Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Źródełko ...czyli o darze rozmowy...


[ Dodaj wpis ]

[<<] [<] [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [>] [>>]

Chcesz prosić o wspracie i modlitwe?
Dodaj prosbę do [ Skrzynki Intencji ]

Karolciusss, lat 18, e-mail: imaginianka@wp.pldata: 03.05.2010, godz: 22:54

Trochę się pogubiłam... czuję się samotna, straciłam wiarę i nadzieję na lepsze jutro... nie szukam miłości, przyjaźni... bo nigdy nie wiadomo co do człowieka przyjdzie ... z chęcią, jednak porozmawiałabym z kimś... tak po prostu od serca. Pozdrawiam!

(13430)
ANIOŁEKdata: 03.05.2010, godz: 22:47

Czesc czy znalazla by sie jakas dziewczyna z warszawy lub okolic, aby sie spotkac, pogadac, napic kawy, herbaty, pójsc na spacer tak po prostu.
Pozdrawiam serdecznie.
Aniolek

(13429)
Samotny_mimo_woli, lat 32, e-mail: warszawiaksam@tlen.pldata: 03.05.2010, godz: 21:40

Witam ponownie,

niektórzy piszą, że powiało pesymizmem. Ja bym powiedział - realizmem. Jeżeli dysponując dostępem do katolickich portali dla singli, internetem itp. są osoby mające 30 i więcej lat i wciąż same, o ile nie cierpią na jakąś poważną chorobę czy nie są wyjątkowo szpetne, to coś musi być z nimi nie tak. Nie ze światem, nie z innymi, tylko z nimi samymi, w tym ze mną :-) Coś musi być nie tak w ich psychice, że bardzo by chciały i bardzo im nie wychodzi. Np. ja najzwyczajniej w świecie obawiam się związać z drugą osobą, bo nie mam do ludzi zaufania. Jeszcze bardziej obawiam się dzieci, bo nigdy nie wiadomo, co z nich wyrośnie :-) Jeśli chodzi o zwykłe, koleżeńsko-pracownicze relacje, nie boję się ich wcale. Ale z kolegą z pracy nie wiążę się dożywotnio.

Natomiast brać sobie na głowę drugą osobę a potem dzieci w nadziei, że będzie dobrze - to przerasta skromne możliwości mojej psychiki. Nie potępiam tego, podzielam naukę Kościoła o rodzinie, ale mnie to przeraża i przerasta.

Tyle na temat mojego defektu w głowie - Wy macie zapewne inne - ale coś macie :-) Z drugiej strony wyznanie przed Bogiem, że to we mnie tkwi problem i żeby wspomógł mnie w niesieniu tego ciężkiego krzyża jest krzepiące. Lepsze niż niekończące się modlitwy o żonę i obwinianie innych, że są nie tacy jak trzeba.

Fajnie byłoby kogoś poznać i pokochać - ale trzeba też nauczyć się żyć i bez tego, bo można życie stracić na tych poszukiwaniach i do niczego nie dojść :-)

(13428)
Marcindata: 03.05.2010, godz: 21:38

Słucham właśnie konferencji"Chcieć to móc" i są w niej zawarte myśli które gdzie indziej też słyszałem w kazaniach ks. Pawlukiewicza.Rzeczywiście ma rację-poddajemy się bo uważamy że nic z tego nie będzie,bo kolejne porażki nas zniechęcaja."Szatan chce ci zabrać pragnienia...." tak to prawda.... Dobrej nocy wszystkim!

(13427)
Łukasz, lat 26, e-mail: lukzac8@wp.pldata: 03.05.2010, godz: 21:31

Cześć
Martwię się o swoją mamę, czuje się coraz gorzej, ma problemy ze zdrowiem, strasznie mamę bolą kolana oraz nogi i już nie może się poruszać , ma problemy z chodzeniem, ma też problemy z wchodzeniem i schodzeniem ze chodów , i nie wiem czy mama da radę dalej pracować, mamę też strasznie bolą nogi i nie może wytrzymać z bólu, mama płacze z bólu. Ja nie mogę na to patrzeć,pomagam jak mogę, ale serce mnie boli jak to widzę, jest mi smutno jak widzę, jak mama cierpi.
Proszę Was o pomoc oraz modlitwę.
Pozdrawiam Łukasz

(13426)
Monika, lat 36data: 03.05.2010, godz: 19:08

A dlaczego nie na forum? Zadalam ci proste pytanie. Z pewnoscia inne kobiety tez beda zainteresowane. Co Ci sie podoba w tej kobiecie?

(13425)
Alys, lat 21data: 03.05.2010, godz: 16:35

Artii :)
Patrz myślałam, że tylko na Kociewiu jeszcze istnieje takie coś jak te figury:) U nas takie modlitwy przy figurach są powszechne.

Ala:) Widzisz, bo każdy z nas ma takie kredki i od nas zależy jakich kolorów używamy:) Hi dla mnie teraz zaczyna się week majowy:) 4 dni wolnego:) Jutro dodatkowa praca, nauka a w czwartek jadę do Gdańska:) Ha trzeba trochę odragować, może w kinie:)

(13424)
oliwiadata: 03.05.2010, godz: 16:00

Faktycznie troche zdołowalismy tematykę na źródełku!!Trzeba to troszke pozmieniac....mimo deszczu i chmur pozdrawiam serdecznie z Krakowa. Trzymajcie się wszyscy źródełkowicze....szczególnie Ci obciążeni cierpieniem:)

(13423)
Artii, lat 35data: 03.05.2010, godz: 15:00

Proponuje, nie wstydzmy sie brac udzialu w modlitwach przy figurkach Maryjnych w maju. To pekny stary polski obyczaj.

(13422)
takaktosiadata: 03.05.2010, godz: 13:31

ja obecnie z okolic iławy

(13421)
Aladata: 03.05.2010, godz: 09:58

Alys... no w końcu ktoś dodał jakiś optymistyczny wpis ;) dziś kolejny wolny dzień, trzeba go jakoś dobrze spożytkować... może spacer, kino, może jakiś wypad do najbliższej zabytkowej miejscowości, etc etc. Właśnie, a jak spędzacie te wolne dni ?? ;)
z pozdrowieniami ;):)

(13420)
Agatadata: 03.05.2010, godz: 09:48

Alys, Karino
Potwierdzam, kazania ks. Pawlukiewicza robią niesamowite rzeczy w sercu... Polecam, tym bardziej że wiele można znaleźć w internecie:)

Ostatnio zdałam sobie sprawę z jednej rzeczy... Że w życiu można osiągnąć bardzo wiele, i wiele można zmienić, trzeba tylko CHCIEĆ. I choć to brzmi na oklepane hasło, to jest w tym duzo prawdy. Właśnie ostatnio słuchałam kazania ks. Piotra "chcieć to móc". I znalazłam odpowiedź na pytanie, dlaczego nie mogę nic zmienic w swoim życiu. Bo nie chcę. Tak bardzo chciałabym chcieć, a w ogóle nie mogę sie przełamać... Boję się zmian, nawet na lepsze, czasem mam wrazenie, że bezpieczniej jest uciec niz stawiać czołą wyzwaniom. Fatalnie to brzmi, ale chyba tak wyglada moje życie... Ciągle uciekam:(

(13419)
Samotny_mimo_woli, lat 32, e-mail: warszawiaksam@tlen.pldata: 03.05.2010, godz: 09:14

W tym artykule jest cała prawda o mnie i pewnie o wielu innych odwiedzających ten portal:
http://mateusz.pl/wdrodze/nr412/04.htm

Do mnie szczególnie odnoszą się słowa:
"Brzemię życia w samotności jest tym cięższe, że zwykle dotyka ludzi, którzy w dorosłość wchodzą poranieni albo niedoinwestowani emocjonalnie. Paradoksalnie, im głębszy deficyt miłości, tym intensywniejsze pragnienie, a tym mniejsza szansa doświadczenia jej w relacji z innym człowiekiem i większe prawdopodobieństwo kolejnego odrzucenia. Być może sam instynkt samozachowawczy blokuje przeradzanie pojawiających się znajomości w poważne relacje z obawy przed powtórzeniem traumatycznych doświadczeń dzieciństwa i wczesnej młodości. Intensywnej tęsknocie za miłością towarzyszy zwykle nieświadomy, paraliżujący lęk przed bliskim związkiem. Jakkolwiek by go nazwać, nie sposób wyłączyć tego mechanizmu, gdyż działa w głębokich warstwach świadomości, całkowicie odpornych na decyzje woli".

Artykuł jest brutalny, ale prawdziwy. Wielkie pragnienie miłości i wielki lęk przed związkiem. Im większe pragnienie, tym większe zniecierpliwienie i mniejsza szansa na sukces.

(13418)
Łukasz, lat 26, e-mail: lukzac8@wp.pldata: 02.05.2010, godz: 22:01

Ja mogę rozmawiać na każdy temat dotyczący Boga

(13417)
Marcindata: 02.05.2010, godz: 21:36

Do Monika,lat 36
Jeśli o to chodzi to już chyba przestałem marzyć i zszedłem na ziemie

(13416)
Artiidata: 02.05.2010, godz: 21:15

Ja z Dolnego Slaska ;)

(13415)
Alys, lat 21data: 02.05.2010, godz: 20:56

Witajcie:*

Oj Ludki Ludki co tak tu smutno??? Dla wielu z was mam tylko 21 lat i nic nie wiem o prawdziwym życiu. Jednak to tylko pozory. Osobiście nie lubię, jak ktoś marudzi, że nie ma pracy, nie ma swojej połowy etc, etc. Nie można ciągle marudzić. To kim jesteśmu, jak żyjemy zależy również od nas. Racja, jeżeli długi czas jesteśmy na bezrobociu możemy dostać świra. Nie można się załamać. Jakiś czas temu miałam podobną sytuację. Po skończonym stażu nie mogłam przez rok znaleźć pracy. Szukałam, szukałam i nic. Dobrze, że miałam wsparcie rodziny. Pojechałam do Irlandii, wróciłam i znowu nic. Siedziałam w domu mając tylko stypendium, które i tak pokrywało tylko opłaty za studia. Myślałam, że zwariuję. Po Wielkanocy znalazłam ofertę pracy w innej miejscowości. Rodzicom szczęka opadła, jak powiedziałam, że się wyprowdzam. Mówili, że muszę spróbować no i spróbowałam, nie wyszło to na dobre, po jakimś czasie wróciłam do domu. I dostałam pracę:) niecałe 25 km od domu:) Swoje trzeba odczekać. Nie ma nic na siłę. Wszystko w swoim czasie.
Ktoś tu pisał o kazaniach ks. Pawlukiewicza racja są wspaniałe. szymon Hołowania to następny ludek, którego wrto posłuchać;)
Pozdrawiam

(13414)
Artii do Łukaszadata: 02.05.2010, godz: 19:51

Artii do Łukasza, lat 26, e-mail: lukzac8@wp.pl. Jaki temat konkretnie o Bogu?

(13413)
andrzej, lat 58, e-mail: kandrzej58@yahoo.comdata: 02.05.2010, godz: 19:15

do Moniki, lat 36

witaj Moniko, chetnie napisze cos wiecej ale nie chcialbym robic tego na forum, pozdrawiam/A

(13412)
:)data: 02.05.2010, godz: 18:21

Czesc Wszystkim czy ktos moze z Was jest z Mazur?
Pozdrawiam

(13411)
Artii, lat 35data: 02.05.2010, godz: 17:16

Każda kobieta jest inna, lecz wszystkie są piękne tak samo.
Piękna kobieta podoba się oczom, dobra kobieta - sercu. Pierwsza jest klejnotem, druga zaś – skarbem - Napoleon Bonaparte
Serce nie musi być duże - by przyjaźń dawało.
Serce jest jak ogród, w którym rosną przyjaźni kwiaty i każdy kto pielęgnuje je - jest to człowiek bogaty.
Dziękuję WAM za to, że poprostu...JESTEŚCIE! :)

(13410)
Łukasz, lat 26, e-mail: lukzac8@wp.pldata: 02.05.2010, godz: 16:11

Witam
Kto chce porozmawiać o Bogu zapraszam na gg: 1707965

(13409)
Artii, lat 35data: 02.05.2010, godz: 15:39

POZDRAWIAM WSZYSTKICH ZRODELKOWICZOW :)

(13408)
karinadata: 02.05.2010, godz: 11:17

Laro jestem pewna ,że Pan Bóg do czegoś Cie zachęca. Na pewno rzuca Ci choćby zapasowe koło ratunkowe..Trzeba go odnaleźć i odpowiedziec sobie na pytanie czy chcę, dam sobie pomóc w taki sposób, jaki pragnie dla mnie Bóg, z pewnym wysiłkiem? . czasem trzeba poczekać na wskazówkę.

Odnośnie spraw duchowych i nie tylko powiem Wam ze mnie swego czasu duzo dały do myslenia kazania ks Pawlukiewicza. to byl taki power do moich przyzwyczajeń i stania w miejscu, bez głębszego wnikania co mnie hamuje , i pytań dlaczego nic sie nie zmienia, zrozumiałam ze choc nie wszystko zalezy ode mnie, to jednak ja robię stanowczo za mało, uległam schematom, zakotwiczyłam się w swojej przystani do której przywykłam choć niekoniecznie było mi tam dobrze. Bałam sie zmian, co przyniosą. W dodatku Pan Bóg mnie "siłą" wysłał na prawo jazdy.
Był parę lat temu taki czas ze w koncu przestałam marzyć.
Żyłam jedynie problemami, bezrobociem.
Bardzo pomogły mi rekolekcje wyjazdowe, świadectwa innych. jeździłam 3 razy w roku. jesli nie udało sie kogoś zachęcić, sama wsiadłam w pociąg i pojechałam, nie wiedząc kto tam będzie..czy będą starsze babcie, a na niektórych była przewaga :) Postanowiłam zrobić krok naprzód, czyli wyjść do ludzi, bo przeciez oni nie znajdą mnie w domu. To chyba tam sie przełamałam i znów zaczęłam marzyć, ci ludzie stopniowo dali mi napęd..
Zauwazyłam ze jak człowiek wyjeżdża spotyka róznych ludzi którzy mogą być dla nas bodźcem. Trzeba tylko posłuchac ich z czym sobie dają radę, jak walczą. Pracując przestałam sie ograniczac jedynie do srodowiska pracy gdzie relacje są z reguły zawodowe i mało budujące.
Wydaje mi sie ze człowiek czy to z problemami emocjonalnymi czy rodzinnymi musi wyjść do ludzi, nie może zakotwiczyć sie w domu.. Musi pokonać wstyd, uprzedzenia. Jesli nic sie nie dzieje w miejscu zamieszkania, to trzeba szukać dalej.
W jesieni wybieram sie z pewnym stowarzyszeniem do Paryża.
Widzę jak Pan Bóg stawia mi różne propozycje.
Nie zawsze je widzę albo nie mam chęci z nich skorzystać bo... są jakieś przeszkody. Dopiero później wnioskuję, że miałam możliwość, tylko najbardziej bałam się trudu.
Postanowiłam ze albo sie potrudzę, albo w ogóle nie będę narzekać, że coś mi umyka.
Nie będę obwiniać "przeszkód", bo niestety nic co podane na tacy nie jest najlepszym smakołykiem i to się w zyciu zdarza bardzo rzadko. Liczy sie to co człowiek sam robi by pokonać przeszkodę.
Imponują mi ludzie którzy lubią pokonywać przeszkody..
ale nie chcę sie do nich porównywać, wiadomo kazdy ma inne mozliwości materialne, zdrowotne itp,
ale patrzę na to co ja mam, ile dysponuję, z czego mogę zrezygnować na rzecz wyjazdu, ile starczy mi sił, i co zrobić by nie skończyło sie tylko na chęciach, by nie zabrakło odwagi.
Zachęcam was - pokonujcie przeszkody, odpowiadajcie na bodźca, mówcie o tym i zakosztujcie odrobiny satysfakcji , że coś się udało, ruszyło z miejsca...
choćby o kilka cm dalej. To juz pewien sukces.
Od małych celów zaczynajcie, bo stawiając od razu te większe mozna sie szybko zniechęcić.

(13407)
oliwiadata: 02.05.2010, godz: 11:14

Kochani, jestem w trakcie słuchania wspaniałych rekolekcji krakowskich u Karmelitów.Możecie je sobie odsłuchac na stronie internetowej www.da.karmel.pl w zakładce rekolecje. Słucham też radia plus warszawa przez internet www.pluswarszawa.pl Tam możecie osłuchac rekolekcji o miłosci llub rekolekcji ignacjańskich:) Pani psycholog i socjolog patrzy na ludzi w naszym wieku okiem prawdziwego badacza i podaje konkretne działania c robić by ratować swoją dusze od smutku...polecam i pozdrawiam

(13406)
Monika, lat 36data: 01.05.2010, godz: 22:35

Andrzeju lat 58 tez kiedys bylam zakochana w pewnym facecie. Tak bardzo Go "kochalam", ze nie widzialam mezczyzn, ktorzy proboja ze mna nawiazac kontakt. Raz nawet kolezanka obrazila sie ze odsunelam od siebie fajnego faceta. Mowil ze pomoze mi zapomniec. Byl dobrym i cieplym facetem. Moja dobra kolezanka ma dobre serce i zna sie.
Andrzeju z pewnoscia sa w tej kobiecie cechy, ktore fascynuja i przyciagaja. Z pewnoscia to dla Ciebie trudne. Moze moglbys napisac co Ci sie w Niej podoba?
Lubie sluchac mezczyzn jak opowiadaja cieplo o kobietach swojego zycia. Nie lubie jak mezczyzni prawia mi komplementy przy swoich zonach.
Ostatnio spotkalam pare i facet robil zdjecie swojej ukochanej. spytalam czy moge zrobic zdjecie im razem. Oni odpowiedzieli "wspaniale".

O wlasnie. Marcin moze bys napisal o jakiej kobiecie marzysz?


Matko Boza w tym pieknym majowym miesiacu dziekuje Ci za Twoja opieke.


(13405)
Agata, lat 21data: 01.05.2010, godz: 17:36

Do Lara Moon
Będę pamiętać o Tobie w modlitwie.
W chwilach, gdy wydaje mi sie, ze trace wiarę, zawsze przypominam sobie słowa jakiejś starej polskiej piosenki: 'czym wiara może stać się gdy oprócz wiary nie ma nic...?' Może gdy powtórzysz to w myślach parę razy, przyniesie choć trochę ulgi...
trzymaj się mocno skrzydeł swojego anioła stróża:)

(13404)
andrzej, lat 58data: 01.05.2010, godz: 17:05

do Moniki i Violi - dzieki za odpowiedz i dobre rady, obie macie racje i ja tez o tym wiem, chcialbym tylko sprostowac wypowiedz Moniki - to wcale nie jest zauroczenie, mam tyle lat ze potrafie to odroznic poza tym trwa to juz 3 lata...napisalem tu bo mialem nadzieje, ze ktos przeszedl cos takiego i udalo mu sie wyzwolic spod tych wlasciwie nikomu niepotrzebnych uczuc, modle sie, probuje kierowac swoje mysli w inna strone ale to na nic, wiem ze ona mnie nie kocha a mimo to nie potrafie o niej zapomniec...

(13403)
s_Madenn, e-mail: monasteredesaugustines@wanadoo.frdata: 01.05.2010, godz: 16:14

Już maj... śpieszę,
aby napełnić się Twoim Światłem.
Otwierasz bramę Twego ogrodu, Panie i przez Ciebie,
tak jak przez dzień, zostaję oświecona.
Oślepiające Słońce,
które pochłaniasz cały świat swoimi promieniami,
zamknij w Twoim Świetle
- kwiat mojego serca.
Utul ciepłem
rozlanych wonności...
Przyodziej mnie Twoją miłością.
www.dar.religia.net
Z kwiatem konwalii
ciszy...i modlitwy...

(13402)
Zosiadata: 01.05.2010, godz: 14:16

Marcinie!
Napisałeś, że "smutek i rozczarowanie nie biorą się znikąd,są sumą życiowych niepowodzeń i zawiedzionych nadziei". Zgoda. Ważne jednak, żeby nie pogrążyć się w zwątpieniu i benadziei. Ciężko, kiedy o czymś się marzyło, pragnęło czegoś z całego serca, miało nadzieję, że się spełni, a tymczasem życie potoczyło się inaczej i w człowieku zaczyna się rodzić przeświadczenie, że inni zasłużyli na szczęście, a mnie go Bóg odmawia... Cierpimy, bo nasz plan na życiowe szczęście się nie powiódł, ale jest inny pomysł na nasze życie, ten Boży, jednak wymagający od nas całkowitego zaufania Bogu, a nie sugerowania się otaczającą rzeczywistością. Tyle jest możliwości i tyle dróg do Boga, ilu jest ludzi. Bóg ma inną drogę dla każdego. A nadzieja? Ks. Twardowski napisał, że "nieraz wydaje się, że nadzieja jest łatwą optymistką, patrzącą na świat przez różowe okulary. Tymczasem nadzieja jest także dramatem, ciągłą walką pomiędzy budowaniem na samym sobie, na swoich obliczeniach i pomysłach, a budowaniem na miłosierdziu Pana Boga." Nie daj w sobie stłamsić optymizmu. Najpiękniejszych chwil w życiu nie zaplanujesz, one przyjdą same.

(13401)
Bartek, lat 35, e-mail: bratxhanki@gmail.comdata: 01.05.2010, godz: 13:36

Andrzeju, polecam serię konferencji ks. Krzysztofa Grzywocza "Kierownictwo duchowe a uczucia niekochane", dostępne do nabycia na płytach CD. Rozumiem, że Twoją uwagę ku koleżance kieruje uczucie... zakochania. Jak wyjaśnia ks. Grzywocz, sam fakt zaistnienia tego uczucia jest zupełnie prawidłowy, może się przytrafić każdemu i pytanie brzmi... do czego go wykorzystamy. Ty możesz (i powinieneś) wykorzystać go do tego, aby być jeszcze lepszym mężem Twojej żony, którą wybrałeś i i której dochowujesz wierności od tylu lat. Polecam wysłuchanie katechez o uczuciach. P.S. Zakochać może się nawet siostra zakrystianka w księdzu proboszczu. Kwestią otwartą (i kwestią roztropności) jest, czy może w tej sytuacji mu o tym powiedzieć ;-)

(13400)
oliwiadata: 01.05.2010, godz: 12:41

Laro Moon , trzymaj sie mocno:) pamietam o Tobie na krakowskich Łagiewnikach!!!Hmmm, nie ma słów by wytłumaczyc to przez co przechodzisz......jest czasami tak strasznie cięzko, że żadne zdanie nie wypowie Twój smutek i cierpienie!Ja mogę Ci jedynie powiedzieć, że też przez cos takiego przechodze i czasami wydaje mi sie, że nie dam rady na zakręcie!a jednak Łagiewniki mi pomagają.....pozdrawiam

(13399)
hankadata: 01.05.2010, godz: 12:12

Obiecuję modlitwę za Ciebie Laro, Marcinie, Violu, Andrzeju i za wszystkich którzy tak bardzo jej potrzebują. By dobry Bóg przytulił Was wszystkich mocno do Swojego Świętego Serca, dodał sił w pełnieniu Swojej Woli i prowadził bezpiecznie przez wszystkie górki, wyboje i życiowe zakręty.

(13398)
Łukasz, lat 26, e-mail: lukzac8@wp.pldata: 01.05.2010, godz: 10:37

Cześć
A ja Kocham dziewczynę, z którą już długo nie jestem i nie potrafię przestać ją kochać nie potrafię o niej zapomnieć mam dylemat jak to zrobić

(13397)
karinadata: 01.05.2010, godz: 10:26

wszystkim którym ciężko w samotności, pozwole sobie zacytować dobitne słowa Ali które warto rozważać i przemyśleć..
cyt Ala: "Jeśli załamiemy ręce, do tego nie będziemy sie starali wyjść z różnych życiowych sytuacji to pies pogrzebany, trzeba się położyć w trumnie i czekać na śmierć. Człowiek mając 30 lat powinien żyć pełnią życia, nawet pomimo różnych trudności np z pracą. trzeba się wziąć porządnie w garść..., mimo że tamto, że czasy trudne, że dziewczyna mieszka za daleko, że nie mam kasy na to czy tamto.... nasze życie nasz wybór... albo twoje życie Twój wybór ..... trzeba zadac sobie jeszcze pytanie czy Bóg chciałby nas widzieć przez całe życie taki smutasami.."

(13396)
karinadata: 01.05.2010, godz: 10:25

do Lary M
rozumiem Cie,przezywasz nie łatwy czas. Przychodzą dni kiedy trudnosci sie nawarstwiają, wszystko wydaje sie byc STRASZNIE trudne, bezcelowe, przytłaczające, niespełnione, bez drogi wyjścia.. nasze emocje dodatkowo w to wchodzą i potęgują pesymizm. Nie dawno też w taki dół wpadłam.
Dobrze by miec kogos bliskiego obok,w domu, przyjaciół.. na pewno tym którzy są zakochani nie grożą takie stany..
ale samotnym wszystko sie wydaje mieć podwójny wymiar ciężkości.
Delikatnie przyjrzyj sie swojej sytuacji, czy rzeczywiscie jest bez wyjścia, czy niespelnienie np w milosci do danej osoby rzeczywiscie jest niespełnieniem czy moze lepszym wyjściem, choc narazie trudno to pojąć? o czym te problemy mówią, ? czy Bóg przez nie przemawia do Ciebie i do czegoś zachęca?

podobało mi sie powiedzenie jednej kobiety która wiele przeszła w zyciu - brzmiały mniej wiecej tak " zycie jest twarde i nie mozna dać sie pokonać , byłam czasem nieugięta pomimo problemów, bo są po to by je pokonać i umiec z nimi żyć, dzieki temu z czasem nabywa się zdolność do osiągania celów w zyciu.. dzięki temu ze sie nie poddaję widzę, ze mam też wpływ na swoje życie,
nie wszystko to zły los, przypadek, bieda ... ciągle trzeba szukać rozwiązań i podejmować wysiłki jak sobie z tym poradzić."

Wiem ze czasem ciezko myśleć z dystansem gdy pojawią sie problemy.. mimo to warto szukać lepszego nastawienia. Myśle ze jak najgorsze minie , popatrzysz na to z innej strony.
Nie daj sie Laro, i pamiętaj ze w chwili obecnej ktoś za ścianą,
2 domy dalej.. przezywa podobnie, choc z innych powodów. Zyje obok nas tysiące ludzi z jakimiś problemami i ciągle walczą, dążą i osiągają, to chyba świadczy o tym, że trzeba powstawać, że własnie takie jest nasze życie, wymaga odwagi, której trzeba sie ciągle uczyć. Będe pamiętać w modlitwie.


(13395)
Magnoliadata: 01.05.2010, godz: 08:59

"...tylko taka do Ciebie
mogę przyjść taka jaka jestem
bez makijażu piękności,
w zmarszczkach grzechu
ze zgaszonym spojrzeniem,
bez tatuażu inności
z brakiem uśmiechu na twarzy
z oczami co płaczą,
z bólem braku miłości...
tylko do Ciebie mogę taka przyjść...
Znasz mnie lepiej niż ja sama
Jesteś bliżej mnie niż ja sama siebie.
Otulona Twymi ramionami -
Jestem!"
(znalezione na Adonai)

(13394)
Marcindata: 30.04.2010, godz: 21:24

Tak smutek i rozczarowanie nie biorą się znikąd,są sumą życiowych niepowodzeń i zawiedzionych nadziei......

(13393)
viola, lat 29data: 30.04.2010, godz: 20:23

Do Andrzeja
Andrzeju, doskonale Ci rozumiem. Ja od 3 lat kocham żonatego, starszego mężczyznę, który w dodatku jest moim szefem. Ja także wiem, że to nie ma sensu, obwiniam się, że tkwię w takim stanie zawieszenia tak długo, że sama sobie nie daję szansy na "normalny" związek. Ale tak trudno powiedzieć sobie stop i odważnie przyznać, że to nie ma sensu. Myślę, że musimy powierzać Jezusowi, to, co trudne, to, co ponad nasze siły. I zaufać, że On wie lepiej, co dla nas dobre i da łaskę ułożenia właściwych relacji... Trzymaj się więc, Andrzej. Pozdrawiam, obiecuję modlitwę.

(13392)
oliwiadata: 30.04.2010, godz: 19:48

Zgadzam się z wypowiedzia Lary Moon dotyczącą "stawania się" smutnymi osobami. Kochani sa ludzie, którym życie upłynie łatwiej niz innym....sa duszyczki, ktore zawsze będa miały pod górke, i nie jest to spowodowane ich charakterami (no może po części tak) ale jak to kiedys jedna siostra mi powiedziała: sa dusze, które narodziły sie by cierpiec. Znałam kobiety radosne, uśmiechnięte i szczęśliwe, ktore jednak z czasem gasły. problemy, kłopoty, nieszczęścia przytłaczały je coraz bardziej, a one coraz bardziej sie modliły. Czasami jest tak kochani, że rodzimy się szczęśliwymi osobami, a życie daje nam tak popalic, że naprawde trudno nam uśmiechać się każdego dnia tak samo szeroko jak kilka lat wcześniej. Kształtuje nas wychowanie i dzieje życiowe. Dlatego większa częśc z osób, które popadły w depresje lub nerwice nie były kiedyś takie smutne i nerwowe. To częściowo życie ich ukształtowało!!Uwierzcie mi NIKT nie chce być smutny celowo!Pozdrawiam

(13391)
Ala, lat 29data: 30.04.2010, godz: 19:31

do Lara Moon... fakt nie mam jakiś traumatycznych wydarzeń z mojego życia.... ale gdy nie miałam pracy, szukałam cały rok, wysłałam bardzo dużo CV, jeździłam, pytałam, w trakcie skończyłam 2 kierunki studiów podyplomowych i się udało... po roku czasu, ale nie założyłam rąk i nie czekałam że stanie sie cud. Tak samo w przypadku wspomnianego załóżmy wyżej Marcina czy też inne osoby które są bez pracy, trzeba chcieć. Drugi przykład z mojego życia.... byłam sama, ale starałam się wychodzić do ludzi a raczej poznawać inne osoby zwłaszcza płeć przeciwną, spotykałam się z wieloma facetami chociażby poznanymi przez net... i poznałam... BO CHCIAŁAM ;) a odległość na początku dzieląca nas to 300 km, więc nie ma rzeczy niemożliwych...
z pozdrowieniami....
ps. uff ale jestem padnięta...22 tuje posadziłam na działce ;)

(13390)
Artii, lat 35data: 29.04.2010, godz: 22:55

Do wpisu Adriana (akire@op.pl)
Ja sie najlepiej wkrecilem do ochrony, zdobylem telefon do dowodcy ochrony, przedzwonilem, zadal mi kilka pytan, nawet mnie nie widzial na oczy i juz mialem prace :) i bardzo sobie zreszta ja chwalilem!!! :) Niestety dzis znow szukam prace w ochronie, po tym kryzysie jest teraz juz trudniej :(

(13389)
Artii, lat 35data: 29.04.2010, godz: 22:51

DO WPISU MARCINA Z GODZ: 16:54 Bracie, tutaj sie z Toba calkowicie zgadzam!!! Owszem jest duzo szczescia i radosci ale i tutaj zycie to takie lez padole :( nie ma lekko, tak sobie mysle, zyc tutaj z 500 lat to jak wyrok :(

(13388)
Aladata: 29.04.2010, godz: 22:20

Lara Moon... tak, ale to od nas zależy jak przeżyjemy swoje życie. Jeśli załamiemy ręce, do tego nie będziemy sie starali wyjść z różnych życiowych sytuacji to pies pogrzebany, trzeba się położyć w trumnie i czekać na śmierć. Człowiek mając 30 lat powinien żyć pełnią życia, nawet pomimo różnych trudności np z pracą. To jak teraz narzekamy to co będzie załóżmy za 20 czy 30 lat... eh szkoda nawet myśleć ;( Tylko trzeba się wziąć porządnie w garść i nie ględzić, że to, że tamto, że czasy trudne, że dziewczyna mieszka za daleko, że nie mam kasy na to czy tamto.... nasze życie nasz wybór... albo twoje życie Twój wybór ..... trzeba zadac sobie jeszcze pytanie czy Bóg chciałby nas widzieć przez całe życie taki smutasami i marudami...
Robert... ale jak temperamenty odmienne to dopiero mogą być zgrzyty... gorzej jak trafi uparty na upartego... i kto wtedy ustąpi?:)
dobrej nocy ;)

(13387)
Dzunia , lat 30data: 29.04.2010, godz: 21:59

Ja wierze w milosc od pierwszego wejrzenia...... a odleglosc no coz dla milosci wszystko.... pozdrawiam rozkapryszonego marcina.....:) ktory sam sobie nie daje szansy....:) ogarnij sie w koncu.....

(13386)
Marcindata: 29.04.2010, godz: 21:59

Do Lara Moon i innych
Smutek,porażka,niezadowolenie ze swojego położenia,samotność to normalne ludzkie sprawy i nie traktujmy tych którzy tego doznają jak trędowatych.To też są ludzie,ludzie którym się nie powiodło ale oni też mają uczucia,pragnienia,marzenia......może te trudne doświadczenia i niepowodzenia też czemuś służą,być może dowiemy się tego dopiero gdy odejdziemy do Pana......

(13385)
Marcindata: 29.04.2010, godz: 21:54

Do Lara Moon
No cóż niezadowolenie ze swojej sytuacji jest rzecza ludzką.Czasami starania zmian niewiele przynoszą efektu i to też jest ludzkie i tak też bywa w życiu.

(13384)
Monika, lat 36data: 29.04.2010, godz: 21:46

Andrzeju lat 58 to co czujesz to nie jest milosc tylko fascynacja. Milosc jest miedzy Twoja kolezanka, a jej mezem. Jej tez mozesz zaimponowac ale slubowala mezowi. mozesz cieszyc sie ze z nia pracujesz . Tez kocham jednego faceta, a mialam dobrego kolege w pracy, ktory tez ma zone. Wiesz ile dobego dowiedzialam sie o jego zonie. chcial sie ze mna umowic, ale spotkanie to za duzo. wystarczal mi w pracy.

Andrzeju dalej sie modl i polecaj ta sprawe w maju Matce Bozej. Kiedys kolezanka opowiadala mi jak jedna kobieta mezatka rostala sie z mezem aby pojsc do meza kolezanki. Ten mezczyzna przyszedl do mojej kolezanki plakal i prosil aby cos zrobila. a ona nie wiedziala co. W tym przypadku pamietaj ze maz Twojej kolezanki moze ja bardzo kochac. Zmien prace jesli nie dajesz rady. Polecam Adoracje Najswietszego Sakramentu. Pan Jezus Ci pomoze.

(13383)
Monika, lat 36data: 29.04.2010, godz: 21:25

Marcin bardzo lubie jezdzic pociagami wiec z radoscia do Ciebie przyjade w odwiedziny. Tylko nie wiem czy wypada?

(13382)


 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2026 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej