Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Samotność - dramat czy powołanie?

Ostatnio coraz częściej słyszy się o "powołaniu do samotności". Nawet młodzi ludzie, nieraz dopiero po studiach postanawiają nie zakładać rodziny. Robią to całkiem dobrowolnie albo - nie mogąc znaleźć kandydata na małżonka dochodzą do wniosku, że samotność jest ich drogą. Utwierdzają ich w tym media lansując bardzo popularny ostatnio model "singla".

A jak to wygląda naprawdę? Czy faktycznie jest takie powołanie? Czy Bóg dla tak wielu osób przewidział właśnie taką drogę do zbawienia? A może to tylko ucieczka przed odpowiedzialnością, modne wytłumaczenie dlaczego nie mam rodziny? A może za etykietką "singiel z wyboru" kryje się dramat współczesnego człowieka, któremu coraz ciężej znaleźć bratnią duszę? Może to wcale nie jest wolny wybór ani powołanie?

Popatrzymy co kieruje człowiekiem w podjęciu decyzji o samotności.

Co do zasady nie ma takiego powołania, by człowiek był sam. Słyszeliście kiedyś o takim? Bo my nie. Jest kapłaństwo, małżeństwo, zakon. Sam Bóg stwarzając człowieka stwierdził, iż nie jest dobrze by pozostał on samotny. Oczywiście, nie oznacza to, że każdy musi się żenić czy iść do zakonu. Rzeczywiście, są ludzie, którzy nie widzą się w żadnej z tych sytuacji. Całkiem dobrowolnie postanawiają pozostać bezżennymi. I to jest OK - pod jednym warunkiem: że poświęcą się czemuś konkretnemu, jakiejś wielkiej sprawie, idei, której wykonywanie nie dałoby się pogodzić z pełnieniem roli męża czy żony. Tylko my to rozumiemy tak: najpierw następuje zaangażowanie w jakąś działalność, najpierw zaczynamy coś robić dla innych.? Widzimy, że to nas pochłania całkowicie, że staje się to naszym zadaniem życiowym, nie wyobrażamy sobie siebie w innej roli i dochodzimy do wniosku, że ta działalność jest dla nas ważniejsza niż realizacja siebie w rodzinie czy zakonie. I wtedy dobrowolnie z tej rodziny rezygnujemy, bez żalu, z poczuciem, że to jest właśnie najwłaściwsza droga. Oczywiście jest to wymodlone, rozpoznane, skonsultowane z kierownikiem duchowym, spowiednikiem itp. I daje nam to taką radość i poczucie spełnienia, że chcemy to robić całe życie. To jest właściwa kolejność. A nie taka: chłopak czy dziewczyna zastanawia się na powołaniem i dochodzi od wniosku, że jest powołany/a do samotności. I dopiero potem zaczyna się zastanawiać co by tu w życiu robić. No bo skoro nie rodzina czy zakon to coś "na usprawiedliwienie" bycia samemu wypada mieć. Zaczyna trochę działać w Caritasie, trochę w jakiejś wspólnocie, troszkę tego skubnie, trochę tego. W niczym dłużej miejsca nie zagrzewa. I co się dzieje? Nie jest spełniony/a, nie jest do końca szczęśliwy/a. Bo brak jest tej głębi, tego ducha ożywczego, kierującego ich zapałem. Lata lecą, czasem ktoś się koło nich zakręci, ale - według nich - "to nie to", bo oni mają przecież inne powołanie. Każdy dzień wygląda tak samo: praca, dom, jakiś obiad, zakupy dla jednej osoby, weekendy u rodziców. Natarczywe pytanie ze strony rodziny co dalej, na które nie bardzo wiadomo co odpowiedzieć. Przyjaciół coraz mniej, bo każdy zajęty swoimi sprawami. Nic za bardzo nie daje satysfakcji, bo dla kogo ubierać choinkę, dla kogo piec ciasto? W końcu naprawdę zostają sami i zastanawiają się co tu dalej robić, czym się zająć. Pojawia się myśl: a może trzeba było wyjść za mąż? A może trzeba było pójść do zakonu? Przystają do jakiejś grupy przy kościele, coś robią, ale nadal brak tego "ducha". I tak rodzą się stare panny i starzy kawalerowie.

Nie chcemy broń Boże nikogo urazić! Nie kpimy ze starych panien (ja sama nią byłam, bo wyszłam za mąż jak miałam 30 lat). Chcemy tylko powiedzieć, że jest ZASADNICZA RÓŻNICA między byciem samemu z wyboru (dla idei) a domniemanym powołaniem do samotności (z braku pomysłu na życie). I znów: wiemy, że nie wszyscy założą rodzinę. I nie z ich winy tak będzie. Po prostu - nie znajdą kandydata na męża czy żonę. I my tego absolutnie nie krytykujemy, doskonale rozumiemy ich ból, bo w pewnym momencie życia wydawało nam się, że będzie to też naszym udziałem. Należy takim osobom współczuć bólu niespełnionego powołania i na ile to możliwe starać się im pomóc - tak bardzo konkretnie: przez poznawanie ze swoimi znajomymi, którzy także jeszcze są sami, przez zachęcanie do szukania tej drugiej osoby przez internet czy choćby biuro matrymonialne. Natomiast zmierzamy do tego, że nie ma POWOŁANIA DO SAMOTNOŚCI. Bo nikt nie może żyć dla siebie. A zatem albo wybiera poświęcenie życia czemuś i z tego powodu rodziny nie zakłada, bo nie pogodziłby obowiązków albo nie z własnego wyboru pozostaje sam, choć chciałby mieć rodzinę. I wtedy realizuje się inaczej. Natomiast nie może to być wybór z wygody, lenistwa, nierealnych oczekiwań co do kandydata na małżonka, lęku przez zobowiązaniem się. Wiecie kto to jest tak bardzo ostatnio lansowany singiel? Ktoś komu się wydaje, że "ma powołanie do samotności". Ktoś kto boi się wejść w formalny związek. Ktoś kto zostawia sobie furtki. Ktoś kto podejmuje wybory wygodne a nie słuszne. Trudno nam sobie nawet wyobrazić, by dobrowolnie zrezygnować z miłości: do małżonka lub w służbie bliźnich. Bo "powołanie do samotności" jest rezygnacją z miłości do innych na rzecz miłości tylko do siebie. I przeciwko takiemu powołaniu protestujemy. NIE WOLNO zatem robić założenia, że "może takie jest moje powołanie".

Zdarza się też, że ktoś owo powołanie do samotności tłumaczy np. koniecznością pozostania z rodzicami. Zawsze w tym przypadku mamy mieszane uczucia. No bo faktycznie: rodzicom zawdzięczamy życie i wychowanie, a zatem sumienie nawet nakazuje nam zająć się nimi na starość. No i oczywiście rodzicom zawsze należy się pomoc. Ale pomoc nie może być rezygnacją z własnego życia. Bo co się stanie jak rodzice umrą?

Gdy dostajemy listy z pytaniem czy nie powinno się poświęcić rodzicom zawsze przychodzi mi na myśl moja kuzynka, której wydawało się że takie właśnie jest jej zadanie życiowe. Po śmierci rodziców, która nastąpiła wcześniej niż się komukolwiek wydawało zawalił się jej świat. Dosłownie. Skończyło się dla niej wszystko czym żyła. Nagle straciła cały sens życia, bo to co do tej pory robiła, czyli życie z rodzicami przestało istnieć. Została sama. Nagle spostrzegła, że jej rówieśnicy dawno już pozakładali rodziny, rodzeństwo ma dzieci i swoje małżeńskie sprawy i problemy i w zasadzie nawet nie bardzo ma o czym rozmawiać z koleżankami ze szkoły. Wcześniej nie bardzo jej to przeszkadzało, bo zawsze mogła wrócić do domu i porozmawiać z rodzicami. Zbliżała się do czterdziestki ale była ładną, zadbaną kobietą i z pewnością mogła się jeszcze podobać. Jednak zamiast próbować wyjść do innych ona była już tak zgorzkniała, że nie wierzyła w swoje siły, w to, że ktoś chciałby się z nią spotykać i stwierdziła... że jej powołaniem jest samotność, nic już w jej życiu się nie zmieni i widocznie zawsze już będzie nieszczęśliwa. Czy musiało tak być?

Dlatego moja Droga i mój Drogi: jeśli wydaje Wam się, że musicie pozostać całe życie przy rodzicach pomyślcie co Wy zrobilibyście w takiej sytuacji. Bo ona może stać się też Waszym udziałem. Czy naprawdę pragniecie być całe życie sami? A Wami nawet Wasze dzieci się wtedy nie zajmą bo...nie będziecie ich mieli. Ani zatem dzieci nie powinny czuć "takiego obowiązku" ani też rodzicom nie wolno tego od dzieci wymagać. A jeśli tak się dzieje to znaczy, że po którejś stronie jest duży problem. Waszym obowiązkiem jest zrealizować swoje powołanie. Jeśli czujesz się powołana do małżeństwa to znaczy, że masz wyjść za mąż i mieć rodzinę. Opiekować się rodzicami, ale nie być ich wiecznym dzieckiem. Tego Ci robić nie wolno, bo zmarnujesz życie. A co robić w sytuacji gdy rodzice na to nalegają? Delikatnie tłumaczyć i pokazywać jaka jesteś szczęśliwa z kimś. A jak nie akceptują - robić swoje. I nie bać się, że rodziców zasmucisz, zdenerwujesz. Może tak będzie, ale to nie będzie Twoja wina. Powtórzymy jeszcze raz: należy rodzicom pomagać, należy ich odwiedzać i za nimi tęsknić, należy nawet na starość wziąć ich do swojego domu. Ale nie wolno koniecznością pomocy rodzicom tłumaczyć sobie "powołania do samotności". Bo ani rodzicom nie dogodzicie ani Wy nie będziecie szczęśliwi.

Jeszcze innym argumentem jaki zdarza nam się słyszeć to taki, że "nikt mnie nie pokocha" lub "nie nadaję się do związku". Jeśli tak twierdzisz to zapytamy przewrotnie: skąd wiesz? Skąd wiesz, że jak do tej pory nikt Cię nie pokochał to już nigdy się to nie zdarzy? Nie wiesz co Cię spotka za tydzień, pół roku, rok. Nie wiesz i nie możesz wiedzieć więc się nie zarzekaj. Dlaczego ktoś miałby Cię pokochać? A dlaczego nie? Zrób listę za i przeciw, tylko bądź obiektywny. Wpisz na nią konkretne argumenty dlaczego nie i dlaczego tak. I co? Taki najgorszy nie jesteś, prawda? Jasne, nie jesteś najpiękniejsza i nie jesteś najmądrzejszy, ale jest takie ludowe przysłowie: "Każda potwora znajdzie swego amatora". Nawet Shrek znalazł żonę. A Ty przecież trochę od Shreka jesteś przystojniejszy, prawda? No właśnie. A zatem nie wiesz czy ktoś nie szuka właśnie kogoś takiego jak Ty. Ja też myślałam, że takiej jak ja nie szuka i mój mąż też tak myślał. A teraz jesteśmy małżeństwem.

Jeśli nie byłeś w związku, to nie wiesz czy się nadajesz czy nie. Bardzo rzadko się zdarza, że ktoś nie dojrzał do bycia w związku, ale to raczej kwestia osobowości jako takiej a nie "nieumiejętności". Nie możesz powiedzieć, że nie lubisz szpinaku jeśli nigdy go nie jadłeś. Jeśli zatem nie kochałeś to jak możesz twierdzić, że się do tego nie nadajesz?

I wiecie co kochani? Ile razy dostajemy takie listy z twierdzeniem, że ktoś chce żyć bez miłości, że ktoś się nie nadaje itp. to jednego możemy być pewni: że to pisze ktoś kto myśli dokładnie na odwrót. Ktoś, kto bardzo chce kochać i być kochanym. Jak ktoś pisze, że chce nauczyć się żyć bez miłości to mamy 100 % gwarancji, że miłości właśnie najbardziej w życiu pragnie. A wiecie skąd to wiemy? Z autopsji. Kiedy człowiek czegoś w życiu bardzo pragnie a tego nie otrzymuje, kiedy bardzo się stara i robi wszystko by to osiągnąć a mimo wszystko to "coś" od niego nie zależy to przychodzi taki moment, że ma już dosyć. Taka chwila, kiedy nie ma już siły wołać, błagać, szukać. Kiedy jest już tak psychicznie zmęczony, że chce już tylko przestać pragnąć. Myślę, że być może w takim stanie był Jezus w Ogrójcu kiedy wołał: "Ojcze, oddal ode mnie ten kielich.". Nic nie pomagało na oporność ludu: ani nauczanie ani cuda, nic. Wiedział, że ostatecznym środkiem jest Jego Męka i Śmierć. I już nie mogąc udźwignąć tego ciężaru modlił się o ulgę. I dlatego takie listy są wołaniem o miłość. Bo wydaje nam się, że stosując technikę: "kwaśne winogrona", czyli wmawiając sobie, że to co jest obiektywnie dobre to dla mnie będzie niedobre odczuwamy ulgę. Nie jest tak, prawda? Albo jest na chwilę a w najmniej spodziewanym momencie zmora wychodzi i dusi za gardło. Dlatego nie wypierajmy się miłości. Nie wypierajmy się jej pragnienia. Bo to tak jakbyśmy chcieli zrezygnować z jakiegoś wymiaru swojego człowieczeństwa. Nie da się. I nie potrzeba.

Doszliśmy zatem do wniosku, że życie w pojedynkę może być wyborem (ktoś decyduje się poświęcić pracy charytatywnej, nauce itp.) lub stanem, w którym znaleźliśmy się wbrew woli. No właśnie i co wtedy? Jeśli czujemy powołanie do małżeństwa powinniśmy szukać nadal. No, ale są ludzi którzy chcą założyć rodzinę, szukają i nie znajdują, znamy przecież takie osoby z naszego środowiska. Co z nimi? Najpierw należy się zastanowić czy mają one realne wymagania co do drugiej osoby, bo czasem różnie z tym bywa. Jeśli tak to czy nie boją się pokochać, czy nieświadomie nie odrzucają innych poprzez swoje zachowanie np. głębokie poranienia, z którymi sobie nie poradzili czy jakieś cechy, które utrudniają wspólne życie (np. jakąś niezaradność życiowa, niezdecydowanie itp.). Jeśli nie - módlmy się i szukajmy dalej. My zawsze zachęcamy, by nie pozostawać biernymi. Powiedzenie: "Siedź w kącie, znajdą Cię" może było dobre w początkach naszego wieku gdzie się wszyscy na wsi znali i chłopak wiedział w którym domu jakiej dziewczyny się spodziewać ale nie bardzo ma zastosowanie w dzisiejszym zwariowanym świecie. Dlatego my zachęcamy, nie tylko chłopaków ale i dziewczyny, by zawierzając Bogu kwestię małżonka sami także byli aktywni. By "dali Bogu szansę". By nie izolowali się od ludzi, by nie unikali spotkań towarzyskich. Aby nie odmawiali np. pójścia na wesele jako osoba towarzysząca. A może właśnie na tym weselu okaże się, że ten kolega z osiedla to całkiem fajny, dobrze wychowany chłopak? A może na jakichś imieninach okaże się, że brat koleżanki jest całkiem interesującym facetem, który ma swoją pasję? A może ta szara myszka, na którą nie zwracałeś uwagi to wspaniała dziewczyna, która wiele robi dla innych i piecze pyszne ciasta przy okazji?

Nie wstydźmy się poznawać kogoś przez biuro matrymonialne. Najbardziej "sztandarowym" przykładem małżonków z takiego biura są oczywiście rodzice obecnego papieża ale też wiele bardzo zgodnych, dobrych małżeństw, które nie wiadomo dlaczego wstydzą się przyznać, że w ten sposób się poznali. A przecież tam się jasno określa swoje oczekiwania i preferencje i przychodzą tam poważni ludzie - właśnie w tym celu, więc jaki tu powód do wstydu? Jak to jest, że współczesny świat nie wstydzi się grzechu, wręcz chlubi się z powodu jawnego łamania przykazań a "biuro matrymonialne" budzi zażenowanie. Przyznacie, że to dziwne, prawda? Ostatnio bardzo wiele osób poznaje się też przez internet. Na naszej stronie za pośrednictwem działu "Źródełko" poznało się około 20 małżeństw. Jest też wiele innych, wartościowych, chrześcijańskich portali gdzie szanse trafienia na "swego" człowieka - w sensie wartości i poglądów są ogromne! Oczywiście, internet jest większym ryzykiem niż biuro i dlatego zachęcamy do korzystania ze stron sprawdzonych i takich, o których wiadomo, że mają coś wspólnego z wiarą. Nie bójmy się: nic nie tracimy a możemy zyskać wiele.

A może jakaś wspólnota? Wcale nie jest tak, że to dobre tylko dla studentów czy licealistów. Są też wspólnoty tworzone przez młodzież pracującą, duszpasterstwa postakademickie. Może warto? My sami poznaliśmy się w maleńkiej wspólnocie, gdzie na 10 osób utworzyły się ...cztery małżeństwa! To niezwykłe a dla nas dowód na to, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych a "Duch wieje kędy chce...". A nawet jak małżonka we wspólnocie nie poznamy to wzbogacimy życie duchowe. A może któraś z koleżanek ze wspólnoty ma brata, którego poznamy odwiedzając ją w domu? Nigdy nic nie wiadomo.

Kochani - i jeszcze jedno. Dawajmy sobie nawzajem szanse. Nie można stwierdzić, że "to nie ten człowiek" po pierwszym spotkaniu (pomijamy przypadki ewidentnego chamstwa, cwaniactwa i sytuacje gdzie ktoś jest wulgarny albo otwarcie manifestuje swoje nienajciekawsze poglądy). Spotkajmy się minimum 2-3 razy. Rozmawiajmy ze sobą. Trzeba się bowiem poznać, by podjąć decyzję i nie jest tak, że od pierwszego razu "się wie". No, ale to już temat na osobny artykuł.

A jeśli już wyeliminujemy wszystkie powody braku małżonka, wypróbujemy wszystkie sposoby i nie znajdujemy odpowiedzi na swoją samotność to pozostaje tylko się modlić by Bóg to zmienił.

W jednym z psalmów czytamy: "Bóg spełni pragnienia twego serca". W pierwszym odruchu chciałoby się odczytać te słowa dokładnie tak jak one brzmią. Że Bóg spełni nasze pragnienia założenia rodziny, że da nam poznać tą właściwą osobę. To normalne odczucia, bo to są właśnie pragnienia naszego serca. Jednakże wiemy, że mimo wszystko nie zawsze tak będzie. Jak wtedy odczytywać słowa psalmu? Czy pragnienie serca człowieka może być sprzeczne z pragnieniem Boga np. odnośnie założenia rodziny? A jeżeli tak to chyba jest to jakiś niesamowity dramat, na który Bóg nas skazuje. Czy naprawdę zaspokojenie pragnienia naszego serca w miłości może być nierealne?

Nie. Nie, bo gdyby tak było Bóg nie byłby Ojcem miłosiernym. Bóg natomiast - jak już wielokrotnie mówiliśmy wcześniej - nie jest złośliwy. On nie bawi się naszymi uczuciami i nie skazuje nas na bezsensowne cierpienie - choć pewnie w chwilach rozpaczy każdemu z nas zdarzało się tak myśleć. Ale tak nie jest, bo gdyby tak było całe dzieło stworzenia byłoby bez sensu. Może być naturalnie tak, że Bóg, chcąc dla nas zawsze dobra inaczej postrzega to dobro niż my w danej chwili. A zatem obietnicę zaspokojenia pragnienia naszego serca należy rozumieć szerzej. Należy ją rozumieć jako zaspokojenie pragnienia serca w ogóle, nie tylko w tej chwili. Bo na każdym etapie życia mamy jakieś pragnienia i wyrywkowe przeczytanie jakiegoś fragmentu Pisma św. daje nam natychmiastową obietnicę ich spełnienia. Natomiast w tym przypadku chodzi o największe pragnienie serca człowieka, czyli pragnienie Boga. Bóg dając nam zbawienie daje nam obietnicę zaspokojenia właśnie tego największego głodu człowieka - znalezienia się w obecności Boga na wieczność, zbawienia i "przygarnięcia" przez Boga. Bo to jedno, jedyne pragnienie ludzkiego serca jest najbardziej ponadczasowe i niezmienne pośród wszystkich etapów życia i okoliczności, bo do tego przecież sprowadza się cel naszego życia. I dlatego należy modlić się, żeby Bóg zaspokoił to konkretne pragnienie naszego serca i przemienił tą tęsknotę za drugim człowiekiem w tęsknotę za Bogiem i działanie dla innych. Ale takie, by nie był to środek zastępczy, wypełniacz czasu, coś na zapomnienie czy metoda klina tylko autentyczne zaspokojenie serca przynoszące ukojenie i szczęście. Dopiero wtedy nie będzie dramatu gdy Bóg to uczyni, gdy będziemy tego zaspokojenia pragnąć i godzić się na to.

Nie wypierajmy się zatem pragnienia miłości: prośmy o nią Boga a On da nam ukojenie. I wtedy nawet "samotność" nie będzie dramatem.

Kasia i Tomek

Redakcja portalu



Wasze komentarze:
 Marcin (1985): 11.08.2009, 12:52
 Już po pielgrzymce. Ogarnąłem was wszystkich swoją modlitwą, a też dowiedziałem się o jednym ze sposobów modlitwy ciałem, jaka stosował św. Dominik (no cóż, szedłem z Dominikańską "dziesiątką" i tej grupy pielgrzymki wrocławskiej nie zamienię na żadną inną grupę). Nazywa się to "Strzałą św. Dominika", a polega na tym, by modlić się z rękoma złożonymi nad głową. Spróbujcie i Wy od czasu do czasu się tak pomodlić. Na pewno będzie to dla Was pomocne.
 ella: 03.08.2009, 21:02
 Rzeczowa ta nasza Asia :)) Trzymajcie się wszyscy cieplutko jak na lato przystało.
 asia: 01.08.2009, 21:26
 Marcin, masz mi na tej pielgrzymce wymodlic faceta ;) pozdrawiam :)
 asiula88: 01.08.2009, 19:06
 a nie najmłodszy:P ja mam 21:) juz dawno mnie nie było na forum, ale wróciłam:) Ja mam ciocie w Twoim wieku Asiu i ona dokładnie pół roku temu spotkała miłosc swojego zycia, juz planuja wspólna przyszłosc i slub , a tez juz traciła nadzieje.........a na szczescie wszystko sie ułozyło:) Tobie tez zycze jak najszybszego spotkania ukochanego. Pozdrawiam wszystkich:*
 Marcin (1985): 01.08.2009, 13:24
 O rety, czyżbym był najmłodszy ze wszystkich tutaj piszących? :-) Nie mówię, że to źle... :-)
 Dorota 44: 01.08.2009, 12:14
 Marcinie-dziekuję,bo myślę,że mnie też będziesz polecał naszej Matce. Rzeczywiście,pielgrzymka jest też okazją do poznania kogoś wartościowego.Doświadzcyłam tego,ale niestety-rozstaliśmy się,bo bałam się małżeństwa.A był to naprawdą wartościowy człowiek...Miej oczy szeroko otwarte.Życzę Ci,żebyś spotkał dobrą dziewczynę-na tej pielgrzymce.Będę modlić się w tej intencji.
 asia: 01.08.2009, 09:22
 do elli...podobnie czuje sie jak Ty, pomimo wieku nie czuje potrzeby zalozenia rodziny, ale potrzebuje mezczyzny, ktory zachwyci sie moja kobiecoscia, bedzie tesknil, i ja bede tesknila za nim ...tak naprawde nigdy tego nie doswiadczylam, moze dopiero wowczas kiedy przezyje czas "chodzenia ze saba" narzeczenstwa, moze wlasnie wtedy poczuje chec zalozenia rodziny...odczuwam silna samotnosc ale nie jestem gotowa zupelnie na zalozenie rodziny
 Marcin (1985): 31.07.2009, 20:58
 Cóż tu dodać... Muszę przyznać, Asiu, że i ja miałem podobne odczucia. Jestem jednak pewien, że jak Bóg ma wobec mnie taki plan, to w odpowiednim czasie postawi taką osobę na mojej drodze. Być może już w czasie tej pielgrzymki, z którą to ruszam już w niedzielę... Tylko czy będę potrafił to dostrzec... Pozostaje mi tylko modlić się o otwarte oczy i serce. Również i o Tobie, Asiu, a także o wszystkich na tym forum będę pamiętać w drodze do Jasnogórskiej Pani.
 ella: 30.07.2009, 23:15
 Asiu na pewno znajdziesz jeszcze odpowiedniego faceta. Głowa do góry! Musisz mieć tyko nadzieję i wiarę, a raczej AŻ... Życzę Ci tego z serca całego :) Ja mam 36 latek i co?Czuje się ciągle niedojrzałą dziewczynką.Nie myślę o założeniu rodziny.Jakoś trudno mi siebie wyobrazić w tej roli.Wielu pomyśli może,że jestem jakaś nienormalna ale na dzień dzisiejszy tak czuję i w najbliższym czasie nie chcę tego zmieniać. Kiedyś miałam szansę na "odmianę losu' ale z niej nie skorzystałam.Mam jednak NADZIEJĘ,że Bóg mi to wybaczy,bo ciągle sie tym dręczę,a jeśli dręczę tzn. że wina była po mojej stronie.Cóż, było minęło...Żyć trzeba dalej. Asiu,a może na tym wyjeżdzie właśnie spotkasz swoją miłość... Pozdrawiam gorąco


 Dorota 44: 30.07.2009, 16:35
 Asiu! Jakie to wspaniałe,że jesteś kochana przez mamę,braci... a inna miłość może jeszcze przyjść.Wiem,że takie czekanie jest okropne,ale naprawdę wszystko się może zdarzyć.Dziś dostałam zaproszenie na ślub koleżanki,która jest w Twoim wieku i jeszcze pół roku temu twierdziła,że już na pewno nie spotka swojej "drugie połówki.Spotkała-na weselu kuzynki.Nie dawaj się smutkowi,przygnębieniu,proszę...
 asia: 30.07.2009, 08:06
 w takim dniu jak ten, odczuwam moja samotnosc jako dramat. Jade w gory, nie sama ale jakby sama, boli ta pustka, nie potrafie nawet cieszyc sie tym wyjazdem, jade, bo trzeba zrobic cos w te wakacje, samotnosc mnie dobija, budze sie z ogromna pustka, bezsensem, i probuje szukac sensu, jakies radosci, czytam Biblie, boo jezus obiecywal,ze umocni , jesli do NIego sie przyjdzie, to przychodze ale nic, tylko pustka, i tak juz 38 lat kochana przez mame, braci i tylko, albo az..,potzrebuje innej milosci, probuje byc wdzieczna Bogu za zycie, doceniam to co mam, probuje szukac w sobie radosci, bo przeciez nie moge uzalezniac swojego szczescia od drugiego czlowieka, ale nic z tego, pustka, bol samotnosci tak silby, ze az zaczyna byc bolem fizycznym, ktos powiedzial,ze skupiam sie na sobie, stad moje prob;emy sa wyolbrzymione,, ale czy to wyolbrzymienie, jesli dla nikogo nie byalm tak wazna jakbym chciala?pewnie , latwo dawac takie rady, bo ta osoba jest kochana, ma zone, dzieci, dom...nie rozumie, co znaczy taka prawdzwa samotnosc, zle mi dzisiaj, bo nie moge tych pieknych miejsc ogladac z kochanym mezczyzna, nie moge z nim dzielic sie swoim zyciem,czasem, swoja miloscia, kolejny glupi wyjazd, bo co robic?Boze, ja nie zgadzam sie na moja samotnosc, nie wybralam jej...czy ty nie widzisz mojego serca?mojego bolu? moich lez.. ciezko mi dzis, bardzi zle...
 Marcin (1985): 27.07.2009, 20:00
 Trudno coś mówić w Waszych sytuacjach... Ale jak to było z tą historyjką, którą umieściłem - nie wszystko jest takie, jakim się być wydaje. Lecz łatwo mi mówić stojąc z boku, choć samotności także w jakiś sposób doświadczam...
 Ania: 27.07.2009, 19:45
 Zostałam sama z wyboru mojego męża... i bardzo mi źle z samotnością, która nie jest moją decyzją na życie... Dziękuję Bogu za córkę i przeszłość. Nie można jednak żyć wspomnieniami. Jest mi źle z taką samotnością, znam swoje dno rozpaczy...
 ella: 26.07.2009, 15:09
 Otworzyć się, hmmmmmm ,to nie takie proste zwłaszcza jeśli człowiek z natury jest introwertykiem. Pozdrowionka dla wszystkich "zagubionych" chwilowo :)
 Gosia: 26.07.2009, 13:09
 Jestem sama, mimo że mam rodziców, rodzeństwo i znajomych.Tak naprawdę nawet najbliżsi nie wiedzą jak ciemno jest w mojej duszy właśnie z tego powodu.Brak mi kogoś kto by przy mnie był, bym mogła kochać i być kochaną. Ale próbuję pielęgnować w sobie tę myśl że mimo wszystko świat jest pełen ludzi i kiedyś spotkam kogoś kto obdarzy mnie zaufaniem, przyjmie moją przyjaźń a może coś więcej...
 Marcin (1985): 24.07.2009, 20:54
 Wiecie co, myślę że pewna historyjka, którą znalazłem w Agendzie Dominikańskiej, nadaje się na opublikowanie tutaj. Nie przepiszę jej dokładnie słowo w słowo, ale sens w miarę możliwości zachowam. "Dwóch Aniołów przemierzało pewną krainę. Któregoś wieczora zdecydowali się na nocleg u pewnej dość bogatej rodziny. Ludzie w tym domu nie byli jednak zbyt gościnni. Nie zdecydowali się na to, by dać Aniołom gościnną sypialnię. W zamian za to Aniołowie dostali miejsce w piwnicy. Gdy przygotowywali sobie tam posłanie, starszy z nich zauważył dziurę w ścianie i ją załatał. Młodszy spytał go, czemu tak zrobił. - Nie wszystko jest takie, jakim się wydaje. - odpowiedział starszy. Następnego wieczora po całodziennej wędrówce zatrzymali się u biednego, ale bardzo gościnnego gospodarza i jego żony. Choć byli biedni, podzielili się posiłkiem z Aniołami i oddali im własne łózko, aby utrudzeni wędrowcy mogli wypocząć. Następnego ranka Aniołowie zastali gospodarzy płaczących. Ich jedyna krowa, która dostarczała im mleka, będącego jedynym źródłem ich dochodu, leżała martwa w obórce. Młodszy Anioł powiedział do starszego: - Czemu do tego dopuściłeś? Poprzednia rodzina miała wszystkiego pod dostatkiem, a im pomogłeś. A tym gospodarzom, którzy byli gotowi podzielić się z nami ostatnim posiłkiem, odebrałeś jedyne źródło utrzymania. Dlaczego? Starszy Anioł odrzekł: - Nie wszystko jest takie, jakim się wydaje być. Wczoraj, gdy byliśmy u bogatej rodziny, w dziurze w ścianie zauważyłem złoto. Gospodarz był gburowaty i nie zależało mu na czynieniu dobra. Załatałem więc dziurę, aby nie mógł znaleźć ukrytego tam skarbu. Tej nocy do naszych dobrodziejów przyszedł Anioł Śmierci po żonę gospodarza. Oddałem więc mu ich krowę" Komentarza chyba nie trzeba.
 Asiula88: 23.07.2009, 21:50
 Marcinie;) patrząc na Twoje wypowiedzi na forum jakos trudno odnieść wrazenie, ze jestes niesmiała osoba;P Wydajesz sie być naprawde fajnym facetem:)i pewnie sie nie myle;) Wystarczy tylko przezywięzyc sie raz i pózniej juz z górki. Tez nie zawsze była taka gadatliwa jak teraz jestem:P Nie bój sie , ze powiesz cos nie tak , a co to za róznica, jesli komus sie nie spodoba , to jego sprawa , ale uwierz mi, otwartościa zyskasz sobie wielu ludzi;) pozdrowionka;*
 Marcin (1985): 23.07.2009, 20:39
 Ja też mam takie doświadczenie. :-) Przeszkodą może być wrodzona nieśmiałość. Czasem uda się ją pokonać (inaczej nie odezwałbym się ani słowem tutaj), ale ogólnie mam z tym ogromne problemy. Także pozdrawiam.
 Asiula88: 22.07.2009, 21:30
 Nie mozna się nigdy poddawać:) dopóki się walczy jest sie zwycięzcą:) A jesli zawierza się jakąs sprawę Bogu , to przynajmnniej z mojego doświadczenia wynika, ze to musi się udac, więc Marcinie ja wierze w to , ze trafisz wkoncu na swoją drugą połowke i bedziesz szczęsliwy, tego Ci życze z calego serca;) Ja tez poleciłam ta strone kolezance, bardzo sie jej spodobała. Pozdrawiam wszystkich.
 Marcin (1985): 22.07.2009, 20:20
 Bardzo budujące słowa, Doroto. :-) Szkoda, że dostrzegają to dopiero osoby znające już trochę życie... Moi rówieśnicy, których znam (wyłączając ludzi związanych z DA) patrzą na to zupełnie inaczej, powiem więcej - patrzą na mnie jak na świra. Ale mam swoje wartości i tych się nie pozbędę. Asiu, ja na tę stronę trafiłem także dosyć przypadkowo, polecił mi ją kumpel. I szczerze mówiąc mam podobne odczucia, choć wcale takich mieć teoretycznie nie powinienem. A załamania już byłem naprawdę bliski... Właściwie tylko dzięki Bogu jeszcze się nie poddałem.
[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] (22) [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32]


Autor

Treść

Nowości

Modlitwa do bł. ks. Bronisława MarkiewiczaModlitwa do bł. ks. Bronisława Markiewicza

Litania do bł. ks. Bronisława MarkiewiczaLitania do bł. ks. Bronisława Markiewicza

Modlitwa do św. Hiacynty MariscottiModlitwa do św. Hiacynty Mariscotti

Modlitwa do bł. ks. Zygmunta PisarskiegoModlitwa do bł. ks. Zygmunta Pisarskiego

Modlitwa do św. TeofilaModlitwa do św. Teofila

Modlitwa do św. MartynyModlitwa do św. Martyny

Najbardziej popularne

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Tajemnica SzczęściaTajemnica Szczęścia

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Godzina Łaski 2025Godzina Łaski 2025

 [ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2026 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej