Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Samotność - dramat czy powołanie?

Ostatnio coraz częściej słyszy się o "powołaniu do samotności". Nawet młodzi ludzie, nieraz dopiero po studiach postanawiają nie zakładać rodziny. Robią to całkiem dobrowolnie albo - nie mogąc znaleźć kandydata na małżonka dochodzą do wniosku, że samotność jest ich drogą. Utwierdzają ich w tym media lansując bardzo popularny ostatnio model "singla".

A jak to wygląda naprawdę? Czy faktycznie jest takie powołanie? Czy Bóg dla tak wielu osób przewidział właśnie taką drogę do zbawienia? A może to tylko ucieczka przed odpowiedzialnością, modne wytłumaczenie dlaczego nie mam rodziny? A może za etykietką "singiel z wyboru" kryje się dramat współczesnego człowieka, któremu coraz ciężej znaleźć bratnią duszę? Może to wcale nie jest wolny wybór ani powołanie?

Popatrzymy co kieruje człowiekiem w podjęciu decyzji o samotności.

Co do zasady nie ma takiego powołania, by człowiek był sam. Słyszeliście kiedyś o takim? Bo my nie. Jest kapłaństwo, małżeństwo, zakon. Sam Bóg stwarzając człowieka stwierdził, iż nie jest dobrze by pozostał on samotny. Oczywiście, nie oznacza to, że każdy musi się żenić czy iść do zakonu. Rzeczywiście, są ludzie, którzy nie widzą się w żadnej z tych sytuacji. Całkiem dobrowolnie postanawiają pozostać bezżennymi. I to jest OK - pod jednym warunkiem: że poświęcą się czemuś konkretnemu, jakiejś wielkiej sprawie, idei, której wykonywanie nie dałoby się pogodzić z pełnieniem roli męża czy żony. Tylko my to rozumiemy tak: najpierw następuje zaangażowanie w jakąś działalność, najpierw zaczynamy coś robić dla innych.? Widzimy, że to nas pochłania całkowicie, że staje się to naszym zadaniem życiowym, nie wyobrażamy sobie siebie w innej roli i dochodzimy do wniosku, że ta działalność jest dla nas ważniejsza niż realizacja siebie w rodzinie czy zakonie. I wtedy dobrowolnie z tej rodziny rezygnujemy, bez żalu, z poczuciem, że to jest właśnie najwłaściwsza droga. Oczywiście jest to wymodlone, rozpoznane, skonsultowane z kierownikiem duchowym, spowiednikiem itp. I daje nam to taką radość i poczucie spełnienia, że chcemy to robić całe życie. To jest właściwa kolejność. A nie taka: chłopak czy dziewczyna zastanawia się na powołaniem i dochodzi od wniosku, że jest powołany/a do samotności. I dopiero potem zaczyna się zastanawiać co by tu w życiu robić. No bo skoro nie rodzina czy zakon to coś "na usprawiedliwienie" bycia samemu wypada mieć. Zaczyna trochę działać w Caritasie, trochę w jakiejś wspólnocie, troszkę tego skubnie, trochę tego. W niczym dłużej miejsca nie zagrzewa. I co się dzieje? Nie jest spełniony/a, nie jest do końca szczęśliwy/a. Bo brak jest tej głębi, tego ducha ożywczego, kierującego ich zapałem. Lata lecą, czasem ktoś się koło nich zakręci, ale - według nich - "to nie to", bo oni mają przecież inne powołanie. Każdy dzień wygląda tak samo: praca, dom, jakiś obiad, zakupy dla jednej osoby, weekendy u rodziców. Natarczywe pytanie ze strony rodziny co dalej, na które nie bardzo wiadomo co odpowiedzieć. Przyjaciół coraz mniej, bo każdy zajęty swoimi sprawami. Nic za bardzo nie daje satysfakcji, bo dla kogo ubierać choinkę, dla kogo piec ciasto? W końcu naprawdę zostają sami i zastanawiają się co tu dalej robić, czym się zająć. Pojawia się myśl: a może trzeba było wyjść za mąż? A może trzeba było pójść do zakonu? Przystają do jakiejś grupy przy kościele, coś robią, ale nadal brak tego "ducha". I tak rodzą się stare panny i starzy kawalerowie.

Nie chcemy broń Boże nikogo urazić! Nie kpimy ze starych panien (ja sama nią byłam, bo wyszłam za mąż jak miałam 30 lat). Chcemy tylko powiedzieć, że jest ZASADNICZA RÓŻNICA między byciem samemu z wyboru (dla idei) a domniemanym powołaniem do samotności (z braku pomysłu na życie). I znów: wiemy, że nie wszyscy założą rodzinę. I nie z ich winy tak będzie. Po prostu - nie znajdą kandydata na męża czy żonę. I my tego absolutnie nie krytykujemy, doskonale rozumiemy ich ból, bo w pewnym momencie życia wydawało nam się, że będzie to też naszym udziałem. Należy takim osobom współczuć bólu niespełnionego powołania i na ile to możliwe starać się im pomóc - tak bardzo konkretnie: przez poznawanie ze swoimi znajomymi, którzy także jeszcze są sami, przez zachęcanie do szukania tej drugiej osoby przez internet czy choćby biuro matrymonialne. Natomiast zmierzamy do tego, że nie ma POWOŁANIA DO SAMOTNOŚCI. Bo nikt nie może żyć dla siebie. A zatem albo wybiera poświęcenie życia czemuś i z tego powodu rodziny nie zakłada, bo nie pogodziłby obowiązków albo nie z własnego wyboru pozostaje sam, choć chciałby mieć rodzinę. I wtedy realizuje się inaczej. Natomiast nie może to być wybór z wygody, lenistwa, nierealnych oczekiwań co do kandydata na małżonka, lęku przez zobowiązaniem się. Wiecie kto to jest tak bardzo ostatnio lansowany singiel? Ktoś komu się wydaje, że "ma powołanie do samotności". Ktoś kto boi się wejść w formalny związek. Ktoś kto zostawia sobie furtki. Ktoś kto podejmuje wybory wygodne a nie słuszne. Trudno nam sobie nawet wyobrazić, by dobrowolnie zrezygnować z miłości: do małżonka lub w służbie bliźnich. Bo "powołanie do samotności" jest rezygnacją z miłości do innych na rzecz miłości tylko do siebie. I przeciwko takiemu powołaniu protestujemy. NIE WOLNO zatem robić założenia, że "może takie jest moje powołanie".

Zdarza się też, że ktoś owo powołanie do samotności tłumaczy np. koniecznością pozostania z rodzicami. Zawsze w tym przypadku mamy mieszane uczucia. No bo faktycznie: rodzicom zawdzięczamy życie i wychowanie, a zatem sumienie nawet nakazuje nam zająć się nimi na starość. No i oczywiście rodzicom zawsze należy się pomoc. Ale pomoc nie może być rezygnacją z własnego życia. Bo co się stanie jak rodzice umrą?

Gdy dostajemy listy z pytaniem czy nie powinno się poświęcić rodzicom zawsze przychodzi mi na myśl moja kuzynka, której wydawało się że takie właśnie jest jej zadanie życiowe. Po śmierci rodziców, która nastąpiła wcześniej niż się komukolwiek wydawało zawalił się jej świat. Dosłownie. Skończyło się dla niej wszystko czym żyła. Nagle straciła cały sens życia, bo to co do tej pory robiła, czyli życie z rodzicami przestało istnieć. Została sama. Nagle spostrzegła, że jej rówieśnicy dawno już pozakładali rodziny, rodzeństwo ma dzieci i swoje małżeńskie sprawy i problemy i w zasadzie nawet nie bardzo ma o czym rozmawiać z koleżankami ze szkoły. Wcześniej nie bardzo jej to przeszkadzało, bo zawsze mogła wrócić do domu i porozmawiać z rodzicami. Zbliżała się do czterdziestki ale była ładną, zadbaną kobietą i z pewnością mogła się jeszcze podobać. Jednak zamiast próbować wyjść do innych ona była już tak zgorzkniała, że nie wierzyła w swoje siły, w to, że ktoś chciałby się z nią spotykać i stwierdziła... że jej powołaniem jest samotność, nic już w jej życiu się nie zmieni i widocznie zawsze już będzie nieszczęśliwa. Czy musiało tak być?

Dlatego moja Droga i mój Drogi: jeśli wydaje Wam się, że musicie pozostać całe życie przy rodzicach pomyślcie co Wy zrobilibyście w takiej sytuacji. Bo ona może stać się też Waszym udziałem. Czy naprawdę pragniecie być całe życie sami? A Wami nawet Wasze dzieci się wtedy nie zajmą bo...nie będziecie ich mieli. Ani zatem dzieci nie powinny czuć "takiego obowiązku" ani też rodzicom nie wolno tego od dzieci wymagać. A jeśli tak się dzieje to znaczy, że po którejś stronie jest duży problem. Waszym obowiązkiem jest zrealizować swoje powołanie. Jeśli czujesz się powołana do małżeństwa to znaczy, że masz wyjść za mąż i mieć rodzinę. Opiekować się rodzicami, ale nie być ich wiecznym dzieckiem. Tego Ci robić nie wolno, bo zmarnujesz życie. A co robić w sytuacji gdy rodzice na to nalegają? Delikatnie tłumaczyć i pokazywać jaka jesteś szczęśliwa z kimś. A jak nie akceptują - robić swoje. I nie bać się, że rodziców zasmucisz, zdenerwujesz. Może tak będzie, ale to nie będzie Twoja wina. Powtórzymy jeszcze raz: należy rodzicom pomagać, należy ich odwiedzać i za nimi tęsknić, należy nawet na starość wziąć ich do swojego domu. Ale nie wolno koniecznością pomocy rodzicom tłumaczyć sobie "powołania do samotności". Bo ani rodzicom nie dogodzicie ani Wy nie będziecie szczęśliwi.

Jeszcze innym argumentem jaki zdarza nam się słyszeć to taki, że "nikt mnie nie pokocha" lub "nie nadaję się do związku". Jeśli tak twierdzisz to zapytamy przewrotnie: skąd wiesz? Skąd wiesz, że jak do tej pory nikt Cię nie pokochał to już nigdy się to nie zdarzy? Nie wiesz co Cię spotka za tydzień, pół roku, rok. Nie wiesz i nie możesz wiedzieć więc się nie zarzekaj. Dlaczego ktoś miałby Cię pokochać? A dlaczego nie? Zrób listę za i przeciw, tylko bądź obiektywny. Wpisz na nią konkretne argumenty dlaczego nie i dlaczego tak. I co? Taki najgorszy nie jesteś, prawda? Jasne, nie jesteś najpiękniejsza i nie jesteś najmądrzejszy, ale jest takie ludowe przysłowie: "Każda potwora znajdzie swego amatora". Nawet Shrek znalazł żonę. A Ty przecież trochę od Shreka jesteś przystojniejszy, prawda? No właśnie. A zatem nie wiesz czy ktoś nie szuka właśnie kogoś takiego jak Ty. Ja też myślałam, że takiej jak ja nie szuka i mój mąż też tak myślał. A teraz jesteśmy małżeństwem.

Jeśli nie byłeś w związku, to nie wiesz czy się nadajesz czy nie. Bardzo rzadko się zdarza, że ktoś nie dojrzał do bycia w związku, ale to raczej kwestia osobowości jako takiej a nie "nieumiejętności". Nie możesz powiedzieć, że nie lubisz szpinaku jeśli nigdy go nie jadłeś. Jeśli zatem nie kochałeś to jak możesz twierdzić, że się do tego nie nadajesz?

I wiecie co kochani? Ile razy dostajemy takie listy z twierdzeniem, że ktoś chce żyć bez miłości, że ktoś się nie nadaje itp. to jednego możemy być pewni: że to pisze ktoś kto myśli dokładnie na odwrót. Ktoś, kto bardzo chce kochać i być kochanym. Jak ktoś pisze, że chce nauczyć się żyć bez miłości to mamy 100 % gwarancji, że miłości właśnie najbardziej w życiu pragnie. A wiecie skąd to wiemy? Z autopsji. Kiedy człowiek czegoś w życiu bardzo pragnie a tego nie otrzymuje, kiedy bardzo się stara i robi wszystko by to osiągnąć a mimo wszystko to "coś" od niego nie zależy to przychodzi taki moment, że ma już dosyć. Taka chwila, kiedy nie ma już siły wołać, błagać, szukać. Kiedy jest już tak psychicznie zmęczony, że chce już tylko przestać pragnąć. Myślę, że być może w takim stanie był Jezus w Ogrójcu kiedy wołał: "Ojcze, oddal ode mnie ten kielich.". Nic nie pomagało na oporność ludu: ani nauczanie ani cuda, nic. Wiedział, że ostatecznym środkiem jest Jego Męka i Śmierć. I już nie mogąc udźwignąć tego ciężaru modlił się o ulgę. I dlatego takie listy są wołaniem o miłość. Bo wydaje nam się, że stosując technikę: "kwaśne winogrona", czyli wmawiając sobie, że to co jest obiektywnie dobre to dla mnie będzie niedobre odczuwamy ulgę. Nie jest tak, prawda? Albo jest na chwilę a w najmniej spodziewanym momencie zmora wychodzi i dusi za gardło. Dlatego nie wypierajmy się miłości. Nie wypierajmy się jej pragnienia. Bo to tak jakbyśmy chcieli zrezygnować z jakiegoś wymiaru swojego człowieczeństwa. Nie da się. I nie potrzeba.

Doszliśmy zatem do wniosku, że życie w pojedynkę może być wyborem (ktoś decyduje się poświęcić pracy charytatywnej, nauce itp.) lub stanem, w którym znaleźliśmy się wbrew woli. No właśnie i co wtedy? Jeśli czujemy powołanie do małżeństwa powinniśmy szukać nadal. No, ale są ludzi którzy chcą założyć rodzinę, szukają i nie znajdują, znamy przecież takie osoby z naszego środowiska. Co z nimi? Najpierw należy się zastanowić czy mają one realne wymagania co do drugiej osoby, bo czasem różnie z tym bywa. Jeśli tak to czy nie boją się pokochać, czy nieświadomie nie odrzucają innych poprzez swoje zachowanie np. głębokie poranienia, z którymi sobie nie poradzili czy jakieś cechy, które utrudniają wspólne życie (np. jakąś niezaradność życiowa, niezdecydowanie itp.). Jeśli nie - módlmy się i szukajmy dalej. My zawsze zachęcamy, by nie pozostawać biernymi. Powiedzenie: "Siedź w kącie, znajdą Cię" może było dobre w początkach naszego wieku gdzie się wszyscy na wsi znali i chłopak wiedział w którym domu jakiej dziewczyny się spodziewać ale nie bardzo ma zastosowanie w dzisiejszym zwariowanym świecie. Dlatego my zachęcamy, nie tylko chłopaków ale i dziewczyny, by zawierzając Bogu kwestię małżonka sami także byli aktywni. By "dali Bogu szansę". By nie izolowali się od ludzi, by nie unikali spotkań towarzyskich. Aby nie odmawiali np. pójścia na wesele jako osoba towarzysząca. A może właśnie na tym weselu okaże się, że ten kolega z osiedla to całkiem fajny, dobrze wychowany chłopak? A może na jakichś imieninach okaże się, że brat koleżanki jest całkiem interesującym facetem, który ma swoją pasję? A może ta szara myszka, na którą nie zwracałeś uwagi to wspaniała dziewczyna, która wiele robi dla innych i piecze pyszne ciasta przy okazji?

Nie wstydźmy się poznawać kogoś przez biuro matrymonialne. Najbardziej "sztandarowym" przykładem małżonków z takiego biura są oczywiście rodzice obecnego papieża ale też wiele bardzo zgodnych, dobrych małżeństw, które nie wiadomo dlaczego wstydzą się przyznać, że w ten sposób się poznali. A przecież tam się jasno określa swoje oczekiwania i preferencje i przychodzą tam poważni ludzie - właśnie w tym celu, więc jaki tu powód do wstydu? Jak to jest, że współczesny świat nie wstydzi się grzechu, wręcz chlubi się z powodu jawnego łamania przykazań a "biuro matrymonialne" budzi zażenowanie. Przyznacie, że to dziwne, prawda? Ostatnio bardzo wiele osób poznaje się też przez internet. Na naszej stronie za pośrednictwem działu "Źródełko" poznało się około 20 małżeństw. Jest też wiele innych, wartościowych, chrześcijańskich portali gdzie szanse trafienia na "swego" człowieka - w sensie wartości i poglądów są ogromne! Oczywiście, internet jest większym ryzykiem niż biuro i dlatego zachęcamy do korzystania ze stron sprawdzonych i takich, o których wiadomo, że mają coś wspólnego z wiarą. Nie bójmy się: nic nie tracimy a możemy zyskać wiele.

A może jakaś wspólnota? Wcale nie jest tak, że to dobre tylko dla studentów czy licealistów. Są też wspólnoty tworzone przez młodzież pracującą, duszpasterstwa postakademickie. Może warto? My sami poznaliśmy się w maleńkiej wspólnocie, gdzie na 10 osób utworzyły się ...cztery małżeństwa! To niezwykłe a dla nas dowód na to, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych a "Duch wieje kędy chce...". A nawet jak małżonka we wspólnocie nie poznamy to wzbogacimy życie duchowe. A może któraś z koleżanek ze wspólnoty ma brata, którego poznamy odwiedzając ją w domu? Nigdy nic nie wiadomo.

Kochani - i jeszcze jedno. Dawajmy sobie nawzajem szanse. Nie można stwierdzić, że "to nie ten człowiek" po pierwszym spotkaniu (pomijamy przypadki ewidentnego chamstwa, cwaniactwa i sytuacje gdzie ktoś jest wulgarny albo otwarcie manifestuje swoje nienajciekawsze poglądy). Spotkajmy się minimum 2-3 razy. Rozmawiajmy ze sobą. Trzeba się bowiem poznać, by podjąć decyzję i nie jest tak, że od pierwszego razu "się wie". No, ale to już temat na osobny artykuł.

A jeśli już wyeliminujemy wszystkie powody braku małżonka, wypróbujemy wszystkie sposoby i nie znajdujemy odpowiedzi na swoją samotność to pozostaje tylko się modlić by Bóg to zmienił.

W jednym z psalmów czytamy: "Bóg spełni pragnienia twego serca". W pierwszym odruchu chciałoby się odczytać te słowa dokładnie tak jak one brzmią. Że Bóg spełni nasze pragnienia założenia rodziny, że da nam poznać tą właściwą osobę. To normalne odczucia, bo to są właśnie pragnienia naszego serca. Jednakże wiemy, że mimo wszystko nie zawsze tak będzie. Jak wtedy odczytywać słowa psalmu? Czy pragnienie serca człowieka może być sprzeczne z pragnieniem Boga np. odnośnie założenia rodziny? A jeżeli tak to chyba jest to jakiś niesamowity dramat, na który Bóg nas skazuje. Czy naprawdę zaspokojenie pragnienia naszego serca w miłości może być nierealne?

Nie. Nie, bo gdyby tak było Bóg nie byłby Ojcem miłosiernym. Bóg natomiast - jak już wielokrotnie mówiliśmy wcześniej - nie jest złośliwy. On nie bawi się naszymi uczuciami i nie skazuje nas na bezsensowne cierpienie - choć pewnie w chwilach rozpaczy każdemu z nas zdarzało się tak myśleć. Ale tak nie jest, bo gdyby tak było całe dzieło stworzenia byłoby bez sensu. Może być naturalnie tak, że Bóg, chcąc dla nas zawsze dobra inaczej postrzega to dobro niż my w danej chwili. A zatem obietnicę zaspokojenia pragnienia naszego serca należy rozumieć szerzej. Należy ją rozumieć jako zaspokojenie pragnienia serca w ogóle, nie tylko w tej chwili. Bo na każdym etapie życia mamy jakieś pragnienia i wyrywkowe przeczytanie jakiegoś fragmentu Pisma św. daje nam natychmiastową obietnicę ich spełnienia. Natomiast w tym przypadku chodzi o największe pragnienie serca człowieka, czyli pragnienie Boga. Bóg dając nam zbawienie daje nam obietnicę zaspokojenia właśnie tego największego głodu człowieka - znalezienia się w obecności Boga na wieczność, zbawienia i "przygarnięcia" przez Boga. Bo to jedno, jedyne pragnienie ludzkiego serca jest najbardziej ponadczasowe i niezmienne pośród wszystkich etapów życia i okoliczności, bo do tego przecież sprowadza się cel naszego życia. I dlatego należy modlić się, żeby Bóg zaspokoił to konkretne pragnienie naszego serca i przemienił tą tęsknotę za drugim człowiekiem w tęsknotę za Bogiem i działanie dla innych. Ale takie, by nie był to środek zastępczy, wypełniacz czasu, coś na zapomnienie czy metoda klina tylko autentyczne zaspokojenie serca przynoszące ukojenie i szczęście. Dopiero wtedy nie będzie dramatu gdy Bóg to uczyni, gdy będziemy tego zaspokojenia pragnąć i godzić się na to.

Nie wypierajmy się zatem pragnienia miłości: prośmy o nią Boga a On da nam ukojenie. I wtedy nawet "samotność" nie będzie dramatem.

Kasia i Tomek

Redakcja portalu



Wasze komentarze:
 ankus: 08.08.2008, 20:27
 bp - świetny atykuł. Nie spotkałam jeszcze księdza ani też osoby głęboko wierzącej, które nie byłaby pewna, że ISTNIEJE powołanie do samotności - z jednej strony jest to kapłaństwo, z drugiej samotność z wyboru osób świeckich
 ech...: 26.07.2008, 02:05
 Ja też mam prawie 31 lat... Jak każdy potrzebuję miłości, ale niestety... Mimo że nie jestem najbrzydsza ani najgłupsza, nie udało mi się jej odnaleźć. Jak zresztą mogę ją znaleźć, skoro jestem bardzo nieśmiała, zakompleksiona? A dlaczego taka jestem? Możecie się śmiać, ale ja nigdy nawet chłopaka nie miałam... więc... może dlatego?
 bp: 14.07.2008, 14:47
 Punktem wyjścia jest stereotyp, że są tylko trzy powołania (kapłaństwo, małzeństwo, zakon). I "lustracja" motywacji samotnych. A zycie jak zwykle wymyka sie stereotypom i jest bogatsze. Bardzo ucieszył mnie nie tak dawno głos ks. Rogowskiego w TP. Zainteresowanych odsyłam do strony: http://tygodnik.onet.pl/32,0,11038,kosciol_wobec_samotnych,artykul.html
 ela: 14.07.2008, 09:46
 Ostatnio próbowałam medytacji chrześcijańskiej. I podczas jednej z prób "przylgnięcia" do Boga całą swoją duszą, gdzieś w moim sercu usłyszałam Głos: " NIGDY NIE JESTEŚ SAMA, ja jestem zawsze przy Tobie". To było najcudowniejsze moje doświadczenie. Wiem, że to brzmi jak banał bo ciągle się mówi, że Jezus jest zawsze blisko nas. Jednoznaczne więc staje się stwierdzenie, że nie ma czegoś takiego jak samotność. Jest tylko odwieczna tęsknota za idealną, prawdziwą Miłością. Ale w Bogu wszystko jest możliwe, On i tą pustkę potrafi zapełnić. Więc wierzę, ufam i trwam przy Nim pielęgnując w sobie nadzieję, że tu na ziemi zaznam szczęścia odnajdując swoją drugą połówkę... "Do zobaczenia" dziś o 22 na wspólnej modlitwie :) pozdrawiam wszystkich serdecznie.
 lili: 13.07.2008, 19:02
 Doszłam już do 39 lat samotności, cierpiałam, ale ostatnio jakby mniej, chyba około czterdziestki człowiek się przyzwyczaja. Skoro jednak mówicie, że zawsze trzeba sie rozglądać i nie tracić nadziei, to fajnie... Chociaż rozsądek mówi, że nie ma już szansy. Próbowałam biura matrymonialnego, ale było to przykre przeżycie i nie chcę więcej, brr... Czułam się jak towar w sklepie po przecenie. W każdym razie spróbuję dołączyć się do Waszych modlitw w poniedziałęk. Pozdrawiam.
 malwina22: 12.07.2008, 16:15
 ja mam chłopaka i często czuję się samotna.Nie odczuwam samotności gdy modlę się do serca Jezusowego - wtedy niczego nie potrzebuję.
 Dorota: 04.07.2008, 07:30
 z ochotą włącze się w modlitwę w poniedziałek o 22, mam 26 lat , jestem samotna narazie....
 madamoiselle: 01.07.2008, 11:07
 mam 28 lat (jakos tak po ludzku wszystko mam na swoim miejscu;))Tylko zawsze mis ie zdarza, ze ci którzy przyciagają moją uwagę, nie chcą mnie, i na odwrót;) Starałam się kogoś poznać, nie siedzę w domu, "wychodzę do ludzi"...i nic. Samotnosć jest straszna i nic nie zsatąpi tej drugiej osoby, której brakuje. Ani praca, ani angażownie się w dzialania społeczne i inne...Nic nie zdoła zagłuszyć tego głosu, który woła za tą drugą osobą...nic. Wiem, bo próbowałam. Uczucie, że jest się niekochanym, tak szczególnie przez tę jedną, jedyną osobę jest straszne...Świadomosć, że nie ma tego kogoś dla kogo jesteśmy najważniejsi...rani i to bardzo. Gdyby człowiek składał się tylko z ducha to drugi człowiek nie byłby mu potrzebny, wystarczyłby sam Bóg. Ale życie bez czułości, bez dotyku ...nie jest życiem, a żyjemy na jeszcze na ziemi, a nie w Niebie, zeby sie bez tego obejsć.
 M.: 22.06.2008, 10:28
 Modlitwy o 22.00 w poniedziałki są jak najbardziej aktualne:) Pamiętam o Was i mam nadzieję, że Wy też nie zapomnieliście. W końcu razem łatwiej. :) Nadal jestem sama, ale wierzę, że tak nie będzie zawsze. Przede mną bardzo trudne pół roku, z dala od wszystkich najbliższych. Od wczoraj samotność wypełniła wszystkie zakamarki mojego życia, które do tej pory wypełniała jeszcze czyjaś obecność. Jestem tak bardzo sama i samotna jak to tylko możliwe. Ale już silniejsza, na pewno dzięki modlitwie, za którą Wam dziękuję i o którą stale proszę. O cierpliwość, odwagę i miłość. Dla nas wszystkich. I coś z dedykacją dla Was wszystkich: "Gdy słońce w Twoim życiu zgasło, wówczas szukaj gwiazdy, którą Bóg specjalnie dla ciebie zapalił. Gdy stoisz z pustymi dłońmi, wówczas wiedz, że Bóg wcale nie wymaga od ciebie pełnych stodół. Gdy drzwi twoich bliźnich zamknięte przed tobą i nikt już na twoje pukanie nie otwiera, wówczas nie odchodź w zgorzkniałej rozpaczy. Bóg kocha cię i gdzieś stworzył dla ciebie jakieś ludzie serce, by ci to powiedzieć."


 Asia: 07.06.2008, 23:40
 Nie zgodzę się z tym, że samotność jest powołaniem. Gdyby Bóg chciał, aby człowiek był samotny nie stworzył by Adamowi Ewy, mówiąc przy tym : "Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam" (Rdz 2,18). Drażnią mnie takie rozważania nt. samotności, większość z nas jest ludźmi młodymi, ludźmi, przed którymi jest wszystko. Tylko w naszym społeczeństwie panuje taka mentalność: nim skończę studia, pierścionek zaręczynowy musi być, bo zaraz po obronie ślub, potem mieszkanie, itp. Obserwuję czasem swoich znajomych; żal mi tych ludzi, którzy mając 20-24 lata płaczą, że są sami, ze nie mają chłopaka, dziewczyny - normalnie koniec świata jest bliski. Troche wiary. Przecież nigdzie nie jest powiedziane, ze człowiek w wieku dwudziestukilku lat ma stanąć na ślubnym kobiercu... Życie w samotności wybiera się w pełni świadomie. Miom zdaniem czlowiek, który ma powołanie do życia w somotności (jeśli takowe istnieje) nie będzie odczuwał niesamowicie silnego pragnienia związania się z drugą osobą, tzn. pragnienie bycia samotnym jest o wiele, wiele, wiele silniejsze niż pragnienie związania się z drugą osobą. To tak jak z powołaniem do kapłaństwa czy życia zakonnego, ktoś kto ma większe pragnienie związku z druga osobą, chęci założenia rodziny, posiadania dzieci, niż pójścia TĄ drogą, nie może NIĄ iść, bo okłamuje nie tylko siebie, ale i bliskich, a przede wszystkim Boga.
 Mariuszzz: 02.06.2008, 10:06
 Nom niestety, nie dziwie się w ogóle dlaczego ludzie nie mają swojej drugiej połówki...:( taką osoba jetsem ja, któa starciła kompletnie nadzieje i do tego nawet nie ma juz możliwości aby w ogóle poznać tą drugą osobę....To nie wybór to wola Boga.
 ella: 28.05.2008, 20:33
 Cieszę się, ze jesteście gdzieś tam ,ale realni. Ja również bedę pamiętała o Was w modlitwie i wiem,ze Bóg nikogo z nas nie zostawi w potrzebie. Tak wiec uczmy się cierpliwosci i miejmy w sobie ogrom optymizmu i miłości do drugiego człowieka :) :*
 Ela: 25.05.2008, 00:21
 Tak. Ja nadal modlę się w intencji samotnych i rozeznania drogi życiowej, a więc również za siebie :). Cieszę się Ella, że chcesz się przyłączyć :). Pomodlę się w najbliższy poniedziałek za Ciebie. Również pozdrawiam serdecznie wszystkich samotnych. W Bogu nasza nadzieja, On słucha i wysłuchuje naszych próśb. Przyjdzie dzień, kiedy poznamy wszystkie owoce naszych modlitw, a On nam pobłogosławi, czego wam i sobie z serca życzę :)
 ella: 19.05.2008, 11:32
 Czy modlitwy poniedziałkowe o 22:00 są nadal aktualne? Artykuł -super! 'Nie ma powołania do samotnosci' ,ale ja ciągle nie wiem, czego chcę. Ostatnio przeżyłam życiowy wstrząs i myślę,że był mi on bardzo potrzebny. Pomału otwierają mi się oczy.Zobaczyłam jak bardzo skrzywdziłam drugiego człowieka i jak wiele mam wad. Żyję po prostu, z dnia na dzień, prosząc codziennie Boga żeby nauczył mnie KOCHAĆ ludzi i UFAĆ do końca. Najważniejsze jest wiedzieć, czego się chce, a nie tak jak ja...Chyba "jest ze mną coś nie tak". Pozdrawiam wszystkich samotnych.
 salto: 11.04.2008, 23:35
 salto salto ,.....salto!
 ela: 21.03.2008, 08:32
  ><>ZMARTWYCHWSTAŁ PAN <>< ALLELUJA! GDY WIELKANOC NASTANIE I JEZUS UMARŁY Z GROBU POWSTANIE ŻYCZĘ BY KAŻDY Z WAS ZACZERPNĄŁ ZE ZDROJU ŁASK PŁYNĄCYCH Z JEGO SERCA A KAŻDY DZIEŃ BYŁ OWOCNY W MIŁOŚĆ WESOŁYCH ŚWIĄT WRAZ ZE ŚWIĄTECZNYMI POZDROWIENIAMI Z SERCA PŁYNĄCYMI ŻYCZY ELA
 klementynka: 15.03.2008, 17:06
 No właśnie,ale wciąż nie ma Nikogo
 Klementynka: 15.03.2008, 14:08
 klementynko, jestem przekonana, że sama posiadasz ogrom ciepła, którym mogłabyś kogoś obdarzyć.
 klementynka: 14.03.2008, 23:19
 Ale co mi po zrozumieniu, jak ja potrzebuje ciepła......
 Klementynka: 14.03.2008, 14:51
 klementynko, nie tracisz, i nie stracisz. Zobaczysz ile przez to zrozumiesz. Będzie już tylko lepiej. To tak jak po burzy przychodzi słońce.
[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] (27) [28] [29] [30] [31] [32]


Autor

Treść

Nowości

Modlitwa do bł. ks. Bronisława MarkiewiczaModlitwa do bł. ks. Bronisława Markiewicza

Litania do bł. ks. Bronisława MarkiewiczaLitania do bł. ks. Bronisława Markiewicza

Modlitwa do św. Hiacynty MariscottiModlitwa do św. Hiacynty Mariscotti

Modlitwa do bł. ks. Zygmunta PisarskiegoModlitwa do bł. ks. Zygmunta Pisarskiego

Modlitwa do św. TeofilaModlitwa do św. Teofila

Modlitwa do św. MartynyModlitwa do św. Martyny

Najbardziej popularne

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Tajemnica SzczęściaTajemnica Szczęścia

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Godzina Łaski 2025Godzina Łaski 2025

 [ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2026 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej