Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Źródełko ...czyli o darze rozmowy...


[ Dodaj wpis ]

[<<] [<] [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [>] [>>]

Chcesz prosić o wspracie i modlitwe?
Dodaj prosbę do [ Skrzynki Intencji ]

Artii, lat 33, e-mail: artur.wnek@vp.pldata: 23.09.2008, godz: 17:05

A ja wam mowie, bardzcie cierpliwi!!!!!! Ja tez dluuuuuuuuuuuuuuugo bylem sam, wiekszosc czasu sam. Ozenilem sie dopiero w wieku 31 lat, na kazdego przyjdzie ten czas, potrzeba cierpliwosci i zaufania Bozej ekonomii. Robcie male kroczki i czakajcie na bieg wydarzen. Oczywiscie miedzy czasie jakis zwiazek lub zwiazki maga sie nie udac ale w koncu az sie uda!!! Nic przyjemnego zyc w samotnosci, dlugo tego doswiadczalem, bolesnie :( a juz jak sie udalo to sie udalo konkretnie bardzo pomyslnie :) :) :) nawet przeroslo moje oczekiwania!!! :) :) :)

(4830)
..., e-mail: dalekodonieba@o2.pldata: 23.09.2008, godz: 16:49

Do PO PROSTU KOGOS I...

Bardzo dziękuję Ci za wsparcie duchowe, ktore jest mi ogromnie potrzebne, moje slowa: wpadne tu czasem , nie oznaczały ucieczki lecz ,,kac moralny,, że tak duzo o sobie WAM o sobie napisałam....nigdy dotad nie robilam takich rzeczy, to ewidentny objaw mojej bezradnosci i dołu emocjonalnego w jakim sie znalazłam.
Dla mnie to naprawde czyste szaleństwo tak ,,wylać wszystko z siebie,, do ludzi, ktorych tak naprawde nie znam. Pomyslałam, że było TO STRASZNIE NIEODPOWIEDZIALNE, wiec prosze o wyrozumiałosc. Chwiejnosc nastrojow niestety przypisuje sie wiekszosci kobiet, taka natura niestety...
Ale dziekuje żę Jestescie, zawdzięczam WIELE osobom czytajacym i nie tylko...
Proszę Was rowniez o modlitwę w sprawie bardzo osobistej, powiedziałabym ,,najwyższej wagi,,. W moim sercu dzieje się cos bardzo waznego, coś czego nigdy dotąd nie zaznałam...
Dwa skrajne wydarzenia w moim zyciu w jednym czasie: jedno strasznie złe, ale przełomowe, a drugie niewyobrażalne, niepojete, tak wielkie i ważne...
Powiedziałabym w tej drugiej sprawie ,,WIERSZ BEZ SŁÓW...,,

Jeszcze raz dziękuję życze Tobie i wszystkim zródelkowiczom pokoju i radosci Bożej.

(4829)
Artii do "Piotr9999", lat 33data: 23.09.2008, godz: 16:30

Mozna by sie tutaj odniesc do Marty Robin, brac od niej przyklad.

(4828)
do K, e-mail: loona_75@tlen.pldata: 23.09.2008, godz: 14:12


Warto...poza tym uważam iż stwierdzenie, ze jesteśmy już przyzwyczajeni do naszej samotności jest oszukiwaniem samych siebie. Jeśli na coś bardzo długo czekamy a miłość nie przychodzi, rzeczywiscie nieraz pojawia się frustracja, zniechęcenie ale moim zdaniem to pragnienie jest w kazdym z nas. Tyle, ze często z różnych przyczyn zagłuszamy je w sobie. Poza tym wydaje mi się, ze warto zastanowic się nad przyczyną naszej samotności, ja wiem dlaczego wciąż jestem sama...
Pozdrawiam wszystkich i życze wytrwałości.

(4827)
trędowata ?? 30+data: 23.09.2008, godz: 11:39

Ma chęć do życia wygasła...
jak znicz na cmentarzu.
Nie mam powodów by czuć się szczęśliwą.
Nikt mnie nie kocha i nie rozumie.
Serce domaga się czyjegoś czułego uścisku lecz...
Nie ma osoby, która mogła by to uczynić.
Mą nadzieję pogrąża rozpacz
Nadzieję, która niesie w sobie myśl na lepsze jutro...
Lecz nie będzie jutra
Me serce przestało bić.
Dusza odeszła w zaświaty.
Teraz już nic nie czuję...

(4826)
Tadeusz, lat 53, e-mail: nso-czi@wp.pldata: 23.09.2008, godz: 08:38

19.09.2008 Indie: Międzynarodowa organizacja katolicka Pomoc Kościołowi w Potrzebie apeluje o modlitwę za prześladowanych chrześcijan w Indiach PKWP zachęca wszystkich chrześcijan ze świata do włączenia się w naszą akcję "Pogromy w Indiach". 24 września b.r. (środa) nasza organizacja będzie się modlić za Indie. Prosimy wszystkich chrześcijan także o modlitwę za nasze Dzieło. Ojciec Joaquín Alliende, asystent kościelny i prezydent Pomoc Kościołowi w Potrzebie o dramatycznej sytuacji chrześcijan w Indiach: "Dramatyczna sytuacja chrześcijan w Indiach pogarsza się coraz bardziej. Brutalne ataki, które zaczęły się w Kandhamal w grudniu 2007 roku, eksplodowały w ostatnich tygodniach z ogromną siłą. Momentalnie sytuacja stała się napięta we wszystkich stanach tego ogromnego kraju i zagraża, przede wszystkim w stanie Orissa i Karnataka rozprzestrzenieniem się fala agresji i dalszymi pogromami na całe Indie. Rządowi nie udało się powstrzymać fali przemocy, a sprawcy zajść z ubiegłego roku w Kandhamal są wciąż na wolności i czują się bezkarni. Poprzez nasz bezpośredni kontakt z biskupami miejsca, jesteśmy informowani, jak straszny jest czas i powszechne poczucie strachu w sercach naszych Sióstr i Braci, którzy postrzegani są jako ludzie drugiej kategorii. Oni są i czują się narażeni, pozostają bezbronni, bez opieki, ochrony. Kapłani udają się za uciekinierami w lasy, żeby być blisko wypędzonych rodzin. Chrześcijanie liczą teraz tylko na Jezusa Chrystusa i solidarną modlitwę wszystkich chrześcijan. Nasza modlitwa dla nich jest niezbędna i konieczna. Aby uniknąć większej ilości zamordowanych, zniszczonych kościołów, aby ochronić miejsca kultu i pielgrzymek, zapraszamy wszystkich do głębokiej modlitwy w tych dniach w intencji zagrożonych śmiercią i torturami chrześcijan z Indii".
MODLITWA ZA INDIE
Ojciec Joaquin Alliende, który na obszarze Hiszpańsko języcznym jest znanym poetą tworzącym poezje o tematyce religijnej zaproponował następującą modlitwę jako narzędzie i wyraz naszej solidarności.
OJCZE NASZ, KTÓRYŚ JEST W NIEBIE TY SPRAWIASZ, ŻE SŁOŃCE WSCHODZI NAD ZŁYMI I DOBRYMI. TWÓJ SYN JEZUS CHRYSTUS UMARŁ ZA WSZYSTKICH, A PO SWOIM CHWALEBNYM ZMARTWYCHWSTANIU, ZACHOWUJĄC NA CIELE RANY SWOJEJ ŚWIĘTEJ MĘKI BOSKĄ MOCĄ PODTRZYMUJE TERAZ TYCH, KTÓRZY CIERPIĄ PRZEŚLADOWANIE I PONOSZĄ MĘCZEŃSTWO ZA WIARĘ I WIERNOŚĆ KOŚCIOŁOWI. OJCZE, PEŁEN MIŁOSIERDZIA I MOCY, SPRAW, ABY WSPÓŁCZESNY KAIN NIE MORDOWAŁ SWEGO SŁABEGO I NIEWINNEGO BRATA ABLA. ABY PRZEŚLADOWANI CHRZEŚCIJANIE W INDIACH MOGLI TRWAĆ RAZEM, TAK JAK MARYJA, MATKA JEZUSA U STÓP KRZYŻA. OPIEKUJ SIĘ TYMI, KTÓRYM ZAGRAŻAJĄ PRZEMOC I NIEPEWNOŚĆ. NIECH DUCH ŚWIĘTY, KTÓRY JEST MIŁOŚCIĄ SPRAWI, ABY ŚWIADECTWO I KREW TYCH, KTÓRZY UMIERAJĄ PRZEBACZAJĄC SWOIM PRZEŚLADOWCOM, PRZYNOSIŁY OBFITE OWOCE. AMEN.

(4825)
(...), e-mail: dalekodonieba@o2.pldata: 23.09.2008, godz: 07:47

Kierownik duchowy nie ma nic wspólnego z moją miloscią do człowieka, a ja i tak KOCHAM KOCHAM KOCHAM KOCHAM KOCHAM KOCHAM KOCHAM...........I to sie nie zmieni.......NICZEGO NIE POTRZEBUJĘ. A WY sobie to interpretujcie jak chcecie!!! POZDRAWIAM GORĄCO I DZIEKUJĘ

(4824)
piotr9999data: 23.09.2008, godz: 00:19

Do karina

Łatwo pisze się o cierpieniu gdy się nie cierpi.Wszystko się zmienia w chwili gdy
musimy cierpiec i to długotrwale .Ciężko jest przezwyciężyć miłość własną,zapomnieć o własnym ja.

(4823)
:)data: 22.09.2008, godz: 21:27

Jurek dobre pytanie

(4822)
Ktos, po prostu ktosdata: 22.09.2008, godz: 20:15

Daleko do nieba! Wroc tu jeszcze!!!! Do nas!!!
Nie zostawiaj nas samych z wierszykiem jedynie :(
potrzebujemy Twojej Obecnosci, bo stalas sie nam bliska, pamietaj o tym :)

a co do Twoich słow...... chwala Bogu Najwyzszemu, za dar dobrego przewodnika duchowego dla Ciebie! korzystaj z tego daru, czerp garsciami, rozwijaj sie - tego Ci zycze z calego serca.
a nade wszystko pamietaj ze Bog oprocz tego co napisalam wczesniej , jest Bogiem Paradoksow, jest jeszcze Ojcem, ktory kocha swoja Córkę, ktora w swoich cierpieniach i problemach nie umie badz nie potrafi dobrze odczytac Jego planow. wiec kieruje po cichutku Jej krokami... i zsyla Jej dobrych Ludzi i Anioly, czuwa nad Nia, gdy spi i gdy pracuje... Nigdy tego nie zapominaj.

niech ten plomyk swieci sie w Twoim sercu coraz mocniej, abys mogla ogrzac zziebniete dlonie i rozpromienic jego blaskiem swoje oczy :)
z Panem Bogiem.

(4821)
JUREKdata: 22.09.2008, godz: 19:41

MAM PYTANIE:
CZY DWIE PÓŁPRAWDY,TO JEST CAŁA PRAWDA,,,,CZY TEŻ KŁAMSTWO DO KWADRATU?????????

(4820)
Monika, e-mail: moonik4@tlen.pldata: 22.09.2008, godz: 19:10

Drogi "Ktoś tam", pomimo całego żalu, który z siebie wylałeś, widzę w Tobie dużo siły wewnętrznej. Pomyśl, może to właśnie ona powoduje, że chcesz ten żal z siebie wyzucić i oczyścić się z niego? Wszak nigdy nie cierpimy bezcelowo. Jan Paweł II w Salvici dolores mówił o bezsensowności cierpienia dla samego cierpienia oraz o tym, że w kontekście życia chrześcijanina nabiera ono wymiaru wręcz zbawczego. Tak...tylko, że zapewne w tym momencie piękne teorie niewiele Cię obchodzą. Ale nie narzekaj na Pana Boga, nie żal się na Niego, żal się JEMU. Ks. Pawlukiewicz stale przypomina tym, którzy bywają zbytnio dociekliwi, że czasem nie warto się nad czymś głowić, bo pewnych kwiestii nie jesteśmy w stanie zrozumieć tu na ziemii. Kolejna rzecz, że jakaś wiedza może nie być nam po prostu potrzebna, by osiągnąć życie wieczne.
Niezbyt wiem, co myśleć nt Twojej historii, szczegóły pozostają nieznane, jednak przekonana o miłości możliwej mimo przeszkód, nie byłebym tak surowa jak przedmówczyni i nie wysyłała Cię zaraz na terapię. Owszem, Twoja sytuacja wymaga gruntownego uporządkowania, na pewno byłbyś spokojniejszy na duchu wiedząc, na czym stoisz, chćby była to smutna prawda. A z tego, co piszesz, na to wygląda. Wiem, co znaczy przeżywać smutek spowodowany odejściem czy nawet utratą (na wieczność) bliskiej osoby, smutek, którego doświadczanie sprawia, że przez kilka dni nie jest się w stanie jeść ani myśleć... Ale wierz mi - to mija, a pomaga w tym bardzo stanięcie twarzą w twarz z zagadnieniem. Wiesz, jakiś miesiąc temu zbierałam jeżyny za domem. Chwila nieuwagi i już miałam w opuszku palca duży kolec wbity głęboko na sztorc. Udało się wyjąć tylko część. Bolało tak bardzo, że nawet nie chciałam myśleć o usunięciu reszty. I to był błąd. Palec puchł coraz bardziej, zakażenie się rozwinęło, rana ropiała i bolała. Zaczęłam się bać nie na żarty. Ale żeby się ratować musiałam zdobyć się na tę odwagę i sięgnąć wgłąb rany. Udało się z wielkim bólem ją oczyścić, ale dzięki temu w kilka następnych tygodni, zamiast jątrzyć, mogła się ona spokojnie zabliźnić. Dziś chodzę z blizną, ale przynajmniej tylko z blizną, a nie z rozkładem i bólem. Palec to cenna rzecz, dziś już sprawny, a świadomość tego, że odratowany, czyni go jeszcze cenniejszym! To Twoja historia. Mam nadzieję, że będzie miała równie pomyślny finał, jak ta niefortunna przygoda z kolcem.
Z serca powierzam Cię Naszej Matce
Pamiętam
Monika

(4819)
:-):-), e-mail: dalekodonieba@o2.pldata: 22.09.2008, godz: 15:24

Drodzy żrodełkowicze, pojawiło się światełko w moim ,,ciemnym,, tunelu.
Modliłam się wiele miesięcy o własciwego kierownika duchowego i ,,chyba,, to się stało. Po tak ogromnym bólu serca, pojawiły się iskry nadzieji na moją pracę wewnętrzną pod profesjonalnym okiem. Ten mądry człowiek, uświadomił mi kolejny paradoks w moim życiu - konkretnie ja, w tym czasie, który był wyznaczony i w ktorym bardzo potrzebowałam milczenia w rekolekcjach, nie powinnam tam sie znależć. W bardzo paradoksalnych okolicznosciach, jak wspomnialam wczesniej, nie pojechałam tam, dzis wiem dlaczego tak sie stało...Dziękuję wszystkim za modlitwę. Oczywiście długa droga przede mną...
To miejsce w ,,żródełku,, bylo mi ostatnio bardzo potrzebne, czułam Waszą duchową obecność, mam nadzieję, że nie będę już Was zamęczać moimi sprawami, czasem wpadnę tu z jakimś wierszykiem lub ciepłym krótkim słowem....
Z Panem Bogiem Kochani...

(4818)
EWA , lat 25, e-mail: eva.angel@interia.pldata: 22.09.2008, godz: 14:06

WITAM :)
PRUBÓJĘ MODLIĆ SIĘ ZA DUSZE W CZYŚĆU CIERPIĄCE, PRUBÓJĘ WOGÓLE SIĘ MODLIĆ, BO ALBO PO PROSTU NIE CHCE MI SIĘ ,ALBO DOPADA MNIE NGŁE ZĘCZENIE., MY MOZEMY POMÓC DUSZOM W CZYŚĆU CIERPIĄCYM, A ONE MOGA POMAGAĆ NAM WIECIE O TYM?
ZACHĘCAM , SPRUBÓJCIE, A OCENICIE SAMI.
KOCHANI TRZEBA BYĆ WYTRWAŁYM WE WSZYSTKICH PRZECIWIEŃSTWACH DNIA CODZIENNEGO, JAK KAŻDY JA TAKICH DOŚWIADCZAM, SZCZEGÓLNIE WŁAŚNIE JEŚLI CHODZI O MODLITWĘ.., ALE MOC W SŁABOŚCI SIĘ RODZI.
TRZEBA SIĘ MODLIĆ I UFAĆ BOGU WE WSZYSTKIM, ODDAJĄC MU NASZE ŻYCIE ROBIMY NAJLEPIEJ ZE WSZYSTKICH OPCJI.TO JEST MOZE TROCHĘ FANTASTYCZNE ALE TAK JEST,BÓG MOŻE WIECEJ NIŻ KTOKOLWIEK INNY TU NA ZIEMI, NIE DAJMY SIĘ ZWODZIĆ JAKIMŚ DURNYM WRÓŻKOM, MAGII, TAROTOM ITD. WIECIE ,CZASEM TO JEST MI TAK CIĘŻKO, CIĘŻKO, CIĘŻKO, JESTEM Z KIMŚ, DOSYĆ DŁUGO I PO RÓŻNYCH ZŁYCH SYTUACJACH, ZAROWNO Z MOJEJ JAK I JEGO WINY, JEŻELI CHODZI O KOŚCIÓL TO NIE ZABARDZO MOGĘ GO PRZEKONAĆ, ŻE W KAŻDĄ NIEDZIELĘ CHCIAŁABYM ŻEBYŚMY RAZEM POSZLI DO KOŚCIOŁA, BO TO JEST NIEDZIELA, A ON POPROSTU TEGO NIE CZUJE, NIE CZUJE TAKIEJ POTRZEBY I JAK PÓJDZIE RAZ NA 3 TYG TO JET DOBRZE, NIE WIEM JAK MAM DO NIE GO DOTRZEĆ, NIE CHCĘ ROBIĆ MU JAKICHŚ KAZAŃ, WIEM ŻE NIE CZUJE TEGO I NUDZI MU SIĘ W KOŚĆIELE, NIE JESTEŚMY ZARĘCZENI, WIĘC SAMAM NIE WIEM CZY MA BYĆ ON TYM ZKTÓRYM MAM ŻYĆ , I SAMAM CHODZIĆ DO KOŚCIOŁA, SAMAM SIĘ MODLIĆ ITD, JEST DOBRYM CZŁOWIEKIEM..., MODLĘ SIĘ DO ŚW. JÓZEFA O POMOC I DOBREGO MĘŻA, W SUMIE TO JUŻ BYM MOGŁA BYĆ ŻONĄ I MIEĆ DZIDZIUSIA, POPROSTU TAK CZUJĘ, ALE INICJATYWA MUSI WYJŚĆ OD MĘŻCZYZNY, WIĘC CZEKAM NA RADOŚĆ, I NIE WIEM JAK BĘDZIE., ŻYCIE WE DWOJE JAKO MĄŻ I ŻONA TO CHYBA JEST TO ...P.S MÓDLCIE SIĘ ZA MNIE OD PAŻDZIERNIKA ZACZYAM PRACĘ I STRASZNIE SIĘ BOJĘ.POZDRAWAIM SERDECZNIE. JEŚLI CHCECI TO PISZCIE NA MAILA

(4817)
Zośka, e-mail: zocha@wp.pldata: 22.09.2008, godz: 11:30

,,SJC,,

Witam seredecznie. Bardzo ważny temat poruszyłeś, mianowicie różnic płci, które są fundamentem zrozumienia sie nawzajem kobiety i mężczyzny.
Zapewne ten wpis jest dedykowany do konkretnej osoby, ale pozwoliłam sobie zabrać głos, ponieważ na Twoim miejscu nie generalizowałabym kobiet, o czym często tu mowa na zrodełku...
Po pierwsze są takie, które mimo nieodwzajemnionego uczucia czekają wiernie...i wytrwale a są takie , ktore żyją dalej własnym życiem, godza sie na zaistniałą sytuację, nie robią z tego faktu tragedii, lecz pozostawiają sobie w sercu miejsce juz tylko na sentyment do tej osoby...który jest normalny przy jakichkolwiek ludzkich relacjach. Czasem, ten fakt wymaga dłuższego procesu wyleczenia się ze złudzeń, pewnych uzależnień emocjonalnych, ktore nie są zdrowe. Zarowno mężczyzna jak i kobieta czasem wchodzi, często nieswiadomie w relacje uzależnieniowe, ktore stają sie toksyczne, roszczeniowe i w konsekwencji destrukcyjne.
Ja w swoim życiu mialam wieloletnie zauroczenie pewna osobą, które przekształciło się w zwykłą - absolutnie wolną, - nawet nie relacje, ale po prostu znajomość. Pewne sygnały są jednoznaczne. Dziekuję za to Bogu, bo to ON uwolnił mnie od takiej znajomości, ktora stała sie jałowa, bez wyrazu..
Wiem też, że ta relacja się mijała, gdy ja byłam na etapie fascynacji daną osobą, zwyczajnie druga strona czuła inaczej, po pewnym czasie stało sie odwrotnie, dla mnie dana osoba stała się bardziej ,,obca,, gdy tamta ożywiła stosunek do mnie..
W zwiazku z powyzszym, nie tylko TY ,,SJC,, masz podobne przemyslenia i wnioski. Naturalne jest ,że uczucia czy emocje są zmienne i w zależnosci od czasu i pewnej dojrzałosci emocjonalnej, czy warunków zewnętrznych podlegają przewartosciowaniu u większosci osób.
Jesli mogę cos zasugerowac choc nie znam sprawy to ,,zostaw to,, skoro tak czujesz, nie walcz, skoro to umarło..,,nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki,,
Należy byc sobą, gdybys odpowiadał na ponowne sygnały, byloby to nieszczere, albo działania z litosci, a kobiety często nadinterpretują pewne gesty, więc ,,NAJLEPSZĄ REAKCJĄ, JEST BRAK REAKCJI,, Mówię to dla dobra tej kobiety. Ale to oczywiscie tylko moje zdanie z ktorym możesz się nie zgodzic.
Myślę , że wazną wskazowką we wszelkich wypalających sie relacjach jest szczera rozmowa, lub przekazanie informacji, że nastał czas tzw,,przerwy,, do przemyslenia nad dalszą drogą....
Męzczyzni ,,naogół,, tego nie robią zwyczajnie jak niedojrzali mali chlopcy uciekają, a kobieta jak wiemy jest bardziej emocjonalna i powinna wiedzieć o zmianie nastawienia, by skrocic czas domyślań, niepotrzebnych nadziei..itd.

W ostatnim czasie jestem swiadkiem zakochanych młodych kobiet, ktorym zwiewa facet i żal mi ich, że są naiwne...że się nie szanują..rozpaczają i żebrzą o uwagę..
Ja mam juz trochę lat i tez przechodzilam przez taką naiwnosc i proby manipulacji ze strony mężczyzn, wiem że jest to ,,gorzkie,, uczucie i Panowie życzę odwagi w jasnym stawianiu sprawy w relacjach, choc może byc bardzo bolesna..dla kobiet, ale uczciwa. A na koniec sprawa najważniejsza o ktorej tu chyba wszyscy wiedzą - modlitwa. Eucharystia w tej intencji - piękna sprawa.!!!
Jesli czujesz że nie Jestes wolny w tej sprawie, pragniesz tego owocu, to sam sobie odpowiedziałes na wszystkie pytania. Życzę owocu wolności, bo ja takiej zaznałam i miło jest być lekką jak ,,piórko,, - oczywiscie w tym temacie..:-)

BÓG WIE KOGO ŁĄCZYĆ I KOGO ROZDZIELAĆ I ZA TO MU DZIEKUJĘ.


(4816)
SJC, lat 23data: 22.09.2008, godz: 01:05

Wydaje mi się, że jest różnica między kobietami, a mężczyznami którą udało mi się ostatnio zrozumieć. Myślę, że gdy uczucia kobiety są nieodwzajemnione, potrafią one wiernie czekać. Oczywiście takie czekanie ma swoje granice, ale u mężczyzn jest chyba tak, że po pewnym czasie coś w nich umiera. Choć pozostaje pragnienie dobra dla tej osoby, jakiś stan zauroczenia, to umiera jakaś wewnętrzna chęć, czy pragnienie. Błędem byłoby chyba utożsamianie tego z dumą, czy ego.

Ciekawe, czy jest tak w rzeczywistości, czy jest to tylko moje nietrafne uogólnienie. Tak, czy inaczej - czuję, że coś takiego się we mnie stało. I to stało się dziś. Przychodzą mi do głowy dwie myśli.

Pierwsza, trudna. Może to ze mną jest coś nie tak? Chłopak, młody, normalny, jednym się podoba, innym nie, ale nigdy nie miał dziewczyny. Gdy poznaję osobę, która mi się podoba, to szukam wzajemności zainteresowania, uwagi, choćby w banalnych gestach i słowach. Zawsze jest jednak tak, że spotykam się z chłodem lub grzecznościowymi odpowiedziami. Może za dużo oczekuję, może powinienem się bardziej "wypromować", zaimponować? Choć chcę to wszystko dawać, wszystko co mam, to chciałbym żeby ktoś na mnie zwrócił uwagę też bez tego, zwrócił uwagę na mnie takiego, jaki jestem na co dzień.

Druga, też niełatwa. Zdarzyło się już, że gdy takie "obumarcie" nastąpiło i minęło trochę czasu, to ta druga osoba zaczęła jakby odpowiadać na to, co było kiedyś. Może nawet nie odpowiadać, tylko jakby role się zamieniły. I to nie tak dyskretnie, ale prawie że wprost. Tylko, że we mnie już całkiem zgasło to "coś" i by być uczciwym, pozostało nie odpowiadać na te sygnały. Zastanawiam się, czy znów się to zdarzy. Jednak tli się w środku jakaś walka, z jednej strony chcę żeby tak było, z drugiej nie chcę. Mam nadzieję, że nie jest to walka między próżnością, a urażoną męską dumą.....

Podjąłem takie zadanie, myślę że dobre. Przekuwam moje pragnienia na modlitwę w intencji konkretnej osoby. Wtedy łatwo jest modlić się często, żarliwie i całym sercem. Eucharystia ma chyba wtedy sens, gdy przychodzi się na nią z konkretnym "proszę", "przepraszam" lub "dziękuję". Ta niedzielna była właśnie w intencji tej osoby.

Zacząłem o tym wszystkim myśleć już jakiś czas temu, gdy przeczytałem przypowieść o ziarnie pszenicy rzuconym w ziemie. Może plonem, jaki wyda to ziarno będzie wolność...

Tym chciałem się z Wami podzielić, drodzy Źródełkowicze.

(4815)
(...)data: 21.09.2008, godz: 23:44



Nie ma granic w przebaczaniu. Przebaczamy tyle razy, ile ktoś prosi nas, abyśmy mu przebaczyli. Jednak w tym wszystkim należy postawić warunki, które powinna spełnić dana osoba, aby z naszej strony była współpraca w przebaczaniu. Jeśli dostrzegamy lekceważenie nas, a następnie cyniczną prośbę o przebaczenie, postawa taka jest nieszczera i lekceważąca, a ponadto wyrażająca brak szacunku wobec nas. W takiej sytuacji mamy prawo powiedzieć, że prośba o przebaczenie jest nieszczera i oczekujemy autentycznego i odpowiedzialnego podejścia do tej sprawy.

Jeśli ktoś nadużywa naszej otwartości na przebaczenie, należy powstrzymać się przed automatyzmem. To wszystko powinno być obliczone na poprawę tego, który czyni zło, a następnie prosi o przebaczenie. Nasze przebaczenie koniecznie powinno umożliwić kształtowanie się w danej osobie postawy odpowiedzialności. Jeśli z określoną słabością nie może sobie ktoś poradzić, powinien poddać się leczeniu, terapii lub podjąć decyzję odejścia od określonych osób, z określonego środowiska. Przebaczam, jeśli dana osoba stosuje się do moich, możliwych dla niej rozwiązań.

Nie dostrzegam problemu z empatią, lecz z pewną słabością uczuciową, psychiczną wobec drugiego człowieka polegająca na nieumiejętności postawienia radykalnych wymagań tam, gdzie one są konieczne, dla jego dobra. Jeśli nie umiemy wymagać od drugiej osoby tego, co słuszne i możliwe dla niej, stawiając granice naszemu przebaczeniu, człowiek ten nie zmienia się, my zaś uczestniczymy w jego powolnej deprawacji.

Jeśli ktoś nadużywa naszego przebaczenia, należy postawić jasno granice, określając zasady, przy spełnieniu jakich warunków z jego strony przebaczenie zostanie mu przez nas udzielone.


(4814)
Aga, lat 27, e-mail: seszela@op.pldata: 21.09.2008, godz: 21:49

Wszystkich z Krakowa ktorzy szukają wspólnoty i jednocześnie swojego miejsca w życiu i w Kościele to serdecznie zapraszam do Wspólnoty "Pustynia w mieście " . Jest to małą grupka zwłąszcza dla tych któzy pragną się uczyć odnajdywać Olicze Boga w wielkim mieście :)

(4813)
karinadata: 21.09.2008, godz: 20:37

w nawiązaniu do tematu życzliwej :-),
powiem od siebie ze takie kryzysy ciemności sa nam bardziej potrzebne niz jesteśmy w stanie sobie wyobrazić..
w tych kryzysach własnie mamy szanse przyjrzec się sobie w nagiej prawdzie.. ze tak naprawdę jesteśmy prochem.. słabym marnym i sami od siebie nie jestesmy w stanie być dobrymi , zyczliwymi. Mamy wyobrażenie o swojej wspaniałości..jacy jestesmy dobrzy, wrażliwi.. byc moze jestesmy ludźmi którzy mają otwarte serce na innych.. ale zdarza sie tez ze bardziej tak o sobie myslimy niz jestesmy w stanie cos z siebie dać..
sądząc ze nie wyrządzamy innym krzywdy, nie kradniemy, spokojnie sobie zyjemy.. jesteśmy ideałami.. a to z innymi jest cos nie tak.. a gdy zaczyna cos się walić.. buntujemy się jak to my tacy mili dobrzy ludzie.. nie zasłuzylismy na takie problemy... inni grzesznicy tak ale nie my...

Te kryzysy sprowadzają nas na ziemię... uczą większej samodyscypliny, pracy nad sobą, poszukiwania sensu, wychodzenia ze swojej skorupy, odwagi przełamania się i zmieniaja myslenie.. Pan Bóg wie co robi...jak potrzebne są nam takie otrzęsiny...
Czasem tylko nie potrafimy dobrze tego czasu wykorzystać.. miotamy się bo nie tak miało być.. bo innym jest lepiej a nam się ciągle wali... bo los nas prześladuje a Pan Bóg lekceważy itp... wypróbowuje się nasza wiara.. wtedy widzimy jak naprawdę ufamy Bogu, jaka jest nasza miłość i na ile jestesmy w stanie coś stracic, z czegoś zrezygnować..
bo jak nie to wpadamy w depresję, poddając się..

Cierpliwość to cnota miłości... w takim momencie zostaje wystawiona na próbę..
warto byc długo cierpliwym, nawet jesli nie widać konca niepowodzeń, i nic sie nie zmienia...
Teraz sobie przypominam ze gdy zaczełam dziekować Bogu za to co mnie spotkało i ze nie udaje mi się.. ze tak cięzko mi idzie.. i spytałam Boga co chcesz dla mnie? jesli nie chcesz - to po prostu nie daj mi tego..a pomóz mi zyc bez tego..
to wtedy własnie Bóg mnie obdarował.
Bóg chce abysmy traktowali Go bardzo powaznie i NA SERIO... bardziej niz my "aktorzy" jestesmy w stanie sobie to wyobrazić..
co to oznacza?

podam tu słowa jednego z kapucynów o. Teperskiego :
"Pan Bóg nie jest automatem w który mozemy wrzucic 2 zł i wyskakuje nam paczka ciastek , tak samo nasze modlitwy nie moga instrumentalizować Boga który bedzie robił to na co my mamy ochotę.
Bóg daje nam tylko to co jest dla nas dobre, choć my czesto w danym momencie pragnęlibysmy czegos innego. Bóg w swojej milosci i dobroci daje nam rzeczy tylko dobre, nie dając tych które mogłyby nam zaszkodzic choc nam sie czesto wydają one piekne i prawie konieczne."

mozna powiedziec ... praca jest dobrem koniecznym do życia... owszem to prawda.. w tym wypadku niekoniecznie dobrem dla nas jest bezrobocie brak zajęcia...ale dobrem jest wytrwałe poszukiwanie pracy, trud.. wysiłek, zmaganie się uczenie odwagi, przełamania niesmiałości..cierpliwośc. Poprzez ten stan Bóg chce nas do czegoś zachęcić.. czegos pragnie nas nauczyć.... bezrobocie ma byc dla nas twórcze, motorem do działania, zajrzenia wgłąb siebie, znalezienia czasu dla innych...
czasem praca pochłania nas tak bardzo i skupianie sie na niej, brak zyczliwosci w pracy itp.. ze nawet nie umiemy sie modlić i skupić na swoim chrześcijanskim zyciu... Bezrobocie daje nam mozliwośc skupienia sie na głębszej modlitwie.. daje nam inne mozliwości. Pytanie jak wykorzystujemy ten czas... mozna się zniechęcic i wpaść w bierność, lenistwo..
tak jest z każdym innym problemem, choroba, czyjaś smierć, strata przyjaciela, pomówienie, samotność... wszystko to ogólnie jest trudne i samo w sobie nie jest dobre...ale moze własnie taka jest odpowiednia droga do tego abysmy wzięli sie do pracy.
Czy komuś, komu sie wiedzie, Pan Bóg jest potrzebny? dysponując wieloma dobrami, własciwie po co nam Pan Bóg? bez Niego dajemy radę..
mając kase stac nas na wyjazd.. na uciechy, wesołe towarzystwo, modne ciuchy, hobby, a Pan Bóg gdzies na szarym koncu, z obowiązku raz na tydzien bo tak mowi przykazanie.. po co się zbytnio przemęczać.. trudzić, skoro możemy top miec łatwą ręką..
Mozna powiedziec- nie, ja taki nie jestem... ja zawsze sie modle.. a i tak mam cieżko.. a co by było gdyby było Ci łatwo?
mówią punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia.. cos w tym jest..
nieraz słyszymy jakbym -wygrał w toto to bym obdarował innych, nie byłbym samolubny...
moze na szczęście nie wygrywamy w tego totka :)
apetyt rosnie w miare jedzenia i wtedy potrzeby rosną..
a co teraz? mamy nie wiele.. a czy potrafimy z tego niewielkiego czegos zrezygnować? i jak czesto? czy nie zadowalamy sie jakimś dobrym gestem raz na jakiś czas dla zaspokojenia sumienia?
skoro teraz nam trudno sie dzielić...to jak trudno byłoby wyłozyc szczęsliwą wygraną.. bo przeciez juz sie nam nie trafi, a lista chętnych pewnie byłaby długa..:)
moze przekonalismy sie nieraz sami gdy nam sie zaczeło walic to inni rzekomo wierni przyjaciele odsunęli sie, odeszli ...
czasem my tez tak postepujemy z Panem Bogiem.. chcemy byc dobrzy, święci, wierni ale ...jak spadnie na nas krzyż to juz mamy zastrzezenia bo nie tak miało być, bo tyle sie modlimy...

dodam ze nie znamy siebie samych! o tym mozemy przekonac sie własnie w niepowodzeniu... jaka jest nasza wiara, ufność, bezinteresowna miłośc, cierpliwość, odwaga, dobroć.
Bóg zna nas doskonale i wie co jest dla nas dobre mimo iz tak nam z tym trudno..

rozpisałam się trochę, ;) nie piszę tego by kogos konkretnego osądzać, porównywać.. ale dla przemyslenia.
Moze ktoś znajdzie dla siebie jakąś refleksję.

Wydaje mi sie ze ja sama nie jestem w stanie Bogu podziękować w pełni za wszystkie niepowodzenia, kryzysy którego czegoś mnie nauczyły.. i wieczności zabraknie na podziękowanie za te łaski i przeprosic za zmarnowane..

zbliza się wspomnienie sw Ojca Pio (wtorek) kapłana stygmatyka, trwającego nieustannie na modlitwie , który wyprasza nam wiele łask przede wszystkim duchowych, prosmy Go o pomoc w trudnościach równiez tych materialnych, Bóg nie moze Go nie wysłuchać.. dowodem są na to liczne łaski uzyskane za wstawiennictwem tego swiętego.. On zyje wsród nas i niech nas wspomaga w naszym niełatwym zyciu.





(4812)
Kasia, lat 22data: 21.09.2008, godz: 16:41

A ja dziś życzę dobrej Niedzieli:-) i pozdrawiam serdecznie! "Wszystko mogę w Tym , który mnie umacnia!" :-) Uśmiechnijcie się do życia, jest takie piękne ale i takie kruche! jeszcze raz pozdrawiam!

(4811)
Anka, lat 30, e-mail: ania.ac78@vp.pldata: 21.09.2008, godz: 11:16

do 'K'
...wiem, jak to jest 'oswajać' samotność...ale tak naprawdę gdzieś w głębi serca każda/y z nas pragnie miłości...więc, jeśli dzielisz się tym - nie przyzwyczaiłaś się:)
...nie jeden raz lękam się, że moje serce z czasem stanie się twarde jak kamień...ale chcę walczyć, aby samotność miała swoją wartość, sens...i nadzieję:)
sama nie dam rady;)


(4810)
Artii do "K", lat 33data: 21.09.2008, godz: 10:47

NAPEWNO warto szukać!!! :)

(4809)
Aga, e-mail: modus_vivendi@o2.pldata: 21.09.2008, godz: 02:47

Chciałam się podzielić z Wami tym co ostatnio przeczytałam w niezwykłej książce:) To jedna z wielu relacji,które można tam znaleźć :)

Z książki -

James S. Bell Stephen R. Clark
" Cuda dnia powszedniego Bóg podaje rękę potrzebującym "



" Oni są biedni jak myszy kościelne " - sąsiedzi Elaine Ingalls nieraz szeptali za jej plecami takie przykre komentarze.I jeśli wziąć pod uwagę sytuację materialną jej rodziny, to bez wątpienia mieli rację.
Kiedy Elaine miała osiem lat, jej ojciec uległ wypadkowi,który miał odmienić całe ich dotychczasowe życie.Wkrótce potem musieli opuścić rodzinny dom na wyspie Ross.Elaine nigdy nie zapomniała drogi do domu babci: przechodziło się najpierw przez podwórko,mijało studnię i biały płot ze sztachet, po czym wychodziło się na wydeptaną ścieżkę, która wiodła prosto do domu.
Wszystko zmieniło się w dniu,kiedy ojciec Elaine spadł z drabiny podczas montowania okien. Przez kilka miesięcy leżał w gipsie.Kiedy wrócił do zdrowia na tyle, by móc chodzić, ból nogi nie pozwolił mu na powrót do pracy w spółdzielni rybackiej. Wracający z połowu krewni zatrzymywali się przy ich domu, przywożąc świeże ryby.Matka Elaine,Audrey,piekła chleb w wielkich formach, a dzieci nosiły ubrania po kuzynach - nastały trudne czasy. W rezultacie rodzina musiała się przeprowadzić na stały ląd, gdzie ojciec miał większe szanse na znalezienie jakiejś pracy.
" Pamiętam, jak pewnego dnia mama poszła po jedzenie do spiżarni, ale nie znalazła tam nic oprócz garści makaronu. Nie było ani chleba, ani zboża, ani ziemniaków - nic, czym by mogła napełnić nasze puste brzuszki. A na pieniądze trzeba było czekać do wypłaty " .
Zamiast tłumaczyć dzieciom sytuację, zebrała całą trójkę w pokoju, usadowiła sobie na kolanach, a gdy złożyły dłonie, skłoniła głowę i powiedziała Bogu, czego potrzebuje. " Boże widzisz swoje dzieci i wiesz, że jesteśmy głodni, lecz obiecałeś, że się o nas zatroszczysz. Dziękujemy ci za to, co zamierzasz nam ofiarować. " - pomodliła się.
Kiedy skończyła, Elaine i jej dziewięcioletni brat Norman poszli do swojego pokoju.
- Czy Bóg do nas przyjdzie? - wyszeptał Norman.
- Nie bądź niemądry, oczywiście, że nie - odparła Elaine głosem doświadczonej, starszej siostry.
- To kto w takim razie przyniesie nam kolację? - Norman szybko rósł i był wiecznie głodny.
- Nie wiem.Mama mówi, że Bóg się o nas zatroszczy, ale nie wiem, jak to się stanie. Wiem jedno: jeśli szybko nie dostaniemy pomocy, niedługo będziemy naprawdę głodni. Zajrzałam dzisiaj do spiżarni i wiesz co? Jest całkiem pusta! Zostało tylko pół paczki makaronu.
W porze kolacji Audrey zawołała rodzinę do stołu.
- Wiem, że to niewiele - powiedziała, rozdzielając mizerną porcję na pięć misek. Zanim skończyła, rozległo się pukanie do drzwi. Audrey odstawiła garnek na stół i poszła otworzyć.
- Pani Rice, jak miło! - zawołała. - Proszę wejść. - Pani Rice gotowała dla Bethany, szkoły biblijnej znajdującej się niedaleko od domu państwa Ingalls. Elaine do dziś pamięta, że wcale nie ucieszyła się z niespodziewanej wizyty: sama myśl, że oto przyszedł gość, z którym trzeba się podzielić i tak skromną porcją jedzenia, napawała ją zniechęceniem.
" Wspominam to tak : siedzieliśmy przy stole, na którym stał garnek z garstką makaronu, a tu mama beztrosko zaprasza kogoś na kolację, na naszą kolację! Oczami wyobraźni widziałam nasz makaron rozdzielany na sześć misek " .
- Dziękuję, nie mogę zostać - odparła pani Rice. - Przyniosłam wam garnek zupy. Studenci już zjedli kolację,lecz jeszcze dużo zostało. Na pewno nie będą chcieli jutro jeść tego samego.
Audrey włożyła makaron do zupy, dzięki czemu uzyskała danie, które wystarczyło do wykarmienia całej rodziny aż do dnia wypłaty. " Mama była osobą wielkiej wiary, a tamtego dnia bylismy świadkami jednego z wielu cudów, jakich Bóg dokonał, by wysłuchać jej modlitwy " - twierdzi Elaine.

* *
*


Utrzymanie rodziny w dalszym ciągu było ogromnym problemem dla rodziców Elaine. " Tata przez pewien czas pracował, lecz potem przyszła redukcja zatrudnienia i został zwolniony. O nową pracę nie było łatwo w tak małej społeczności jak nasza. Po wielu modlitwach ojciec w końcu znalazł pracę,lecz rodzice nie mieli pieniędzy na przeniesienie całej rodziny do miasta, gdzie miał pracować. Mama postanowiła zwrócić się do banku o udzielenie pożyczki. > - napisała w uzasadnieniu ".
Kiedy kilka dni później Audrey poszła do banku, pracownik działu pożyczek zdecydował się odwiedzić rodzinę w domu i ocenić, czy rzeczywiście nie posiada ona nic, co mogłoby służyć jako zabezpieczenie pozyczki.
- Tak więc nie mają państwo samochodu - powiedział, wertując papiery. - Może chociaż lodówka?
- Niestety, nie jest nasza.Sąsiedzi nam ją pożyczyli, gdy wynajęli nam dom - wyjaśniła.
- Może porcelana, telewizor, jakieś inne urządzenia? - pracownik banku zmarszczył czoło.
- Mamy radio! - wykrzyknął Norman, który całej rozmowie przysłuchiwał się zza kuchennego stołu,zajęty robieniem łódki z kartonowego pudełka po herbatnikach.Dzieci co wieczór brały ten maleńki radioodbiornik do sypialni i przed zaśnięciem słuchały ulubionych programów.
- I nie macie nic innego? - zastępił się pracownik banku.
- Dwa łóżka piętrowe, radio, chromowany stół i komplet krzeseł, łóżko małżeńskie i drewniane biurko... Nie macie samochodu, domu, księgozbioru...
" Aż mnie serce zabolało, gdy patrzyłam, jak mama robi się czerwona ze wstydu " - wspomina Elaine.
- Tak, to wszystko - wyszeptała Audrey.
- Mówi pani, że rodzina potrzebuje dwustu dolarów, żeby przeprowadzić się do miasta, gdzie mężowi obiecano pracę? - Audrey skinęła głową. - Pani Ingalls, jest mi bardzo przykro, lecz chyba sama pani rozumie, że banki nie mogą w ten sposób pracować. Nie posiada pani nic, co bank mógłby zlicytować w przypadku,gdyby nie byli państwo w stanie zwrócić pozyczki. - Widząc rozczarowanie na twarzy Audrey, po chwili dodał: - Mogę jedynie wypełnić ten formularz. Zobaczymy co się stanie.
Elaine obserwowała całą scenę z kuchni. Miała wtedy trzynaście lat i była w pełni świadoma trudności, z jakimi borykają się rodzice, by zapewnić rodzinie przynajmniej artykuły pierwszej potrzeby. Z miejsca, w którym stała, widziała pracownika banku siedzącego przy biurku matki. Przestał pisać i zaczął przekładać papiery. Nagle przerwał i siedział ze wzrokiem utkwionym w blat biurka. W końcu odchrząknął i zapytał, wskazując narożnik:
- Czy wierzy pani w ten cytat?
- Tak - odparła Audrey z dumą. - To moje życiowe motto.
- Ach tak.
Usiadł i zaczął ponownie przeglądać papiery. po dłuższej chwili złożył je, wsunął do teczki i wstał.
- Pani Ingalls - powiedział, kierując się do drzwi. - Chyba nie mam innego wyjścia, jak poprosić bank o pożyczkę dla pani. Będzie pani miała moją rekomendację. Pani życiowe motto doskonale odzwierciedla pani charakter.
Kilka tygodni później przyszła odpowiedź z banku: prośba o udzielenie pożyczki została rozpatrzona pozytywnie i rodzina mogła sie przeprowadzić.
Jakież to słowa stanowiły motto matki Elaine?
" Pochodziły ze starego hymnu autorstwa Rhei F. Miller - wyjaśnia Elaine. - > ". Dla pracownika banku świadomość obecności Bożej była warta więcej niż wszystkie lodówki i radia razem wzięte.

----------

James S. Bell Stephen R. Clark
" Cuda dnia powszedniego Bóg podaje rękę potrzebującym "

Notka z odkładki dla zainteresowanych

Niniejszy zbiór zadziwiających i wywołujących wzruszenie opowiadań uzmysławia nam, że Jezus nie przestał dokonywać cudów z chwilą opuszczenia ziemi. Bóg obiecał, że zawsze będzie z nami i że będzie się o nas troszczył - a ta publikacja jest zapierającym dech świadectwem tego, że obietnicy dotrzymuje.

Znajdziemy w niej dowody na potęgę wiary, siłę nawrócenia oraz cudowność Bożej opieki. Czytając relacje ludzi, którzy doznali Boskiej interwencji w najrozmaitszych życiowych tarapatach, nie sposób nie radować się ich szczęściem. Krzepiące jest także to, że pomoc uzyskały zarówno osoby doświadczające drobnych, nawet błahych niepowodzeń, jak i te, które swą modlitwę rozpoczęły, znajdując się w poważnych opresjach.

----------
Pozdrawiam cieplutko:)!

(4808)
:-), e-mail: zyczliwa@o2.pldata: 21.09.2008, godz: 01:05

Czytając ostatnie wpisy, pełne smutku i trudności, pomyslałam, że wspomnę o moich przemyśleniach i podzielę sie doświadczeniem ,,kryzysu,,. Przychodzi taki czas w naszym życiu, że trzeba zmienić swoje nastawienie względem swoich warunków fizycznych i psychicznych. Należy pamiętać o osłabieniu sił fizycznych i duchowych, jak również o uporządkowaniu pragnień i tęsknot, pojawiających się w takim przełomowym momencie życia. Ale wszystko to zmierza do odpowiedzi na pytania, których może ostatnio nie stawialiśmy sobie: dlaczego pracuję tak dużo, dlaczego jestem taka zapędzona i nie znajduję już czasu dla siebie?

Dlaczego, po co, za co, dla kogo?

Podczas kryzysu niekiedy reagujemy ucieczką. Pierwszy sposób ucieczki polega na niechęci wejrzenia w siebie. Nie staję twarzą w twarz z własnym niepokojem w sercu, lecz przenoszę go na zewnątrz, chcąc niecierpliwie poprawiać wszystko w innych . Kiedy Bóg wprowadza człowieka w niepokój, gdy przewraca jego wewnętrzny dom, pozbawiając go dotychczasowej harmonii, człowiek chce uciekać z racji swoich zmysłowych, skierowanych na zewnątrz uczynków. Ponieważ ja nie chcę reformować samej siebie, chcę reformy innych..
Podczas trwania kryzysu zatrzymuję się, pozostaje w tyle wobec wezwania do postawienia kolejnego kroku w rozwoju własnym, trzymam się dotychczasowego sposobu życia, pewnego schematu. Zasłaniam się zasadami, przepisami, aby ukryć swój wewnętrzny lęk.

Myślę, że kryzys jakikolwiek, jeśli przeżywany jest razem z Bogiem, jest drogą wejscia na poziom wyższy, może być błogosławieństwem, czy to w życiu zawodowym rodzinnym duchowym czy uczuciowym..
Wazne też, by rozeznać ile czasu to trwa, by oddawać to wciąz Jezusowi....
Gdy ten stan sie przedłuża i nie widać owoców w sercu przemiany, warto poszukac pomocy specjalistycznej . Przecież Bóg stawia nam na drodze ludzi mądrych, szukajmy : kierowników duchowych, psychologów, jesli zajdzie potrzeba psychiatrów. Ale ważna sprawa - mówię to z autopsji, prosmy Boga, by pokierował nas do specjalistow jesli świeckich, to z Bozym podejsciem, bowiem często np. psycholog, ktory podchodzi do problemu czysto merytorycznie, może zaszkodzić..
Ja to przezyłam, więc życzę światła Bożego w kryzysach, bo prędzej czy pózniej mamy je wszyscy, tylko w róznych sferach. A tym, ktorzy aktualnie to przeżywają, życzę przetrwania i cennych owoców przemiany.
Jezus czuwa i posyła do nas Anioły. :-)


(4807)
gosiadata: 20.09.2008, godz: 22:10

Do K . warto, napewo warto.

(4806)
Kdata: 20.09.2008, godz: 21:18

Jestem po trzydziestym roku życia i do tej pory, nie miałam nigdy chłopaka.Przyznam szczerze, przyzwyczaiłam się do samotność że tak naprawdę nie wiem czy warto szukać kogokolwiek.
Pozdrawiam!!!

(4805)
Ktos, po prostu ktosdata: 20.09.2008, godz: 21:06

Do Daleko od Nieba

.......wlasciwie to nie wiem, co napisac bo po Twoim wpisie - po krzyku wydartym z glebi serca - brak slow.
ale trafilam w te rekolekcje :-) ha, Duch Sw jednak jakos ukierunkowuje myslenie ludzi czasami w jedna strone.

w kazdym razie czytalam to co napisalas...
znam podobna sytuacje. tylko tyle napisze...

wiesz, ostatnio wracalam do domu i zmeczona popatrzylam na kiosk ruchu. na okladce Niedzieli chyba ojciec Pio. i slowa: módl sie i ufaj. zrobilo mi sie goraco w srodku; to bylo do mnie...
wiec przekazuje Ci to zdanie jako znak nadziei. modl sie i ufaj.
nie poddawaj sie.Bog zwycieza.... wszelkie kolano sie zgina. wszelkie.

do a...
przytulam Cie mocno i ... przeoczylam moze Twoj wpis. wybacz, czasem czytam kilka razy kolumne z tekstem i po prostu przegapiam. ale wiedz, ze bede Cie otaczac swoja modlitwa i myslami.

aha.
jeszcze jedno.

jesli jestes w depresji, jesli jestes przekonany ze nie ma sensu nic i Twoje zycie to po prostu belkot codziennej szarosci... odwroc glowe i spojrz na Krzyz wiszacy na scianie. a jesli Go tam nie ma, to moze pora zawiesic te dwie belki?
tylko w Krzyzu jest nasza sila.

nie rozumiesz? nie szkodzi.
trzymaj sie Krzyza nawet wtedy, gdy nie rozumiesz nic. nawet wtedy gdy slabnie dlon. nawet wtedy gdy oczy bola od placzu. trzymaj sie Krzyza.
Jezus nigdy nie ustaje....

(4804)
JUREKdata: 20.09.2008, godz: 20:45

"Jeśli TY dasz mi trochę,
ja dam CI dużo!
Jeśli TY dasz mi dużo,
ja dam CI dużo,dużo więcej!
Jeśąli TY dasz mi wszystko,
ja dam CI wszystko!"
,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,
ot,historia,znana i stara tak jak świat,
,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,
a z nami jak będzie????????????????????????

(4803)
szukajacy, lat 32, e-mail: zatroskany@autograf.pldata: 20.09.2008, godz: 17:37

Nie wiem od czego mam zacząć, czy to jest głębszy sens pisania też nie wiem ale chciałbym sie zapytać czy mam szanse stworzenia związku z dziewczyną bo jak dotąd myślałem o dziewczynie aby być razem, tylko że jestem chory i domyślam się ze jak powiem dziewczynie co mi dolega to nie będzie chciała ze mną być i ciągle jestem sam a mam dolegliwości psychiczne czyli schizofremię stąd moja niepewnośc ze mogę byc odrzucony Jest mi przykro z tego powodu ze to mam PS nie zagladam tutaj często więc wszelkie komentarze do mnie i o mnie proszę na skrzynkę mailową którą zostawiłem i tez napisze: zatroskany@autograf.pl

(4802)
:)(:data: 20.09.2008, godz: 16:53

Ładny wiersz, bodajże Gałczyńskiego, cytuje 'zyczliwa'. Akcentuje przede wszystkim trwały charakter miłości :).

(4801)
:)(:data: 20.09.2008, godz: 16:12

'Posłowie' o św. O. Pio. W wysłuchanej wczoraj audycji biograficznej, zadziwiło mnie stwierdzienie, że święty z Petrelciny, nieomylny w stosunku do innych ludzi, światły pasterz wielu dusz sam w sobie doświadczał ogromnych ciemności. Ta niepewność siebie sprawiała, że łaknął dobrego słowa ze strony współbraci... Zobaczcie, ten mocarz ducha bez wspólnoty czuł się zagubiony. Często tkwimy w przekonaniu, że sami sobie z czymś poradzimy, modlimy się, ale równolegle niejednokrotnie zamykamy w swoich przeciwnościach na innych. Świat współczesny trzęsie ludzkimi relacjami, izoluje i rozbija więzi; chwieją się wspólnoty - te sakramentalne i niesakramentalne. Czy ma on się stać schronieniem indywidualistów, ludzi skazanych jedynie na siebie, pozbawionych wyższych uczuć, nastawionych na jeden konkretny cel samotników? Zważcie, nawet sam fakt, że się tu wpisujemy, tu wypowiadamy, nie znając się tak naprawdę, nie podając sobie dłoni, czy wreszcie nie widząc na swoich twarzach uśmiechu ni współczucia - czy to nie swoisty znak tych czasów? Mnie życie ostatnio zaczęło wytykać wszystkie potknięcia, braki i niedociągnięcia z przeszłości, zwłaszcza w relacjach. To cenne lekcje, bo dochodzę do wniosku, że w domu rodzinnym nauczyłem się niewiele, nawet tego jak wyrażać uczucia. Uczcie się, moi mili tego, im wcześniej, tym lepiej :-). We wspólnocie jesteśmy zbawieni...

(4800)
Agadata: 20.09.2008, godz: 14:58

nadzieja
Jezus powiedział: Szczęśliwi, którzy są zasmuceni, bo Bóg ich pocieszy.

Mateusza 5,4 Współczesny Przekład

(4799)
Marcindata: 20.09.2008, godz: 13:53

Dziś dzień zupełnie wyjątkowy bo poświęcony pamięci niezwykłej kobiety-Maryi.Zawsze mnie zadziwiał ten wzór kobiety Która łączyła w sobie piękno wnętrza z pięknem zewnętrznym bo to jest dziś cecha u kobiet bardzo rzadka.Choć przyznam że spotkałem w swoim życiu kilka dziewczyn które starają się żyć na wzór Maryi i Ją naśladować i tylko żałuję że z żadną z nich się nie związałem.Dla nas mężczyzn takim wzorem jest św.Józef i na pewno staram się Go naśladować w życiu codziennym choć jest to wzór niedościgły. Pozdrawiam wszystkich Zróełkowiczów w ten bardzo deszczowny dzień:)

(4798)
karinadata: 20.09.2008, godz: 11:46

co do wpisu Magdy (leny) 17 lat, dodam 3 grosze;)
tak to prawda zawsze najpierw kierujemy sie wygladem..ale zastanawia mnie to co napisałas uroda przemija... heh przekonałam sie ..kiedys byłam zakochana w jednym przystojniaku , a nie tak dawno go zobaczyłam i co..? juz mnie by nie zainteresował.
to samo mowia inne kolezanki na naszej klasie, ale się zmienił.. itp..łatwo się zachwycić czyjąś urodą ale tak naprawdę z urody zostają "resztki" bo człowiek się zmienia.. z wiekiem.. więc jak pisze Magda musimy się obiektywnie przyjrzeć sobie, my tez sie kiedys zmienimy..
stracimy młodzieńczy blask.. ale serce się nie starzeje.zawsze chce kochać.. w kazdym wieku... a miłość nie wypomina..

Marcinie gratuluję..chwalmy Pana.. to uwaga dla tych którzy sie pogrążyli w smutku niepowodzeń..warto pamiętać ze chwalić nalezy Pana w każdym czasie i tym gorszym- przede wszystkim! zawsze łatwiej jest wysławiać Boga za otrzymane dary.. prawdziwą sztuką by w cierpieniu tez Mu dziękować a nawet uwielbiać Go!
Jest to szczególnie miłe Bogu gdy jak biblijny Hiob stracił wszystko a pozostał MU wierny nie wypominając strat..
Chwalmy Pana w każdym czasie, nawet gdy burza na morzu życia szaleje i szaleje... bo Bóg ma moc uczynić o wiele więcej..
a cierpliwość i wiernośc będzie wynagrodzona...

(4797)
DO N.N, e-mail: dalekodonieba@o2.pldata: 19.09.2008, godz: 23:16

Dzięki bardzo...we wspólnocie modlitwy wielka siła...,,Drogie Anioły,,

(4796)
Magda (lena), lat 17, e-mail: madzinia@amorki.pldata: 19.09.2008, godz: 22:00

Jestem miłą dziewczyną z woj.małopolskiego piękna miejscowość jak i okolica... Mieszkam w górach,niedaleko przejścia granicznego ze Słowacją.... Jestem tutaj na tym portalu pierwszy raz... Dostałam ta stronkę od Dobrego Kumpla,mówił ze tutaj można poznać ciekawe osoby... Pomyslałam sobie spróbuje co mi szkodzi... Czy zarezykować :) Hmmm.. Nie wiem co moge sie spodziewać po tej wiadomosci którą napisze... Zobacze czy warto było... Moze teraz kilka słow o sobie... Jak juz wiecie mam na imie Magda,dla znajomych "Torcik" Mam 17 lat(nieukonczone) Z natury jestem spokojną,(nieśmiałą),z poczuciem chumoru dziewczyną...Teraz może cos o zainteresowaniach...Lubie posłuchać sobie muzyki (techno) Jak wiadomo ona uspokaja.Także lubie sie pośmiać z dobrych kawałów,KABARETÓW .. Kocham zwierzaczki (psy!) najbardziej... Jak to sie mówi "przyjaciel człowieka" :))
Jeśli chodzi o chłopaków nie szukam ideałów,bo jak wszyscy wiemy moze tylko sie nam wydawać ze dana osoba jest inna,wyrozniająca (SUPER) sie ale tak naprawde ich poprostu NIE MA...Dla mnie liczy sie charakter ! ! ! Uroda,piękno zewnętrzne z czasem minie,kązdy ma tą świadomosc...(wiemy także,że w dzisiejszych świecie chłopaki patrzą na dziewczyne na jej urodę wdzięki,czy jej seksowna,PIEKNA...Ok ! To rozumiem... Ale niech oni nie przesadzają z tym... Przecież ktoś np.gruby przecietny tez może liczyć na szczescie.. Wręcz czeka na to...

Na początek moze tyle wystarczy ....

Jeśli kogoś zainteresowałam...

Niech napisze do mnie na @ ----->>> madzinia@amorki.pl

Odpowiem na każda wysłaną wiadomosc...

Może tez jak inni poznam tutaj interesującą osobe z ciekawą osobowością (charakter)

(4795)
do Dzieciakdata: 19.09.2008, godz: 21:55

Dziękuję za Twoje słowa. Właśnie potrzebowałam usłyszeć (przeczytać) taką treść.Zgadzam się z tym absolutnie. pozdrawiam

(4794)
JA, lat 28, e-mail: toja333@interia.eudata: 19.09.2008, godz: 19:30

Prosze o modlitwe za pewna osobe,a dla mnie o rozeznanie w pewnej sytuacji, ktora mi nie daje spokoju. Kinga

(4793)
Monika, lat 34, e-mail: monka55@poczta.onet.pldata: 19.09.2008, godz: 16:07

Prosze o modlitwe za mojego brata i bratowa i cala rodzine. Wczoraj zmarla Jego tesciowa. Jutro pogrzeb. Wieczny odpoczynek racz jej dac Panie a swiatlosc wiekuista niechaj jej swieci. Jezu ufam Tobie. Niech moja milosc i ufnosc do Ciebie wzrasta z kazdym cierpieniem, bo ufam ze tylko w ten sposob moja dusza bedzie czysta.

(4792)
dzieciak, e-mail: dzieciak@tlen.pldata: 19.09.2008, godz: 12:45

Wewnętrzny spokój człowieka jest konsekwencją zaufania Bogu i wyrzeczenia się dóbr zewnętrznych, a zwłaszcza swojej woli. Potrzebna jest obojętność na wydarzenia i bodźce zewnętrzne; potrzeba chcenia tego, co Bogu miłe, na co zdecydowaliśmy się, bez względu na to, jakie są wydarzenia, w których uczestniczymy: dobre, czy też bardzo dla nas niepomyślne.

Nasza wola może być źródłem narastającego w nas niepokoju, choćbyśmy nie byli tego świadomi. Wydaje się nam, że pewnych miejsc, zajęć czy ludzi powinniśmy unikać, ponieważ uważamy, że takie kontakty mogą nam przeszkadzać, że one są winne naszemu złemu samopoczuciu. Tymczasem, to nie one ponoszą winę, lecz my sami przez fakt niewłaściwego stosunku do danego miejsca, danej pracy czy określonego człowieka.

Rozwiązaniem wielu problemów jest wyrzeczenie się samego siebie. Należy zostawić siebie. Jeśli tak się nie stanie wówczas to, dokąd idziemy, gdziekolwiek się znajdziemy, zawsze będzie związane z doświadczeniem przeszkód i niepokoju. Szukamy pokoju w rzeczach zewnętrznych: w miejscach, ludziach, w działaniu, w wyjazdach zagranicznych, w ubóstwie czy doświadczaniu poniżenia. Wszystko to jednak nie może przynieść pokoju serca.
Jesteśmy ludźmi dobrymi bez względu na zajęcia nam zlecone czy środowisko, w którym przebywamy. Pamiętać należy, że będąc dobrymi w sercu zawsze jesteśmy z Bogiem, a On z nami. Nie przeszkodzą nam w tym inni ludzie, ponieważ nie zależy nam na ich opinii, ocenie, lecz wpatrujemy się w Oblicze, Tego, który wypełnia naszą codzienność, nasze pragnienia, myśli i dążenia

Mieć Boga w sercu oznacza ,,żyć tęsknotą za Nim,, !!!!! pragnieniem bliskości, wyrażania czułości wobec Niego.

(4791)
(...), e-mail: zyczliwa@o2.pldata: 19.09.2008, godz: 08:08



- Powiedz mi, jak mnie kochasz.
- Powiem.
- Więc?
- Kocham Cię w słońcu. I przy blasku świec.
W wielkim wietrze na szosie i na koncercie
I gdy jajko roztłukujesz ładnie -
nawet wtedy, gdy ci łyżka spadnie.
W taksówce. I w samochodzie. Bez wyjątku.
I na końcu ulicy. I na początku.
W niebezpieczeństwie. I na karuzeli.
W morzu. W górach. W kaloszach. I boso.
Dzisiaj. Wczoraj. I jutro. Dniem i nocą.
I wiosną, kiedy jaskółka przylata.
- A latem jak mnie kochasz?
- Jak treść lata.
- A jesienią, gdy chmurki i humorki?
- A gdy zima posrebrzy ramy okien?
- Zimą kocham Cię jak wesoły ogień.
Blisko przy Twoim sercu. Koło niego.
A za oknami śnieg. Wrony na śniegu.


(4790)
Joanna, lat 25, e-mail: tjoasia@buziaczek.pldata: 18.09.2008, godz: 23:47

Chcę byc dobrym człowiekiem, chcę znowu wiedziec co to znaczy kochac, zgubiłam moją dusze gdzies w otchłani i dzięki czytaniu waszych wpisów kochani znów zaczynam wierzyc że sa dobrzy ludzie na tym świecie.Już wiem że nie jestem sama i chce powiedziec Dziekuję:-)))

(4789)
a, lat 24data: 18.09.2008, godz: 22:36

Ktoś po prostu Ktoś...
urzekły mnie Twoje słowa do Daleko do Nieba....
na końcu postu dodałaś...piękne słowa..."pisz jak Ci idzie"..
powiem szczerze, że czytając tutaj wpisy trochę mi tego brakuje...może coś mnie tam boli w środku...bo sama opisałam tutaj swoje cierpienia i nie otrzymałam żadnej odpowiedzi...
widze też ze ktoś napisze parę słów...podzieli się życiem, trudnościami...kilka osob odpowie...co jest bardzo piękne...ale na tym się kończy...znów zostajemy sami z problemami...
no ale takie jest życie...
miło mi się zrobiło jak przeczytałam pisz jak Ci idzie, mimo, że nie do mnie....

(4788)
N.N.data: 18.09.2008, godz: 22:34

Od dzis modle sie za Ciebie , "Daleko do nieba" . Ufam, że Pan to rozwiąże.Amen.

(4787)
Agnieszka, lat 26data: 18.09.2008, godz: 22:34

do Tomek
ta statysktyk ,ato penie nie osoby tylko raczej liczba wejśc na stronę - co nie jest równoznaczne z liczbą osób.

(4786)
Marcindata: 18.09.2008, godz: 19:52

Wszystkim pesymistom chcę TO powiedzieć:już od pewnego czasu codziennie przed snem i rano powtarzam z wiarą:w dzień i w nocy wszystko mi sprzyja a przy tym codziennie rano proszę Boga o wsparcie i dziękuję Mu za życie i wiarę.I...dziś dostałem informację że firma w której pracuję przedłużyła mi umowę aż do...2011 roku! a na poniedzialek jestem umowiony w sprawie drugiej pracy dodatkowej!I pomyśleć że tyle czasu w ciagu ostatnich lat byłem bezrobotny!!! WIELKIE RZECZY UCZYNIŁ MI WSZECHMOCNY i wierzę że nadal będzie mnie prowadził mimo mojej nędzy i słabości. DEO GRACIAS! Pozdrawiam:)

(4785)
Siostra Augustianka, e-mail: monasteredesaugustines@wanadoo.frdata: 18.09.2008, godz: 18:42

Już wkrótce jesień...
Czemu tak lubię te jesienne dni...
z wachlarzem barw opadających liści?
Może dlatego, że tego piękna
nie można ani zatrzymać,
ani posiadać, ani cokolwiek w nim zmienić...
Wspaniale jest tak dzielić się pięknem barw swojego serca...
w tym czasie „jesiennego liścia...”
Dziękuję za stronę pełną kolorów jak płaszczem okrytą...
Pozdrawiam i zapraszam na naszą stronkę
już w nowej... jesiennej szacie graficznej.
www.dar.religia.net
Siostra Augustianka od Jezusa Miłosiernego z Francji

(4784)
do po prostu kogos, e-mail: dalekodonieba@o2.pldata: 18.09.2008, godz: 18:21

Dodając, nie jestem w rozpaczy, bo rozpacz jest grzechem, ja blagam o światło w decyzjach i walczę o uzdrowienie tej osoby, co nie znaczy że ja nie jestem grzesznikiem, ale każdty dzien zaczynam i konczę z Bogiem nawet wtedy gdy grzeszę, to zawsze powracam....mimo aktualnej niemocy, łączę sie z Jezusem, moje cierpienie jest niczym W OGROMIE JEGO CIERPIENIA i moja milość do Niego jest jeszcze takaaa ,,malutka ,, DZIEKUJĘ ZA WSPARCIE DUCHOWE.

(4783)
DO PO PROSTU KOGOS, e-mail: dalekodonieba@o2.pldata: 18.09.2008, godz: 18:14

Kochany żrodełkowiczu (czko)...
Na rekolekcje ignacjanskie jeżdze od kilku lat. Są zbawienne i potrzbne jak chleb codzienny, by systematycznie ożywiać moją więz z Bogiem....
Wyję z bólu, bo człowiek od ktorego jestem ,,zależna,, mnie pobił...o czym juz pisalam...nie moge się ludziom pokazac...tj. na pewno szatan!!! w tym czlowieku, w tych chwilach-ja to wiem.
Kiedys po powrocie Z REKOLEKCJI , po spowiedzi generalnej, gdy byłam czysta jak łza, na powitanie w domu zostałam,, zpoliczkowana,,- delikatnie mówiąc, na glos mówilam różaniec a on bił..aż się zmęczył...blagam wszystkich o modlitwę, bo tylko cud może daś światło w rozwiązaniu tej sprawy..włg woli Bożej. Modlę się o rozeznanie duchowe w tej sprawie.

(4782)
Anka, lat 30data: 18.09.2008, godz: 17:46

...u nas nie pada, a nawet świeciło słoneczko:-) tylko trochę zimno...
...i tak jakoś chwiejne nastroje

(4781)


 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2026 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej