Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Źródełko ...czyli o darze rozmowy...


[ Dodaj wpis ]

[<<] [<] [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [>] [>>]

Chcesz prosić o wspracie i modlitwe?
Dodaj prosbę do [ Skrzynki Intencji ]

niedowiarekdata: 07.08.2010, godz: 19:51

do Roberta
Według mnie tym ks.jest Jerzy Popiełuszko

(14830)
:)data: 07.08.2010, godz: 19:39

http://www.youtube.com/watch?v=KzJTzXoEhko

(14829)
małe nicdata: 07.08.2010, godz: 19:33

I powiedziałem Ci moje winy, a Ty z radością na twarzy jakbyś słuchać ich nie chciał, a jedynie łzę żalu mego otrzeć swą miłością, bo wróciłem, a Serce Twe się rwało do słów "Pragnę, przebacz..." I padły te słowa... I poczułem w sercu Twoje "przebaczam"...czyli...Najcenniejszy Dar, Jezuniu. Duch Święty...Radość i Miłość. Rozkosz i Spokój. Dobro i Mądrość. Spełnienie serca zbolałego...Nie pytał, nie oskarżał...Dusza moja jakby kryształową baśnią Mu była, gdzie wejść chciał i oczarować się...Jak dziecię z miłością dookoła mamy skacze tak On igraszkę miał w naszym spotkaniu i otaczał mnie i cieszył się... "Jezu, tyle szczęścia za grzechy? Tak wielka hojność takiemu małemu? Sam Duch...". Odrzekłeś: "Jakie grzechy? W żarze miłości spalone i już nie wiem jakie to były:)... Raduję się Tobą, boś mi drogim...Przyjacielem:) Kocham Twą małość, jam mniejszy. Depcze Mnie codzień miliony serc, które mówią "wierzę"...Mówią ustami, ale serce zamknięte...
Warto było do Ciebie wrócić, powiedzieć "pragnę, przebacz" Wartościowym jesteś przyjacielem Boże...Czemu tak rzadko Ci to udowadniam?

(14828)
Robert, e-mail: adonai@inmail.pldata: 07.08.2010, godz: 19:25

Aldono

"Stało się to przez Pana i cudem jest w oczach naszych..." - bo On...on jest...księdzem. A ja, ja jestem złodziejką - ukradłam kapłana mojemu Bogu...
- to cytat z bloga pewnej kobiety, która jest żoną księdza(teraz już byłego), a także matką ich wspólnego dziecka. Napisałem to wszystko dla przestrogi, nie oburzaj się ani niepotrzebnie nie rozczulaj. Jezus też przestrzegał swoich uczniów, by to właśnie im nie przydarzyła się ta jedna z miliona szans na popełnienie grzechu.
To tyle, z Bogiem.

(link do bloga)
http://cienistadolina.blog.onet.pl/

(14827)
s_Madenn , e-mail: monasteredesaugustines@wanadoo.frdata: 07.08.2010, godz: 19:06

Jezus patrzy na Ciebie swoim „spojrzeniem słońca...”
także podczas tych wakacyjnych dni...
Trwaj w tym spojrzeniu... Miłości...
www.dar.religia.net


(14826)
Haniadata: 07.08.2010, godz: 14:14

Jeszcze coś, odnosnie wpisu Łukasza z cytatami, nie powiem, że z Pisma Świętego,ponieważ..... pochodzą one ze strony tworzonej przez Adwentystów Dnia Siódmego. A na ich temat na stronie tworzonej przez Stowarzyszenie Effatha poświęconej różnym sektom, znalazłam coś takiego:

"Prócz szerzej znanych świadków Jehowy, istnieje w Polsce tzw.Kościół Adwentystów Dnia Siódmego. Jest on w wielu naukach podobny do pobratymców z Brooklynu tzn. Świadków Jehowy.
Adwentyści Dnia Siódmego odrzucają istnienie duszy nieśmiertelnej, piekło, czyściec, a przyjmują naukę o tysiącletnim panowaniu Chrystusa i rajskim życiu na ziemi. Jednak ich nauka o szczęśliwym tysiącleciu częściowo różni się od nauki głoszonej przez Świadków Jehowy.

Na wzór judaizmu o zabarwieniu faryzejskim, wprowadzili zakaz spożywania wieprzowiny, smalcu, herbaty, kawy a nawet pepsi coli. Przepisy dotyczące zakazu spożywania alkoholu rozciągnęli do tego stopnia, że podczas nabożeństwa przypominającego Ostatnią Wieczerzę używają soku, zamiast gronowego wina. Tłumaczą to tym, że Jezus tak czynił podczas Ostatniej Wieczerzy. Mówią też, że niemożliwa by była tak szybka fermentacja soku by powstało wino w Kanie Galilejskiej. Za nieprzystosowanie się do ich przepisów dietetycznych ganią cały świat, uważając go za bardzo grzeszny.
(...)
Najważniejszym punktem nauki adwentystów jest święcenie soboty jako dnia świętego. W wielu publikacjach piszą że ludzie dzielą się na świętych i grzesznych dlatego, że jedni przyjmują szabat, a inni odrzucają."

Dla zianteresowanych:www.effatha.org.pl/sekty/baza/adwentysci.htm

Bez komentarza...........

A Tobie Łukasz polecam w tej sytuacji kontakt z Andrzejem Wronką, niesamowity człowiek, albo chociażby ks. Sławkiem Żaczkiem (to tak trochę po znajomości ich polecam). Na stronie Effaty znajdziesz na nich namiary

(14825)
Jola, lat 35, e-mail: jola5jola@wp.pldata: 07.08.2010, godz: 13:38

Wciąż z tą samą nadzieją szukam miłego mężczyzny, akceptującego wartości katolickie. Jestem młoda duchem i wyglądem, optymistycznie patrzę w przyszłość i myślę, że jeszcze nie jest za późno, aby stworzyć dom. Mieszkam blisko Katowic.

(14824)
Hania, lat 37data: 07.08.2010, godz: 12:39

Łukasz, zlituj się!!!!! Nie cytuj tekstów z tzw. "biblii" babtystów!!!! Pisałeś, że jesteś w Odnowie w Duchu Świętym, że utrzymujesz dobry kontakt z księżmi. A może jeszcze do tego popatrz na Biblię chrześcijańską. Trochę zaczynasz ludzi w błąd wprowadzać. Serwis nadzieja.pl (z którego korzystałeś, prawda??? Zacząłeś od haseł na literkę "A" - aborcja, AIDS, alkohol....) nie jest serwisem katolickim. Kliknij sobie w górnym menu na tym serwisie na "Usługi". Tam będzie skrót do twórców strony. NA 100% nie są wyznania katolickiego. Także jeszcze raz proszę. Zanim coś napiszesz, przeczytaj dogłębnie, poznaj źródło. I jeszcze raz apeluję: PODAWAJ ŹRÓDŁO i AUTORA, kiedy cytujesz innych. To tak prewencyjnie, bo na serwisie nadzieja.pl trochę tych haseł jeszcze pozostało....

(14823)
Aldona, lat 30, e-mail: adona25@wp.pldata: 07.08.2010, godz: 11:00

Tak.Najłatwiej wiąść miłość jedną miarą odmierzyć.Jak miłość do księdza to tylko w potocznym rozumieniu.Jak Przyjażń, to zaraz wstęp do tego zeby przypadkiem ksiadz sie nie spdobał i zeby sie nie zakochac.Ludzie cywilizowani znają wiele odcieni miłosci, i wiedzą, że kochać można nie tylko to co na zewnątrz, ale kocha się takze dusze.J wiedzą, że isnteniej miłość w pojęciu duchowym.Jakimż brakiem kultury osobistej i jakim perfidztwem jest sugerowanie mi czegoś czego nie ma...Pilnuj sie..... Uwazaj zeby Bogu Księdza nie wyrwać.....To jest swinstwo.To jest po prostu bardzo takie prymitywne.

(14822)
aga do Łukaszadata: 07.08.2010, godz: 10:44

a możesz powiedzieć JAKĄ biblię cytujesz, bo niektóre parametry nijak się mają do Biblii Tysiąclecia. Sprawdzaj, zanim SKOPIUJESZ i WKLEISZ

(14821)
Łukasz, lat 26, e-mail: lukasz84rok@wp.pldata: 07.08.2010, godz: 09:53

Witam
Zachęcam do kupienia gazety Warszawskiej kosztuje 1 zł a tam jest dużo prawdy, kto przeczyta sam zrozumie.
Pozdrawiam Łukasz

(14820)
małe nicdata: 07.08.2010, godz: 08:55

Czyli masz sumienie, jeśli Cię gryzie:) Odpuszczam, bo kocham, ale każdy upadek Twój jest mi raną i rana jest otwarta póki nie zechcesz jej zaleczyć. To Ty jesteś mi lekarzem - Twoje "pragnę"...Ulecz mnie proszę mój Przyjacielu... Szatan stoi przy mnie i każdym Twym upadkiem wyśmiewa mnie...Każdą ranę jaką mi zadajesz jadem opluwa aby bardziej bolało...Krzyczę do Ciebie: "Przyjacielu!!!" Czy przyjaźń już zdeptana?...Nie otrzesz mi łez?...Boli...A Twoje: "pragnę" sprawia, że mówię:JESTEM! i on znika, chowa się, drży...Bez Ciebie jestem słabszy, z Tobą JESTEM. I Ty ze mną, w moim JESTEM, w mej marnej miłości na wieki...Przyjmiesz moją miłość?...Tylko tyle mam...Wiem, że marny to dar dla Ciebie, bo pragniesz świata...Ale tylko tyle mam, jestem Miłością z Ojcem i Mamą, a z nami Duch:) Chcesz Ducha? To taki mój dar dla Ciebie że powiedziałeś" pragnę"...Kocham Cię!

(14819)
Aldona, lat 30, e-mail: adona25@wp.pldata: 07.08.2010, godz: 07:39

To jest po prostu poniżej mojej godności komentowanie Twojego wpisu Robercie.O jakim Ty zapragnięciu księdza mówisz, o jakim wyrywaniu Księdza Bogu.?Nie po prostu zostawiam bez komenatrza.NIe bądzmy ludzmi prostackimi, i prostolinijnymi, prostota jest piękna, ale ta wypowiedz była przepraszam, ale prostacka i zupełnie mijająca si i z prawdą i z moimi intencjami.

(14818)
małe nicdata: 07.08.2010, godz: 05:37

Sumienie? Drogi mój! Czasem myślę, że go już nie mam...Na drugi dzień po zlitowaniu Twoim upaść potrafię...I się oskarżam, kajam, ale zaraz w drugą słabość wpadam i zwątpić potrafię...Po trzecim upadku już wstać nie chcę i nie odczuwa me sumienie grzechu...Mam nowego przyjaciela - szatana. On jest jak bajka, aj ja jak dziecko...Ale w końcu z bajki horror się robi, a z dziecka dorosły...I dopiero wtedy, na skraju przepaści krzyczę: JESTEŚ!?! Jesteś, czekasz, litujesz w serca pokornej miłości... I ja dla Ciebie bajką jestem, a ty dzieciątkiem w bajce hasającym, ale w końcu znowu z bajki horror, a Ty dorosłym...Znikamy dla siebie...I tak w kółko. Dlaczego?! Sumienie? Mam, ale czy mam?

(14817)
Łukasz, lat 26, e-mail: lukasz84rok@wp.pldata: 06.08.2010, godz: 23:29

Witam
Dziś w Warszawie była wielka nawałnica i wszystkie ulice zostały zalane.
Co Wy myślicie na ten temat?????
Pozdrawiam Łukasz

(14816)
Robert, e-mail: adonai@inmail.pldata: 06.08.2010, godz: 23:23

Do Aldony:

Uważam za normalne przyjaźnienie się kobiet z księżmi, ale to ma być kontrolowane uczucie. Tu natomiast widzę wylew emocji i słów. Uważaj, żebyś przypadkiem nie zapragnęła tego księdza, bo wyrwanie Bogu kapłana, którego dłonie są konsekrowane i są przeznaczone do konsekrowania...
Pilnuj się.

(14815)
Łukasz, lat 26, e-mail: lukasz84rok@wp.pldata: 06.08.2010, godz: 22:40

Co Bóg mówi na temat życia i osobowości płodu? Dla Boga ludzie mają tożsamość i osobowość jeszcze przed narodzeniem. Biblia mówi: „Wybrałem cię sobie, zanim cię utworzyłem w łonie matki, zanim się urodziłeś, poświęciłem cię, na proroka narodów przeznaczyłem cię.” JEREMIASZ 1, 5 (BW)

Bóg ma wpływ na życie ludzkie i kształtuje je już w łonie matki. Biblia mówi: „Bo Ty stworzyłeś nerki moje, Ukształtowałeś mnie w łonie matki mojej. Wysławiam cię za to, że cudownie mnie stworzyłeś. Cudowne są dzieła twoje. I duszę moją znasz dokładnie.” PS. 139, 13-14 (BW)

Boże przykazanie zakazuje odbierania życia. Biblia mówi: „Nie zabijaj.” 2 MOJŻ. 20, 13 (BW)
ak powinniśmy traktować ludzi chorych na AIDS? Biblia mówi: “i jak mimo próby, na jaką moje niedomaganie cielesne was wystawiło, nie wzgardziliście mną ani nie odtrąciliście, ale mnie przyjęliście jak anioła Bożego, jak samego Chrystusa Jezusa”. GAL. 4, 14 (BT)

Jeżeli pragniemy, aby Bóg przebaczył nam nasze grzechy to i my powinniśmy przebaczać innym. Biblia mówi: „Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, i Ojciec wasz nie przebaczy wam waszych przewinień”. MAT. 6, 15 (BT)

Powodem zakażenia wirusem HIV nie zawsze są przypadkowe kontakty seksualne, jednak chorób przenoszonych drogą płciową możemy uniknąć jeżeli będziemy przestrzegać Bożych przykazań. Biblia mówi: „Nie cudzołóż” 2 MOJŻ. 20, 14 (BW) Mówi także: „Nie będziesz obcował z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą. To jest obrzydliwość!” 3 MOJŻ. 18, 22 (BT)
Co Biblia mówi na temat napojów alkoholowych? Biblia mówi: „Wino — to szyderca, mocny trunek — to wrzaskliwa kłótnia; i nie jest mądry, kto się od niego zatacza." PRZYP. SAL. 20, 1 (BW)

Dlaczego picie napojów alkoholowych jest niebezpieczne? Biblia mówi: „I nie upijajcie się winem, które powoduje rozwiązłość, ale bądźcie pełni Ducha". EFEZJAN 5, 18 (BW)

Dlaczego królom i władcom doradza się, aby nie pili napojów alkoholowych? Biblia mówi: „Królom, o Lemuelu, królom nie wypada pić wina albo książętom pragnąć mocnego napoju, aby przy piciu nie zapomnieli ustaw i nie naginali prawa wszystkich ubogich”. PRZYP. SAL. 31,4.5 (BW)

Pośród jakich innych grzechów wymieniany jest grzech pijaństwa? Biblia mówi: „Jawne zaś są uczynki ciała, mianowicie: wszeteczeństwo, nieczystość, rozpusta, bałwochwalstwo, czary..., pijaństwo, obżarstwo i tym podobne; o tych zapowiadam wam, jak już przedtem zapowiedziałem, że ci, którzy te rzeczy czynią, Królestwa Bożego nie odziedziczą." GAL. 5, 19-21 (BW)

Jakie są skutki zbytniego pobłażania sobie w jedzeniu i piciu? Biblia mówi: „Nie bywaj wśród upijających się winem lub obżerających się mięsem, gdyż pijak i żarłok ubożeją, a ospali chodzą w łachmanach.” PRZYP. SAL. 23, 20-21 (BW)

Jakie są następstwa picia alkoholu? Biblia mówi: „Kto mówi: Biada! Kto mówi: Ach! U kogo jest kłótnia? U kogo skarga? Kto ma rany bez powodu? Kto ma zaczerwienione oczy? Ci, którzy do późna przesiadują przy winie, którzy chodzą kosztować winnej mieszaniny. Nie patrz na wino, jak się czerwieni, jak się skrzy w pucharze i lekko spływa do gardła. Bo w końcu ukąsi jak wąż, wypuści jad jak żmija. Twoje oczy oglądać będą dziwne rzeczy, a twoje serce mówić będzie opaczne słowa, i wyda ci się, że śpisz na pełnym morzu i że jesteś jak śpiący przy sterze okrętu. Bili mnie, a wcale nie bolało, tłukli mnie, a nic nie czułem. Jak tylko wytrzeźwieję, znów do niego wrócę.” PRZYP. SAL. 23:29-35 (BW)

Świeży, niesfermentowany sok winogronowy jest błogosławieństwem dla człowieka. Biblia mówi: „...Jak mówi się o winogronie, w którym znajduje się winny sok: Nie niszcz go, gdyż jest w nim błogosławieństwo!...” IZAJ. 65, 8 (BW)

(14814)
Arndata: 06.08.2010, godz: 21:58

Do małe nic
Ciekawe i dobre wpisy - dają do myślenia.

(14813)
małe nicdata: 06.08.2010, godz: 17:22

A jak sumienie? Gryzie:) Moją wolą jest powiedzieć stop! Ja je stworzyłem. Prosisz? Sczerze? Masz! Nieszczerze? Nie słucham,boli...A ty? No cóż, poza Mną...Dalsze lata w próbie... Bo ja miłości pragnę, a Ty? Prysznicu? Mówisz, chcem. Mówisz... A za tydzień znowu...Boli... Prysznic? Oczyść? Pocałunek Ci składam w dniu spowiedzi. Szatę białą daję, a ty ją brudzisz w ciągu tygodnia...I zeby nie ja, to ojciec...Ech, pomóż proszę, bo już nie mogę... I mama moja...A Tato widzi... Odrzuci w nicość na WIECZNOŚĆ...Bo nie chcesz, a nie możesz... Boli...

(14812)
Jola, lat 48data: 06.08.2010, godz: 16:28

małe nic
Kim jesteś? Z Góry? Ja "stara" 40 popłakałam się. Mówię, nie rozmawiam, ech, mówię Boże. Przepraszam.

(14811)
małe nicdata: 06.08.2010, godz: 15:45

Jestem miłością, której nie dostrzegasz...Radością, której pragniesz... Jestem wiarą, którą tracisz, ufnością serca bólu...Szczęściem, którego szukasz, ofiarą Twojego "NIE!", chusteczką dla oczu łez wiary pełnych, przyjacielem... Czy mogę nim być?...Proszę...Nie jestem nieosiągalnym kimś do którego mówisz...Mówisz, nie rozmawiasz,,, Pragnę Twej rozmowy, nie formułek...Powiedz mi co Cię trapi, a nie kolejne "Ojcze nasz..."Ja JESTEM...Oczka Twoje łez pełne obetrę, ale daj mi szansę...To ja o Twoją miłość żebrzę, a wzgardę dostaję, bo szukasz oczami, nie sercem...Przechodzę obok z "miłości pokojem", a Ty oczami szukasz i ustami wołasz... Do serca pukam, a ono precz mnie odsyła, bo czeka na Wielkość, a ja mały niestety... Jestem prochem, dojrzysz moją marność i zaprosisz? Jestem mniejszy od Ciebie...Serce mi się kraja, bo kolejny raz przechodzę i słyszę: "odejdź, szukam..." Jestem królem, ale korona jest na ziemi nie tam gdzie mieszkam... Tam wystarczy moje JESTEM...W Twoim sercu też?...Proszę...Ja, proch,proszę cię człowieku...

Alu, to dopiero 1/4 . Młodziuchna jeszcze jesteś i jeszcze 100 przed Tobą...Nie, 110 dokładnie...:) Żyj milion lat bo "Ala radość w sercach rozpala":) Ala źródełkowa:)

(14810)
Ala, lat 30data: 06.08.2010, godz: 13:33

...30 lat minęło jak jeden dzień ;) Dzięki Ci Boże za moje przeżyte lata i proszę o następną 30-tkę może lepszą, może gorszą, niech się wszystko dzieje wg Twojej woli.
A może jest tu ktoś urodzony również 6 VIII? :)
z pozdrowieniami... :):):)

(14809)
małe nicdata: 06.08.2010, godz: 11:28

A tu mały wielki przejaw sympatii, szczęścia...Bydlątko i dzieweczka:)
www.kpao.org/blog/girl%20and%20cow%20sleeping.jpg
Człowiek człowiekowi bywa wilkiem, a bydlątko rozumne i ciepło miłości dać może... A i dziecię nierzadko więcej szczęścia od bydlątka dostanie, niż od rodzicielki i ucieka się w świat swego małego szczęścia...A mamie mówi: "kocham" a serce mamy nieczułe. Nie pamięta już słowa "miłość". I nie raz próbuje, ale łzy w oczach i niewiara świat dziecka jaj zamazują. "Chcę się zmienić! Nie umiem!" A może i Ty mamo przytul bydlątko? Łzy miłości spłyną po oczach, bo zobaczysz, że można kochać... Bez oceniania... Prostym sercem... Miłość, potrzebujemy jej, ale czy umiemy ją dać, czy tylko brać?

(14808)
Ja , lat 30, e-mail: toja333@interia.eudata: 06.08.2010, godz: 11:20

Mam pytanko.Czy może ktoś zna jakieś wiarygodne firmy w Krakowie,w których potrzebują kogoś ze znajomością j. francuskiego?. Szukam pracy, nie jestem z Krakowa, ale już mam dość i czasem mysle o przeprowadzce do innego miasta, nie mam znajomości więc jest mi trudno coś znaleźć. Pozdrawiam

(14807)
Aldona, lat 30, e-mail: adona25@wp.pldata: 06.08.2010, godz: 10:25

Kochany Księże Jerzy:)
Jutro mijają dwa miesiące od zawarcia z Tobą przyażni.Jesteś wspaniałym Przyjacielem i moją ogromną potporą.Jesteś moim wielkim Skarbem i bardzo Cie kocham.To dzieki temu coś mówił o wolności, drugi miesiąc mam siłę o nia walczyć i odcinać się od niewoli grzechu, dzieki Tobie nawet przy najgorszych problemach zachowuje humor i potrafię się smiać.Nigdy mnie nie opuszczaj, towarysz mi przez zycie i bądz ze mną do ostatniego mojego technienia.Bądz ze mną kiedy płacze i smieje się.Dziekuję Bogu za Ciebie, za te Boże miłosierdzie wzgledem mnie, że stanołeś na mojej drodze.To dzieki temu ze Bóg postawił Cię na moje drodze zobaczylam , że zycie może wygladac zupełnie inaczej.Dziękuję za Twoją przyjażń i pomoc i prosze o dalsze wstawiennictwo.Kocham Cię.Aldona.

(14806)
małe nicdata: 06.08.2010, godz: 09:53

Jak to jest?...Adonai, Jahwe, Jestem...Wiem, że jesteś, ale jak Cię nazywać? Może po prostu: Tato? Mogę...Pragnę... Tato...A Ciebie Jezu, mogę nazwać Przyjacielu? Czy tylko bić pokłony i mówić: Boże? Chcę Cię kochać jak przyjaciela, brata...Nie jestem godzien, ale miłość jest silniejsza...Zdepcz mnie, jeśli bluźnię, ale Przyjacielu: kocham Cię! Jezuniu, Twe rany to za moje winy. Codziennie Cię ranię swoją słabością, ale Ty to znosisz w milczeniu Serca i wybaczasz... I wstyd mi, że o przyjaźń Cię proszę, bo jaki ze mnie przyjaciel? Ale o Twą przyjaźń żebrzę, bo nikt tak serca nie rozumie jak Ty... Tatusiu, Mamusiu w Niebie, pomóżcie mi być godnym Jego przyjaźni...
Ufam przyjacielu...Wierzę...Kocham...Przepraszam...

(14805)
Jola, lat 23, e-mail: jola.87@interia.eudata: 05.08.2010, godz: 21:32

I jak narazie to jestem zadowolona ze swojej pracy mimo, iż nie mam umowy o pracę i chociaż czasem bywają nieprzyjemne i irytujące sytuacje (szczególnie, gdy pojawi się jakiś trudny klient) to nie narzekam :)

(14804)
Jola, lat 23, e-mail: jola.87@interia.eudata: 05.08.2010, godz: 21:31

Znam ten ból, bo sama miałam problem natury zawodowej, polegający na tym, ze nie mogłam znaleść sobie pracy i przez dosłownie rok nie mogłam znaleść stałej roboty tzn w żadnej robocie nie utrzymałam się dłużej niż max 3-4 tygodnie. Tak a potem dzwić się, że tyle osób wyjeżdża za granicę... co coment.

(14803)
Marcindata: 05.08.2010, godz: 21:09

I ja też mam problemy natury zawodowej niestety.Jednak ostatnio zdałem sobie sprawę że nawet jak pojawia się problem z pracą to Pan Bóg wyciąga do mnie koło ratunkowe.......oby i tym razem,Boże dopomóż........

(14802)
bartek, lat 35data: 05.08.2010, godz: 19:18

Proszę o modlitwę. Mam poważny problem natury zawodowej - niepowodzenie jednego z projektów, który realizuję spowoduje bardzo uciążliwe konsekwencje dla szeregu osób. Ci ludzie, podobnie jak ja, nie mają w tej sprawie na nic wpływu, a to ich bezpośrednio dotyczy. I bardzo ważne dla tych ludzi.
Wszystko zależy od jutrzejszej decyzji jednej osoby. Bardzo dziękuję wszystkim za modlitwę.

(14801)
Marcindata: 05.08.2010, godz: 17:49

Ech jaka ta moja droga do świętości stroma i kręta,ile słabych punktów.Gdyby nie Koronka to bym sie chyba zniechęcił...ale na dzięki niej znięchęcenie i całkowite ustanie nigdy nie nastąpi.

(14800)
teodozjadata: 05.08.2010, godz: 09:45

Dicere est argentym, tacere aurum (mowa jest srebrem, a milczenie złotem).

(14799)
DO ANNA/Nataliadata: 05.08.2010, godz: 09:42

Anno, nie mialam cienia pychy piszac slowa o sw. Faustynie, oddalam tylko prawde mowiac o jej wielkiemu powolaniu. Ja nie mam powolania do zycia zakonnego(chyba ze w III zakonie) ale i w naszym swieckim zyciu nie brakuje okazji do cierpliwego znoszenia upokorzen i cierpien ze strony przelozonych i ludzi. Wazne aby wypelnic wole Boza a nie szukac miejsc, gdzie sie bedzie realizowac swoje czcze mrzonki.

(14798)
Jola, lat 23, e-mail: jola.87@interia.eudata: 05.08.2010, godz: 09:25

Łukaszu
Ja mogę mieć umiarkowany stopień niepełnosprawności. Co prawda nie mam go, bo się nie starałam, ale wiem, że mog mieć bo znam osoby z moim schorzeniem i oni mają.
Przysługuje na różne schorzenia, ale jeśli chodzi o mnie to nie będę się "chwalić" publicznie co mi jest.

(14797)
aldona, lat 30, e-mail: adona25@wp.pldata: 05.08.2010, godz: 03:08

Nasze słowa. Jak bardzo trzeba uważać, na te nasze słowa.Przemyśleć dziesięć razy co i komu mamy powiedzieć, bo słowo peŁne nienawiści, złośliwości, może być krzywdzące nie tylko w chwili obecnej dla kogoś, ale dla wielu wielu innych, nawet gdy po latach się z nim zetknie.To jest zatrwazające, ile bywa w człowieku tej nienawiści, że nie raz gotów jest posunąć się do najgorszych metod byle kogoś zniszczyć i postawić go w jak najgorszym świetle.Zastanwia następna myśl. Czy o takim postępowaniu można jeszcze powiedzieć, że to postępowanie człowieka, który ma jakiekolwiek sumienie; jakie kolwiek poczucie przyzwoitości?Czy my jesteśmy jeszcze ludzmi, czy dzikimi bestiami, kiedy dla włąsnego poklasku i próznośći swojej własnej niszczymy człowieka jak papier.?Zatrważające jest jeszcze dla mnie to, że ktoś sam nienawaidząc kogoś lub czegoś, nie zatrzymuje tej nienawiści dla siebie, ale tak się z nią obnosi, tak nią zieje, że uczy nienawidzieć nastepnych; ci będą uczyć następnych przejmować taki sposb działania.Powiadają: jeśli masz o kimś coś milego do powiedzenia mów, jeśli chesz mówić o kiimś zle- zamilknij.NIe zdawałam sobie sprawy , jak ważną nauką jest ta prawda.Zatrważające jest jeszcze to, że kierując się nienawiścią, do kogoś lub czegoś użyczamy szatanowi naszych ust i naszego języka, by on mógł dziaŁac.J rzeczywiście to działanie czuć, jak zminy oddech na plecach.Słowa.Myśli.Zdania.Dziesięc, dwadzieścia razy zastanowić się nad nimi, zanim padną, bo jak już staną się faktem dokonanym i skrzywdzą, wtedy ciężko jest naprawić szodę, a i dobrze jeśli ktoś tę szkodę ma chęc naprawiać, bo są i tacy, którzy im dotkliwiej komuś dokopią tym bardziej czują się"dowartościowani"Czy to jest ludzkie?To szatańskie jest, w najczystszej postaci szatańskie.

(14796)
usmiechnietadata: 04.08.2010, godz: 22:27

MARKU, nie wiem czy jest sens umieszczać tu ten wpis, ale jeśli to przeczytasz proszę odezwij się do mnie.... Nie wiem czy moje wiadomości do Ciebie dochodzą i czemu tak nagle urwał nam się kontakt, czemu nie odzywasz się do mnie od czerwca... Ale proszę napisz chociaż czy u Ciebie wszystko w porzadku... Ewelina

(14795)
Oliwiadata: 04.08.2010, godz: 21:40

Źródełkowicze, troche mnie tu nie było i widzę że ogromnie dużo się zmieniło!!Ciągłe kłotnie o Zakon,o usługiwanie, o brak pokory, wytykanie innym błędów
;@ Nie ma ludzi i miejsc idealnych, nie widzę więc sensu dalej prowadzić te potyczki słowne na źródełku...które myślę, ma inne zadanie. Mamy się wspierac i dodawać sobie wzajemnie otuchy, a nie szczekać wzajemnie do siebie....taka moja mała myśl i osobiste przemyslenia

(14794)
Łukasz, lat 26, e-mail: lukasz84rok@wp.pldata: 04.08.2010, godz: 21:30

Witam
Kto może dostać umiarkowany stopień niepełnosprawności i na jakie schorzenia od przysługuje

(14793)
różnica ?data: 04.08.2010, godz: 21:04


Pewnie jest różnica między chęcią usługiwaniu komuś, a wykorzystaniem swojego stanowiska.
Jezus sam wstał od stołu i zaczął umywać nogi, nikt z uczniów nie zwrócił się o to do Niego... nie można poniżać człowieka korzystając z władzy, przywilejów, a to jest obecnie chętnie wykorzystywane w wielu środowiskach.

W książce "Stary człowiek i morze" przejawia sie kwestia, że człowieka można zniszczyć ale nie pokonać, może także można zniszczyć w kimś powołanie ? i nie tylko chodzi o osoby konsekrowane.

Warto przeczytać tekst objawienia choćby z LA Salette...


(14792)
Ania 26data: 04.08.2010, godz: 20:46

do dziwnaa lat 31
Bezinteresowność? Bardzo byś się zdziwiła ileż interesowności jest w zakonie. Najbardziej o siebie dbają pierwsze chóry, by ich 4 litery się miały dobrze. Poza tym kończę rozważania o życiu zakonnym. Każdy niech sobie uważa co chce.

(14791)
***data: 04.08.2010, godz: 20:37

Do Ania,lat 26
Oj niepotrzebna ta nerwowość z twojej strony.Zapewne twoje doświadczenia w zakonie mogły być trudne i obserwacje życia klasztornego doprowadziły cie do krytycznych wniosków ale...przecież wiesz że nie habit czyni mnicha ale współpraca z łaską. Pozdrawiam

(14790)
Hania do Jolidata: 04.08.2010, godz: 20:36

Jolu, jeżeli masz szansę na uzyskanie orzeczenia o umiarkowanym stopniu niepełnosprawności, to możesz z nim wyrobić sobie kartę parkingową. Nie musisz mieć własnego samochodu, ani prawa jady, gdyż taka karta jest chonorowana nawet, gdy korzystasz z przysługi kogosk, kto Ciebie gdzieś podwozi. Przy obecnym problemie z miejscami parkongowymi w naszych miastach, to jest całkiem pożyteczna rzecz. Są też ulgi podatkowe, ale tu już trzeba bardziej zagłebić się w szczegóły, gdyż tych możliwości jest troszkę więcej. Przy karcie parkingowej jest warunek - co najmniej umiarkowany stopień niepełnosprawności i odpowiednia adnotacja na orzeczeniu (dotycząca właśnie karty parkingowej - lekarz orzecznik będzie wiedział, na czym to polega)

(14789)
Łukasz, lat 26, e-mail: lukasz84rok@wp.pldata: 04.08.2010, godz: 20:13

Witam
Obecnie pracuję w zakładzie pracy chronionej , wychodzi na to że tylko zakład pracy na mnie skorzysta będzie dostawał na mnie pieniądze z PFRON-u i ja nic z tego nie będę miał.
Pozdrawiam Łukasz

(14788)
niedowiarekdata: 04.08.2010, godz: 20:07

To żródełko powoli zaczyna zamieniać się w bagno

(14787)
Jola, lat 23, e-mail: jola.87@interia.eudata: 04.08.2010, godz: 19:58

Łukaszu jeśli naprawdę masz tylko lekki stopień to tak naprawdę chyba raczej nic Ci nie przysługuje, aczkolwiek nie jestem pewna i nie chcę Cię nieświdaomie wprowadzać w błąd, bo wydaje mi się, ze sam w sobie stopień niepełnosprawności daje jakieś przywileje, więc zapytaj kogoś bardziej kompetentnego, bo ja tutaj nie popiszę się swoja wiedzą. Wiem po sobie, ze te przywileje są tak znikome, ze ja - mając prawo do orzeczenia z umiarkowanym stopniem niepełnosprawności - nawet nie zawracałam sobie tym głowy, bo praktycznie nic mi to nie dawało. Ale tak jak mówię spytaj kogoś kto ma większą wiedzę na ten temat.

(14786)
dziwnaa , lat 31data: 04.08.2010, godz: 19:48

Aniu, lat 26
Aż smutek ściska serce gdy się czyta to co piszesz... Nie rozumiem po co szłaś do zakonu i czego szukałaś? Awansów, doceniania, wygód, przyjemności? Ooo, to na pewno nie tam, nie tędy droga życia zakonnego. "Chrystus nie przyszedł po to aby Mu służono, lecz aby służyć". Chciałabyś inaczej niż Twój Oblubieniec? Nie trzeba wcale być w zakonie by wiedzieć i uczyć się, że "czasem" warto coś zrobić bezinteresownie (tym bardziej w zakonie, nawet jeśli ma to być czyszczenie butów matce przełożonej), w duchu miłości i służby Bogu i drugiemu człowiekowi. Spróbuj, zobaczysz że warto :) Nawet jeśli pozytywów takiego zachowania nie dostrzeżesz tutaj to zaprocentuje w wieczności :) A jeśli tak trudno dostrzec Chrystusa w drugim człowieku, to zawsze można przecież pod najzwyklejszą pracę "podłożyć" intencję lub po prostu w duchu wynagrodzenia. Tak mało, a może tak wiele :) A tym wszystkim którzy zaglądają na Źródełko, proszę Aniu, podaruj czasem zamiast agresji - odrobinę życzliwości i miłości :)

(14785)
antyx, lat 34data: 04.08.2010, godz: 19:17


Witam,
dziś wspomnienie św. Jana Marii Vianneya - patrona dobrej spowiedzi.
Polecam pomodlić się do niego każdorazowo o dobrą spowiedź czy może dobrego spowiednika. Po niemałych problemach z nauką został kapłanem i to nie byle jakim. Oto czym jest powołanie. To coś więcej niż szkoła. To po prostu Łaska Boża. A innych łask nie ma - to tylko ludzka wyobraźnia... jeszcze co łaska jest - dla żebraków pod kościołem.
Pozdrawiam,
antyx.

====================================
Święty Jan Maria Vianney, prezbiter

Jan urodził się w rodzinie ubogich wieśniaków w Dardilly koło Lyonu 8 maja 1786 r. Do I Komunii przystąpił potajemnie podczas Rewolucji Francuskiej w 1799 r. Po raz pierwszy przyjął Chrystusa do swego serca w szopie, zamienionej na prowizoryczną kaplicę, do której wejście dla ostrożności zasłonięto furą siana. Ponieważ szkoły parafialne były zamknięte, nauczył się czytać i pisać, kiedy miał 17 lat.
Po ukończeniu szkoły podstawowej, otwartej w Dardilly dopiero w 1803 roku, Jan uczęszczał do szkoły w Ecully (od roku 1806). Miejscowy, świątobliwy proboszcz udzielał młodzieńcowi nauki łaciny. Od służby wojskowej wybawiła go ciężka choroba, na którą zapadł. Wstąpił do niższego seminarium duchownego w 1812 r. Przy tak słabym przygotowaniu i późnym wieku nauka szła mu bardzo ciężko. W roku 1813 przeszedł jednak do wyższego seminarium w Lyonie. Przełożeni, litując się nad nim, radzili mu, by opuścił seminarium. Zamierzał faktycznie tak uczynić i wstąpić do Braci Szkół Chrześcijańskich, ale odradził mu to proboszcz z Ecully. On też interweniował za Janem w seminarium. Dopuszczono go do święceń kapłańskich właśnie ze względu na tę opinię oraz dlatego, że diecezja odczuwała dotkliwie brak kapłanów. 13 sierpnia 1815 roku otrzymał święcenia kapłańskie. Miał wówczas 29 lat.
Pierwsze trzy lata spędził jako wikariusz w Ecully. Na progu swego kapłaństwa natrafił na kapłana, męża pełnego cnoty i duszpasterskiej gorliwości. Po jego śmierci biskup wysłał Jana na wikariusza-kapelana do Ars-en-Dembes. Młody kapłan zastał kościółek zaniedbany i opustoszały. Obojętność religijna była tak wielka, że na Mszy świętej niedzielnej było kilka osób. Wiernych było zaledwie 230; dlatego też nie otwierano parafii, gdyż żaden proboszcz by na niej nie wyżył. O wiernych Ars mówiono pogardliwie, że tylko chrzest różni ich od bydląt. Ks. Jan przybył tu jednak z dużą ochotą. Nie wiedział, że przyjdzie mu tu pozostać przez 41 lat (1818-1859).
Całe godziny przebywał na modlitwie przed Najświętszym Sakramentem. Sypiał zaledwie po parę godzin na gołych deskach. Kiedy w 1824 r. otwarto w wiosce szkółkę, uczył w niej prawd wiary. Jadł nędznie i mało, można mówić o wiecznym poście. Dla wszystkich był uprzejmy. Odwiedzał swoich parafian i rozmawiał z nimi przyjacielsko. Powoli wierni przyzwyczaili się do swojego pasterza. Kiedy biskup spostrzegł, że ks. Jan daje sobie jakoś radę, otworzył w 1823 r. formalną parafię w Ars. Dobroć pasterza i surowość jego życia, kazania proste i płynące z serca - powoli nawracały dotąd zaniedbane i zobojętniałe dusze. Kościółek zaczął się z wolna zapełniać w niedziele i święta, a nawet w dni powszednie. Z każdym rokiem wzrastała liczba przystępujących do sakramentów.

Pomimo tylu zabiegów nie wszyscy jeszcze zostali pozyskani dla Chrystusa. Ks. Jan wyrzucał sobie, że to z jego winy. Za mało się za nich modlił i za mało pokutował. Wyrzucał także sobie własną nieudolność. Błagał więc biskupa, by go zwolnił z obowiązków proboszcza. Kiedy jego błagania nie pomogły, postanowił uciec i skryć się w jakimś klasztorze, by nie odpowiadać za dusze innych. Biskup jednak nakazał mu powrócić. Posłuszny, uczynił to. Nie wszyscy kapłani rozumieli niezwykły tryb życia proboszcza z Ars. Jedni czynili mu gorzkie wymówki, inni podśmiewali się z dziwaka. Większość wszakże rozpoznała w nim świętość i otoczyła go wielką czcią.
Sława proboszcza zaczęła rozchodzić się daleko poza parafię Ars. Napływały nawet z odległych stron tłumy ciekawych. Kiedy zaś zaczęły rozchodzić się pogłoski o nadprzyrodzonych charyzmatach księdza Jana (dar czytania w sumieniach ludzkich i dar proroctwa), ciekawość wzrastała. Ks. Jan spowiadał długimi godzinami. Miał różnych penitentów: od prostych wieśniaków po elitę Paryża. Bywało, że zmordowany jęczał w konfesjonale: "Grzesznicy zabiją grzesznika"! W dziesiątym roku pasterzowania przybyło do Ars ok. 20 000 ludzi. W ostatnim roku swojego życia miał przy konfesjonale ich ok. 80 000. Łącznie przez 41 lat przesunęło się przez Ars około miliona ludzi.
Nadmierne pokuty osłabiły już i tak wyczerpany organizm. Pojawiły się bóle głowy, dolegliwości żołądka, reumatyzm. Do cierpień fizycznych dołączyły duchowe: oschłość, skrupuły, lęk o zbawienie, obawa przed odpowiedzialnością za powierzone sobie dusze i lęk przed sądem Bożym. Jakby tego było za mało, szatan przez 35 lat pokazywał się ks. Janowi i nękał go nocami, nie pozwalając nawet na kilka godzin wypoczynku. Inni kapłani myśleli początkowo, że są to gorączkowe przywidzenia, że proboszcz z głodu i nadmiaru pokut był na granicy obłędu. Kiedy jednak sami stali się świadkami wybryków złego ducha, uciekli w popłochu. Jan Vianney przyjmował to wszystko jako zadośćuczynienie Bożej sprawiedliwości za przewiny własne, jak też grzeszników, których rozgrzeszał.

Jako męczennik cierpiący za grzeszników i ofiara konfesjonału, zmarł 4 sierpnia 1859 r., przeżywszy 73 lata. W pogrzebie skromnego proboszcza z Ars wzięło udział ok. 300 kapłanów i ok. 6000 wiernych. Nabożeństwu żałobnemu przewodniczył biskup ordynariusz. Śmiertelne szczątki złożono nie na cmentarzu, ale w kościele parafialnym. W 1865 r. rozpoczęto budowę obecnej bazyliki. Papież św. Pius X dokonał beatyfikacji sługi Bożego w 1905 roku, a do chwały świętych wyniósł go w roku jubileuszowym 1925 Pius XI. Ten sam papież ogłosił św. Jana Vianneya patronem wszystkich proboszczów Kościoła rzymskiego w roku 1929. W stulecie śmierci proboszcza z Ars Jan XXIII wystosował osobną encyklikę, w której przypomniał tę piękną postać.
============================================


(14784)
Łukasz, lat 26, e-mail: lukasz84rok@wp.pldata: 04.08.2010, godz: 18:45

Do Jola, lat 23
A po za biletami czy mi coś przysługuje

(14783)
A.data: 04.08.2010, godz: 18:32

Leosia
Sadzac po godzinie wpisu to sprzatasz albo sprzedajesz. No o LA to zapomnij

(14782)
Jola, lat 23, e-mail: jola.87@interia.eudata: 04.08.2010, godz: 17:39

Łukaszu tak naprawdę to żadne szczególne ulgi Tobie nie przysługują. Może jedynie w pracy Twój pracodawca nie może Cię zmuszać do wykonywania cieżkich prac i takie tam, ale to zależy co Ci dokładnie jest. Gdybyś miał I grupę to być za darmo jeździł po Warszawie a tak to... guzik :P

(14781)


 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2026 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej