Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Źródełko ...czyli o darze rozmowy...


[ Dodaj wpis ]

[<<] [<] [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [>] [>>]

Chcesz prosić o wspracie i modlitwe?
Dodaj prosbę do [ Skrzynki Intencji ]

Gosia, lat 21data: 10.11.2008, godz: 18:08

Pustka sprawia niemal fizyczny ból. Nic nie mogę robić. Roztrzęsiona. Co będzie dalej? Boję się, że umrę w tej klatce, nie próbując z nią walczyć.

(5230)
justyna, lat 29data: 10.11.2008, godz: 18:01

do Gosi

ktos mi ostatnio powiedzial - tam gdzie czlowiek stawia kropke Bog zamienia ja na przecinek i pisze dalej. Zdaje sobie sprawe ze to zadna odpowiedz, ale to nie ma byc odpowiedz w tym sensie ze ja cos chce napisac, ze ja moge Ci cos napsiac na to co mowisz, na Twoje watpliwosci niepokoje mysli. Nie ma to byc odpowiedz bo ja tez jestem tylko czlowiekiem i to raczej zagubionym. Tez stawiam swoje kropki... Ty musisz sie spotkac osobiscie z Nieskonczonym, dopiero On da Ci odpowiedz. Ja mysle, ze Bog z wielka uwaga na Ciebie patrzy i Cie slucha. Ze Mu sie to raczej podoba, jak ludzie staja twarza w twarz ze swoimi kropkami, jak nie zamykaja na nie oczu nawet kosztem bolu czy wlasnie pustki. Mysle tez ze nikt nie da Ci odpowiezdzi, zaden czlowiek. Chyba ze taki naprawde w ktorym jest Bog, bo wcielenie jest tajemnica ktora tez sie dokonuje w niektorych ludziach tu i teraz. Ale czasem ciezko ich spotkac (ten o ktorym pisal kasprowicz nie spotkal takiego i tyle). To prawda ze my wszyscy jestesmy biedni i ograniczeni... Ty, ja, my....ograniczone i ze swoimi kropkami. Moze zwroc sie z tym wszystkim bezposrednio do Niego, jesli nie wierzysz - z tym zastrzezeniem - jezeli istniejesz. A jak sie nie zwrocisz, to jezeli On jest, to moze Sam Cie zaskoczy niewaidomo kiedy i niewiadomo jak... moze po prostu On Cie znajdzie. Dopoki czlowiek jest otwarty na prawde i szuka, tak dlugo jest miejsce dla Boga. W kazdym razie, to co widzisz to jest obraz widziany oczami Twojego ograniczonego istnienia, masz tylko tyle ile poznalas, tylko tyle ile Ci sie wydaje prawda, malo danych, latwo postawic kropki, ale wszystko moze sie zdarzyc, zycie moze przyniesc takie zwroty akcji, takie dane ze soba, ze to czego bylas pewna, w jednej chwili przestanie byc pewne, to co bylo zamknietym obrazem, runie, wszystko moze sie zdarzyc.

(5229)
Gosia, lat 21data: 10.11.2008, godz: 17:30

Arturze, nie znam swojego imienia ani żadnych innych imion. Wielu nie doświadczyło Boga w piekle swego życia i w piekle śmieci bliskich, choć prosiło Go o to.
Interesuje mnie postać Edyty Stein. Najpierw była Żydówką, później została profesorem filozofii, długo uznawała się za ateistkę. Az nagle przejęła chrześcijaństwo (wbrew rodzinie) i zginęła w wojnie. Wyznawczyni judaizmu, profesor filozofii, ateistka, wreszcie chrześcijanka, nawet męczennica.
Wielka postać. Jak ona znalazła Boga tam, gdzie Go nie było, choć nie mogła znaleźć Go wcześniej...?
Zofia Nałkowska w Dziennikach z czasów wojny napisała: ,,Nie chcę, aby to, co widzę za oknem, sprawiło, że kiedykolwiek uwierzę." Desperacja czy szlachetna odwaga?
Ja, przyznam, chciałabym inaczej: uwierzyć mimo tego, co widzę. Nie żaden cud, nie pragnę go. Ale nie umiem. Nie umiem.

(5228)
Artur, lat 31data: 10.11.2008, godz: 17:12

Do Gosi
Bóg nie chciał ,,mieć w Raju głupich niewolników'', bo przecież mogli oni zerwać zakazany owoc i to zrobili.

Pytasz skąd ten cały bezsens przemijania? To, że nie widzisz sensu życia nie oznacza, że go nie ma. Niektórzy ludzie widzą sens życia. Naprawdę!
A dlaczego tyle tragedii i cierpienia na świecie? Myślę, że powodem jest szatan i to, że Bóg dał nam wolną wolę i nas jednocześnie kocha.
Oczywiście niektórzy wiedzą lepiej od Boga jak ma świat wyglądać i urządzili by go na swój sposób; np. zabójców, pedofili, złych ludzi wysłaliby na tamten świat albo na wózek inwalidzi i byłoby piękniej.
Ale wyobraź sobie, że jesteś głową rodziny i Twoje dzieci czy współmałżonek zaczynają źle żyć (kłócą się, kradną...po prostu grzeszą). Czy gdybyś miała taką władzę, czy np. pobiłabyś ich. Byliby wtedy cicho i żyliby lepiej. Jeśli kochałabyś ich, to nie zrobiłabyś tego. A miłości bez wolności nie ma - stąd nasza wolna wola.

A tragedie które spotykają ludzi nie są przyczyną pustki w życiu. Można mieć wszystko i tę pustkę czuć, a można być w obozie koncentracyjnym i ufać Bogu do końca jak np. ks. Kolbe (śpiewał psalmy w bunkrze głodowym, po tym jak oddał życie za Gajowniczka). Tylko, że cierpienie M. Kolbe było związane z miłością do Boga i człowieka za którego umierał. Myślę, że cierpienie jest łaską - wtedy kiedy jest połączone z miłością.

Słyszałem o człowieku, który przeżył obóz koncentracyjny. Po wojnie wszystkich atakował (zwłaszcza duchownych) pytaniami: dlaczego? Gdzie był wtedy Bóg? itd. Większość mówiła, że Bóg tego nie chciał, itd,...(w sumie takie pytania o których piszesz). W koncu trafił na ks. A. Fedorowicza i oczywiście ,,gdzie był wtedy Bóg, no gdzie? A on mu odpowiedział: ,,nie wiem'' (podobno ten człowiek się wtedy nawrócił).

Nie chodzi o to, że NIE WOLNO odkrywać prawdy jak piszesz, tylko o to, że mądrość jest darem. Do zrozumienia nietórych rzeczy trzeba po prostu pokory. Bo pycha jest pierwszym grzechem i nawet część Aniołów nie poradziła sobie z nim. A niektórych rzeczy może nigdy nie zrozumiemy i musisz się z tym pogodzić.

Piszesz, że jeśli Bóg istnieje, to nie zna naszych imon. A może Ty nie znasz swojego imienia?

Pozdrawiam


(5227)
Gosia, lat 21data: 10.11.2008, godz: 16:59

Marcinie, z klatki Konieczności nie wyjdziemy, bo ona trwa jak fatum. Wszystko przemija, my też. Ale nawet w klatce tegoż przemijania można się ćwiczyć, można się wspinać po szczebelkach, chodzić i spacerować.
Tak, dać coś z siebie. Ocalić jedno istnienie, to tak, jakby cały świat ocalić. Nie każdy jednak ma co z siebie dać, nie każdy też poczuje, że może cokolwiek przyjąć.
Ostatnio przeczytałam takie słowa w jednej ze znanych powieści: ,,Lepiej żyć i cierpieć niż żyć bez cierpienia, ale tak, jakby się nie czuło, że się żyje."
Jak bardzo dręczy ... pustka. Bez wiary w Boga i bez nadziei. Czym jestem? Czym? Nie wiem, skąd przychodzę, dokąd odchodzę. Może lepiej zachować pewne mity, wyobrażenia, nawet jeśli one są nieprawdziwe. Może te mity będą mogły ukołysać stroskaną duszę... Gdyby tylko nie trzeba było siebie samej tak ciągle oszukiwać...

(5226)
Gosia, lat 21data: 10.11.2008, godz: 16:46

Moniko, ja nie widzę przed sobą zmartwychwstania jak ten bohater u Sienkiewicza. U mnie - tak, masz rację, asfalt i betony. Tabletki od nerwów, żeby dać sobie radę z tym czy z tamtym wyzwaniem. I trzymać fason: udać przed znajomymi i rodziną, że jest ok, że radzę sobie nieźle...
Czarny grajek na kominie / przytknął instrument do smolistych warg / gra melodię opętańczą / w jej bezrytm tańczę
Nie ma systemu, który objaśni WSZYSTKO. Na darmo go szukać. Nie ma. Nie ma go w żadnej ideologi ani w religii.
Istnieją tylko impresje: okruchy słońc i księżyców, szelest liści, szmer lodowca, zapach dzikiej róży i ... krzyk pawia... Czy dla nich warto znosić to wszystko?..Tak.
A więc: ćwiczyć w klatce na przekór (czy nawet dzięki) jej kratom. Albo: nie strzaskać swoich skrzypiec, choćby fałszowały i choć nikt jeszcze nie nauczył się grać doskonale. ,,Żyjesz, to żyjesz. Umrzesz, to umrzesz. Stchórzyłeś, to stchórzyłeś. Nie strzaskałeś, to nie strzaskałeś. Pszczoły śpiewają w górze: czas jest czas, a śmierć jest śmierć. Słyszysz?.." (Kasprowicz)
Oby nie strzaskać skrzypiec, choć te niedoskonałe...

(5225)
Marcindata: 10.11.2008, godz: 16:15

Do Gosi i innych
No właśnie...gdyby tak ktoś założył że nie ma Boga a po śmierci umiera dusza i ciało...Kiedyś świadek Jehowy w rozmowie ze mną zrobił takie założenie a ja się go zapytałem po co się starać czynić dobro i zbierać zasługi skoro po śmierci nic nie ma,lepiej kraść,oszukiwać żyć hedonistycznie.No właśnie... zamiast życie traktować jak klatkę w której się męczę lepiej wyjść do ludzi,zrobić coś dobrego dla innych.Przecież czynienie dobra to łatwa sprawa która daje radość wewnętrzną i pozwala zbierać zasługi na niebo więc....róbmy to a będziemy czuli że wychodzimy z tej klatki!Ja np. chciałbym też czynić dobro wychodząc do jakiejś samotnej dziewczyny czy nawet dać jej szansę na to by kogoś miała ale to dobro jest odrzucane a więc czasami mam w tym względzie pokusę zniechęcenia.Kiedyś pokazywali pewną rodzinę śląską która miała 2 swoich dzieci i przyjęła do swojego domu jeszcze...12 dzieci by stworzyć im rodzinę zastępczą.Ta deklaracja wiązała się z dużym wysiłkiem wychowawczym ale ją podjęli i jak ogromna była wdzięczność i radość tych którzy ją przyjęli!.Jak często nie potrafimy zobaczyć i ucieszyć się z tego że ktoś ku nam się zwraca i chce nam dać coś najważniejszego co ma...siebie! Pozdrawiam:)

(5224)
Marcindata: 10.11.2008, godz: 16:15

Do Gosi i innych
No właśnie...gdyby tak ktoś założył że nie ma Boga a po śmierci umiera dusza i ciało...Kiedyś świadek Jehowy w rozmowie ze mną zrobił takie założenie a ja się go zapytałem po co się starać czynić dobro i zbierać zasługi skoro po śmierci nic nie ma,lepiej kraść,oszukiwać żyć hedonistycznie.No właśnie... zamiast życie traktować jak klatkę w której się męczę lepiej wyjść do ludzi,zrobić coś dobrego dla innych.Przecież czynienie dobra to łatwa sprawa która daje radość wewnętrzną i pozwala zbierać zasługi na niebo więc....róbmy to a będziemy czuli że wychodzimy z tej klatki!Ja np. chciałbym też czynić dobro wychodząc do jakiejś samotnej dziewczyny czy nawet dać jej szansę na to by kogoś miała ale to dobro jest odrzucane a więc czasami mam w tym względzie pokusę zniechęcenia.Kiedyś pokazywali pewną rodzinę śląską która miała 2 swoich dzieci i przyjęła do swojego domu jeszcze...12 dzieci by stworzyć im rodzinę zastępczą.Ta deklaracja wiązała się z dużym wysiłkiem wychowawczym ale ją podjęli i jak ogromna była wdzięczność i radość tych którzy ją przyjęli!.Jak często nie potrafimy zobaczyć i ucieszyć się z tego że ktoś ku nam się zwraca i chce nam dać coś najważniejszego co ma...siebie! Pozdrawiam:)

(5223)
Marcindata: 10.11.2008, godz: 16:14

Do Gosi i innych
No właśnie...gdyby tak ktoś założył że nie ma Boga a po śmierci umiera dusza i ciało...Kiedyś świadek Jehowy w rozmowie ze mną zrobił takie założenie a ja się go zapytałem po co się starać czynić dobro i zbierać zasługi skoro po śmierci nic nie ma,lepiej kraść,oszukiwać żyć hedonistycznie.No właśnie... zamiast życie traktować jak klatkę w której się męczę lepiej wyjść do ludzi,zrobić coś dobrego dla innych.Przecież czynienie dobra to łatwa sprawa która daje radość wewnętrzną i pozwala zbierać zasługi na niebo więc....róbmy to a będziemy czuli że wychodzimy z tej klatki!Ja np. chciałbym też czynić dobro wychodząc do jakiejś samotnej dziewczyny czy nawet dać jej szansę na to by kogoś miała ale to dobro jest odrzucane a więc czasami mam w tym względzie pokusę zniechęcenia.Kiedyś pokazywali pewną rodzinę śląską która miała 2 swoich dzieci i przyjęła do swojego domu jeszcze...12 dzieci by stworzyć im rodzinę zastępczą.Ta deklaracja wiązała się z dużym wysiłkiem wychowawczym ale ją podjęli i jak ogromna była wdzięczność i radość tych którzy ją przyjęli!.Jak często nie potrafimy zobaczyć i ucieszyć się z tego że ktoś ku nam się zwraca i chce nam dać coś najważniejszego co ma...siebie! Pozdrawiam:)

(5222)
Monika, lat 34data: 10.11.2008, godz: 15:58

Gosiu lat 21 wierze w Boga, bo kto stworzyl ten piekny swiat i kolory? Co to jest milosc? Wydaje mi sie ze wiara w Boga opiera sie na tym ze ja wierze w Boga jako Milosc, ktora objawil Jezus Chrystus. Prosze poczytaj Psalmy i ksiazke kwo Vadis Henryka Sienkiewicza. Jeden Rzymianin patrzac jak chrzescijanie umieraja zapytal Chilona Co oni widza? a Chilon odpowiedzial ZMARTWYCHWSTANIE. Dazymy do pieknego swiata ale zobacz niektore wnetrza sa zimne i tylko betony i asfalty. Jak wyjedziesz za miasto to poczujesz sie na lonie natury jak u siebie. Jak zaglebisz sie bardziej to zauwazysz ze Jezus Chrystus odkupil wszystkich ludzi i oczyscil z wszelkich bozkow i starych wierzen. Dzieki Euchrystii mozemy miec w sercu Pana Jezusa i dzieki temu mozemy przez caly czas mowic w duszy do Niego.

(5221)
Gosia, lat 21data: 10.11.2008, godz: 13:17

Dodam tylko, że świadomość pustki i przemijania, nawet dla ateisty czy agnostyka, nie musi być jednak zabójcza. Bo ktoś powie, że jak nie ma Boga i życia po śmierci, to po co się męczyć na świecie, lepiej się powiesić. Nie, nie uważam tak. Spotkałam się z opinią innego z moich ulubionych poetów, S. Barańczaka, który twierdzi, że klatka, w jakiej jesteśmy uwięzieni (klatką w sensie życiowym może tu być konieczność przemijania, śmierci, własna znikomość), może sprawić, że się załamiemy na duchu. Mało tego, że zaczniemy siać pustkę, marazm i nihilizm. A może by- pisze dalej autor - zrobić na przekór tej Konieczności przemijania i prętów klatki, których wprawdzie nie sposób złamać, zacząć używać jak swego rodzaju drabinki, na której można ćwiczyć?:) Choćby tak tylko, z wrodzonej sobie przekory. A nuż coś dobrego z tego wyniknie...
Pozdrawiam raz jeszcze!

(5220)
Gosia, lat 21data: 10.11.2008, godz: 13:04

Do PM (i innych, którzy odpowiedzieli na mój wpis)
Bardzo Ci (Wam) dziękuję za słowa zrozumienia. Nie chodzi mi jedynie o to, dlaczego jest cierpienie na Ziemi. Może rację mają wierzący, gdy mówią, że jest ono próbą, że uszlachetnia. Mój mistrz Zbigniew Herbert, który stale poszukiwał, twierdził, że cierpienia nie może pojąć inaczej niż tylko jako ofiarę. Czy wierzył w Boga? Raczej tak (sam powiedział w trakcie rozmowy z J. Przybosiem, że wierzy), ale z pewnością nie przyjmował wiary tylko jako leku na uspokojenie strachu przed przemijaniem.
Może rzeczywiście to chrześcijanie mają rację, może Bóg faktycznie posłał Swego Syna, by umarł za nas na krzyżu, może rzeczywiście, jak mówi Kościół za św. Teresą od Dzieciątka Jezus, ,,cierpienie jest łaską”. Jednak nie umiem pojąć w wierze tego, że tak nierównomiernie rozłożone jest to cierpienie na Ziemi. Są tacy, którzy przeżywają tragedie, o jakich nam się nie śniło. Pomyślcie np. o obozach koncentracyjnych. Jak możliwe, by Bóg już nie tylko dopuszczał ból, ale i stawiał człowieka w sytuacji bez wyjścia. Powie wielu z Was na to, że to nie Bóg, tylko człowiek do tego doprowadził. Ale jak Bóg mógł dopuścić, by każdy człowiek w warunkach – pozostając przy powyższym przykładzie –obozowych czuł, że jego jedyną winą jest to, że istnieje? Czemu nie dał im w tym paroksyzmie bólu przynajmniej poczucia Swojej bliskości? Powiecie, że ja nie mogę wiedzieć, co ci ludzie czuli. A jednak są tacy, którzy wyznają, że wtedy nie czuli Boga ani nic, tylko pustkę. Twierdzisz, Droga Promienna, że pustynia duchowa to tylko taka próba. Nagrodą ma być zapewne Zbawienie. Jednakże czy cena, jaką trzeba na Ziemi zapłacić, nie jest zbyt wygórowana?...
Wiele osób twierdzi, że nie mam co narzekać na swoje cierpienia, bo są tacy, którzy mają o wiele gorzej. Zdaję sobie sprawę z tego. Bardzo mi źle, bo wiem, jak dużo jest nędzy i dramatów na świecie. Jednak drażni mnie to, jak inni mówią: ,,Dziękuj Bogu, że jesteś zdrowa, że masz rodzinę, że dobrze ci się powodzi, bo to Jego łaska. I nie narzekaj.” A za co mają dziękować Bogu ci, którzy umierają z głodu lub giną na wojnach? Dlaczego oni, a nie ja? Czy nie jest to po prostu – choć to straszne – dziełem przypadku, który nieubłaganie rządzi światem?!
Je nie jestem w stanie uwierzyć w Boga, choć kiedyświerzyłam. Później miałam liczne próby powrotu do wiary – i nic. Po prostu nie mogę, choć bardzo bym chciała. Mam szacunek do osób głęboko wierzących, ale sama nie potrafię oprzeć swojego życia na ich fundamencie, chociaż wiem, że gdybym uwierzyła, łatwiej by mi było żyć. Rozmawiałam w swoim życiu z wieloma księżmi. Choć szanuję ich poglądy, to porozumienie nie jest możliwe. Na rekolekcjach także byłam niejednych, ale jak mam tam się modlić i wyznawać to, co mi na tychże rekolekcjach mówią, kiedy mam w sobie liczne zastrzeżenia co do postępowania Kościoła (choć nie neguję Jego zasług, oczywiście), a także nie potrafię przyjąć dogmatów. Mam oszukiwać siebie i innych, że w to wierzę? Czasem zresztą innych oszukuję, ale samej siebie nie potrafię...
W jednym z utworów Jan Kasprowicz opowiada o człowieku, który brał udział w wojnie. Zabił tam wielu ludzi, sam ocalał. Gdy wrócił do domu, zaczęło go gryźć sumienie. Poszedł do spowiedzi. Ksiądz powiedział: ,,Udział w wojnie to grzech, za który nie ma odpuszczenia. Jednak polityka to sprawa króla, a królowi trzeba być posłusznym, bo jego władza pochodzi od Boga. Leż krzyżem”. Leżał krzyżem, ale mu nie minęły wyrzuty sumienia. Poszedł znowu do spowiedzi, do innego księdza. Ten rzekł: ,,Zabijałeś heretyków – dobrze czyniłeś.” Poszedł do trzeciego. ,,Twoją winą nie jest to, że zabijałeś, a to, że nie dajesz nic na Kościół!” Zrezygnowany, poszedł do czwartego księdza, staruszka, który już żegnał się ze światem. Ten, wysłuchawszy go, wyszeptał: ,,Ja jestem biedny, ty jesteś biedny, my wszyscy jesteśmy biedni...”. Nic więcej nie powiedział. Człowiekowi owemu nieco ulżyło na duszy, choć na krótko...
Wiem, że to strona chrześcijańska i może niektórzy nie będą zadowoleni, ze piszę takie rzeczy. Wyjaśniam, że nie pragnę tu niczego manifestować ani nikogo namawiać do przyjęcia moich poglądów, a jedynie napisać o tym, co boli mnie najbardziej. Obecnie nie bardzo mam z kim o tym porozmawiać, a sama sobie coraz gorzej radzę. Mam nadzieję, że nikogo nie uraziłam.

,,My wszyscy jesteśmy biedni...”

Pozdrawiam.

(5219)
Trawiasta, lat 27data: 10.11.2008, godz: 11:25

Promienna,
to ze ktos chce znac prawde nie oznacza ze jest niewierzacy.
w naszej ludzkiej naturze lezy zadawanie pytan i poszukiwanie na nie odpowiedzi. tak jestesmy skonstruowani, my ludzie; dlatego tak trudno czasami pojac wiare.

Gosiu..... zycze Ci zebys kiedys znalazla odpowiedz na swoje wszystkie pytania i zrozumiala to czego nie pojmujesz, ale nade wszystko - umiala zrozumiec sercem. Bo rozum uzupelni reszte.

Dobrego dnia wszystkim Wam :)

(5218)
ziarenko WNMdata: 10.11.2008, godz: 11:21

Zawsze jest łatwiej zwalić winę na tego,kogo niema fizycznie obecnego,lub na tego,który,nie może sie bronić.Bóg mówi o Miłości,a szatan mówi o nienawiści.Człowiek,który dopuszcza Boga do siebie,i całkowicie Mu się oddaje,nie uczyni krzywdy nikomu,bo będzie miłował drugiego jak siebie samego,będzie miłował tą miłością,którą jest sam Jezus Chrystus.Kiedy jednak człowiek dopuści szatana do siebie,a więc grzech,a grzechem jest krzywdzenie samego siebie i bliźnich,wtedy następuje zło,szatan-grzech,jest tylko jedynym wrogiem człowieka,jest wrogiem każdego z nas,bo on tylko pozwala myśleć tylko o sobie,nie myśli już o tym,czy to co robimy jest zdrowe i dobre dla drugiego człowieka,lecz o tym ile zysku,"srebrników" będzie się miało na koncie,lub przyjemności cielesnej dla samego siebie.Judasz za srebrniki sprzedał swoją duszę,i tak za "srebrniki",chwilę przyjemności,człowiek jest zdolny sprzedawać swoją duszę,a z nią Miłość,którą jest sam Jezus Chrystus,a bez Jezusa,jak nasz umiłowany Jan Paweł II mówi;"człowiek nie jest wstanie zrozumieć sam samego siebie...".Kończę Jego słowami:"Człowiek nie może stać się niewolnikiem swoich różnych skłonności i namiętności,niekiedy celowo podsycanych.Przed tym niebezpieczeństwem trzeba się bronić.Trzeba umieć używać swojej wolności,wybierając to,co jest prawdziwym dobrem.Nie dajcie się zniewolić !Nie dajcie się skusić psełdowartosciami,półprawdami,urokiem miraży,od których później będziecie się odwracać z rozczarowaniem,poranieni,a może nawet ze złamanym życiem. Wiara i nadzieja razem z miłością stanowią fundament życia chrześcijańskiego, którego kamieniem węgielnym jest Jezus Chrystus.Wiara w Chrystusa i nadzieja, której On jest mistrzem i nauczycielem, pozwalają człowiekowi odnieść zwycięstwo nad samym sobą, nad tym wszystkim, co w nim jest słabe i grzeszne, a zarazem ta wiara i nadzieja prowadzą do zwycięstwa nad złem i skutkami grzechu w otaczającym nas świecie.Świat może być niekiedy groźnym żywiołem - to prawda - ale człowiek żyjący wiarą i nadzieją ma w sobie siłę Ducha, aby stawić czoło zagrożeniom tego świata.Mocna wiara, z której rodzi się bezgraniczna nadzieja, cnota tak bardzo dziś potrzebna, uwalnia człowieka od lęku i daje siłę duchową do przetrwania wszystkich burz życiowych. Nie lękajcie się Chrystusa! Zaufajcie Mu do końca! On jedyny "ma słowa życia wiecznego" (por. J 6, 68).Chrystus nigdy nie zawodzi.Patrzcie na Jezusa głębią waszych serc i umysłów! On jest waszym nieodłącznym przyjacielem.Budujcie i umacniajcie na polskiej ziemi „cywilizację miłości": w życiu osobistym, społecznym, politycznym, w szkołach, uniwersytetach, parafiach, w ogniskach rodzinnych, które kiedyś utworzycie. Nie żałujcie na ten cel młodzieńczego entuzjazmu, wysiłku ani ofiary.Drodzy chłopcy i dziewczęta, podążajcie z entuzjazmem swych młodych serc za Chrystusem. Tylko On może uciszyć lęk człowieka.(Przemówienie do młodzieży - Poznań,3 VI 97)""Nic tak nie jest potrzebne człowiekowi,jak miłosierdzie Boże - owa miłość łaskawa, współczująca,wynosząca człowieka ponad jego słabośćku nieskończonym wyżynom świętości.""Ludzkości, która zdaje się być zagubionai zdominowana przez siły zła, egoizmu i strachu,Zmartwychwstały Pan ofiaruje miłość,która przebacza, jedna i otwiera ducha na nadzieję.""...abyście nigdy nie wzgardzili tą miłością,która jest największa,która się wyraziła przez krzyż,a bez której życie ludzkie nie ma ani korzenia,ani sensu."

(5217)
promienna, e-mail: promienna29@interia.pldata: 10.11.2008, godz: 08:58

Gosia:) chyba za duzo chcesz wiedziec... dlaczego chcesz znac prawdę? tak postepują osoby niewierzące..
Bóg pewne rzeczy osłonił tajemnicą, poznamy je dopiero w nowym zyciu... po to jest nam dana wiara, jak bysmy wszystko wiedzieli to wiara nie byłaby nam potrzebna, proste.
Bóg posłał swego syna na taką okrutną smierc krzyżową za nasze zbawienie, czy to nie jest wystarczający powód by wierzyć ?
poza tym kazdy w zyciu przezywa pustki..zniechęcenia, to przezywał ojciec Pio i wiele świętych.. bo zycie tu na ziemi jest marnością i zeby nie zachłysnąc się układaniem sobie tu zycia , Bog daje nam takie łaski...poczucia pustki, pustynia gdzie czasem wydaje sie ze wszystko sie skonczyło, ze nie ma nadzei, ale trzeba walczyć, szukać nadziei, pokonywać przeciwności i czas na oślep ufac jak dziecko.. ze dobry Ojciec przyjdzie mu z pomocą.. to jest własnie prawdziwa wiara. Przyjmij to...zamiast dręczyć się , nie da sie uciec od pewnych spraw. Raz z górki raz pod górkę.
wierzący nie znaczy ze ma miec super spokojne zycie a wiara ma mu sie sama rozwijać, Pan Bóg ma byc na kazde zawołanie jak się zle dzieje..
Duzo zalezy od nas.. Pan Bóg oczekuje od nas wysiłku.
na szczęscie duchowe tez trzeba sobie zapracować..
to szatan wpaja ludziom ze muszą poznac dobro, jak sama piszesz w raju owoc poznania dobra i zła... to jest pycha.
Masz dopiero 21 lat, tyle jeszcze przed Tobą. piekny wiek i czas na prawdziwe zycie. Odkryj swoje talenty, odkrywaj przyrodę, poznawaj ludzi. Myslę ze w Twoje zycie wtargnęła nuda, i chyba trochę lenistwa:) co sie często zdarza osobom nie zadowolonym..
Oczekujesz zeby wszystko szło gładko , płynnie, zeby wszystko wiedziec a wiara to własnie trud, szukanie, zgłebianie.
Porozmawiaj z dobrym spowiednikiem.. pojedz na rekolekcje, wycisz sie w sobie.
Zrób coś dla siebie, bo to jest najważniejsze.
Nie bedziesz wiedziec wszystkiego i nie dąż do tego za wszelką cenę.. ufaj Bogu, nie jestes MU obojętna nigdy nie byłas bo za Ciebie umarł Jezus jakbys była Jego jedynakiem..
pozdrawiam i duzo siły zycze :))

(5216)
do Gosi, lat 25data: 10.11.2008, godz: 08:53

spojrzałem Gosiu na Twój wpis...
wiesz, w swoich poglądach nie jesteś sama; mnie też często towarzyszy poczucie pustki, beznadziei, zdarza mi się podważać istnienie Boga, a cała religia wydaje mi się być niezrozumiała; Stary Testament kreuje nam Boga okrutnego, bezlitosnego. Czasami myślę sobie, że ludzie wymyślili sobie Boga, bowiem szukanie Stwórcy jest wpisane w nasze życie. Wiara jest pewnym środkiem łagodzącym, bowiem boimy się śmierci i staramy się gdzieś nasz strach oddalić.
Mogę przytaczać argumenty, że skoro Bóg jest Wszechmocny, to czemu dopuszcza cierpień, przecież mógłby tak pokierować naszymi krokami by nie było wojen i nienawiści... pięknie przytoczyłaś "Skąd bowiem ten cały bezsens przemijania, życie będące walką o byt, skąd dramaty i tragedie, skąd konflikty nie do pogodzenia?"

Pewnie wielu z nas stawia sobie te pytania i jakże trudno jest znaleźć odpowiedź.
PM.



(5215)
Gosia, lat 21data: 10.11.2008, godz: 00:21

noemi, ja jestem na dnie, jeśli to już dno. Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga ani Bogu; On, jeśli istnieje, nie zna naszych imion. Też mi się kiedyś zdawało, że mnie z czegoś uzdrowił, ale teraz jest pustka. Żyję, a tak, jakbym umarła. Nie, nie ma Go. Skąd bowiem ten cały bezsens przemijania, życie będące walką o byt, skąd dramaty i tragedie, skąd konflikty nie do pogodzenia? Pewnie, że łatwiej uwierzyć w Miłosiernego Boga i szczęśliwsze życie po śmierci, ale ja nie potrafię tak z tchórzostwa przed bezsensem istnienia zacząć wierzyć. Usiłowałam już nieraz tak uczynić, ale to na nic. Powiesz, że to człowiek sprowadził cierpienie na Ziemię poprzez swój grzech pierworodny? A dlaczego, przyjmując na moment tradycję biblijną, Bóg, ponoć tak miłosierny, chciał mieć w Raju głupich niewolników? Z drzewa poznania dobra i zła nie mogli zbierać owoców. Nie wolno zatem odkrywać tajemnicy otchłani, gdyż tego człowiek nie mógłby znieść. A dążenie do odkrywania prawdy jest ponoć wpisane w serce człowieka i to przez kogo? Przez Stwórcę. Paradoks? Jest utwór F. Schillera ,,Przed posągiem w Sais" Młodzieniec, który przybył do Egiptu, by się uczyć, chciał pojąć całą wiedzę, żadna namiastka mu nie wystarczała. Odpowiedziano mu, że stoi tam posąg okryty woalem. Woal ten kryje... Prawdę. Wyrocznia zakazała jednak odsłaniać posąg, gdyż jeśli ktokolwiek to uczyni, ów ... ujrzy Prawdę! Rozgorączkowany młodzieniec udał się nocą do świątyni i, drżąc, zdjął woal z krzykiem: Chcę ujrzeć Prawdę! - Ujrzeć!... - odparło mu pogardliwie echo. Nad ranem znaleziono go zemdlonego. Wkrótce zmarł. Był nieprzytomny, powtarzał tylko, że kto prawdę pragnie posiąść grzechem, spokoju nie odzyska nigdy. Prawdą jest Pustka, a jeśli ktoś się nad tą przepaścią pochyli, to już nic nie widzi przed sobą. Wiara ma bronić przed tym zapatrzeniem. Dążenie do Prawdy leży jednak w istocie człowieczeństwa. Kolejna, a właściwie ta sama sprzeczność. Jak więc uwierzyć?

(5214)
noemi, lat 31data: 09.11.2008, godz: 20:17

Witam!
gorąco pragne zaprosić do zaufania Bozej Miłość, tych którzy są na tzw. dnie swojego życia, ze względu na grzech czy też inne problemy, np:ze zdrowiem związane, zwłaszcza psychicznym. W moim żuciu znalazlam się na "obu tych dnach"!!!!Ale miłosć Boża i łaska, choć trzeba bylo na nia poczekać, przemieniła je całkowiecie. Od roku czuję się jak przysłowiowo nowonarodzona, do tej pory do konca nie mogę uwierzyć, ze Bog tego wszystkiego dla mnie dokonał!Cierpienie nie wydawało się miec konca, a naprawde przechodzilo wytrzymalość, każdą moją wytrzymałość, nie pozostalo mi nie innego, jak tylko zaufać Jego Milośći do mnie.Darmo danej i nieopuszczającej mnie nigdy, choć nieodczuwalnej!!!!:)
Tu przychodzi mu tylko na mysl jedno, to co mowi Biblia, że Pan w mocy jest , aby natychmiast i niespodziewanie zwbogacić ubogiego. Warunek jeden:trzeba stać się naprawde ubogim!ogołoconym ze wszystkiego, każdej gwarancji, kazdego ludzkiego zabezpieczenia tak, aby w ogole nie polegać już na niczym innym, jak tylko na Bogu!
A to daje tyle szczęścia!....czuje się spełnioną i szczęśliwą młodą kobietą!
Zachecam do ufności i zapraszam do niej!Gra warta zachodu!!!!
Pozdrawiam. Przesyłając Boży uśmiech każdemu, kto go potrzebuje teraz tak, jak ja kiedyś potrzebowałam!!!!:))))))m.

(5213)
maładata: 09.11.2008, godz: 19:40

Niedzele.... za oknem mglisty i smutny dzień.... w oczach łzy a w sercu smutek .... był Ktoś i już Go nie ma ..... pustka..... resztkami sił postanawiam iść d Kościła na niedzilną mszę św. ..... chociaż tak trudno, gdy człowiek pyta słowami E. Gepertt :" po co mi dałeś wiarę w cud - a potem odebrałeś wszystko? " .....
trwa msza św. ..... do oczu cisną się łzy a w głowie tylko jedno - to Bóg mnie tylko kocha ..... gdyby człowiek, któremu ufałam kochał mnie - nigdy by tak nie postąpił..... straciłam nadzieję na wszystko i świat ma jedynie mglisty - listopadowy obraz .... nie ma nadziei .... nie ma już nic .....
nagle z zza ołtarza słychać zapłakany głos księdza .... ksiądz płacze ..... resztkami sił wydobywa słowa .....

a w mojej głowie jedno: " jak widzisz każdy - nawet ksiądz ma w sercu jakiś ból ....i czasami tak trudno to ukryć......"

pomyślałam - nie jestem wyjątkiem - życie człowieka oparte jest na cierpieniu .... może to był dla mnie znak? że trzeba to jakoś przetrwać, dźwignąć?- chociaż tak trudno .....

na koniec mszy św. ksiądz wytłumaczył swoje łzy - że właśnie wczoraj dowiedział się o śmieci bliskiej mu osoby ......

i wtedy wszystko było już jasne ..... Bóg chciał mi pokazać - że mój ból uda się dźwignąć , że strata bliskiej osoby boli - i nie ważne czy ktoś umiera czy zwyczajnie odchodzi ...... Bóg zroumiał mój ból ......

(5212)
Aga, lat 24, e-mail: modus_vivendi@o2.pldata: 09.11.2008, godz: 10:47

NIC NIE ISTNIEJE BEZ PRZYCZYNY

Moje oczy są stworzone dla światła,
dla zieleni wiosny,dla zimowej bieli,
dla szarości chmur i błękitu nieba,
dla gwiazd nocą
i dla niesamowitego cudu,
jakim są wspaniali ludzie wokół mnie.

Moje usta są stworzone dla słów,
dla słow dobrych,na które ktoś czeka.
Moje usta są stworzone do pocałunku,
moje ręce - by być delikatne i łagodne,
by biedakowi dać chleb,by pocieszyć,
a stopy - by iść drogą ku bliźnim.
Moje serce stworzone jest dla miłości,ciepła,
dla tych,którzy żyją w zimowej samotności.

Phil Bosmans

---

Dobrej niedzieli wszystkim:)

(5211)
Piotrdata: 08.11.2008, godz: 19:59

Mój drogi imienniku - prawem zajmuję się na codzień, więc wiem, co piszę. Deklaracja, jak sama nazwa wskazuje, jest tylko DEKLARACJĄ - czyli w praktyce każdy robi sobie z nią, co chce, bo nie ma mocy wiążącej.
Podobnie jest z Biblią i Dekalogiem - co prawda powoli się to zmienia, jednak nadal dla wielu, o zgrozo, również chrześcijan pozostają one pewnymi deklaracjami, których nie biorą na poważnie. A do innych przepisów/norm - przestrzegane są dostatecznie przez większość racjonalnych ludzi i dlatego są, dlatego obowiązują - śa to normy prawne stanowione i obowiązujące (względnie lub nie), a to coś innego niż deklaracje, które są w większości przypadków pobożnymi życzeniami uchwalających je.
Cóż, można się z tym zgadzać lub nie, ale prawo nie powstało, żeby chronić najsłabszych, ale podobnie jak państwo ma chronić interesy ludzi w ramach zbiorowości - jak praktyka pokazuje chroni przede wszystkim tych najlepiej usytuowanych, najsilniejszych.
Sytuacja, o której piszesz, nie jest niczym nadzwyczajnym - faktycznie katolicy przestają istnieć na forum publicznym - choć sprawa nie jest taka prosta. Generalnie większość katolików jest nimi tylko z nazwy i nie ma się czemu dziwić, zwłaszcza, gdy pewne grupy chcą marginalizować wiarę i religię. Smutne to, ale wcale nie zaskakujące - gdyby Kościół nie skupiał się tylko na tym, co jest na zewnątrz, nie byłaby teraz potrzebna rechrystianizacja katolików, czy też szerzej chrześcijan.
Nigdzie nie twierdziłem i nie twierdzę, że nie trzeba zabierać głosu. Twierdzę jednak, że powinno się to odbywać przede wszystkim na najniższym poziomie - kontaktu z innym człowiekiem, z innymi ludźmi. Tym bardziej, że w polityce bardziej niż piękne słowa, deklaracje i nawet dokumenty, liczą się konkretne działania. Nigdy też nie popierałem obojętności, ale raczej racjonalne i efektywne działania, a takie inicjatywy jak ta.. można odłożyć na trochę później, a skupić się na pracy u podstaw, pracy z ludźmi, bo nawet najszczytniejsze idee przyobleczone w prawo nie poskutkują, jeśli nie znajdą się ci, którzy je przyjmą.
Powiem szczerze - powinieneś zejść na ziemię. Zwolennicy aborcji rzadko kiedy mówią w ogóle o aborcji, ale zabiegu, a nade wszystko o WOLNYM wyborze, nie o człowieku, a właśnie o płodzie - to nie człowiek, więc można robić z nim, co się chce - przecież to brzuch kobiety i to jej sprawa. Skoro to nie człowiek, to o jakim życiu mowa? To pozostaje chyba zagadką.. Poruszasz kolejny raz temat prawa - mam w związku z tym pytanie - jak nawet najlepsza poprawka ma chronić to życie, skoro ludzie wcale nie będą się do niej stosować? Myślisz, że poprawka do Konstytucji, którą proponował Marek Jurek, coś by zmieniła? Szczerze w to wątpię. Ustawa z 1993 jest w gruncie rzeczy martwa, więc i ta poprawka taką by była.
Zgadzam się, że trzeba działać, ale to, co proponujesz jest działaniem od końca. Najpierw trzeba zmienić ludzi, a dopiero później prawo.

(5210)
****, e-mail: stokrotka135@op.pldata: 08.11.2008, godz: 19:26

Powoli kończy się rok Św. Pawła i chciałabym przytoczyć kilka jego słów, nad którymi warto się zastanowić. Poza tym jest listopad, to dobry miesiąc na zwolnienie tępa i trochę refleksji nad własną osobą.
"Bo kto uważa, że jest czymś, gdy jest niczym, ten zwodzi samego siebie.
Niech każdy bada własne postępowanie, a wtedy powód do chluby znajdzie tylko w sobie samym, a nie w zestawieniu siebie z drugim. Każdy bowiem poniesie własny ciężar."
Jakim jestem człowiekiem?Ile we mnie jest dobra a ile zła? Jakim jestem dla drugiego człowieka?Bo przecież to, co czynię drugiemu, czynię też Jezusowi i czy jestem w stanie stanąć obok siebie i spojrzeć na własną osobę?Może trochę się zmienić, jeżeli coś jest nie tak????Pozdrawiam Wszystkich w ten listopadowy sobotni wieczór.

(5209)
Piotr, lat 41, e-mail: piotrek672@interia.pldata: 08.11.2008, godz: 17:45

Czym jest Powszechna Deklaracja Praw Człowieka  ONZ można przeczytać choćby w Wikipedii. Czy rzeczywiście PDPCz uchwalona 10-go grudnia 1948 r. jest " nic nie znaczącymi świstkami papieru"? Zaprawdę zdumiewające słowa. Czy zatem Konstytucja RP lub Deklaracja Niepodległości USA to też takie nic nieznaczące świstki? ? Dla niektórych tym samym mogą być karty Biblii i Dekalog. I dla wielu tylko tym są. W tym cała tragedia ludzkości. Weźmy np.: przepisy ruchu drogowego, czy to też są "nic nie znaczące świstki papieru" czy nie? Po co komu znaki drogowe? ( tych zakazu w ogóle nie powinno być:)) Każdy wie jak ma jeździć. A w dodatku ludzie i tak łamią te przepisy więc po co one. Kto szybszy i sprytniejszy ten wygrywa? Idąc dalej tym tropem: po co komu prawo karne, ludzie i tak kradną i mordują. Rzeczywiście złodzieje, oszuści, sadyści, mordercy niewiele sie tym przejmują. Więc co? Znieśmy prawo karne skoro "  w gruncie rzeczy niewielu się tym przejmuje", każdy ma swoje sumienie itd. itp. Tylko, że takie podejście daje pierwszeństwo  prawu silniejszego, cwańszego.  Od dawien dawna ludzie tworzyli prawo, zespół norm postępowania,  które miały chronić obywateli. Właśnie po to powstają takie prawa, aby chronić przede wszystkim tego słabszego. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że tym najsłabszym jest dziecko nienarodzone, które nie jest w stanie same siebie obronić. Mam wrażenie , że my katolicy coraz bardziej się wycofujemy z życia społecznego, zbyt mało sie angażujemy, Msza św. niedzielna tak, a co z codziennością? A przecież apostolstwo, głoszenie  Dobrej Nowiny jest naszą powinnością, jest naszym zadaniem. Dlatego wszędzie tam, gdzie jest możliwość opowiedzenia sie po stronie cywilizacji życia, mówię TAK. Składając podpis pod dokumentem mogę mieć realny wpływ na jego późniejszą treść.  Dlatego takie akcje jak C-FAM jak najbardziej mają sens, bo jak ktoś powiedział " " aby zło mogło zatriumfować wystarczy obojętność dobrych ludzi ". Na kogo mają liczyć takie instytucje jeśli nie na nas ludzi wierzących?
Czy rzeczywiście: " przeciwnik już na poziomie języka ma przewagę "? Nie wydaje mi się. Czy słowo "płód" ma pierwszeństwo przed słowem "człowiek", a "wolność wyboru" przed słowem "życie"? Bo właśnie o życie tu idzie, więc każda poprawka w prawie mogąca je dodatkowo chronić jest ważna i potrzebna. Zawsze można to nazwać atakiem i powiedzieć nie teraz, to nie ten moment. A kiedy będzie ten właściwy moment? Jak cały świat nawróci się na chrześcijaństwo? Nie liczył bym na to za szybko, należy więc działać tu i teraz, nie martwiąc sie zbytnio " czy odniesie to skutek odwrotny od zamierzonego”, bo tego nie wie nikt. Chrystus wzywa nas: „Bądźcie gorący lub zimni ale nigdy letni.” Skoro temat aborcji został wywołany módlmy się gorąco w intencji matek spodziewających się potomstwa, w intencji dzieci nienarodzonych. Zachęcam raz jeszcze do akcji składania podpisów, do tej pory z zapytaniem o adres strony zgłosiły się 2 osoby. Czy nie jest to w jakiś sposób wypełnieniem słów Jezusa: „Cokolwiek uczyniliście ( dla ) jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili „
Pozdrawiam. Z Panem Bogiem. Piotr

(5208)
Monika, lat 34data: 08.11.2008, godz: 13:21

Piotrze pamietaj ze swiatem rzadzi Pan Bog a Krolem Ziemi jest Jezus Chrystus bez wzgledu co mozni planuja i robia. My chrzescijanie jestesmy Resztka Izraela i zobacz chrzescijanie przyjmuja system wartosci hindusow i to nas bedzie oslabiac jesli nie zawierzymy Bozemu Milosierdziu. Studiowalam marketing i powiem Ci ze marketing buduje sie na systemie wartosci jaki sie komu podoba. Raz na pewnych warsztatach musialam wyjsc bo osmieszano katolikow. Jestem tolerancyjna ale jesli cos mi nie odpowiada to zamykam oczy lub wychodze ale nigdy nie walcze z tym. Jesli uslyszalam ze joga niszczy to dlaczego mam to cwiczyc zeby byc modna . Przeciez musze bardziej ufac przywodcom duchowym ( nie wszystkim) a nie tym ktorzy maja kase. Zobacz Piotrze mowisz ze problem nizu a ja boje sie ze moj maz po jakims czasie przyjdzie i powie zakochalem sie wyprowadzam. Czy jest sens zaczynania czegokolwiek jezeli nie mam gwarancji ze bedzie milosc do konca zycia i nie bede musiala bac sie o dzieci. Rozwody niby trendy ale dla kogo? Nie wiem moze to pycha albo laska Chrztu sw.

(5207)
Aga, lat 24, e-mail: modus_vivendi@o2.pldata: 08.11.2008, godz: 11:19


Zima 1986 roku była długa i bardzo mroźna.Sytuacja,w jakiej znaleźli się Linda i Steve Knight,wydawała się równie ponura,jak widok za oknem.
" Mąż został zwolniony i był bez pracy już pięć miesięcy - wspomina Linda. - Pieniędzy brakowało właściwie na wszystko,a moja wiara została poważnie zachwiana.Mój mąż pracował w przemyśle motoryzacyjnym,w którym zastój doprowadził do masowych zwolnień.Nasza przyszłość rysowała się w ciemnych barwach ".
Pewnego dnia do Lindy i Steva zadzwonili przyjaciele.Mieszkali dość daleko i postanowili przyjechać do miasta z wizytą. " Uwielbiam ich i bardzo chciałam się z nimi zobaczyć,ale strasznie się bałam,że nie będę mogła im zaproponować nic oprócz filiżanki kawy " - ciągnie Linda.
Linda postanowiła zwrócić się do Boga. Usiadła na kanapie w salonie i otworzyła Biblię na Ewangelii według świętego Jana (16,23) : " Zaprawdę,zaprawdę powiadam wam: O cokolwiek byście prosili Ojca,da wam w imię moje ".
Przełykając łzy,Linda modliła się: " Ojcze,proszę Cię,spraw,żebym miała dzisiaj czym poczęstować gości.I proszę jeszcze o pracę dla mojego męża.Dziękuję Ci,Ojcze ".
Pomodliwszy się,Linda poczuła ulgę.Dwadzieścia minut później rozległo się pukanie do drzwi.
" Na progu stali rodzice męża - opowiada Linda. - Przynieśli sześć toreb pełnych najróżniejszych artykułów spożywczych! ".
" Wiem,że przechodzicie bardzo trudny okres,dzieciaki - odezwała się teściowa. - Wiem,że przydałoby się wam praktycznie wszystko,ale pomyśleliśmy sobie,że najbardziej potrzebujecie,żeby ktoś wam sprawił odrobinę przyjemności.Tak więc postanowiliśmy wam przynieść trochę smakołyków ".
Szperając w torbach,Linda i Steve nie kryli zdumienia.Rodzice przynieśli im napój gazowany,chipsy,ciasteczka,pączki i wiele innych przysmaków.Do tego duży kubełek z kurczakiem na wynos,sałatki : coleslaw,jarzynową i z makaronem,a na deser ciasto czekoladowe.
" Teściowie nie mieli pojęcia,że spodziewamy się gości - wyjaśnia Linda - lecz Bóg dobrze o tym wiedział.On o tym wiedział wystarczająco wcześnie,by zasiać w ich sercach gotowość pomocy.Moja modlitwa została wysluchana,zanim zdążyłam ją wypowiedzieć! "
Tego dnia Linda wraz z mężem spędzili z przyjaciółmi przemiły wieczór. A dwa tygodnie później Steve znów pracował na pełnym etacie.
" Kiedy Bóg mówi,że zaspokoi nasze potrzeby - oświadcza Linda - to można Mu zaufać! ".

Cuda dnia powszedniego
Bóg podaje rękę potrzebującym

Bell James, Clark Stephen


Pozdrawiam wszystkich serdecznie:)


(5206)
Marcindata: 08.11.2008, godz: 10:47

Tak często narzekamy że brak nam tego czy tamtego ale tak naprawdę nikt na tym świecie nikt nie jest szczęśliwy w stopniu maksymalnym,każdy tu na ziemi ma swoje problemy.W miejscu gdzie pracuję szefem jest pewien zamożny wpływowy biznesmen.Wydaje się że ten człowiek ma wszystko-rodzine,ogromny majątek,poważanie.A jednak interesy które prowadzi wymagają ciągłego zaangażowania,stresu i jego życie też nie jest bajką.Prawdziwe szczęście zarówno w życiu osobistym, materialnym niestety wymaga wysiłku i odporności na stres i porażki.Taka sama jest droga do świętości.A więc bądzmy wytrwali i cierpliwi w dążeniu do celów nawet jeśli w chwili obecnej wieje przysłowiowy wiatr w oczy. Pozdrawiam wszystkich w ten piękny listopadowy dzionek:)

(5205)
Piotrdata: 08.11.2008, godz: 08:07

G. - nigdy nie twierdziłem, że chcesz wmawiać komukolwiek cokolwiek - ja tylko napisałem to, co akurat mi się skojrzayło z tym uczeniem innych o innych. Tylko tyle, a może aż tyle.
Co do reszty - mimo, że bardzo się nie zgadzam z Twoją postawą, to nie mam innego wyjścia jak ją uszanować - przecież i tak zrobisz to, co uważasz za słuszne dla siebie, prawda? Zresztą nigdy moim celem nie było przekonanie Ciebie, a tylko uzasadnienie swojego sprzeciwu.

Co do abrocji - osobiście uważam, że taka akcja z co najmniej 2 powodów jest bezsensowna. Pierwszy - takie dokumenty, jak Deklaracja z 1948 roku - to w gruncie rzeczy nic nie znaczące świstki papieru, z których każdy bierze co chce i jak chce, o ile w ogóle; w gruncie rzeczy niewielu się tym przejmuje - tam, gdzie prawa zawarte w niej były, są nadal, a tam gdzie ich nie ma - długo ich prawdopodobnie nie będzie.
Po drugie - widoczne odwołanie do państw/instytucji, a nie ludzi, którzy to przecież ostatecznie poddają się/wykonują aborcję - rzekłbym grzech pierworodny takich kampanii. Nieważne jakie prawo - pro-, czy antyaborcyjne mamy - aborcję były, są i będą. Żeby coś zmienić, trzeba działać na poziomie ludzi.
Jest to tym ważniejsze, że przeciwnik już na poziomie języka ma przewagę - krzyczą nie o aborcji, ale o wolności WYBORU (rzecz fundamentalna - w liberalnych demokracjach człowiek lubi mieć wybór, najlepiej niczym nieograniczony), gdy muszą wspominają o płodzie, a nie dziecku/człowieku itd. - generalnie przykłady można mnożyć, ale bez skutecznej kampanii na poziomie zwykłych ludzi niewiele się zmieni. Prawem w tym kontekście zajmowałbym się najmniej - konstrukcja jest generalnie taka - masz wybór, ale nie przymus, więc atakowanie i zmienianie tego prawa w tym momencie odniosłoby skutek odwrotny do zamierzonego.

(5204)
G., lat 21data: 07.11.2008, godz: 22:42

Do Promiennej: Dziękuję za Twoją wypowiedź. Właściwie w ostatnim wpisie do Piotra zawarłam to samo, co i Tobie mogłabym odpowiedzieć... Dodam tylko, że zdaję sobie sprawę, że życie w samotności nie jest i nie będzie bardzo przyjemne:) Jednak wydaje mi się ono w moim (i nie tylko) wypadku mimo wszystko lepszą alternatywą niż jakiekolwiek inne. Co do starości i umierania samemu, to wydaje mi się, że w obliczu przemijania tak naprawdę każdy jest sam. Tego nie zmieni nawet rodzina. Wiesz, mam prababcię w wieku 98 lat. Jest otoczona rodziną (córka, wnuki, prawnuki, siostry itd.), a jednak ciągle zauważam, jak boleśnie pozostaje ona ze swoją starością sama. Rodzina ma być zatem środkiem łagodzącym ból przemijania? Nie. Taki środek nie istnieje. Jeśli ktoś żeni się czy wychodzi za mąż, bo boi się starości czy śmierci w samotności, to nie jest to chyba zbyt dojrzale postępowanie. Podsumowując: z rodziną czy bez, całe nasze życie, a także starość i konieczność śmierci bolą i będą bolały. Nie ma rady. Każdy powinien sobie indywidualnie z tym jakoś radzić. Próbować jakoś oswoić śmierć, starość (rzecz jasna, do końca nigdy się tego oswoić nie da).Po co? Żeby nie popaść w rozpacz. Ja mam już swój sposób na ,,oswajanie" tejże otchłani, ale to sekret;) Powiem tylko, że nie jest nim zakładanie rodziny, bo nie sądzę, że mąż czy dzieci mogą stanowić antidotum na marność świata tego:) Pozdrawiam serdecznie!

(5203)
G., lat 21data: 07.11.2008, godz: 22:25

Piotrze, zlituj się, przecież nie mam zamiaru wpajać Chińczykom, że pochodzą od Byrona! Ani też wmawiać im, że tylko ,,nasi" twórcy są godni wspominania. Zdaję sobie sprawę, że tamte kontynenty też mają wspaniałą (a może nawet wspanialszą) kulturę. Jedyne, o co mi chodziło, to to, że boję się, że wkrótce wielkie dzieła wielkich ludzi z kręgu kultury, powiedzmy, śródziemnomorskiej, zostaną zapomniane lub prawie zapomniane. I to jest większy wg mnie problem niż samo ,,zanikanie" przedstawicieli naszej rasy (choć nie lubię słowa ,,rasa" w odniesieniu do ludzi). Wspominam o tym, choć znów odbiegam od tematu. Chciałam mimo to tę sprawę wyjaśnić, ponieważ ostatnio chyba niejasno się wyraziłam. Jeśli chodzi o pozostałe rzeczy, to jednak sądzę wciąż, że swoje zadanie można, a nawet w wypadku niektórych osób i sytuacji trzeba wypełnić w samotności, zaś pęd do małżeństwa za wszelką cenę uważam za chory. Zresztą, może się w pewnym stopniu mylę, bo jeśli ktoś czuje, że jego zadaniem i misją życiową jest bycie ojcem czy matką, to z pewnością powinien sie o to starać. Właściwie jedyne, czego chciałabym, to to, żeby trochę więcej zrozumienia i empatii okazywano w życiu codziennym wobec ludzi, którzy decydują się na życie samotne. Uparcie twierdzisz, że tłumię jakieś swoje uczucia bądź uciekam przed czymś. Nie będę uzasadniała, że tak nie jest, bo to nie miałoby większego sensu. No cóż, może ktoś, kto mówi, że chce żyć w samotności jest jakimś fenomenem i zaraz mu się wmawia różne tam ucieczki przed sobą itd. Trudno. Tego świata chyba prędko nie zrozumiem, ale co tam:) W każdym razie dzięki za rozmowę i spostrzeżenia. Pozdrawiam, dobranoc!

(5202)
ziarenko WNMdata: 07.11.2008, godz: 21:18

Dla Polaka aborcja - to najgorszy mord w dziejach ludzkości,dokonywany na niwinnnym Dzieciątku,najgorszy bo dokonywany świadomie przez tych,którzy winni życia bronić,a więc przez niektórych psełdo "lekarzy"
V Przykazanie Boże - NIE ZABIJAJ !!! - Kto zezwala na zabijanie,mordowanie drugiego człowieka,ten nie może nazywać się katolikiem - chrześcijaninem i nie może być też Polakiem,bo Polak od zawsze bronił i broni życia,"od NATURALNEGO poczęcia,do NATURALNEJ śmierci" (JAN PAWEŁ II)

(5201)
promienna, e-mail: promienna29@interia.pldata: 07.11.2008, godz: 20:52

do G 21
mnie też się wydaje ze nie do końca odkryłas swoje powołanie..
moja droga kiedys jak bedziesz juz bardziej wiekowa ;) przekonasz się ze na własne zyczenie uciekając od założenia rodziny wpędziłąs sie w niełatwą rzeczywistośc, moze nie będzie miał kto podać szklanki wody(choc tego nie zyczę) nigdy nie odwiedzi Cię wnuk i nie złozy życzen na dzien babci, umierac w samotności bez najbliższych...
Trochę uczepiłas się stwierdzen ze masz dookoła nieszczęsliwe małzeństwa.. a myslisz ze miłośc to tylko radość i wspaniałe życie? miłośc jest trudna ale chyba warta życia dla innych, z innymi...na tym polega miłość trzeba się starac , nie przychodzi łatwo bo człowiek ma w sobie trochę egoizmu..
samotność to tez nie "wspaniały święty spokój" jak Ci sie teraz wydaje w stosunkowo młodym wieku..
Myslę ze nie powinnas oceniac religijnosci tych małżenstw , jak tam wygląda miłośc od środka.. to chyba nalezy do Boga, każdy jest cżłowiekiem i cżłowiek chrzescijanin ma prawo popełniac błedy, nie musi byc taki święty ze rodzina będzie chodzącym ideałem który będą dostrzegać na kilometr tacy ludzie jak Ty..
gdyby rodziny mieli zakładac same ideały zdolne do heroicznej miłości to nie byłoby pewnie 2/3 związków!
Ty tez bys sie nie narodziła..:)) i świat juz byłby mniej bogaty w jedna osobę..
mysle ze uprzedziłas się do związków...
strach ogranicza i zasłaniasz sie " powołaniem do samotności "
ale gdzieś w głębi krzyczysz, hamujesz te pragnienia w sobie które byc może daje Ci Bóg... odrzucasz je. Nie upieraj się az tak bardzo ze samotnośc dla Ciebie to najlepsze wyjście.
Daj sobie troche oddechu, byc moze dostrzezesz własciwie pragnienia, czego Ci szczerze życzę póki jest czas na refleksje.;)

(5200)
Piotr, lat 41, e-mail: piotrek672@interia.pldata: 07.11.2008, godz: 20:39

Osoby zainteresowane adresem strony na którym można złożyć swój podpis z poparciem proszę o kontakt na maila.

(5199)
Piotr, lat 41, e-mail: piotrek672@interia.pldata: 07.11.2008, godz: 20:18

Witam serdecznie Źródełkowiczów, przekazuję apel Instytutu Rodziny Katolickiej i Praw Człowieka, proszę Was o wsparcie dla tej akcji. Przekazuję maila którego otrzymałem:

W dniu 10 grudnia 2008 r ONZ będzie obchodzić 60-tą rocznicę Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Przy tej okazji radykalne grupy pro-aborcyjne mają zamiar zgłosić Zgromadzeniu Generalnemu ONZ petycję w sprawie powszechnego prawa do aborcji. Największe, najbogatsze i najbardziej wpływowe grupy pro-aborcyjne planują atak na nienarodzone dzieci już przed Zgromadzeniem Generalnym. Kampanie są prowadzone przez Federację Międzynarodowego Planowania Rodzicielstwa oraz "Maire Stopes International", dwie grupy odpowiedzialne za więcej aborcji niż wszystkie inne w świecie. Obydwie są ulubieńcami sił obecnymi w ONZ, a ich wysiłki aby promować międzynarodowe prawo do aborcji są mile widziane przez wiele państw członkowskich ONZ, a chyba jeszcze bardziej przez urzędników ONZ i wpływowe fundacje w USA, które dają miliony na
promocję aborcji poprzez ONZ i na całym świecie.
Musimy ich zatrzymać w grudniu.
Piszę aby prosić o podpis pod petycją nawołującą państwa członkowskie ONZ do takiej interpretacji Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka aby chronić nienarodzone dziecko przed aborcją.

Czy wiesz, że Powszechna Deklaracja nawołuje do prawa do życia?
Czy wiesz, że Komisje ONZ obecnie interpretują ją jako prawo do aborcji?

My możemy to zatrzymać.
Proszę otworzyć stronę wejść na wersję w j. polskim (pod tytułem apelu są języki do wyboru ) w celu podpisania petycji, którą zaprezentujemy w ONZ 10 grudnia, podczas obchodów 60 rocznicy ustanowienia Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Przynajmniej
musimy wiedzieć co zwolennicy aborcji zaprezentują ONZ w tym dniu. Przedstawią zapewne tysiące nazwisk. MUSIMY IM DORÓWNAĆ.

Po podpisaniu petycji prześlij ten email do znajomych i przyjaciół. Naszym celem jest zebranie i przedstawienie na Zgromadzeniu Ogólnym 50.000 podpisów. Potrzebujemy twojej pomocy teraz aby zablokować możliwości zwiększania wpływów pro-aborcjonistów na forum ONZ.

Będziemy prowadzić te kampanię przez następne 6 tygodni. Jest sporo czasu aby rozesłać te petycję do wszystkich znajomych na całym świecie. To jest prawo międzynarodowe. Wyobraź sobie ich miny gdy przedstawimy 50.000 nazwisk. Bądź uczestnikiem tej akcji. Pomóż nam teraz.

Z poważaniem
Austin Ruse
Prezydent
C-FAM
(jedyna grupa pro-life działająca w ONZ w zakresie polityki społecznej)
Instytut Rodziny Katolickiej i Praw Człowieka

Pozdrawiam. Z Panem Bogiem. Piotr

(5198)
Piotrdata: 07.11.2008, godz: 19:26

G. - coś jest w tym, o czym piszesz w pierwszym akapicie, ale z drugiej strony bym tego aż tak nie demonizował. Oczywiście nie brakuje ludzi, którzy popadają z jednej skrajności w drugą, ale są też tacy, którzy swoim życiem świetnie splatają codzienność ze świętością - bez żadnych fajerwerków, bez rozgłosu.. Takich ludzi trzeba wytrwale szukać, bo sami się nie znajdą - z reguły są zbyt zwyczajni, nie rzucają się w oczy, są tak bliscy, że wręcz niewidoczni.
To o czym piszesz w istocie jest ucieczką - masz w sobie uczucia, które tłumisz (czyli uciekasz od nich, bo odmawiasz sobie sama ich przeżywania), uciekasz od ich realizacji, bo obawiasz się o potencjalną rodzinę itd. - chyba coś nie jest tak.. Może błędnie, ale ja widzę, że jednak udajesz, że wszystko jest w porządku, zresztą nie ma się, co dziwić - musisz uciekać przed tymi uczuciam i oszukiwać siebie, że jest Ci z tym dobrze, bo inaczej prędzej, czy później popadłabyś w obłęd. Jesteś jednakże pełnoletnia i masz prawo suwernnie o sobie decydować - skoro wszystko jest w porządku - niech stanie się, jak chcesz.
Co do demografii - faktycznie momentami zarysowałem zbyt ostro obraz sytuacji, co nie zmienia faktu, że problem jest. Można różne rzeczy sobie opowiadać, ale faktem jest, że to nasza cywilizacja stanowi fundament współczesnego świata i w praktyce to my go zbudowaliśmy. Nie chodzi tu o jakieś wymądrzanie się, ale o rzeczywistość. W związku z tym, co piszesz o nauczaniu dzieci, to przypomniał mi się system nauczania w koloniach francuskich w XX wieku - kiedy to dzieci afrykańskie uczyły się, że ich przodkami byli.. Galowie (sic!). Nie oszukujmy się - w Azji choćby mają swoich poetów, pisarzy, myślicieli - ich dobrą wolą, ewentualnie, będzie wspomnienie, że taki choćby da Vinci żył kiedyś, kiedyś tam.. Widać tu analogię (na czasie, wszak mamy listopad) do pamięci o naszych bliskich zmarłych - gdy my przestaniemy pamiętać lub nas zabraknie - któż będzie pamiętał?

(5197)
G., lat 21data: 07.11.2008, godz: 18:40

Do Piotra: Odnośnie kwestii wiary zaczęłam zapisywać swoje spostrzeżenia instynktownie, żeby się bronić przed ewentualnymi zarzutami, choć Ty rzeczywiście nie wspomniałeś o tym. Wiele osób twierdzi jednak, że jeśli ktoś ma problemy (powiedzmy rodzinne), to modlitwa (najlepiej wspólna) to rozwiąże. Nie ma tak łatwo. Zauważam, że spora część ludzi z mojego otoczenia fakt ,,rozwijania” swojej wiary np. we wspólnotach traktuje jako coś, co z góry ich nobilituje. Krótko mówiąc, czują się najmądrzejsi w tej kwestii, natomiast sami do zmian swojego postępowania się nie kwapią, bo i tak już są prawie święci. I, paradoksalnie, więcej działań w rozmaitych ,,akcjach” katolickich sprawia, że są coraz bardziej pewni swego i coraz gorsze rany zadają choćby swoim dzieciom. Niestety.
Jednak już odchodzę od tego tematu; to było gwoli uzupełnienia jedynie. Piszesz, że materiał do swoich wniosków czerpię z tego, co widzę wokół siebie. A z czego mam czerpać? Zostałam ukształtowana w tym środowisku i jest ono dla mnie punktem odniesienia.
Piszesz: ,,jaką możesz mieć pewność co do tego, jaka będzie twoja rodzina, jeśli nie spróbujesz jej założyć? Można uciekać i udawać przed samym sobą, ale po co?”. Po pierwsze: o uciekaniu i udawaniu nie wspomniałam. Przed czym ma uciekać lub co mam udawać? Staję przecież w całkowitej prawdzie, nie przeczę nawet (o czym też wspomniałam), że pragnienia odnośnie miłości są czymś normalnym i nie twierdzę, że ich zupełnie nie miewam. Napisałam jedynie, że sądzę, iż czasem lepiej je poskromić, a to nie jest jednoznaczne z udawaniem. Po drugie: właśnie wolę się nie przekonywać, jaka byłaby ta moja rodzina, nawet nie chcę o tym myśleć – i to właśnie z miłości do tej potencjalnej rodziny, która, gdyby powstała, nie byłaby szczęśliwa, więc lepiej, żeby nie powstawała. A przecież życie samotne też ma wartość, w wielu wypadkach większą niż małżeństwo.
No cóż, nie sądzę, że mieszkańcy Europy tak się wykruszą, choć faktycznie nasze społeczeństwo się starzeje. Jednak jak tak patrzę na tę naszą niezbyt mądrą cywilizację, która przeraźliwie boi się śmierci (bo ze śmiercią i lękiem przed nią nie umiemy sobie radzić zupełnie, ale to odrębny temat) i w dodatku sama siebie uważa za najmądrzejszą i jedyną w swym rodzaju, to może i lepiej, gdyby rozmyła się. Jeśli się o coś w tej kwestii martwię, to o to, by nie zniknęła pamięć o pewnych przedstawicielach tejże cywilizacji. Nie ma dla mnie znaczenia, czy za dwieście lat o Leonardo da Vinci, o Słowackim czy o Byronie będą się uczyć czarne, białe czy żółte dzieci (a najlepiej wszystkie niech się uczą:), ważne, by jakiekolwiek dzieci o tych i innych wspaniałych jednostkach – rzeczywistych chlubach naszej cywilizacji - się uczyły:) Krótko mówiąc, dbałabym raczej o pamięć o wielkich ludziach i ich dziełach niż przejmowałabym się, że nasza rasa będzie w zaniku.
Jeśli namieszałam, to przepraszam. Pozdrawiam:)

(5196)
Piotrdata: 07.11.2008, godz: 18:25

Moniko - w Azji chociażby nic takiego jak niż, czy też kryzys, poza kilkoma miejscami, nie istnieje, ale w Europie i wbrew pozorom w Stanach, to już jest problem. Aborcja, aborcją, ale to i tak nie zmienia faktu, że problem demograficznie istnieje.
Co do kolejnej kwestii - nie chodziło mi o kolor skóry, czy pochodzenie - chodziło o to, że pochodzą z innych kultur, systemów wartości i jedyne co w praktyce przyjmują to zasiłki. Myślisz, że ostatnie sukcesy demograficzne Francji to wynik rozdmuchanego socjalizmu? W jakimś sensie na pewno, ale przede wszystkim są efektem wysokiej dzietności wśród imigrantów, przede wszystkim z Afryki - w większości muzułmanów. Jakiś czas temu jeden z przywódców muzułmanów w Wielkiej Brytanii przyznał, że dzięki wysokiej dzietności wyprą Brytyjczyków i taki jest w sumie ich plan - nawet gdzieś, zdaje się na youtubie, jest z nim wywiad. Nadal uważasz, że problemu nie ma lub też, że jest to problem tylko aborcji?

(5195)
Monika, lat 34data: 07.11.2008, godz: 15:58

Piotrze przez caly czas mysle co wpisales i powiem Ci ze nie jest problemem niz demograficzny problemem jest czym czlowiek zyje. Nie chce tutaj zaczynac watku politycznego ale co by bylo gdyby zaczeto kampanie na swiatowa skale "Kobieto zabawilas sie jestes w ciazy nie martw sie urodz tylko to dziecko a my Ci pomozemy. Kiedy czytam statystyki ile dzieci nienarodzonych ginie to gdzie tu mowic o nizu. Co do innych narodowosci to bym uwazala z ocenianiem i powiem Ci ciesze sie ze Czarnoskory mezczyzna zaszedl tak wysoko to znak czasu i tego domagala sie historyczna sprawiedliwosc po tylu wiekach ucisku. To jest moja kobieca opinia i plakalam ze szczescia razem z Czarnoskorymi gdyz dalej uwazam ze tworza najlepsza muzyke na swiecie czyli soul.

(5194)
przemasdata: 07.11.2008, godz: 15:56

Agnieszko odpowiadam na twoje pytanie Ta modlitwa i ten zwrot zaczerpnięty jest z książki autora Rudolfa Szaffera pt Armia Najdroższej Krwi Jezusa Chrystusa s 245

(5193)
Agnieszka, lat 37data: 07.11.2008, godz: 11:16

Przemas, a co to za promień miłości? Modlić się za zmarłych owszem. Ale ten Twój tekst pachnie jakimś automatyzmem. Z Bogiem się tak spraw nie załatwia. Nie mówię, że Ty tak to pojmujesz, ale że Twoje słowa można tak zinterpretować.

(5192)
Marcindata: 06.11.2008, godz: 21:06

"Może to z moim wnętrzem jest coś nie tak i ludzie to wyczuwają"...jestem ciekaw czy chociaż 2 spośród tych dziewczyn które poznałem na stronach katolickich i które odrzuciły moje zaproszenie do bliskości i przyjazni a nawet czegoś więcej zadały sobie to pytanie...Ja już to pytanie zadałem sam sobie i dochodzę do wniosku że nie odrzuciłbym osoby która ma problemy ze swoim wnętrzem i nie powiedziałbym"nie" ale raczej pomógł tej drugiej osobie uporządkować to co w niej wymaga uporządkowania.Jesteśmy dziećmi naszych czasów,dziećmi niejednokrotnie poranionymi przez brak miłości w rodzinie,problemy z własną czystością seksualną,przez przejęcie od świata myślenia że najważniejszy jest sukces,pieniądze.Ale mamy ciągle na nowo walczyć o czystość swojego wnętrza bo naprawdę warto...Pozdrawiam:)

(5191)
N.data: 06.11.2008, godz: 21:01

Do tego co napisała Paulina lat 17 chciałam dodać : nie musisz patrzeć w niebo aby Go znaleźc, On jest bardzo blisko, Bo jest Duchem i przenika Wszystko co jest stworzone, więc tak samo nasze wnętrze i jest w nas samych.. dlatego my sami zawieramy największy skarb w duszy naszej.... błogosławieni, którzy go odkrywają: niesutanna święta obecność Boga - Trójcy Świętej, Przyjaciela naszego, który pragnie być z nami w relacji, w dialogu cały czas... nie musisz patrzeć w niebo.. wejdź w swoje wnętrze, jak celnik w swojej komorze modlił się całym głosem o miłosierdzie i o wiarę.. TAM spotkał Boga

(5190)
Ulkadata: 06.11.2008, godz: 18:44

Często nasze leki czy inne problemy serca i duszy są spowodowane naszymi zranieniami,przez osoby.
Wczoraj była na Mszy Św.uzdrawiające ma ona wielką moc i naprawdę mi pomogła.
Dziękuje Bogu.

(5189)
Monika, lat 34data: 06.11.2008, godz: 18:33

M. lat 25 przeczytalam Twoj wpis tak jak bym czytala o sobie. Przede wszystkim dziekuj Bogu za kazdy dzien. Modle sie za znajomych i ich rodziny i ciesze sie ze jestem madrzejsza niz pare lat temu. I powiem Ci ze jak bedzie wola Boza abym wyszla za maz to odczuwam lek Czy moge byc dobra zona i matka? i oczywiscie z leku placze mam to chyba po babci. Ktos wczesnie wpisal ze warto walczyc o przetrwanie malzenstwa. Powiem Wam to prawda moja mama byla w Medjugorie i moj tato alkoholik po 34 latach zmienia sie On ateista. Nie ukrywam za boje sie co bedzie jak moj tato sie nawroci i stanie kochajacym tata. boje sie tego chociaz bardzo potrzebuje przytulic sie do kogos i to wlasnie do taty. Jeszcze nigdy nie czulam tak silnej potrzeby przytulenia sie i poczucia ze jestem Jego coreczka. Bardzo bym chciala aby moj tato tez byl w niebie. Koncze bo zaraz sie rozplacze., a nie chce moczyc klawiatury.

(5188)
przemasdata: 06.11.2008, godz: 18:21

Ludzie przestańcie narzekać o samotności pomódlcie się za zmarłych bo oni tam cierpią bardziej, dwa posty niżej jest fajna modlitwa wykorzystjcie to że jest listopad

(5187)
justyna, lat 29data: 06.11.2008, godz: 17:45

do zmeczonego zyciem

prosze bardzo, w takim razie ciesze sie ze masz kibica i ze nie jest tak zle jak pisales, ale prosze, nie zycz mi juz niczego i niech Ci nie przyjdzie do glowy modlic sie za mnie, nie chce tego ani w ogole niczego i jesli mozesz to nie odpowiadaj mi tym razem, czesc!

(5186)
Paulina, lat 17, e-mail: usi1@buziaczek.pldata: 06.11.2008, godz: 16:56

hmm....chciałam tylko zwrócić uwagę na to, co piszą wszyscy ''samotni" - MOŻESZ BYĆ SAM, ALE NIGDY NIE JESTEŚ SAMOTNY...On zawsze jest, tam, popatrz w niebo...pomyśl...
pozdrawiam cieplusieńko w ten wietrzny dzionek:)

(5185)
przemas, lat 24data: 06.11.2008, godz: 16:32

Witam serdecznie,
na listopad polecam modlitwę za dusze czyśćcowe modlitwa ta została przekazane siostrze zakonnej prze Matkę Boska, kto powołując się na Promień Miłości do Matki Boskiej odmówi 1 Zdrowaś Mario to uwolni 10 dusz w czyśćcu w pozostałe miesiące poza listopadem 3 Zdrowaś Mario powołując się na Promień Miłości do Matki Boskie uwolni jedna duszę czyśćcową ja codziennie odmawiam od 4 do 6 razy cały różaniec za każdym razem powołując się na promień miłości.
Życzę dużo modlitwy

(5184)
trędowata 30+data: 06.11.2008, godz: 15:21

Odcięli aniołom skrzydła

bo dawały wolność.

Odarli z ich szat

gdyż za piękne były.

Obrzucili je błotem

bo białą skórę miały

Teraz stoją

Ranne, nagie, brudne

lecz nadal doskonałe...

(5183)
M. , lat 25data: 06.11.2008, godz: 11:33

Witajcie. Błądząc po sieci znalazłam tę stronę i długo zastanawiałam się czy też coś napisać bo ja jak większość z was też jestem osobą samotną. To, że jestem sama jest moją winą popełniłam w przeszłości kilka błędów które dziś nie dają mi spokoju i ciągle żyje wspomnieniami nie mogąc uwolnić się od przeszłości. Wiele lat kochałam, może nadal kocham pewnego mężczyznę który był kiedyś moim przyjacielem pisze kiedyś bo teraz nawet jego przyjaźni już nie mam gdyż on ma dziewczynę i zapomniał o mnie. Nigdy nie traktował mnie jak kobietę tylko jak kumpla, a to bolało i ciągle z tego powodu miałam niską samoocenę. Między czasie miałam innych chłopaków, ale nie potrafiłam ich pokochać, a jeśli już coś czułam to dla odmiany oni mnie nie chcieli. Zawsze miałam lekki dystans do mężczyzn nie potrafię im zaufać, do tego mam małe problemy zdrowotne które boje się zdradzić komukolwiek, stworzyłam wokół siebie taki mur, że teraz czuje się jakbym była niewidzialna dla mężczyzn. Nie chce być sama, ktoś może powiedzieć to wyjdź z domu, idź na imprezę, a na pewno kogoś poznasz! Wychodzę z domu i poznaje ludzi, ale jakoś mężczyźni nie zwracają na mnie uwagi, może nie jestem atrakcyjna, ale na pewno też nie jestem brzydka, może to z moim wnętrzem jest coś nie tak i ludzie to wyczuwają. Jak i wy jestem osobą wierzącą i od wielu lat każdego dnia modlę się by spotkać tego jedynego ale jak dotąd się to nie udało. Nie chce już ranić nikogo i nie chce też być zranioną chce po prostu spotkać drugą połówkę i wyjść za mąż, ale z miłości nie z rozsądku jak większość ludzi w dzisiejszych czasach. Ale jak mam zapomnieć tego który od tylu lat jest w moim sercu? Wiem że właśnie przez to uczucie dziś jestem samotna. Może wy macie jakiś pomysł na to jak zapomnieć?

(5182)
dottik, lat 26, e-mail: augustianki@interia.pldata: 06.11.2008, godz: 10:55

Szczęść Boże!
Serdecznie zapraszam na:
Dni skupienia dla dziewcząt u sióstr Augustianek.
„Przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa"
Termin: 21-23 listopada 2008,
Rozpoczęcie: 21 listopada (piątek) o godz. 19.00
Wpisując się głębiej w Rok św. Pawła chcemy wspólnie zastanowić się nad Jego przesłaniem dla nas.
Jednocześnie też pragniemy spędzić wspólnie z dziewczętami nie tylko chwile refleksji i zadumy, ale także żywej dyskusji, śpiewu i podzielić się uśmiechem i dobrym humorem.
Czekamy właśnie na Ciebie!
Zgłoszenia najpóźniej do 20 listopada (czwartek).
Należy wziąć ze sobą: Pismo Święte, notatnik, długopis, kapcie, różne przybory osobiste, dobry humor i ochotę, a także śpiwór (bo spanie również przewidziane w planie dnia i nocy) :)
Można pisać na adres mailowy: augustianki@interia.pl
lub wysłać smsa (zadzwonić) na numer: 502374410

(5181)


 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2026 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej