Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Źródełko ...czyli o darze rozmowy...


[ Dodaj wpis ]

[<<] [<] [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [>] [>>]

Chcesz prosić o wspracie i modlitwe?
Dodaj prosbę do [ Skrzynki Intencji ]

Do (...)data: 02.09.2008, godz: 15:05

Dziękuję, chyba masz rację, choć przyznam - wpadłem, nawet tego nie zauważając w porę - w uzależnienie emocjonalne. Sam się sobie dziwię, dlaczego, chyba ten dłuższy brak kontaktu, to, że często o niej myślałem. Teraz muszę przejść przez "odwyk", powoli to już następuje, choć boli. Widać, mamy tendencję do wpadania w nałogi - jeśli już nie używki, to muzyka, osoby itp. Przykro samemu się do tego przyznać, ale nie byłem wolnym człowiekiem, pomimo praktykowanej systematycznie wiary - nie byłem wolny... A najbardziej przykrym stwierdzeniem jest to, że w uzależnieniu krzywdzisz nie tylko siebie i ...często tego nie dostrzegasz. I to właśnie jest przykre. Proszę, pomódlcie się za mnie. Z góry dziękuję...

(4630)
do a l24, lat 30, e-mail: lily_9@o2.pldata: 02.09.2008, godz: 14:21

Problem, który opisujesz jest bardzo bliski mojemu sercu, tyle, ze u mnie kiedyś na samych myślach niestety się nie skończyło. Wierze, że rozpacz, której efektem jest często samobójstwo pochodzi od szatana a wszelka nadzieja od Boga.
Wiem, że bardzo łatwo udzielac rad, teoretyzowac...zdecydowanie trudniej kiedy samemu trzeba się zmierzyć z własnymi problemami, a jeszcze trudniej kiedy nie czujemy z żadnej strony wsparcia, kiedy nawet nie mamy komu się zwierzyc. Nie znam Twoich problemów ale warto poszukac kogos, kto pomoże znaleźć jakieś wyjście, jakiegoś specjalisty, możesz zacząć od rozmowy z księdzem, najważniejsze żeby nie byc z tym wszystkim samemu. Czasem niektóre sytuacje wydają nam się tak bardzo beznadziejne, bez wyjścia jednak czyjeś wsparcie, rady, pomoc mogą takie myślenie pomóc zmienić. Bóg pomaga czasem przez ludzi, myślę także, ze przyjaźń, miłość mogą dać nam wiele siły. Uważam też, ze nie można generalizowac, każdy z nas jest inny, każdy inaczej reaguje na te same sytuacje, problemy. Nieraz nasza psychika zostaje osłabiona różnymi traumatycznymi wydarzeniami wiec ja bym nie dawała rad w stylu "spójrz na to z przymrużeniem oka".
U mnie też takie mysli jeszcze czasem się pojawiają, jednak mam wielką swiadomość tego jakim byłoby to ciężkim grzechem, w sumie to nie chcę stąd odchodzić jeszcze, chciałabym jeszcze doswiadczyc szczęścia, radości, stawiać czoła różnym trudnościom...po prostu życ:)
Pozdrawiam

(4629)
(...), e-mail: alicja@wp.pldata: 02.09.2008, godz: 13:30

Mariusz
Jezus mówi:

Synu, trwaj mężnie i ufaj mi. Czym bowiem są słowa? Tylko słowami. Lecą w powietrzu, ale skały nie poruszą.!
Bo jam jest sędzia i znam tajemnice każdego, wiem, jak było, kto jest krzywdzicielem, a kto pokrzywdzonym. Ode mnie wyszło słowo, za moim przyzwoleniem wszystko się stało, by wyszły na jaw zamysły serc wielu.


Może rozpoczął sie nowy proces porządkowania Twoich uczuć ...Bolesny ale potrzebny, by wejść w głębię Twojego serca. A może Bóg poprzez tę kobietę pragnie zbliżyć się bardziej do Ciebie ?
Życzę wolności, trzymaj się dzielnie i zawierz to Jezusowi :-)


(4628)
karinadata: 02.09.2008, godz: 09:39

Dorotko lat 31,
niekoniecznie tylko samotne osoby doswiadczają samotnosci, ja mam 2 kolezanki którego tego doswiadczają w swoim małzeństwie, czasem trudno sie otworzyć na drugiego człowieka, wszelkie raniące słowa, niezrozumienie oddalają od siebie, i pewnie takich przykładów jest więcej. Niektórzy przekonują sie ze jest jeszcze trudniej z drugą osobą..to dwa światy, wspólne bagaże, czasem bagaż drugiej osoby wydaje sie jeszcze trudniejszy... Czy jestes na to gotowa? Wiele tez zależy od nas samych,czasem oczekujemy od drugiej strony wiecej niz mozemy otrzymać a sami nie potrafimy spełnic oczekiwań drugiej..i wtedy czujemy się pokrzywdzeni, też cierpimy.
samotnosc to szansa aby popracowac nad sobą, przeanalizować swoje cele, przyjrzeć się słabościom, pokonać wstyd, można ten czas naprawdę dobrze wykorzystać. Nie tragizujmy samotności jak zło konieczne przy tym idealizując związki, choć nie jest łatwa, ale przecież nigdzie nie jest łatwo.. Nigdzie! pozdrawiam Cię:)

(4627)
Tadeusz, lat 53, e-mail: nso-czi@wp.pldata: 02.09.2008, godz: 02:21

Kolejna pielgrzymka za nami. Znowu rok do następnej. Wiele osób było na pielgrzymce. Proponuję podzielić się wrażeniami z pielgrzymek. Wiele razy już opisywałem pielgrzymkę, ale po każdej można ponownie zadać sobie pytanie: Czym jest pielgrzymka? Kim są pielgrzymi? Kim jesteśmy? Pielgrzymka to droga. W naszym przypadku droga do naszej Matki, do Maryji Jasnogórskiej. Ale pielgrzymką jest też całe nasze życie. Od momentu narodzin, od momentu chrztu pielgrzymujemy poprzez życie drogą do Boga. I nasza pielgrzymka to maleńka część tej naszej życiowej pielgrzymki. To droga naszej wiary. To droga wiary dla ludzi których mijamy. I w tej drodze, dla tych ludzi my jesteśmy symbolem żywej wiary. Dla tych ludzi jesteśmy żywym świadectwem, że wiara wciąż jest żywa w narodzie. I pomimo różnych intencji jakie niesiemy, pomimo różnych przekonań z jakimi wyruszamy głównym celem jest umocnienie tej wiary i w nas samych. I tak jak my dla mijanych ludzi jesteśmy tym symbolem, tak oni są nim dla nas. Niejednokrotnie zakręci się łza w oku gdy widzimy witających nas dzieci, które machają nam swymi małymi rączkami, gdy widzimy staruszka lub staruszkę ledwo stojącą o lasce by nam tylko pomachać. Kiedy widzimy człowieka zdejmującego czapkę przed pielgrzymką czy czyniącego znak krzyża. Niejednokrotnie cisną się łzy i na noclegach. Nie będę pisał o jakie miejscowości czy jakich gospodarzy chodzi bo być może chcą pozostać anonimowi, ale podam trzy takie drobne przykłady. Miejscowość gdzie zatrzymujemy się na postój. Skromny domek i staruszka 80-cio letnia, samotna, schorowana, ledwo chodząca. Czeka przed bramą i zaprasza pielgrzymów do siebie by ze skromnej emerytury poczęstować choćby kawą, herbatą czy ciastkami. Jeden nocleg gdzie gospodarze przyjeżdżają po nas swoim samochodem ponad 8 km. W domu czeka już na nas obiad i pokoje w których można by się czuć jak w jakimś hotelu. Nawet ręczników nie musimy używać swoich bo wszystko na nas czeka. Gospodarze idą spać do kuchni na skromne łóżko. Rano już czeka na nas śniadanie. Inny nocleg gdzie gospodarze oddają nam swój pokój a sami idą spać do kuchni na materace. Takich przykładów można by podawać z każdego noclegu czy postoju. Dla tych ludzi, dla tych gospodarzy jesteśmy symbolem tej wiary którą niesiemy. Jesteśmy świadectwem żywego Chrystusa, Maryji. I oni czekają co roku na ten symbol. I ten widok sprawia, że nie ważny jest trud, nie ważny ból nóg a widok tych ludzi i dla nich też i siły do dalszej drogi. A czym jest ten nasz ból nóg? Jest taka historia Ślady na piasku (można ją znaleźć w necie), gdzie Pan Jezus pomaga człowiekowi niosąc go. I nam jeśli czujemy się słabi, czujemy że upadniemy pomaga iść Maryja, pomaga Pan Jezus. I to nie nasze stopy czujemy, nie nasz ból bo wtedy jesteśmy niesieni. To czujemy ból stóp naszej Matki która pomaga nam iść. Czujemy ból Jej stóp gdy szła za swym Synem na Golgotę. To czujemy ból stóp Jezusa niosącego krzyż i upadającego pod jego ciężarem. I ta świadomość dodaje nam sił do dalszej drogi. I jeszcze taka mała refleksja. Pan Jezus powiedział: Kto chce iść ze mną niech zostawi rodzinę, przyjaciół weźmie swój krzyż i idzie za mną. Tak samo czynimy i my. Na ten czas zostawiamy bliskich, zostawiamy przyjaciół, zostawiamy wszystko za sobą, bierzemy swój krzyż (ból, trud, zmęczenie) i idziemy za Jezusem. Idziemy do tronu Jego i naszej Matki. I w tej drodze to my jesteśmy jedną rodziną. I w tej drodze nie bądźmy obojętni wobec drugiego. Starajmy się pomóc sobie nawzajem. Czy to pomóc nieść cięższy plecak, czy masz nocleg a ktoś go nie ma zabierz go ze sobą. Na te kilka dni bądźmy naprawdę jedną rodziną nie tylko w słowach „brat”, „siostra”, ale w czynach. Bo słowa niewiele znaczą. Liczą się czyny. Bądźmy tym symbolem żywej wiary nie tylko dla ludzi których mijamy, ale i dla nas samych.
Do zobaczenia za rok na pielgrzymim szlaku.

(4626)
gosiadata: 01.09.2008, godz: 22:47

Wytrwałość w modlitwie


9 I Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. 10 Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. 11 Jeżeli którego z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? 12 Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona? 13 Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą».

NOWY TESTAMENT
Ewangelia wg św. Łukasza


(4625)
gosiadata: 01.09.2008, godz: 22:39

Panie, pamiętaj o ludziach złej woli

Panie, pamiętaj
nie tylko o ludziach dobrej woli,
ale również o tych złej woli.
Nie pamiętaj jednak o wszystkich cierpieniach,
jakich nam przysporzyli.
Pamiętaj o owocach, jakie przynieśliśmy
właśnie dzięki tym cierpieniom.
Wzrosła w nas dyspozycyjność, lojalność stała się
bardziej przejrzysta, pokora głębsza,
odwaga powiększyła się wraz ze szlachetnością.
I kiedy oni staną przed Tobą, by zostać osądzeni,
pozwól, by owoce, jakie przynieśliśmy,
stały się dla nich przebaczeniem.

Modlitwę tę, napisaną na kartce papieru,
znaleziono w pewnym obozie koncentracyjnym


(4624)
a, lat 24data: 01.09.2008, godz: 22:31

Dziękuje serdecznie za wpisy. Mam myśli samobójcze, bo tylko one dają mi ukojenie w bólu, wiem, że nigdy nie popełnię tego grzechu, ale niestety w chwilach rozpaczy nie mam sil by walczyć o życie i takie myśli dają mi chociaż chwilową ulgę.
Nie wiem też, jak można patrzeć z przymrużeniem oka, na sprawę, która wydaje się być beznadziejna, ale dziękuje za rady. Może rzeczywiście za dużo powagi w moim życiu, chociaz mnie osobiście się wydaje, że to właśnie brak mojej odpowiedzialności przyczynił się do takiego stanu rzeczy i na pewno brak dojrzałości, podejmowanie niewłaściwych decyzji...
Ale cos mnie tknęło,bo przeciez grzeszy się także myślą i boję się, ze te mysli nie są takie niewinne jak mi się wydawało...
nie wiem gdzie szukac rozwiązania, modle się o kierownika duchowego o kogoś z kim będę mogła porozmawiac szczerze, ale na razie nikt taki się nie pojawił...
przykro mi, że niektórym życie się nie układa a inni potrafią odnaleźć szczęście. Rozumiem, że tak jak w ostatnich wpisach trzeba czasem otworzyć klamke od wewnątrz...tylko czemu jednym przychodzi to z taką trudnością a innym nie...

(4623)
Ela i Wojtek, e-mail: rinnah@o2.pldata: 01.09.2008, godz: 22:24

Witajcie ponownie-tym razem piszemy już jako małżeństwo- 02.08 2008 o godz. 15stej odbył się nasz ślub,a poznaliśmy się przez ŹRÓDEŁKO. Jutro mija miesiąc od ślubu....chcemy Panu Bogu podziękować za ten dar rozpoczęcia wspólnej drogi,za łaski jakich nam udzielił i wciąż udziela,poprzednio pisaliśmy już o początkach naszej znajomości, z której wyrosła piękna MIŁOŚĆ,o którą wciąż trzeba się troszczyć,pielęgnować.Jesteśmy szczęśliwi, że jest, że została nam dana,że długo musieliśmy przygotowywać się na jej przyjęcie ale:
".....Nic się nie dzieje przedwcześnie, i nic się nie dzieje za późno,i wszystko się dzieje w swoim czasie,wszystko...wszystkie uczucia, spotkania,odejścia,powroty,czyny,zamiary,zawsze właściwą godzinę biją Boże zegary." Tego właśnie doświadczamy,pozdrawiamy wszystkich ,dziekujemy za modlitwy i prosimy o dalsze.

(4622)
Katedata: 01.09.2008, godz: 21:58

Proszę Was kochani o modlitwę w intencji szczęśliwego przebiegu ciąży i zdrowiutkiego dzidziusia. To początek ciąży, a kocham już moje Maleństwo tak strasznie mocno:) Proszę o modlitwę. Bóg zapłać!

(4621)
Marcindata: 01.09.2008, godz: 21:52

Miłość Boża...czas na głos telologa w tym temacie...choć ten teolog już coś o tym pisał.Nareszcie jakiś nowy temat choć przecież już od dziecka na katechezie słyszymy o Miłości Bożej i Jej przymiotach.Kilka lat temu w dzień który był dla mnie bardzo trudny i w którym dostałem bardzo poważny cios od życia choć ten cios sam sobie zgotowałem otrzymałem...Obraz Jezusa Miłosiernego.Otrzymałem go od człowieka wiary który dziś jest biskupem.Ten obraz mam do dziś,jest już zniszczony a jednak Postać która jest na nim ciągle tak samo patrzy na mnie i na każdego człowieka.To patrzenie to Miłość Boża,Bóg patrzy z miłością i czeka na mnie i na ciebie kiedy przyjdziemy by zaczerpnąć Miłosci Doskonałej od której pochodzi wszelka miłość.I choćbyśmy zeszli na samo dno naszej nędzy i samotności to Bóg nie mówi:to koniec,nie zasługujesz na Moja miłość tylko czeka kiedy przyjdziemy do Niego....Pozdrawiam:)

(4620)
:-(data: 01.09.2008, godz: 21:39

Mimo, że dzień urodzin... Nie wiem, dlaczego stało się to dziś. Po kilku latach dowiedziałem się, że dziewczyna bliska mojej duszy odbierała moje zachowanie w stosunku do niej jako "dręcznie". Takie słowa potrafią bardzo zasmucić... Boże, rozjaśniaj moje życie...

(4619)
aga, e-mail: agaada15@wp.pldata: 01.09.2008, godz: 20:59

Piekne świadectwo Arku- kolejne świadectwo, które usłyszałam w ostatnim czasie--- to piękne usłyszeć o tym, jak Bóg działa...Takie świadectwa mnie budują i dodają "poweru" To jest cudowne i za to musimy nieustannie dziękować Bogu, nie tylko wtedy gdy jest dobrze, ale codziennie za nowy dzień.......pozdrawiam wszystkich cieplutko

(4618)
Perełkadata: 01.09.2008, godz: 20:58

"Nie ma jednak powodu trwać w smutku, przygnębieniu, w rezygnacji.
Wszystko ma sesn. Każde wydarzenie, choćby najgorsze - a może właśnie ono? -
może prowadzić z ciemności do światła.
Aby tylko nie przegapić Paschy, czyli przejścia Pana. Bo gdy On przechodzi, wówczas może uzdrowić wszystkie nasze grzechy, słabości, lęki i cierpienia.
Jego blask zwycięża wszelką ciemność.
Chrześcijanin to ktoś, kto uśmiecha się pośród bólu i ciemności, bo widzi blask Chrystusa-Króla i chwyta się Jego płaszcza"
Jan Grosfeld "O pokusie zejścia z krzyża"

(4617)
Do :-):-)data: 01.09.2008, godz: 19:47

Dzisiejszy solenizant dziękuje :-)

(4616)
Monikadata: 01.09.2008, godz: 18:52

Cień, może powinieneś spróbować naisnąć klamkę. Ona jest tylko od środka... Módl się o Dary Ducha Świętego, zwł o Dar Rady. Dasz radę! Polecam Cię Najświętszej Matce.

(4615)
cień.data: 01.09.2008, godz: 18:25

Panie, czy mnie słyszysz?
Cierpię strasznie, Zamknięty w sobie, Więzień samego siebie.Słyszę tylko własny głos, Widzę tylko siebie, A poza mną jest tylko cierpienie.
Panie, czy mnie słyszysz?
Nudzę się sam,męczę się,nie cierpię siebie,czuję wstręt do siebie, Odkąd wiercę się we własnej, wstrętnej skórze jak chory w swym rozgrzanym łóżku, z którego chciałby uciec.Wszystko wydaje mi się wstrętne, brzydkie, ponure, ...bo ja umiem patrzeć tylko poprzez siebie.Czuję, że zacznę nienawidzić ludzi i cały świat,...na złość, że nie mogę ich kochać.
Chciałbym wyjść,
Chciałbym iść.
Wiem, że RADOŚĆ istnieje, bo widziałem na twarzach jej odbicie.Wiem, że ŚWIATŁO świeci, bo widziałem rozjaśnione nim spojrzenia.Ale nie mogę wyjść, Panie; kocham i jednocześnie nienawidzę tego mojego więzienia,Bo moje więzienie to ja,
A ja kocham siebie.Kocham siebie, Panie, i brzydzę się sobą.Panie, już nawet nie mogę znaleźć własnych drzwi.Wlokę się po omacku, oślepiony,Uderzam się o własne ściany, o własne granice,
Ranię się,
Boli mnie.
Bardzo mnie boli, a nikt o tym nie wie, bo nikt nie wszedł do mnie.
Jestem sam, sam.
...Ale...
Ale, Panie, czy mnie słyszysz?

(4614)
:-):-)data: 01.09.2008, godz: 17:19

Jeżeli odczuwamy rozpacz, zakłopotanie lub gniew, to myślimy, iż naprawdę coś zepsuliśmy. Jednak poczucie emocjonalnego wrzenia nie jest duchowym faux pas. To właśnie tu uczymy się, jak zaprzestać walki z samym sobą. Tylko gdy jesteśmy w stanie zamieszkać w tych miejscach, które nas przerażają, uzyskujemy niewzruszony SPOKÓJ.

Wszystkim dzisiejszym jubilatom życzę samych słonecznych dni.

(4613)
:)data: 01.09.2008, godz: 12:19

Dzięki, Arku, za Twoje świadectwo... Te słowa to jeden z Bożych prezentów na moje urodziny :-).

(4612)
Arkadiusz, lat 26data: 01.09.2008, godz: 10:41

Artii prosił o dzielenie się Bożą Miłością, więc się dzielę swoim świadectwem :)

Chciałbym Ci dzisiaj powiedzieć o tym w jaki sposób odkryłem i doświadczyłem w swoim życiu miłości Bożej i co dzięki temu zmieniło się w moim życiu. Zaznaczę przy tym, że przez szereg lat poszukiwałem miłości ludzkiej, a znalazłem właśnie miłość Bożą.

Wiele lat temu w moim życiu nastał taki okres kiedy przestawałem już być chłopcem, a powoli stawałem się młodym mężczyzną. W moim młodym sercu zaczęły pojawiać się pytania o to czy mam wszystko czego potrzeba młodemu chłopakowi, pytania o potwierdzenie samego siebie. Podświadomie wierzyłem, że to mój ojciec może mi pomóc znaleźć odpowiedź na to co tak mocno nurtowało moje serce i do niego się zwróciłem. Niestety mój ojciec był już wówczas zupełnie wycofany z życia rodziny i mojego; był alkoholikiem. Potrzebowałem z jego strony uwagi i pomocy, której w nim nie znalazłem.
Moje młode serce domagało się uwagi i zrozumienia, których zacząłem poszukiwać u ..... dziewczyn. Był to okres pierwszych podwórkowych i szkolnych zauroczeń i miłości, a ponieważ moje motywacje nie były właściwie nieświadomie krzywdziłem siebie i innych, próbując otrzymać to czego nie dostałem od mojego ojca.
Zacząłem unikać własnego serca, które kojarzyło mi się z bólem i rozczarowaniem. W życiu stawiałem sobie coraz wyszcza cele, wybrałem najtrudniejszy profil w liceum, a później ciężki kierunek studiów. Na studiach możliwie najcięższe przedmioty i egzaminatorów, nieustannie próbując siebie udoskonalać. Kiedy coś się nie udawało problem widziałem nie w tym, że coś przerastało mnie ale w tym, że najwidoczniej nie dałem wystarczająco dużo z siebie aby temu podołać. Kiedy dziś próbowałbym to opisać powiedziałbym o sobie „szalony perfekcjonista”…….., z każdą zdobytą poprzeczką stawiałem sobie coraz wyższe cele, cały czas tracą kontakt ze swoim serce, wierząc w to, że jest ono dobre raczej dla dziewczyn, niż facetów.
A to wszystko dlatego, że nie otrzymałem to czego potrzebowałem jako młody chłopak: poczucia uwagi i zrozumienia, poczucia kochania i bycia kochanym…….. .

Ale przyszedł w moim życiu taki czas kiedy Pan Bóg „upomniał” się o moje serce. Było to około 3 lat temu. Pan Bóg stopniowo „wyjmował” kolejne cegły z fundamentów jakie zbudowałem; cała konstrukcja mojego życia zaczęła się powoli chwiać i sypać. W ciągu zaledwie kilku miesięcy: rozstałem się z moją dziewczyną, z którą byłem dość długo, w okolicznościach, które sprawiły mi ból; okazało się, że nie będą mógł się realizować na uczelni jako doktorant i asystent z braku etatów co było moim wielkim marzeniem; pojawiły się problemy rodzinne: strata mieszkania, mój ojciec odebrał sobie życie; a na koniec zabrakło mi 1 punktu, aby się dostać na wymarzoną aplikację…. wszystko niemal jednocześnie. Pan Bóg zabierał mi wszystko na czym się opierałem i na czym chciałem zbudować swoje życie. W sercu pojawiła się pustka, samotność i żal. Zacząłem pytać Boga dlaczego tak się dzieje, dlaczego – skoro jest miłością i pragnie bym był szczęśliwy – nie daje mi tego szczęścia. Zacząłem wertować Pismo Święta co chwilę natrafiając na fragmenty o Bożej miłości, o tym jak bardzo nas kocha, o tym że jesteśmy Jego ukochanymi dziećmi; idąc na eucharystię słyszałem słowa o Bożej miłości, włączając telewizor – znów program o Bożej miłości… . Pomyślałem, że coś jest nie tak z tą Bożą miłością skoro nie ma jej w moim życiu i to pytanie zanosiłem do Pana Boga. I trochę czasu mi zajęło zanim poznałem odpowiedź, która zupełnie mnie zaskoczyła – to takie odkrycie na miarę młodego Einsteina. Okazało się, że miłość Boża jest w moim życiu, tylko ja jej nie dostrzegałem. To nie w Bogu i w innych ludziach był problem, ale to ja tak szczelnie okryłem swoje serce, że miłość Boża nie mogła dotrzeć do jego wnętrza. Przez szereg lat, poszukiwałem czegoś, co mogłem otrzymać dzięki Panu Bogu; poszukiwałem uwagi, zrozumienia, zwyczajnie chciałem doświadczyć miłości; swoje pytania kierowałem nie tam gdzie powinienem. Stopniowo otwierałem swoje serce na Boże obdarowanie. Nie było łatwo, bo wiele twierdz zbudowałem w swoim życiu, wiele fałszywych wyobrażeń, dlatego zajęło to wiele miesięcy zanim pan Bóg swoją miłością uleczył to co było zranione. Boża miłość działa cuda, dzięki niej w moim życiu dokonało i dokonuje się ciągłe nawrócenie, odnowienie, uzdrowienie i przemiana. Miłość Boża nie ma żądnych granic, no poza nami samymi i murami które nieustannie wznosimy. Zrozumiałem, że zamiast poszukiwać miłości i wartości w relacjach z innymi ludźmi, muszę otworzyć swoje serce na Boże działanie.

Tylko Bóg może dać Ci to czego w życiu nie otrzymałeś, a w dawaniu miłości będzie nadzwyczaj hojny bo sam jest miłością. Niczego nie pragnie bardziej niż tego, byś otworzył swoje serce na jego działanie.

Na koniec chciałbym Ci powiedzieć, że Bóg zamiast dać mi to czego chciałem przez te lata, Dał mi to czego najbardziej potrzebowałem, abym pozyskał to co w życiu najważniejsze – doświadczenie Jego miłość.

Jeśli pozwolisz się Panu Bogu kochać, jeżeli otworzysz przed Nim swoje serce i pozwolisz napełnić się Jego miłością to nie będziesz już musiał jej szukać tam gdzie trudno ją znaleźć. Miłość ludzka, jakkolwiek piękna, zawsze będzie tylko namiastką miłości, którą ma dla Ciebie Bóg.
A jeśli będziesz chciał obdarzyć miłością drugą osobę to pamiętaj, że możesz przyjść z pustymi rękoma, a nigdy pustym sercem.

I zawsze pamętaj, że Bóg Kocha Cię każdego dnia, a dziś szczególnie mocno :)

(4611)
rafal, e-mail: puma126@wp.pldata: 31.08.2008, godz: 18:54

Proszę o modlitwe w pewnej waznej dla mnie intencji. Bardzo prosze.

(4610)
Artii, lat 33, e-mail: artur.wnek@vp.pldata: 31.08.2008, godz: 16:06

A ja Milosc Boza odnajduje także w cierpieniu, cierpienie to w sumie fantastyczna droga!!! :) Ile zadzialalo dobra dzieki cierpieniu :) Nic by sie nie zmienilo na lepsze gdyby nie wynikle cierpienie. Cierpienie to w sumie fantastyczna i porzyteczna sprawa :) Jak sie okazuje po czasie dopiero ze dobrze ze stalo sie tak jak sie stalo. Choc cierpienie chwili obecnej to prawdziwy krzyz a krzyz ciezko niesc...!!! Wazne aby ten krzyz niesc z Jezusem :)

(4609)
Aga, e-mail: sciezki_zycia@o2.pldata: 31.08.2008, godz: 13:25

Dziękuje za świadectwo wiary Glorii Polo :) nie znałam dotąd. Pozdrawiam serdecznie:) Dobrej niedzieli wszystkim.Ciepła w sercu:)

(4608)
Goniadata: 31.08.2008, godz: 12:45

Do Arti - tak, doswiadczam Bozej Milosci :) Przez Jego Slowo, przez innych ludzi, przez rozne sytuacje, dzieki Jego glosowi w swoim wnetrzu, Bog jest prawdziwie dobry :)

(4607)
smiledata: 30.08.2008, godz: 21:42

Do : sama1987@poczta.fm
Nie uważam,że to nienormalne, ale zastanowiłabym się nad tym związkiem, gdybyś naprawdę kochała tego chłopaka, nie twierdzę,że byłoby Ci obojętne to, co myślą na ten temat inni i to, że on jest niski bo wiadomo zawsze ma to jakieś znaczenie, natomiast myślę, że nie byłoby to przeszkodą dla Waszego związku. Jeśli uważasz go za odpowiednią osobę dla Ciebie to nie powinnaś mieć co do tego wątpliwości, to chyba nie jest jedyny problem w tym związku. Nie wiem też, dlaczego inni tego nie popierają, możliwe, że mają rację i warto się nad tym zastanowić bo niektóre sytuacje lepiej widać z boku. No ale napewno to, że facet jest niższy nie jest przeszkodą dla Miłości, a do komentarzy innych w takim przypadku podchodziłabym z dystansem.

(4606)
tylutkamdata: 30.08.2008, godz: 21:38

a ja polecam "spragnionych miłości" Józefa Augustyna Sj :).. książka bardzo madra, otwiera oczy an wiele spraw, pobudza do refleksji, uświadamia :)

(4605)
Piotrdata: 30.08.2008, godz: 18:06

Artii - chyba każdy doznaje tej miłości, choć nie każdy chce to dostrzec, nawet wierzący. Osobiście doświadczam jej na codzień, ale najbardziej jest dostrzegalna w momentach najbardziej krytycznych. Wiem, co mówię, bo ile razy, z różnych przyczyn, byłem na krawędzi życia i śmierci, a często już po tamtej stronie praktycznie, On wyciągał mnie z opresji, mimo, że znikąd nie było widać nadziei. Przynajmniej dla mnie to niewątpliwy dowód miłości.

(4604)
Marcindata: 30.08.2008, godz: 14:42

Do Artii
Pewnie że doświadczyłem miłości Bożej i to nie raz,była ona dla mnie jak lek który otrzymuje chory i ile razy byłem chory tylko razy go otrzymywałem.A Jezus mówi do siosty Faustyny że nie wyznacza tu limitu i niezależnie ile razy człowiek jest chory tyle razy On do Niego przyjdzie by Go uleczyć swoją miłością. Pozdrawiam:)

(4603)
Dietrich, lat 22data: 30.08.2008, godz: 12:35

W odpowiedzi na pytanie Artiego- mogę stanowczo stwierdzić, że doświadczyłem i doświadczam miłości Boga. Z pewnością doświadczenie wiary nie należy dla mnie do łatwych- wiele w nim bólu, obaw, strachu. Jednak od czasu nawrócenia- a minęło już siedem lat- nie byłem w stanie odejść od Boga. On stał się zasadniczą częścią mojego życia, którą przekreślić- to przekreślić siebie. Do niego wznoszę myśl, kiedy widzę migotliwe wody Wisły i kiedy kofeina zaczyna krążyć w żyłach, a także wtedy, gdy już nie mogę wytrzymać. I wędruję z Izraelem przez strony starego brewiarza jak przez pustynię, i przechadzam się po nich jak po dziedzińcach Jeruzalem. Św. Augustyn czaruje swoją retoryką, roraty świecą w ciemnościach grudnia, a nad wszystkim spokojne, błękitne Oko Opatrzności, którego się nie wyrzeknę w szczęściu i w nieszczęściu.

(4602)
Dietrich, lat 22data: 30.08.2008, godz: 12:21

W odpowiedzi na pytanie Artiego- mogę stanowczo stwierdzić, że doświadczyłem i doświadczam miłości Boga. Z pewnością doświadczenie wiary nie należy dla mnie do łatwych- wiele w nim bólu, obaw, strachu. Jednak od czasu nawrócenia- a minęło już siedem lat- nie byłem w stanie odejść od Boga. On stał się zasadniczą częścią mojego życia, którą przekreślić- to przekreślić siebie. Do niego wznoszę myśl, kiedy widzę migotliwe wody Wisły i kiedy kofeina zaczyna krążyć w żyłach, a także wtedy, gdy już nie mogę wytrzymać. I wędruję z Izraelem przez strony starego brewiarza jak przez pustynię, i przechadzam się po nich jak po dziedzińcach Jeruzalem. Św. Augustyn czaruje swoją retoryką, roraty świecą w ciemnościach grudnia, a nad wszystkim spokojne, błękitne Oko Opatrzności, którego się nie wyrzeknę w szczęściu i w nieszczęściu.

(4601)
do Agidata: 30.08.2008, godz: 12:11

Aga,

w Internecie można znaleźć mistyczne świadectwo wiary Glorii Polo (po części z tegoż przeżycia)
podaję link :

http://gloriapolo.neuevangelisierung.org/testimoniopl.html

Pokój i Dobro !

(4600)
hankadata: 30.08.2008, godz: 11:05

Miłości Bożej doświadczyłam wiele razy i wciąż jej doświadczam. Gdy byłam pewnego razu na przedstawieniu "Bramy nieba, płomienie piekła" obudziła się tęsknota za Bogiem. To była Jego miłość, która dawała mi szansę nawrócenia. Bo ja wcześniej takim zwyczajnym wierzącym-niepraktykującym byłam, choć i to słowo wierzącym takie naciągane jest. Po tym przedstawieniu tej Miłości Bożej się oddałam. I jako katoliczka weszłam do wspólnoty ewangelików, którzy po tymże przedstawieniu organizowali spotkania. Bo jeśli ktoś zazna Miłości Bożej, to nie jest w stanie pozostać obojętnym. Chce się tej Miłości oddawać każdego dnia, chce o Niej mówić, chce się zmienić. Po 3 spotkaniach z ewangelikami, zaczęłam szukać wspólnoty w kościele katolickim. Był Ruch Światło-Życie i rekolekcje. Kolejne doświadczenia Bożej Miłości, Jego pokoju i radości. Ale też trudności po drodze - bo ja nie umiałam mówić o wierze, bo ja tak wielu rzeczy nie wiedziałam, i uczyłam się dopiero bycia chrześcijaninem. Pierwsze rekolekcje były rekolekcjami radości, śpiewu, tańca.. Bo przecież wiara nasza jest bardzo radosna. Ale zostałam oceniona jako ta niedojrzała, i się obruszyłam. A w gruncie rzeczy przecież to był dopiero początek drogi. I przyszły kolejne rekolekcje. Odkrycie Eucharystii i Miłości Bożej zamkniętej w odrobinie chleba. Bóg wszechmocny i taki bezbronny, że sie daje człowiekowi i człowiek może z nim zrobić co zechce. Niesamowite. I bardzo mądry ksiądz co mówił o obecności Boga w codzienności. Taka najzwyklejsza, najbardziej codzienna chwila pełna jest Bożej Miłości. I że nie chodzi o wielkie nadzwyczajne doświadczenia, ale o tę codzienność właśnie. Bo Bóg działa w codzienności. On kocha tu i teraz. I tu i teraz pragnie odpowiedzi na Jego miłość. To były ostatnie rekolekcje oazowe, później zaczęło działać duszpasterstwo akademickie. I uczyłam sie odkrywać tę Miłość Bożą w codzienności: w uśmiechu dobrego kapłana, w spowiedzi, we Mszy Świętej, przy rodzinnych posiłkach, wśród przyjaciół i znajomych, w pięknie przyrody. Trudno było, bo najbliższa rodzina do niepraktykujących należy. Dobrze, że żyła prababcia, która modliła się i cierpiała za rodzinę, i taka była szczęśliwa gdy udało mi się na pielgrzymkę pieszą do Częstochowy pójść. To tez taki znak Bożej Miłości. Bo On mnie samej nie zostawił. Trudno było, gdy najbliżsi przyjaciele nie rozumieli. Trudno jest i teraz gdy przyjaciel okazał się homoseksualistą, a przyjaciółka wyjechała za granicę i wdała sie w romans z żonatym mężczyzną. Ale przecież gdy jest ciężko to Bóg jest nas najbliżej, On ze swoja Miłością, której się powierza trudności wszelkie. I nie opuszcza.
Każdy nowy dzień jest znakiem Bożej Miłości. Każde życie jest znakiem Bożej Miłości. A ta Miłość wciąż jest tak bardzo niepojęta. Jeszcze ostatnio zaczęłam czytać "Rozważania o wierze" ks. Dajczera. I nie mogę się nadziwić tej Bożej Miłości. Dopiero uczę się kochać i wierzyć. Codzienne doświadczenie Bożej Miłości pomaga w tej nauce. A nauka to na całe życie.

(4599)
Artii, lat 33, e-mail: artur.wnek@vp.pldata: 29.08.2008, godz: 23:02

A kto doswiadczyl z was MILOSCI BOZEJ? :)

(4598)
Aga, e-mail: sciezki_zycia@o2.pldata: 29.08.2008, godz: 21:24

Witajcie:) Ja mam takie niecodzienne pytanie.
Czy jest tu ktoś kto przeszedł doświadczenie śmierci klinicznej ? Prosze o kontakt jeśli ktoś z czytających źródełko doświadczył tego stanu.Chciałabym porozmawiać.Cieplutko pozdrawiam:)!

(4597)
Do zyczliwejdata: 29.08.2008, godz: 17:34

Zaufanie do Boga, zaufanie do siebie i zaufanie do ludzi - jednakże to są wytyczne, do których winniśmy zmierzać, a nie już ad hoc, bez wysiłku dostawać na talerzyku ;). Chcesz stawać się takim, a nie innym człowiekiem, starając się kumulować w sobie to, co po temu potrzebne. Mnie ostatnio życie przekonuje, że wszystko dobro otrzymujemy nie tyle przez nasze zasługi, nasze starania, ale jako wolny dar, który da się przyjąć i w pełni docenić jedynie w wewnętrznej pokorze. I również darem jest ktoś, kto poskleja swoją dobrocią i miłością nasze targane kolejami losu serce, ktoś kto będzie miał dla nas więcej cierpliwości, zrozumienia, niż my sami, i kogo właśnie za to pokochamy, bardzo... :)

(4596)
Fausyn, lat 23, e-mail: zfaustyn@interia.pldata: 29.08.2008, godz: 16:18

Czy ktoś z państwa wie co to jest nowenna pomezańska i jak się ją odmawia i wytłumaczył mi wszystko po kolei odpowiedzi proszę kierować na mojego emaila

(4595)
Monika, lat 34, e-mail: monka55@poczta.onet.pldata: 29.08.2008, godz: 14:59

Wlasnie wrocilam z szkolenia i w poniedzialek zaczynam nowa prace. Prosze o modlitwe o wytrwanie w nowej pracy i o dar budowania bozego klimatu w miejscu pracy i o poczucie humoru. Ostatnio nie moge dac sobie rady ze swoja powaga, a narazie spotykam ludzi ktorzy sa mili i staraja sie tworzyc dobry klimat.
Janie zgadzam sie nie ma powolania do samotnosci. Na pielgrzymce szlam sama ale nie czulam sie samotna bo szli ze mna inni pielgrzymi i moglam sie usmiechnac i porozmawiac. Moze nieudolnie ale staralam sie.
Boze naucz mnie rozwalac mury w moim sercu i mysleniu i zyc dla innych, przez sumienna prace i tworzenie dobrego klimatu. I najwazniejsze mam w nowej pracy niedziele wolne i niektore soboty.

(4594)
Do_zyczliwejdata: 29.08.2008, godz: 13:30

Spróbować zaufać, lecz nie naiwnie, nie przesadnie, rozumnie...
Pozdrawiam Cię :)

(4593)
Jandata: 29.08.2008, godz: 13:20

Do Doroty, lat 31

Doroto, nie ma czegoś takiego jak powołanie do samotności. Wszyscy jesteśmy powołani do tego, żeby być zbawionymi i do tego, żeby miłować.
Są trzy powołania: do kapłaństwa, do małżeństwa i to trzecie szczególne, które mylnie nazywa się "powołaniem do samotności". Ktoś powiedział takie mądre zdanie: nikt nie zostanie zbawiony w samotności. Ksiądz zostanie zbawiony ze swoimi parafianami, zakonnik ze swoimi współbraćmi, mąż ze swoją żoną.
To trzecie powołanie jest specjalną misją wybraną dla baaardzo nielicznych. Jeśli ktoś chce myśleć, że takie powołanie ma, to zazwyczaj się myli. Takim powołaniem może być np lekarz, który całe swe serce i czas poświęca swoim pacjentom.
Ale trzeba pamiętać, że nasze powołanie jest tym, co jest zapisane w naszym sercu. Jeśli są tam pragnienia by mieć małżonka i rodzinę, to głupstwem jest modlenie się o przyjęcie "powołania do samotności". Raczej należy modlić się o to, by Bóg postawił na naszej drodze odpowiednich ludzi.
Bo odrębną sprawą jest to, że czasami naszego powołania nie udaje się zrealizować. To boli, i na to ja nie mam prostej odpowiedzi. Ale nie można siebie oszukiwać i wmawiać rzeczy, których się nie czuje, bo Bóg nigdy nie działa tak, że zabiera coś, nie dając nic w zamian - raczej np tak zachwyci kogoś służbą kapłańską, że będzie on zdecydowany zrezygnować z małżeństwa. Odkrywanie własnego powołania, to pytanie się siebie, czego ja pragnę.

(4592)
zyczliwa, e-mail: zyczliwa@o2.pldata: 29.08.2008, godz: 11:23

Może ktos mi powie jak uczyć się zaufania do ludzi ?

(4591)
e., lat 34data: 29.08.2008, godz: 09:24

Jeżeli pragniemy porozumienia z innymi, musimy zdawać sobie sprawę, że różnimy się od siebie pod względem sposobu postrzegania świata i niech ta prawda będzie wskazówką przy wszelkich kontaktach z ludźmi....

(4590)
eladata: 28.08.2008, godz: 21:31

Polecam artykuł z "Życia duchowego" dotyczący samotności pt."Powołanie do bycia singlem"
http://wydawnictwowam.pl/zd/?0855,artykul,Powolanie_do_bycia_singlem

(4589)
Marcindata: 28.08.2008, godz: 21:30

Do A lat 24
Lepiej porzuć te myśli bo jeśli będą się one pojawiać zbyt często to może dojść do tego że w końcu myśl przerodzi się w wydarzenie samobójcze.Na pewno masz jeszcze niejedno do zrobienia w życiu i nawet gdy teraz jest ciężko to jeszcze w życiu możesz być szcześliwa. Pozdrawiam

(4588)
Ja, lat 25data: 28.08.2008, godz: 20:08

Do Lily23:
Teoretycznie można. Najlepiej jednka żeby magisterka dotyczyła dziedziny pokrewnej. Najbardziej rzetelne informacje uzyskasz w dziekanacie. Ja miałam podobny dylemat, gdyż chciałam po fil. angielskiej studiować na polonistyce (mgr). Na szczęscie opamiętałam się w porę. :)
Pozdrawiam.

(4587)
Dorota, lat 31, e-mail: solledat@wp.pldata: 28.08.2008, godz: 19:48

Jak myślicie, czy jest powołanie do samotności?
Zawsze wydawało mi się, że jeśli ktoś odnajdzie swoje powołanie, to będzie czuł się szczęśliwy, będzie czuł wewnętrzną radość. Piszę tu konkretnie o samotności, o życiu w pojedynkę. Serce pragnie drugiego serca a życie tak się układa, że ciągle to serduszko jest samo, nie ma z kim porozmawiać, wyżalić się, poradzić ale także nie ma z kim się radować i weselić.


(4586)
Lila, lat 23data: 28.08.2008, godz: 15:47

Witajcie :)
Mam takie pytanie może ktoś zna na nie odpowiedź, bądź sam czegoś takiego doświadczył,przeżył? Mam zrobiony licencjat z filologii polskiej (specj.nauczycielska)czy mogę zrobić teraz studia magisterskie z teologii? Czy istnieje taka możliwość? W ogóle czy mogę dokończyć magisterskie z innej dziedziny? Dziękuję z góry za wszystkie odpowiedzi, rady,wskazówki. Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytających :) Pokój z Wami :)

(4585)
Artii, lat 33, e-mail: artur.wnek@vp.pldata: 28.08.2008, godz: 13:46

TU JEST FILM O MARCIE ROBIN: http://pl.youtube.com/watch?v=DWx1OFBstas

(4584)
Artii do "A", lat 33, e-mail: artur.wnek@vp.pldata: 28.08.2008, godz: 13:15

Patrz na ten problem z przymrużeniem oka ;) Mysli, uczucia to naturalna sprawa, nie musisz nad tym panowac. Oddaj te mysli Panu, przemodl to. POZDRAWIAM!!!

(4583)
Dietrich do a, lat 24, lat 22data: 28.08.2008, godz: 12:50

Droga a! Myślę, że postawiłaś dobrą diagnozę- te myśli to sposób ucieczki. Wiem, jak to jest, sam miałem z tym problem. Jestem przekonany, że takie mysli jednak mogą być niebezpieczne. Dobrze, że sądzisz, że nigdy sobie niczego nie zrobisz- jednak nie portafimy nigdy przewidzieć, co zrobimy w przyszłości. Niebezpieczeństwo widzę tez w tym, że w ten sposób oswajasz się ze śmiercią- a to może Cię zbliżać do decyzji o samobójstwie. Nawet jesliby tak nie było- bez względu na to jak jest ciężko- to nie jest dobry sposób na radzenie sobie z życiem. Czy masz bliskie osoby, z którymi możesz porozmawiać o swoim problemie? Może warto zastanowić się nad pomocą lekarską?

Pozdrawiam serdecznie i polecam Cię w modlitwie Panu Bogu i Maryi, Tej, która jest Ucieczką. Trzymaj się!

(4582)
do a,lat 24data: 28.08.2008, godz: 09:32

Myśli samobójcze są grzechem,zapanuj nad tym...

(4581)


 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2026 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej