| LIST DO ŁUKASZA, e-mail: alicja@wp.pl | data: 21.10.2008, godz: 17:24 |
LIST
Jak się czujesz? Musiałem napisać do ciebie ten list, aby ci powiedzieć jak bardzo troszczę się o ciebie. Wczoraj widziałem cię, jak rozmawiałeś z przyjaciółmi. Czekałem na ciebie cały dzień mając nadzieję, że porozmawiasz też ze mną.
Dałem ci zachód słońca, aby zakończył twój dzień i chłodny powiew wiatru, abyś mógł odpocząć... I czekałem...
Nie przyszedłeś. To mnie zraniło, ale nadal cię kocham, ponieważ jestem twoim przyjacielem.
Widziałem cię śpiącego zeszłej nocy i chcąc dotknąć twoich oczu rozlałem światło księżyca na twoją twarz oczekując, że po przebudzeniu porozmawiasz ze mną.
Przygotowałem dla ciebie tak wiele prezentów, ty jednak obudziwszy się, nie przemówiłeś do mnie ani słowem i ufając jedynie swoim siłom rozpocząłeś swój dzień. A ja w błękicie nieba, zieleni traw, w kroplach deszczu, koronach kwiatów, strumieniach górskich, słałem ku tobie wyznanie: "KOCHAM CIĘ".
Ubrałem cię w ciepłe promienie słońca i nasyciłem powietrze zapachami natury. Moja miłość do ciebie jest głębsza niż ocean i większa od najgłębszej potrzeby twojego serca. Proszę cię porozmawiaj ze mną. Proszę cię nie zapominaj o mnie.
Chciałbym podzielić się z tobą tyloma sprawami... ale nie będę ci więcej przeszkadzał. To jest twoja decyzja.
Wybrałem cię i ciągle czekam, ponieważ jestem twoim Przyjacielem.
JEZUS.
(5030)
Lukaszu przepraszam wlasnie Ciebie ze patrzylam sie na urode a nie na wnetrze. Przepraszam ze nie potrafie poznac Twojego serca i Tego co w nim nosisz. Przepraszam ze tak bardzo cierpisz a ja wpatrzona w siebie nie potrafie Cie ujrzec. Przepraszam i blagam Boga o litosc nie chce osadzac i wydawac wyroki, ktore naleza sie samemu Bogu. Jezu przebacz mi i prosze okaz Milosierdzie. Ty Jezu jestes sama Madroscia Boza. Boze dziekuje ze nie szukalam Cie a Ty dales mi laske abym Cie poznala.
Przebaczcie Wy niesmiali chlopcy i mezczyzni, ze nie potrafie byc dla Was radoscia.
Tak bardzo bym chciala sie zakochac, ale z wzajemnoscia. Ale co zrobic jesli jest wiecej kobiet niz mezczyzn? Coraz bardziej wierze ze mezczyzna mi przeznaczony bedzie darem od Boga. Boze przebacz ze na studiach postawiles na mojej drodze mezczyzne a ja Go nie chcialam. Prosze daj mi kolejna szanse i obiecuje ze to nie ja wybiore, ale On mnie.
Powiem skrycie ze w pracy jest mezczyzna ktory mi sie podoba. Dlaczego nie moge swoja milosc poznac w pracy ? I powiem czlowiek jest tak silny ze kazde cierpienie przetrzyma. Nalezy tylko ufac Jezusowi. (5029)| inna | data: 21.10.2008, godz: 15:36 |
Do Łukasza.
Dobrze znany mówca rozpoczął seminarium trzymając w ręku dwudziestodolarowy banknot. Do dwustu osób na sali skierował pytanie:
- Kto chciałby dostać ten banknot?
Ludzie zaczęli podnosić ręce. Spiker powiedział:
- Mam zamiar dać ten banknot jednemu z was, ale najpierw pozwólcie że coś zrobię... - i zaczął miąć banknot. Pokazał zgnieciony banknot i zapytał:
- Kto w dalszym ciągu to chce?
Ręce znowu się podniosły...
- A gdybym zrobił to? - zapytał mówca.... i rzucił banknot na ziemię. Podeptał go butami i podniósł - był pomięty i brudny....
- A teraz kto chce te pieniądze?
Ręce podniosły się po raz trzeci!!!
- Moi przyjaciele odebraliście bardzo cenną lekcję. Nie ma znaczenia co zrobiłem z tym banknotem, ciągle chcieliście go dostać, ponieważ nie zmniejszyłem jego wartości. To jest wciąż warte 20$!!!
Wiele razy w życiu jesteśmy powaleni na ziemię, zmięci i rzuceni w błoto przez decyzje, które kiedyś podjęliśmy i okoliczności, które stanęły nam na drodze. Czujemy się przez to mniej wartościowi. Ale to nie ma znaczenia, co się stało i co się jeszcze stanie...
TY nigdy nie stracisz swojej wartości: brudny czy czysty, zmięty czy w dobrej formie, jesteś ciągle bezcenny dla tych, którzy Cię kochają.
Wartość naszego życia nie wynika z tego co robimy, ani nie zależy od tego, kogo znamy, lecz KIM JESTEŚMY!
Jesteś wyjątkowy! Nigdy o tym nie zapomnij!
autor nieznany
http://www.youtube.com/watch?v=PWE7gb2NVNw
(5028)
Do Łukasza
Będę się za Ciebie modlić z całych sił i Ty módl się, aby Bóg otworzył Twoje oczy,uszy i wyprowadził Cię z ciemności w jakich tkwisz... Mogę sie jedynie domyślać jak bardzo cierpisz, ale to, że do niczego sie nie nadajesz to chyba lekka przesada... Bóg stworzył każdego z nas, abyśmy wypełnili Jego plan od początku do końca; nikt nie mówi, że to jest łatwe,czasami wręcz dla nas po ludzku nie do przejścia, ale po prostu trzeba się z tym zmierzyć i już! Właśnie wtedy kiedy najbardziej cierpimy On jest obok nas i czeka, żeby nam pomóc tylko musimy prosić, wierzyć i ufać. Weź się w garść i zacznij działać, może małymi kroczkami spróbuj zacząć mieniać swoje życie, aby było one piękniejsze. Ja zawsze sobie powtarzam, że życie dla samego siebie jest bez sensu; żeby tylko sobie sobie je ulepszać, ubogacać i ułatwiać. "Najważniejszym przesłaniem dla życia to: żYć DLA INNYCH! a powołaniem każdego człowieka powinno być zupełne oddanie się innym za życia..." I wiesz tak sobie myślę, że niesamowitą sprawą w tej kwestii jest zaangażowanie się wolontariat (np. praca w szpitalu lub hospicjum z dziećmi... Boże ile bólu nieraz te niewinne istotki muszą znieść:(
Ja sama od dawna myślę o tym, żeby zostać wolontariuszem w "Krwince" fundacji pracującej na rzecz dzieci z chorobami nowotworowymi, ale narazie jeszcze nie potrafię znaleźć w sobie na tyle odwagi... Pracowałam jedynie z dziećmi z rodzin patologicznych w świetlicy środowiskowej. Wierz mi nie ma nic wspanialszego niż bycie komuś potrzebnym i czucie, że ten ktoś właśnie ciebie bardzo potrzebuje... Nie chcę Cię tu w żaden sposób pouczać czy zmuszać do czegokolwiek, ale po prostu to co napisałeś o skończeniu swojego życia strasznie mnie zmroziło. Jest tak wiele rzeczy do zrobienia, tak wielu ludzi do spotkania, którzy potrzebują naszej pomocy. Trzeba tylko rozejrzeć sie dookoła. Bóg sam wie najlepiej kiedy zgasić to światełko naszego życia, a dopóki świeci to pozwólmy mu na to:) Jestem pewna, że sobie poradzisz! Alleluja i do przodu! :* (5027)
terapia mysli
chude
mysli dręczą ducha
wchodzą pompatycznie
do środka domu
chwytają rękoma
duszę
która wstępuje do nieba
w pochmurny dzień ucisku
za godzinę ocalenie
chore mysli potrzebują terapii
natychmiast
x.P.M. (5026)| Aga | data: 20.10.2008, godz: 22:34 |
Bądź rzeką. Nie staraj się być pomnikiem. Nie gromadź swoich
pomysłów, wynalazków, powiedzeń, uśmiechów, gestów, które się sprawdziły, o
których przekonałeś się, że ci odpowiadają, które znalazły oddźwięk
w twoim otoczeniu. Nie gromadź nawet swoich postaw, ocen. Bądź rzeką. To
trudniej. Łatwiej wyciągać ze swojego skarbca gotowe uśmiechy, zwroty,
odpowiedzi, tezy, pewniki. Ale wtedy nawet się nie spostrzeżesz, jak
staniesz się martwym pniem.
Bądź rzeką. To trudniej. To prawie niebezpieczne. Strach przed tym, że
ci nie przyjdzie na czas odpowiedź, rozwiązanie, pomysł, że tak w ciemno
trzeba iść, zawsze od początku, szukać. To trudniej, ale tylko wtedy
jesteś człowiekiem, gałęzią, która się zieleni, a nie martwym, czarnym
pniem
Mieczysław Maliński
(5025)| Trawiasta, lat 27 | data: 20.10.2008, godz: 22:10 |
do malej
chce tylko napisac ze zgadzam sie z Twoja wypowiedzia. ja rowniez kiedys bylam w takiej wlasnie sytuacji jak opisujesz.. niedawno widzialam sie ze swoim bylym chlopakiem, powiedzial mi ze dzis juz nie ma do mnie zalu i ze wie, ze Pan Bog nie chcial zebysmy byli razem. ale musialy minac dwa lata... a ile lat wczesniej bylo zwiazku niezgodnego z Panem Bogiem....
czasem cos, co boli jest zbawienne dla nas. lekarstwo gorzkie leczy, bolesna operacja ratuje zycie... trzeba czasem zdobyc sie na taki krok, ale o tym dowiadujemy sie przewaznie pozniej, duzo czasu musi uplynac.... i emocje przycichnac...
pozdrawiam cieplo (5024)| JA | data: 20.10.2008, godz: 21:41 |
Witam Was wszystkich:) Mam takie pytanie i prosze o odpowiedź :)
Mam cudownego chłopaka i pragniemy dochować czystości :) Jednak chciałam spytać gdzie jest granica, czy namiętny pocałunek jest grzechem a co za tym idzie czułe dotykanie np po plecach? Dośc trudno jets znaleźć jednoznaczną odpowiedź, wiem, że każdy w swym sercu powienien znać te granice, ale jednak proszę o Wasze zdanie :) Być może są już tutaj osoby w związkach małżeńskich i one będą mogły mi napisać jak wytrwały i gdzie były te granice :) Dziękuję i pozdrawiam Was wszystkich :) (5023)
A moze odchodzi Ktoś by mógł pojawić się Ktoś
Ja jestem na etapie zauroczenia osobą w innym wymiarze, niż miało to miejsce do tej pory. Nie jestem z tą osobą w związku, mimo to, uważam , że uczciwe jest, by stanąć w prawdzie przed samą sobą.
Z powodu pojawienia sie we mnie uczuć, do kogos innego, naturalne jest, że poprzednia relacja musiała wygasnąć. Czyli doszło do rozstania, mimo, iż los spłatał figla i musimy jakis czas przebywać w podobnych miejscach..mam nadzieję, że krótko.
Własnie odpowiedzialnością jest prawda, a nie litość. Ja też moge byc za chwilę odrzucona, ale przynajmniej wiem, że nie żyję w kłamstwie i nazywam uczucia po imieniu.
Tym samym nie blokuje mozliwosci budowania nowych relacji osobie, ktorą zostawiam, tymbardziej, ze nie była budowana po Bozemu. Czy robie dobrze niewiem, ale nienawidzę kłamstwa. Mam nadzieje, ze za jakis czas ta osoba bedzie mi wdzieczna.
(5022)| karina | data: 20.10.2008, godz: 16:52 |
tez podobnie jak a, staje w obronie tych którzy czasem podejmują nie łatwą decyzję o rozstaniu. Kazdy chce aby jego związek miał wspaniały finał..Pokrzywdzona (porzucona)strona rzadko przyjmuje do wiadomosci ze to moze byc dla jej dobra, ze ten zwiazek nie ma sensu i nie sa dla siebie przeznaczeni. To zakochanie nie musiało sie przerodzic w miłośc.
Czy kazdy związek ma się konczyć ślubem bo inaczej jest nieodpowiedzialną zabawą? nie sądze. na pewno są tacy którzy sie bawią ale na przykłądzie otoczenia przekonuje się ze jest wiele takich rozstan i to była słuszna decyzja i te osoby lepiej potem wybrały. przykładem jest moja mama, miała chłopaka, miało dojśc juz do slubu, rodziny sie polubiły a tu nagle poderwał jej kolezankę i mama bardzo to przezywała, jak zdradzona. jednak spotkała niedługo potem tatę i do dzis zyją razem dobrze. Tamten umarł bardzo szybko ,całe swoje zycie był chory. Moja mama mowi ze Bóg ją ochronił przed tym związkiem i jest wdzięczna bo nie udźwignęłaby tego. Przeciez uczucia mogą być zawodne, do miłosci jeszcze daleka droga..lepiej się rozstac nawet po długim związku niż rozwieść i pogrzebac na zawsze ślub koscielny. Czasem ktos sie bardzo zaangażuje to wiecej odcierpi ale lepiej przecierpiec , niz stworzyc związek z nieodpowiednią osobą.
Trzeba umieć to rozważyć.
(5021)
Posłanie do nadwrażliwych
Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za waszą czułość w nieczułości świata, za niepewność - wśród jego pewności
za to, że odczuwacie innych tak jak siebie samych zarażając się każdym bólem
za lęk przed światem, jego ślepą pewnością, która nie ma dna
za potrzebę oczyszczania rąk z niewidzialnego nawet brudu ziemi
bądźcie pozdrowieni.
Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za wasz lęk przed absurdem istnienia
i delikatność niemówienia innym tego co w nich widzicie
za niezaradność w rzeczach zwykłych i umiejętność obcowania z niezwykłością
za realizm transcendentalny i brak realizmu życiowego,
za nieprzystosowanie do tego co jest a przystosowanie do tego co być powinno
za to co nieskończone - nieznane - niewypowiedziane
ukryte w was.
Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za waszą twórczość i ekstazę
za wasze zachłanne przyjaźnie, miłość i lęk
że miłość mogłaby umrzeć jeszcze przed wami.
Bądźcie pozdrowieni
za wasze uzdolnienia - nigdy nie wykorzystane -
(niedocenianie waszej wielkości nie pozwoli
poznać wielkości tych, co przyjdą po was)
za to, że chcą was zmieniać zamiast naśladować
że jesteście leczeni zamiast leczyć świat
za waszą boską moc niszczoną przez zwierzęcą siłę
za niezwykłość i samotność waszych dróg
bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi.
(5020)| Palom, lat 28 | data: 20.10.2008, godz: 11:51 |
Proszę z całego serca o modlitwę za moją przyjaciółkę. Jest w bardzo ciężkim stanie....Proszę.... (5019)
proszę jesli to mozliwe o podanie Tw. e-meila. dziękuję. (5018)| ... | data: 20.10.2008, godz: 06:59 |
Ciebie, mój Boże, pragnie moja dusza.
Boże mój, Boże, szukam Ciebie
i pragnie Ciebie moja dusza.
Ciało moje tęskni za Tobą,
jak ziemia zeschła i łaknąca wody.
(5017)
Jesli chcesz porozmawiac o swoim problemie to zapraszam na gg: 71 41 829 (5016)| a, lat 24 | data: 19.10.2008, godz: 21:29 |
do Marcina,
czym jest dla Ciebie "branie odpowiedzialności za czyjeś uczucia"?
Jasne, że nigdy nie wolno nam bawić się czyimś uczuciami, ale często ludzie, którzy zostali porzuceni myślą, że ktoś się nimi zabawił, najłatwiej tak stwierdzić.
Jednak decyzja o rozstaniu bardzo trudna i bolesna też może być wzięciem odpowiedzialności za Kogoś. Jeśli w ten sposób patrzy się na rozstanie można sobie ulżyć w cierpieniu. Tak może się też objawiać i spełniać Wola Boża.
Niestety każdy związek jest ryzykiem....i musimy się z tym niestety liczyć, nikt z nas nie jest jasnowidzem....i z własnego wyboru nie pchałby się w związek, który nie ma przyszłości....
to tak na obronę tych, którzy podejmują decyzje o rozstaniu....ja takich ludzi bardzo podziwiam
łatwiej jest samemu znosić cierpienie, niż zadać je innym, zwłaszcza bliskiej osobie
(5015)| Artii | data: 19.10.2008, godz: 21:18 |
Lepiej sie przyzwyczajcie do cierpienia, byle by go nie marnowac, nie odrzucac, jak juz cierpiec to tak ze oddajecie, ofiarujecie go Panu. I to jest norma. A tak w samej rzeczy to cierpienie w rezultacie moze byc dobra droga do lepszego zycia... :) (5014)| Basia 9841391 | data: 19.10.2008, godz: 20:32 |
Swiety Józefie pomóż mi znalezć dobrego chłopaka, dobrego kandydata na męża.
(5013)| tentka | data: 19.10.2008, godz: 19:20 |
do...
Nie wiem czy Cie to jakoś pocieszy ale jestem w podobnej sytuacji. moje życie nie zmienia się od lat i nie mam nikogo kto mógłby mnie choć troszke zrozumieć. bede pamiętać o Tobie w modlitwie.pozdrawiam.trzymaj sie!!! (5012)| ... | data: 19.10.2008, godz: 18:01 |
Ostatnio jest mi coraz trudniej, już prawie straciłam nadzieję na zmianę mojej sytuacji, za długo to trwa. Są chwile kiedy żałuje, że samobójstwo jest grzechem. Chyba najgorzej kiedy człowiek zostaje ze swoimi problemami sam..błogosławiony czas kiedy mogłam utrzymywać kontakt z osobą (nie pozdrawiam), która doświadczyła w swoim życiu podobnych trudności ale to przeszłosc. Absolutnie nie chcę sie tutaj nad sobą użalac ale potrzebuje Waszej modlitwy i tylko o nią chcę prosić. Z góry dziekuję, pozdrawiam. (5011)| Marcin | data: 19.10.2008, godz: 14:30 |
Cztery rzeczy leżą mi od dłuższego czasu na sercu:by miec czyste sumienie,zdrowe,stabilną i blisko leżą pracę i kobietę obok siebie.Brak którejkolwiek z tych rzeczy powoduje we mnie ogromny smutek...Proszę Was o modliwę by udało mi się to osiągnąć...I każdemu też tego życzę i modlę się o to dla innych. Pozdrawiam:) (5010)| Marcin | data: 19.10.2008, godz: 14:05 |
Do :( Marszałek
To co cie spotkało jest bolesne.Dać komuś siebie i doczekać się odrzucenia za strony tego człowieka to bardzo bolesne przeżycie,wiem to bo przeżyłem namiastkę czegoś takiego.A przecież jesteśmy odpowiedzialni za uczucia które budzimy u innych choć nie zawsze sobie to wpełni uświadamiamy i chyba nie zawsze jesteśmy świadomi że budzimy u kogoś jakieś uczucia...Pozdrawiam wszystkich Zródełkowiczów w ten ładny dzionek:) (5009)| ziarenko WNM | data: 19.10.2008, godz: 14:04 |
"OSTATNIE SŁOWO OJCA DO DZIECI.
ciężko chory i blizki skonania, Złote słoneczko zabłysło właśnie na różanem tle niebios,a chory był pewny, że już nie zobaczy jego zachodu. Ośmioro dzieci stanęło wieńcem przy łożu. Zawezwał je ojciec umierający,by je pożegnać, i dać im słowo otuchy i wskazówkę na ciężką drogę żywota. Zalane łzą dzieci słuchały słów ojca. A ojciec je zachęcał do dobrego i cnoty, szczególniejszy sposób o to ich prosił, by zawsze pilnie uczęszczały na wykład prawd chrześcijańskich, i by go słuchały
z uwagą.
- Kochane me dzieci - mówi umierający
- pięćdziesiąt lat żyłem, i znalazłem w tem życiu
wiele wesela i szczęścia. Ale najczystszej najbardziej błogiej i prawdziwie niebieskiej pociechy dostarczała mi zawsze religia. Religia me ziemskie wesele strzegła od skażenia i brudu, religia je owszem uszlachetniała i podnosiła nad poziom zepsucia. Wyznaję to chętnie - wobec Boga i śmierci.
- Pięćdziesiąt lat żyłem, i wiele też i ucierpiałem w tem życiu, i niejedną twardą walkę stoczyć musiałem. Ale wyznaję to znowu wobec Boga i śmierci, że we wszystkich cierpieniach najlepszą pociechę i najpewniejszą podporę przynosiła mi znowu jedynie święta nasza religia.
- Pięćdziesiąt lat żyłem, i byłem już nieraz blizki swej śmierci, a dziś mi ostateczny kres nadszedł, i wyznaję to wobec Boga i śmierci, że tylko Boska moc religii może od nas odjąć trwogę przed śmiercią, i że tylko nasza święta wiara w Boskiego Odkupiciela może nas natchnąć odwagą i siłą, byśmy z otuchą a nawet z weselem postawili nogę na progu wieczności, i z pewną szli nadzieją przed sąd Boga żywego.
- Starajcie się tedy, dzieci kochane, by Go dobrze poznać - tego Boskiego Zbawiciela naszego - by dobrze poznać Jego świętą naukę, by według tej nauki życie wasze, urządzić: a będziecie się Bogu podobać, i żyć szczęśliwie, i szczęśliwie kiedyś umierać - jak i wasz ojciec...
Ojciec umarł w przeciągu trzech godzin. A serca sierotek długo jeszcze tętniły dźwiękiem ostatnich słów jego. A nietylko w sercu zachowały dzieci naukę ojca, ale ją i w czyn zamieniły, i przekonały się z własnego doświadczenia, że szczerą prawdą były słowa ich ojca.
Nauka Chrystusa jest prawdą i życiem i drogą. Kto sobie ją obrał, obrał sobie cząstkę najlepszą."
(J. M. Z.)
(5008)| Artii, lat 33 | data: 19.10.2008, godz: 13:14 |
Artii do "marszalek@interia.pl". Musi bolec i bedzie bolec, do milosci, szczescia, normalnosci, pokoju idzie sie droga krzyzowa, tak bedzie caly czas... Przyzwyczaj sie do cierpienia ale go nie marnuj, niech to cierpienie nie bedzie cierpieniem ale ofiara dla Boga. W koncu sam zobaczysz ze cierpienie to tak naprawde dobra sprawa.
(5007)
Oddałem kawał życia kobiecie, która mnie już nie chce! Boże czy to musi tak BOLEĆ?!!!!!!!
(5006)| gosc, lat 23 | data: 19.10.2008, godz: 11:05 |
http://actuarius.wrzuta.pl/audio/jy4PviEh1C/ks_piotr_pawlukiewicz_wspolne_mieszkanie_przed_slubem
-->> ciekawe kazanie ;-) (5005)| Małgosia | data: 19.10.2008, godz: 09:43 |
Panie! Patrzę przez okno, na poruszane delikatnym wiatrem kolorowe liście na drzewach, ozłocone ciepłem promieni słonecznych. Patrzę na przesuwające się po błękicie nieba, szare chmury. Wpatruję się w dzieło Twego stworzenia i dziękuję Ci, że mogę widzieć Twoją Miłość, którą mnie otaczasz. Dziękuję Boże, że moje oczy widzą i moje serce czuje... (5004)| Marcin | data: 18.10.2008, godz: 21:14 |
Bardzo proszę o modlitwę za moją siostrę - Olę, która bardzo tego potrzebuje. Z góry dziękuję. (5003)| Bartek, lat 34 | data: 18.10.2008, godz: 21:09 |
Agnes, jako dzieci NIE jesteśmy zobowiązani poświęcić całego swojego życia rodzicom. Tylko tyle chcę powiedzieć. Daj Twojej Mamie tyle, ile chcesz, ile nakazuje Ci rozum i serce i według tego zorganizuj nad nią opiekę. Jej słów, że "nie jesteś dobrą córką", nie powinnaś brać do siebie. (5002)| Artii, lat 33 | data: 18.10.2008, godz: 01:52 |
A co sadzicie o misji Marty Robin i Ognisk Milosci i Swiatla na calym Swiecie? (5001)| ... | data: 17.10.2008, godz: 22:11 |
Alleluja.
Chwalcie Boga w Jego świątyni,
chwalcie Go na wyniosłym Jego nieboskłonie!
Chwalcie Go za potężne Jego czyny,
chwalcie Go za wielką Jego potęgę!
Chwalcie Go dźwiękiem rogu,
chwalcie Go na harfie i cytrze!
Chwalcie Go bębnem i tańcem,
chwalcie Go na strunach i flecie!
Chwalcie Go na cymbałach dźwięcznych,
chwalcie Go na cymbałach brzęczących:
Wszystko, co żyje, niech chwali Pana!
Alleluja. (5000)| ziarenko WNM | data: 17.10.2008, godz: 20:47 |
"JAKO PRAGNIE JELEŃ DO ŹRÓDEŁ WODNYCH,TAK PRAGNIE DUSZA MOJA DO CIEBIE BOŻE " (Ps.411) " U ŹRÓDŁA - Było południe.
Pan był strudzony, i spoczął nad studnią.Głucho w okół i pusto. Kmiotek rolę opuścił i pod strzechą się chroni przed słońcem upalnem. Pastuszkowie pochowali się z trzodą gdzieś w cienie. Na skłonach góry Garizim żadne ptaszę nie kwili, żaden się liść nie kolebie.
Chrystus oczyma odprowadził swych Uczniów, którzy się do miasta udali na zakup. Miłością tchnie wzrok Jego jasny - warga coś szepcze, pewnie się Bogu modli za nimi, aby byli jedno z Nim jako i On z Ojcem - błogosławi im ręką wzniesioną.
- To moi żniwiarze - powiada. Podnieście oczy wasze, a przypatrzcie się krainom, że są już białe ku żniwu. Jeszcze cztery miesiące.
Umilkł - popadł w zadumę - zatęsknił - oczyma w dal powiódł, i westchnął.
- Judea mnie odepchnęła, Galilea odepchnie, a Samarya ? O, onaby mnie przyjęła serdecznie. Ten ludek Samarytan, podupadły, wzgardzony, opuszczony, nieuczony,pokorny, a grzeszny - ten pragnie prawdy
i łaski... Dziś tu tak ponuro w tym kraju i smutno, ale tu kiedyś było inaczej. Tu mieszkało pokolenie Efraim. Tu Mojżesz kazał postawić kamienie Zakonu i ołtarz pokoju - ołtarz z kamienia, którego żelazo nie tknęło. Tu Józef był pochowany. Tu Jakób ołtarz postawił i studnię wykopał - tu widział drabinę, co niebios sięgała. A Abracham był pierwszy, który tu Panu składał ofiary pokoju. I ja niosę ofiarę pokoju, a któż ją chce przyjąć! ? Oj ludu mój ludu, gdybyś ty wiedział dar Boży!... Lecz ta niewiasta, co idzie po wodę, o, ona przyjmie prawdę, choć grzeszna - i ziomkowie jej przyjmą.
Nadeszła Samarytanka z dzbanem na głowie. Dziwi się, że na studni Żyd siedzi, bo Żydzi w krainie samarytańskiej nie odpoczywają, lecz ją prędko mijają. Dziwi się jeszcze bardziej, gdy widzi, że ten Żyd jej nie unika, lecz rozmowę z nią wszczyna.
- Niewiasto, daj mi pić! Pragnę.
Samarytanka wyraża swoje zdziwienie.
- Jakoż Ty, Żydem będąc, od Samarytanki chcesz wody?
Lecz Chrystusowi nie chodziło o wodę źródlaną, nie chodziło mu o posiłek doczesny. On się nie napił, choć Samarytanka wody naciągła; On się nie posilił, choć Apostołowie obiad przynieśli. On ma inny pokarm - z nieba; On ma inną wodę - żywą, tryskającą ku żywotowi wiecznemu. On też ma inne pragnienie: pragnie innych karmić i poić - pragnie tej uczty, w której On sam jest pokarmem, napojem, ochłodą, spoczynkiem i siłą.
- O, gdybyś ty wiedziała, kto jest ten,
coć mówi: "Daj mi pić", tedy byś go snać
była prosiła, a dałby ci wodę żywą - ku
żywotowi wiecznemu!...
I dziś ten Jezus - niby na zrębie studni niewyczerpanej - spoczywa na naszych ołtarzach, i czeka w tęsknicy, aż grzeszna Samarytanka przyjdzie czerpać z Jego zdrojów ożywczych.
A Samarytanką to dusza jest nasza.
- O, dusze wygrzeszne - odzywa się Jezus — dziewiętnaście (dwadzieścia) już wieków chodzę za wami, szukam was i wabię, a zdobyć
was nie mogę! Ja was chciałem uszczęśliwić ! A wy kopiecie sobie inne
krynice, czerpiecie z nich wody rozkoszy, ale te wody nigdy nie zaspokoją waszej za szczęściem pogoni. Tylko gdy ja zleję na was nurty łask
moich - tylko wtedy szczęścia doznacie...
Synu, jesteś tak smutny - twe serce tak bardzo znękane - pragniesz
pokoju, światła i szczęścia - ja wskażę ci źródło, gdzie znajdziesz te dobra. Tam na ołtarzu - tam pod tą bielutką chleba postacią - tam się ukryło Serce to samo, które tak łaskawie przyjęło Samarytankę. A to Serce tak dobre, tak czułe, że nawet sam widok twej biedy boleść Mu sprawia, i ulży ci pewnie, jeno się przybliż do Niego. Jezus tak tęskni do twego serca, tak pragnie twej duszy - On chciałby twą duszę uczynić tak boską jak niebo
- On chciałby sobie w twem sercu niebo urządzić. Stoi u drzwi serca twego i puka - czyż Go nie wpuścisz ?
- Nie mogę - powiadasz - bo serce me brudne.
- Serce twe brudne ? A gdzie je omyjesz, jeśli nie w krynicy Chrystusa? gdzie, jeśli nie we Krwi Baranka? Namiestnik Chrystusa czeka w świątyni na ciebie - kapłan, który odwali ten kamień, co serce ci tłoczy.
- Ale ten kapłan grzeszny, jak i ja - powiadasz. Tem lepiej dla ciebie, bo lepiej zrozumie twą nędzę, i będzie miał litość nad tobą. Gdyby to był nie człowiek lecz Anioł, to mogłaby cię spowiedź trwogą przejmować. Duchy niebieskie są tak czyste - żadnych nie doznają pokus - jasność, która ich otacza, tak jest lśniąca, że od jej blasku wzrok byś utracił. Tymczasem Chrystus - w serdecznej trosce o ciebie - wybrał jednego z twych braci, poświęcił go i swe Boskie dał mu namaszczenie, i swoją moc Boską przelał na niego, i sam w nim zamieszkał, a jeżeli mu jeszcze wyraz człowieka zostawił, to tylko dlatego, abyś ty - człowiek - nie lękał się
kapłana-człowieka.
Uklęknij ino u stóp kapłana, a przeżegnaj się "W Imię Ojca i Syna i Ducha świętego", a wzmocniony tym znakiem tajemniczym krzyża Chrystusowego, poproś: "Pobłogosław mi Ojcze!" - a otworzy się twe serce i język rozwiąże. Z duszy kapłana poleją się w twą duszę strugi łaski i życia. Sam Jezus da w usta kapłana słowa, które jako rosa odżywcza padną na twą duszę znękaną, i otworzą ją na zdroje, co płyną ze Serca Bożego.Skosztuj, a obacz.
Znajdziesz u kapłana słodycze nie mniejsze, jak ta biedna Samarytanka znalazła u Jezusa przy studni.
A czyżeś ty duszo gorsza od Samarytanki? Samarytanka poznała była wszystkie kałuże grzechu, piła nieprawość jak wodę. A Chrystus ją przyjął - przebaczył. I ciebie On przyjmie - przebaczy. I czegóż się boisz ? Wszak i kapłan ma serce Chrystusa.
A rozgrzeszony i lekki na duchu, gdy się podniesiesz od stóp kapłana, o jak ci błogo będzie wtedy popatrzeć oko w oko Jezusowi przy Uczcie Anielskiej, i przyjąć Go do serca, i do serca przycisnąć! Z grzesznej Samarytanki stajesz się naraz pieszczotą Chrystusa.
- Ja jestem twym ojcem - mówi ci Jezus - twym przyjacielem, twym bratem. Kochaj mnie tylko, jak ja kocham ciebie. Chcę cię uszczęśliwić, ubogacić - nie kładź tamy swym prośbom. Bądź śmiały - ja Bóg, więc mogę zaspokoić wszystkie twe prośby. Przychodź do mnie często, a bierz mię do serca swojego, a będziemy razem odbywać twą życia pielgrzymkę, aże na górę Widzenia. Pamiętaj, że ja czekam na ciebie. Pamiętaj, że ja głód czuję, by się stać twym chlebem codziennym."
( J. M. Z.)
(4999)| Trawiasta, lat 27 | data: 17.10.2008, godz: 20:41 |
Agnese,
pytasz czy zrobilyscie z siostra zle podejmujac decyzje o oddaniu mamy do domu opieki...
nie mozemy Ci na to pytanie odpowiedziec. ty sama znasz odpowiedz na nie, a jesli nie znasz poszukaj jej w swoim sercu, w sumieniu. ono Ci podpowie.....
powiem tak. sytuacja opieki nad ciezko chora matka czy ojcem to jest sytuacja bardzo ciezka. i nie mozna uogolniac, jednego przypadku na inne...kazda rodzina to odrebna sytuacja, specyficzna. w przypadku choroby alzheimera czlowiek musi byc czujny 24/24, zapewnic spokoj, zachowac spokoj, uzbroic sie w cierpliwosc, miec nerwy ze stali... nie reagowac na pewne zaczepki, umiec rozmawiac z chorym....
... jestesmy tylko ludzmi. jestesmy AZ ludzmi. czlowiek ma w sobie wielka sile, a jej zasieg widac czasami dopiero wowczas, gdy ma do zalatwienia najwieksza Sprawe swojego zycia. albo gdy przychodzi czas proby.
dla mnie, Agnese, twoj czas proby nadszedl. tak widze kwestie choroby Twojej mamy i sytuacje w waszym domu.
nie wiem czy bym oddawala mame do domu opieki, czy nie. wolalabym zeby zostala z nami... jesli by byla taka sytuacja ze w 99% musialaby miec specjalistyczna opieke medyczna, to wowczas rozwazalabym taka opcje. ale tylko w sytuacji wyraznego zagrozenia jej zycia.
pierwsze co mnie uderzylo po przeczytaniu Twojego wpisu to atmofera w Twojej rodzinie. wiesz, teraz bedzie widac jak na dloni wszystkie silne i slabe strony wiezi meidzy wami.... czy oddacie mame czy jej nie oddacie, ten czas z nia spedzony, do jej smierci i pozniej, pokaze, jakimi ludzmi jestescie, jaka milosc miedzy wami jest. przekonacie sie same ile nawzajem potraficie udzwignac, jak sie wspieracie lub unikacie siebie... to bedzie bardzo trudny czas dla was wszystkich.
mysle ze praca jest bardzo wazna dla Ciebie i Twojej siostry. wazne jest dla was takze to by miec czas dla siebie... czy wasza mama pracowala, jak bylyscie male? czy umiala poswiecic wam czas? czy umiala znalezc chwile dla siebie ? czy mowila wam ze chce umrzec w domu? rozmawialyscie na ten temat? czy prosila was kiedykolwiek o umieszczenie na starosc w osrodku medycznym?
nie bojcie sie zabrac mamy do domu. nie bojcie sie jej kochac i byc z nia pod koniec jej zycia. byc moze to bedzie wasz najpiekniejszy czas spedzony z nia... prace, obowiazki, czas dlas iebie - to wszystko mozna zorganizowac, trzeba do tego podejsc nie jak do przykrego obowiazku i obwiniac sie co nie wyszlo,trzeba patrzec na te cala sytuacje z innej perspektywy. glebszej, pelnej milosci i wspolczucia.
Agnese, sciskam Cie mocno i pozdrawiam. (4998)| lukash, lat 19 | data: 17.10.2008, godz: 20:12 |
Proszę o modlitwę za moją koleżankę, która jest w trudnej sytuacji "życiowej". Proszę o modlitwę w intencji jej nawrócenia i powrotu do Boga. Dziękuje serdecznie. (4997)| Nika | data: 17.10.2008, godz: 20:05 |
Jutro modlimy się oczywiście w intencji Nienarodzonych Dzieci ...
O zaprzestanie zabijania nienarodzonych dzieci metodami chirurgicznymi
i nie-chirurgicznymi ! (4996)| Nika | data: 17.10.2008, godz: 19:08 |
Zapraszam do I Światowej Modlitwy Różańcowej....
Jutro czyli 18 października /w św. Łukasza/ o 9.00 w intencji:
Więcej informacji na:
http://www.kmdm.pl/art.php?id=20080917180140af409696fb7974
http://www.saintmichaelthearchangelorganization.org/polish_translation.pdf
Modlitwa ma wielką moc! Zapraszam do modlitwy w tej intencji jutro i w każdy dzień...Pozdrawiam! :)
(4995)| karina | data: 17.10.2008, godz: 12:03 |
kochani pomodlcie sie za prześladowanych w Indiach!! masakra!! dzieci strasi kobiety chorzy, misjonarze, kapłani.. uciekaja w lasy, jest rzeź, katusze.. wszystko w obronie wiary! za wiernośc Jezusowi!! władze nie reagują..... MY mamy pokój , czasem narzekamy na to czy tamto... a inni giną w sposób haniebny... nikt ich nie wspomaga..
ta niedziela choc misyjna zostala przez biskupów polskich powołana do modlitwy za przesladowanych w Indiach. W jedności z nimi, pomodlmy sie rożancem chociaż 1 dziesiątkę aby złamać falę przemocy, wyprosić im pokój, wolność wiary.. i powrót do domów..
Zastanówmy się co my robimy dla Chrystusa... do czego jesteśmy zdolni by bronic naszej wiary.. niektórzy wstydzą sie przeżegnac idąc obok kościoła.. milczą na zło..
(4994)| Aneta | data: 17.10.2008, godz: 11:39 |
Do Agnieszki 32.
Agniesiu, w zyciu mozna wszystko wytlumacz tym ze nie ma sie czasu, pieniedzy, tym ze to dla dobra Mamy bo bedzie miala opieke 24 godz na dobe. Ale kiedys gdy Mamy juz nie bedzie na tym swiecie, usiadziesz w wygodnym fotelu, w pustym pokoju i zdasz sobie sprawe, ze Matka byla kims moze najwazniejszym, ze jej milosci zadna inna ziemska milosc nie zastapi i ze jestesmy ludzi tylko wtedy kiedy nie podejmujemy wyzwania przekraczajace nasze ziemskie mozliwosci takie jak na dzien dzisiejszy opieka nad wlasna Mama chora na te dziwna chorobe. Mysle ze Pan Bog nie daje nam Krzyzy przypadkowo. Kiedys poznamy prawde dlaczego taki a nie inny Krzyz nas dotkna ale na dzien dzisiejszy najwazniejsze jest to aby sie nie bac przyjac Go. Bog Cie wspiera zawsze i wszedzie wiec sie nie boj ze sobie nie poradzisz, a jezeli faktycznie zaistnieje taka sytuacja ze opieka nad Mama bedzie strasznie uciazliwa i trudna, bedzie powodowala niepokoj i jakies problemy rodzinne to zapewne i dla Twojej Mamy bedzie lepiej jak bedzie w Domu Opieki, ale niech to bedzie naprawde "ostatnia" ostatecznosc. Pozdrawiam i zycze wytrwalosci i pogody ducha. I nie lekaj sie jak to mowil Jan Pawel II (4993)| hanka, lat 23 | data: 17.10.2008, godz: 09:52 |
babcia chorowała na alzheimera. zaczęło się gdy byłam w podstawówce. pewnego dnia ot tak wyszła z domu w koszuli nocnej, i nie umiała wrócić. albo chowała przedmioty bo bała się że ktoś jej zabierze je, a później ciężko było je znaleźć. zdarzało się że wypijała jakieś środki do czyszczenia. to naprawdę bardzo ciężka choroba, i chorym trzeba się zajmować non stop, zupełnie jak małym dzieckiem. tata nie miał już rodzeństwa w chwili choroby babci, jako że wujek umarł parę lat wcześniej. też był problem co zrobić z babcią, bo to że wymagała opieki nie podlegało wątpliwościom. tata nie mógł zrezygnować z pracy, więc popołudniami odwiedzał babcię. do babci wprowadziła się starsza kuzynka (też wnuczka). dzięki temu zyskała miejsce do zamieszkania ze swoją rodziną, a babcia miała opiekę na wieczór. rano kiedy wszyscy byli w pracy do babci przychodziła opiekunka, starsza sąsiadka która zajmowała sie nie tylko babcią ale tez małym synkiem kuzynki.
ja myślę że dom opieki to wcale nie jest wyraz niewdzięczności. musimy postarać się zrobić co w naszej mocy żeby opiekę chorej osobie zapewnić. czasem jednak jest to jedyne wyjście.
tylko że przy alzheimerze, człowiek choć pogrążony w niepamięci ma przebłyski świadomości. i są miejsca gdzie czuje się bezpiecznie jak własny dom (babcia kiedy była już chora, i przywieźliśmy ją do nas do mieszkania na Święta, bardzo się denerwowała, była niespokojna i chciała wracać do domu). i trzeba być przy takiej osobie jak najczęściej, inaczej ona zaczyna się nas obawiać.
to naprawdę trudne odpowiadać na pytanie kim jesteś. babcia w pewnym momencie tatę myliła ze swoim mężem (dziadek już też nie żył), i pytała gdzie są synowie albo kiedy wrócą ze szkoły. gdy przychodziłam ja z siostrą pytała taty kim są te dziewczynki. naprawdę to jedna z gorszych chorób, gdy bliski człowiek traci świadomość.
ja życzę dobrej decyzji, takiej w której twoja mama będzie szczęśliwa, a przede wszystkim takiej która jest zgodna z wolą Bożą. niech Matka Boska czuwa nad wami i wyprasza siły u Swego Syna. (4992)| karina | data: 16.10.2008, godz: 21:34 |
Agnese , to jest nie wazne czy mama bedzie miała swiadomosc czy zupełnie nie..
najwazniejsze by była z nią bliska osoba.. poza tym ona wyczuje ze dom opieki to nie rodzina nawet nie mając dobrej pamięci poczuje sie odrzucona. Spróbuj znalezc inne rozwiązanie... mama juz pewnie nie jest młoda a liczy sie przeciez kazda chwila spędzona z nią, spieszymy sie kochac ludzi, tak szybko odchodzą..., mama jest warta kazdego poswięcenia!!! Ona Cie wychowała, zawdzięczasz jej zycie, ona zasługuje na Wasza opiekę.. moze uda wam sie znalezc sposób, przemódl to, powierz Bogu zeby wskazał CI drogę, pomógł znalezc rozwiązanie. Przedstaw MU problem szczerze ze nie wiesz jak pogodzic opiekę z pracą...Nie oddawaj mamy jak przedmiot na przechowanie do domu opieki bo Ciebie nikt nie zastąpi! miłośc wyraża sie poprzez opiekę..
z Bogiem.. bądź dzielna.. (4991)| Monika, lat 34 | data: 16.10.2008, godz: 15:57 |
do Agnesee lat 32 jestes w bardzo trudnej sytuacji. Napisze Ci tak jak moj braciszek niepelnosprawny byl maly mama brala Go do przedszkola, a jak konczylam lekcje to odbieralam braciszka od mamy gdy musiala zostac dluzej. Zyczliwa osoba poradzila mamie ze moze odejsc na wczesniejsza emeryture bo brat wymagal opieki z powodu wady serca i nauki w szkole specjalnej.
Ciocia nie miala pracy to przez sad otrzymala wynagrodzenie za opieke nad chora i lezaca mama. Mam tez znajomych ktorzy maz z zona opiekowali sie wspolnie mama.
Piszesz ze obie pracujecie. moze zmienic godziny pracy tak aby kazda z Was mogla sie opiekowac mama. Moze zrob kurs opieki, ale nigdy nie oddawaj ukochanej osoby do domu opieki. Wiem od znajowych, ze mama miala przeblyski swiadomosci i czula wokol siebie milosc. nie wiesz co czuje kiedy sie obudzi i widzi znajome twarze i sciany. A jak sie przeprowadzili aby byc blizej dzieci miala lzy w oczach. kiedy jestes obok i obserwujesz ukochana osobe ona to wyczuje. Oczywiscie nie watpie ze w domu opieki moze miec dobra opieke. Moze masz dzieci lub cos innego uniemozliwia. Bede sie modlila za Ciebie trudna sytuacja. (4990)| Agnesee, lat 32 | data: 15.10.2008, godz: 23:24 |
Witajcie...Mam problem...Moja Mama jest ciężko chora - Alzheimer. Teraz jeszcze jest ze mną, w domu,ale musiałam podjąć decyzję o oddaniu Mamy do Domu opieki(wtedy, gdy Jej stan bedzie wymagal 24 godzinnej opieki, gdy już nie będzie swiadoma tego co sie dzieje wokół Niej). Dzisiaj uslyszałam,że jestem niewdzięczną córką, skoro za milość Mamy odplacam Jej oddaniem do domu opieki. Obie pracujemy i nie mamy możliwości być z Mamą non stop. Teraz,gdy jestem w pracy pomaga mi opiekunka,ale nie bedę miala możliwości by była 24 h. Czy robimy z siostrą źle podejmując taką decyzję? (4989)| ziarenko WNM | data: 15.10.2008, godz: 20:55 |
"Kruczka", spróbuj znaleźć trochę czasu,i odwiedź MATKĘ NA JASNEJ GÓRZE,ONA tam czeka na każdego z otwartymi dłoniami."...Idźmy tulmy się jak dziatki do SERCA MARYI MATKI,czy nas nęka życia trud,czy to winy czerni brud,idźmy,idźmy ufnym krokiem,rzewnym sercem,łzawym okiem,SERCE to zna dzieci głos,odwróci bolesny cios..." (4988)| Monika, lat 34 | data: 15.10.2008, godz: 15:47 |
kruczka to dobrze ze zylas jak chcialas bo teraz zobaczysz jak sie cudownie zyje pod opieka Boza. A jak Jezus okaze swoje milosierdzie to trzeba wziac swoj krzyz poranienia przez swoja samowole, ale zycie jest realniejsze i masz pokoj w sercu.
Oczywiscie Ci ktorzy pod opieka Boza zyli od malego maja duzo szczescia, ale maja troszeczke ciezej bo tez pewnie chcieli by zrobic cos po swojemu, ale musieli by zaprzeczyc Bozej milosci, ktora otrzymywali do tej pory. Niestety i dla nich to jest krzyz.
kruczka jak bedziesz czula sie samotnie to napisz cos o sobie moze cos ciekawego odkrylas podziel sie z Nami. Z checia poznam Cie blizej. Moze kogos zanudzalam swoimi wpisami, ale jednoczesnie czulam modlitwe. niech Bog blogoslawi tych , ktorzy nie wpisuja sie ale czytaja i modla.
Artii brakuje mi Twoich wpisow o Marcie Robin a teraz o polskich swietych. Serdecznie pozdrawiam
(4987)| Marcin | data: 15.10.2008, godz: 12:16 |
Do Karina i innych
Tak,trzeba się modlić o pomyślną przyszłość i tutaj pomoc Boża jest niezbędna choć są tacy którym się wiedzie i bez uciekania się do Boga ale co powiedzą do Niego jak będą po tej drugiej stronie.Świadectwo Glorii Polo i inne podobne potwierdzają tylko tę prawdę że Bóg JEST i patrzy na nas i ocenia nas pod kątem życia wiecznego.Ci którzy są żli i nie chcą tego zmieniać a im się wiedzie w życiu po prostu...odebrali już swoją nagrodę...A co do przeszłości to trzeba prosić Ducha Św. o uleczenie naszej podświadomości w której nieraz jest prawdziwy śmietnik a w tym śmietniku są nasze lęki,zranienia,złe nawyki,uprzedzenia stereotypowe. Pozdrawiam:) (4986)| kruczka | data: 14.10.2008, godz: 23:35 |
... napisał, że zawsze mamy szanse wrócić do Boga. Ja właśnie jestem taką zagubioną owieczką. Myślałam, że mogę żyć jak chcę, bez Boga. Było proścej ale czuję, że czegoś mi brakuje. w ogóle pogubiłam się w życiu, nic mi nie wychodzi, nie mam już siły. brakuje mi ciepła, czuję się samotna mimo, że przebywam wśród ludzi i lubię ich towarzystwo to zawsze rozchodzimy się do swoich domów, do swoich spraw a wtedy jest ciężko bo na mnie nikt tam nie czeka. Proszę Was bardzo o modlitwę abym wróciła do Boga. Wiem, powinnam zacząć od spowiedzi ale wciąż nie mam tyle siły by zrobić to dobrze. Może macie dla mnie jakieś mądre rady?? pozdrawiam ciepło i miłego dnia wszystkim zyczę:) Z góry za modlitwe dziękuję wszystkim. (4985)| Marcin | data: 14.10.2008, godz: 21:46 |
Do Aga,lat 29
To pytanie już chyba było zadane,owszem G.Polo ma wsparcie Kościoła.Niedawno do niej napisałem,ciekawym czy odpisze...Tak jak do niej napisałem tak i tu piszę że dzisiejszy człowiek musi zobaczyć by uwierzyć a przecież"Błogosławieni którzy nie widzieli a uwierzyli"...Dobrej nocy wszystkim życzę (4984)| karina | data: 14.10.2008, godz: 21:26 |
hm..ja tez sie czasami uzalezniam od adonai, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu:) bo na forum adonai mozna wiele sie dowiedzieć, cos przemyśleć..więc chyba nie ma w tym nic złego...lepsze takie uzaleznienie niż np buszowanie po forach dt gwiazd, czatowanie z kim popadnie, czytanie czasem mocno wykrzywionych wiadomości pisanych dla wzbudzenia sensacji. Zaglądając tutaj, mozna uświadomic sobie kto potrzebuje modlitwy, nawet jeśli o to nie prosi. A wracając do tematu.... zaufanie to podstawa, trzeba prosić Ducha sw o odwagę i pozbycie sie lęku przed przyszłością i zostawić przeszłość miłosierdziu Bożemu. Nie można żyć w świecie nierealnym jakim jest przeszłość, na nią nie mamy wpływu, musimy iść dalej, zaakceptować wiek-dorosłość i zacząć cieszyć sie dniem dzisiejszym.. Kiedyś widziałam interesująca modlitwę wg. s Usha o tym jak poczuć się wolnym i dorosłym.Jak znajdę, przytoczę ją tutaj. pozdrawiam;; (4983)
karina przepiekny Twoj wpis. Wiesz faktycznie wciaz zyje przeszloscia i nie wiem jak mam wybrnac czuje sie jak w zamknietym pokoju do ktorego nie mam klucza. Twoje wpisy sprawily ze chce wyjsc z tego pokoju. Kiedys znajomy powiedzial ze nie jest psychologiem a ja po prostu chcialam pozartowac ale nie umialam. Wiesz te mile wspomnienia sa dowodem ze Pan Bog caly czas czuwal nad moja rodzina. modle sie za kolezanki z pracy bo moze wlasnie potrzebuja modlitwy. Wiesz stronka adonai jest dla mnie jak dobry przyjaciel. Ale boje sie ze sie uzaleznie bo codziennie zagladam na ta strone i jestem ciekawa jakie sa wpisy i inne teksty.
W filmie o Karolu Wojtyle ksiadz Tomasz kolega Lolka powiedzial ze Nam nie wolno nienawidzic ale mamy kochac. Serdecznie pozdrawiam. (4982)| Aga, lat 29 | data: 14.10.2008, godz: 08:23 |
Kochani, przeczytałam świadectwo G. Polo. W związku z tym mam pytanie : czy zostało ono uznane przez Kościół ? (4981)
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |