Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Źródełko ...czyli o darze rozmowy...


[ Dodaj wpis ]

[<<] [<] [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [>] [>>]

Chcesz prosić o wspracie i modlitwe?
Dodaj prosbę do [ Skrzynki Intencji ]

Andydata: 26.11.2009, godz: 14:56

Oj Łukasz! a Msze w Warszawie są od marca i jakoś nikt Cię nie widział.

(10880)
Łukasz, lat 25, e-mail: lukzac8@wp.pldata: 26.11.2009, godz: 14:47

Witam !
Bardzo jest mi przykro ale ja nie mogę być w Krakowie ponieważ jestem z Warszawy

(10879)
Łukasz, lat 25, e-mail: lukzac8@wp.pldata: 26.11.2009, godz: 14:45

Do aldona, lat 30

Oglądasz za duzo Horrorów. Pozdrawiam

(10878)
Oliwiadata: 26.11.2009, godz: 14:28

Niestety nie udalo mi sie dojść na mszę w Krakowie,nad czym ubolewam. Mam nadzieję, że tuż przed sylwestrem bedzie kolejna szansa. Krakowianka lub R napiszcie prosze którym wejściem można wejść na mszę? Głównym??Pozdrawiam wszystkich samotnych!

(10877)
Seszelka, lat 28, e-mail: seszela@op.pldata: 26.11.2009, godz: 13:37

Witajcie kochani !!

Jeżeli jest wsród was ktoś , kto chce pogłebić więź z Bogiem , nauczyć sie bardziej Go słuchać , zdobyć umiejętność większego panowana nad soba samym , służyć innym swoja modlitwą , spotkać ludzi którzy tak samo chcą być chrrześcijanami w XXI wieku ... to serdecznie zapraszam do naszej małej wspólnotki :)

www.pustyniawmiescie.pl


Czekamy na wszystkich Krakusów :)


POzdrawiam

(10876)
s. Beata, e-mail: kattlik.jen@onet.eudata: 26.11.2009, godz: 13:07

Do "m, lat 24"

Tak, Twoja modlitwa moze tej osobie bardzo pomoc. Pamietaj, Milosierdzie Boze ogarnia wszystkich ludzi, nie tylko katolikow i dlatego mamy prawo ufac, ze Ojciec nie opusci zadnego ze swoich dzieci.

(10875)
Krakowianka, lat 27data: 26.11.2009, godz: 11:01

Do R.
Do zobaczenia za miesiąc na Mszy :)

(10874)
aldonadata: 26.11.2009, godz: 09:46

Krwiożercze bestje, wampiry, demony- każdy z nas zamienia się w takie stworszenie jeśli nie umie przeciwstawić się swoim rządzom i nałogom.Ja też.

(10873)
aldona, lat 30, e-mail: adona25@wp.pldata: 26.11.2009, godz: 09:23

"W oczach ognie znów się zapalają i dla Ciebie tylko chce znów żyć.Jestes lekiem na całe zło i nadzieją na przyszły rok"-------------Jezu:)

(10872)
R., lat 27data: 26.11.2009, godz: 09:06

Tak, ja również byłem na mszy w KRakowie i jestem pod wrażeniem - zarówno organizacji, jak i poczucia humoru Braci prowadzących (dawno nie słyszałem równie zabawnego i "żywego" kazania :) ) Serdecznie również wszystkich samotnych zapraszam, choćby tylko na mszę, jeśli nei ma ktoś czasu na poczestunek integracyjny. Nastepne spotkanie - 30 XII również o 19 ;)


PS.
Krakowianko - do zobaczenia za miesiąc, którąkolwiek z uczestniczek jesteś ;)

(10871)
aa, lat 27data: 26.11.2009, godz: 07:09

No i Łukasz wstawił link:/


(10870)
Łukasz, lat 25, e-mail: lukzac8@wp.pldata: 25.11.2009, godz: 23:47

Moc Modlitwy
Ptak jest ptakiem, gdy frunie.
Kwiat jest kwiatem, gdy kwitnie. Człowiek jest człowiekiem, gdy się modli.
(Phil Bosmans)



Modlitwa.... jedno proste słowo, które zna każdy. Jeśli zapytamy pierwszego lepszego człowieka na ulicy , to zapewne odpowie nam , że jest to „..Ojcze Nasz”, lub „Zdrowaś Maryjo” Czy aby na pewno, jest to tylko odklepanie czegoś , co nauczyli nas rodzice dawno temu...? Do niedawna można powiedzieć, że modlitwa była dla mnie głównie regułką. Pewnego dnia jednak na spotkaniu duszpasterstwa młodzieżowego, tematem spotkania była właśnie Nasza modlitwa, codzienny pacierz. To właśnie tam uświadomiłam sobie, że powinna to być Nasza rozmowa, moja rozmowa z Bogiem, tym , który mnie kocha , który oddał za mnie swoje życie. Nie powinno to być przede wszystkim przyzwyczajenie...Z naszymi przyjaciółmi nie rozmawiamy z przyzwyczajenia, bo nas ktoś do tego zmusił, bo tak trzeba. Ze znajomymi chcemy pożartować, opowiedzieć im czasami coś co nas boli, jakiś sekret, tajemnicę, coś co się nam przytrafiło, jakieś wydarzenie. Nie ma dwóch takich samych rozmów. Nie komunikujemy się według schematu, ale według uczuć, które w danej chwili czujemy. Jest ona bardzo spontaniczna . Wyrzucamy z siebie to co nas boli lub po prostu coś z czego jesteśmy zadowoleni w danej chwili. I dokładnie tak samo powinna wyglądać Nasza modlitwa. Tak jak rozmowa z przyjacielem, kimś bardzo bliskim. Zapewne niektórzy z Was słyszeli już tę historię, jeśli tak nie zaszkodzi jej sobie przypomnieć... Pewien ksiądz odwiedził chorego człowieka w jego domu i zauważył puste krzesło stojące przy jego łóżku.
Zapytał więc, dlaczego ono tam stoi. Chory odpowiedział: "Zaprosiłem Jezusa, by zajął miejsce na tym krześle i rozmawiałem z Nim, zanim ksiądz przyszedł.
Przez wiele lat miałem trudności z tym, by zacząć się modlić, aż jeden z moich przyjaciół wyjaśnił mi, że modlitwa to rozmowa z Jezusem. Poradził mi postawić puste krzesło naprzeciwko siebie i wyobrazić sobie, że siedzi na nim Jezus.
Miałem z Nim rozmawiać i słuchać Jego słów.
Od tej pory nie mam już żadnych problemów z modlitwą"

Kilka dni później do księdza przyszła córka chorego i przekazała wiadomość, że jej ojciec zmarł.
Powiedziała: "Zostawiłam go samego na kilka godzin. Wydawał się być taki spokojny. Kiedy wróciłam do jego pokoju, już nie żył. Ale zauważyłam coś bardzo dziwnego: jego głowa nie leżała na poduszce, lecz na krześle, które stało obok jego łóżka".
Oczywiście nie powinniśmy rezygnować z modlitw, które znamy. Ale gdy wypowiadamy ich słowa, nie robić tego z przyzwyczajenia, tak jak w poniższej historii..
Człowiek:
Ojcze nasz, który jesteś w Niebie
Bóg:
Tak słucham

Człowiek :
Nie przeszkadzaj mi, modlę się.

Bóg:
Przecież Mnie wezwałeś.

Człowiek :
Wezwałem? Ciebie? Nie wzywałem Cię. Ja tylko się modlę. Ojcze nasz, który jesteś w niebie...

Bóg:
Widzisz, znowu Mnie wezwałeś.

Człowiek :
Czyżby ja?

Bóg:
Wezwałeś Mnie. Powiedziałeś: "Ojcze nasz, który jesteś w niebie" - i oto jestem. Co miałeś na myśli mówiąc to?

Człowiek:
Tak właściwie, to nic nie miałem na myśli... Ja po prostu odmawiałem swoją codzienną modlitwę. Zawsze odmawiam "Ojcze nasz". To sprawia, że czuję się jakoś lepiej, jak po dobrze spełnionym obowiązku.

Bóg:
No dobrze, mów dalej.

Człowiek:
Święć się Imię Twoje...

Bóg:
Zaczekaj moment. Co przez to rozumiesz?

Człowiek :
Przez co?

Bóg:
Przez święć się Imię Twoje.

Człowiek:
To znaczy... To znaczy, że... A niby skąd mam wiedzieć? To jest po prostu część modlitwy. A tak właściwie, to co to znaczy?

Bóg:
To znaczy godzien najwyższego szacunku, święty, wspaniały...

Człowiek:
Ooo, to zaczyna nabierać jakiegoś sensu! Nigdy wcześniej nie rozmyślałem nad tym, co oznacza "święć się", "przyjdź Królestwo Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi..."

Bóg:
Czy naprawdę tego chcesz?

Człowiek:
Pewnie, czemu nie...

Bóg:
A co robisz, żeby tak się stało?

Człowiek:
Robię? Chyba nic. Tak tylko sobie myślę, że byłoby całkiem fajnie, gdybyś zaczął kontrolować tu na dole wszystko - tak jak robisz to na górze...

Bóg:
A czy Ja mam kontrolę nad tobą?

Człowiek:
Ależ tak... Chodzę do kościoła... Modlę się... Chodzę na religię...

Bóg:
Nie o to pytałem. A co z twoimi przyzwyczajeniami kierowanymi pożądaniem? Co z tak częstym brakiem opanowania? To są naprawdę twoje problemy. A teraz spójrzmy na to jak wydajesz swoje pieniądze - wszystko tylko na siebie. A co z książkami i czasopismami jakie czytasz?...

Człowiek :
Przestań się mnie tak czepiać! Jestem tak samo dobry jak część całej reszty udawaczy, którzy przychodzą do kościoła.

Bóg:
Przepraszam. Myślałem, że modlisz się o to, żeby stała się Moja wola. Jeśli ma się tak stać - wszystko musi się zacząć od tych, którzy się o to modlą.

Człowiek:
Widzę, że mam jednak sporo niedociągnięć. Teraz, gdy o nich powiedziałeś, mógłbym dodać jeszcze parę innych...

Bóg:
Ja też.

Człowiek:
Nigdy nie myślałem o tym, co robię w ten sposób - aż do tej chwili. Naprawdę chciałbym odrzucić parę z tych rzeczy. Chciałbym być... naprawdę wolny.

Bóg:
Dobrze. Teraz już dokądś zmierzamy. Będziemy pracowali razem.: ty i Ja.

Człowiek:
Słuchaj Panie... Muszę już kończyć. To naprawdę trwa o wiele dłużej niż zwykle. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj...

Bóg:
Powinieneś zrezygnować trochę z tego chleba. Zdaje Mi się, że ważysz sporo ponad normę...

Człowiek:
Zaraz, zaraz! A co to ma być? Światowy Dzień Krytyki???

Bóg:
Modlitwa może być rzeczą niebezpieczną. Mógłbyś się jakoś zmienić. To właśnie próbuję ci uświadomić. Wezwałeś Mnie i oto Jestem. Módl się dalej. Jestem ciekawy następnej części twojej modlitwy.

Człowiek:
Boję się...

Bóg:
Obawiasz się? Czego.

Człowiek:
Wiem, co powiesz...

Bóg:
Spróbuj, a przekonasz się.

Człowiek :
"I przebacz nam nasze winy, jako i my przebaczamy naszym winowajcom".

Bóg:
A co z Darkiem?

Człowiek :
Widzisz? Wiedziałem! Wiedziałem, że będziesz o tym mówił. Panie, to co on o mnie opowiadał to kłamstwa! Nigdy nie oddał mi tych pieniędzy, które był mi winien! Mam powody, żeby mu się zrewanżować.

Bóg:
A twoja modlitwa? Co z twoją modlitwą?

Człowiek:
Wcale o tym nie myślałem.

Bóg:
Przynajmniej jesteś szczery. Chyba nie jest rzeczą dobrą nosić taki ciężar goryczy gdzieś w środku... Racja?

Człowiek:
Z pewnością tak. Ale poczuję się zaraz lepiej jak tylko wyrównam rachunki.

Bóg:
Wcale nie poczujesz się lepiej. Będziesz czuł się o wiele gorzej. Taki rewanż nie niesie ze sobą słodyczy. Pomyśl jak nieszczęśliwy już jesteś. Ale ja mogę to wszystko zmienić.

Człowiek :
Możesz? Jak?

Bóg:
Przebacz Darkowi. Wtedy ja przebaczę tobie, a wtedy nienawiść i grzech będą problemem Darka, a nie twoim. Możliwe, że stracisz pieniądze, ale zyskasz spokój w swoim sercu.

Człowiek :
Boże, ja nie potrafię przebaczyć Darkowi...

Bóg:
Więc Ja nie mogę przebaczyć Tobie.

Człowiek :
Masz rację. Ty jak zwykle masz rację. Dobrze, dobrze... Przebaczę mu. Panie, pomóż mu znaleźć właściwą drogę w życiu. On musi być strasznie nieszczęśliwy. Każdy kto robi takie rzeczy jak on, powinien przestać. W jakiś sobie znany sposób, pokaż mu drogę prawdy.

Bóg:
No, no. Świetnie. Jak się teraz czujesz?

Człowiek:
Hmmm. Całkiem nieźle. Naprawdę nieźle. Prawdę mówiąc, po raz pierwszy odkąd pamiętam, pójdę spać bez obciążenia

Bóg:
Jeszcze nie skończyłeś swojej modlitwy. Mów dalej.

Człowiek:
I nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego...

Bóg:
Dobrze, dobrze. Zrobię to. Tylko nie wpychaj się w miejsca, w których możesz ulec pokusie.

Człowiek :
Co przez to rozumiesz?

Bóg:
Przestań się wałęsać wokół kiosków, gdzie sprzedawany jest "Playboy". Zmień niektóre ze swoich przyjaźni. Niektórzy z twoich tak zwanych przyjaciół zaczynają przystępować do ciebie. Całkowicie cię wplączą w jakieś złe sprawy. Nie daj się "robić w konia". I nie traktuj mnie jak drogi ucieczki.

Człowiek :
Nie bardzo rozumiem.

Bóg:
Oczywiście, że rozumiesz. Robiłeś to wiele razy. Pakujesz się w jakąś brzydką sytuację, w jakieś kłopoty - a dopiero potem uciekasz do Mnie. "Panie pomóż mi wydostać się z tego bałaganu, a przyrzekam, że nigdy więcej tego nie zrobię". Pamiętasz parę takich transakcji, które próbowałeś ze Mną robić.

Człowiek :
Tak, Panie pamiętam. I bardzo się wstydzę. Naprawdę.

Bóg:
Którą z tych "transakcji" pamiętasz?

Człowiek:
Kiedyś jedna kobieta mieszkająca obok widziała mnie jak wychodziłem z sąsiedniego baru. Powiedziałem wtedy mojej matce, że idę do sklepu. Pamiętam jak Cię prosiłem "Boże nie dopuść, żeby powiedziała o tym mojej matce... obiecuję, że w każdą niedzielę będę na Mszy św."

Bóg:
Ona nic nie powiedziała twojej mamie, a ty nie dotrzymałeś słowa, czy nie tak?

Człowiek :
Przepraszam Panie, naprawdę. Do dziś byłem przekonany, że jeśli odmawiam codziennie "Ojcze nasz"... mogę robić co mi się podoba. Prawdę mówiąc nie oczekiwałem, że coś takiego - jak dziś - mogłoby się wydarzyć.

Bóg:
Mów dalej i dokończ swoją modlitwę.

Człowiek :
Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.

Bóg:
Czy wiesz, co przyniosłoby Mi chwałę? Co by naprawdę Mnie uszczęśliwiło?

Człowiek :
Nie, ale bardzo chciałbym wiedzieć. Chcę sprawić Ci przyjemność. Teraz widzę jak wspaniale być Twoim naśladowcą.

Bóg:
Właśnie odpowiedziałeś sobie na to pytanie.

Człowiek :
Jak to?

Bóg:
Tak największą chwałę mogą Mi przynieść ludzie tacy jak ty, ludzie , którzy naprawdę Mnie kochają. Widzę, że coś takiego ma miejsce między nami. Teraz, gdy część twoich starych grzechów została ujawniona i oddalona, kto wie co możemy razem zdziałać...

Człowiek :
Panie, spróbujmy coś ze mnie zrobić.

Bóg:
Tak, spróbujmy.


Paul Lauer



Modlitwa powinna być także częścią naszego codziennego planu dnia. Jeśli mamy problemy z systematycznym zwracaniem się do Boga i czasami o tym zapominamy, powinniśmy ustalić sobie godzinę, wtedy będzie to czas tylko dla Boga, na nic innego. Możemy wtedy po prostu usiąść sobie cichutko, niekoniecznie coś mówiąc lecz słuchając także co Bóg ma nam do powiedzenia. „Kiedy moja modlitwa stała się bardziej skupiona i wewnętrzna, to miałem coraz mniej do powiedzenia. W końcu zamilkłem” [Soren Kirkegaard] Jeśli ktoś chciałby dowiedzieć się więcej o modlitwie polecam kilka stron....

Pozdrawiam Łukasz

(10869)
Trawiasta, lat 28data: 25.11.2009, godz: 23:15

Od razu lepiej, Łukasz :) czytelniej i konkretnie.
Czuje sie w miare dobrze, choc dzis oko mnie boli i roznosi mnie po domu. Dopiero teraz widze jak bardzo nerwowy tryb zycia prowadze - takie szczegoly jak zerwanie sie z lozka do telefonu albo szybkie wstanie po obudzeniu... Po co mi tyle tego pospiechu i stresu? Nie wiem.
Dziekuje Panie Boze za te operacje, bo dzieki niej pewne sprawy wroca na swoje miejsce... juz dzis to widze.

Dobrej nocy wszystkim Wam :)

(10868)
karoldata: 25.11.2009, godz: 23:12

cześć Wam :)

Pavel;

Dzisiaj Jezus był ze mną w pracy :) razem budowaliśmy szafki dla mojej szefowej... mam w pracy stare maszyny i żeby efekt końcowy był zadowalający trzeba trochę "poćwiczyć" nieraz już chciałem to rzucić ale kiedy tylko ofiarowałem to Jezusowi to po chwili gdy zmieniłem taktykę wszystko wychodziło oki. :)

(10867)
Krakowianka, lat 27data: 25.11.2009, godz: 23:08

Byłam dziś na Mszy Św. dla osób poszukujących dobrego męża/żony... Wszystkim gorąco polecam :)
Kraków,Franciszkanie na ul.Franciszkańskiej w każdą ostatnią środe miesiąca o godz 19 w Bazylice,a po Mszy spotkanie i warsztaty :)

(10866)
złośliwa AM, lat 38data: 25.11.2009, godz: 23:01

Szanse na znalezienie dziewczyny są odwrotnie proporcjonalne do liczby używanych pytajników czy też długości i częstotliwości wpisów na źródełku.

PS. Ta złośliwość ma swój pozytywny cel. Żeby nie było.

Trawiasta, cieszę się, że jesteś. Jutro ja mam wyprawę do Katowic do specjalisty. AgnieszkaM

(10865)
do Łukasz 25 latdata: 25.11.2009, godz: 23:01

Generalnie ma szansę, ale nie w przypadku, gdy spamuje od kilkunastu miesięcy na Źródełku.

(10864)
Piotr, lat 22data: 25.11.2009, godz: 22:56

Łukasz. O ile to, że jest brzydki/biedny nie zdominuje całej jego osobowości to tak. Jednak trudno jest wytrzymać z ludźmi z kompleksem niższości. Z reguły osoby o zaniżonej samoocenie bywają trudne w relacjach, zaborcze, zazdrosne i tak dalej. Jeśli taki chłopak szukając dziewczyny będzie myślał tylko o tym, że jest brzydki/biedny, to na pewno jego szanse zmaleją. Najlepiej budować poczucie własnej wartości na czymś innym niż uroda lub zasobność portfela - starcza na dłużej. Pozdrawiam

(10863)
Magdo 24data: 25.11.2009, godz: 22:32

Jeśli chodzi o tego chłopaka, który Cię odrzucił, bo nie chciałaś się z nim przespać, to zupełnie się nim nie przejmuj. Taka jego postawa świadczy o tym, że ma przedmiotowy stosunek do ludzi- spotykać się z kimś i z nim spać, a jak się znudzi to zmienić na "świeży towar." Jak sama nie będziesz się szanowała to nikt Cię nie będzie szanował.

(10862)
aldona, lat 30data: 25.11.2009, godz: 21:25

Trawiasta ,zdrowia życzę Tobie:))

(10861)
aldonadata: 25.11.2009, godz: 21:22

Nie brzydki i biedny chłopak nie pozna dziewczyny napewno. Głupie pytanie głupia odpowiedz.

(10860)
Łukasz, lat 25, e-mail: lukzac8@wp.pldata: 25.11.2009, godz: 20:48

Czy brzydki chłopak albo biedny chłopak ma szansę poznać dziewczynę?????????????????????????????

(10859)
Łukasz, e-mail: lukzac8@wp.pldata: 25.11.2009, godz: 15:14

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>Gloria Polo

(10858)
Łukasz, lat 25, e-mail: lukzac8@wp.pldata: 25.11.2009, godz: 15:09

Trawiasta Masz rację , najlepiej będze wkleić link, ok zgadzam sie z Toba. Jak sie czujesz

(10857)
Trawiasta, lat 28data: 25.11.2009, godz: 13:24

Pavel
przegrzebalam sie przez ten natlok tekstu (co z jednym okiem nie jest latwe ale jakos dalam rady) i znalazlam Twoj wpis o pizzerii i Koronce...
Lzy w oczach mi stanely :) DZIEKUJE.
Ja tez mialam takie doswiadczenia, czasami po prostu westchnienie do Pana Boga wystarczy, ale musi to byc westchnienie prawdziwe. Z glebi serca.

Łukasz, ja dziekuje Ci za cieple wyrazy wsparcia ale prosz eCie nie wklejaj tyle tego tekstu bo to muli strasznie ekran. Nie wiem jak reszta ale ja nie nadazam przeskakiwac oczami (okiem raczej), i ciezko czyta sie to a co dopiero czytac ze zrozumieniem.
Wklej link i podpisz ze to chodzi o Glorie Polo, kto bedzie chcial sam przeczyta.
Ja tez uwazam ze to co napisales mogles wyslac Magdzie prywatnie - masz prawo do swojej oceny zdarzen ale sa pewne sprawy ktorych sie publicznie nie wyciaga.
To tak jakby Twoja mama wchodzila tutaj i codziennie pisala wszystkim czego nie zrobiles jak trzeba - i wyrzucala Ci tutaj pretensje do Ciebie. Chyba nie czulbys sie dobrze po takim wpisie?
A co do Twojego pytania czy podajesz email - tak, podajesz go za kazdym razem jak sie logujesz na Zrodelku. Kolo Twojego imienia widnieje zawsze email.

Tomaszu dziekuje za informacje. Przekaze dalej bo akurat znam osoby ktore czegos podobnego szukaly :)

Aldona uszy w gore ;) co nas nie zabije...

Marcinie, pozdrowienia i usciski.

karino Ciebie tez serdecznie pozdrawiam :-)

I wszystkim zycze dobrego dnia - u mnie slonce zza chmur sie przebija, moze nie bedzie padac - czekam az mi moj chlopak przyniesie sledzie w smietanie i bede sie zajadac ze smakiem :) :) :) taka mala rzecz a cieszy....

(10856)
Krzysztof, lat 23, e-mail: krzysztof_11@op.pldata: 25.11.2009, godz: 11:28

Łukasz możne lepiej jest podać link niż zaśmiecać forum masa Textu której i tak większość nie czyta?

Cytuje: Łukasz
"Dziwne , nie rozumiem o co w tym wszystkim chodzi raz mnie chwalicie , gratulujecie mi a innym razem krytykujecie. Naprawdę nie wiem o co cgodzi bo jak pamiętam pisaliście że posty Magdy i Łukasza sa podobne i że to ta sama osoba to wiec was nie rozumię."

Przecież na forum jest obecnych "dużo" ludzi którzy maja rożne zdania jedni tym samym momencie cie skrytykują a drudzy pochwala? Nie rozumiesz tego ze każdy możne mieć inne stanowisko w danej sprawie.

Polecam link przeczytaj i wyciągnij odpowiednie wnioski http://apologetyka.com/apologetyka/sofizmaty

A co do twoich postów na forum, stanowiska wobec rożnych spraw. Poczytaj sobie o zasadzie "złotego środka".



(10855)
aldona, lat 30, e-mail: adona25@wp.pldata: 25.11.2009, godz: 10:48

Redakcjo Adonai:)
Chylę przed Tobą czoło za Twą cierpliwość niewyczerpaną co do wpisów Łukasza.Ta cierpliwość jest godna podziwu- mam nadzieję jednak , że nie jest anielska i że nastanie porządek na żródełku:)Już naprawdę każdy- łącznie ze mną, jest wyczerpany mądrościami Łukasza i proszę o reakcję.

(10854)
rek, lat 36data: 25.11.2009, godz: 09:28

Łukaszu,
może zamiast wklejać kolejne części orędzia i świadectwa Glorii Polo, czy też inne świadectwa czy teksty które Ciebie poruszyły to może po prostu podaj link do takiej strony, jeśli ktoś będzie zainteresowany to otworzy stronę z podanego linku i sobie przeczyta, jeśli ktoś nie będzie zainteresowany to nie będzie otwierał.

Gdyby każda z osób odwiedzających źródełko wklejała tutaj fragmenty książek, artykuły a może ciekawe zdjęcia to zamiast miejsca w którym można spotkać drugiego człowieka, podzielić się swoimi myślami czy pytaniami powstała by czytelnia. Materiały mogą być bardzo ciekawe i poruszające ale to co Ciebie porusza nie musi tak samo działać na innych.

(10853)
m, lat 24data: 25.11.2009, godz: 04:04

Jezeli to czyta jakis ksiadz, prosilabym o odpowiedz. Albo jezeli w ogole ktos cos wie na ten temat... Pisze tutaj poniewaz nie mieszkam w PL i nie mam za bardzo kogo sie zapytac tego. Moje pytanie: jezeli ktos nie byl katolikiem (nie wiem czy praktykowal jakakolwiek inna religie-raczej nie) i zmarl, czy moja modlitwa moze w ogole mu pomoc?? Co sie dzieje z takimi duszami?

(10852)
Łukasz, lat 25, e-mail: lukzac8@wp.pldata: 25.11.2009, godz: 00:49

Świadectwo i Orędzie Glorii Polo

Sakrament małżeństwa
Chciałabym tutaj poruszyć kwestię małżeństwa. Chciałabym Wam również opowiedzieć o wielkiej łasce płynącej z sakramentu małżeństwa. Gdy ktoś przyjmuje w kościele sakrament małżeństwa i mówi swoje „tak” i tym samym zobowiązuje się dochować wierności, być wiernym w dobrych i złych chwilach, wtedy obiecuje to samemu Bogu Ojcu. On jest tym jedynym świadkiem, gdy składamy sobie obietnice. Kiedy umrzemy, ujrzymy ten moment zapisany w księdze naszego życia. Widziałam, jak para małżeńska w owym momencie spowita była w niewymownie pięknej, złocistej poświacie. Bóg Ojciec zapisuje te słowa złotymi literami w naszej księdze życia. Kiedy później przyjmujemy Ciało i Krew naszego Pana, zawieramy przymierze z Bogiem i osobą, którą sobie wybraliśmy na małżonka/małżonkę, z którą chcemy dzielić całe swoje życie. Kiedy oznajmiamy naszą wolę, te słowa są zobowiązaniem nie tylko wobec partnera, ale i wobec Trójcy Przenajświętszej.
Pan pozwolił mi zobaczyć, jak w dniu ślubu moich rodziców, kiedy to mój ojciec i moja matka przyjęli Komunię św., nie byli w dwójkę, lecz w trójkę. Moi rodzice i JEZUS. Bowiem w chwili, gdy przyjmujemy Komunię św., Pan tak nas jednoczy, że jesteśmy jedno. Bierze nas do Serca i w Jego Sercu stajemy się jedno. Razem z Jezusem tworzymy świętą trójcę. Człowiek zatem niech nie rozdziela tego, co Bóg złączył. I teraz pytam się: kto jest w stanie rozdzielić coś takiego? Nikt! Nikt, moi Bracia i Siostry w Chrystusie Panu, nikt nie może rozbić tego przymierza. Naprawdę nikt, po tym jak Bóg go pobłogosławił. I kiedy te dwie dziewicze osoby zawierają związek małżeński, o jakie błogosławieństwo spoczywa na takiej parze!
Ujrzałam również ślub moich rodziców: gdy mój ojciec wkładał mojej matce pierścionek na palec, a ksiądz ogłaszał ich mężem i żoną, Pan przekazał ojcu laskę pasterską, która wyglądała jak zgięta na górze świetlista laska; to jest łaska, którą Pan daje mężowi. To prezent autorytetu Boga Ojca, aby ten mąż mógł opiekować się małą trzódką swojej rodziny, którą są jego dzieci, dane mu w darze w małżeństwie, i aby bronił swego małżeństwa, aby strzegł swoich dzieci przed wieloma szkodami i niebezpieczeństwami, na jakie narażona jest rodzina.
Mojej matce Bóg Ojciec dał coś na kształt ognistej kuli i umieścił ją w jej sercu. Oznacza ona miłość Ducha Świętego; zobaczyłam, że moja matka była bardzo czystą kobietą. Bóg był pełen radości.
Nie jesteście w stanie sobie wyobrazić, jak wiele nieczystych duchów próbowało zaatakować mojego ojca w tamtym momencie. Te duchy wyglądały jak larwy, pijawki.
Musicie wiedzieć, że gdy ktoś ma pozamałżeńskie stosunki płciowe, to wówczas te nieczyste duchy uczepiają się natychmiast tej osoby, oblepiają ją wszędzie, zaczynają od genitaliów, biorą w posiadanie ciało, hormony, osadzają się w mózgu, zajmują przysadkę mózgową, grasicę (glandula) i wszystkie neurologiczne miejsca organizmu ludzkiego oraz rozpoczynają produkcję mnóstwa hormonów, które pobudzają niskie instynkty. Przekształcają dziecko Boże w niewolnika swej żądzy, instynktów, pożądania seksualnego. Czynią z niego człowieka, o którym mawia się, że używa życia.
A my mówimy tak lekkomyślnie: raz się żyje – i to „raz” pociąga za sobą gorzkie konsekwencje…
Gdy para małżeńska jest dziewicza, Bóg jest szczególnie uwielbiony. Bóg zawiera z nimi święte przymierze i błogosławi ich seksualność. (To błogosławieństwo otrzymuje również para, która nie zawarła związku małżeńskiego będąc czystą). Seksualność bowiem nie jest grzechem. Bóg dał ją jako błogosławieństwo. Tam gdzie małżeństwo zawierane jest przed Bogiem, tam jest On obecny, także w łożu małżeńskim. W sakramentalnie zawartym małżeństwie osoby udzielają sobie łask Bożych w intymnym obcowaniu, w związku niepobłogosławionym brudzą się wzajemnie swoim grzechem.
Bóg raduje się, gdy może im towarzyszyć w ich nowym życiu. Bóg i taka para tworzą jedność. Szkoda, że wiele małżeństw tego nie wie i nie myśli o tym. Gdy bierze się ślub w kościele jedynie z tradycji, nie wierząc w ten sakrament, błogosławieństwa nie ma.
Wielu myśli podczas ceremonii o tym aby jak najszybciej się skończyła, aby mogli wreszcie świętować, jeść, pić, bawić się. Zapominają o Panu. Tak jak ja wtedy uczyniłam i zostawiłam Go samego. Do głowy mi nie przyszło, aby zaprosić Pana do mojego nowego domu, do mojego nowego życia. On tak bardzo lubi być zapraszanym do bycia z nami, we wszystkich sytuacjach życiowych. Chce, abyśmy odczuli Jego obecność. Wprawdzie jest obecny z racji sakramentu małżeństwa, ale lubi, kiedy z własnej woli Go o to prosimy i zapraszamy.
Także i ja nie zaprosiłam Go, aby po moim weselu przybył do mojego domu. Zostawiłam Go w kościele, potem spędziłam moje tygodnie miodowe, w ogóle nie myślałam już o Nim, powróciłam do domu, a On smutny pozostał na zewnątrz i w ogóle nie zwracałam na Niego uwagi, nie zapraszałam do siebie.
Ale jak dobrze byłoby dla małżonków, gdyby byli świadomi Jego obecności i nie popełniali tego samego błędu, jak ja wtedy. Przy ślubie moich rodziców najpiękniejsze było to, że Bóg przywrócił memu ojcu wszystkie łaski, które stracił z powodu swego rozpustnego życia. Bóg uczynił to z miłości do mojej matki, jego żony, która jako dziewica zawarła związek małżeństwa. Bóg uleczył przez to zbrukaną seksualność mojego ojca i cały związany z nią nieporządek hormonalny. Ale ponieważ ojciec był bardzo „męski” – istny, tak zwany macho – to i jego przyjaciele zaczęli go znowu zatruwać i zwodzić, mówiąc mu, aby nie dał się wodzić za nos swojej żonie, szybko przekonali go do powrotu do swego wcześniejszego trybu życia. Okazał się niewiernym powierzonej sobie żonie, mojej matce, już w 14 dni po swoim weselu i dał się zaciągnąć do domu publicznego, by udowodnić swoim przyjaciołom, że jest panem, że nie będzie pantoflarzem.
I wiecie, co się stało z laską pasterską, którą otrzymał od Pana? Demon mu ją zabrał. I wszystkie te brudne złe duchy powróciły i przykleiły się do niego. Mój ojciec przeobraził się z pasterza swojej rodziny w wilka, który nie chronił już swej rodziny, a otworzył demonom drzwi na oścież i stał się postrachem całego domu.
Mój ojciec powiedział we łzach po tamtej stronie: „Dzięki mojej cudownej żonie, twojej matce, która modliła się przez 38 lat za mnie o moje nawrócenie i prowadziła przykładne życie jako ofiarna matka, zostałem uratowany przed piekłem.”
Moja matka modliła się przez 38 lat swego życia za mojego ojca, który prowadził zepsute i pełne cudzołóstwa życie, także z winy mojego dziadka, który zabrał go, 12-latka ze sobą do domu uciech, by zrobić z niego mężczyznę. I wiecie, jak modliła się zawsze moja matka przed Najświętszym Sakramentem? Mówiła: „Panie, wiem Boże mój i ufam, że nie pozwolisz umrzeć Swojej służebnicy, zanim nie ujrzę nawrócenia mojego małżonka. Proszę Cię nie tylko za moim mężem, ale błagam Cię również, abyś wspierał wszystkie te biedne kobiety, które znajdują się w tej samej nieszczęśliwej sytuacji, co ja. Szczególnie proszę Cię za tymi kobietami, które oddają się mocy wróżbitów, czarnoksiężników i innym narzędziom magii oraz siłom demonicznym. Proszę Cię za wszystkimi tymi, które w ten sposób sprzedają demonom swoje dusze i dusze swoich dzieci, zamiast być przed Najświętszym Sakramentem – przed Tobą – modlić się tutaj i Cię uwielbiać. Proszę Cię także za nimi. Wspieraj je wszystkie i uwolnij je z więzów złego!”
Tak modliła się moja matka. I wiecie, dlaczego zawsze kochałam swego ojca i na niego spoglądałam? Ponieważ moja matka była właśnie dobrą kobietą, która nas nigdy, ani trochę, nie skłaniała do tego, by kogoś nienawidzić a tym bardziej naszego ojca, mimo że dawał jej ku temu powody.
Czasami moja matka mawiała do mnie, jakoby miała widzenie i widziała, że po każdym ciężkim grzechu ziemia się otwiera i połyka daną duszę. Często naigrywałam się z tych jej opowiadań i nazywałam ją głupią oraz naiwną. Mówiłam często do niej: „Wiesz co, Bóg mi właśnie pokazał, jak otwarła się ziemia i połknęła tatę.” Mówiłam to nawiązując do jej wypowiedzi odnośnie do ciężkich grzechów.
Ale w tym drugim świecie stało się dla mnie jasne, że moja matka naprawdę miała mistyczną wizję. Odpowiedziała mi tak: „Tak, moja córko, widziałam twego ojca. Był spętany przez diabła, który chciał go zaciągnąć do otchłani. Ale musisz wiedzieć, że owinęłam go natychmiast moim różańcem i zaciągnęłam do kościoła przed Najświętszy Sakrament. To była ustawiczna walka. Szatan chciał go zaciągnąć w dół swymi pętami, a ja swoim różańcem ciągnęłam go z powrotem w górę. I kiedy wreszcie przyprowadziłam go do kościoła, rzekłam do Pana: ‘Oto przyprowadzam Ci go i ufam Tobie, że go uratujesz.’”
Mój ojciec nawrócił się osiem lat przed swoją śmiercią. Z głęboką skruchą prosił Boga o przebaczenie, a miłosierny Bóg odpuścił mu. Mój ojciec jednakże nie odpokutował swoich czasowych kar za grzechy. Wprawdzie żałował, wyspowiadał się i otrzymał rozgrzeszenie, ale nie miał okazji odbyć pokuty. Dlatego znajdował się w Czyśćcu aż po szyję w tym cuchnącym bagnie, który już wcześniej opisałam.
Pokutowanie za popełnione grzechy i zadośćuczynienie to jedna z tych rzeczy, o których tak łatwo zapominamy. Właściwie to bardzo mało o tym myślimy. I jest też tak, że my sami z siebie bardzo mało możemy zadośćuczynić. Ale Jezus w Najświętszym Sakramencie może nam udzielić łaski, abyśmy mogli pokutować. Gdy Go odwiedzamy w Najświętszym Sakramencie i uwielbiamy Go, otrzymujemy często ten dar pokuty, zadośćuczynienia za skutki naszych grzechów. Właśnie w tym drugim świecie Bóg ukazuje nam, czym nasze grzechy skutkują dla innych. Cierpi On bardziej z powodu skutków naszych grzechów dotykających inne osoby, aniżeli z powodu samego grzechu, ponieważ te skutki są zazwyczaj bezpośrednim atakiem przeciwko Jego miłości. Bóg sam w Sobie jest miłością.
Eucharystia i adoracja Najświętszego Sakramentu to jedyna droga, która nas bezpośrednio prowadzi do Nieba. Zapamiętajcie to sobie! To bardzo ważne dla nas wszystkich.
Gdy ktoś zdradza swojego małżonka/małżonkę, zdradza Pana Boga. Łamie obietnicę, którą złożył Bogu i swojemu partnerowi w dniu swego ślubu. Jeśli ktoś zamierza nie dotrzymać obietnicy małżeńskiej, niech lepiej nie zawiera związku małżeńskiego. Pan mówi do nas: „Jeśli jesteś niewierny, sam siebie potępiasz. Jeśli nie jesteś wierny, to się nie żeń.”
Pan mówi: „Moje dzieci, proście Mnie, abyście mogły być wierne swojej małżonce/małżonkowi, abyście mogli być wierne waszemu Bogu.”
Ile szkód i cierpień doświadcza małżeństwo z powodu niewierności! Gdy np. mężczyzna idzie do domu publicznego albo rozpoczyna romans ze swoją sekretarką, to pomimo prezerwatywy zaraża się wirusem. Wtedy nie pomoże żadna kąpiel. Ten wirus nie ginie i później, gdy przychodzi do swej żony, przenosi tego wirusa na nią i ten zagnieżdża się w pochwie lub w macicy, a później rozwija się z tego rak. Tak, rak!
Kto więc odważy się twierdzić, że cudzołóstwo nie zabija?! I jakże wiele kobiet, które dopuściły się cudzołóstwa, boi się potem, że zostanie odkryty ich cudzołożny związek, i wtedy chcą usunąć dziecko? Zabijają niewinnego człowieka, który nie może jeszcze ani mówić, ani się bronić. To kilka przykładów nieprzewidzianych konsekwencji grzechów, krótkiej chwili przyjemności.
Cudzołóstwo zabija w wieloraki sposób. Potem mamy jeszcze czelność skarżyć się na Boga i zrzucać na Niego winę, gdy rzeczy nie mają się tak, jak tego byśmy chcieli, gdy mamy problemy, gdy nawiedzają nas choroby. To my fundujemy sobie nieszczęście i ściągamy je na siebie naszymi grzechami. Za grzechem stoi zawsze przeciwnik, szatan. Otwieramy mu drzwi, gdy ciężko grzeszymy. I gdy spotyka nas jakieś nieszczęście, wtedy Boga obarczamy odpowiedzialnością za to. Biada temu, który próbuje zniszczyć małżeństwo. Gdy ktoś rujnuje małżeństwo, uderza w skałę, którą jest Jezus. Bóg chroni małżeństwo, nigdy w to nie wątpcie!
Chciałabym Wam też jeszcze powiedzieć, że musicie dobrze uważać na wszelkiego rodzaju teściów, którzy mieszają się do małżeństwa dzieci, aby zniszczyć ich związek, zaszkodzić relacji małżonków, siejąc nieufność, uważając się za kogoś mądrzejszego. Nawet jeśli nie lubicie swojej synowej lub zięcia, czy sprawiedliwie czy nie, nie mieszajcie się w ich związek. Lepiej pomódlcie się za to małżeństwo. Oboje są już w małżeństwie i nic już nie można zrobić. Jedyną rzeczą, którą możecie zrobić, to modlitwa za nich. Módlcie się za to małżeństwo i milczcie. I ofiarujcie Panu to swoje milczenie, które być może nie przychodzi Wam łatwo. Wiele kobiet samo się potępiło, ponieważ mieszały się do małżeństwa swoich dzieci. To bardzo ciężki grzech. Gdy zauważacie, że coś nie jest w porządku, że jedno z nich grzeszy przeciwko małżeńskiej obietnicy, bądźcie cicho i módlcie się.
Proście Boga za nimi, proście Boga o pomoc. Możecie również porozmawiać z obojgiem i prosić ich, aby ratowali swe małżeństwo, aby brali pod uwagę swoje dzieci, gdyż małżeństwo jest po to, aby kochać, obdarzać się i wzajemnie sobie przebaczać. Trzeba walczyć o małżeństwo, ale nie poprzez mieszanie się i ustawianie po jednej stronie barykady.
Przebiegłość diabła
Kto oglądał film „Pasja Chrystusa” Mela Gibsona, ten przypomni sobie, że szatan był ukazany podczas biczowania Pana jako dziecko, które patrzyło na Jezusa i uśmiechało się do Niego. Wiecie, dziś szatan nie jest już dzieckiem, jest potworem, przyczyną i sprawcą wszelkiego zła, perwersyjnym, wstrętnym typem, który zniewolił wielu ludzi żądzą ciała, czarami i fałszywymi naukami, np. jak ta, gdzie diabeł twierdzi, jakoby w ogóle nie istniał. Wyobraźcie sobie, jaki jest sprytny, że daje się zanegować. Wmawia nam, że go nie ma, aby mógł spokojnie czynić z nami wszystko, co chce. Samych wierzących okłamuje na wszelki możliwy sposób. Sieje zamęt wśród ludzi na tysiąc sposobów i u każdej pojedynczej osoby wykorzystuje jej słabe punkty. Tak więc wielu jest praktykujących katolików, którzy chodzą na Mszę św. i jednocześnie do wróżbitów. Zły bowiem wmawia im, że to nic złego i że i tak pójdziemy do Nieba, gdyż nie czynimy nikomu niczego złego. Demon zwodzi, wykorzystuje i dyryguje wszystkim za pomocą świetnie przemyślanego planu: podstępem.
Mówię Wam jednakże, że jeśli wybieracie się do wróżki, nieważne co tam robicie, lub czego nie robicie; bestia tak czy inaczej odciśnie na Was swoją pieczęć, jeśli zwracacie się ku okultyzmowi, chodzicie do tarocistów, wywołujecie duchy, paracie się okultyzmem i astrologią, bierzecie udział w seansach z wirującymi stolikami – przy tych wszystkich „hobby”, które w dzisiejszym świecie są w modzie, Zły wyciska na Was swoją pieczęć.
Po raz pierwszy w takim miejscu byłam z moją koleżanką, która zabrała mnie do czarownicy, by ta przepowiedziała mi moją przyszłość. I tam zostałam opieczętowana przez bestię. Tak, Zły wycisnął wtedy na mnie swoją pieczęć. Od tamtego czasu pojawiło się w moim życiu zło, wewnętrzne niepokoje, zamęt, nocne koszmary, lęki, udręczenia, obawa, przerażenie. Ogarnęła mnie chęć samobójstwa. Nigdy nie potrafiłam zrozumieć przyczyny tej chęci. Płakałam, czułam się nieszczęśliwa i nigdy więcej nie miałam w sobie pokoju. Wprawdzie modliłam się, ale czułam, że Pan jest tak daleko ode mnie, nigdy już nie odczuwałam bliskości Boga, jakiej doświadczałam będąc dzieckiem. Coraz trudniej było mi się modlić. To takie jasne: otwarłam Złemu drzwi i wkroczył w moje życie z całą swoją mocą.

Dusze Czyśćcowe
Powracam teraz do tego strasznego miejsca, w którym się znajdowałam, na skraju tej okropnej przepaści. Musicie wiedzieć, że byłam bezbożniczką, w praktyce ateistką. Nie wierzyłam już w istnienie diabła, a tym samym w istnienie Boga. Tutaj jednakże – w tych okolicznościach – zaczęłam krzyczeć: „O, wy Biedne Dusze Czyśćcowe, proszę was, wyciągnijcie mnie stąd, wydostańcie mnie. Proszę, pomóżcie mi!”
Gdy tak krzyczałam, przepełnił mnie dotkliwy ból. Wówczas zauważyłam, jak miliony, wiele milionów ludzi płakało i szlochało. Ujrzałam nagle, że były tu niezliczone rzesze ludzi, młodych, przede wszystkim młodych osób, wszyscy pośród niewymownych cierpień. Pojęłam, że w tym strasznym miejscu, w tym bagnie pełnym nienawiści i cierpienia zgrzytali zębami, i wydawali z siebie takie ryki i wrzaski z bólu, że przyprawiało mnie to o dreszcze, czego nigdy nie zapomnę.
Macie pojęcie? To jest nieobecność Boga, to są grzechy, to ich konsekwencje. Czy rozumiecie czym jest grzech? To całkowite przeciwstawienie się Bogu, który jest nieskończoną miłością. Grzech jest czymś tak przerażającym, że ma takie straszne skutki. A my żartujemy sobie z tego. Żartujemy z grzechu, piekła i demonów. Jednocześnie nie zdajemy sobie sprawy z tego, co robimy. Od tamtego przeżycia upłynęły lata, ale zawsze gdy o tym myślę, płaczę z powodu cierpień tych wielu ludzi (Pani Polo wybucha płaczem). To byli samobójcy, którzy w momencie rozpaczy odebrali sobie życie a teraz byli pośród tych mąk i katuszy; otoczeni przez te okropne stwory, okrążeni przez demony, które ich męczyły. Najgorsza w tej całej torturze była nieobecność Boga, jego kompletna nieobecność, bo tam nie czuje się Boga. Zrozumiałam, że ci, którzy odbierają sobie życie, muszą tam tak długo pozostać, tyle lat, ile musieliby żyć na ziemi. Samobójstwem naruszyli porządek Boga, dlatego demony miały do nich dostęp.
Dusze Czyśćcowe zazwyczaj są chronione od wszelkiego wpływu zła, są już świętymi Boga i nie mają już nic wspólnego z demonami. Mój Boże, tak wielu biednych ludzi, szczególnie młodych, tak wielu, wielu, płaczących, cierpiących niewymownie. Gdyby wiedzieli, co ich czeka po samobójstwie, z pewnością pogodziliby się z karą więzienia, niż z czymś takim. Wiecie jakie dodatkowe cierpienia muszą znosić? Muszą przyglądać się, jak ich rodzice czy najbliżsi, którzy jeszcze żyją, cierpią z ich powodu, znoszą hańbę, wpędzają się w kompleksy winy:
Gdybym go wychował surowiej, gdybym go ukarał, albo: gdybym mu powiedział, gdybym zrobił to czy tamto i na odwrót. Te wyrzuty sumienia są przytłaczające i bolesne, stanowią piekło na ziemi.
Konieczność przyglądania się temu cierpieniu ich najbliższych sprawia im największy ból. Jest to dla nich największa męka, z której cieszą się demony i pokazują im wszystkie te sceny: Popatrz, jak twoja matka płacze. Popatrz jak twój ojciec płacze, jak są zrozpaczeni, przepełnieni strachem, jak się obwiniają, jak dyskutują i nawzajem się oskarżają. Popatrz na cierpienia, jakie im zadałeś. Spójrz, jak teraz buntują się przeciw Bogu. Spójrz na swoją rodzinę – wszystko to twoja wina!
Te biedne dusze potrzebują przede wszystkim tego, aby ci, którzy pozostali na ziemi, zaczęli lepsze życie, zmienili swoje życie, spełniali dzieła miłości, odwiedzali chorych, aby zamawiali Msze święte za zmarłych oraz sami w nich uczestniczyli.
Dusze te miałyby z tego wiele dobrego i czerpałyby pociechę. Dusze, które są w Czyśćcu nic nie mogą już dla siebie zrobić. Nic, zupełnie nic. Ale Bóg może uczynić coś poprzez niezmierzone łaski Ofiary Mszy Świętej. Powinniśmy im tym sposobem pomóc i zamawiać za nie Msze św., sami w nich uczestniczyć i ofiarowywać nasz udział jako dar Ojcu w Niebie przez Najświętszą Maryję Pannę.
Przepełniona strachem, zrozumiałam teraz, że dusze te nie mogły mi pomóc. W obliczu tego strachu i paniki ponownie zaczęłam wołać: „Kto się pomylił? To musi być jakiś błąd! Spójrzcie, jestem święta, wszyscy nazywali mnie w moim życiu świętą. Nigdy nie kradłam i nigdy nie zabiłam. Nikomu nie zadałam cierpień. Zanim zbankrutowałam, za darmo leczyłam zęby i często nie żądałam pieniędzy, gdy nie mogli mi zapłacić. Robiłam paczki dla biednych… Co ja tu robię?”
Domagałam się moich „praw”! Ja, która przecież byłam taka dobra, która powinnam trafić prościutko do nieba. „Co tu robię? Chodziłam w każdą niedzielę na Mszę świętą, mimo że podawałam się za ateistkę i nie zważałam na to, co mówił ksiądz. Nigdy nie opuściłam Mszy świętej. Jeśli w całym moim życiu nie było mnie na niej pięć razy, to wszystko, nie więcej. Co ja tutaj zatem robię? Uwolnijcie mnie stąd! Wyciągnijcie mnie stąd!”
Krzyczałam i wrzeszczałam, pokryta tymi ohydnymi stworzeniami, które się mnie uczepiły:„Jestem wyznania rzymsko-katolickiego, jestem praktykującą katoliczką, proszę, uwolnijcie mnie stąd!”


Ujrzałam moich rodziców
Podczas gdy moje ciało na ziemi znajdowało się w śpiączce, gdy tak krzyczałam, że jestem katoliczką, ujrzałam małe światło – i wiedzcie, że tylko jedno malutkie światełko w tej nieprzeniknionej ciemności jest czymś wspaniałym, gdy znajdujecie się w takiej absolutnej, nie dającej się opisać ciemności. To najlepsze, co może się Wam w tej sytuacji przytrafić. To największy prezent, o którym można pomarzyć i na którego otrzymanie nie ośmielacie się mieć nadziei. Nad tą niesamowitą i mroczną dziurą widzę kilka stopni, spoglądam w górę i zauważam tam mojego ojca. Umarł 5 lat przed tym wydarzeniem. Stał prawie na skraju tej przepaści. Miał trochę więcej światła niż ja tam na dole. Cztery stopnie wyżej zobaczyłam moją matkę, która miała więcej światła. Była zatopiona jakby w modlitwie, w takiej postawie adoracji. Gdy ujrzałam ich oboje, wypełniła mnie taka radość, tak wielka, że nie mogąc się opanować zaczęłam wołać: „Tato! Mamo! Jakże się cieszę, że was widzę. Proszę, wyciągnijcie mnie stąd! Proszę was z całego serca, wyciągnijcie mnie stąd! Wydostańcie mnie stąd!”
Gdy skierowali swój wzrok na mnie i mój tata zobaczył mnie w tej beznadziejnej sytuacji, powinniście byli widzieć ten wielki ból, który mogłam wyczytać z ich twarzy. Po tamtej stronie natychmiast widzi się takie rzeczy, ponieważ każdego rozpoznaje się do głębi. Tak więc spojrzałam na nich i natychmiast odczułam ogromny smutek i cierpienie, jakie czuli moi rodzice widząc mnie w takim stanie.
Mój tata zaczął gorzko płakać, zasłonił twarz rękami i lamentował: „Moja córko! Moja córeczko!”A moja matka dalej modliła się, i tak oto zdałam sobie sprawę, że moi rodzice nie mogli mnie stąd wydostać. Przy tym wszystkim wielkim cierpieniem było to, że moją sytuacją przyczyniłam się do tego, że również tam, gdzie byli, musieli dodatkowo znosić mój ból. Moje cierpienie potęgowało się, gdy widziałam, jak dzielą je ze mną i nic nie mogą dla mnie zrobić. Pojęłam również, że byli tu dlatego, ponieważ musieli zdać Panu sprawę z wychowania, które było ich udziałem.
Byli ustanowionymi strażnikami moich talentów, które Bóg mi dał. Powinni byli ustrzec mnie przed atakami szatana swoim życiem i przykładem. Powinni byli podtrzymywać łaski, dane mi przez Pana. Wszyscy rodzice są strażnikami talentów, które Bóg daje ich dzieciom. Gdy ujrzałam cierpienie moich rodziców, przede wszystkim mojego ojca, krzyczałam zrozpaczona: „Wyciągnijcie mnie stąd, zabierzcie mnie stąd!”


Eutanazja
Ponownie z całej siły zaczęłam krzyczeć: „Wydostańcie mnie stąd! To musi być jakaś pomyłka. Kto jest za nią odpowiedzialny? Wyciągnijcie mnie stąd!”
Wtedy, gdy tak krzyczałam, moje ciało znajdowało się na ziemi w śpiączce. Byłam podłączona do wielu aparatów. Byłam w agonii. Umierałam. Moje płuca nie pracowały, nerki już nie funkcjonowały, „żyłam” jeszcze, gdyż byłam podłączona do urządzeń, i ponieważ moja siostra, która także jest lekarzem, nalegała, aby nie odłączano mnie od nich. Powiedziała do opiekujących się mną lekarzy i pielęgniarek, którzy chcieli ją namówić do zakończenia intensywnej terapii i wyłączenia aparatury: „Nie jesteście Bogiem!” Lekarze bowiem uważali, że nie opłaca się kontynuować intensywnej terapii. Rozmawiali już z moimi bliskimi i przygotowywali ich na to, że umrę. Mówili, że powinni pozwolić mi umrzeć w spokoju, ponieważ leżałam w agonii. Moja siostra jednakże nie ustępowała. Widzicie tu ten kontrast? W moim życiu zawsze broniłam eutanazji, tak zwanego prawa do „godnej śmierci”. Moja siostra tylko dlatego mogła przy mnie być, ponieważ sama była lekarzem. Przez cały czas trwała przy mnie. I wyobraźcie sobie: w momencie, gdy moja dusza była po drugiej stronie i widziałam rodziców, i krzyczałam z całych sił do nich, moja siostra usłyszała całkiem wyraźnie, jak wołałam do moich, naszych, rodziców, ciesząc się z tego, że przybyli, aby mnie wydostać…
Moja siostra jednakże źle zinterpretowała to wołanie. Prawie umarła ze strachu, kiedy usłyszała moje krzyki - naprawdę usłyszała je wyraźnie przy moim łóżku. Dla niej oznaczały one, że ostatecznie odejdę z tego świata. Krzyknęła: „Moja siostra umarła! Przegrała walkę. Mój ojciec i moja matka zabrali ją. Odejdźcie stąd, tato, mamo, idźcie sobie! Nie bierzcie jej ze sobą. Ma przecież jeszcze dzieci, które są małe. Nie zabierajcie jej nam. Nie zabierajcie mojej siostry Glorii. Zostawcie ją!”
Lekarze musieli ją stamtąd zabrać, gdyż sądzili, że jest w szoku. I nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ przeżyła wiele: śmierć mojego siostrzeńca, którego potem musiała zabrać z krematorium, śmierć swojej siostry, lub jej krytyczną sytuację; nie umarła, ale nie przeżyje dzisiejszego dnia, jak mniemali lekarze. Obciążona była tymi troskami i obawami już od 3 dni i do tego wszystkiego nie mogła jeszcze spać. Nic dziwnego, że jej koledzy sądzili, że postradała zmysły.


Egzamin
I na nowo zaczęłam krzyczeć: „Czy nie rozumiecie? Wyciągnijcie mnie stąd, jestem przecież katoliczką! To wszystko musi być jakimś nieporozumieniem, pomyłką! Któż się tam pomylił? Proszę, wyciągnijcie mnie stąd!”
I gdy tak rozpaczliwie krzyczę, nagle słyszę głos, tak słodki i miły, niebiański głos. Słysząc go moja cała dusza drży z radosnego podniecenia. Wypełnia się głębokim pokojem i niewyobrażalnym uczuciem miłości, a wszystkie te ciemne postaci przerażone błyskawicznie odstępują, nie mogą bowiem przeciwstawić się owej miłości. Tego pokoju też nie mogą znieść. Upadły na ziemię, leżały tak, jak gdyby też adorowały Pana. To zdarzenie wywarło na mnie wielkie wrażenie. Ów niesamowity pokój powraca do mnie i słyszę, jak czarujący głos mówi: „No dobrze, jeśli naprawdę jesteś katoliczką, z pewnością możesz Mi powiedzieć, jak brzmi Dziesięć Przykazań Bożych!”
Co za nieoczekiwane wyzwanie dla mnie. Mam się teraz ośmieszyć. Sama sobie zastawiłam tę pułapkę moim krzykiem i deklaracją. Cały świat ma teraz dowiedzieć się o mojej niesłowności i moim kłamliwym wyznaniu. Jaka straszna perspektywa dla mnie. Możecie to sobie wyobrazić? Wiedziałam, że było Dziesięć Przykazań. Nic więcej. Nic, zupełna ciemnota. Rany, jak ja się z tego wyplączę? Co mam teraz zrobić? Tylko się nie poddawaj, jakoś to będzie!

Będziesz miłował Pana Boga twego z całego serca swego,
z całej duszy swojej...
Moja matka zawsze mówiła o pierwszym przykazaniu miłości. Nareszcie jej słowa mają jakąś wartość dla mnie. Jej ciągłe napomnienia i pouczenia nie były więc nadaremne. Wybiła zatem godzina, by udowodnić, jaką to jestem grzeczną i posłuszną córeczką. Moja mama ucieszy się z tego. Przekonajmy się, czy z tą szczątkową wiedzą dam sobie radę, nie ujawniając mojej pozostałej ignorancji.
Myślałam, że ze wszystkim sobie poradzę, tak jak to było w moim życiu. Miałam zawsze najlepsze wymówki i zawsze mogłam się ze wszystkiego wykaraskać. Zawsze tak się usprawiedliwiałam i broniłam, że po prostu nikt nie zauważał tego, czego nie wiedziałam i czego nie potrafiłam. Tak oto wyobrażam to sobie teraz i zaczynam po prostu mówić: „Pierwsze przykazanie brzmi: Kochaj Boga ponad wszystko, a bliźniego swego jak siebie samego!” I słyszę odpowiedź: „Doskonale!” Zaraz po tym ten sam miły głos mówi: „A ty, kochałaś swoich bliźnich?” Odpowiadam prędko: „Tak, tak, kochałam ich; tak, naprawdę ich kochałam. Tak, kochałam ich!”
Z drugiej strony dochodzi do mnie: „Nie!” Krótkie, krystalicznie czyste „nie!” Słuchajcie teraz, proszę, uważnie! Gdy usłyszałam to „nie”, trafił mnie jakby piorun, wtedy dopiero tak naprawdę poczułam uderzenie pioruna. To było jak szok, byłam jak sparaliżowana. A głos mówił dalej: „Nie, nie kochałaś swego Boga ponad wszystko! A jeszcze mniej kochałaś swego bliźniego jak siebie samą! Ulepiłaś sobie własnego boga. Utworzyłaś go sobie tak, jak ci akurat pasowało. Tylko momentami dawałaś swemu Bogu miejsce w życiu, gdy byłaś w największej potrzebie. Był twoim przyciskiem alarmowym! Rzucałaś się na ziemię przed Nim, gdy byłaś jeszcze biedna, gdy twoja rodzina żyła w prostych warunkach, a ty koniecznie chciałaś mieć wykształcenie zawodowe i pozycję społeczną. Tak, wówczas modliłaś się każdego dnia i spędzałaś na tym wiele czasu. Wiele godzin błagałaś Pana, prosiłaś Go na kolanach. Bezustannie prosiłaś o to, by uwolnił cię z nędzy, by umożliwił ci wykształcenie zawodowe i aby pozwolił ci być kimś poważanym w społeczeństwie. Kiedy byłaś w potrzebie, chciałaś po prostu pieniędzy. ‘Odmówię zaraz różaniec, Panie, ale nie zapomnij dać mi pieniędzy!’ – tak wyglądało wiele twoich modlitw! I to była twoja relacja z Bogiem! Tak obchodziłaś się ze swym Bogiem, i według własnych wyobrażeń przyznawałaś Mu miejsce w swoim życiu!”
To prawda, w taki sposób traktowałam Pana Boga w moim życiu. To smutna prawda, której nie mogę upiększyć ani jej zaprzeczyć. Mogę dodać jeszcze, że Bóg był dla mnie swego rodzaju bankomatem. Wrzucałam „różaniec” i musiała wtedy wysypać się pewna suma pieniędzy. Taka była moja relacja z Bogiem.
Pokazano mi to i zdałam sobie z tego sprawę. Gdy tylko Pan pozwolił mi otrzymać dobre wykształcenie zawodowe, gdy tylko sprawił, że znaczyłam coś w społeczeństwie, że byłam „kimś”, gdy tylko pozwolił na wzbogacenie się, tak że mogłam sobie na wiele pozwolić, nagle Bóg stał się nieważny dla mnie – stał się drugorzędną rzeczą w moim życiu. Zaczęłam być zarozumiała – zarozumiałość to bardzo niebezpieczny odcinek na drodze życia! Moje ego stało się gigantyczne! Nie byłam zdolna nawet do najmniejszego odruchu miłości, ani do wdzięczności wobec Pana! Być wdzięczną? Nigdy, przenigdy! Niby czemu! Przecież sama wszystko osiągnęłam! Stałam się „kimś”. Ja sama osiągnęłam wszystko to, o czym marzyłam. Byłam całkowicie ślepa, nie mogłam już przypomnieć sobie swoich próśb i błagań! Niemożliwością było dla mnie powiedzieć: „Panie, dziękuję za kolejny dzień, który mi darujesz! Dziękuję za moje zdrowie! Dziękuję Ci za życie i zdrowie moich dzieci. Dziękuję Ci za to, że mamy dach nad głową; pomóż również biednym ludziom, którzy są bezdomni i nie wiedzą, czym się dziś pożywią! Daj im przynajmniej coś do jedzenia; nie pozostawiaj ich samych; wspomóż ich!”
Niczego z tego wszystkiego nie mogłam powiedzieć. Nie byłam do tego zdolna. Nie myślałam też o tym. Byłam wyłącznie skupiona na sobie. Moje „ja” wystarczało mi.
I tak oto byłam najbardziej niewdzięczną istotą, jaką tylko można sobie wyobrazić. Co więcej, ponieważ nie byłam zdolna do okazania wdzięczności, nawet gardziłam Bogiem i wystawiałam Go na pośmiewisko.

Ezoteryka – Reinkarnacja
Bardziej niż w Niego wierzyłam w Merkurego, Wenus i inne ciała niebieskie. Amulety były dla mnie ważniejsze niż Bóg. Byłam zaślepiona astrologią oraz czytaniem z gwiazd i rozpowiadałam wokół, jak to gwiazdy wpływają na moje życie i pozytywnie je kształtują. Astrologia to jedna z rys w naszym duchowym życiu, na które nie zwracamy uwagi. I gdy później zauważamy, jak jesteśmy zaplątani w te sztuczki, będące również demonicznego pochodzenia, wówczas jest już zwykle za późno, by się z tego wyrwać. Zaczęłam wtedy ulegać modnym trendom ducha czasów. Wszystkie nauki – nawet jeśli były wytworem chorych umysłów – były dla mnie bardziej interesujące niż Radosna Nowina Pana. To wszystko było o wiele bardziej na czasie niż Pismo Święte i dwutysiącletnia nauka Kościoła Katolickiego. Toteż zaczęłam wierzyć, że się po prostu umiera i potem zaczyna się żyć na nowo. Reinkarnacja była dla mnie wygodną nauką, wypełniającą moje pozbawione wiary życie. Wdzięczność dla mojego Stworzyciela była czymś obcym. Po prostu nigdy o tym nie myślałam.
Łaska była słowem, które wykreśliłam z mojego słownika – była dla mnie obcym pojęciem, którego znaczenia kompletnie zapomniałam i już nie potrzebowałam dla mojego stylu życia. A już zupełnie nie byłam świadoma tego, że Pan zapłacił za mnie wysoką cenę, że i ja zostałam odkupiona ceną Jego Przenajdroższej Krwi. Wszystko to stało mi się jasne podczas egzaminu z Dziesięciu Przykazań – dzięki słowom i pytaniom tego niebiańskiego głosu. Teraz ujrzałam to wszystko całkiem wyraźnie. Ślepota została jakby zmyta.
Sprawdza mnie i chce wiedzieć, co wiem o Dziesięciu Przykazaniach. I pokazuje mi, że udawałam, że wmawiałam sobie, że czczę Boga; że kocham Pana. Uderza we mnie moimi własnymi słowami. Co to ma znaczyć? Mam być po prostu odesłana do diabła, do piekła?
Gdy pewnego razu przyszła do mego gabinetu miła kobieta, by okadzić moje pomieszczenia swoją mieszanką z ziół, spryskać esencjami na szczęście i odprawić rytuał odpędzania nieszczęść, powiedziałam do niej: „Nie wierzę w takie bzdury. Ale niech pani to zrobi, nigdy nie wiadomo. Jeśli nie zaszkodzi, to tylko wyjdzie na dobre!” I tak oto wypowiedziała magiczne zaklęcia i rozpyliła swoje eliksiry, by w ten sposób wypełnić pomieszczenia szczęściem i dobrym samopoczuciem. Pozwoliłam, aby ta prymitywna magia i te przeciwstawiające się mojej nauce zabobony więcej miały wpływu na moje życie, niż Pan i Jego Radosna Nowina.
W moim gabinecie ukryłam – w kącie, aby nikt nie widział, aby nie zauważyli moi pacjenci – mięsisty liść rośliny „aloe vera”, o której mi opowiedziano, że wypędza złą energię z pomieszczeń. Pomyślcie, na jakie manowce zeszłam! Dowiedzieliście się, jaka pustka zamiast prawdziwej nauki wypełniła moje życie. Jest to hańbą i wstydzę się dziś tego. W rzeczywistości takie było moje ówczesne życie! A teraz kontynuuje analizę mojego życia na podstawie Dziesięciu Przykazań Bożych. Przy tym wskazuje całkiem dokładnie na to, jak się zachowywałam wobec mojego bliźniego. Jakże często wołałam do Pana, że Go kocham, zanim się odwróciłam od Niego, mojego Boga. Zanim zaczęłam błądzić po drogach ateizmu i przyjmować fałszywe nauki, często mówiłam Panu: „Mój Panie i mój Boże, kocham Cię!”

Ja i mój bliźni
Tym językiem, którym tak chwaliłam i wychwalałam Pana, tym językiem i tymi samymi ustami krzywdziłam ludzi i przeklinałam ich. Krytykowałam wszystko i wszystkich. Nic mi nie odpowiadało. Wskazywałam palcem na cały świat i obwiniałam. Tylko na siebie nie wskazywałam, siebie nie obwiniałam! Byłam przecież „świętą Glorią”, tą „dobrą”, „kochaną” i „piękną”. I jakże się pyszniłam, gdy mówiłam, że kocham Boga; jednocześnie byłam zazdrosna, nieznośna i ani trochę wdzięczna! Nigdy nie okazywałam moim rodzicom i rodzinie wdzięczności za wszystkie trudy, miłość, wyrzeczenia, które brali na siebie, by umożliwić mi dobre wykształcenie zawodowe, by widzieć, jak awansuję społecznie, by mnie wspierać.
Do tego dochodzi jeszcze to, że skoro tylko ukończyłam studia, skoro tylko wspięłam się po drabinie kariery, wówczas moi rodzice i rodzina nie byli już dla mnie ważni. Nawet ci, którzy wspierali mnie wszystkimi możliwymi środkami, stali się dla mnie kimś mało znaczącym. Tak, doszło nawet do tego, że wstydziłam się swojej matki. Wstydziłam się jej, ponieważ pochodziła z prostej rodziny i żyła w nędznych warunkach.

Ja i moja rodzina
Po tych wynikach mojego egoistycznego stylu życia ukazano mi jeszcze podczas tego egzaminu z Dziesięciu Przykazań Bożych to, że nie spisałam się również jako żona. Całkowicie nie tak, jak Bóg spodziewa się po chrześcijańskiej małżonce. Jaką byłam żoną? Jaka byłam? Cały dzień tylko narzekałam - już od momentu wstania z łóżka. Mój mąż witał mnie serdecznymi słowami: „Dzień dobry!” A ja na to: „To ma być dobry dzień? Wyjrzyj przez okno! Znowu pada!” Umiałam zawsze odparować i skrytykować; byłam w złym humorze. Nikt nie mógł mi dogodzić. Szukałam wszędzie dziury w całym i od razu zaczynałam się z tego powodu denerwować. Nie tylko wobec męża, ale także wobec dzieci zachowywałam się w ten sam nieznośny i niesprawiedliwy sposób.
Podczas tego egzaminu ukazano mi również, że nigdy nie okazywałam szczerego uczucia miłości czy prawdziwego współczucia dla moich bliźnich, moich braci i sióstr poza rodziną. Pan powiedział mi: „Po prostu nigdy o nich nie myślałaś!” Ujrzałam mnóstwo chorych i samotnych i zaczęłam lamentować: „O Panie, jakże są biedni, opuszczeni, ci chorzy ludzie. Nikt nie troszczy się o nich! Udziel mi tej łaski, bym poszła do nich i odwiedziła ich, pocieszyła i dotrzymała towarzystwa. Także te liczne dzieci, które nie mają już matki, te małe sieroty, o Panie, jakie cierpienia muszą znosić w swoim młodym wieku.”
Im więcej widziałam i im dalej postępował egzamin, tym wyraźniej widziałam przed sobą moje skamieniałe serce. Musiałam stwierdzić, iż było dla mnie niczym potwór w moim wcześniejszym stylu bycia. Wszystko było tak jasne i jednoznaczne, że w żaden sposób nie mogłam wybrnąć z opresji, do czego zazwyczaj byłam przyzwyczajona. Mówiąc wprost, krótko i treściwie: Na tym egzaminie z Dziesięciu Przykazań Bożych całkowicie poległam. Nie miałam szansy na zdanie go z tym moim minionym życiem.
To było niewyobrażalnie straszne! W moim minionym życiu żyłam w ogromnym chaosie. Nie było już żadnego porządku, jaki jest nadany stworzeniom. Co z tego, że nikogo nie zamordowałam? Podam Wam jeszcze jeden przykład: Bardzo często dawałam w darze wielu potrzebującym ludziom towary, artykuły spożywcze, ubrania i wiele innych rzeczy. Ale nigdy nie dawałam im tego z bezinteresownej miłości, lecz by mieć poważanie, by pokazać, jaka to ja jestem dobra, by wywrzeć na nich wrażenie, i by wśród ludzi stworzyć sobie dobry wizerunek. A ponieważ byłam bardzo bogata, chciałam pokazać ludziom, jaka to ja jestem dobra i wspaniałomyślna. Powinni strzępić sobie języki z powodu tej mojej wspaniałomyślności, zazdrościć mi i podziwiać. I ponieważ byłam taka bogata, moimi podarunkami i wspaniałomyślnością chciałam sterować ich potrzebami oraz nędzą i czerpać jeszcze z tego korzyści. I tak oto mówiłam: „Spójrz, daję ci to i tamto (w zależności od tego, co mi się akurat nawinęło pod rękę albo co mi zbywało), ale za to proszę cię, bądź tak dobra i pójdź zamiast mnie na wywiadówkę do szkoły moich dzieci i zastąp mnie tam, ponieważ ja nie mam niestety czasu, by iść na to zebranie, gdzie zawsze sprawdzana jest obecność.”
W ten sposób wprawdzie rozdawałam wokół mnóstwo rzeczy, ale każdy dar związany był z pewnymi warunkami albo żądaniami.
Owinęłam sobie ludzi wokół palca. Manipulowałam nimi i byli ode mnie zależni. Ponadto podobało mi się niezmiernie, gdy widziałam, jak rzesza ludzi podążała za mną i opowiadała za moimi plecami, jaka to ja jestem wspaniałomyślna, dobra i święta. Tak oto stworzyłam sobie w moim otoczeniu imponujący wizerunek. Nikt nie wiedział, że był kłamliwy i że nie odpowiadał rzeczywistości.
Podczas tego mojego egzaminu wszystko wyszło na jaw. Powiedziano mi: „Jedynym Bogiem, którego czciłaś, były pieniądze. Tym swoim bożkiem sama się potępiłaś! Z powodu twojego boga pieniędzy i samych pieniędzy stoczyłaś się do otchłani. I tak oto sama oddalałaś się coraz bardziej od Boga.”
Tak było, przez pewien czas mieliśmy dużo pieniędzy, później jednak zbankrutowaliśmy. Utonęliśmy w długach – mieliśmy niewiarygodnie wiele długów. Pieniądze całkowicie się nam skończyły, nie mieliśmy już nic. I gdy wypomniano mi te pieniądze, po prostu krzyknęłam: „O jakich pieniądzach mówisz? Na ziemi zostawiłam przecież masę problemów i długów”… Więcej nie mogłam już powiedzieć…

Nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremno
Gdy robił mi wymówki z powodu drugiego przykazania, ujrzałam w pełnym świetle, jak będąc dzieckiem nauczyłam się, że kłamstwa są doskonałym środkiem uniknięcia kar mojej matki, które czasami mogły być bardzo surowe i dotkliwe. W ten oto sposób zaczęłam iść przez moje życie mając przy sobie ojca wszelkiego kłamstwa, szatana. Stał się moim towarzyszem, a ja wielką kłamczynią. Zaprawiałam się w tej sztuce kłamania; byłam coraz to doskonalsza. Wraz z tym, jak wielkie i perfidne stawały się moje grzechy, powiększały się moje kłamstwa; stawały się coraz większe oraz bezwstydne. Widocznie chciałam udowodnić samej sobie, do jakiego mistrzostwa w tej dyscyplinie kłamania mogłam dojść. Kłamstwa stawały się coraz bardziej wymyślne i pogrążałam się w nich – podobnie jak w długach.
Grzech kłamstwa osiągnął swój punkt kulminacyjny w przypadku sacrum i samego Boga. Zauważyłam, że moja mama miała głęboki szacunek dla Pana. Dla niej Imię Pańskie było czymś godnym czci, czymś świętym. Przemyślałam sobie to dobrze i pomyślałam, że to najlepsza broń dla mnie. Tak oto miałam kontrolę nad moją matką. Zaczęłam więc przysięgać na Boga w każdej drobnostce, by zatuszować moje kłamstwa. Wymawiałam Imię Boże lekkomyślnie i bezpodstawnie. Mówiłam na przykład do mamy: „Mamo, na Rany Chrystusa przysięgam ci, że…” lub „Mamo, przysięgam na Boga, zapewniam cię itd. itp.”. I tak dzięki tym wiarygodnie spreparowanym kłamstwom wymigiwałam się od dobrze zasłużonych kar mojej matki.
Czy możecie sobie wyobrazić, że dla moich kłamstewek, małych świństewek, tego błota, w którym czułam się tak dobrze, nadużywałam Najświętszego Imienia Boga i przez to także Jego wciągałam w to błoto, ponieważ ja sama tkwiłam po szyję w owym szambie grzechów. Moi drodzy bracia i siostry, dzięki temu doświadczeniu, o którym teraz właśnie mówię, nauczyłam się i doświadczyłam na własnej skórze, że słowa i zdania, które wychodzą z naszych ust, i które często tak lekkomyślnie i bez zastanowienia wypowiadamy, nie idą na wiatr i nie przepadają. Nie, pozostają często rzeczywistością, która nas później dogoni i kłamstwa niczym bumerang powrócą do nas, a mówiąc dobitniej, spadną na nas.
Może zjeżą Wam się włosy na głowie, gdy opowiem wam następującą rzecz; nie raz, ale bardzo często, kiedy moja matka była naprawdę nieugięta i po prostu nie chciała mi wierzyć, mówiłam do niej: „Mamo, niech mnie piorun trzaśnie, jeśli kłamię. Mówię ci całą prawdę!” Te moje częste zapewnienia popadały w zapomnienie i nikt nie myślał już o nich. Ale teraz popatrzcie, jedynie dzięki Miłosierdziu Boga stoję przed Wami, bo w rzeczywistości uderzył we mnie piorun, przeszedł przez całe moje ciało, przedzielił mnie praktycznie na dwie części i całkowicie spalił. Ukazano mi w zaświatach, jak to ja, która tak pięknie podawałam się za katoliczkę, nie dotrzymywałam słowa, byłam gołosłowna i dla moich niecności nadużywałam zawsze Najświętszego Imienia naszego Pana i Boga.
Byłam pod wrażeniem, jak Pan znosił wszystkie te straszne i okropne czyny, i jak jednocześnie wszystkie stworzenia padały przed Nim na ziemię w geście imponującej adoracji i czci. Widziałam Najświętszą Maryję Pannę, Matkę Bożą u stóp Pana, adorującą Go. Modliła się za mnie i błagała Go. A ja, wielka i podła grzesznica, przebywając w moim bagnie byłam z Panem na „ty”. Ja, która rzekomo byłam taka dobra i miałam tak dobrą reputację, którą sobie przecież kupiłam moimi manipulacjami. Ujrzałam siebie, jak to często buntowałam się przeciw Panu, jak to byłam wściekła na Niego, zwymyślałam Go i także przeklinałam. Świadomość mojej przeszłości i jasne jej widzenie było dla mnie nie tylko wstydem, ale i nieznośnym oraz bolesnym doświadczeniem.

Pamiętaj, abyś dzień święty święcił
Była to dla mnie straszna chwila, gdy podczas egzaminu z Dziesięciu Przykazań Bożych, przyszła kolej na przykazanie święcenia dnia Pańskiego i świąt. Ogarnął mnie nieznośny ból. Głos powiedział mi jasno i wyraźnie, że codziennie do 4-5 godzin zajęta byłam swoim ciałem, moim wyglądem, moją rzekomą urodą, i przy tym nie poświęciłam nawet 10 minut na to, by okazać Panu swą miłość i wdzięczność, by pomodlić się do Niego. Często było nawet tak, że gdy obiecałam Mu różaniec, odmawiałam go zazwyczaj w pośpiechu i w stresie. Bywało przy tym, że mówiłam: „Jak dobrze się składa. W czasie reklamy podczas mojej ulubionej telenoweli mogę odmówić różaniec.” I ukazane mi zostało na tamtym świecie, jak zawsze niewdzięczna byłam wobec mojego Pana, nigdy nie przyszło mi na myśl, by Mu podziękować, mojemu Stworzycielowi i Zbawicielowi. Stało mi się jasne, jakie miałam wymówki, gdy z lenistwa nie chciałam iść na Mszę świętą. „Mamo, skoro Bóg jest wszędzie i jest wszechobecny, dlaczego więc koniecznie muszę iść do kościoła, by tam Go spotkać?”
Łatwo i wygodnie było mi tak mówić. A głos ponownie wypomniał mi, że kazałam czekać Bogu każdego dnia 24 godziny, i że przez cały ten czas nie pomyślałam o Nim. Nie modliłam się do Niego i ani razu nie poszłam do Niego w niedzielę, by Mu podziękować, wyrazić wdzięczność, okazać mą miłość, przynajmniej w dniu Pańskim. Po prostu było to dla mnie zbyt wiele. Byłam zbyt dumna i do tego pyszna.
Najgorsze w moim przypadku było to, że wizyta w kościele była dla mojej duszy jak wizyta w restauracji. Moja dusza marniała – mówiąc dobitniej – głodowała, gdy nie chodziłam do kościoła, gdyż nie otrzymywała pożywienia. Poświęcałam się jedynie mojemu ciału. Dla pielęgnacji tej przemijającej powłoki zawsze miałam czas. Stałam się niewolnicą ciała. Przy tym wszystkim nie widziałam malutkiego ale istotnego szczegółu. Miałam również duszę, o którą po prostu się nie troszczyłam. „Osierociłam” ją. Nigdy nie karmiłam jej Słowem Bożym. Byłam bowiem zdania, że ten, kto regularnie czyta Biblię, wcześniej czy później straci rozum.
Z sakramentami nie miałam nic do czynienia. Jakże mogłam wyznać grzechy któremuś z tych „starych, zwapniałych facetów”, którzy sami byli gorsi i bardziej grzeszni niż ja. Było mi na rękę i moim świństewkom, by nie iść do spowiedzi. Ten wielki kłamca i wichrzyciel, diabeł właśnie, trzymał mnie z dala od spowiedzi i sakramentów. I w taki sposób szatanowi udało się zapobiegać uświęcaniu i oczyszczaniu mojej duszy. Jest bowiem tak, że demon za każdym razem, gdy popełniałam grzech, wyciskał na białej szacie mojej duszy stempel – czarny znak swojego królestwa ciemności.
Moje grzechy nie były zatem pozbawione skutków. Nie były czymś bezpłatnym i gratisowym, lecz miały poważne konsekwencje dla zdrowia mojej duszy. Nigdy – oprócz mojej pierwszej Komunii świętej – nie wyspowiadałam się należycie. Od tamtej pory nie chodziłam już do spowiedzi. Nie rzadko natrafiałam na księdza, który przyznawał mi rację odnośnie do mojego nastawienia do spowiedzi usznej, określał ten sakrament jako coś nie pasującego do naszych współczesnych czasów i nowoczesnego człowieka. I tak dochodziło do tego, że za każdym razem, gdy przystępowałam do Komunii świętej, niegodnie przyjmowałam Pana Naszego Jezusa Chrystusa w Sakramencie Ołtarza. Bluźniłam do tego stopnia, że dumna i wszystko wiedząca mówiłam naokoło: „To ma być Najświętszy Sakrament? Jak to możliwe, że sam Wszechpotężny Bóg obecny jest w kawałku chleba, Hostii? Ci księża powinni raczej dodać do Hostii trochę sosu karmelowego, aby przynajmniej dobrze smakowała, a nie tak mdło.”
Moje życie tak bardzo wymknęło się spod kontroli i do tego stopnia naruszyłam porządek stworzenia, że zdolna byłam do takich bluźnierstw. I w taki sposób osiągnęłam najniższy punkt, dno i zniszczyłam moją relację z Bogiem, moim Stworzycielem. Nigdy nie dawałam mojej duszy czegoś naprawdę budującego, jakiejś pożywki. Dziś każda matka i każdy ojciec ponoszą tę samą odpowiedzialność, gdy nie chrzczą swojego dziecka. Sakrament chrztu to „matczyne mleko dla duszy”. Często słyszy się dziś: „Tak, dziecko samo powinno zdecydować, gdy dorośnie, czy chce być ochrzczone czy też nie.”
Nie ochrzcić dziecka, to tak jakby nie karmić go, argumentując: „Tak, niech samo później zdecyduje, co chce jeść i pić!”
Odpowiedzialnością naszą przed Bogiem jest dawanie dziecku właściwej pożywki dla jego duszy. Bez sakramentów sami jesteśmy pozbawieni pokarmu dla naszej duszy, i ona głoduje.

Sakrament kapłaństwa
Na domiar złego nie robiłam nic innego tylko krytykowałam księży i ukazywałam ich w złym świetle. Powinniście byli to widzieć, jak załamała mnie ta sprawa podczas egzaminu w zaświatach. Pan poczytał mi to postępowanie za bardzo ciężki grzech. W mojej rodzinie zwykło się plotkować o księżach. Odkąd pamiętam, w naszym domu od małego mówiło się źle o księżach. Począwszy od mojego ojca wszyscy mawiali, że typy te są kobieciarzami, uganiają się za każdym fartuchem i wszyscy razem byli bardziej pobłogosławieni pieniędzmi i bogactwem niż my, biedni ludzie. Wszystkie te oszczerstwa, my dzieci, powtarzaliśmy od małego. Pan powiedział do mnie smutnym, ale surowym głosem: „Co ty sobie myślałaś, że kim ty jesteś, aby tak czynić, jak gdybyś była Bogiem, i wydajesz osąd o moich konsekrowanych, i przy tym oczerniasz ich, i im wymyślasz? Kontynuował: „Są ludźmi z krwi i z ciała. A jeśli chodzi o świętość księdza, to ta wspomagana jest przede wszystkim przez wspólnotę wiernych, przez parafian. Wspólnota wspiera konsekrowanego swoimi modlitwami, szacunkiem. A kiedy ksiądz dopuszcza się grzechu, wtedy nie powinniście tak bardzo wypytywać go o powód i obwiniać, lecz o wiele bardziej szukać winy we wspólnocie, która nie okazała mu szacunku, nie dała wsparcia, nie modliła się za niego, lub robiła to w niewystarczającym stopniu.”
I Pan pokazał mi wówczas, jak to za każdym razem, gdy krytykowałam księdza i stawiałam go w złym świetle, demony rzucały się i przylegały do mnie. Ponadto widziałam, jak wielkie zło czyniłam, gdy przedstawiałam konsekrowanego jako homoseksualistę, i nowina ta szła lotem błyskawicy przez całą wspólnotę. Nie jesteście w stanie sobie wyobrazić, jakie wielkie i ogromne szkody tym wyrządziłam.
Wiecie, moi Bracia i Siostry w Chrystusie Panu, gdy ksiądz upada, wtedy wspólnota odpowiedzialna jest za niego przed Bogiem. Wspólnota odpowiedzialna jest za świętość swoich kapłanów. Diabeł nienawidzi katolików, ale księży jeszcze bardziej. Nienawidzi naszego Kościoła, gdyż dopóki są księża, dopóty wymawiane są słowa Konsekracji. I my wszyscy musimy wiedzieć, że ręce kapłana dotykają Boga, nawet jeśli jest tylko człowiekiem, ma pełnomocnictwo, by wezwać Boga z Nieba, przez jego słowo dokonuje się w kawałku zwyczajnego chleba transsubstancjacja – przeistoczenie chleba i wina w Ciało i w Krew Pana. Kapłan jest konsekrowanym Pana, uznanym przez Boga Ojca.
Wiecie, gdy kapłan unosi Hostię, czuje się obecność Pana i wszyscy padają na kolana, nawet demony! A ja, gdy chodziłam na Mszę św., nie okazywałam ani trochę szacunku i nie poświęcałam temu żadnej uwagi, żułam gumę, czasami zasypiałam, oglądałam się dookoła, myślałam o wszystkim – o banalnych rzeczach, tylko nie o tym wspaniałym eucharystycznym wydarzeniu, gdzie za każdym razem Niebo dotyka ziemi. Potem miałam jeszcze czelność uskarżać się, pełna pychy, że Bóg mnie nie wysłuchiwał, gdy prosiłam Go o coś. Czymś imponującym było widzieć, jak całe stworzenie padało na ziemię w postawie adoracyjnej, gdy Pan przechodził. Widzę też Najświętszą Dziewicę pokorną i adorującą Pana, z czołem pochylonym do samych stóp Pana, modlącą się za mnie. Zanosiła do Niego wszystkie modlitwy, jakie były wznoszone ku Niebu w mojej intencji. A ja grzesznica, w mojej niewrażliwości i z lodowatym, skamieniałym sercem, nieczuła na wszystko, co dobre, traktowałam Pana tak o: Ty tam, ja tutaj. Twierdziłam jeszcze potem, że jestem dobra, prawie święta. Tak, byłam istną ruiną, niczym innym – religijnym zamkiem na lodzie, postawionym na piasku i bagnie! Gardząc Panem i obrażając Go – Jego, który z miłością zawsze był tuż za mną, zatroskany o mnie! Wyobraźcie sobie taką grzesznicę! Przecież nawet demony z pokorą musiały rzucić się na ziemię przez Panem, gdy przechodził.

Godzina śmierci – nasza „ostatnia godzina”
Te konsekrowane ręce kapłana, och, jak bardzo demon ich nienawidzi! Strasznie nienawidzi tych rąk, upoważnionych przez Niebo. Diabeł tak bardzo odczuwa wstręt do nas katolików, ponieważ mamy Eucharystię, ponieważ jest ona otwartą bramą do Nieba i jest tą jedyną bramą. „Kto pożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne!”. Nie przyjąwszy Eucharystii, to znaczy Ciała i Krwi Przenajdroższej Pana, nikt nie może wkroczyć do wiecznej szczęśliwości. Pan przychodzi do każdego umierającego człowieka, obojętnie jaką wiarę wyznawał czy nie wyznawał, do każdego z osobna przychodzi Pan w jego ostatniej godzinie i objawia mu się, mówi mu pełen miłości i miłosierdzia:
„To Ja, twój Pan!”
Gdy ten człowiek przyjmuje swego Pana i prosi o przebaczenie swoich grzechów, dzieje się coś niesłychanego, co trudno wyjaśnić: Pan błyskawicznie zabiera tę duszę do miejsca, gdzie sprawowana jest Msza święta i ów człowiek przyjmuje wiatyk. To mistyczna komunia. Bowiem tylko ten, kto otrzymuje Ciało i Krew Pana, może wejść do Nieba. To tajemnicza łaska, którą dał Bóg naszemu Kościołowi. Tak wielu jest ludzi, którzy klną na Kościół. Jednakże tylko w Kościele Katolickim możemy znaleźć zbawienie. Ci umierający mogą wówczas dostąpić zbawienia, idą do Czyśćca, ale są uratowani. Tam nadal czerpią łaskę z Eucharystii. Dlatego też diabeł tak bardzo nienawidzi kapłanów. Dopóki są księża, dopóty chleb i wino są przemieniane. Z tego względu naszym obowiązkiem jest modlić się wiele za księży, gdyż demon atakuje ich nieprzerwanie. Pan pokazał mi to wszystko. Jedynie przez kapłana możemy na przykład otrzymać sakrament pokuty i pojednania. Jedynie przez kapłana otrzymujemy przebaczenie naszych win.
Wiecie, czym jest konfesjonał? To wanna, kąpiel dla duszy. Nie kąpiel z mydłem i wodą, a z Krwią Chrystusa: Gdy dusza jakiegoś człowieka stała się wskutek grzechu brudna i czarna, może on ją obmyć Krwią Chrystusa podczas spowiedzi. Ponadto zrywane są pęta, którymi szatan związał nas ze sobą.
Stąd logiczną rzeczą jest, że diabeł najbardziej nienawidzi kapłanów i chce ich doprowadzić do upadku. Nawet ci kapłani, którzy sami są wielkimi grzesznikami, mają moc odpuszczania grzechów, jak i ważnego szafowania każdym sakramentem. Pan ukazał mi, jak to się dzieje. A dzieje się to w Ranie Jego Serca. Są rzeczy, które przekraczają ludzkie pojęcie, ale to duchowa rzeczywistość. Przez tę Ranę Pana dusza wznosi się do Boskiego wymiaru, wznosi się do Miłosierdzia Bożego, do bram Bożego Miłosierdzia; dusza wznosi się i oczyszczana jest w Sercu Wiecznego Arcykapłana Najświętszą Krwią przelaną na Krzyżu.
Widziałam, jak moja dusza została oczyszczona poprzez wyznanie grzechów. Przy każdym grzechu, którego szczerze żałowałam i wyznałam go, Pan rozwiązywał pęta, które mnie mocno trzymały przy szatanie. Jaka szkoda, że oddaliłam się od sakramentu pokuty i pojednania. Ale to wszystko jest dla nas możliwe tylko dzięki kapłanowi. Tak samo w przypadku wszystkich pozostałych sakramentów: przyjmujemy je dzięki kapłanowi. Dlatego mamy obowiązek modlić się za księży, aby Bóg strzegł ich, oświecał i prowadził.
Teraz można zrozumieć, dlaczego diabeł nienawidzi Kościoła i kapłanów – ponieważ święty kapłan ma moc wyrwania szatanowi wielu dusz.

(10851)
B.data: 25.11.2009, godz: 00:43

Drogi Łukaszu ! Opanuj się i daj innym zaczerpnąć tchu. Poprostu Zamilcz, wtedy kiedy powinieneś być cicho. Nie każdy czeka na Twój bezcenny komentarz. Przede wszystkim przypomnij sobie jaki jest cel działalności "Źródełka" i Uszanuj czas innych...

(10850)
Piotr, lat 22data: 25.11.2009, godz: 00:40

1. Łukasz oczywiście nie powinien zamieszczać tego wpisu publicznie ze względu na niektóre oceny i niektóre informacje dotyczące jego kontaktów z M. 2. Łukasz ma prawo uczestniczyć w forum, ale dziwię się że nadal to robi wobec negatywnego stosunku większości uczestników wobec niego. 3. Oczywiście Łukasz ma rację zarzucając niektórym uczestnikom niestosowne zachowanie wobec niego na forum publicznym. Obserwuję to od dłuższego czasu i nie mam wątpliwości że tak jest. 4. Łukaszowi radziłbym jedynie większą wstrzemięźliwość w wypowiedziach, bo pisze do rzeczy ale czasem wygląda to tak nieskładnie że konieczne jest ułożenie rozsypanych puzzli.

(10849)
pavel, lat 24data: 24.11.2009, godz: 22:49

Hej.
Widze ze kazdy jest zdegustowany wypowiedzią Łukasza. Zeby ostudzić dosc niesmaczną atmosfere chcialbym zadac dosc fajne pytanei do kazdego z was :)
Czy mieliscie kiedykolwiek sytuacje w swoim zyciu gdzie poczuliscie "namacalna" badz bardzo bliska obecność Jezusa?

Ja wam powiem o mojej sytuacji. Jeszcze kilka lat temu bylem bardzo samotny, nie mialem nikogo i w zyciu sie nie moglem pozbierac. To wynikalo z bralku pieniedzy, przyjaciol, wspolnoty i dziewczyny. Dzisiaj sytuacja jest totalnie inna i jestem bardzo szczesliwy :D Pewnego dnia poszedlem do PIZZERI, jak zwykle sam.. Zamowilem pizze i czekalem tak na nia. I widzalem wokol siebei mase par i szczesliwych osob. W pizzeri grala muzyka itp. Wtedy powiedzialem do Jezusa "Przyjdz do mnei i usiadz kolo mnie, gdyz jestem sam. Usiadz i zjemy razem. Bede zaszczycony jezeli bedziesz tutaj na czas kiedy bede spozywal ten posilek". Po pewnym czasie zdazylo sie cos dziwnego...........
Zamiast muzyki dancowej, pop itp w glosnikach zaczela brzmiec modlitwa. Bodajze koronka do Bozego Milosierdzia. Po prostu nikt przez jakies 10 minut nie potrafil tego wylaczyc. Widzialem zdegustowane miny ludzi ktorzy jedli pizze. Ja natomiast sam nie moglem uwierzyc. Lzy mialem w oczach i wiedzialem ze nei byl to czysty i glupi przypadek.
Pozdrawiam
Pavel

(10848)
Łukasz, lat 25, e-mail: lukzac8@wp.pldata: 24.11.2009, godz: 21:41

Uwaga!!!!!!!!!!!!!!!!!
Temat Magdy i Łukasza uważam za zamknięty, prosze się już nie wypowiadać na ten temat.

Pozdrawiam

(10847)
Łukasz, lat 25, e-mail: lukzac8@wp.pldata: 24.11.2009, godz: 21:36

Dziwne , nie rozumiem o co w tym wszystkim chodz raz mnie chwalicie , gratulujecie mi a innym razem krytykujecie. Naprawdę nie wiem o co cgodzi bo jak pamiętam pisaliście że posty Magdy i Łukasza sa podobne i że to ta sama osoba to wiec was nie rozumię.
Cytuję:

od ???, data: 12.11.2009, godz: 22:26, IP: 94.42.69.170
nie wiem czy zauważyliscie ale wpisy Magdy są łudząco podobne do wpisów Łukasza? Czyżby zaczął udawać kobietę?! Chyba Łukasz zaczyna być coraz bardziej "kreatywny" w swoich sposobach zwrócenia na siebie uwagi. A założenie nowej poczty e-mail czy nr gg nie jest niczym skomplikowanym, tak samo jak pojście do kawiarenki internetowej i korzystanie z róznych komputerów.
( 10680 )

więc się zdecydujcie

Pozdrawiam Łukasz

(10846)
Marcindata: 24.11.2009, godz: 21:28

Do Łukasza
"Dajcie odpocząć innym ludziom którzy na zródełku szukają spokoju i zrozumienia"-no właśnie Łukasz zastosuj to co piszesz w praktyce........

(10845)
Łukasz, lat 25, e-mail: lukzac8@wp.pldata: 24.11.2009, godz: 21:22

Dziiwne że robicie z Magdy sierotę i pokrzywdzoną, ja mamą ja przepraszać a jak ona mnie skrzywdziła to mnie nie przeprosiła, ona też mnie powinna przeprosic, czyli kobieta może sie zachowywac nie ładnie a mężczyźnie nie wypada, a co wiecie na temat Magdy nic to się nie wypowiadajcie na jej temat. Ona nie liczyła sie z moimi uczuciami, ta Magda nie jest tą osobą za którą się podaje.
Pozdrawiam Łukasz

(10844)
Łukasz, lat 25, e-mail: lukzac8@wp.pldata: 24.11.2009, godz: 21:17

Temat Magdy i mój temat uważam za zamknięty, apeluję do mideratora tego forum by zrobił tu pożądeg po powstaje już bałagan.

(10843)
tomekxyzdata: 24.11.2009, godz: 21:17

do Lukasza

Nie wiesz,ze zawsze byli ROWNI i ROWNIEJSI

(10842)
Marcindata: 24.11.2009, godz: 20:59

Do Łukasza
Nie oceniaj innych własną miarą i przestań pisać co my myślimy i jakie mamy motywy pomocy,nie baw się w psychologa bo sam potrzebujesz jego pomocy.........

(10841)
Łukasz, lat 25, e-mail: lukzac8@wp.pldata: 24.11.2009, godz: 20:50

Witam!
Ja napisałem to co myślę, nie napisałem rzeczy osobistych ponieważ żadne rzeczy osobiste mnie z Tą osobą nie łączą, ja wypowiedziałem się w tej sprawie i nie zamierzam się powtarzać, ja już sie wypowiedziałem i mam nadzieje ze sie wy też w mojej i w jej sprawie wypowiedzieliście, choć jak widzę bardziej was interesuje moja sprawa niż jej, pomóc ktoś z was jej pomoże, a nie się czepia mnie. ja ani jej nie obraziłem ani jej nie wyzywałem zachowałem się dobrze tak jak sytuacja tego wymagała, wy gorzej się zachowujecie i jest dobrze, zacznijcie panować nade swoimi emocjami. Ja raz sie wypowiedziałem i juz, i ten temat jest juz zamknięty, albo jej pomożecie, albo zajmijmy się innym tematem, bo jak widzę nie tylko ja jestem na tym forum, i nie chce by się wszystko kręciło wokół mojej i jej osoby, nie jestem tu najważniejszy mam równe prawa, nie jestem pępkiem świata, i nie mówię że jeśli radzę coś to gadam głupoty ponieważ nie mnie obżarcie lecz innym którzy mogą przeczytać ja pisze to co obserwuję piszę z czyjegoś doświadczenia, są ludzie mądrzejsi od was ja mówię to co mnie nucza inni. To i ich doświadczenia czerpię wiedzę i mądrość, boi ja czasie jestem jak dziecko , nic nie wiem i nic nie rozumiem a dzięki nim staje się inny. Oni wpajaj mi potrzebną wiedzę, poznałem bardzo dobrego człowieka ma na imię Leszek mądry człowiek oraz poznałem księdza Marcosa teraz on jest moim spowiednikiem. Marcos jest księdzem który pochodzi z Brazylii jest super ksiądz. Leszek mnie zapoznał z Mikołajem też dobry człowiek. Poznałem też Sławomira który prowadzi telefon zaufania. Też chodzę do psychologa teraz dostałem odległy termin bo mnie zapisali na 14 Grudnia, na 14:30 w szpitalu Bielańskim. teraz tam będę chodził,. Wiec Moj temat i temat Magdy uważam za zamknięty i dajcie juz z tym spokój bo to jest juz męczące . Juz sie na ten temat nie wypowiem. Dajcie odpocząć innym Lidzią którzy na źródełku szukają spokoju i wyciszenia, proszę was też o modlitwę o uzdrowienie źródełka.
Pozdrawiam Łukasz

(10840)
Łukasz, lat 25, e-mail: lukzac8@wp.pldata: 24.11.2009, godz: 20:27

Cześć
I co ja takiego złego napisałem, wy wiele razy pisaliście do mnie na tym forum rzeczy bardzo osobiste. Choć ja nic nie widzę złego w tym co napisałem, nie wiem co ja osobistego takiego napisałem. To piszę co każdy inny .

(10839)
Ostatnie zdania...data: 24.11.2009, godz: 20:27

...do Łukasza

nie wiem, co to za pomoc aby coś osobistego wywlekać publicznie, wspomniałeś o zmianie, że jesteś inny, chcesz pomagać
... jakiś czas temu prosiłeś moderatora o usunięcie wcześniejszych swoich postów, może pora teraz postąpić po męsku i się zrehabilitować w stosunku do Magdy, której uważam jesteś to winien, oczywiście tamten wpis także powinien zostać usunięty !!!

Może sam powinieneś przeczytać ze zrozumieniem zamieszczone świadectwo?
a później... może nastąpi przełom, ponieważ "Łukasz -zrzęda", czy "Łukasz - wujek, dobra rada" to nie najlepsze osobowości, przemyśl wszystko i zacznij być prawdziwym - sobą.

do Magdy, chyba l. 24
powinnaś zmienić skrzynkę e-mail

(10838)
Łukasz, lat 25, e-mail: lukzac8@wp.pldata: 24.11.2009, godz: 19:27

Witam
Widzisz mimo, że ja mam e-mail podany w poście nigdy nikt do mnie nie pisał, wszyscy albo mnie chwalili albo krytykowali i pisali na forum jak również pisali do mnie na sprawy osobiste też na forum nikt się nie zainteresował jak podałem e-mail albo jak podałem gadu gadu. Ja na tym forum nie postępuje inaczej, postępuję tak samo jak inni, tak samo innych chwalę jak zasłużą, tak samo krytykuję, tak samo radzę i słucham, tak samo pisze jak inni, zainteresowani mogą przeczytać wszystkie posty nie ma też powodu do krytykowania mnie za ostatnie posty ponieważ wy piszecie podobne posty do mnie, i ja też jestem pewien że wy chcąc innym pomóc nie robicie to dlatego że chcecie pomóc lecz chcecie pomagać innym zapomnieć o własnych problemach, a to jest ucieczka, można uciekać przed własnymi problemami w rozmowy, doradzania, w alkohol, narkotyki i w inne podobne rzeczy, ale to i tak nie rozwiąże waszych problemów bo one będą , to można nazywać wegetacją a nawet stagnacją wasze problemy stygną i stają sie zimne ale w najgorszym Momocie mogą wybuchnąć, można to porównać do słońca tzn. słońce w sobie kumuluje ogromna energię, ona rośnie w tym słońcu i rośnie ale nagle może to słońce eksplodować i zamieni się w czerwonego karła przez co pochłonie najbliższe 3 planety w tym ziemie tak samo jest z naszymi problemami mogą one pochłonąć i skrzywdzić najbliższe naszemu sercu osoby. Można podać też przykład pustego wazonu , kiedy jest pusty wszystko jest w porządku ale z dnia na dzień jeśli będziemy wlewać do niego po szklance dziennie po pewnym czasie wazon zacznie wylewać wodę która sie w nim zgromadzi ten wazon to my a ta woda nasze problemy które po jakimś czasie wypływają z naszego organizmu bo juz się nie mieszczą czasami swoje problemy przelewamy na innym obarczając innych lub obwiniając innych za powstanie tych problemów dobrym sposobem opróżnienia tej wody czyli tych problemów jest Bóg, a jego sługą i dobrym pomocnikiem jest też psycholog on pomaga nam pozbyć się nadmiaru tych problemów, warto też mieć zaufanego przyjaciela nie jest wskazane dusić w sobie emocje i problemy warto je z siebie wyrzucić i wykrzyczeć.
Pozdrawiam Łukasz

(10837)
Marcindata: 24.11.2009, godz: 19:19

Do Łukasza
A guzik prawda że się zmieniasz,nie wiem po jakie licho piszesz na forum do Magdy rzeczy bardzo osobiste które jej i TYLKO jej powinieneś napisać na skrzynkę e-mailową.Masz szczeście że tu na tym forum Moderator jest aż tak bardzo tolerancyjny i puszcza te twoje wpisy i nawiasem mówiąć dziwię się że kiedyś puszczał również moje"złote myśli";) bo na innej stronie katolickiej którą czasami odwiedzam już dawno być stracił prawo publicznej wypowiedzi.Przestań brachu głupoty pisać i powtarzać w kółko to samo jak mantrę i daj sobie spokój,daj nam odetchnąć przynajmniej w Adwencie.....please! Pozdrawiam

(10836)
Łukasz, lat 25, e-mail: lukzac8@wp.pldata: 24.11.2009, godz: 19:06

Do karina

Mam do Ciebie pytanie, czy ja też podaję e-mail

(10835)
karinadata: 24.11.2009, godz: 16:42

do Łukasza
Ostatnio chętnie dzielisz się przemysleniami i dobrze ze myslisz też o innych. mysle ze powienienes wyważyć swoje wypowiedzi na tym forum, a nie odpowiadac po kolei na kazdy wątek i kazdemu bo chyba nie znasz odpowiedzi na wszystko, chyba nie chcesz tym rekompensowac swoich niedawnych proszących postów o pomoc.
Rozumiem ze mozna sie dzielic, ale chyba nie chodzi o przesadę?

Nie wiem jak inni myslą, moze się mylę? to mnie poprawcie.
i mysle ze osobom ktore podają maile najlepiej odpisac na poczte przynajmniej jesli chodzi o dłuższe i osobiste porady. Nie musisz sie zachowywac jak psycholog na tym forum. Z jednej strony komuś współczujesz dobrze życzysz a z drugiej jestes niedelikatny a czasem nie taktowny w słowach, łatwo kogos tym urazić.
pozdrawiam i zostawiam do przemyslenia.

(10834)
Łukasz, lat 25, e-mail: lukzac8@wp.pldata: 24.11.2009, godz: 16:01

*************** Orędzie Glorii Polo*******************************

Czcij ojca swego i matkę swoją
Doszliśmy do czwartego przykazania: Czcij ojca swego i matkę swoją! Także tutaj Pan ukazał mi, jak niewdzięczna byłam podczas mego życia względem moich rodziców. Jak często i jak strasznie klęłam na nich oraz zwymyślałam ich. Wyrzucałam im, że nie mogli mi zaoferować tego wszystkiego, co otrzymały już moje koleżanki. Stało się dla mnie jasne, jak bardzo byłam nieumiejącą niczego cenić córką, dla której wszystko, co z trudem i wyrzeczeniami dawali mi moi rodzice, nie miało żadnej wartości. Tak, nawet do tego stopnia żywiłam urazę do moich rodziców, że twierdziłam, iż ta kobieta nie może być moją matką, gdyż po prostu jest dla mnie zbyt prymitywna i wydawała mi się nikim, aby mogła być moją matką.
Przerażającą rzeczą było dla mnie widzieć ten wynik o mnie samej: widzieć siebie, jako kobietę bezbożną, i jak ta bezbożna kobieta wszystko niszczyła oraz negatywnie wpływała na wszystko, co stanęło na jej drodze. Najgorsze w tym wszystkim było to, że wmawiałam sobie, że jestem kimś wyjątkowym, przede wszystkim dobrym i świętym. Pan wyjaśnił mi również, dlaczego wmawiałam sobie, że przy tym czwartym przykazaniu nie muszę się niczego obawiać. Byłam bowiem pewna, że z łatwością sobie tutaj poradzę, ponieważ w ostatnich latach życia rodziców finansowałam lekarzy i leki, które potrzebowali, gdy chorowali. Tylko z powodu tego prostego przykładu wmawiałam sobie, że wypełniłam czwarte przykazanie bardziej niż było to nakazane. Pasowało to bowiem do mojej filozofii życia, w której wszystkie moje czyny oceniałam i segregowałam według zasady pieniędzy. Podobnie było i z moimi rodzicami. Środkami pieniężnymi manipulowałam nimi i wykorzystywałam do swoich celów. Dzięki bogactwu urosłam dla nich, żyjących w prostych warunkach, do rangi bóstwa, które sami czcili, zaślepieni moimi pieniędzmi.
Tą mamoną uwarunkowana sytuacja pozwoliła mi także na bezczelne obchodzenie się z moimi rodzicami. Nie możecie sobie wyobrazić, jak bardzo bolało mnie to jasne poznanie – miałam je z łaski Boga – mojego wcześniejszego życia, jak głęboki ból sprawiało. Musiałam przypatrywać się, jak mój tata z wielkim smutkiem płakał i szlochał nade mną i moim zachowaniem, gdyż mimo wszystkich swoich słabości był dobrym ojcem. Uczył mnie, by być pracowitą i prowadzić przykładne życie. Ponieważ tylko ten, kto dobrze pracuje i dobrze wykonuje swój zawód, będzie postępował naprzód i coś osiągnie. Niestety, mimo, że tak starał się mnie dobrze wychować, uszedł mu mały szczegół, całkiem istotny, a mianowicie to, że miałam także duszę, która umierała z głodu, i że on jako wzór dla swej córki miał do spełnienia misję: żyć Radosną Nowiną i wiarą. Pod tym względem całkowicie zawiódł i nie widział po prostu, jak to moje życie tonęło w bagnie wskutek braku tego małego szczegółu.
Bolało mnie, gdy widziałam, jakim kobieciarzem był mój ojciec. Czuł się szczęśliwy i dobrze z tym, gdy mógł opowiadać mojej matce i wszystkim ludziom oraz chełpić się przy tej okazji, jakim to on jest macho, ponieważ miał równocześnie wiele kobiet i był w stanie trzymać je na wodzy oraz zadowalać. Poza tym wiele pił i palił. Z tych wszystkich wad i złych przyzwyczajeń mój ojciec był nawet dumny. Z tego powodu był bardzo zarozumiały; błędnie uważał, że nie były to wady, a wręcz przeciwnie, cnoty, które czyniły go kimś wyjątkowym.
Tak oto już w młodym wieku widziałam, jak mama siedziała w domu zalana we łzach, gdy tata zaczynał chełpić się swoimi innymi kobietami i przygodami, jakie z nimi miał. Im częściej to przeżywałam, tym większy był mój gniew, wściekłość i awersja, która mnie ogarniała. A teraz widzę przebieg mojego wcześniejszego życia i pojmuję natychmiast, że te niepohamowane uczucia powoli doprowadzały mnie do „duchowej śmierci”, do obumierania mojej duszy. Ogarniał mnie ogromny gniew, gdy musiałam przypatrywać się, jak tata perfidnie upokarzał mamę na oczach całego świata.
Zaczynałam się przeciwko temu bronić i przeciwstawiać, zagadywałam do mamy i próbowałam na nią wpłynąć. Mówiłam do niej na przykład tak: „Nigdy nie będę taka jak ty, nie pozwolę sobie na takie rzeczy ze strony mężczyzny. My kobiety nie mamy żadnej wartości w społeczeństwie i jesteśmy dlatego tak poniżane, ponieważ są takie kobiety, jak ty, pozwalające sobie na wszystko. Kobiety, które ulegle poddają się samowoli tym macho, które nie mają już godności i dumy, a są bardziej podłamane psychicznie. Właśnie takie kobiety, które pozwalają zarozumiałym mężczyznom na znęcanie się nad sobą i traktowanie siebie jak ostatnią szmatę.” A do mojego ojca powiedziałam, gdy byłam nieco starsza: „Nigdy, uwierz mi i wbij to sobie do głowy, tato, nigdy nie dopuszczę do tego, żeby jakiś mężczyzna tak mnie traktował i upokarzał, jak ty to ciągle czynisz z mamą. Jeśli dojdzie do tego, że mężczyzna będzie mi niewierny i będzie mnie oszukiwał, zemszczę się na nim i będę się nad nim znęcać w rynsztoku. Ze mną tak nie będzie, kochany tato!” W odpowiedzi na to ojciec zbił mnie na kwaśne jabłko i krzyczał na mnie: „Co ty sobie myślisz? Na co sobie pozwalasz” Za kogo ty się masz, by tak mówić do mnie?”
Nie jesteście w stanie sobie wyobrazić, jakim strasznym macho był mój ojciec. Nie mogłam trzymać języka za zębami i odpowiedziałam: „Nawet jeśli mnie bijesz i prawie mnie zabijasz, przysięgam ci, że nie pozwolę sobie na coś takiego. W razie gdyby doszło do tego, że będąc zamężną dowiem się o niewierności męża, wtedy zemszczę się na nim w straszliwy sposób, abyście wy mężczyźni zrozumieli, co przeżywa kobieta, gdy mężczyzna traktuje ją jak ostatnią szmatę, upokarza ją, i znęca się nad nią jak nad mokrą ścierką.”
W ten sposób pochłaniałam wszystkie te awersje, gniew i wściekłość, jakie były we mnie przez cały czas i wypełniałam nimi moje myśli i umysł. Ja sama zatruwałam swój umysł i charakter. Kiedy dorosłam i byłam już samodzielna – i oczywiście miałam już wystarczająco dużo pieniędzy – zaczęłam ciągle wywierać presję na moją matkę, mówiąc do niej: „Mamo, wiesz co? Rozejdź się z tatą, weź z nim rozwód!”
Zachowywałam się tak, chociaż szanowałam tatę i lubiłam go. Mimo to od nowa zagadywałam mamę: „Nie może być tak, abyś tak po prostu znosiła takiego typa jak mój ojciec! Jako kobieta bądź świadoma swej godności! Odzyskaj swój honor i pokaż mu, że jesteś kimś cennym, wyjątkowym a nie kawałkiem szmaty, którą może się wytrzeć!”
Te i podobne frazesy powtarzałam nieustannie mojej matce. Możecie to sobie wyobrazić? Robię wszystko, by rozdzielić moich rodziców, by skłonić ich do rozwodu. Mama zwykle mawiała wtedy do mnie: „Nie, moja droga córko, nie rozwiodę się. Nie myśl sobie, jakoby zachowanie twojego ojca nie było dla mnie bolesne i upokarzające. Cierpię bardzo z tego powodu, co z pewnością możesz sobie wyobrazić. Ale ponoszę tę ofiarę i wytrzymuję, gdyż mam was – moje siedmioro dzieci. Jest was siedmioro a ja jestem sama. Tak więc lepiej jest, aby tylko jedna osoba musiała cierpieć, a nie siedem osób musiało znosić ten ból. W końcu twój ojciec jest dobrym tatą i nie mam serca, by tak po prostu uciec i pozostawić was, abyście sami dorastali. Pytam się jeszcze ciebie: Jeśli rozejdę się z twoim ojcem, kto wtedy będzie się modlił o jego nawrócenie, aby jego dusza została zbawiona? Cierpienie i poniżenie, jakie wyrządza mi twój tata, jednoczę z niewymownymi cierpieniami naszego Pana Jezusa Chrystusa na Krzyżu. Każdego dnia mówię naszemu Panu:
‘To, co muszę cierpieć i znosić, jest przecież niczym w porównaniu z cierpieniami, jakie znosiłeś dla nas na Krzyżu. Aby moje cierpienie miało wartość, proszę Cię o to, bym mogła połączyć i zjednoczyć je z Twoim cierpieniem, tak aby to moje cierpienie otrzymało moc wyproszenia łaski nawrócenia dla męża i dzieci, by mogli zostać uchronieni od wiecznego potępienia!”
Nie rozumiałam tego wszystkiego i tylko potrząsałam głową z powodu głupoty mamy. Po prostu nie byłam w stanie tego pojąć. To były myśli, które były mi obce i diametralnie sprzeciwiały się mojemu sposobowi życia i myślenia. Wiedzcie jeszcze, że nie tylko nie rozumiałam tego; wypowiedzi mojej matki drażniły mnie i powiększały mój gniew. Doszło do tego, że zmieniło się całe moje życie, gdyż stałam się prawdziwą rebeliantką. Ta rebelia objawiała się najpierw w tym, że angażowałam się dla praw kobiet i emancypacji – i to nie tylko jako bierna uczestniczka – nie, o prawa kobiet walczyłam na czele frontu.
Zaczęłam bronić aborcji, prawa kobiety do decydowania o swoim brzuchu; niezależności i prawa do bycia singlem czy życia w wolnym związku – do organizowania sobie życia z tak zwanymi przygodnymi partnerami. Propagowałam rozwód jako dobre rozwiązanie problemów małżeńskich. W szczególności broniłam „prawa talionu” (prawo karne oparte na zasadzie odpłaty, „oko za oko, ząb za ząb”). To znaczy: doradzałam zawsze kobietom, by odpłacały tym samym, by one również mściły się na każdym niewiernym mężczyźnie skokiem w bok – jeśli to możliwe, to z jego najlepszym przyjacielem. Mimo, że ja osobiście nigdy nie byłam niewierna mojemu mężowi, to moimi złośliwymi radami wyrządzałam wielkie szkody bardzo wielu osobom. Niestety!

(10833)
M.data: 24.11.2009, godz: 15:56

Właśnie po raz nie wiem który miałem tą radość że mogłem być w domu o godz.15.00 i odmówić Koronkę.Ile to łask sie otrzymuje dla duszy i człowiek sie oczyszcza wewnętrznie.Niestety nie ma we mnie tej pełnej radości bo problem pracy i zródła utrzymania czyli te nasze troski tej ziemi przesłaniają mi pełną radość:( ............Bo przecież człowiek to nie tylko dusza ale i ciało.

(10832)
Łukasz, lat 25, e-mail: lukzac8@wp.pldata: 24.11.2009, godz: 15:26

Cześć
Przecież żyjemy w wolnej Poslce, można wypowidać się na każdy temat. widze, że większość z was nie ma o niczym pojęcia , kto chce pomagać prawie nit z was nie kiwnie palcem, są osoby które chcą pomagac na tym forum, są to aldona, lat 30, Tomasz, Tomek, lat 36, Trawiasta, lat 28 za która trzymam kciuki, Artii, lat 34, Tadeusz, lat 54 , te osoby dużo wnoszą w nasze forum, bez nich forum by nie istniało.
Chciałbym gorąco podziękować moderatorowi forum za to że pieknie prowadzi tą strona i dziękuję mu za to, żę pozwolił mi zacząć wszystko os samego początku, wiem, żę większośc nie wierzy w moja zmianę ale cóż nie dam rady bich przekonać czyli tym razem dam spokuj z przekonaniem innych do swojej osoby .
Serdecznie dziękuję Tobie Trawiasta oraz też dzięuję Tobie Aldona bo dzieki wam się zmieniam i zawdzięczam wam nowe życie, tyle dla mnie zrobiliscie dziękuje wam za wszystko.
Pozdrawiam
PS: Trawiasta wracaj szybko do zdrowia.

(10831)


 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2026 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej