| JUREK | data: 14.09.2008, godz: 20:56 |
A prawda jest taka ,że jak się ma miękkie serce ,to trzeba mieć twardy tyłek!!!A człowiek twardy ,to wcale nie znaczy,że niewrażliwy,,,,i nie mylcie twardości z zatwardziałością...A wystarczy byc człowiekiem,by stać się przyjacielem???
ale to są moje racje,,,a każdy ma prawo do swoich--------------pozdrawiam!!!!!!!!!!!! (4730)| karina | data: 14.09.2008, godz: 20:30 |
Marcinie nie wiem o co Ci chodzi w tym wpisie. odebrałeś coś opacznie. Nie przypominam sobie zebym mówiła ze się nudzę albo spędzam (marnuję) czas na niczym.. gdy nie miałam pracy szukałam celu na kazdy dzien.. mozna przeciez robic tyle pozytecznych rzeczy, zaskoczyłes mnie domysłami, nie wiem skąd... pozdrawiam;. (4729)| trędowata?? 30+ | data: 14.09.2008, godz: 15:12 |
Do evcia. Nie zabieraj głosu w mojej sprawie,bo nie wiesz o czym mowa. Najwidoczniej nigdy tego nie zaznałaś. Nie wiesz co przeżywam i jakie mam życie. Nie zgodze sie z tym ,że sami decydujemy czy chcemy byc "silni" lub " słabi". Tacy sie poprostu rodzimy. To jest w nas. Jezeli człowiek jest wrażliwy ,to myśle ze czuje i widzi wiecej niż inni. Inaczej odbiera ten swiat. Dlatego tacy jak ja musza miec swoje miejsce w życiu,tu na ziemi. Tylko zatwardziałi sie wywyższaja i cwaniacza myśla ,że swiat nalezy do nich. Ida "po trupach" do celu nie zważajac na nikogo. Każdy z nas jest inny,dlatego tak roznimy sie od siebie. Będe tu pisać o czym chce i nic ci do tego. Mam taka potrzebe i już. Najwidoczniej nie kumasz o czym ja tu pisze. Nie musisz czytać moich wpisow, omijaj je z daleka. Pozdrawiam (4728)
DO PRZYJACIÓŁ I TYCH KTÓRZY PRZYJACIÓL POSZUKUJĄ:
pamiętaj, że przyjaciel to taki ktoś, kto chce z Tobą trwać jak cień. Być zawsze w pobliżu, ale nie ograniczać wolności, trwać, słuchać i po cichu odpowiadać nie przerywając ciszy
PAMIĘTAJ, że przyjaciel to ktoś kto na prawde chce poznać Twoje życie. Jeśli Twoje życie jest szare," nie maluj trawy na zielono". Przyjaciel będzie wiedział, że coś nie gra... Jeśli zdarzyło się coś wspaniałego w Twoim życiu - powiedz mu, choć by teraz był w trudnej sytuacji, choćby było Ci głupio się cieszyć, jak on płacze. PRZYJACIEL BĘDZIE CZUŁ, że jest coś co ukrywasz... Może będzie się bał i o Ciebie... Przyjaciel będzie się cieszył z twojego szczęścia, jeśli umie - doszedł na wyszszy stopień przyjaźni, to bardziej będzie się radował Twoim szczęściem niż swoim....
PAMIĘTAJ PRZYJACIEL KTÓRY NIE JEST PRZYJACIELEM, NIE BYŁ NIM (4727)| Marcin | data: 14.09.2008, godz: 09:36 |
Do Karina i innych
Wiecie jestem w stanie zrozumiec ludzi którzy często są smutni bo sam taki bywam,jestem w stanie zrozumieć ból samotności bo sam czasami go odczuwam ale nie mogę zrozumieć ludzi znudzonych...Czy znalazł ktoś na kartach Pisma Św. wzmiankę o tym by Jezus bym znudzony i nie miał ochoty nic robić?Ja nie znalazłem takiej wzmianki.Dlatego dziwię a nawet gorszę się kiedy słyszę,zwłaszcza od kogoś kto ma 20,30 lat że się nudzi i nie ma co robić.Jest tyle pracy do wykonania,tylu ludzi potrzebujących,tyle ciekawych książek i artykułów do przeczytania że grzechem byłoby na głos powiedzieć:nudzi mi się,już nic nie mam w życiu do zrobienia.Nawet bezrobotny i samotny nie może powiedzieć że nie ma już do roboty.Piszę to bo miałem w życiu taki czas kiedy byłem samotny,bezrobotny i dodatkowo znudzony.Ale pod wpływem pewnej mądrej książki zdałem sobie sprawę że w życiu nie można tracić czasu na nudę....Pozdrawiam (4726)| evcia | data: 14.09.2008, godz: 08:37 |
Do trędowatej i innych
Wiem, że niejedną osobę zaskoczą moje slowa a może nawet zirytują, ale niestety, aż sie prosi, by zabrać głos w poniższym temacie.
cyt . tredowatej: ,,Jedni są odporni,twardzi.. a inni poprostu za wrażliwi (słabi) by moć dzwigać cieżar życia. Napisałeś, że mam przyjaciół. Czy wiesz kto to "przyjaciel" ???.............
To czy bedę odporna, twarda decyduję ja sama a nie czekam na mannę z nieba. I nikt mi tu nie wmówi , że rodzice tak mnie ukształtowali czy środowisko, nie zwalajmy winy na innych ,,Boże masz mi dac siłę, bo jak nie, to będę się w niwskonczonosc użalać nad sobą, aż inni to zauważą i sie mną zaopiekują"..niepotrzebne te demonstracje.!!!! Takie podejscie Twoje i Tobie tu podobnym swiadczą o tym, że nie kochasz jeszcze JEZUSA. To jest egocentryzm, skupianie sie na sobie - to jest grzech. Szatanowi chodzi o to, by pogrążać nas w smutku, izolować od bliskich nam osób, aż w konsekwencji doprowadzic do rozpaczy. A rozpacz jest ogromnym grzechem, największym oddaleniem od Jezusa.
To znak, że nie ufamy Bogu, że nie przyjmujemy Jego woli, a tylko Bóg wie co jest dla nas najlepsze. Człowiek kochajacy Jezusa, nieustannie sie modli, szczególnie w najwiekszym bólu, łączy sie z Nim w cierpieniu krzyża. Co przeżywali święci w swoich pustelniach ? katusze wewnętrzne i fizyczne, nie użalali sie nad sobą, tylko mimo ogromnego bólu samotności i poniżenia służyli innym, bardziej potrzebującym. Sw. Faustyna , moja ukochana, mimo bólu i osamotnienia, bo nikt jej nie rozumiał, pełniła wolę Bożą. Wielu świętych mogłabym tu przytaczać, ale nie o to chodzi, pragnę byscie spojrzeli na swoje osamotnienie, inaczej. Nie tak konsumpcyjnie - to mi jest ciezko i mi należy się uwaga, wspołczucie itp . nic bardziej błędnego. Może Bóg pragnie zgiąć Twoje kolana właśnie w samotności i nauczyć Cię prawdziwej pokory..NIEWIEM CO ? ALE MA NA PEWNO W TYM DZIAŁANIU WIELKI CEL. A Twoje i moje zadanie jest tu na ziemi , by ten cel odkryć. Też mogłabym wypisywać moje katusze wewnętrzne i fizyczne jakich doznaję, mogłabym zapełnic wiele stron, ale po co, oddaje to Jezusowi - On jest jedynym przyjacielem i tylko On ma moc uzdrowić, a nie uzdrowią nas tu zdania pseudopocieszajace...mogą tylko rzucić światło. A mam wrażenie, że wiele osób na siłę szuka tutaj przyjaciela, czy uwagi poszczególnych osób. Nie ,,mamy czasu,, mysleć o sobie, wkoło, w realu, tylu ludzi nas potrzebuje...otwórzmy wreszcie oczy i uszy na cudze cierpienie, pomóżmy innym, nie słowami a czynem, a Jezus sam zajmie się naszymi brakami, tęsknotami i wypełni pustkę naszych serc, stokroć bardziej niż tego potrzebujemy...
Z Panem Bogiem KOCHANI. (4725)| karina | data: 13.09.2008, godz: 17:36 |
Bartek odszedł na zawsze w czwartek...:/ dziekuję za modlitwę.
wieczny odpoczynek racz mu dać Panie... (4724)
Prosze Was o modlitwe. W pazdzierniku wracam na stale do Polski. Jest to dla mnie tak trudna decyzja ze boje sie. Sa tutaj same pary lub rozwodnicy. Czuje sie tak bardzo samotna. W Polsce chcialabym mieszkac we Wroclawiu, zrobic prawo jazdy, chodzic na randki z Polakami i nauczyc sie szyc na maszynie a przede wszystkim chlonac mowe polska. Nie zdalam egzaminu w koledzu i nie chce mi sie juz uczyc jezyka angielskiego. Stanelam na pewnym poziomie i zacielam sie. A zreszta nie mam czasu bo przy pracy fizycznej jestem tak zmeczona ze nie mam na nic ochoty. Bardzo bym chciala pracowac w firmie zajmujacej sie badaniami marketingowymi. Boze tyle planow, pomoz. (4723)| Tadeusz, lat 53, e-mail: nso-czi@wp.pl | data: 12.09.2008, godz: 23:07 |
Szczęść Boże!
Proszono nas, aby rozpowszechnić w różnych środowiskach katolickich
poniższą wiadomość:
Pierwsza Światowa Modlitwa Różańcowa w intencji
>> Pierwsza Światowa Modlitwa Różańcowa w intencji Nienarodzonych Dzieci
>> planowana jest na sobotę, 18-stego października 2008 roku. Wszyscy
>> uczestniczący w tej modlitwie odmówią Różaniec o godz. 9-tej rano w
>> intencji:
>> Zaprzestania zabijania nienarodzonych dzieci metodami chirurgicznymi i
>> nie-chirurgicznymi.
>> Ponieważ różaniec będzie odmawiany o godz. 9-tej rano czasu lokalnego, to
>> poprzez istnienie wielu
>> stref czasowych, pozwoli to na utworzenie nieprzerwanej fali modlitwy
>> różańcowej, która, podczas 24
>> godzin, kilkakrotnie obejdzie kulę ziemską.
>> ________________________________________________________________
>> Poniżej podane są możliwości promocji ŚWIATOWEJ MODLITWY RÓŻANCOWEJ W
>> INTENCJI
>> NIENARODZONYCH DZIECI:
>> 1) Zachęcamy Państwa do przekazania informacji na temat Modlitwy
>> Różańcowej w intencji
>> Nienarodzonych Dzieci, która odbędzie się w dniu 18-stego Października
>> jak największej liczbie
>> osób. Niektóre możliwości to biura diecezji, biskupi, księża, siostry
>> oraz bracia zakonni, członkowie
>> rodziny, członkowie parafii, członkowie grup kościelnych, stacje radiowe,
>> lokalne gazety, reporterzy
>> etc. Możecie Państwo również wysłać pocztę elektroniczną załączając tą
>> stronę informacyjną, jak
>> również dołączyć krotką notatkę zachęcającą do wzięcia udziału i promocji
>> tej pro-zycie modlitwy.
>> Również możecie Państwo wydrukować informacje i rozprowadzić kopie.
>> (Ponieważ jest to światowa Modlitwa Różańcowa , zachęcamy do
>> kontaktowania ludzi na całym
>> świecie.)
>> 2) Zapytajcie Państwo czy informacja nt. Modlitwy Różańcowej może zostać
>> załączona w wydaniu
>> Waszej gazetki parafialnej w następujących datach: 1) 14-sty wrzesień;
>> oraz, 2) 5-ty październik(lub
>> 12-sty październik)
>> 3) Zapytajcie Państwo czy poniżej załączona notatka nt. Modlitwy
>> Różańcowej może być
>> zamieszczona w Waszej gazetce parafialnej w jedną lub więcej niedzieli w
>> sierpniu, wrześniu oraz
>> październiku:
>> Pierwsza Światowa Modlitwa Różańcowa w intencji Nienarodzonych Dzieci
>> odbędzie się w
>> sobotę, 18-stego października, roku 2008. Zachęcamy Państwa bardzo gorąco
>> do wzięcia udziału w
>> modlitwie Różańcowej o godzinie 9-tej rano ,która odmówiona będzie za
>> poniższą intencję:
>> Zaprzestania zabijania nienarodzonych dzieci metodami chirurgicznymi i
>> nie-chirurgicznymi.
>> Ta pierwsza światowa modlitwa jest zorganizowana przez Stowarzyszenie pod
>> wezwaniem Świętego
>> Michała Archanioła (www.SaintMichaelTheArchangelOrganization.org *
>> P.O. Box 41257; Memphis, Tennessee 38174; United States of America).
>> SAINT MICHAEL THE ARCHANGEL ORGANIZATION
>> P. O. Box 41257
>> Memphis, Tennessee 38174
>> United States of America
(4722)| alien, lat 23 | data: 12.09.2008, godz: 22:12 |
Chciałbym bardzo podziękować wszystkim za ciepłe słowa, za porady i zrozumienie. Dziękuje Trawiascie, Karinie i Monice. Wasze wypowiedzi wiele dla mnie znaczą i pomagają mi w tej sytuacji. Teraz wiem, że najważniejsze jest żeby sie nie poddawać, bo kto sie poddaje ten przegrywa. Są w życiu różne problemy, różne sprawy, troski i jakoś trzeba sobie z nimi poradzić. Miałem chwile załamania nie raz. Cieżko było sie podnosić po porażkach, niepowodzeniach i przykrych słowach, ale innego wyjścia nie ma. Dlatego będę się starał jeszcze bardziej żeby pokonać wszelkie przeciwności. Z perspektywy czasu chyba moge powiedzieć że to co mnie spotkało nauczyło mnie wiele i dzięki temu jestem dojrzalszym człowiekiem, choć nie mnie to oceniać. Pozdrawiam wszystkich. Trzymajcie sie ciepło. Podaje meila jeśli ktoś chciałby o tym jeszcze porozmawiać. alien.1985@o2.pl (4721)| do 30+, lizki, marka58 | data: 12.09.2008, godz: 21:22 |
dla Was :
http://www.youtube.com/watch?v=9wJmx-GVXkM&feature=related
(przepiękne wykonanie/głos)
30 +
Uśmiech Ci ślę....
przytulam
jestem z Tobą.
proszę, przychodź tu jak najczęściej, podzielić się swym bólem...potrzymamy razem ten ciężar.
do „ :( "
Może za bardzo skupiasz się na chęci "dotyku/czucia duchowego" zamiast zaufania….(?)
może natenczas wystarczy tylko prośba o umiejętność (i siły) znoszenia tego utrapienia* (?)
Nie wiem...
przesyłam promyk wytrwania
dla Ciebie :
http://www.youtube.com/watch?v=ZYzuvIvsRoQ&feature=related
i dla nas kobietek :
(cytuję)
"Kobiety niezwykle piękne są zazwyczaj kobietami, których serca zostały poszerzone przez cierpienie.(..)
Będziemy musiały zaufać Jezusowi
Będziemy musiały mu uwierzyć, że posiadamy jakieś piękno
Zaufać Mu w naszym lęku o to, jak wszystko pójdzie, pozostając poza naszą kontrolą.
Jezus wyciąga rękę do ciebie. Zaprasza cię do tańca. Pyta: "Czy mogę prosić o ten taniec... każdego dnia twojego życia? "
Jego wzrok jest skierowany na ciebie. Jest urzeczony twoim pięknem.
Uśmiecha się.
Nie obchodzi go opinia innych.
Będzie prowadził.
Czeka na twój odzew.
I to jest rozstrzygające, moja droga. Czymkolwiek by nie było twoje powołanie, jesteś przeznaczona do ozdobienia świata swoim tańcem, podążając za Jezusem, dokądkolwiek cię nie poprowadzi."
:)
Pokój i Dobro !
(4720)| karina | data: 12.09.2008, godz: 18:45 |
smutnym , którzy czują sie niekochani, znudzeni .. zawiedzeni niespełnionymi marzeniami polecam posłuchac...
http://pl.youtube.com/watch?v=ACQUVwtiVGs&feature=related (4719)| Monika, lat 34 | data: 12.09.2008, godz: 18:33 |
Alien wzruszyl mnie Twoj wpis. Bede sie modlila za Ciebie. Trzymaj sie cieplutko. Jestes wspanialym mezczyzna. Modle sie za Zrodelkowiczow. Moze duzo pisze o sobie, ale w rozancu pamietam o Was i czytam Wasze wpisy. (4718)| karina | data: 12.09.2008, godz: 17:39 |
Alien, ja myslę ze poprzez te trudne chwile, doświadczenia bedziesz kiedyś wspaniałym mężem.. kochasz ojca, choc czasem po ludzku się go wstydzisz..
nie jest Ci obojętna rodzina..
Twoje problemy są, ale nie muszą trwać wiecznie.. dlaczego jakas dziewczyna nie miałaby Cie pokochac? bo masz ojca chorego?
a życie zawodowe? wierz mi, czasem tak jest, raz z górki raz pod górkę..
ja miałam dotąd same niepowodzenia, zwolnienia.. brak poszanowania, bezradnosc bezrobocia... ale modliłam sie ufnie do Boga aby mi pomógł bo sama nie wiele mogę, i On znalazł mi pracę ! wtedy gdy juz pogodziłam sie z tym ze nie mam juz szans.. bo nic nie wychodzi.. ON sie o mnie zatroszczył poprzez kogoś.
Przy trudnych doswiadczeniach nie mozna nigdy tracic nadziei!!
trzeba je przeczekać cierpliwie.. oczywiscie nie z założonymi rękoma:) ale nie uciekac od nich , bo czasem sie po prostu nie da!
Przyjąć trudność i pracować w osiąganiu celu.. starac sie choćby efekty były niewielkie..
nadzieja nigdy nie może umrzeć, nie pozwól na to.. cżłowiek który traci nadzieję, traci sens i wszelką motywację.. powoli wpada w bierność, byle jakość zycia i w depresję..
Bóg postawił Cie w konkretnym miejscu i czasie z krzyżem dopasowanym jak na wymiar, to jest Twoje zadanie.. moze nikt inny nie wykonałby go tak dobrze jak Ty!
nikt nie zająłby sie ojcem lepiej niz Ty! są stowarzyszenia członków rodzin osób upośledzonych.. moze w internecie znajdziesz.. mozesz z nimi nawiązać kontakt, mają wspolne spotkania..
dla siebie szukaj konkretnej pomocy jesli potrzeba, porozmawiaj z kompetentna osobą o tym, z księdzem z poradni katolickiej.. nie tłum w sobie emocji, złości smutku, wstydu ..ale z kims własciwym o tym porozmawiaj..
czyjś punkt widzenia z dystansu pomoże Ci inaczej spojrzec na siebie, odblokować wewnętrznie, dostrzec wartość starania się, odpowiedzialności za bliskich a przy tym jesteś wrażliwym, normalnym człowiekiem i wierz w siebie.. wtedy jakas dziewczyna dostrzeze Twoje zalety. Najpierw daj szansę samemu sobie..
pozdrawiam ;)
(4717)| trędowata ?? 30+ | data: 12.09.2008, godz: 15:39 |
Do marek 58lat. Zgodze sie z tym,że każdy inaczej odczuwa swoje życie . Każdy kiedyś musi sie zmierzyc z problemami wszelkiego rodzaju. Jedni są odporni,twardzi.. a inni poprostu za wrażliwi (słabi) by moć dzwigać cieżar życia. Napisałeś,że mam przyjaciół. Czy wiesz kto to "przyjaciel" ??? Kto zasługuje na takie miano,by go tak nazywać??? odpisz Do LIZKA . Dziękuje Ci za dobre słowo. - Miłego popołudnia życze. Pozdrawiam. (4716)| ANIA, lat 20 | data: 12.09.2008, godz: 13:58 |
FAJNIE ZE JESTESCIE:) (4715)| do Aliena | data: 12.09.2008, godz: 13:09 |
Dogi Alienie
Bóg doswiadcza mnie bardzo mocno, począwszy od dziecinstwa...Bardzo dużo spraw nietypowych mnie spotkało, sama sie dziwię, że trwam, ale to tylko zasluga Jezusa, ktory daje mi siłę. Często śmieje sie przez łzy...by innym dać moją siłę , bo bliscy bardziej mnie potrzebują. Nie mam czasu na użalanie sie nad sobą... W moim domu, wsrod najbliższych od lat jest przewlekła choroba psychiczna.
Proszę o podanie e-meila, jeśli chciałbys porozmawiać, gdyż są to tematy niezwykle subtelne i nie wszystkich dotyczą, więc wolałabym offen tego nie pisać...
(4714)| kwiat | data: 12.09.2008, godz: 11:19 |
Aga dzięki za słowa które napisałaś.Właśnie dzisiaj były mi potrzebne, aby dokonać właściwego wyboru. (4713)| łzy | data: 12.09.2008, godz: 10:13 |
Płacząc, nie jestem w głowie, lecz w sercu, które we łzach znajduje pokój wewnętrzny. Po płaczu człowiek czuje intensywną ciszę. Cisza po płaczu jest ciszą żywą, wypełnioną miłością. Wyrażanie uczuć w płaczu ma działanie i oczyszczające i odnawiające. Gdy człowiek nie może już w wystarczającym stopniu wyrazić swych uczuć, zaczyna chorować, ponieważ uczucia, które są tłumione, wcale nie umierają. W płaczu człowieka daje do siebie dostęp bólowi i cierpieniu. Człowiek, który nie potrafi cierpieć, nie będzie też umiał się cieszyć. „Gdzie nie ma cierpienia, tam nie ma też wielkiego szczęścia. Nuda i pustka są skutkami. Szukanie namiastek następnym krokiem”. Kto ustępuje z drogi bólowi, nie będzie umiał kochać. Kochać może bowiem tylko ten, kto pozwoli się zranić.!!!!
Gdy człowiek schodzi z drogi cierpieniom, które go doświadczają, ucieka w chorobę. Uzdrowienie może się zacząć dopiero wtedy, gdy dopuści do siebie stłumiony ból, odrzucone cierpienie. To dopuszczenie jest zazwyczaj związane z silnym płaczem. Płacz odciąża człowieka z nagromadzonych uczuć, które napierają na zewnątrz. Łzy łagodzą ból. Człowiek przez płacz uwalnia się od niego. Płacz staje się jedyną możliwością wytrzymania i odpowiedzenia na ból, który jakby nas pokonywał i przerastał. Należy poddać się łzom, dać się im ponieść, poddać się bólowi i równocześnie go uśmierzyć i z niego wyjść. Łzy stają się łzami uwolnienia, błogosławionymi łzami. Ból zamienia się radość. Człowiek zaczyna doświadczać radości, której rozczarowania i porażki już nie szkodzą. Dobrego dnia...
(4712)| Aga | data: 12.09.2008, godz: 02:41 |
http://www.sendspace.pl/file/k6ySrQDJ/
Przyjaciela mam :) piękne wykonanie,posluchajcie:) (4711)| Aga | data: 12.09.2008, godz: 00:53 |
Chciałabym,żeby te słowa stały się takim akumulatorem w życiu,przeczytaj i weź do serca ten przekaz.Wracaj do tego wielokrotnie i staraj się mieć te przesłanie blisko siebie w myślach:)
Historia Michała
Przeczytaj tę historię. Wczuj się w nią mocno. I wtedy zadecyduj jak zaczniesz jutrzejszy dzień... . Michał jest takim człowiekiem, za którym raczej się nie przepada. Jest zawsze w dobrym humorze i zawsze ma coś pozytywnego do powiedzenia. Zapytany jak się czuje odpowiedziałby: "Gdyby było lepiej już bym chyba nie wytrzymał!". Był naturalnym motywatorem. Jeśli jakiś pracownik miał zły dzień, Michał zawsze radził mu jak znaleźć pozytywną stronę tej sytuacji. Widząc to, bardzo mnie to zaciekawiło. Pewnego dnia podszedłem więc do Michała i spytałem go: "Nie rozumiem. Nie można być tak pozytywną osobą przez cały czas. Jak ty to robisz?" Michał odpowiedział: "Każdego ranka gdy się budzę mówię sobie - "Michał, masz dzisiaj dwie możliwości - możesz mieć dobry humor albo możesz mieć zły humor". I wtedy wybieram dobry humor. Za każdym razem gdy wydarza się coś niedobrego, mogę wybrać albo bycie ofiarą albo wyciągnąć z tego jakąś lekcję dla siebie. I wybieram wyciągnięcie lekcji. Za każdym razem gdy przychodzi ktoś do mnie ponarzekać, mogę wybrać zgodzenie się z nim albo pokazanie mu pozytywnej strony życia. I wtedy wybieram pokazanie mu tej pozytywnej strony." "Zaraz, to nie jest takie proste!" - zaprotestowałem. "Ależ tak, to właśnie takie jest." - odpowiedział Michał. "Życie polega na wyborach. Każda sytuacja jest wyborem. Ty sam wybierasz jak zareagujesz na daną sytuację. Ty wybierasz, jaki wpływ mają ludzie na twoje samopoczucie. To ty wybierasz bycie w dobrym albo złym humorze. Mówiąc krótko - to twój wybór, jak wygląda twoje życie. " Zapamiętałem, co powiedział mi wtedy Michał. Krótko potem opuściłem firmę, w której wtedy pracowałem i otworzyłem swoją własną. Straciliśmy kontakt ze sobą, ale często przypominałem sobie Michała, gdy dokonywałem wyborów w moim życiu, zamiast tylko reagować na zmiany sytuacji. Kilka lat później dowiedziałem się, że Michał miał poważny wypadek. Spadł z rusztowania z wysokości prawie 20 metrów. Po 18-godzinnej operacji i wielu tygodniach rehabilitacji Michał został zwolniony ze szpitala z wszczepionymi w plecy metalowymi prętami. Spotkałem się z nim około 6 miesięcy po wypadku. Kiedy spytałem jak się czuje odpowiedział: "Gdyby było lepiej już bym chyba nie wytrzymał! Chcesz zobaczyć moje blizny?" Nie chciałem, ale zapytałem o czym myślał w chwili wypadku. "Pierwsze, co mi przyszło do głowy to moja córka, która niedługo miała się urodzić." - odpowiedział Michał. "Później, gdy już leżałem na ziemi, pomyślałem sobie, że mam dwie możliwości: mogę wybrać - żyć albo umrzeć. Wybrałem życie." "Nie byłeś przerażony? Nie straciłeś przytomności?" - spytałem. Michał kontynuował: "Moi znajomi byli wspaniali. Mówili mi, że wszystko będzie dobrze. Aż do momentu, kiedy zawieźli mnie do szpitala i zobaczyłem twarze lekarzy i pielęgniarek - wtedy naprawdę się przeraziłem. W ich oczach wyczytałem - "ten facet już nie żyje". Wiedziałem, że muszę coś zrobić." "I co zrobiłeś?" - spytałem. "Była tam taka duża, tęga pielęgniarka wykrzykująca różne pytania do mnie." - opowiadał dalej Michał. "Spytała, czy jestem na coś uczulony. "Tak" - odpowiedziałem. Lekarze i pielęgniarki przestali pracować, czekając na moją odpowiedź. Wziąłem głęboki oddech i krzyknąłem "Grawitację". Oni zaśmiali się, a ja powiedziałem - "Wybieram życie" Operujcie mnie jak żywego, a nie jak martwego." Michał przeżył dzięki umiejętnościom lekarzy, ale również dzięki swojej niesamowitej postawie. Nauczyłem się od niego, że codziennie możemy żyć pełnym życiem. To nasz wybór. Postawa jest wszystkim.
autor nieznany
Pozdrowienia dla wszystkich:) !! (4710)
witam wszystkich na tej innej stronie świata :)
wierzę, ze jest miłość, rok temu przezyłam załamanie , a ty samym spadły mi z oczu różowe okulary, doznałąm cierpienia pierwszy raz takiej silnej dawki , jak dla mnie, wiem ,że są sto razy gorsze, wiecie, że można poczuć jak pęka serce i nadal się żyje, choć chce się umrzeć?? paradoksalne ale tak czułam i na dodatek przeżyłam, a sytuacja dotyczyła miłosci , zranienia :(, nie chciałabym tego powtórzyć, mimo to wiem,ze było mi to potrzebne, widocznie Jezus wziął sprawy w swoje ręce, po tym jak ja narobiłam bałaganu, musiał ktoś to posprzatać..Ktoś kto się bardzo dobrze na tym zna:), aprzede wszystkim mnie, stwierdziłam, ze nie postawię sama fundamentu dla małżeństwa bo zwyczajnie wszystko sie rozwali, zawierzam wszystko SZEFOWI Z GÓRY.
pozdrawiam wszystkich , jeśli macie ochotę cos napisać eva.angel@interia.pl (4709)| :( | data: 11.09.2008, godz: 22:55 |
Piszę z prośbą o modlitwe, bo bardzo jej potrzebuje. Sama jakos nie potrafie zgiąć kolan i powiedzieć Bogu tego co czuje, mam wrażenie, że On mnie nie słucha... Wiem, że się myle, ale wiedza to nie wiara... bardzo chciałabym uwierzyć w to, że Jemu naprawde na mnie zależy i że rzeczywiście słyszy wołanie mego serca... ale jest to trudne, kiedy po wszystkich staraniach i modlitwach nic się nie zmienia. Dlaczego Bóg nie reaguje na krzyk mojego serca? Dlaczego pozostaje obojetny? Czego bym nie zrobiła cały czas jest tak samo, a naprawde wielu rzeczy próbowałam.... Długo wszystko pokornie znosiłam, wielokrotnie powtarzałam "bądź wola Twoja", wykazywałam się anielską cierpliwością i nic. Cały czas wielkie nic, to co ja mam zrobić?! (4708)| Trawiasta, lat 27 | data: 11.09.2008, godz: 22:45 |
Do aliena, 23 lata.
Przeczytalam Twoj wpis.... duzo sie dzieje w Twoim zyciu. Zyjesz w wielkim napieciu i stresie, wiec nic dziwnego ze jestes zmeczony. Co prawda jestes jeszcze mlody, ale to nie znaczy ze jestes niezniszczalny... masz prawo byc zmeczony. I masz prawo czuc wstyd, zmeczenie, zlosc...
Jestes czlowiekiem, wstyd jest ludzki. Widac z Twojej strony wielka troske i milosc do ojca, bo gdyby tak nie bylo nie przejalbys firmy i nie staral ojcu pomoc. Jeden bedzie pomagal podajac leki, inny zalatwi wizyte u psychiatry. Ty przejales biznes. Meska twarda decyzja.... Wymagajaca wielkiej sily wewnetrznej. Nie uciekles, stanales na wysokosci zadania...
A choroba ojca jest sprawa bardzo delikatna i trudna. Napisalam powyzej ze masz prawo czuc wstyd. Mam niepelnosprawnego brata i w moim zyciu bylo wiele roznych momentow, zwiazanych tez z nieakceptacja rowiesnikow. Wytykanie palcami, wyzwiska, obmawianie, chamskie odzywki, gapienie sie obcych ludzi na ulicy, brak pomocy przy wchodzeniu na schody, komentarze... zawsze bronilam mojego brata bo bardzo go kocham i naprawde, gdy trzeba to stane do walki za niego. Ale przyszedl moment gdy rowniez czulam wstyd, zlosc, pretensje do swiata za to, ze jest jak jest. Moja mama rozumiala to bardoz dobrze. Rozmawiala ze mna dlugo o tym...dzis widze, ze to byl pewien etap mojego zycia. Dzis o wiele spokojniej podchodze do tego wszystkiego... ale chce Ci powiedziec, alienie, ze ROZUMIEM CIE. Choroba bliskiej osoby jest trudna dla calej rodziny. Zwlaszcza gdy choruje ojciec - a tym bardziej dla syna... Jesli jest to choroba psychiczna to ciezar jest podwojny. W naszym spoleczenstwie brak jeszcze akceptacji dla osob chorych psychicznie. Mam za soba doswiadczenie depresji, ktora jest tylko zaburzeniem, ale znam osoby chore na powazniejsze choroby i sa to bardzo trudne sytuacje zyciowe.
Wstyd nie oznacza ze jestes zlym synem. Oznacza ze masz w sobie wiele emocji, ze cierpisz, ze nie potrafisz pomoc ojcu jakbys tego chcial. Byc moze tez jestes zmeczony... W takiej sytuacji dobrze by bylo, zebys mogl porozmawiac ze specjalista, zebys wiedzial jak radzic sobie z tym uczuciem. Osobiscie polecam Ci osrodek interwencji kryzysowej - sa w calej Polsce i pomoc tam jest udzielana calodobowo i bezplatnie. Oraz oczywiscie anonimowo. Ja sama od takiej placowki zaczelam swoja droge do wyzdrowienia. Masz prawo tam prosic o pomoc i miec poczucie anonimowosci, bo liczy sie pomoc dla czlowieka a nie jego dane osobowe.
Nie wiem skad piszesz ale jesli wklepiesz w google interwencja kryzysowa to powinno wyskoczyc ci cos na ten temat. Jestes w kryzysie, masz duzo problemow i fakt ze piszesz tutaj wskazuje na to ze chcesz pomocy i ze jej potrzebujesz. Dlatego goraco Cie namawiam do tego. Tylko tak moge Ci pomoc ze swojej strony...
Chce Ci jeszcze napisac w paru slowach, zebys nie bal sie mowic o tym co czujesz. Piszesz zenie chcesz obarczac mamy... Rozumiem Cie, bo majac chorego meza jest pewnie przemeczona. Ale sprobuj porozmawiac z nia, sprobuj jej powiedziec co czujesz. Zacznij od tego, ze bardzo chcesz ojcu pomc, ze czujesz sie bezradny, zmeczony, ze nie radzisz sobie... Jestem przekonana ze ona tez bedzie chciala z Toba prozmawiac. To jest Twoja mama. Najblizszy czlowiek. Moze ona tez chce zaczac rozmowe ale b oi sie obarczac problemami innych ludzi?
Moze choroba ojca to moment w ktorym trzeba zastanowic sie nad relacjami w rodzinie...moze trzeba dokonac pewnych przewartosciowan, zmian, zwrocic uwage na cos, na jakis aspekt relacji, na jakis moment...Gdy moj brat mial powazne ataki padaczki i agresji po nich cala moja rodzina skupila sie na tym, ale jednoczesnie odkryismy ze zmieniaja sie nasze relacje, ze inaczej patrzymy na siebie i staramy sie wspolnie cos zmieniac na lepsze... Trudny czas okazal sie dla nas zbawienny, bo wiele sie zmienilo. Moze tak bedzie u Ciebie...
Alien, zycze Ci z calego serca tego, zebys nie tracil NADZIEI. Sily masz duzo, choc jestes zmeczony. I masz prawo sie czuc kiepsko, masz prawo byc zly. To nie TWoja wina. Robisz to, co mozesz zrobic, ale reszte trzeba zawierzyc Bogu. Latwo mi pisac? Nie, nie latwo. Codziennie walcze sama ze soba i swoimi problemami zeby ufac Bogu. Zeby zyc zgodnie z Jego przykazaniami. To jest trudne ale mozilwe. Bog Cie samego nie zostawi... Ufaj. I miej nadzieje, wiare i milosc. Staraj sie ze swojej strony robic to, co mozesz, a reszte zostaw specjalistom, bo jak sie domyslam tata Twoj sie leczy - trzeba ufac lekarzom i sluchac ich zalecen. I nie boj sie swoich uczuc... Ofiaruj to, co przezywasz, za ojca, za mame, za siebie.
Pamietaj, nie jestes sam. Sciskam Cie mocno i pozdrawiam cieplo. Z Bogiem.
(4707)| Marcin | data: 11.09.2008, godz: 22:15 |
Do Dietrich
Myśle ze uświadomienie sobie że chcę poznać kogoś dobrego i powiedzenie tego na głos nie jest czymś nienormalnym jeśli zachowamy pewne granice.Murphy świetnie pisze o podświadomości i zna temat ale niestety rozwinął go do swojej filozofii niekoniecznie zgodnej z nauką Kościoła.Człowiek chce być samowystarczalny ale niestety taki nigdy nie był i nie będzie... (4706)| cocolia, lat 26 | data: 11.09.2008, godz: 22:04 |
Do was
pamietam czasy kiedy sie naracalam, pamietam nawet jak pachniala wtedy trawa, to bylo 8 lat temu, pamietam Jego, zawsze przy mnie byl..., zawsze wyciagal rece do modlitwy nade mna, teraz jestesmy juz kilka lat po slubie, nie zaluje ani jednego dnia z Nim. On nauczyl mnie jak poznawac Boga, jak codziennie wytrwale sie modlic,mam naprawde wspanialego meza i do wszystkich samotnych chce napisac zeby sie goraco modlili, ufali, rozeznawali wole Boza a napewno poznacie swoje drugie polowy,,,,,,,,
Mnie tez zranil kiedys mezczyzna, i wydalwalo mi sie ze bez niego moj swiat przestanie istniec a teraz kiedy porownuje mojego meza z tamtym to smiac mi sie chce jak moglam tamto uczucie miloscia nazywac!!!!
czuwajcie wiec na modlitwie bracia i siostry (4705)| :)(: | data: 11.09.2008, godz: 20:49 |
Nigdy się nie oszukiwałem, iż pieniądze, rzeczy są tym, co wypełni serce, zaspokoi jego najgłębszą potrzebę. Wiedziałem, że tym wszystkim, czego pragnę jest miłość... i czekałem na osobę, którą pokocham z wzajemnością. Z perspektywy czasu widzę, że uczucie to niekoniecznie jeszcze miłość i naprawdę trudno spotkać się z odwzajemnionym uczuciem. W życiu należy dopiero dać szansę miłości, lecz aby mogła zaistnieć naprawdę, wzrastać i ewoluować, człowiek musi wpierw stać się do niej zdolnym, przygotować odpowiedni grunt w sobie samym. Przede wszystkim przestać wołać o miłość, jako coś co ukoi jego ból i tęsknotę; pozbyć się uzależnień, lęków i wywalczyć wewnętrzną wolność. I na tym nie dość - to początek drogi po miłość, bo nam nie wystarczy miłość otrzymana od kogoś - ona ma przede wszystkim kształtować się w nas. A jeśli już osiągniemy taki stan, taką dojrzałość - nie będziemy innych traktować jak towar, będziemy potrafili zredukować i urealnić nasze oczekiwania co do "naszego ideału", bo ideałów nie ma. Przestaniemy przebierać jak na zakupach w "Realu" ;-), czego sobie i Wam życzę :) (4704)| marek, lat 58 | data: 11.09.2008, godz: 19:10 |
Do 30+
Wiesz ,nie mogłem dzisiaj jakos wpisac trendowata, nie wiem dlaczego.
Zobacz masz przyjaciół ,każdy jakgdyby odczuwa inaczej swoje zycie,zobacz ,każdy z nas szuka przyjaciela do ,którego mu najbliżej.
Dobrze, że modlisz sie każdego dnia,zemną było różnie ,staram się każdego wieczora porozmawiać z BOGIEM.
Wiesz codziennie wstaje rano o 5.00 robię toaletę potem cherbatę i wychodzę na powietrze ,by tam zaciagną go na nowy dzien ,i potem wyruszam do pracy.
Myslami przebiegam ,jakie przykrości mogą mnie spotkać ,jakoś nie myślę o dobrych .
Przyzwyczaiłem się już do pewnych złośliwości ,coraz bardziej zaczynam przyjmować je z pokorą.
Nie mów ,ze Twoja nadzieja wygasła ,czyż nie musimy nadstawiać drugiego policzka ,wierzę w to ,że kiedyś tego, który uderza: (ręka mocniej zaboli).
Proszę Cię ,kiedy będziesz czytać mój wpis uśmiechnij się ,ja teraz uśmiecham się do Ciebie ,szczerym uśmiechem.
pozdrawiam marek
(4703)| ;-) | data: 11.09.2008, godz: 17:23 |
Moniko prosiłaś o moj e-meil evciaa@gazeta.pl
Pozdrawiam (4702)
:-) bardzo bym chciala sie zaprzyjaznic z Toba. Masz zdrowe poglady a Twoj wpis jest mi potrzebny. Jesli mozesz prosze napisz mi e-maila. Twoj wpis swiadczy o duzej dojrzalosci.
Tomku i Kasiu dziekuje za listy o emigracji. Pozdrawiam Zrodelkowiczow. (4701)
do trędowata???
dziękuję za Twoje słowa bo ja myślę podobnie.jeżeli będziesz miała ochotę pogadac to zapraszam na maila.będzie mi bardzo miło Cię poznać, chetnie z Toba porozmawiam i wysłucham.widzisz juz nie jesteś niepotrzebna bo ja Cię potrzebuję i jest na pewno wiele innych osób dla których jesteś i bedziesz ważna.
pozdrawiam Cię ciepło.nie poddawaj sie!!! (4700)| alien, lat 23 | data: 11.09.2008, godz: 15:48 |
Witam wszystkich! Zaglądam na tą strone od dłuższego czasu i stwierdziłem że dobrze że taka strona istnieje. Można sie na niej podzielic swoimi odczuciami i poprosić o jakąs rade. W ostatnim czasie spotkało mnie pare przykrych rzeczy. Mam dośc poważne problemy zawodowe. Do tego dochodzą problemy w rodzinie i wśród przyjaciół. Ale od początku. Mam chorego ojca, który jest chory psychicznie. Ta choroba trwa od 8 lat. Dotknęło mnie to bardzo, bo był to zawsze człowiek pełen życia a teraz nie da sie z nim normalnie porozmawiać. Do czego kolwiek jest go ciężko zmusić. Przez jego chorobę musiałem przerwać studia i wieku 19 lat przejąc rodzinny "biznes". Myślałem że jeżeli zobaczy że coś sie dobrego dzieje, że to wszystko na co On pracował nie idzie na marne to zacznie żyć normalnie. Ale niestety tak sie nie stało. W gruncie rzeczy sie go wstydze. Wiem że tak nie powinenem mówić ale tak jest to świadczy że jestem pewnie złym synem. Teraz pojawiły sie problemy zawodowe a w dodatku mój przyjaciel walczy o życie. Juz nie daje sobie z tym wszystkim rady i trace nadzieje na poprawe sytaucji. Nawet nie mam sie z kim podzielić swoimi odczuciami. Mama i tak ma dużo swoich problemów więc nie bedę jeszcze ja jej dokładał zmartwień. Brata nic to nie interesuje poza tym wyjezdza teraz na studia to co sie bedzie tym przejmował jak opuszcza dom. Przyjaciele są daleko, każy ma swoje życie więc po co ich martwić. Dziewczyny nie mam i nie miałem więc jestem z tym wszystkim sam. W takich sytuacjach brakuje własnie kogoś bliskiego, brakuje ukochanej osoby. Ale w takiej sytuacji na związek nie mam szans. Tak sobie myśle że do końca życia bede juz sam, bo kto by chciał być z facetem który ma same problemy. Przepraszam za ten wywód ale musiałem sie wygadać. Boje sie że moje życie straciło sens, że już nic nie wróci do normy. Boje sie że tak już będzie wyglądalo moje życie cały czas. Pozdrawiam wszystkich. (4699)| trędowata ?? 30+ | data: 11.09.2008, godz: 15:06 |
Lubie tu być w wolnym czasie. TU czuje sie wolna, bez zagrożenia. Moge wyrażać siebie i swoje myśli. Chce zrzucić ten psychiczny ciężar który nosze. Musze sie "wygadać" z tego co mnie męczy. Chce by inni wiedzieli że istnieje ktoś taki jak ja. Życie to nie bajka,wiem o tym. Ja tylko potrzebuje akceptacji,bym nadal mogła żyć. Czasem myśle sobie że jestem jakąś pomyłką,dlatego nigdzie nie pasuje, albo "jeden klocek" za dużo, dla którego nie ma miejsca. : ((( (4698)
Do Trawiastej:-)
Zgadzam się z Tobą całkowicie! w 100%! Pozdrawiam ciepło:-) (4697)| trędowata?? 30+ | data: 11.09.2008, godz: 14:01 |
Do marka 58 lat. Każdy szuka swego miejsca,takiego w ktorym bedzie sobą i bedzie akceptowany przez innych. Takiego miejsca gdzie czujemy sie dowartosciowani,potrzebni.. Ponoć nadzieja umiera ostatnia... Moja raczej juz wygasa..dość wiele w życiu wycierpiałam. Dobrze,że każdego ranka masz nadzieje...na poprawe tego stanu w jakim jestes. To już jest plus. Ja każdego dnia modle sie o normalny zwykły dzień,bym odnalazła siłe do dalszego życia i choćby o uśmiech na moich ustach. Właśnie tu moge sie wypłakać, wyżalić..powiedziec jak mi zle. Jeśli choć jedna osoba przeczyta taki wpis, to mam nadzieje żę rozglądnie się wokół siebie i obdarzy kogoś szczerym uśmiechem..tak potrzebnym w naszym życiu. Troche serdeczności okazanej nawet obcemu nie boli. Pozdrawiam! (4696)| Trawiasta, lat 27 | data: 11.09.2008, godz: 13:35 |
Do Kasia22
Znalazlam Twoj wpis i chce napisac ze zgadzam sie z tym co napisalas. Uderza mnie zawsze to, ze ludzie programuja sobie sami jak ma wygladac, zachowywac sie i jaki ma byc przyszly malzonek/malzonka...
Zawsze mamy jakies wyobrazenia. Na temat mezczyzny, kobiety, na temat pracy, na temat siebie samych... tylko jedno jest wazne, ze takie wyobrazenia czesto krzywdza innych ludzi. Sa egoistyczne, bo nie biora pod uwage indywidualizmu i tego, co dobre i jedyne, niepowtarzalne w kazdym czlowieku.
Kazdy z nas jest inny. Kazdy z nas jest ulomny, grzeszny i slaby. Trzeba sie nawzajem wspierac i akceptowac takim, jakim jest. Z jednym tylko wyjatkiem...
Jedyna rzecza na jaka sie nie wolno godzic, jest zlo i grzech. Jesli kogos sie kocha, trzeba go akceptowac a jesli sie nie potrafi - oddawac to Bogu, uczyc sie tego w imie Milosci ktora sie do kogos zywi. Trzeba pielegnowac Milosc i relacje z ta osoba. Ale jesli czlowiek krzywdzi kogos, naduzywa alkoholu, jest agresywny, oszukuje, jesli postepuje zle - nie wolno sie na to godzic.
Kazdy z nas poszukuje "krolewny" albo "krolewicza". Marzymy o pieknym zyciu we dwoje, bez problemow i trosk... Sila milosci jest silniejsza niz sila marzen. Milosc poblogoslawiona przez Boga i umocniona sakramentalna sila wiezow malzenskich, jest mocnym filarem na ktorym mozna sie oprzec gdy wszystko inne zawodzi.
Milosci trzeba sie uczyc - napisal Walter Trobisch w swojej ksiazce przeznaczonej dla narzeczonych. Tak, milosc to wybor. Wybor, ktory podejmujemy codziennie od nowa. W dobrej i zlej doli, do konca zycia. To bardzo odpowiedzialne zadanie....
pozdrawiam cieplo wszystkich Zrodelkowiczow. (4695)
Zyczliwa, wiesz doskonale rozumiala to Marta Robin i ja staram sie to rozumiec. (4694)
trzeba powrócić do bólu
aby pójść dalej
napełnić szklankę wodą
i pójść dalej z raną, która boli
jest prawdziwa i świeża
wyryta w mroku nocy
nasza rzeczywistość
(4693)| Mała27 | data: 11.09.2008, godz: 11:12 |
Czy Ktoś z Was czytał może książkę "Potęga myslenia" Cateriny Rando? jakie macie zdanie na jej temat? Koleżanka poleciła mi tę książke z racji na to ze przeżywam teraz wiele trudności w swoim zyciu (m.in odrzucenie czy to ze nie mogę znaleźć swojej drugiej połówki...) . Prawde mówiąc mam trochę wątpliwosci jesli chodzi o tą książkę. Autorka mówi o tej książce: "Potęga myślenia to dynamiczny, interaktywny program służący samodoskonaleniu poprzez myślenie - i życie - z mocą."... Proszę o wasze komentarze na ten temat. Pozdrawiam! (4692)| :-) | data: 11.09.2008, godz: 09:09 |
Przyjaźń może istnieć tylko wtedy, jeżeli drugiemu człowiekowi pozwoli się być innym i jeżeli jeden dla drugiego zawsze pozostanie tajemnicą. Im bardziej wewnętrzna istnieje miłość między dwojgiem ludzi, tym bardziej się umacnia ich wzajemna odrębność. Znać drugiego człowieka to tyle, co uznawać, że jest w nim jeszcze wiele do odkrycia. Tylko głęboki szacunek przed tajemnicą drugiego człowieka pozwala stworzyć tę atmosferę, w której wspólnota może wzrastać i pomyślnie się rozwijać. Głęboki szacunek jest rdzeniem miłości, podobnie jak jego brak oznacza kres dla miłości. Bez szacunku można okazywać miłość z łaski, taka miłość jednak raczej burzy, niż buduje. Jeszcze gorsze jest to, że bez głębokiego szacunku miłość łatwo może się przekształcić w chęć posiadania drugiego, albo w manipulowanie drugim człowiekiem.
Im głębsza jest miłość, tym mocniej się odczuwa ból osamotnienia, które w sobie zawiera miłość. Cierpię bowiem nie tylko dlatego, że mam świadomość, iż jestem niezdolny do pełnego zrozumienia drugiej osoby, którą tak kocham, ale także dlatego, ale także dlatego, że z góry jestem skazany na to, że tego drugiego nie wpuszczę całkowicie do mojego wnętrza. Ból sprawia we mnie świadomość, że zadaję cierpienie temu człowiekowi, którego najbardziej kocham.
Jeżeli człowiek nie potrafi się uporać z własną samotnością, zawsze z tego wyrastają niedobre następstwa dla niego samego i dla jego kontaktów z innymi, ponieważ będzie się starał znaleźć możliwość ucieczki z samotności w jakieś namiastki, które się nie zgadzają z przyjętym przez niego sposobem życia. I przeciwnie: w tym, że ktoś potrafi żyć w osamotnieniu, leży niezbędny warunek dla dobrego życia z ludzmi i w ogóle warunek umożliwiający rozkwit zdolności kochania.
Dobrego dnia wszystkim kochającym..
(4691)| Aga | data: 10.09.2008, godz: 23:14 |
Przyjaciela mam, co pociesza mnie,
gdy o jego ramię oprę się.
W Nim nadzieję mam, ulecial strach.
On najbliżej jest,zawsze troszczy się.
Królów Król, z nami Bóg.
Królów Król z nami Bóg.
Jezus x4
http://pl.youtube.com/watch?v=eZI-fJiVYds&feature=related
:) (4690)| marek, lat 58 | data: 10.09.2008, godz: 22:36 |
Do trendowata:dziekuje Ci, za te slowa ,TU JEST MOJA OAZA.
Ja tylko dodam: MOJA TAKŻE.
Myslę,ze wstarczy kilka słow by się zrozumieć .
To nie nasza ułomność jest powodem odrzucenia,to nasza prawda.
Chciałbym uczyć się dalej prawdy właśnie tutaj.
Myślę, że w pewnym sensie pogodziłem się z tym czego doświadczam,
wiele godzin samotności ,przywraca mi dar patrzenia w przyszłość.
Każdy poranek,daje mi nową nadzieję.
Nawet dzisiejszy dzień był inny ,ponieważ często wracałem do tego żródełka.
pozdrawiam i życzę dobrej nocy.
marek
(4689)| Kasia, lat 22 | data: 10.09.2008, godz: 21:49 |
tak sobie myślę... nie można wciąż wymieniać cech przyszłej żony czy męża, faktycznie staje się to pewną magiczną wyliczanką na zamówienie... ukochaną osobę przyjmuje się taką jaką ona jest... ot! takie moje przemyślenia na dobranoc:-) (4688)| Dietrich, lat 22 | data: 10.09.2008, godz: 20:06 |
Marcinie, nie radzę korzystać z tej i podobnych mądrości Murphy'ego. To powtarzanie przymiotów wymarzonej żony to przecież nic innego, niż magiczne zamawianie. Jeśli ktoś wierzy, że Joseph Murphy i jego heretycki kościół pokazują prawdę, to jego problem. Religia jak każda inna, może nawet dużo gorsza. Ale katolikowi absolutnie nie wolno słuchać takich rzeczy, które nie tylko nie mają nic wspólnego z nauką, ale są z nią jawnie sprzeczne. Nie dajmy się zwariować. Amerykański neoprotestantyzm* wyprodukował wiele głupot.
*Murphy pełnił posługę w Kościele Boskiej Nauki (Church of Divine Science). (4687)| a, lat 24 | data: 10.09.2008, godz: 19:09 |
Miazgool,
obiecuję modlitwę
i modlę się za wszystkich ze źródełka
pozdrawiam (4686)| Marcin | data: 10.09.2008, godz: 16:13 |
Do Łukasza
Piękna modlitwa i na pewno miła Bogu.Murphy w swojej książce radzi by codziennie powtarzać werset w którym będą zawarte przymioty kobiety którą chciałoby się mieć za żonę.To ma niejako pomoć przyciągnąć tę wymarzoną osobę i spowodować by ona się z nami związała.Myślę że wszyscy normalnie myślący mężczyzni wszystkich czasów pragnęli by kobieta ich życia była dobra,czysta,uczciwa i uczuciowa.Ciągle od wieków tak samo chcemy widzieć kobiety ale ile takich jest...niestety chyba coraz mniej...Pozdrawiam:) (4685)
Tak się zastanawiam od dłuższego czasu, czy zamieszczając nasze wpisy na stronach Źródełka w nadziei na spotkanie towarzysza życia, pomagamy po prostu losowi czy może działamy trochę na siłę...??? A może jednak nie ma w tym nic dziwnego, jeśli dodatkowo rozglądamy się uważnie wokół siebie na co dzień, tutaj jedynie zwiększamy swoje szanse na poznanie nowych osób, więc może ja też dam sobie taką szansę... :-) (dodam że jestem z Krakowa) pozdrawiam! (4684)| trędowata?? 30+ | data: 10.09.2008, godz: 15:56 |
Do LIZKA i MAREK 58lat. Wygląda na to ,że jest nas wiecej z takim problemem odtrącenia... bez powodu oczywiscie. Nie wiem dlaczego tak sie dzieje. Napisałam tu,bo musiałam to z siebie wyrzucic. Nie moge zmienic tego co przezywam. Nie zamierzam żebrac o troche uczucia czy zrozumienia,akceptacji. Ludzie i tak mnie odrzucaja, nie lubią - nie wiem czemu. To mnie dobija. Słowo oparcia jest potrzebne...TU JEST MOJA OAZA. Nie ma znaczenia jak wyglądamy i ile mamy lat,liczy sie tolerancja wobec drugiego człowieka. Miło,że moge tu być.. Może założymy własny klub TRĘDOWATYCH?? Pozdrawiam i życze przyjemnej reszty dnia. (4683)| Monika, lat 20 | data: 10.09.2008, godz: 14:46 |
Pragnę przedstawić ''Historię jednego powołania''.Piosenka która pomaga zrozumieć pewne sprawy dotyczące naszego powołania:-
1) Karolinka jest przejęta, z mamą zwiedza klasztor święty, ascetyczne są sióstr twarze, wokół wielkie korytarze.
Karolinka, przestraszona, modli w sercu się,by Pan jezus zakonnica być nie kazał jej.
ref. Ja chcę męza mieć najpiękniejszego, wielki dom z ogrodem a w nim-dzieci dużo, a oprócz tego by niedaleko kościół był.
A choć będę dorosła i duża, z mama , tatą na zawsze chce być,będę w dalekie jeździła podróze,nie chcę latami w klasztorze tkiwć.
2) Lata karolinie płyną,już z dziewczynki jest dziewczyną.Lubi tańczyć,śmiać się,śpiewać, jest życzliwa dla każdego.
Jak gdzieś Siostrę gdzieś zakonną dojrzy- cofa się, a na usta wraca refren znów modlitwy tej.
ref.
3) Wszystko zapisane w niebie,gdy ktoś modli sie w potrzebie,by spełniło się przesłanie,bo kto prosi to dostanie.
I modlitwy karolinki pilnie słuchał Pan i powiedział powołuję cię w zakonny stan.
Zaślubiona jest najpiękniejszemu, ma dom z ogrodem a w nim: żłóbek, przedszkole,a oprócz tego zakrystianką w kościele ma być.
Ojciec duchowny też mieszka w klasztorze,matka co rządy sprawuje jest tu i obiecali, że kiedyś za morzem na misjach będzie, więc cieszy się juz.
***
(4682)| Monika, lat 20 | data: 10.09.2008, godz: 14:38 |
Wielbi dusza mego Pana, Zbawcę mego. Jego Miłość we mnie wzrasta.
Pragnę być uczniem Chrystusa na wzór św. Pawła.
Być dobrym jak chleb, o to jest zadanie! (4681)
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |