| Łukasz, lat 26, e-mail: lukzac8@wp.pl | data: 08.02.2010, godz: 17:38 |
Witam
ostatnio myślałem nad zmianami w swoim życiu, nad poprawą własnego życia, i zrozumiałem jakie błędy popełniałem i też myślałem nad swoimi wadami ,które należy wyeliminować, ale jestem też świadomy że mam też zalety.
Mam też kilka problemów.
Często mam myśli samobójcze , będę starał się nad ty popracować i mam nadzieję że się uwolnię od tych myśli, jestem też uzależniony od seksu i masturbacji i też będę nad tym pracować wiem, że nie będzie to łatwe, że będzie mnie to kosztowało sporo wysiłku, ale jak będę mieć silna wole dam rade mam nadzieję że sie od tych uzależnień uwolnię.
Mam jeszcze jeden problem chyba najbardziej skomplikowany i najtrudniejszy do zrealizowania tzn. mam mało kolegów i nie mam Dziewczyny, mimo że chcę mieć.
Ale problem jest taki nie potrafię rozmawiać z ludźmi , nie potrafię rozmawiać z dziewczynami, przy dziewczynie jestem małomówny i nieśmiały , tracę przy nich głowę i nie potrafię się zachować.
zdaję sobie sprawę, że ma problem, nie potrafię się komunikować z innymi, boję się ludzi, boję się dziewczyn i boję się związków.
To jest jedyny ciężki problem i nie wiem jak mam teraz postępować jak z tym problemem walczyć.
Pozdrawiam Łukasz (12330)| Łukasz, lat 26, e-mail: lukzac8@wp.pl | data: 08.02.2010, godz: 15:54 |
Witam
Czy na tej stronie jest jakiś psycholog lub psychiatra, jeśli jest dostępny lub jeśli odwiedza tą stronę psycholog lub psychiatra proszę kontakt.
e-mail: lukasz84rok@wp.pl
e-mail: lukzac8@wp.pl
gadu-gadu: 1707965
Pozdrawiam Łukasz
(12329)| Łukasz, lat 26, e-mail: lukza8@wp.pl | data: 08.02.2010, godz: 15:44 |
Walka maki o dziecko-
przeciwko chorobie,
biedzie, wojnie,
wszelkim formom wyzysku
i braku wrażliwości,
które zubożają
ludzkie życie -
powinna stać się
wspólną walką ludzkości
prowadzona z miłością
o zachowanie
człowieczeństwa.
ADRIENNE RICH
(12328)| to tylko ja.., lat 34 | data: 08.02.2010, godz: 15:01 |
Cieplo Was pozdrawiam i prosze o modlitwe za mnie
bym mogła znow sie "odrodzic" , bo czuje sie fatalnie
wszedzie pustka....
dziekuje
(12327)| Tadeusz, lat 54, e-mail: nso-czi@wp.pl | data: 08.02.2010, godz: 14:49 |
Robercie mam nadzieję, że nie zabraknie :). A co do humoru i radości. Są trzy powody dobrego humoru:
1. Wiem ,że moja choroba czy ból jaki nieraz przychodzi (choć jeszcze nia tak silny) to krzyż który pomagam nieść Chrystusowi. To moje dzielenie się drogą krzyżową z nim.
2. Tylu grzeszników, tyle dusz czyśćcowych potrzebuje naszej pomocy i może moja choroba, cierpienie zbawi choć jedną duszę, może przyczyni się do nawrócenia jednego grzesznika.
3. Wiem, że ta choroba zbliża mnie Rajskiego Ogrodu za bramą którą kiedyś każdy z nas przekroczy I wiem że będą tam czekać na mnie moi rodzice i moja kochana córeczka Lila.
Swiadomość tego daje i humor i radość. Pozdrowienia dla wszystkich. (12326)| Tomku :):):):) | data: 08.02.2010, godz: 12:59 |
Problem taki jak Ty masz ma wielu ludzi, w tym także świętych. Taki brak wiary i ufności wobec Jezusa i duchowa pustka narażają na pokusę, by od Niego odejść, bo tak jest najłatwiej. Pokus doświadczał nawet Jezus po czterdziestodniowym poście na pustyni jak zapewne pamiętasz z Biblii. Szatan chciał wykorzystać, że Jezus jest głodny, a teraz chce wykorzystać, to że Ty nie potrafisz Jezusowi zaufać i czujesz duchową pustkę. Chce, byś w chwilach tej słabości odszedł od Jezusa. Trudniej jest modlić się, uczestniczyć we Mszach Świętych, przyjmować sakramenty i na co dzień pełnić Jego wolę w życiu, gdy się tak człowiek czuje. Pan Jezus powiedział nam za pośrednictwem s. Faustyny: "chociażbyś mnie nie dostrzegała nawet w najtajniejszych głębiach swojego serca, to nie możesz twierdzić, że mnie tam nie ma. Usuwam tylko odczucie siebie, a to nie powinno ci być przeszkodą do spełniania woli mojej. Czynię to dla niezgłębionych zamiarów swoich, które poznasz później." W innym miejscu "Dzienniczka..." Jezus mówi: "... gdy znudzenie i zniechęcenie zakołacze do twojego serca, uciekaj sama od siebie i kryj się w sercu moim. Nie lękaj się walki, sama odwaga często odstrasza pokusy-i nie śmią na nas uderzać. Walcz zawsze z tym głębokim przekonaniem, że ja jestem przy tobie. Nie kieruj się uczuciem, bo ono nie zawsze jest w twojej mocy, ale cała zasługa w woli się mieści." Polecam Ci "Dzienniczek. Miłosierdzie Boże w duszy mojej" (12325)
Tomku,
stawiasz bardzo ważne pytanie, jak zaufać Jezusowi? Właśnie czy stać nas na zaufanie komuś kogo nawet nie widzimy? Musimy Mu ufać. To On oddał za nas życie. Samo powtarzanie słów Jezu ufam Tobie nie wystarczy. Musimy poddać się Jego woli. Walczyć, bo po to nam dał siły. Oczywiście stawia przed nami wyzwania, często mamy za mało wiary, że może się udać. Jednak będąc przy nim możemy pokonać góry codzienności. Sama modlitwa nie wystarczy. Musimy działać, nie stać biernie tylko to co nam zsyła Bóg wziąć w swoje ręce, a On już nam pomoże pokonać trudności. Tomku życzę wytrwałości. Pozdrawiam (12324)
Tadeuszu, zdumiewający jest Twój wpis w obliczu choroby, jaką przechodzisz. Gratuluję pogody ducha i tej wewnętrznej radości. Oby nie brakowało Ci jej w kolejnych etapach..
Oliwio, rzeczywiście powiało feminizmem :-)
Powiem tak: nie ma co wydziwiać - zarówno faceci, jak i kobiety są dalekie od ideału. A obwinianie jest zupełnie niepotrzebne, nie spotkałem jeszcze kobiety, która krzywdzona w jakikolwiek sposób przez mężczyznę miałaby odwagę rzucić w niego biblijnym kamieniem. Wina to nie tylko zło widoczne - to także niedopatrzenie, zapatrzenie i bagatelizowanie. Ale to temat rzeka.
Dużo uśmiechu życzę. (12323)
Drogi Tomku trudno jest w pełni zaufać Bogu. Ja zacząłem od modlitwy: Jezu ufam Tobie. Kupiłem sobie różaniec i się na nim modliłem, codziennie wieczorem. Starałem się aby to przypominało bardziej medytacje niż modlitwę. Po jakimś czasie zauważyłem, że zaczynam się modlić coraz częściej. Modliłem się w ciągu dnia, gdy było mi ciężko. Z czasem zaczęły też zmieniać się moje uczucia i pojawiła się determinacja. Dlatego nie przejmuj się brakiem wiary, nadziei i obojętnością. Proś Jezusa aby Cię zaprowadził do Boga i On już znajdzie sposób. A ja polecam książkę "Dzikie Serce", daje ogromnego powera. :-) (12322)| Basaia, lat 43 | data: 08.02.2010, godz: 10:30 |
Łukaszu dziekuje Ci za to przysłowie- ziś znóe obudziłam się z niepokojem i troche mi ulzyło jak je przeczytałam.
Czasem też mi juz brakuje wiary i nadziei ale napisałam taki wiersz
Wiem że Twoje wyroki są słuszne
i zawsze się z Tobą mijam
ale wierzę Twoim słowom
i Tobie ufam
Twoje dary są dla mnie
niczym deszcz dla spragnionej ziemi
Boże proszę Cię chroń mnie od złego
aż łzy mi popłynęły jak to pisałam (12321)| Tadeusz, lat 54, e-mail: nso-czi@wp.pl | data: 07.02.2010, godz: 23:08 |
Witam. Dawno nic nie pisałem i dostaję sporo maili czy pytań na gg co u mnie i jak się czuje. Odpowiem tu gdyż na pojedyncze odpisy nie mam jeszcze tyle siły. Tak jak już pisałem kiedyś. Na przełomie września i października miałem radioterapie na kolegę w głowie. Później w listopadzie miałem kilka zabiegów chemii na kolegę w płucach, którą musiałem przerwać gdyż kolega odrzucił chemię i zamiast się likwidować zaczął jeszcze podrastać. Dostałem więc w grudniu tydzień przed świętami naświetlania. Gorzej naświetlanie wymęczyło niż chemia. W święta dostałem prawie 40 stopni gorączki popromiennej. Zaczęła przechodzić po Nowym Roku ale stan podgorączkowy trawa do dziś. Troszkę teraz też przechodzi zmęczenie bo do tej pory nie miałem siły nawet paru kroków zrobić. A najgorszy ze skutków ubocznych to całkowity brak smaku i apetytu. Teraz po 2 miesiącach nareście smak zaczął wracać i obiecałem sobie ze za ok. 2 tygodnie jak mi już całkiem smak wróci kupię sobie całą golonkę i zjem sobie chrzanem. A do tego moje ulubione owoce. I teraz stała się tragedia, że stwierdziłem że szukam pistoletu by się zastrzelić. W piątek rozmawiałem z lekarzem i się okazało, że ten mój kolega jest tak uparty i naświetlania dały tylko znikomy rezultat i o 16 – tego czeka mnie jeśli lekarz nie zmieni znacznie większa liczba zabiegów naświetlania i o silniejszym promieniowaniu. I znowu ogromnie zmęczenie i wyczerpanie, a najgorszy znowu brak smaku i moja golonka przechodzi mi koło nosa na ok. 3 miesiące po zakończeniu zabiegów ((((. No i miałem ochotę się zastrzelić, ale jedna z gospodyń z pielgrzymki stwierdziła, ze mam iść na pielgrzymkę to oprócz tej golonki co zjem w domu upiecze mi nawet dwie jak będziemy u niej (a do tego jeszcze takie pyszne kotleciki). No i tym powstrzymała mnie od zastrzelenia. Tak że od 16-ego przez okres o 2 miesięcy znowu pewno nie będę obecny i jeśli zostawię wiadomość to przez kogoś kto ma telefon do mnie. Pozdrawiam serdecznie wszystkich źródełkowiczów. (12320)| tomek | data: 07.02.2010, godz: 21:57 |
Zaufać Jezusowi, zaufać,,jak to łatwo powiedzieć,ale trudniej wykonać.
A co jeśli człowiek nie umie ufać,nie potrafi uwierzyć ,nie ma nadziei i wkradła się obojętność. Powtarzać słowa Jezu ufam Tobie ,jaki to ma sens,gdy brak wiary i nadzieja zgasła,będą to tylko puste słowa (12319)| Oliwia | data: 07.02.2010, godz: 21:18 |
Heh z tym powołaniem. Czasami mam ochotę zasnąć i obudzić sie dopiero w Niebie. Ale wiem, że to niemozliwe. Każdy ma swój krzyż, dla mnie mój bardzo uwiera i ciąży, jednka trzeba iść do przodu, nawet pełznąć, ale zawsze do przodu. CHociaż jak spotykam mężcczyzn bez żadnych wewnętrznych wartości to mam ochote krzyczeć na głos, że to przez nich niektóre kobiety są same...przeciez i oni są komuś pisani, a przez swoją "głupotę "odsuwają ten ważny moment w czasie.Przepraszam, że jestem taka feministyczna, ale czasami muszę Powiedzieć co myślę. Gratuluję wszystkim , którzy odnalezli swoje powołanie i sa w nim szczęśliwi. Każdy ma prawo do szczęscia! (12318)
Drogi Łukaszu gdy znowu twoją mamę zacznie w nocy męczyć ból, to zadzwoń po pogotowie i nie pytaj się mamy o zdanie. Ja tak zrobiłem i dzięki temu mój ojciec nie jest teraz warzywem. Jesteś facetem więc zachowuj się jak facet! Zadzwoń po pogotowie i zaufaj Bogu. (12317)
Droga Ulu liczy się tylko jedno: zaufanie Jezusowi. Jeśli to zrobisz, to wszystko będzie dobrze. Nawet jeśli Bóg postanowi o zakończeniu tej znajomości. W trudnych chwilach odmawiaj "Jezu ufam Tobie". Ja tak robię i jest ok ;-). (12316)| Yasmina | data: 07.02.2010, godz: 20:37 |
Do Oliwii
Nie odpowiedzialam na Twoje słowa, więc jeszcze przychodzę. Zgadzam się z tym, co mówisz. Każdy człowiek ma swoją, niepowtarzalną drogę i niezastąpione miejsce w tym świecie. On jest "zwariowany", jak mówisz, bo w dużej mierze pomieszały nam się, poprzestawiały wartości.
A co kryzysu powołań... powiedziałabym, że jest to kryzys powołania (tzn. jego odczytywania przez człowieka i odpowiadania na nie), niezależnie od rodzaju tego powołania - dlatego dotyczy on tak małżeństwa jak i życia konsekrowanego... No tak, chyba to kryzys "daru z siebie" (bo tak w małżeństwie jak i w życiu konsekrowanym dla Boga trzeba siebie dać, a dzisiejszy człowiek tak bardzo nastawiany jest - przez media... całą kulturę ....- na zysk, korzyść, interes ... i przenosi to na wszystkie dziedziny. Ale, na szczęście, Bóg ma swoje, niezawodne drogi docierania do człowieka. Pozdrawiam. (12315)
Yasmino i Z.
No tak racja mam dopiero 21 lat. Myślicie a ta ma kwiatki w głowie. No niestety nie mam ich. Jakoś się tak złożyło, że od zawsze musiałam patrzeć na cierpienie, nie swoje, ale mojej mamy. Chyba jakoś przez to pragmatyzm się we mnie odezwał. Wiem, że kiedyś i ja znajdę tego jednynego.Racja macie więcej lat ode mnie dlatego przyznaję wam słuszność. Zobaczymy jak mi się to życie ułoży. Póki co staram się dawać z siebie najwięcej, choć czasami upadam, ale dzięki Bogu powstaję i idę dalej:) Dziś np. dokonałam rejestracji, jako dawca szpiku kostnego. Mam nadzieję, że będę mogła być dla kogoś dawcą.
Powołanie to skomplikowana sprawa i trudno je rozeznać. Wiadmo, że Bóg powołując nas na świat daje nam szansę, ogromną szansę. Jednak czasami odwlekamy ważne decyzje. Ważne, aby odkryć powołanie, może nawet takie powołanie do życia. Najważniejsze, aby być blisko Boga, bo to On nam daje szanse i powołanie do świętości. Pozdrawiam w ten miły niedzielny wieczór:*
(12314)| Yasmina | data: 07.02.2010, godz: 19:18 |
Do "Z"
Dzięki za słowa. Ani trochę nie chodziło mi o negowanie optymizmu, ani o jego pomniejszanie ;-) Nasz kochany dzisiejszy świat tak bardzo potrzebuje dobrego spojrzenia - nawet, gdy nie wszystko jest OK (bo i zresztą nigdy nie będzie...) Gdy media tak bardzo epatują nas tym, co złe, katastroficzne - trzeba nam tak bardzo z ufnością patrzeć na całe dobro, które dzieje się, choć po cichutku, wszędzie wokół, a które jest odbiciem jedynego Dobra, którym jest Bóg. To jest też wyraz tego, że stworzeni jesteśmy na "obraz i podobieństwo" Boga. Może czasami trudno dostrzec Obecność Miłości, ale Ona jest i działa w tylu naszych sercach - gdy tylko jej pozwalamy. I ostatecznie przecież mamy zapewnienie Pana: Ufajcie, Jam zwyciężył świat! - tzn. to, co w świecie złe (to "świat" w ujęciu np. Listów Janowych). Pozdrawiam Cię cieplutko. (12313)| Łukasz, lat 26, e-mail: lukzac8@wp.pl | data: 07.02.2010, godz: 19:12 |
Bądź dobry-
każdy człowiek,
którego spotykasz,
rozgrywa trudną walkę.
*******************JOHN WATSON*************************
To nie ludzie doskonali ,
lecz niedoskonali
potrzebują miłości
*******************OSCAR WILDE (1854-1900)***************
Ta wielu ludzi mówi,
że chce zbawić świat.
Ale Ty spróbuj zacząć
od swojego podwórka,
dobrze?
********************CECIL WILLIAMS**********************
Nie ważne jest
co masz w kieszeni;
ważne jest,
co masz w sercu.
*******************KARDYNAŁ BERNADIN*****************
(12312)| Z. | data: 07.02.2010, godz: 18:38 |
Yasmino!
Zgadzam się z Tobą, że potrzebna nam jest nadzieja. Wspomniałam o tym w końcowej części mojej poporzedniej wypowiedzi. Natomiast pisząc o potrzebie optymizmu, też chodziło mi o jego zakorzenienie w Bogu, mając w pamięci słowa ks. Twardowskiego, które już jakiś czas temu tutaj cytowałam: "Radość wypływająca z wiary jest nieraz trudną radością, trudnym optymizmem. Nie jest uśmiechem od ucha do ucha. Jest radością, która kosztuje. Optymizm chrześcijański - to optymizm w chwilach nieoptymistycznych. Przecież w życiu zdarzają się takie sytuacje, kiedy człowiekowi nic się nie udaje. Gdy tego doświadczam, zaczynam się cieszyć, bo sam nic już nie mogę uczynić. Wtedy może działać tylko Bóg. W takich nieoptymistycznych momentach uświadamiam sobie, że jest coś ważniejszego ode mnie. Jest Ktoś, kto nadaje wszystkiemu sens. I to jest źródło mojego optymizmu." Właśnie taki optymizm miałam na myśli. (12311)| ULKA | data: 07.02.2010, godz: 17:55 |
CZEŚĆ WSZYSTKIM ! PISZĘ TU BO MUSZĘ TO KOMUŚ POWIEDZIEĆ ! JESTEM WIERZĄCA I STARAM SIĘ TWARDO TRZYMAĆ MOICH ZASAD ! NIE ZAWSZE JEDNAK TO WYCHODZI! PRZESZŁO MIESIĄC TEMU POZNAŁAM NA JEDNYM Z PORTALI INTERNETOWYCH CHŁOPAKA ! I PEWNIE WSZYSTKO BY BYŁO SUPER GDYBY NIE BYŁ ROZWIEDZIONY !CHOĆ ZAWSZE NA SŁOWO < ROZWIEDZIONY> ODPOWIADAŁAM NIGDY W ŻYCIU PRZECIEŻ NIE MOGŁA BYM ŻYĆ Z OSOBĄ PO ROZWODZIE , OCZYWIŚCIE NIE UBLIŻAJĄC NIKOMU NO ALE CO GORSZA MIAŁ ŚLUB KOŚCIELNY, ZACZĄŁ NIEDAWNO STARANIA O UNIEWAŻNIENIE ŚLUBU KOŚCIELNEGO . PISZEMY DO SIEBIE JAK NA RAZIE BO DZIELI NAS NIECO KILOMETRÓW , OBAWIAM SIĘ TEGO WSZYSTKIEGO O CO BY BYŁO GDYBY JEGO SPRAWA W KURJI NIE POWIODŁA SIĘ A NASZA ZNAJOMOŚĆ ZASZŁA BY DALEJ, PO PROSTU NIE WIEM ! BOJĘ SIĘ TEGO WSZYSTKIEGO ALE WIERZĘ ŻE PAN BÓG MNIE POPROWADZI,ŻE NIE DA MI ZGINĄĆ ! PROSZĘ WAS CZYTAJĄCYCH O MODLITWĘ ! I O DOBRE SŁOWO ! (12310)| Łukasz, lat 26, e-mail: lukzac8@wp.pl | data: 07.02.2010, godz: 17:20 |
Proszę Was o modlitwę.
Proszę was o modlitwę za moja mamę.
Moa mama jest chora, ma problemy z nogami, ma straszny ból nóg, nie wiem co to jest czy problemy z krążeniem czy zapalenie żył, często budzi się w nocy z wielkim bólem, płacze z bólu, ja jak mogę staram się masować mamie nogi, nie dam rady, jest mi smutno, boję się o mamę, mama pracuje od rana do wieczora w pracy , nie mego jej przekonać by poszła do lekarza, nie wiem co zrobić, mama bardzo cierpi , ten ból który czuje tak jak by noga jej się rozrywała albo żyły chciały się wydostać. Ja już nie mogę na to patrzeć.
Proszę Was o modlitwę.
(12309)| Yasmina | data: 07.02.2010, godz: 17:03 |
Dziś Kościół nam daje przepiękne czytania - przepiekne, bo mówiące o powołaniu kazdego chrześciajnina: każdy i kazda z nas, jesteśmy posłani z Bożą misją do innych... i to jest ważne, że konkretnie do tych, którzy są obok nas. To bardzo konkretne i zobowiązujące; i nie możmey się wymówić, że nie możemy odpowiedzieć na to wezwanie, bo nie czujemy powołania misyjnego w takim znaczeniu, jak to najczęściej rozumiemy - jako wyjazd w dalekie kraje, do tych "biednych, pogańskich ludów"... Nie, mamy być posłańcami Bozej miłości tu, gdzie żyjemy, gdzie Bóg wyznacza nam miejsce.
Ale najpierw, jak Izajasz, jak Paweł i jak Piotr, potrzeba nam doświadczenia tej Bozej miłości, świętości, doświadczenia równiez swojej małości i grzeszności; a wtedy Boża miłość oczyści w nas to, co nieczyste i będziemy mogli, jak Izajasz, powiedzieć: Oto ja, poślij mnie!
I jeszcze do " Z", który w kontekście chrześcijaństwa napisał, że stara się byc optymistą... to bardzo ważne, ale powiedziałabym więcej: to za mało; myslę, że chrześcijanin musi być przede wszystki człowiekiem NADZIEI; sama, z własnego doświadczenia wiem, że ludzki optymizm nie jest wystarczający... trzeba nam żyć NADZIEJĄ - tą wielką, bo zakorzenioną w Bogu. Dobrego tygodnia wszystki Źródełkowiczom! (12308)| Łukasz, lat 26, e-mail: lukzac8@wp.pl | data: 07.02.2010, godz: 17:02 |
Kiedy wreszcie nauczymy się,
że wszyscy jesteśmy ze sobą
związani, że wszyscy jesteśmy
członkami jednego ciała?
Dopóki duch miłości
Do bliźnich- niezależnie
od ich rasy, kolor skóry
czy wyznania-
nie wypełni ziemi,
urzeczywistniając
w naszym życiu i czynach
prawdę o ludzkim braterstwie,
dopóki wielka masa ludzi
nie zostanie wypełniona
poczuciem odpowiedzialności
za dobro drugiego człowieka-
nie będzie można osiągnąć
sprawiedliwości społecznej.
HELLEN KELLER (1180-1968)
(12307)| Z. | data: 07.02.2010, godz: 16:03 |
Droga Alys!
Masz rację. Bycie pojedynczym nie musi iść w parze z poczuciem samotności czy osamotnienia, zwłaszcza kiedy się ma dopiero 21 lat i właściwie zaczyna się przymiarka do dorosłego życia. Jednak kiedy ma się np. o 10 lat więcej, świadomość upływającego czasu i niezrealizowanych życiowych planów, a w sercu tęsknotę za kimś bliskim, to choćby nawet człowiek bardzo chciał być szczęśliwy w pojedynkę (bo pomimo ogromnego pragnienia bycia z drugą osobą to marzenie się niestety nie spełnia), choćby próbował do granic możliwości czas wypełniać pracą, zaangażowaniem, to trudno uniknąć chwil, kiedy samotność bardzo doskwiera. Są wokoło ludzie, wśród nich wielu życzliwych, ale są też tacy, którzy raczej nie pomagają samotnemu stwierdzeniami, że on taki biedny, życia sobie nie poukładał, pewnie jest z nim coś nie tak, a starymi pannami to się dzieci na wsi straszy itp. Cóż, samotność ma swoje dobre i złe strony. W pojedynkę trzeba włożyć nieraz sporo wysiłku w to, żeby pomimo przeciwności, otoczeniu, własnych bolączek, kompleksów nie dać sobie odebrać równowagi wewnętrznej, pokoju, nadziei i poczucia, że takie życie też ma sens, że jako chrześcijanin mam być optymistą w chwilach nieoptymistycznych. To też nie jest łatwa droga. (12306)| aldona , lat 30, e-mail: adona25@wp.pl | data: 07.02.2010, godz: 15:36 |
Ukochany Jezus.Z Bóstwem i CzŁowieczeństwem obecny w kawałku Chleba.On z Ciałem i Krwią.Przeraża mnie to i sprawia, że ta tajemnica zgina przed Jezusem swojego ducha ale i swoje kolana.Wielki niepojęty Bóg w Eucharysji.Szkoda tylko , że człowiek tam musi fatygować Pana Boga, żeby On coś musiał nam udawadniać i w kółko zapewniać o jakiejś prawdzie.Za to ześ Panie tak blisko na wyciągniecie ręki, za to ze nas tak bardzo kochasz- bądz uwielbiony.! (12305)| Oliwia | data: 07.02.2010, godz: 15:32 |
Do Yasmin
Dziękuję C za te słowa.Ja myslałam już nad tym co pisałaś, nad moim powołaniem, codziennie szczerze się modlę aby go odnalezc. Nie czuje jednak powołania do zakonu, wręcz przeciwnie. W dzisiejszym zwariowanym świecie dwoje ludzi czasami nie może się spotkać z wielu powodów, nie tylko z powodu nie rozeznania swojego powołania. Owszem zagdzam się z Toba, iz wielu ludzi nie usłysząło głosu Boga wśród tego hałasu, dlatego czują się niespełnieni.Tak, tu masz racje. Jest jednak także grupka ludz, którzy musza kroczyćprzez życie w cierpieniu i samotności, bo ich druga połówka w bałagan w swoim osobistym życiu. Naprawdę, kryzys powołan do zakonow i małzeńskich jest ogromny i nadal nierozwiązany. Czasami musimu cierpieć niezawinione krzywdy w imię czegoś czego nie rozumiemy. To jets Boża Tajemnica (12304)| Marcin | data: 07.02.2010, godz: 14:25 |
Do Lara Moon i innych
Tak pamiętajmy o sobie w modlitwie,zwłaszcza dziś kiedy dzień święty i jest więcej czasu to pamiętajmy o Koronce i różańcu.
Wczoraj na Polsacie leciał program na temat tzw.cudu w Sokółce......polecam poczytać na ten temat,naprawdę warto
Pozdrawiam:)
(12303)| Nicram, lat 56 | data: 07.02.2010, godz: 14:08 |
Laro Moon, dziękuję za słowa skierowane do mnie. To mniej więcej jest tak jak piszesz. Najgorsze, że na nic ostatnio nie mam czasu. Mam takie wrażenie, że czas ostatnio bardzo przyspieszył. Może już zbliża się Koniec Czasu? (12302)| Yasmina | data: 07.02.2010, godz: 12:02 |
Do Alys ...
Mając 21 lat, wiele osób wokół, zainteresowań, rozumiem, że nie czujesz samotności - i dzięki Bogu, że czujesz się potrzebna. Wsłuchaj się jednak w wypowiedzi wcale nie nielicznych tu na źródełku osób, które mają kilka lat więcej, czują, że czas upływa nieubłagalnie, doświadczyły zawodu, zdrady i co tu dużo mówić, czują się, jakby im życie uciekało przez palce... a mam też doświadczenia kontaktu z osobami, które są wiele starsze i z przerażeniem patrzą na pojawiające się widmo samotności... bo do tej pory bylo tak dobrze, ludzie wokół, niezależność itd... ale tak naprawdę serce nie zostało oddane, zostalo zatrzymane jakby dla siebie, jak zasuszony kwiatek. I tym ludziom jest bardzo ciężko. Im dłużej, tym ciężej.
Życzę wszystkim dobrego dnia. Marcinowi też. Pozdrawiam. (12301)| Łukasz, lat 26, e-mail: lukzac8@wp.pl | data: 07.02.2010, godz: 11:40 |
Cześć
Dziś niedziela ,właśnie szykuję się do kościoła , ten dzień chce poświecić na osobiste przemyślenia i rozważania.
Pozdrawiam Łukasz
(12300)| Marcin | data: 07.02.2010, godz: 10:04 |
Do Yasmina
Tak jest w tym racja.Jesteśmy słabi,czasami z powodów nie w 100 procentach od nas zależnych..... (12299)| Łukasz, lat 26, e-mail: lukzac8@wp.pl | data: 07.02.2010, godz: 01:05 |
Miłość jest wyborem
niekoniecznie
racjonalnym czy prostym,
jest gotowością
bycia z innymi
bez żadnego
udawania i oszukiwania.
CARTER HEYWARD (12298)| Łukasz, lat 26, e-mail: lukzac8@wp.pl | data: 07.02.2010, godz: 01:01 |
Pawdziwym schronieniem
dla człowieka
jest drugi człowiek.
PRZYSŁOWIE IRLANDZKIE (12297)| Łukasz, lat 26, e-mail: lukzac8@wp.pl | data: 07.02.2010, godz: 00:59 |
Głęboko w nas
jest ukryte
źródło miłości.
Ono sprawia,
że pomagamy innym
być szczęśliwymi.
Jedno słowo, jeden czyn,
jedna myśl
może zmniejszyć
cierpienie drugiej osoby
i przynieść jej radość.
THICH NHAT HANH (12296)| Alys, lat 21 | data: 06.02.2010, godz: 22:47 |
Droga Yasmino piszesz, że nastała epoka ludzi samotynych czyli singli. Hym coś mi tu nie gra. Rozumiem jest dużo samotnych, ale nie można mówić tak o ldziach, którzy nie mają partnera, że są samotni. Osobiście nie mam aktualnie partnera. Szczerze mówiąc miałam tylko jednego chłopaka:* Jednak nie mając partnera nie czuję się samotna. Czasami nawet trudno znaleźć mi chwilę dla siebie. Ciągle się coś dzieje, ciągle jestem potrzebna. Jestem sama ale nie samotna:-) Często decydujemy się na życie w pojedynkę bo tak łatwiej, jednak czasami coś nie wychodzi. Choć póki co jak to określiłaś jestem "singlem" to jakoś szczególnie nie ubolewam nad tym. Jest jeszcze tyle rzeczy do zrobienia:-) Wiecie mi się wydaję, że nie ma co każdego dnia oczekiwac na zakochanie czy strzałę amora. Miłość przyjdzie sama po cichu, zaskoczy nas. A może ta miłość ten partner jest bisko nas? Może to z nim czy z nią pijemy kawę lub dzielimy się wrażeniam?
Trawiasta jesteś tam? Pozdrawiam ciepło.
Laro w smutku czy w cierpieniu musimy szukać sensu. Mam nadzieję, że już go znalazłaś.
Pozdrawiam, zazdroszę Wam tej niedzieli z Panem. Eh... (12295)| Basaia, lat 43 | data: 06.02.2010, godz: 19:21 |
GWIAZDY I SŁOWA
Dotykam Cię słowem i ciszą
I pragnę być bliżej Twych snów
I kręcą się gwiazy nade mną
I ciszej wciąż i ciszej
I widzę Twe oczy w tych gwiazdach
Oczy i słowa brzmią w moim sercu
tez mi jest czasem ciężko ale sie nie poddaje. Proszę o modlitwę, żebym miała wreszcie operację na serce, bo już czuję się fatalnie i wydaje mi się, że nie dożyje moich urodzin. Pozdrwiam :)
(12294)
Laro Moon, pamiętam i będę się dalej modlić. (12293)| Yasmina | data: 06.02.2010, godz: 15:40 |
Do Oliwii, Marleny i wszystkich poszukujących ...
Tak sobie pomyślałam, czytając tyle Waszych wpisów o poszukiwaniach, tśsknotach, pragnieniach i - przede wszystkim - zawiedzionych nadziejach... jest w tym jakieś wołanie, ale także chyba jakiś znak naszych czasów. Nastała epoka osób samotnych (których często dziś nazywa się "singlami") i choć kazda osoba ma swoją drogę i przyczyn samotności tyle, ile osób samotnych, to są tu jakieś wspólne mianowniki: problem ze "znalezieniem" odpowiedniej "połówki", przewartościowanie życia, ale też - trzeba przyznać - wielokrotnie dążenie do wygody, do niezależności...
Przyszło mi do głowy, że być może w niejednym przypadku bardziej chodziłby o to, by nie tyle na siłę samemu poszukiwać, ale wsłuchać się w głos Boga - a może On wzywa do czegoś innego ? na inną drogę ? Może to są też znaki ? Mówi się dzisiaj o kryzysie powołań (w życiu zakonnym, konsekrowanym), ale to jest raczej nie problem powołań (u Pana Boga nie ma kryzysu) ale problem osób powoływanych, którzy nie zawsze odpowiadają na wezwanie, wciąż usilnie szukając zrealizowania wlasnych planów, zamierzeń... Nie mówię tu wyłącznie i konkretnie do Was, ale bardziej na kanwie Waszych wypowiedzi.
Mam wrażenie, że dzisiejszy człowiek za bardzo chce sobie wszystko sam poukladać tak, jak zaplanował, a tymczasem... może trzeba zostawić przestrzeń na działanie Boga i wsłuchac się w Jego głos...
Pozdrawiam serdecznie (12292)| Łukasz, lat 26, e-mail: lukzac8@wp.pl | data: 06.02.2010, godz: 11:39 |
Miłość przepływa
przez wszystko.
Ne Miłość jest wszystkim.
Jak możesz mówić,
żę nie ma Miłości,
jeśli nic nie istnieje
tylko Miłość?
Wszystko, co widzisz ,
pojawiło się dzięki Miłości.
Wszystko ślni Miłością,
wszystko pulsuje Miłością,
wszystko wypływa z Miłości-
nie, raz jeszcze:
wszystko jest Miłością!
FAKHRUDDIN ARWQ (12291)| Do Lary Moon | data: 06.02.2010, godz: 11:33 |
Dziele z Tobą Twoje cierpienie....pamietam o tym i o Tobie, bo wiem przez co przechodzisz.!!! (12290)| Angela, lat 18 | data: 05.02.2010, godz: 20:32 |
podpisuję sie pod wpisem Lukasza, tak; jest duzo przemocy, zła na tym świecie.. trzeba jednak pamiętać, aby zawsze mieć nadzieję, by na niej budować swój własny świat; bez przemocy, bez demoralizacji i kłamstwa..
pozdrawiam cieplutko wszystkich źródełkowiczów ;-) (12289)| Łukasz, lat 26, e-mail: lukzac8@wp.pl | data: 05.02.2010, godz: 17:24 |
Cześć
Chce być dobrym człowiekiem, staram się być dobrym człowiekiem.
Dzisiejsze czasy mnie zasmucają i sprawiają mi przykrość. W dzisiejszych czasach jest tyle zła i przemocy. Często czytam gazety i oglądam telewizję.
Szok co się dzieje, i sie zastanawiam, do kąd zmierzają nasze czasy.
Internet źródło wiedzy i informacji służy do przemocy , ciężko mi o tym pisać ale też nie rozumiem jak tak można, jak może dorosły mężczyzna podawać się za kogoś innego by spotkać się z nieletnia osobą , jak można skrzywdzić dziecko, jak można zgwałcić dziecko, nie potrafię tego pojąć dlaczego dziecko jest na coś takiego narażone. Matka, Tata lub ojczym znęcający sie nad własnymi dziećmi, jak można krzywdzić własne dzieci albo jak można zabić kogoś czy nawet własne dziecko. Straszne są dla mnie gwałty i przemoc wobec żony czy obcej Dziewczyny, jak można uderzyć kobietę jak można ja zgwałcić, jak można pozbawić jej godności, czy Ci ludzie myślą tylko o swoich potrzebach, czy oni nie mają serca.
Jak można kogoś do czegoś zmusić a tym bardziej zmusić do współżycia.
Nie potrafiłbym skrzywdzić dziecko i nie potrafiłbym skrzywdzić dziewczynę.
Mężczyzna który jest silniejszy , i siłą zmusza dziewczynę do czegoś takiego, straszne i smutne. Wiem, że teraz w dzisiejszych czasach Dziewczyny i dzieci nie są bezpieczne. Narkotyki, papierosy, alkohol, przemoc zdominowało nasz świat , serce moje krwawi jak patrzę na to wszystko oj bardzo cierpię .
Pozdrawiam Łukasz
(12288)| kasiunia82iekuje Ci Łukaszu za | data: 05.02.2010, godz: 15:00 |
Dziekuje Ci Łukaszu za wpis w ktorym cytowałeś dzienniczek siostry Faustyny (12287)| Bogda | data: 05.02.2010, godz: 09:48 |
''Szukając Boga człowiek musi odnajdywać siebie, skoro sam jest podobieństwem Boga. Nie odnajdzie siebie inaczej.''
''Gdy będzie wam trudno, gdy będziecie w życiu przeżywać jakieś niepowodzenie czy zawód, niech myśl wasza biegnie ku Chrystusowi, który was miłuje, który jest wiernym towarzyszem i który pomaga przetrwać każdą trudność.''
''...wstań, nie skupiaj się na słabościach i wątpliwościach, wyprostuj się... Wstań i idź.''
(Jan Paweł II)
(12286)| Odp: Msza w Krakowie | data: 05.02.2010, godz: 08:05 |
Tak, u Ojców Franciszkanów w Krakowie odbywają się Msze Św. o dobrego współmałżonka, w każdą ostatnią środę miesiąca, godz. 19.00. (12285)| X | data: 04.02.2010, godz: 22:29 |
Do Marcina
Mysle,ze''Kod da Vinci'',czy film o sw.Teresie,to nie tylko ironizowanie i biznes.Jest to element ciaglej walki miedzy Bogiem a szatanem,miedzy dobrem a zlem,Kosciolem a antykosciolem,chrzescijanstwem a poganstwem.W tym''raju''jaki ma tu powstac,nie ma miejsca dla Boga,tzn.Boga osobowego;nie ma miejsca dla kogos takiego jak Jezus Chrystus.Oczywiscie,jakas teorie,definicje Boga,trzeba sobie zostawic,albo nawet stworzyc,no bo inaczej sie nie da.
Poza tym,wszelkiej masci intelektualisci,politycy,pisarze,dziennikarze itp.wciaz boja sie jak ognia odrodzenia chrzescijanskiej swiadomosci,czegos takiego,co mialo miejsce w sredniowieczu.Ten strach jest widoczny,''namacalny'', i to mimo tego,iz wydawac mogloby sie,ze chrzescijanstwo jest w odwrocie.Oni wszyscy jednak zdaja sobie sprawe z tego,ze moga to byc tylko pozory(bo sa)i stad to''drzenie'',ta nieustanna obawa i wymyslanie coraz to doskonalszych,coraz perfidniejszych,metod walki ze wszystkim,co ma zwiazek z religia chrzescijanska,a zwlaszcza katolicka.Ja jednak te ich walke postrzegam jako rozpaczliwa obrone...Dla mnie sa oni jedynie stracencami... (12284)| Łukasz, lat 26, e-mail: lukzac8@wp.pl | data: 04.02.2010, godz: 21:54 |
**************************************************************
Gdy pewien człowiek
modlił się, podszedł do niego:
najpierw człowiek kulawy,
potem żebrak
i człowiek pobity.
Widząc ich, świątobliw
jeszcze bardziej zagłęił się
w modlitwę
i zawołał:,, Wielki Boże,
jak to możliwe, że miłujący
Stwórca widzi to
i nic z tym nie robi?''
Po długim milczeniu Bóg mu
odpowiedział: ,, Zrobiłem coś.
Stworzyłem Ciebie''.
************************PRZYPWIEŚĆ SUFI******************** (12283)| a. | data: 04.02.2010, godz: 20:52 |
Witam,
Czuję się strasznie samotna.Chodzę do 2 klasy LO w ubiegłym roku kolegowałam się z taką jedną dziewczyną,ale musiała opuścić szkołę.Uważam że zrobiłam dla niej dużo,wiem że nie powinnam niczego od niej oczekiwać (ma wiele własnych problemów).Potem oskarżyła mnie że to dzięki mnie "wyleciała". Teraz nie ma przy mnie nikogo. Z mamą nie rozmawiam(ciężko pracuje). Uczę się też dla rodziców, mam dobre oceny(jeśli ja nie jestem szczęśliwa to może mama będzie). Boję się zacząć jakąś nową znajomość, obawiam się kolejnego rozczarowania, myślę że jestem gorsza od innych. Jakoś do kupy trzyma mnie tylko to że muszę od siebie wymagać i że inni mają gorzej Nie wiem ile to może jeszcze trwać.
Pozdrawiam:)
PS:Nie wiem czy to na temat, chyba gdzieś musiałam się wyżalić (12282)| Łukaszu | data: 04.02.2010, godz: 20:21 |
Łukaszu, czy mówiłeś psychologowi o swoich myślach
samobójczych???????????????????????????????????????
Radzę Ci dobrze, zrób to jak najwcześniej!!!!!!!!!!!!!!!!!!! (12281)
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |