| Janusz, lat 22 | data: 31.01.2011, godz: 18:26 |
Kropla - a mi się wydaje że wielu mężczyzn ma takie marzenia, tylko nie chcą się do tego przyznać bo to takie "niemęskie" :) Ale pomyślmy na zdrowy rozum - który facet nie chciałby się w końcu ustatkować? Nawet największy bawidamek może w końcu zapragnąć pewnej stabilizacji. (17480)| Janusz, lat 22 | data: 31.01.2011, godz: 16:44 |
Robcan - zdaj dobrze maturę, dostań się na wymarzone studia a spotkasz tam ludzi, którzy tak jak Ty będą się czuli zagubieni w nowej rzeczywistości i podświadomie będą wtedy szukali jakiegoś kolegi, przyjaciela, i na skutek tego będą otwarci na innych. Wtedy będziesz mógł bez problemu poznać jakąś dziewczynę z roku, w sytuacji gdy jeszcze nikt nikogo nie będzie znał na pewno będzie Ci wdzięczna za to, że okazałeś jej zainteresowanie. I oczywiście pretekstów do zagadania będzie bardzo wiele. (17479)
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>Do robcan, lat 18 (17478)
Karino bardzo dziekuje za Twój wpis bardzo cenię Twoje uwagi. Biorę leki i jutro mam terapię u profesjonalnej Pani Psycholog. Rozważam przeprowadzkę. Moja mama dała mi rok na dojście do zdrowia a tato daje na leki. Tato niszczył rodzinę ale pilnował pracę. Chcę pracować aby płacić składki i w przyszlosci jak będę samotna żebym mogła mieszkać w jakimś domu dla starszych osób i mieć emeryturę. Nie ma dla mnie problemu mogę pracować o kilka lat dłużej żeby tylko zdrowie dopisało.
Karino a jak z przedlużeniem Twojej umowy i dziękuje za nowennę do świętej Filomeny. (17477)| Kropla | data: 31.01.2011, godz: 15:40 |
Mam pytanie do mężczyzn,czy macie ochotę założyć rodzinę?Pytam bo mam wrażenie że marzenia o małżeństwie i założeniu rodziny to raczej domena kobiet. (17476)| karina | data: 31.01.2011, godz: 13:50 |
Moniko
u Ciebie to trochę inna sprawa, bo wciąz żyjesz w tym samym. Nie oderwiesz się od przeszłości.. bo masz podobną na co dzień..pod wspólnym dachem. Najlepiej byłoby zamieszkać osobno, uniezależnić się , usamodzielnić. Ale w obecnej chwili gdy nie ma pracy, to nie takie poste. Musisz szukać wsparcia w grupach DDA, wspólnotach, mieć dobrego spowiednika. Wsparcie profesjonalne.. bez tego ciężko jest żyć z przeszłościa i terazniejszością..gdy nic sie nie zmienia. A proces uzdrawiania..to etap.. tylko Jezus może pomóc i na nowo ukształtować obraz siebie. Własciwie to On jest pierwszym lekarzem..
polecam zapoznać się z życiem św Filomeny,:
http://www.fortunecity.com/victorian/abbey/54/filome09.html
często odprawiać nowennę do tej niezawodnej patronki szczególnej córki Maryi i Jezusa, i nawiedzic w Polsce Jej sanktuarium.
(17475)
Alys zgadza się teraz jest pełno prywatnych uczelni. Kiedy kończyłam prywatną uczelnię była nas garstka. Miałam rektora który mówił nie myślcie że jak płacicie to nie musicie się uczyć. Wiele osób już na pierwszym roku odpadła. Byłam słabą uczennicą ale dzięki koleżankom z grupy skończyłam. Wiele mi pomagały. Pamiętam jak raz na prezentacji z jednego przedmiotu podczas prezentacji innych osób zasnęłam. Kiedy przyszła moja kolej koleżanka mnie obudziła (nie byłam po imprezie) wykładowca zaczął się śmiać i z mojej prezentacji postawił 5. Podczas trzech lat studiów nie opuściłam żadnego wykładu. Raz na ochronie środowiska przyszły na wyklad trzy osoby. Wykładowca przeprowadził wykład a podczas egzaminu poprosił te trzy osoby o indeksy i miałysmy od rektora decyzję o zdaniu egzaminu. Oprócz teorii i wiedzy ważny jest stosunek do życia i świata. Dzieki artykułowi do uczelnianej gazetki zostałam zaproszona do Rektora i podziękował za artykuł. A pisalam o Panu Bogu i odpowiedzialności za ochronę środowiska. Moi koledzy i koleżanki kończyli magisterkę w Warszawie i Krakowie.
Jak zaczynałam studia to był jeden budynek a teraz zajrzyj na stronę Wyższa Szkoła Handlowa im Markowskiego w Kielcach. Jestem dumna z tego że skończyłam tą uczelnię. A że jestem bezrobotna to moja wina. (17474)| Dietrich do Alys, lat 25 | data: 30.01.2011, godz: 22:39 |
Alys, a co studiujesz? Pytam, bo wydaje mi się, że z tą łaciną w jednym palcu to znajomi z grupy/roku po prostu robią dobre wrażenie. Wiem, jaki jest poziom lektoratu z tego języka nawet na najlepszych uczelniach na kierunkach neofilologicznych i na historii. Ale mogę się mylić w Twoim przypadku oczywiście. (17473)| robcan | data: 30.01.2011, godz: 21:54 |
Dziękuję Wszystkim za odpowiedzi i zainteresowanie się moim problemem ... :)
Pewnie poczucie dowartościowania i chęć bycia kochanym ma swoje podłoże w tym że jestem romantykiem i marzę o takowej miłości. Kiedy widzę pary w moim wieku po prostu robi mi się żal samego siebie i nachodzą myśli " czy ja nie zasługuję na Miłość ? ,na przyjaciół, znajomych etc. " Domyślam się że związki w wieku 18 czy 19 to raczej jest zauroczenie niż miłość ale nie zawsze ... Fakt @Monika, teraz jest okres nauki matury ale to są wymówki jak dla mnie inni potrafią pogodzić i naukę i zabawę :) A co do marzeń to tak matura teraz numer 1 potem studia mi się marzą praca rodzina i dzieci .... oczywiście jeżeli Jezus pomoże bo bez Niego nie zaszedłbym aż do 3 klasy ... :)
Szczęść Boże (17472)
Witam
Dla zainteresowanych
Z przyczyn ode mnie nie zależnych , stary numer gadu-gadu został uszkodzony i musiałem założyć nowy numer: 33346133
jeśli ktoś z Was jest chętny porozmawiać zapraszam.
Pozdrawiam i życzę smacznych oraz kolorowych snów.
Pozdrawiam Łukasz (17471)
robcan poszukaj jakiejś grupy wspólnoty gdzie się odnajdziesz. Nie jestem za przemocą ale nie można zbyt długo odpuszczać, bywa ze trzeba się wycofać ale i czasem trzeba się postawić.
Pozdrawiam i pomodlę się o twoje wewnętrzne uzdrowienie. (17470)| Agata | data: 30.01.2011, godz: 21:37 |
Robcan,
jeżeli chodzi o niskie poczucie wartości w szkole... ja w gimnazjum też byłam szykanowana. Głównie dlatego, ze w przeciwieństwie do większości mojej szkoły chciałam się uczyć. Wystarczyło zmienić środowisko, by poczuć, ze ja też jestem wartościowym człowiekiem, mam prawo do szacunku i własnego zdania. Zastanów sie nad tym, w jakim towarzystwie się obracasz, a jakiego szukasz. A następnie zastanów sie, gdzie takie znaleźć. I już będziesz wiedzia, co robić dalej.
Pocieszę Cię jednym-mimo, ze niektóre urazy mogą być silne i gdzieś tam nam w głowie głeboko mogą zostać, to jednak czesto takie traktowanie ze strony młodziezy jakiego doswiadczamy w szkole pozniej przestaje miec miejsce. Ludzie z tego wyrastają. A jeśli nie wszyscy, to potem oni są obiektem nietolerancji ze strony mądrzejszych. Przynajmniej ja doświadczyłam czegoś takiego w moim życiu:) (17469)| Alys, lat 22 | data: 30.01.2011, godz: 21:27 |
Monika,
nie jakby co nie miałam zamiaru podważenia poziomu twojej szkoły. Hm tylko np. trafiłam na taką, w której nie wyrobiłam sobie najlepszego zdania o wyższych prywatnych szkołach tego i owego. Często niskie opłaty kuszą, gdy np. student nie może liczyć na pomoc rodziców wybiera takie coś, bo przecież studenci mało zarabiają, a utrzymanie się w dużych ośrodkach miejscowych wymaga sporego nakładu finansowego.
Sesja to tłumaczy moją nerwowość wypowiedzi. Pozdrawiam. (17468)| Alys, lat 22 | data: 30.01.2011, godz: 21:15 |
Do Monika
prywatna wyższa uczelnia i w dodatku tytuł mgr, yhhh przecież to się kupy nie trzyma. Takie uczelnie wyrastają, jak grzyby po deszczu. Wiem co piszę, bo miałam styczność z takim czymś. Niczego nie uczą, chcą kasy. Mają gdzieś poglądy studentów, nie dają możliwości rozwoju tylko dyplom, który nigdy się nie przyda. Po takim czymś poszłam na uniwerek i widzę sporą różnicę pomiędzy wiedzą rówieśników, a moją. Większość ma w jednym paluszku łacinę, której np. mnie nie uczyli. Mają za sobą różne konferencje zarówno na naszym podwórku, jak i zagranicznym. Chociaż dobre i to, że byle gdzie można zrobić licencjat, (np. bo są niższe koszta), a potem się postarać i zrobić mgr. w innych warunkach. Najlepiej było, wtedy gdy na jedno woj przypadały 2 lub 3 szkoły wyższe publiczne. Było mniej ludzi z mgr. ale ich wiedza była większa, a teraz co drugi ma mgr. a nie wie podstawowych rzeczy. To jest Polska:) (17467)| X | data: 30.01.2011, godz: 18:26 |
Dietrich,lat 25
Jakiś czas temu,A.Kwaśniewski,podczas publicznego wystąpienia,powiedział:"(.....),Ludwiku Dornie,i ty,Sabo:nie idźcie tą drogą....!"
Zważywszy na to,że wypowiadając te słowa,był On w stanie,który na coś..."lekko wskazywał.."(przypomnijmy,że b.prezydent,w celach leczniczych,zmuszony jest zażywać różne środki-o czym poświadczali Jego współpracownicy),to-być może-stan takiego pewnego..."osłabienia"i mnie się udzielił i dzięki temu-że tak powiem-"jestem kryty.."w przypadku pojawienia się wątpliwości,co do tego,czy dobrze Cię zrozumiałem...
A jeśli idzie o.."lekturę Biblii w oryginale",to nie mam nic przeciwko temu...To inna sprawa.. (17466)| Gosia, lat 24 | data: 30.01.2011, godz: 17:53 |
Robcan,
nie martw się, widocznie Twoi znajomi nie są Ciebie warci. Znajdź w sobie jakąś pasję, zainteresowanie i rozwijaj to systematycznie. Pozwoli Ci to zapomnieć o porażkach. Pozdrawiam ciepło i głowa do góry! (17465)| Monika, lat 36 | data: 30.01.2011, godz: 17:35 |
Robcanie lat 18 życzę zdania matury. Zapomnij o wyzwiskach i skup się na nauce. Chodzisz do LO więc jesteś zdolny. Nie skupiaj się aby coś udowadniac poprostu mniej gdzieś zaczepki i miej marzenia czyli zdanie matury.
Czy wyobrażasz sobie że ja córka alkoholika chodziłam do prywatnej uczelni i mam tytuł magistra a lubię sprzątać i miałam znajomych z bogatych rodzin. Byłam w najbardziej ambitnej grupie i w mojej grupie była najlepsza studentka uczelni. Miałam także wspaniałych Przyjaciół z poza mojej uczelni poznanych we wspólnocie. Jakie jest najwspanialsze miasto w Polsce poza Krakowem oczywiście Kielce i nierozumiem dlaczego scyzorycy przecież to najmilsi ludzie w Polsce. A najbardziej czyste miasto i ułożeni mieszkańcy to Poznań. Najpiękniejszy region Polski ale zanieczyszczony to region Katowic. A miasto, które kojarzy mi się z moją babcią jest Wrocław. Kiedyś przypadkiem weszłam do zakonników na Mszę świętą i odprawiał Stary Zakonnik za dusze zmarłych i żywych ze Wschodu i przypomniał mi okolice mojej babci.
Robcanie co nas nie zniszczy to umocni. Masz w sobie coś co Ty niedostrzegasz a inni to widzą i z zazdrości dokuczają. Daj sobie czas zobaczysz w wieku 20 lat bedziesz myślał inaczej. Też byłam trochę nieśmiała ale zawsze podchodziły do mnie koleżanki z którymi się zaprzyjaźniałam. Tylko zachowaj czystość ciała bo to da Ci potrzebną energię do realizacji planów. Powodzenia (17464)
Dar - miejsce odkrywania tajemnicy Miłości...
Moje spotkanie z Miłością?
Zakochałam się w „Tych” błyszczących oczach. Miałam wrażenie, że kiedy tylko nasze spojrzenia spotkały się, to w „Tych” granatowych oczach zapalały się jakby gwiazdy.
Zapragnęłam być witana takim spojrzeniem każdego dnia, budzić ten ukryty blask
w „Tych” oczach, marzyć i tęsknić za nim podczas nieobecności i biec na spotkanie,
przy każdym powrocie. Czasem, gdy nie mogłam w nocy zasnąć, patrzyłam na rozgwieżdżone niebo i szukałam gwiazd podobnych do „Tych” - świecących dla mnie. Szeptałam do gwiazd: „Kocham w was to, że nie gaśniecie, że trwacie wiecznie”.
Wpatrywanie się w Gwiazdy...Wpatrywanie się w Miłość...
To piękny czas... kiedy nie można oderwać oczu od tych Oczu, które nie mogą też oderwać się od nas. Czas szczególnej bliskości...
A Twoje spotkanie z Miłością? Może w takim spotkaniu pomoże Ci nasza stronka www.dar.religia.net
Jeśli chcesz zostaw tu „Echo...”
swoich pragnień... myśli... refleksji... swojej modlitwy...
- „Perłę...” miłości.
(17463)| Marcin | data: 30.01.2011, godz: 13:28 |
Do Robcan ,lat 18
Też jak byłem w Twoim wieku to miałem podobne dylematy co Ty.Ale uwierz mi z tego się wyrasta. Jednak to wymaga pracy nad sobą i Ty musisz ją podjąć dla swojego dobra (17462)| korsarz | data: 30.01.2011, godz: 13:03 |
Do robcan
ja bym Ci doradził Twoim obecnym lub nawet byłym prześladowcom dać po prostu po mordzie jak coś do Ciebie mają, może pomóc, aczkolwiek nie musi. Ale do ludzi najlepiej mówić w języku jakim oni się posługuja i jaki sa w stanie zrozumiec. Oczywiście może się tak zdarzyć i to jest podejrzewam bardzo prawdopodobne, ze To ty bardziej dostaniesz, ale to tylko ból fizyczny, on też może przynieść prawdziwą ulgę.. (17461)| korsarz | data: 30.01.2011, godz: 12:57 |
Tak, testy psychologiczne, psychiatryczne, a najlepiej to jakaś komisja lekarska, która przebada kandydata do małżeństwa i wyda stosowne zaświadczenie - zdolny lub niezdolny do zawarcia małżeństwa. No i oczywiście badania i kursy pod kątem zdolności do wychowywania potomstwa, to przecież sprawa podstawowa. A nie tak dawno czytałem, że ponoć tylko ok10% rodziców potrafi wychowywć dzieci. Najlepiej pewnie na ogół potrafią to robić ludzie którzy wcale dzieci nie mają, albo mają max. jedno.. Więc myślę, że jakaś komisja złożona z samych fachowców oczywiście, pedagogów, psychologów itp powinna również orzekać czy dany kandydat ma prawo dzieci wychowywać czy nie i wydawać jakieś certyfikaty na przykład. Ale też najlepiej nie bezterminowo, ale powiedzmy na 5 lat, a potem niech ponownie stanie przed komisja i zda egzamin i udowodni czy aby nie zapomniał tej sztuki. No i oczywiście kwestia materialna, wypadałoby udowodnić że jest się w stanie utrzymać przyszłą rodzinę, nie wiem udokumentowane dochody z ostatnich 10 lat np. W końcu musimy mieć jak najwięcej pewności, pewność jest najważniejsza
Ech, to juz chyba nie jest mój świat.. (17460)| Janusz, lat 22 | data: 30.01.2011, godz: 12:47 |
Robcan, ludzie poznają się nie tylko na dyskotekach czy imprezach. Sądzisz że te wszystkie pary poznały się w klubie? Moja rada - poszukaj jakichś organizacji młodzieżowych, na przykład przy parafii - tam jest zazwyczaj bardzo mało mężczyzn a dużo dziewczyn. I nie udawaj tam kogoś kim nie jesteś, po prostu bądź sobą, porozmawiaj z każdym przez chwilę a może spotkasz kogoś interesującego. (17459)| m | data: 30.01.2011, godz: 11:36 |
napisz mi o co masz do mnie żal,co mi zarzucasz?wyjaśnijmy raz na zawsze tą sprawę.napisz mi na e-mail lub gg. (17458)| Monika, lat 36 | data: 30.01.2011, godz: 10:17 |
Karino ja nie magazynuję ran. Moje myślenie jest jakieś chore przez alkoholizm taty. To nie jest jego wina. Dziękuje Bogu że żyje ale wciąż wstydzę się że mam tatę pijaka. Alkohol odebrał mi tatę. Mam nerwicę bo nie mogę zrozumieć jak tato może poniżać mamę. Tato ciągle wywleka jakieś urojone zdrady mamy i mówi że jestem dziwka jak mama. Ciągle wracam do domu bo lepszy wróg znany od małego niż obcy. Ostatnio powiedziałam mu skoro nienawidzi mamy i mnie to dlaczego nie zgodzi się na podział mieszkania. Zamiast kumulować pretensje do mamy zaczęłąm tatowi mówić co o nim myślę. Wywleka jakieś urojenia z mojego życia. Powiedziałam mu że jeśli jeszcze raz powie na mój temat jakieś bzdury to podam go do sądu aby wyjaśnić sprawę. Wtedy usłyszy jakie życie prowadziłam na studiach. I wtedy zobaczyłam jego nienawiść.
Karino szukam pracy nawet żeby sprzątać ale są oferty z grupą inwalidzką.
Bardzo lubię aktora Colina Firtha. Jego dobroć i prostota mnie urzeka. Chcialabym mieć takiego tatę i dlatego należy się mu Oskar.
Panie Jezu ale Ciebie najbardziej kocham. Nigdy nie zapomnę, że w Kielcach Ty się mną opiekowałeś z Matką Bożą Częstochowską.
Panie Jezu nie martw się innymi spójrz na mnie a zobaczysz że moje serduszko bije dla Ciebie. Jak rozmawiałam z Krzysztofem i powiedział że wyjezdza do Stanów nie uwierzyłam mu. Jak wyszłam z samochodu usłyszałam usłyszysz o mnie . Jezu ufam Tobie. (17457)| ona24 | data: 30.01.2011, godz: 08:18 |
Do robcan
małymi krokami napewno dojdziesz do celu (17456)| robcan, lat 18 | data: 29.01.2011, godz: 23:42 |
Szczęść Boże :)
Mam nadzieje że znajdę tutaj pomocną radę. Otóż mam 18 lat w tym roku pisze maturę odkąd pamiętam zawsze byłem obiektem drwin ze strony " rówieśników " Szczególnie gnębiono mnie psychicznie w podstawówce poniżanie głupie wyzwiska i strach przed jutrem że znowu bedzie to samo ... potem było gimnazjum problemy z wygladem i znowu to samo wysmiewanie sie i wyzwiska teraz w LO jest lepiej jednak cały czas w środku nie daje mi spokoju i przypomina te momenty ponizania czy dołowania ze strony nawet rodziców bo też mowili że to moja wina że gdyby nie ja to by nie mieli problemów nie denerwowaliby sie itp :(( zastanawiam sie czy rzeczywiscie nie lepiej byłoby się nie urodzić ? Dreczy mnie brak kogos do kogo mógłbym sie przytulic pogadac ( dziewczyny ) ale jak ją poznac skoro nigdzie sie nie chodzi na żadną dyskoteke do żadnych klubów bo nie ma z kim i dokąd ... Nie chodzi mi o sex ... Wierze w Boga i czekam ...
Co byście mi doradzili ? ? Bo sam już nie wiem ...
DZiekuję za wszelka odpowiedź :) (17455)| Kropelka | data: 29.01.2011, godz: 23:24 |
Łukasz a dlaczego uważasz że nigdy nie staniesz przed ołtarzem?
Psycholog i psychiatra wiele mogą,to są ludzie którzy sie znają na ludziach,na zaburzeniach psychicznych.Nie wygłaszaj takich opini jak sie na tym nie znasz.Nawet jak byłeś u psychologa to mogłeś akurat trafić na nieodpowiedniego,w każdej grupie zawodowej są osoby które niekoniecznie sie nadają do zawodu.
Kiedyś też nie było dobrze bo ludzie nie mogli sie dobrze poznać przed ślubem a rozowdy nie były tolerowane społecznie wiec i tak i ta byli ze sobą.Ale teraz jest przesada w drugą stronę.Ludzie odkładają to na koniec a wcześniej żyją w konkubinacie wiele lat.Takie odkładanie ślubu nie jest wg mnie dobre.To znaczy że ktoś traktuje ślub tylko jako tradycje,a przed ślubem żyją i tak jakby już byli małżeństwem,w sensie mieszkają,współżyją itd.Zacznijmy od tego że mało osób traktuje czystość przedmałżeńską poważnie. (17454)| www.wilnoteka.lt | data: 29.01.2011, godz: 23:07 |
PODPISZ PETYCJĘ "W OBRONIE POLSKICH SZKÓŁ NA LITWIE"
http://www.wilnoteka.lt/pl/tresc/w-obronie-polskich-szkol-na-litwie (17453)| Janusz, lat 22 | data: 29.01.2011, godz: 23:06 |
Korsarz, teraz ludzie co prawda poznają się długo, ale na czym to poznawanie polega? Na mieszkaniu razem i współżyciu przedmałżeńskim. Moim zdaniem to jest przyczyną tak częstych rozwodów, to, że ludzie żyją wbrew Bogu. Z tego nigdy nic dobrego nie wyniknie. Bóg nie zakazuje ludziom współżyć przed ślubem "bo tak", żeby nam było trudniej. On ma ku temu powód. Seks nie jest czymś złym, ale tylko seks w małżeństwie. Seks przedmałżeński jako grzech jest źródłem nieszczęść (jak każdy grzech). A to że kiedyś było mniej rozwodów? Kiedyś w ogóle nie było instytucji rozwodów, bo nie było ślubów cywilnych, było jedynie "unieważnienie małżeństwa" (i jest do tej pory) czyli stwierdzenie, że małżeństwo zostało zawarte nieważnie. A że trudno było to uzyskać to i było mniej rozwodów. Zresztą, kiedyś ludzie żenili się nie tylko z miłości tylko ze względu na interesy rodziny itd. Powiesz pewnie, że wtedy też nie dochodziło do tak częstych sytuacji, że małżeństwo co prawda formalnie trwało ale ludzie nie żyli ze sobą tylko z innymi partnerami. Wtedy presja społeczna była większa, zwłaszcza w małych ośrodkach ludzkich, a takie ośrodki stanowiły większość. W dużych miastach już w XIX, w XX wieku było często tak, że istniał typ małżeństwa funkcjonującego na zasadzie: mieszkamy razem, ale w sferze uczuciowej i erotycznej się nie ograniczamy a więc nie robimy problemów z powodu zdrad. A takie związki były bardzo często zawierane, jak sam zauważyłeś, po krótkim okresie znajomości.
I proszę, nie mylmy pojęć zakochanie i miłość. Zakochanie to coś całkiem innego, co, jak pisałem, może, ale nie musi przerodzić się w miłość. Co będzie jeśli po pół roku znajomości zakochani, podkreślam - zakochani, a nie ludzie czujący do siebie miłość wezmą ślub, ale z tego zakochania miłość się nie rozwinie? Dłuższy okres narzeczeństwa jest właśnie po to, aby zminimalizować ryzyko takich sytuacji. Dwa, trzy lata - w takim czasie może się rozwinąć uczucie nazywane miłością. Podkreślam - może, ale nie musi. I właśnie żeby uniknąć sytuacji w której miłość się nie rozwinie w zawartym już małżeństwie dąży się do tego, aby zawierano ślub w sytuacji gdy ta miłość już jest. To jest sens tych rozwiązań proponowanych przez Kościół.
Ps. Szymon Hołownia w swojej ostatniej książce trochę na marginesie poruszył temat różnicy między zakochaniem a miłością. Polecam. (17452)| Hania, lat 37 | data: 29.01.2011, godz: 21:09 |
Łukasz, tak dla ścisłości:
W KOŚCIELE NIE MA ROZWODÓW!!!!!
jest tylko stwierdzenie, iż małżeństwo nie zostało zawarte ważnie. I żeby już nie narażać cię na stresogenne domysły podaję główne przesłanki:
•Małżeństwo może zostać nieważnie zawarte z powodu jakieś przeszkody zrywającej kanony 1083 – 1094 Kodeksu Kanonicznego.
◦wiek młodociany (14 lat dla kobiety i 16 dla mężczyzny),
◦niezdolność płciowa (impotencja),
◦istniejący węzeł małżeński ( małżeństwo z inną osobą),
◦różność religii (ślub z osobą nieochrzczoną),
◦święcenia,
◦śluby lub profesja zakonna,
◦uprowadzenie,
◦przeszkoda występku (małżonkobójstwa),
◦pokrewieństwo (w linii prostej i do 4 stopnia linii bocznej),
◦powinowactwo (w linii prostej),
◦przyzwoitości publicznej,
◦pokrewieństwa prawnego (powstałego z adopcji).
•Małżeństwo może zostać nieważnie zawarte na skutek braków dotyczących zgody małżeńskiej. Określone zostały przez prawodawcę w kanony 1095-1107.
◦brak minimum małżeńskiego poznania
◦pozbawienie używania rozumu,
◦poważny brak rozeznania oceniającego co do istotnych praw i obowiązków małżeńskich,
◦niezdolność do podjęcia istotnych obowiązków małżeńskich z przyczyn natury psychicznej,
◦podstęp przy zawieraniu małżeństwa (umyślne wprowadzenie w błąd),
◦symulacja,
◦wykluczenie któregoś z istotnych przymiotów lub elementów małżeństwa (jedność, nierozerwalność ,zrodzenie i wychowanie potomstwa),
◦zawieranie małżeństwa pod warunkiem,
◦przymus i bojaźń.
•Przyczyną nieważności małżeństwa mogą być braki dotyczące formy kanonicznej, a więc sposobu zawierania małżeństwa. Dotyczy w szczególności kapłana asystującego przy zawieraniu małżeństwa (posiadanie przez niego odpowiedniego upoważnienia), oraz zobowiązanie do zawierania małżeństwa przez katolików według formy kanonicznej.
Także jak widzisz te konsultacje z psychologiem są zasadne, jak i wydłużenie czasu przygotowania. A co do ciąży, jest też pewnego rodzaju przymusem, warunkiem ("skoro jesteś w ciąży, to się z tobą ożenię", czyli "gdybyś nie była, to ze ślubem byśmy jeszcze poczekali").
Stwierdzenie nieważności małżeństwa, to określenie, że tego małżeństwa tak naprawdę nigdy nie było, a to nie jest na pewno rozwód. (17451)| Kropelka | data: 29.01.2011, godz: 20:19 |
Janusz bardzo mądrze napisałeś,małżeństwo nie gwarantuje życia bez problemów,ale jeśli jest budowane na fundamentach wiary czyli z Bogiem to napewno łatwiej jest uporać sie z wszystkimi problemami i ciągle sie kochać.A wiek zawarcia małżeństwa nie ma tu nic do rzeczy.Łukasz jesteś starsznie niecierpliwy. (17450)| karina | data: 29.01.2011, godz: 18:53 |
Moniko
to znaczy,że..tróje w szkole nie przekładają się na dorosłe zycie.. i osiągnięcia..
U mnie w klasie był chłopak który jako jedyny nosił okulary...wtedy to była rzadkość..
i był nieco przy tuszy. Przezywali go okularnik.. w dodatku lekko sie jąkał i był uznawany za gorszego..
Obecnie ma ładną żone i dziecko. Wyrósł , nie nosi okularów..
Nie poznałabym go. Jest szczęśliwy to widać.. bo pisze ze ma kochaną żonę.
róznie się układa w zyciu.. czasem ktoś był popychadłem i taki poraniony dalej przez życie idzie..nie potrafi sie z tego wyzwolić. Inny widocznie nie magazynuje ran...wspomnień.. ale bierze życie w swoje ręce..jak ten kolega..pewnie można coś z życiem zrobić..nawet poranionym. (17449)
Kropelka
Czasami można. Moi rodzice pobrali się po roku znajomości. Są małżeństwem już prawie 25 lat. :) (17448)| korsarz | data: 29.01.2011, godz: 18:16 |
A ja nie uważam, żeby wydłużenie stażu narzeczeńskiego samo w sobie miało jakiś pozytywny wpływ na trwałość małżeństw. Z opowieści rodziców, czy osób jeszcze starszych wiem, że kiedyś małżeństwa zawierano dość szybko, a jak wiadomo rozwody były rzadkością. Narzeczeństwo trwało pewnie najczęściej od kilku miesięcy do roku, czasem dłużej. Ja myślę że to jest wystarczający czas na takie poznanie jakie ma być przed ślubem. 3 lata narzeczeństwa czy dłużej to dla mnie nieporozumienie, oczywiście to tylko moje zdanie, każdy może mieć inne. To teraz ludzie poznają się czasem latami zanim zdecydują się na ślub, granica wiekowa wchodzenia w związek małżeński coraz bardziej się podnosi, a rozwody są plagą. Kiedyś normą były małżeństwa w wieku ok 20 lat (co jest wg mnie jak najbardziej naturalne), praktycznie bez kursów przedmałżeńskich, czy jakichś specjalnych przygotowań. Naprawdę uważacie, ze jakieś dodatkowe kościelne obostrzenia czy wymagania, dłuższe kursy, itp pozwolą ograniczyć ilość rozwodów? Bo według mnie ograniczą tylko ilość zawieranych ślubów kościelnych. I po tych co ślub w kościele biorą tylko dla białej sukni czy tradycji to co najwyżej spłynie, a będzie to tylko rzucanie kłód pod nogi tym którym zależy na tym ślubie jako sakramencie i bardziej powaznie traktują swoją wiarę.
Łukaszu, to co napisałeś, to o ile się nie mylę miało źródło w prasie, która zajmuje się głównie szukaniem sensacji, raczej nie można traktować tego poważnie. Papież zaapelował żeby po prostu bardziej poważnie traktować sakrament małżeństwa, zaapelował do księży żeby też zwrócili na to uwagę. Zeby ślub kościelny nie był uwazany tylko za tradycję czy za ładną uroczystość. No a dziennikarze jak to dziennikarze, już dobudowali do tego swoją teorię. (17447)
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>Do Janusz, lat 22>>>>>Do Kropelka>>Do Monika, lat 36 (17446)| Monika, lat 36 | data: 29.01.2011, godz: 15:20 |
Łukaszu jeszcze coś dopiszę. Jak miałam 22 lata nie myślalam o małżeństwie. Marzyłam o miłości o takiej z filmów, muzyki. Bawiłam sie na kilku weselach znajomych ale nigdy nie pomyslałam że też bym chciała mieć meża, białą suknie i dzieci.
Teraz kiedy mam 36 lat spotykam koleżanki których dzieci chodzą do gimnazjum mam pokój w sercu. Oczywiście mam jakiś ból w sercu że coś mnie ominęło ale nie mam takich dylematów i pretensji do kościoła jak Ty. Biorę leki, chodzę na terapię i pogłębiam wiedzę o rozwoju mężczyzny i kobiety. Na przykłąd w książce Jean Vaniera pisze że zamiast pożądliwości trzeba nauczyć się czułości. Trzeba najpierw być dobrym dla siebie i osób najbliższych. Wiem że jak się zakocham nawet w wieku 40 lub.. lat to miłość będzie prawdziwa, głębsza, pozbawiona urojeń z lat dziecinnych.Będzie w niej miejsce na zmysłowość i czułość ale będziemy wiedzieli że mamy swoje lata i słowa dopóki śmierć nas nie rozdzieli nabierze sensu. Marzę o ślubie w wiejskim kościele i przyjęciu dla najbliższej rodziny. Ale bardziej niż ślubu proszę Boga o łaskę nawrócenia mojego taty z choroby alkoholowej. A może moje cierpienie jest wynagrodzeniem Panu Bogu za babcię która odeszła od kościoła do świadków Jehowy?
Polecam Ci prześledź przysięgę małżeńską. (17445)| Monika, lat 36 | data: 29.01.2011, godz: 14:54 |
Łukaszu tak martwisz się o ślub kościelny. Zadam Ci pytanie. Czy chciałbyś mieć takiego syna jak Ty? Jaką chciałbyś mieć córkę? Czy wiesz że córka potrzebuje dobrego ojca, który ją wprowadzi w świat wartości. Ja mam ojca alkoholika ostatnio mu powiedziałam że się Go boję a on ty się mnie boisz? Nagle poczułam się jak mała dziewczynka, która nareszcie mówi co myśli.
Mój znajomy mówi że po ślubie kościelnym bardziej żonę kocha i szanuje. A jak byłam na ich ślubie to obydwoje z serca mówili przysięgę.
Pamietam miałam w szkole kolege, który był przystojny, ale mało zdolny i zawsze powtarzał że się nigdy nie ożeni. I jaka niespodzianka pierwszy sie ożenił, załozył firmę robi żonie zakupy i mówi że jego syn jest mądrzejszy od niego. Najwiekszy fajtłapa w szkole ożenił się i miał bliźniaki. Każdy mówi taki niezdara a jaki dobry.... (17444)| Kropelka | data: 29.01.2011, godz: 14:31 |
Przed ślubem warto sprawdzić czy ktoś jest wogle zdolny do miłości.A testy psychologiczne i psychiatryczne również są dobrym pomysłem,ponieważ ktoś może być nie zdolny do małżeństwa.Również nie wyobrażam sobie jak można wziąść ślub nie znając sie wiecej niż rok.Zakochanie-zwykła chemia może trwać nawet 2 lata.A z ciążą to nie wiem.Czasem ktoś planuje ślub ale troszke później i dziecko przyśpieszy tą decyzję.To niekoniecznie jest czymś bardzo złym.Gorzej jak nie są pewni czy chcą być do końca życia razem ale współżyją mimo tego,pojawia sie poczęcie dziecka i wtedy biorą ślub tylko ze względu na dziecko.To często kończy sie zdradami,rozwodem i wieloma nieprzyjemnościami. (17443)| Janusz, lat 22 | data: 29.01.2011, godz: 13:51 |
Zapominasz Łukasz o jednym, że Kościół to nie jest organizacja czysto ludzka. Zapominasz o tym, kto jest faktyczną Głową Kościoła, że nie jest nią papież, który jest tylko namiestnikiem "Góry" na Ziemi. Dogmat o nieomylności papieskiej w sprawach wiary i moralności to jeden z najważniejszych fundamentów religii rzymskokatolickiej, coś, co nas odróżnia od innych wyznań chrześcijańskich, przykładowo prawosławia czy protestantyzmu. Kwestionowanie nieomylności papieża czyli Kościoła w sprawach fundamentalnych to dla katolika kwestionowanie tego co mówi Bóg. "Cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie" mówił Jezus do Piotra, udzielając mu pełnomocnictw i wskazując na to, że gdy będzie działał mocą swej władzy papieskiej będzie przez niego działał Bóg. Do tej pory, gdy papież ogłasza ważne decyzje, w sprawach wiary i moralności, poprzedza to uroczysta modlitwa do Ducha Świętego.
A na marginesie - statystyk nie widziałem, ale logicznie rzecz biorąc, większe jest prawdopodobieństwo, że trwalszy będzie związek, w którym ludzie znają się dobrze, niż taki, w którym są ze sobą, na przykład, pół roku, i nie wiedzą na skutek tego o sobie nic. Idąc Twoją logiką, można w ogóle znieść narzeczeństwo i pozwolić na śluby po tygodniu znajomości, bo przecież każdy trwały związek miał kiedyś tylko "tydzień stażu" więc to oznacza, że takie związki też są trwałe, a poza tym "księża się nie znają". Chrześcijaństwo to nie jest religia dla niecierpliwych, dla takich, dla których najważniejsze jest, za przeproszeniem, jak najszybsze pójście do łóżka. Małżeństwo to sakrament potwierdzający miłość, a nie zakochanie. A o miłości nie można mówić po trzech miesiącach znajomości, każdy, nawet najbardziej antykatolicki psycholog to powie. Te przypadki o których piszesz, że znali się 3 lata przed ślubem, a po ślubie przestali do siebie pasować - oni najwidoczniej nigdy do siebie nie pasowali, skoro nie potrafili być razem w czymś tak pięknym ale i wymagającym jak małżeństwo. A ten przykład, że po kilku latach w małżeństwie zaczął pić - miłość może i tam była, ale miłość nie oznacza, że bez względu na to, jaki jest człowiek, wszystko będzie pięknie. Jeśli człowiek nie chce sam się doskonalić to samo uczucie problemu nie rozwiąże.
Masz może link do tych statystyk, o których pisałeś? Jakoś nie jestem w stanie uwierzyć, że małżeństwa zawarte po pół roku znajomości są tak samo trwałe jak te zawarte po 3 czy 5 latach.
I nie rozumiem skąd ten pośpiech. Nie jesteście pewni uczuć partnera, że chcecie go jak najszybciej "związać" przy sobie? (17442)
(17441)| Alys, lat 22 | data: 29.01.2011, godz: 09:17 |
Łukasz mi się wydaje, że najlepiej jest związać się z osobą, którą bardzo dobrze znamy. Np. gdy łączy nas wieloletnia przyjaźń, która jest wspaniałym wstępem do miłości i do udanego pożycia małżeńskiego.
Karina patrz ta konferencja tak blisko :) Yhhh, że też tego czasu jest tak mało. Owocnej konferencji. (17440)| Gosia, lat 24 | data: 29.01.2011, godz: 08:46 |
Dietrichu,
no cóż, ,,traduttore traditore". A jednak warto chyba zachować sentyment dla tłumaczeń, zwłaszcza niektórych. Nawet, jeśli nie są już tym samym, pozostają udane. No, czy to nie urocze: ,,Wstań chwało moja, wstań żołtarzu i gęśli; wstanę na świtaniu. Chwalić cie będę w ludzioch, Gospodnie, i psalm ci rzekę w poganiech" (fr. Psalmu 56. według Psałterza Puławskiego; zamieściłam wprawdzie fragment zaledwie, ale tylko po to, by dać próbkę poezji psalmicznej w jednym z najcenniejszym przekładów). Co do czytania Biblii w oryginale, trzeba najpierw poznać języki, a to... kto wie, może kiedyś:) Pozdrawiam! (17439)| Dietrich, lat 25 | data: 29.01.2011, godz: 01:19 |
Do Gosi, lat 24.
A ja bym poszedł dalej i zachęcał do lektury Biblii w oryginale. Z przekładami kłopot jest o tyle, że każdy jest interpretacją, nie tylko w sensie literackim, ale także teologicznym. Przekład wyraża bowiem teologię wspólnoty, w której i dla której powstaje. Nawet tak drobny szczegół, jak zapisywanie tego lub innego wyrazu wielką literą to już interpretacja tłumacza i wyraz jego poglądów, w grece np. nie ma rozróżnienia między wielkimi a małymi literami (wprowadzono je w wieki po spisaniu Nowego Testamentu). Wszyscy się pewnie zgodzą, że Syn Człowieczy to nie to samo, co syn człowieka, a przecież oba są przekładami tej samej frazy greckiej. (17438)| dodo | data: 28.01.2011, godz: 22:57 |
Do mnie także bez przerwy przychodziły maile "afrykańskie" - same panny z (podobno) Afryki, które mnie ...kiss you honey, my dear friend" etc. Ba, nawet ich zdjęcia były. Do kosza z nimi od razu! Do Małgosi lat 29 - Z tego co piszesz wnioskuję, że już kogoś poznałaś?:-) A pretensji do siebie nie miej, bo to on się powinien wstydzić. Jak ktoś chce okłamać, to i tak to zrobi i nic nie poradzisz. Ważne, że Ty byłaś uczciwa. Pozdrawiam! (17437)| Janusz, lat 22 | data: 28.01.2011, godz: 22:41 |
Łukaszu, małżeństwo po kilku miesiącach znajomości może (ale nie musi) okazać się nietrwałe. Dlaczego? Dlatego, że po tak krótkim okresie znajomości dwoje ludzi łączy zakochanie, ale nie miłość, a to miłość pozwala być razem do końca życia, zakochanie jest wstępem do miłości, ale nie zawsze do tej miłości prowadzi, czasem, w obliczu trudności (na jakie na pewno trafi młode małżeństwo) wygasa. Innymi słowy, to miłość musi być podstawą małżeństwa, a miłość nie rodzi się w ciągu kilku miesięcy, ale w ciągu kilku lat. A jeśli chodzi o udzielanie ślubu kobietom w ciąży, to wiąże się to z tym, co napisałem wyżej. Najczęściej jest przecież tak, że ślub jest w takim wypadku efektem ciąży, żeby "nie było gadania że to nieślubne dziecko". Uczucia w takim wypadku schodzą na plan dalszy. Przyczyną zawarcia sakramentu małżeństwa powinna być miłość, a nie ciąża. A dłuższy okres przygotowawczy? Oprócz tego co pisałem, ma to również dać przyszłym małżonkom czas na zgłębienie się w to, czym jest sakrament, który chcą zawrzeć, na takie pozytywne ochłonięcia, poszerzenie spojrzenia na małżeństwo, na dostrzeżenie tego, czym ono naprawdę jest, na dojście do wniosku, że nie zawsze będzie pięknie, że będą też trudności. Ci, którzy mimo zrozumienia tego dalej będą chcieli być razem do końca życia mają duże szanse na to, że faktycznie do końca życia będą. (17436)| karina | data: 28.01.2011, godz: 20:46 |
ZAPROSZENIE NA SYMPOZJUM: Okultyzm - jego działanie
Program sympozjum
29.01.2011 r. Aula Jana Pawła II w Gdańsku Oliwie
ul. Bpa. Edmunda Nowickiego 3 obok Katedry
Wstęp wolny!!!
8.00 – 8.50 Msza Święta inauguracyjna – Parafia katedralna pw. Trójcy Świętej w Gdańsku Oliwie ul. Bpa. Edmunda Nowickiego 5
8.55 – 9.10 Przedstawienie programu dnia.
9.10 – 9.55 „Magia w Biblii i nauczaniu Ojców Kościoła” – referat Ks. mgr lic. Grzegorza Daroszewskiego Dyrektora Gdańskiego Centrum Informacji o Sektach
– 10.55 –„Okultyzm a kultura masowa” – wykład O. dr hab. Aleksandra Posackiego: teologa i demonologa
11.10 – 11.55 „Wschodnie źródła magii” – wykład S. M. Pawlik, dominikanki, znawcy hinduizmu
12.10 – 12..40 –„Niepokalane Serce Maryi zwycięża” – Świadectwo Marii – Emanuel, misjonarki świeckiej z Częstochowy
12.40 - 13.40 Przerwa obiadowa
13.40 – 15.30 – „Życie, nawrócenie, ŻYCIE” Multimedialne świadectwo Leszka Dokowicza, operatora filmowego
15.45 – 16.35 „Współczesne zniewolenia” – spotkanie z Księdzem egzorcystą dr hab. Andrzejem Kowalczykiem
16.50 – 17.35 „Harry Potter” i „Zmierzch” pod światło. Komentuje Małgorzata Nawrocka, autorka powieści antymagicznej „Anhar”
17.50 – 18.35 – „Magiczne myślenie dziś. O energoterapii, homeopatii i nie tylko” – mówi Andrzej Wronka, teolog, publicysta.
18.35 - 18.50 – Oko w oko z bioenergoterapeutą – świadectwo Henryka
19.00 – 20.00 Msza Święta dziękczynna z Aktem Zawierzenia Niepokalanemu Sercu Maryi i modlitwą o uzdrowienie wewnętrzne Parafia katedralna pw. Trójcy Świętej w Gdańsku Oliwie ul. Bpa. Edmunda Nowickiego 5
Na sympozjum zapewniamy możliwość nabycia unikalnych publikacji i materiałów multimedialnych związanych z tematyką spotkania.
Bliższe informacje na stronie www.cios.gda.pl i pod numerem 501337277
Sympozjum można wspierać dobrowolnymi datkami wpłacając na konto:
Lukas Bank 12194010764721480600000000 z dopiskiem sympozjum
Ks. Grzegorz Daroszewski
Archidiecezjalny Duszpasterz Osób i Rodzin zagrożonych działalnością sekt i okultyzmu
(17435)
Łukaszu poszukaj w dokumentach kościoła katolickiego na te tematy. To sprawa indywidualna każdej pary i prowadzącego nauki przedmałżeńskie. Wiele do powiedzenia maja także sądy kościelne.
Uważam że przygotowanie do malżeństwa powinno się zacząć już w gimnazjum. Jak pisze Wanda Półtawska bardziej niż techniki dziewczyna i chłopak powinny mieć świadomość o dojrzewaniu. O wartości dziewictwa i czystości.
Ważna jest świadomość,że ślub w kościele to bardzo ważna sprawa. Podczas zaślubin kobieta i mężczyzna ślubują sobie miłość a jednocześnie zapraszają Jezusa Chrystusa do swojego związku.
Benedykt XVI poprzez swój apel pragnie pogłębienia refleksji o sakramencie małżeństwa.
(17434)
W zeszłym roku byłam na rekolekcjach dla dziewcząt u sióstr zakonnych. I prowadzący ksiądz przygotował cytaty z Pisma Swiętego specjalnie dla dziewcząt. Po zakończonej porannej modlitwie czytam jeden cytat i jest to dla mnie balsam dla duszy.
Bardziej niż jakieś SMS polecam udział w rekolekcjach u zakonników i zakonnic i życie treściami, które się usłyszało.
(17433)
Witam wszystkich
Chciałem znać waszą opinię na temat zasad udzielania sakramentu małżeństwa, które punkty popieracie a z którymi się nie zgadzacie lub z którymi byście polemizowali i głębiej się nad nimi zastanowili.
1- Czy jesteście za tym by kobieta ciężarna nie dostała nigdy ślubu???
2- Czy jesteście za tym by staż narzeczeński trwał dłużej niż 1 rok a jeśli para nie ma ukończonego roku stażu ślubu nie dostanie???
3- Czy jesteście za tym by para narzeczonych przeszła kurs przedmałżeński trwający co najmniej pół roku a innym przypadku jeśli para nie przejdzie tego kursu nie będzie mogła się pobrać???
4- Czy jesteście za tym by para narzeczonych przeszła dokładne badania psychologiczne oraz psychiatryczne??
5- Czy jesteście za tym by kościół prześwietlał życie narzeczonych począwszy od ich dzieciństwa gdzie już na wstępie będą zadawane pytania na temat doświadczeń seksualnych , uzależnień, a nawet w przebytych chorobach wenerycznych a podobno ma nawet staż narzeczeński trwać nawet kilka lat.
(17432)| Gosia, lat 24 | data: 28.01.2011, godz: 18:26 |
Haniu,
jeszcze odnośnie samych tych sms-ów powtórzę to, co napisałam poniżej: jeśli to faktycznie jest inspiracją do czegoś pozytywnego, to dobrze. Nie chcę niczego krytykować, a moje obawy są związane z dość trudnymi doświadczeniami będącymi skutkiem pewnego sposobu interpretacji Biblii (nie są to tylko moje doznania, ale też innych osób, zwłaszcza ludzi młodych) i stąd moja ostrożność w tym względzie. To tyle. Dobrego wieczoru! (17431)
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |