziny? A może za etykietką "singiel z wyboru" kryje się dramat współczesnego człowieka, któremu coraz ciężej znaleźć bratnią duszę? Może to wcale nie jest wolny wybór ani powołanie?

Popatrzymy co kieruje człowiekiem w podjęciu decyzji o samotności.

Co do zasady nie ma takiego powołania, by człowiek był sam. Słyszeliście kiedyś o takim? Bo my nie. Jest kapłaństwo, małżeństwo, zakon. Sam Bóg stwarzając człowieka stwierdził, iż nie jest dobrze by pozostał on samotny. Oczywiście, nie oznacza to, że każdy musi się żenić czy iść do zakonu. Rzeczywiście, są ludzie, którzy nie widzą się w żadnej z tych sytuacji. Całkiem dobrowolnie postanawiają pozostać bezżennymi. I to jest OK - pod jednym warunkiem: że poświęcą się czemuś konkretnemu, jakiejś wielkiej sprawie, idei, której wykonywanie nie dałoby się pogodzić z pełnieniem roli męża czy żony. Tylko my to rozumiemy tak: najpierw następuje zaangażowanie w jakąś działalność, najpierw zaczynamy coś robić dla innych.? Widzimy, że to nas pochłania całkowicie, że staje się to naszym zadaniem życiowym, nie wyobrażamy sobie siebie w innej roli i dochodzimy do wniosku, że ta działalność jest dla nas ważniejsza niż realizacja siebie w rodzinie czy zakonie. I wtedy dobrowolnie z tej rodziny rezygnujemy, bez żalu, z poczuciem, że to jest właśnie najwłaściwsza droga. Oczywiście jest to wymodlone, rozpoznane, skonsultowane z kierownikiem duchowym, spowiednikiem itp. I daje nam to taką radość i poczucie spełnienia, że chcemy to robić całe życie. To jest właściwa kolejność. A nie taka: chłopak czy dziewczyna zastanawia się na powołaniem i dochodzi od wniosku, że jest powołany/a do samotności. I dopiero potem zaczyna się zastanawiać co by tu w życiu robić. No bo skoro nie rodzina czy zakon to coś "na usprawiedliwienie" bycia samemu wypada mieć. Zaczyna trochę działać w Caritasie, trochę w jakiejś wspólnocie, troszkę tego skubnie, trochę tego. W niczym dłużej miejsca nie zagrzewa. I co się dzieje? Nie jest spełniony/a, nie jest do końca szczęśliwy/a. Bo brak jest tej głębi, tego ducha ożywczego, kierującego ich zapałem. Lata lecą, czasem ktoś się koło nich zakręci, ale - według nich - "to nie to", bo oni mają przecież inne powołanie. Każdy dzień wygląda tak samo: praca, dom, jakiś obiad, zakupy dla jednej osoby, weekendy u rodziców. Natarczywe pytanie ze strony rodziny co dalej, na które nie bardzo wiadomo co odpowiedzieć. Przyjaciół coraz mniej, bo każdy zajęty swoimi sprawami. Nic za bardzo nie daje satysfakcji, bo dla kogo ubierać choinkę, dla kogo piec ciasto? W końcu naprawdę zostają sami i zastanawiają się co tu dalej robić, czym się zająć. Pojawia się myśl: a może trzeba było wyjść za mąż? A może trzeba było pójść do zakonu? Przystają do jakiejś grupy przy kościele, coś robią, ale nadal brak tego "ducha". I tak rodzą się stare panny i starzy kawalerowie.

Nie chcemy broń Boże nikogo urazić! Nie kpimy ze starych panien (ja sama nią byłam, bo wyszłam za mąż jak miałam 30 lat). Chcemy tylko powiedzieć, że jest ZASADNICZA RÓŻNICA między byciem samemu z wyboru (dla idei) a domniemanym powołaniem do samotności (z braku pomysłu na życie). I znów: wiemy, że nie wszyscy założą rodzinę. I nie z ich winy tak będzie. Po prostu - nie znajdą kandydata na męża czy żonę. I my tego absolutnie nie krytykujemy, doskonale rozumiemy ich ból, bo w pewnym momencie życia wydawało nam się, że będzie to też naszym udziałem. Należy takim osobom współczuć bólu niespełnionego powołania i na ile to możliwe starać się im pomóc - tak bardzo konkretnie: przez poznawanie ze swoimi znajomymi, którzy także jeszcze są sami, przez zachęcanie do szukania tej drugiej osoby przez internet czy choćby biuro matrymonialne. Natomiast zmierzamy do tego, że nie ma POWOŁANIA DO SAMOTNOŚCI. Bo nikt nie może żyć dla siebie. A zatem albo wybiera poświęcenie życia czemuś i z tego powodu rodziny nie zakłada, bo nie pogodziłby obowiązków albo nie z własnego wyboru pozostaje sam, choć chciałby mieć rodzinę. I wtedy realizuje się inaczej. Natomiast nie może to być wybór z wygody, lenistwa, nierealnych oczekiwań co do kandydata na małżonka, lęku przez zobowiązaniem się. Wiecie kto to jest tak bardzo ostatnio lansowany singiel? Ktoś komu się wydaje, że "ma powołanie do samotności". Ktoś kto boi się wejść w formalny związek. Ktoś kto zostawia sobie furtki. Ktoś kto podejmuje wybory wygodne a nie słuszne. Trudno nam sobie nawet wyobrazić, by dobrowolnie zrezygnować z miłości: do małżonka lub w służbie bliźnich. Bo "powołanie do samotności" jest rezygnacją z miłości do innych na rzecz miłości tylko do siebie. I przeciwko takiemu powołaniu protestujemy. NIE WOLNO zatem robić założenia, że "może takie jest moje powołanie".

Zdarza się też, że ktoś owo powołanie do samotności tłumaczy np. koniecznością pozostania z rodzicami. Zawsze w tym przypadku mamy mieszane uczucia. No bo faktycznie: rodzicom zawdzięczamy życie i wychowanie, a zatem sumienie nawet nakazuje nam zająć się nimi na starość. No i oczywiście rodzicom zawsze należy się pomoc. Ale pomoc nie może być rezygnacją z własnego życia. Bo co się stanie jak rodzice umrą?

Gdy dostajemy listy z pytaniem czy nie powinno się poświęcić rodzicom zawsze przychodzi mi na myśl moja kuzynka, której wydawało się że takie właśnie jest jej zadanie życiowe. Po śmierci rodziców, która nastąpiła wcześniej niż się komukolwiek wydawało zawalił się jej świat. Dosłownie. Skończyło się dla niej wszystko czym żyła. Nagle straciła cały sens życia, bo to co do tej pory robiła, czyli życie z rodzicami przestało istnieć. Została sama. Nagle spostrzegła, że jej rówieśnicy dawno już pozakładali rodziny, rodzeństwo ma dzieci i swoje małżeńskie sprawy i problemy i w zasadzie nawet nie bardzo ma o czym rozmawiać z koleżankami ze szkoły. Wcześniej nie bardzo jej to przeszkadzało, bo zawsze mogła wrócić do domu i porozmawiać z rodzicami. Zbliżała się do czterdziestki ale była ładną, zadbaną kobietą i z pewnością mogła się jeszcze podobać. Jednak zamiast próbować wyjść do innych ona była już tak zgorzkniała, że nie wierzyła w swoje siły, w to, że ktoś chciałby się z nią spotykać i stwierdziła... że jej powołaniem jest samotność, nic już w jej życiu się nie zmieni i widocznie zawsze już będzie nieszczęśliwa. Czy musiało tak być?

Dlatego moja Droga i mój Drogi: jeśli wydaje Wam się, że musicie pozostać całe życie przy rodzicach pomyślcie co Wy zrobilibyście w takiej sytuacji. Bo ona może stać się też Waszym udziałem. Czy naprawdę pragniecie być całe życie sami? A Wami nawet Wasze dzieci się wtedy nie zajmą bo...nie będziecie ich mieli. Ani zatem dzieci nie powinny czuć "takiego obowiązku" ani też rodzicom nie wolno tego od dzieci wymagać. A jeśli tak się dzieje to znaczy, że po którejś stronie jest duży problem. Waszym obowiązkiem jest zrealizować swoje powołanie. Jeśli czujesz się powołana do małżeństwa to znaczy, że masz wyjść za mąż i mieć rodzinę. Opiekować się rodzicami, ale nie być ich wiecznym dzieckiem. Tego Ci robić nie wolno, bo zmarnujesz życie. A co robić w sytuacji gdy rodzice na to nalegają? Delikatnie tłumaczyć i pokazywać jaka jesteś szczęśliwa z kimś. A jak nie akceptują - robić swoje. I nie bać się, że rodziców zasmucisz, zdenerwujesz. Może tak będzie, ale to nie będzie Twoja wina. Powtórzymy jeszcze raz: należy rodzicom pomagać, należy ich odwiedzać i za nimi tęsknić, należy nawet na starość wziąć ich do swojego domu. Ale nie wolno koniecznością pomocy rodzicom tłumaczyć sobie "powołania do samotności". Bo ani rodzicom nie dogodzicie ani Wy nie będziecie szczęśliwi.

Jeszcze innym argumentem jaki zdarza nam się słyszeć to taki, że "nikt mnie nie pokocha" lub "nie nadaję się do związku". Jeśli tak twierdzisz to zapytamy przewrotnie: skąd wiesz? Skąd wiesz, że jak do tej pory nikt Cię nie pokochał to już nigdy się to nie zdarzy? Nie wiesz co Cię spotka za tydzień, pół roku, rok. Nie wiesz i nie możesz wiedzieć więc się nie zarzekaj. Dlaczego ktoś miałby Cię pokochać? A dlaczego nie? Zrób listę za i przeciw, tylko bądź obiektywny. Wpisz na nią konkretne argumenty dlaczego nie i dlaczego tak. I co? Taki najgorszy nie jesteś, prawda? Jasne, nie jesteś najpiękniejsza i nie jesteś najmądrzejszy, ale jest takie ludowe przysłowie: "Każda potwora znajdzie swego amatora". Nawet Shrek znalazł żonę. A Ty przecież trochę od Shreka jesteś przystojniejszy, prawda? No właśnie. A zatem nie wiesz czy ktoś nie szuka właśnie kogoś takiego jak Ty. Ja też myślałam, że takiej jak ja nie szuka i mój mąż też tak myślał. A teraz jesteśmy małżeństwem.

Jeśli nie byłeś w związku, to nie wiesz czy się nadajesz czy nie. Bardzo rzadko się zdarza, że ktoś nie dojrzał do bycia w związku, ale to raczej kwestia osobowości jako takiej a nie "nieumiejętności". Nie możesz powiedzieć, że nie lubisz szpinaku jeśli nigdy go nie jadłeś. Jeśli zatem nie kochałeś to jak możesz twierdzić, że się do tego nie nadajesz?

I wiecie co kochani? Ile razy dostajemy takie listy z twierdzeniem, że ktoś chce żyć bez miłości, że ktoś się nie nadaje itp. to jednego możemy być pewni: że to pisze ktoś kto myśli dokładnie na odwrót. Ktoś, kto bardzo chce kochać i być kochanym. Jak ktoś pisze, że chce nauczyć się żyć bez miłości to mamy 100 % gwarancji, że miłości właśnie najbardziej w życiu pragnie. A wiecie skąd to wiemy? Z autopsji. Kiedy człowiek czegoś w życiu bardzo pragnie a tego nie otrzymuje, kiedy bardzo się stara i robi wszystko by to osiągnąć a mimo wszystko to "coś" od niego nie zależy to przychodzi taki moment, że ma już dosyć. Taka chwila, kiedy nie ma już siły wołać, błagać, szukać. Kiedy jest już tak psychicznie zmęczony, że chce już tylko przestać pragnąć. Myślę, że być może w takim stanie był Jezus w Ogrójcu kiedy wołał: "Ojcze, oddal ode mnie ten kielich.". Nic nie pomagało na oporność ludu: ani nauczanie ani cuda, nic. Wiedział, że ostatecznym środkiem jest Jego Męka i Śmierć. I już nie mogąc udźwignąć tego ciężaru modlił się o ulgę. I dlatego takie listy są wołaniem o miłość. Bo wydaje nam się, że stosując technikę: "kwaśne winogrona", czyli wmawiając sobie, że to co jest obiektywnie dobre to dla mnie będzie niedobre odczuwamy ulgę. Nie jest tak, prawda? Albo jest na chwilę a w najmniej spodziewanym momencie zmora wychodzi i dusi za gardło. Dlatego nie wypierajmy się miłości. Nie wypierajmy się jej pragnienia. Bo to tak jakbyśmy chcieli zrezygnować z jakiegoś wymiaru swojego człowieczeństwa. Nie da się. I nie potrzeba.

Doszliśmy zatem do wniosku, że życie w pojedynkę może być wyborem (ktoś decyduje się poświęcić pracy charytatywnej, nauce itp.) lub stanem, w którym znaleźliśmy się wbrew woli. No właśnie i co wtedy? Jeśli czujemy powołanie do małżeństwa powinniśmy szukać nadal. No, ale są ludzi którzy chcą założyć rodzinę, szukają i nie znajdują, znamy przecież takie osoby z naszego środowiska. Co z nimi? Najpierw należy się zastanowić czy mają one realne wymagania co do drugiej osoby, bo czasem różnie z tym bywa. Jeśli tak to czy nie boją się pokochać, czy nieświadomie nie odrzucają innych poprzez swoje zachowanie np. głębokie poranienia, z którymi sobie nie poradzili czy jakieś cechy, które utrudniają wspólne życie (np. jakąś niezaradność życiowa, niezdecydowanie itp.). Jeśli nie - módlmy się i szukajmy dalej. My zawsze zachęcamy, by nie pozostawać biernymi. Powiedzenie: "Siedź w kącie, znajdą Cię" może było dobre w początkach naszego wieku gdzie się wszyscy na wsi znali i chłopak wiedział w którym domu jakiej dziewczyny się spodziewać ale nie bardzo ma zastosowanie w dzisiejszym zwariowanym świecie. Dlatego my zachęcamy, nie tylko chłopaków ale i dziewczyny, by zawierzając Bogu kwestię małżonka sami także byli aktywni. By "dali Bogu szansę". By nie izolowali się od ludzi, by nie unikali spotkań towarzyskich. Aby nie odmawiali np. pójścia na wesele jako osoba towarzysząca. A może właśnie na tym weselu okaże się, że ten kolega z osiedla to całkiem fajny, dobrze wychowany chłopak? A może na jakichś imieninach okaże się, że brat koleżanki jest całkiem interesującym facetem, który ma swoją pasję? A może ta szara myszka, na którą nie zwracałeś uwagi to wspaniała dziewczyna, która wiele robi dla innych i piecze pyszne ciasta przy okazji?

Nie wstydźmy się poznawać kogoś przez biuro matrymonialne. Najbardziej "sztandarowym" przykładem małżonków z takiego biura są oczywiście rodzice obecnego papieża ale też wiele bardzo zgodnych, dobrych małżeństw, które nie wiadomo dlaczego wstydzą się przyznać, że w ten sposób się poznali. A przecież tam się jasno określa swoje oczekiwania i preferencje i przychodzą tam poważni ludzie - właśnie w tym celu, więc jaki tu powód do wstydu? Jak to jest, że współczesny świat nie wstydzi się grzechu, wręcz chlubi się z powodu jawnego łamania przykazań a "biuro matrymonialne" budzi zażenowanie. Przyznacie, że to dziwne, prawda? Ostatnio bardzo wiele osób poznaje się też przez internet. Na naszej stronie za pośrednictwem działu "Źródełko" poznało się około 20 małżeństw. Jest też wiele innych, wartościowych, chrześcijańskich portali gdzie szanse trafienia na "swego" człowieka - w sensie wartości i poglądów są ogromne! Oczywiście, internet jest większym ryzykiem niż biuro i dlatego zachęcamy do korzystania ze stron sprawdzonych i takich, o których wiadomo, że mają coś wspólnego z wiarą. Nie bójmy się: nic nie tracimy a możemy zyskać wiele.

A może jakaś wspólnota? Wcale nie jest tak, że to dobre tylko dla studentów czy licealistów. Są też wspólnoty tworzone przez młodzież pracującą, duszpasterstwa postakademickie. Może warto? My sami poznaliśmy się w maleńkiej wspólnocie, gdzie na 10 osób utworzyły się ...cztery małżeństwa! To niezwykłe a dla nas dowód na to, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych a "Duch wieje kędy chce...". A nawet jak małżonka we wspólnocie nie poznamy to wzbogacimy życie duchowe. A może któraś z koleżanek ze wspólnoty ma brata, którego poznamy odwiedzając ją w domu? Nigdy nic nie wiadomo.

Kochani - i jeszcze jedno. Dawajmy sobie nawzajem szanse. Nie można stwierdzić, że "to nie ten człowiek" po pierwszym spotkaniu (pomijamy przypadki ewidentnego chamstwa, cwaniactwa i sytuacje gdzie ktoś jest wulgarny albo otwarcie manifestuje swoje nienajciekawsze poglądy). Spotkajmy się minimum 2-3 razy. Rozmawiajmy ze sobą. Trzeba się bowiem poznać, by podjąć decyzję i nie jest tak, że od pierwszego razu "się wie". No, ale to już temat na osobny artykuł.

A jeśli już wyeliminujemy wszystkie powody braku małżonka, wypróbujemy wszystkie sposoby i nie znajdujemy odpowiedzi na swoją samotność to pozostaje tylko się modlić by Bóg to zmienił.

W jednym z psalmów czytamy: "Bóg spełni pragnienia twego serca". W pierwszym odruchu chciałoby się odczytać te słowa dokładnie tak jak one brzmią. Że Bóg spełni nasze pragnienia założenia rodziny, że da nam poznać tą właściwą osobę. To normalne odczucia, bo to są właśnie pragnienia naszego serca. Jednakże wiemy, że mimo wszystko nie zawsze tak będzie. Jak wtedy odczytywać słowa psalmu? Czy pragnienie serca człowieka może być sprzeczne z pragnieniem Boga np. odnośnie założenia rodziny? A jeżeli tak to chyba jest to jakiś niesamowity dramat, na który Bóg nas skazuje. Czy naprawdę zaspokojenie pragnienia naszego serca w miłości może być nierealne?

Nie. Nie, bo gdyby tak było Bóg nie byłby Ojcem miłosiernym. Bóg natomiast - jak już wielokrotnie mówiliśmy wcześniej - nie jest złośliwy. On nie bawi się naszymi uczuciami i nie skazuje nas na bezsensowne cierpienie - choć pewnie w chwilach rozpaczy każdemu z nas zdarzało się tak myśleć. Ale tak nie jest, bo gdyby tak było całe dzieło stworzenia byłoby bez sensu. Może być naturalnie tak, że Bóg, chcąc dla nas zawsze dobra inaczej postrzega to dobro niż my w danej chwili. A zatem obietnicę zaspokojenia pragnienia naszego serca należy rozumieć szerzej. Należy ją rozumieć jako zaspokojenie pragnienia serca w ogóle, nie tylko w tej chwili. Bo na każdym etapie życia mamy jakieś pragnienia i wyrywkowe przeczytanie jakiegoś fragmentu Pisma św. daje nam natychmiastową obietnicę ich spełnienia. Natomiast w tym przypadku chodzi o największe pragnienie serca człowieka, czyli pragnienie Boga. Bóg dając nam zbawienie daje nam obietnicę zaspokojenia właśnie tego największego głodu człowieka - znalezienia się w obecności Boga na wieczność, zbawienia i "przygarnięcia" przez Boga. Bo to jedno, jedyne pragnienie ludzkiego serca jest najbardziej ponadczasowe i niezmienne pośród wszystkich etapów życia i okoliczności, bo do tego przecież sprowadza się cel naszego życia. I dlatego należy modlić się, żeby Bóg zaspokoił to konkretne pragnienie naszego serca i przemienił tą tęsknotę za drugim człowiekiem w tęsknotę za Bogiem i działanie dla innych. Ale takie, by nie był to środek zastępczy, wypełniacz czasu, coś na zapomnienie czy metoda klina tylko autentyczne zaspokojenie serca przynoszące ukojenie i szczęście. Dopiero wtedy nie będzie dramatu gdy Bóg to uczyni, gdy będziemy tego zaspokojenia pragnąć i godzić się na to.

Nie wypierajmy się zatem pragnienia miłości: prośmy o nią Boga a On da nam ukojenie. I wtedy nawet "samotność" nie będzie dramatem.

Kasia i Tomek

Redakcja portalu



Wasze komentarze:
 Agness: 28.01.2010, 22:30
 Święty Józefie pomóż mi znaleźć moje szczęscie... Chcę być matką i żoną, chce kochać i być kochana.... Pomóż mi znaleźć swojego jedynego, najdroższego i do końca życia....
 88 : 28.01.2010, 15:18
 Znaczy się mi nie chodzi o wymyślenie sobie kogoś, dla kogo będę żył/a, ale chodzi mi o realne podejście do życia, że zawsze obok jest drugi człowiek, a gdy dojdzie do kontaktu samotność przestanie istnieć, jestem jednak zdania, że żyć samemu nie oznacza żyć samotnie:) może źle myślę, ale w moim życiu miałam paru chłopaków, jakoś nie wychodziło, nie czułams ię w tym najlepiej, możecie to nazwać jak chcecie:)teraz moim towarzyszem jest pies - wiem, jak to brzmi, wiem:)w góry z nim się wybieram, wszędzie się z nim wybieram, bo nie wypada samej wychodzić na szlak bo dośc niebezpiecznie jest, ale mój tel. jest zawsze włączony, jak mnie nie ma przyjaciólmi na wyjeździe to znaczy, że jestem w domu, wolna i do dyspozycji każdego, kto by mnie potrzebował, czy to koleżanka chce wyjśc z mężem do kina, a nie ma kim zostawić dziecka, kolega, który potrzebuje, żeby go podwieźć, bo mu samochódł padł, sąsiadka, która wie, że gdy ona jedzie może pod moją opieką zostawić mieszkania i swojego Doga, kolega, który chce jechać za miasto a też nie ma z kim - dzwoni po mnie...szczerze powiedziawszy mam mało czasu, żeby usiąść i zacząć się nudzić i mówić, że nie mam partnera...owszem są czasem przygnębienia, ale wiem, że w swoim byciu samej inni mnie potrzebują i mojego wolnego czasu, który i im pozwala łatwiej żyć.
 Paolo: 27.01.2010, 21:43
 do 88 masz racje zawsze sie ktoś znajdzie dla kogo można żyć zgodze sie w pewnym sensie.do Asiula 88 powiem Ci tak hm kłótnie były i będą chocby i w idealnym zwiazku to normalne ale głowa do góry warto szukać drugiej połowki :)
 88: 26.01.2010, 18:18
 I powołanie do bezżeństwa niesie ze sobą problemy i kłotnie z innymi ludzmi, gdzie jest dwoje tam zawsze będzie kłotnia:) a mi się nie podoba stwierdzenie "powołanie do samotności" bo nie ma takiego powołania! Bóg sam stworzył człowieka dla drugiego człowieka:) w zakonie żyje się dla i ze wspólnotą, w małżeństwie dla małżonka/i, a w życiu bezżennym dla innych ludzi...może się mylę, ale zawsze jest ktoś dla kogo można żyć.
 Asiula88: 26.01.2010, 10:05
 Wiecie co Wam powiem , czasem nie wiem co jest gorsze bycie samotnym czy egzystencja w zwiazku, ktory niesie za soba wieczne kłótnie i problemy.....pozdrawiam wszytskich;)
 Paolo: 24.01.2010, 17:05
 do Gosia20 masz bardzo ładną zasade...cieżko spotkać teraz takie dziewczyny które by w ten sposób myslały naprawde...życze powodzenia.
 MADZIA: 21.01.2010, 11:32
 PROSZĘ CIEBIE JEZU POSTAW W MOIM TRUDNYM I NIEPEŁNOSPRAWNYM ŻYCIU LUDZI DOBREGO SERCA
 a: 20.01.2010, 20:08
 jak ktos nie ma szczesscia to taka strona tez nic nie zmieni juz sie o tym przekonałam :(
 a: 17.01.2010, 14:43
 pozdrawiam wszystkich strapionych z powodu osamotnienia i wszystkim zycze jak najszybciej by znalezli swoje szczescie.prosze tez o modlitwe za mnie :(


 tomek: 15.01.2010, 20:42
 Dziękuję Autorom za tą wspaniałą stronę, oraz wszystkim osobom które dodają swoje komentarze; bardzo mi to pomogło i jeszcze wielce pomoże! chciałbym napisać do wielu osób, ale pozwolę sobie dopisać przynajmniej do dwóch niedawnych wpisów: Gosia20 absolutnie nigdy nie zmieniaj tych pięknych zasad, którymi się kierujesz!!! zresztą jeśli ktoś nie jest w stanie ich spełnić, to jest to bardzo dobry test dla takiej osoby - kto go nie chce zdać, ten niech spada :-) Krzysztof nigdy nie myśl o Sobie w ten sposób, że nikt Cię nie zaakceptuje razem z Twoimi problemami - to szatan chce żebyś tak o Sobie myślał; bardzo Ci współczuję że musisz zmagać się z depresją, oby udało Ci się wyzdrowieć (prawdę mówiąc zbyt mało wiem o tej chorobie), jednak jest to choroba, więc nie możesz przecież Siebie za nią obwiniać; natomiast na pewno uda Ci się zwalczyć ten nałóg, w który obecnie za sprawą nieograniczonego dostępu do pornografi przez internet wsiąka coraz więcej ludzi (ja też z tym walczę), musisz tylko sam uwierzyć, że przecież naprawdę można się z tego uwolnić !!! bardzo polecam obejrzeć ten krótki film, on doda nam wiary, że nie wolno nam zwątpić w powodzenie naszej drogi do Pana Boga, pomimo wszelkich trudności: http://video.google.co.uk/videoplay?docid=3493207271920409738#docid=6057222211065573437
 Marcin (1985): 14.01.2010, 14:27
 Krzysztofie, myślę że On Cię nie karze, tak jak twierdzisz. Owszem, zsyła na Ciebie takie doświadczenie, ale jak sam stwierdziłeś, sam sobie to zgotowałeś. Dokonałeś wyboru, zatem teraz za to musisz odpowiadać. Choć sam w to nie wpadłem, zdaję sobie sprawę, że będzie Ci ciężko się z tego wyrwać... Ale przede wszystkim odpowiedz sobie pytanie: Chcesz być takim, jaki jesteś teraz, czy jednak podjąć próbę wyrwania się z tego? Jeżeli nie chcesz się wyrwać, to zostanie tak jak jest. Jeżeli jednak podejmiesz postanowienie: "Dość, kończę z tym, zaczynam nowe życie" (jest to w Twojej sytuacji niezwykle trudne, ale myślę że możliwe), to zobaczysz, że Bóg na pewno pomoże Ci wybrnąć z tego. Może nie dostrzeżesz tego od razu, trzeba do tego cierpliwości (łatwo mi mówić - sam jestem dość niecierpliwy, ale jak trzeba, to i poczekam - w ten sposób udało mi się do dziś dnia utrzymać się w czystości), ale jestem pewien, że nie zostawi Cię z takim postanowieniem samemu sobie. Fakt, reputacji Ci to od razu nie zmieni, niemniej jeżeli podejmiesz trud wyrwania się z tych bardzo ciężkich do odpuszczenia sobie nałogów (nazywajmy rzeczy po imieniu), na pewno będzie to dostrzeżone. Mam taką nadzieję.
 Krzysztof: 14.01.2010, 08:03
 Dla mnie samotnoć to jedyna droga. Jestem uzależniony od pornografii i masturbacji. Choruję na depresję. Nie radzę sobie z podstawowymi obowiązkami. Często myślę o śmierci i samobójstwie. Nie ma nic co by mnie cieszyło. Takiego jak ja nie chce żadna kobieta. Nie jestem w stanie pomóc nikomu. Sam nie radzę sobie z samym sobą. Chciałbym mieć przyjaciół ale sądzę, że nie wytrzymaliby ze mną. Może sam sobie zgotowałem ten los, ale gdzie jest Bóg, który, jak mówią, troszczy się o życie każdego człowieka. Gdyby był nie dopuściłby do tego. Nikt nie słyszy jak wołam. Jak błągam o litość. Za co mnie tak karze? Co ja Mu zrobiłem ?
 Magda: 12.01.2010, 20:25
 Do Adam: ja to zrozumialam troszeczke inaczej; samotnosc powinna byc swiadma decyzja, wyborem sposobu zycia (swoja droga bardzo trudnym) a nie ucieczka ze strachu "ze nikogo nie poznam" i ma sens tylko wtedy, gdy mamy "cos wzamian" np. zakon, dzialalnosc spoleczna, praca itp. Z tym ze to "cos wzamian" nie moze byc tylko wypelnieniem pustki, teskonoty za bliskoscia ale rzeczywista pasja! Swoją drogą bardzo trudno jest rozeznac swoje powolanie...
 Aagatka: 12.01.2010, 19:54
 Witam Wszystkich!!! Chcę nawiązać do Gosi... ja ostatnio usłyszała, że.... 'kota w worku się nie kupuje'.... FAJNE!!!???. Mam podobny problem co wielu z Was. POZDRÓWKA
 Adam: 10.01.2010, 02:05
 Jeśli nie ma powołania do samotności to nie powinni istnieć kameduli i inni im podobni. Coraz więcej księży mówi o powołaniu osób świeckich do samotności więc nie róbcie ludziom wody z mózgu i to jeszcze na takim poważnym portalu. Co innego życie wygodne bez zobowiązań a co innego wyraźny wybór samotności lub samotność w związku z chorobą lub takim ułożeniem zdarzeń w życiu. Nie mówcie ludziom, że na siłę mają się żenić wychodzić za mąż. To paranoja. Samotność z Bogiem w "cywilu" to też bardzo ważne powołanie właśnie, nawet nie zdajecie sobie sprawy ile w tym może być ofiary z cierpienia, bo samotność w egoizmie to piekło, ale nie samotność w Bogu. A czytając ten artykuł wydaje się, że wrzucacie wszystkich samotnych do jednego worka. Ci samotni klęczący w kościele ludzie często więcej robią niż niejedno małżeństwo. Pozdrawiam
 Ana: 01.01.2010, 20:03
 Szczęśliwego Nowego Roku i powodzenia w sprawach osobistych :)
 a: 01.01.2010, 18:10
 do kondzio-kto szuka nie błądzi :)pozdrawiam i zycze powodzenia :)a
 Pawel: 29.12.2009, 09:22
 Witam was i nie zapomnialem o was jak wspomnialem moje pierwsze kroki w odzyskanym zyciu stawiam tym razem doslownie krok po kroku to wymaga pracy i szeroko otwarych oczu na nowo poznawany swiat w ktorym teraz zyjemy. Maniek! kiedy wroce tu ponownie,wroce juz z moja opowiescia zycia ktore bylo moim zyciem.Dzisiaj nie musze zyc przeszloscia ani jutrem dzisiaj zyje wolnoscia i uwolnieniem od ogromu mocarstwa strachu przed jutrem i wczoraj. Moje zycie stalo sie dniem dzisiejszym bo zyje tylko dzis,teraz_nie wczoraj ani nie jutro_wczoraj nigdy nie wroci jutro nie wiemy czy wogole nastapi. Pozdrawiam Was serdecznie wraz z Zyczeniami w tym Czasie Narodzenia nowego zycia Samego Boga Jezusa Naszego zycia w prawdzie o milosci ktora jest jedyna prawda o naszej wspolnej drodze do tej prawdy --wolnosci czystej milosci--odzyskanie poczucia milosci i wartosci nas samych jest dla mnie jedyna juz droga przez ktora dane mi jest przejsc ponownie.
 Marcin (1985): 29.12.2009, 00:23
 Ja już widzę, że nic z tego. Nie potrafię sprostać jej wymaganiom. W sumie dziewczyna (mam takie wrażenie) wymaga więcej, niż mogę dać i jest jakaś arogancka. Gosia, ja co prawda nie miałem takich historii (sam też nie uznaję współżycia przed ślubem), niemniej niestety, większość facetów (w wojsku człowiek się o tym nasłuchał, oj nasłuchał...) jest zdania, że trzeba się sprawdzić... Ciekawe, w czym. Jak popatrzysz na wcześniejsze wpisy, wyśmiałem współczesnych projektantów mody damskiej, która to częściowo przyczynia się do takiego a nie innego stanu rzeczy...
 Asiula88: 27.12.2009, 18:23
 Czesc wszystkim:) Witam Gosie i Kondzia:) Droga Gosiu , Twój problem ma bardzo wiele dziewczyn, ja tez sie z tym borykałam, ale postanowiłam , ze za nic nie zmienie swojej dotychczasowej postawy. Jesli facet nie rozumie słowa "nie" to trudno, znaczy , ze wcale Cie nie kocha, a jego celem jest tylko jego własna przyjemnośc. Jesli sie kogos naprawde kocha, to sex nie stanie na przeszkodzie w związku. Przeciez miłość nie skałda sie tylko ze sfery fizycznej, mysle ze wazniejsza jest ta druga strona, więzi psychicznej. Zycze Ci powodzenia w poszukiwaniach takiego faceta , który Cie zrozumie i w pełni zaakceptuje Twoje postenowienie zycia w czystości. Pozdrawiam serdecznie:)
[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] (13) [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32]


Autor

Treść

Nowości

Modlitwa do bł. ks. Bronisława MarkiewiczaModlitwa do bł. ks. Bronisława Markiewicza

Litania do bł. ks. Bronisława MarkiewiczaLitania do bł. ks. Bronisława Markiewicza

Modlitwa do św. Hiacynty MariscottiModlitwa do św. Hiacynty Mariscotti

Modlitwa do bł. ks. Zygmunta PisarskiegoModlitwa do bł. ks. Zygmunta Pisarskiego

Modlitwa do św. TeofilaModlitwa do św. Teofila

Modlitwa do św. MartynyModlitwa do św. Martyny

Najbardziej popularne

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Tajemnica SzczęściaTajemnica Szczęścia

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Godzina Łaski 2025Godzina Łaski 2025

 [ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2026 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej