Cała ta dyskusja skłoniła mnie do tego, żeby spróbować, jak Asia napisać ten anons.
Otóż szukam chłopaka, który mógłby pójść ze mną na wesele w październiku. Ale w związku z tym co wcześniej pisałam, nie chce iść z całkowicie obcą mi osobą, więc szukam też kogoś, kto chciałaby sie spotkać przed tym weselem, odrobinę poznać, a może pójść razem na kurs tańca (na tym też by mi zależało).
pozdrawiam
Asiu - napisz czy ktoś się do ciebie odezwał w sprawie wesela. (4530)| Marcin | data: 21.08.2008, godz: 22:29 |
Właśnie otworzyłem skrzynkę e-mailową i odczytałem tę wiadomość w której codziennie jest zawarty jakiś cytat z Pisma Świętego.Dziś otrzymałem takie oto słowa:"RADOŚĆ SERCA WYCHODZI NA ZDROWIE,DUCH PRZYGNĘBIONY WYSUSZA KOŚCi".Pozostaje mi życzyć sobie i innych powodów do tej radości. Dobranoc (4529)| Marcin | data: 21.08.2008, godz: 21:59 |
Do KARINA
Nie próbuj ze mnie robić smutnego i zamkniętego bo to ci się nie uda.Na codzień jestem otwartym i z poczuciem humoru człowiekiem.Gdyby inni byli tak otwarci w kontaktach jak ja i chętni by być z drugim człowiekiem to problem samotności by nie istniał.Oceniasz mnie po pozorach a nie po realiach ktore można zobaczyć tylko w osobistym kontakcie z drugim człowiekiem.Owszem Twoje psychologiczne wywody oparte na obserwacji mają sens ale widzisz sprawę jednostronnie oceniając że tylko we mnie jest problem.Kobiety tu piszące piszą o swoich oczekiwaniach w stosunku do mężczyzn a ciekawy jestem czy chociać jedna z Was pomyślała:czego odemnie oczekuje mężczyzna,jaka ja powinnam być by mężczyzna zobaczył we mnie PRAWDZIWĄ KOBIETĘ?Postawę rozczeniową łatwo wysuwać bo to wynika z poczucia naszego ego ale już o wiele trudniej zmieniać coś w sobie by być jak najbliżej pełnego człowieczeństwa.Owszem Karino widzę na codzień wiele wartościowych kobiet i życze im by dobrze im się ułożyło w życiu z tymi którzy są ich partnerami. Pozdrawiam:} (4528)| ?? | data: 21.08.2008, godz: 21:30 |
Jak myślcie dlaczego jedni ludzie mają łatwo, a inni ciężko? (4527)| smile | data: 21.08.2008, godz: 17:23 |
Bardzo dziękuję wszystkim za zachętę, książkę-wysłałam! Teraz czekam na owoce;) Szczególne podziękowania dla administratora, który jakiś czas temu uciął dyskusję na temat "dzikiego serca" za zezwolenie na opublikowanie prośby o opinię na jej temat! Dziękuję! (4526)
Piotrze lat 30 Szkocja to nie sterta kamieni, ale piekny kraj. Czy wiesz ile rocznie przyjezdza tu turystow? Gdyby nie deszcze bylby to "Bozy ogrod". Czasami mysle ze to Pan Bog wylewa lzy przez oderwanie sie od papieza. Czy wiesz ze gory Szkocji sa bardziej lagodne niz Tatry? A u ich podnoza pasa sie owieczki. Czy wiesz ze Szymonowi Stockowi w Anglii ukazala sie Matka Boza i dala mu Szkaplerz karmelitanski? cieplutko pozdrawiam. (4525)| ela, lat 32 | data: 21.08.2008, godz: 11:30 |
Moniko pozdrawiam Cię cieplutko i obiecuję modlitwe, proszę abyś i Ty modliła się za mnie....
Twoje wszystkie wpisy są bardzo osobiste i jak się je czyta to tak jakby się czytało kolejny list od dobrze znanej koleżanki. W głębi duszy przeżywałam i przeżywam podobne rozterki i burze jak Ty. Widocznie Dobry Bóg wie najlepiej co dla nas jest dobre i jaką drogą nas poprowadzić. Często przychodzi zwątpienie, a jednak wbrew nadziei staram się ufać mimo wszystko Bożej Woli. (4524)
Skąd się biorą uprzedzenia?.. dlaczego tworzy się schematy myślowe na podst wycinków z zycia innych , porównań a potem wyciąga okaleczone wnioski.. i zyje tak jak rakietka się odbije tam poleci..
Jednak czasem trzeba zrobić generalne porządki, odkurzyć podświadomość ..i
Zachęcam do wzajemnej mobilizacji , podzielenia się pokonanymi górkami , bo to być niczym pomoc „posiłkowa” w boju :)
Marcinie .. pisałam do Ciebie kiedys co mysle ale wracasz ..choć dobrze ze masz rozterki i trochę się z tym męczysz, i dzielisz ..moze to co czytasz, opinie bezstronne odświeżą umysł.. zmobilizują Cię do zmiany spojrzenia na samotność i Twój problem.. jak wczesniej już wspomniał Piotr, nie można generalizować i dzielic ludzi na „lepszych” czyli spełnionych żonatych i niespełnionych –samotnych, którym się nie udało.. bo coś tam …
Bardzo wielu ludziom odpowiada bycie samotnymi z różnych przyczyn, np . chcą być singlem.. wolą życ w pojedynkę, wybierają niezależność finansowa ..stawiają na karierę, aktywne życie..innym wystarczą krótkie przelotne znajomości, są też tacy którzy znaleźli powołanie do samotności .. realizują się inaczej i na pewno też są Ci - jak piszesz poranieni, którym ciężko zaufać i otworzyć się na miłość.. chcą a nie potrafią.. pewnie takich spotykasz?
ale i tak nie ma sensu analizowanie samotności innych .. tj. tworzenie własnych domysłów dlaczego.. ten bogaty ale..a tamten brzydki… itp. Nie jesteś w stanie precyzyjnie ocenić motywów innych. Dlaczego tak się tego tematu gorączkowo trzymasz i budujesz sobie mur analiz, porównań? i coraz większy niewłaściwy dystans do kobiet , bezskutecznie szukając wymarzonej dziewczyny.. ; piszesz „przebojowi, atrakcyjni, odważni” ..a pozostali skazani na samotność? Spotykasz u siebie zaprzeczenie Twoich sądów(kilka par) - szczęśliwe związki bez względu na to jakie atuty zewnętrzne posiadają ..dlaczego nie wierzysz ze to jest możliwe i od jakiegoś czasu podtrzymujesz żale. Grozi to chwiejnością emocjonalną.. to podejście rzeczywiście zakotwiczyło sie gdzieś głęboko w Twoim umyśle.
Takie rzeczy wyczuwa się w kontaktach i nie jedna dziewczyna ucieknie jak poczuje zapach goryczy. Twarz jest lustrem stanu ducha, a jego stan wpływa na nasze zachowanie, reakcje, wyrażanie się ..kontakty. Wydaje mi sie ze masz problem większy niż Tobie samemu się wydaje.. dlaczego?
Bo gorycz szuka ujścia i objawia się w obwinianiu innych za swoją sytuację.. to jest jak uwierający kamień w bucie, dopóki go się nie pozbędziesz, będziesz kulał.
Zmień coś, postaw sobie to za cel.. inaczej dalej będziesz miał życie smutne nie jako „zamurowane” a szkoda by taki chłopak, który pragnie kochać tak naprawdę ciągle ucieka (od siebie) i znajduje na to wytłumaczenia.. zamiast ..
zycze napływu nowej siły, odwagi, świeżości spojrzenia i pozdrawiam na czas pracy nad pokonywaniem przeszkód ;)
(4523)| Jutka, lat 23, e-mail: jutka15@op.pl | data: 21.08.2008, godz: 00:09 |
Mam 23 lata i czuje się strasznie samotna. Wszyscy wokół mnie znaleźli już swoje "serduszka" a ja nadal czekam...Czasem mnie to przytłacza, zamknęłam się w sobie, nie mam ochoty wychodzić, coraz częściej płaczę w samotności...Czasem zastanawiam się czy mi w ogóle jest to pisane? Mam jakieś "szczęście" do "problematycznych" chłopaków, dla których religia i zasady są po to by je łamać. Zaczynam wątpić w istnienie porządnych wartościowych chłopaków...Dlaczego nie mogę takich spotkać? (4522)| * | data: 20.08.2008, godz: 21:27 |
..jak boli odrzucenie, zwłaszcza przez kogos, kto był bliski przez dłuższy czas, kto zapewniał o sympatii, od kogo usłyszałam tyle miłych i dobrych słów..nie potrafię zapomnieć, a chciałabym..
pozdrawiam wszystkich (4521)| Marcin | data: 20.08.2008, godz: 20:51 |
Do Piotra
Piotrze dzięki za rady ale są one zbyteczne,ja znam siebie bardzo dobrze i znam mechanizmy swojego myślenia.Studiowałem kilka lat w tych kierunkach i ciągle się indywidualnie dokształcam.Niestety moim największym błędem i tym mam o co żal do natury jest potrzeba bliskości kobiety,po prostu miłości.I to jest to co sprawia największy ból.Być może inni czują i myślą inaczej ale to ich droga.Dla mnie najważniejsza jest rodzina,to by mieć dzieci ale w moim wieku to zupełnie naturalne i wielu też tak ma.Na pewno nie przestanę szukać bo potrzeba uczuć jest zbyt wielka i stała i dopóki kogoś nie znajdę to nie zaznam spokoju.Koniec,nie zamierzam w tym temacie zabierać głosu co na pewno niejednego i niejedną ucieszy. Pozdrawiam
(4520)| Marcin | data: 20.08.2008, godz: 20:39 |
O.K. już nie będę poruszał tematu samotności,koniec z tym.Nie ma sensu się dołować tym co już od lat jest problemem bo to nie ma sensu i jest to błędne koło.Próbowałem wielokrotnie znalezć kogoś na stronach katolickich ale widzę że to nie ma sensu bo nigdy z tego nic nie wychodzi i tylko przeżywam kolejne rozczarowania które mnie zniechęcają do płci przeciwnej. Jestem już od dawna na tych stronach i już tyle razy był poruszany temat samotności że nie ma sensu go dalej poruszać bo odpowiedzi są ciągle podobne do siebie a i tak poruszanie tego tematu nie pomoże mi znalezć dziewczyny.Gdybym teraz mieszkał sam i miał dobrą sytuację materialną to wziąłbym jakieś dziecko by stworzyć mu rodzinę zastępczą,lepsze to niż dom dziecka wiem o tym bardzo dobrze bo pracowałem w takiej instytucji.Lepiej dać miłość komuś kto jej chce i potrzebuje niż prosić kogoś by dał się pokochać. Pozdrawiam wszystkich Zródełkowiczów i życze im dobrej nocy!:} (4519)
Do Marcina - Krasiczyn, Przeworsk, Łańcut to trzy wspaniałe atrakcje turystyczne, leżące dosyć blisko siebie. Aż nie chce mi się wierzyć, że żadna dziewczyna nie chce z Tobą tam pojechać. Jest tyle wspaniałych miejsc w Polsce. A ja myślę, że każdy człowiek jest trochę samotny, jeden mniej, drugi więcej. Nawet te osoby, które są w związkach i tych małżeńskich i tych innych. Życie po prostu już takie jest. Gdyby nie praca, to sama najchętniej spakowałabym kilka rzeczy i pojechała najpierw nad morze a potem w Sudety...Pozdrawiam (4518)| Mała do Mariusza | data: 20.08.2008, godz: 16:19 |
Cześć. Nie mam pewności czy to Ty akurat odpowiesz, ale bardzo proszę - mój email malgorzatka38@op.pl.
(4517)| ona 23 | data: 20.08.2008, godz: 15:12 |
Do Marcin
Wiesz, wydaje mi sie, że troszke zbyt wiele wymagasz od kobiet. Nie udało Ci się? Próbuj po raz kolejny. Weź los w swoje ręce. Ile dziewczyn wpisało się na tym portalu na stronce obok- "poznajmy się" -jak Bóg ma Ci pomóc skoro nawet nie dajesz mu szansy.
Od dwóch miesięcy jestem szczęśliwą mężatką, ale uwierz mi, że wiem co to znaczy być samotnym i odrzuconym... tylko, że te uczucia wzbogacają człowieka. Jeśli coś bardzo kiedyś zabolało... to moim zdaniem... czas nie leczy tak do końca ran..., ale przyzwyczaja do bólu i można z tym żyć. Naprawdę wiem co mówię.
Poznałam swojego męża właśnie przez internet-może komuś wyda się to śmieszne- ale jest w tym sens- spróbuj porozmawiać może na początek w ten sposób.
I daj Bogu szansę- zacznij działać!!!!! Trzymam za Ciebie kciuki (4516)| Piotr | data: 20.08.2008, godz: 09:57 |
Wiesz Marcinie, chyba przesadzasz. Rozumiem zranienia i inne nieprzyjemne doświadczenia - one zawsze, bardziej lub mniej, będą widoczne w naszym życiu. Jednak nie można na tym poprzestawać. Nie same zranienia, a lekcje z nich płynące mają stanowić budulec kolejnych etapów życia. Jeżeli będziemy budować na tak słabym fundamencie, to co zbudujemy, jeśli w ogóle?
Piszesz, że stanąłeś w prawdzie, taki jakim jesteś, że poznałeś siebie.. tylko co dalej? Czy na tym powinienen poprzestać dorosły człowiek, który chciałby coś zmienić w swoim życiu?
Faktycznie - praktycznie z każdego Twojego wpisu wyziera olbrzymi ocean żalu, bólu i rozgoryczenia. Nie wiem jak wyglądały Twoje relacje z kobietami, ale jeżeli wylewałeś ten żal i ból na nie, to nie można się dziwić, że te relacje były, jakie były. Nie twierdzę, że one były niewinne, ale.. jest właśnie to "ale". Poza tym - jeśli się chce coś znaleźć, nie można przestawać szukać. Jeżeli nie udaje się znaleźć czegoś w tym miejscu, idź szukać gdzie indziej. Nie można narzekać, że tutaj nic nie ma i dalej szukać w tym samym miejscu.
Piszesz, że nie rozumiesz, jak można być bogatym i samotnym - trudno to pewnie zrozumieć, bo nie jesteś bogaty i samotny - a przynajmniej tak domniemuję. Egoizm może tu grać rolę, ale wcale nie musi. Nie wszyscy czują potrzebę bycia z kimś, o wychowywaniu i posiadaniu dzieci nie wspomnę. Patrzysz na to ze swojej perspektywy, ale ich perspektywa może być całkiem inna. Dalajlama powiedział kiedyś mniej więcej tak: "Do szczęścia i samorealizacji wiodą różne drogi. To, że ktoś idzie inną drogą niż Ty nie oznacza, że się zgubił".
Dziewczyny napisały już sporo całkiem rozsądnych rzeczy w odpowiedzi na Twoje wpisy. Zamiast tkwienia w świątyni swego bólu i samotności, wyjdź, zaczerpnij świeżego powietrza i pozwól sobie żyć. Pozwól sobie na spojrzenie na siebie z innych perspektyw - to może nie być przyjemne, ale to kolejna ważna lekcja, której każdy musi się nauczyć, wszak każde doświadczenie tak, czy inaczej wzbogaca człowieka. (4515)| Marcin | data: 20.08.2008, godz: 08:43 |
Do Agnieszka Kiki
No tak znam w swojej miejscowości też kilka takich par gdzie ona zadbana i wykształcona a on zwykły chłopak po szkole średniej.A czemu inni sa samotni a inni nie mają z tym problemu?Bo ci którzy nie są samotni są osobami z reguły odważnymi w kontaktach którzy potrafią być duszą towarzystwa i są przebojowi a przy tym atrakcyjni.A samotni to z reguły osoby zamknięte i pełne kompleksów chociaż oczywiście nie wszyscy,są jeszcze tacy którzy zostali porzuceni albo zranieni i boją sie ponownie zaangażować. Co do książek psychologicznych to owszem czytam je,w ubiegłym roku czytałem znany szlagier"Potęga podświadomości"Murphego i myślę że pierwsze rozdziały tej książki warte są polecenia,szczególnie ćwiczenia ktore proponuje autor.Niestety w dalszej części książki są rozdziały które pachną filozofią newage i te rozdziały są nie do przyjęcia dla Katolickiej Nauki Kościoła i ich nie polecam. Pozdrawiam"} (4514)| Agnieszka kiki | data: 19.08.2008, godz: 22:33 |
Marcinie..właśnie, dlaczego niektórzy cierpią z powodu samotnosci a inni nie mają z tym problemu??..jak piszesz,
na to pytanie odpowiedz sobie ;)
a jednak nadal szufladkujesz kobiety, nawet te z katolickich stron;) .. owszem na pewno zdarzają sie takie jak piszesz..ale wierz mi, w moim otoczeniu dziewczyny 25-30l. , szukają/ły normalnych chłopaków.. i wszystkie z wykształceniem i nie szare myszki, ale bardzo zadbane a wybrały chłopaków ze srednim i wcale nie są oni super nadzianymi pieknymi goscmi itp i dostrzegły w nich męskość! .. tak samo spotkałam chłopaków "zwyczajnych" i atrakcyjnych którzy nie mają księżniczek , im w wiekszosci się udało..
wiec nie zgodzę sie z tym ze uroda, kasa, wykształcenie..znów uogólniasz.. ;) czy w Twoim otoczeniu są tylko pary które spełniają te warunki? NIE WIERZĘ..
Za duzo skrywasz w sobie obaw..lęków i to one blokują.
Mysle ze trzeba dac sobie i drugiemu szansę, o czym juz pisałam i to nie jest łatwe..
dla kogos kto ma bagaz doswiadczeń.. sporo obiekcji, troszkę ego i jak pisała Agnieszka 26,marzenia o spotkaniu ideała takiego "pod siebie".. no i najważniejsze brak odwagi..
Zamiast skupiać się nad odrzuceniami, polecam poczytac dobre ksiązki z psychologii
zawsze można jakis wniosek wyciągnąc dla siebie (oczywiscie każdy "przypadek" jest inny, więc nie stricte do zastosowania..)albo porozmawiac z kims zaufanym o problemach emocjonalnych..niespełnionych oczekiwaniach, marzeniach..
by móc spojrzec z dystansem na swoje niepowodzenia i nie wchodzić uprzedzonym w nowe znajomości czy desperacko podejmować decyzje...
Stać w prawdzie to pewien sukces ale czy ta prawda jest przejrzysta? czy to tylko pragnienie prawdy? poznać samego siebie i zrozumieć .. to droga do uzdrowienia.. pozdroffka;) (4513)| piotr, lat 30 | data: 19.08.2008, godz: 22:25 |
Do Moniki lat 34
Pomodlimy sie za Twój krok w nieznane i za te niegościnne i wietrzne rumowisko kamieni zwane Szkocją
Nie pozostaje nam zatem nic innego jak całym sercem życzyć tobie abys odnalazła swe szczęscie gdziekolwiek ono sie znajduje. Szanse na stworzenie ciepłego katolickiego domu w Szkocji z autochtonem są niewielkie gdyz dominujacą tam religia jest protestantyzm,a poziom tolerancji religijnej jest podobny jak u nas:))
Pomimo wszystko mam świadomośc iż fakt udawania sie na światową poniewierke wynikać musi napewno zmocnych powodów i trudnej sytuacji jaką masz tutaj w naszej ojczyznie która tak często nie jest matką dla własnych dzieci........
Ja mam nadzieje ze mimo wszystko mimo ran i krzywd jakimi chojnie obdarowała Cie zapewne ojczyzna,myśle ze wrócisz tu kiedyś nawet jeśli poza grawitacją nic Cie tu juz nie trzyma......
(4512)| Marcin | data: 19.08.2008, godz: 21:34 |
Do Monika i innych
Nie bardzo rozumiem jak można być bogatym i samotnym,przecież w najgorszym razie gdy już wszyscy opuszczą to zawsze można stać się rozdzicem zastępczym albo coś w tym stylu.Może to egoizm przysłania rozwiązanie tego problemu tym samotnym nowobogackim.Kiedy się czyta rozmowy z niektórymi singlami to można odnieść wrażenie że są szczęśliwi ale to pozory.Trudno być szczęśliwym singlem.Np.ja w najbliższą niedzielę wybieram się odwiedzić atrakcje Krasiczyna ale mimo iż tam jest tak pięknie o tej porze roku to nie czuję jakiejś większej radości bo chciałbym tam pojechać z jakąś fajną dziewczyną a tak to pozostanie wieść w samochodzie powietrze>:( (4511)
Czytalam Urzekajaca i nic ciekawego. Brakowalo mi komentarza do sceny rozmowy Jezusa z Samarytanka. Ksiazka w stylu jak byc idealna kobieta i nie podobalo mi sie zdanie ze Maryja byla zakwalifikowana do samotnych kobiet i ze kobiety pija kawe w porcelanowych filizankach tak jakby inne filizanki byly gorsze.
Czytam teraz "Akt malzenski......" Polecam ksiazke o Ewie Laverrie paryskiej aktorce ktora czula pustke wsrod bogactwa i zaszczytow. (4510)
Jutro wyjezdzam do Szkocji. Przezylam wspanialy czas w domu. Kiedy bylam na pielgrzymce przezylam wspanialy czas i chlonelam kazda konferencje kazda wspolna modlitwe i promienie slonca. Jutro jade i plakac mi sie chce, ale nie moge zostac w Polsce jeszcze nie teraz za duzo bolu i za duzo na pielgrzymce wylalam lez. Dzieki pielgrzymce czuje wewwnetrzny pokoj i mam z babci domu figurke Matki Bozej, ktora przywiozl moj pradziadek ze Wschodu. czy to nie bozy znak ? Z Charkowa figurka Matki Bozej byla w Polsce a teraz leci ze mna do Szkocji. Czy tam jest moj nowy dom? Mam pojemne serce i moge kogos nowego pokochac i stworzyc nowy i cieply katolicki dom. Moze wlasnie ze Szkotem? Wiecie poraz pierwszy na pielgrzymce modlilam sie nie tylko za bliskie mi osoby i powolanie ale takze za meza. bylam u siostr benedyktynek i czuje ze mam inne powolanie. Chyba juz dojrzalam. O moja nieznaana milosci moze jestes obok a ja Cie nie dostrzegam pomoz mi. kiedy doszlam na Jasna Gore oddalam Matce Bozej swoj niedorozwoj i czuje taki wewnetrzny pokoj. Podczas pielgrzymki na niebie zobaczylam tecze i krzyz zrobiony przez samoloty czy to nie Bozy znak? cieplutko Zrodelkowiczow pozdrawiam i prosze o modlitwe za emigrantow. (4509)| Marcin | data: 19.08.2008, godz: 13:01 |
Jeszcze raz do Agnieszka Kiki.
Tak,istnieje pewnien kryzys męskości i kobiecości,zauważają to nie tylko psychologowie czy socjologowie ale także wielu pozostałych ludzi myślących i uważnie obserwujących rzeczywistość ktora wokół nich jest.Ciągle za dużo jest małych dorosłych chłopców i dorosłych kobiet które mają mentalność małych dziewczynek lub nastolatek.Takie wychowanie czasami wynosimy z domu a częsty brak miłości w tych domach powoduje niedojrzałość dzieci.I pozniej są problemy bo ten małżonek,małżonka,kapłan lub siostra zakonna zachowują się niedojrzale.Nie wystarczy chcieć kochać jak zauważyłaś,trzeba być jeszcze do tego dojrzałym. Pozdrawiam"} (4508)| Marcin | data: 19.08.2008, godz: 12:52 |
Do Agnieszka lat 26
Sama na właśnym przykładzie zauważyłaś jak to jest być z kimś kto w pewnym momencie nie potrafił się określić ale te problemy i zranienia dotyczą nie tylko mężczyzn ale i kobiet."Trzeba widzieć rzeczy takimi jakie są a nie takimi jakbyśmy chcieli je widzieć"-chcielibyśmy widzieć wokół siebie PRAWDZIWYCH mężczyzn i kobiety które potrafią sie określić a niestety w rzeczywistości różnie niestety z tym bywa.A co do mnie to cóż...nauczyłem się stanąć wobec siebie takim jakim jestem czyli w prawdzie.A ta prawda jest taka jaka jest i życie już nie raz dało mi gorzką lekcję pokory,zwłaszcza w ostatnich latach...Pozdrawiam"} (4507)| ...? | data: 19.08.2008, godz: 11:28 |
Kochani, miłowanie wyimaginowanego ideału to nie jest prawdziwa miłość, miłość od Boga. To egoistyczne i krzywdzące zwłaszcza nas samych podejście, raczej ucieczka przed sobą samym, przed wyzwaniami które niesie czas. Wiem, ile trudu, przełamywania siebie, trzeba, by przyjąć drugą osobę taką, jaką jest. I to przyjąć ze wszystkimi jej ograniczeniami, blokadami, lękami... przyjąć. Zaprosić też ból, bo gdy kochamy, cierpimy najbardziej. Ktoś napisał mi kiedyś: "Nie pisz do mnie, ani mnie nie odwiedzaj" - tak uczyniłem... i słowa te ugodziły głęboko - kochałem pomimo. Kochałem i uczyłem się na nowo otwierać serce, gdy ta sama osoba jakiś czas później zaczęła się do mnie tulić... Miłowałem nawet kiedy nie rozumiałem prawie nic... Dla człowieka taka miłość jest trudna, wręcz jak wspięcie się na K2; zawsze będzie w nas coś zachowawczego, odmienne aspiracje duszy i ciała - w pełni bezinteresowną i wolną miłością daży tylko Bóg,, w otwarciu, które przerasta granice ludzkiego serca... (4506)
tak własnie Potrze lat 30- czas nas uczy pokory...skądś to znam:)
ten nasz wykreowany ideał partnera musi się trochę stopić.. przecież ludzie w związkach to nie chodzące ideały.. jak piszesz czasem narzekają..ale własnie uczą się miłości, przyjmowania siebie także z wadami....a nie marzą w nieskonczoność o doskonałej partnerce/erze.. bo jak sie okazuje ciężko się doczekać. Jak pisała Aga Kiki "przerost ambicji" i dodam bez umniejszania poczucia wartości- trzeba stanąc w prawdzie o sobie , kazdy z nas ma wady i może byc trudny dla drugiego..
warto o tym pamiętać..
Mnie Dzikie Serce z punktu widzenia kobiecego nie zafascynowało.. ;ale nie musi.. (4505)
do Agnieszka kiki
dzięki :-)
do Piotr lat 30
zgadzam się
do Pytającej
to bez sensu przerywać studia, jeśli do końca zostały ci 3 egzaminy. skończ licencjat i po prostu nie idź na razie na magisterskie. Albo zacznij jakiś inny kierunek co będzie cię interesował ( równolegle zdjaąc te 3 egzaminy co ci zostały), albo poszukaj pracy takiej która by cie interesowała.
Z obserwacji to wydaje mi się, że ludzie któzy skończyli jakiekolwiek studia, które ich nie interesują, potem i tak nie pracują w swoim zawodzie. Z tym, że lepiej mieć to wyższe wykształcenie, liczy sie tytuł licencjata i magistra- nie ważne czego. I z tym tytułem (choćby to była teologi czy filozofia) możesz pracować w banku, lub w firmie jakiejś (znam takie przypadki). Znam też panią pedagog pracującą jako kosmetyczka, i bardzo z tej pracy zadowoloną. I podwójną panią mgr. architektury i ogrodnictwa, któa jest szczęśliwą pracownicą kwiacirani - tego chciała bo z wszystkich przedmiotów na studiach najbardziej interesowało ją bukieciarstwo. Moja koleżanka po zrobieniu magisterium z historii (którą studiowałą tylko dlatego, że na te studia się dostała) poszła na studia podyplomowe z public relation i teraz pracuje w jakiejś firmie włąśnie w takim dziale. Gdyby nie była magistrem, nie mogłaby skończyć tych studiów podyplomowych i nie dostałaby tej pracy, któa jej się podoba.
A ja akurat dobrze wybrałam studia, więc z doświadczenia mojego to nic ci nie pomogę. (4504)
co Marcin
wiesz co - chciałam powiedzieć dokładnie to co powiedziałam, a ty interpretujesz moje słowa w sposób dla ciebie wygodny. I to właśnie świadczy że nie jestes mężczyznę- nie chcesz nim być. Z góry przyjmujesz postawę "ja jestem gorszy -więc po co się starać" I to jest właśnie to, co może cię zdyskwalifikować- ta postawa, a nie sam fakt, że jesteś gorszy. W jednych rzeczach może gorszy w innych nie. Z resztą to nie chodzi o wyścigi.
Mężczyzna ma wiedzieć kim jest i czego chce. Nie chodzi o to by wszystko wiedział (tylko o to aby wiedział kim jest i czego chce - tylko te dwie rzeczy), nie chodzi o to żeby sie nie bał, albo nie prosił o pomoc i radę, albo o to żeby tylko cały czs dawał wsparcie, a sam go nie potrzebował (wtedy kobieta czułaby się zbędna- bo mężczyzna musi też jej potrzebować). ZUPEŁNIE NIE O TO CHODZI.
Bycie mężczyzną, nie ma nic wspólnego z umiejętnością "ustawienia się", ani nawet z życiową praktycznością, czy zaradnością. NIC.
Ciepło i dobroć to bardzo ważne i cenione zalety.
To co dyskwalifikuje chłopaka, to nieumiejątność określenia się w stosunku do dziewczyny. I to też nie jest tak, że żadna nie będzie chciała z nim być. Tylko raczej to co on ma w środku, jego wahania i zranienia, będą działały przeciw temu związkowi.
Skoro mają być świadectwa- to niech juz będą. Pare lat temu sama sie zakochałam w chłopaku, mało zaradnym o którym moja koleżanka powiedziała że jest miły jak każda z moich koleżanek. Własnie tym, że był miły i ciepły i dobrze się przy nim czułam, zdobył moje zaufanie. W końcu powiedział, że chciałby czegoś więcej (żebyśmy byli razem). To mnie też przekonało ostaecznie, że mu zalerzy, powiedziałam , że mi zlaerzy i myślałam, że będziemy parą a wszystko między nami jest jasne, a on w tym momencie się wycofał ze wszystkiego co powiedział! Po czym po roku wrócił ze swoimi uczuciami - do mnie, a kiedy ja powiedziałam że raz już się na nim zawiodłam - był oburzony twierdził że nie mialam prawa ani powodu się zawieść, i nie zrozumiał kompletnie o co mi chodzi.
I to włąsnie- jego nieumiejętność określenia jednej linni posępowania w stosunku do mnie - zawarzyła na tym, że nie jesteśmy razem. To nie ja go odrzuciłam i zdyskwalifikowałam, tylko on ode mnie uciekł. Może się przestraszył? Może miał jakieś powody. Ale sęk w tym, że ja tych powodów nie znam, a duchem świętym nie jestem więc się nie domyśle (a pojawił sie ten motyw, że mam się domyślać).
Wiem że został zraniony (jak to opisano w książce Eldridga), ale to nie jest usprawiedliwieniem, bo on swoim postępowanim rani innych. I z każdą kolejną dziewczyną powtarza te same schematy. I mimo wielu związków w których był, tak naprawdę ciągle jest sam. I jeszcze potem twierdzi, że jest sam bo żadna go nie chce, bo może jest za mało zaradny i za mało zarabia :-). A jest to bzdurą, bo znam go długo i widziałam już kilka co go chciało. "Miał z czego wybierać" ale z jakichś powodów żaden z tych związków "nie wypalił". (4503)| Marcin | data: 18.08.2008, godz: 22:14 |
Do Agnieszka Kiki
No tak teorie teoriami a tymczasem jest jak jest czyli jedni cierpią z powodu samotności a inni nie mają z tym problemu.Niestety może o tym nie wiesz ale i na stronach katolickich są dziewczyny które szukają super przystojnego i bogatego mężczyzny z którym będą mieszkać w wielkim mieście.Spotkałem w tamtym roku taką dziewczynę którą poznałem na stronach katolickich.Myślę że ciężko jest zrobić ten przeskok który sprawi że dziewczyna którą znam będzie dla mnie kimś więcej niż znajomą i będziemy parą.Może innym się to udaje,mnie jak dotychczas nie i pewnie by mnie to jeszcze bardziej zdołowało niż dołuje gdyby nie fakt że kilku moi znajomym kolegom też się to nie udaje.Chociaż tak naprawdę to chciałbym by mnie i im się udało.Ale chyba nie ma sensu drążyć temat bo jest on zbyt bolesny niestety. Pozdrawiam"} (4502)| Arkadiusz, lat 25 | data: 18.08.2008, godz: 15:46 |
Do smile;
Pytasz czy warto polecić "Dzikie serce". Wiesz nie znam sytuacji twojego kolegi, ale myslę, że warto. Może to będzie dla niego impuls aby coś w swoim życiu zmienić, nad czymś pomyśleć, coś sobie uporządkować. A może początek jego nawrócenia? Tego nie wiemy.
Kilka miesięcy temu pożyczyłem tą książkę mojemu niewierzącemu koledze, który ma 29 lat i był nią zachwycony. Wprawdzie miejscami była dla niego "zbyt chrześcijańska", zwłaszcze wtedy kiedy Eldrege pisał o uzdrowieniu mężczyzny dzięki łasce danej przez Jezusa ale mimo wszystko wywrała na nim wielkie wrażenie. Jestem pewnien, że wiele sobie dzieki temu wytłumaczył.
A co do twojego kolegi, to zanim pożyczysz mu tę książkę spróbuj pomodlić się do Ducha Świętego aby był ON obecny w sercu twojego kolegi kiedy będzie ją czytał.
Może dzięki Bożemy światłu coś zrozumie :)
Powodzenia (4501)
Witajcie,
Mam pytanie (być może ktoś kiedyś miał takie dylematy,może był w takiej sytaucji jak ja teraz). Nie wiem co mam zrobić.. jestem studentką (zrobiłam licencjat,dostałam się na 1 rok zaocznych). Jest to kierunek,który wybrałam po już nie bylo mozliowości innych,więc 3 lata chodziłam na zaoczne. Już wtedy myslam,żeby zrezygnować,ale wytrwałam,prześliznęłam się... ale bez wiekszej radości.. No a teraz też nie wiem co zrobić (mam do zaliczenia jeszcze 3egz. we wrzesniu) tylko że nie wiem co mam robić..Wiem,że rodzice chcązeby to zaliczyła a z drugiej strony nie robię tego z satysfakcją,prawda jest taka,że mi się nie chce.. chciałąbym coś innego,ale nie wiem co i czy to nie jest ucieczka ze skrajnosci w skrajnosc?? Może któś z Was kiedyś miał podobną sytuację,może zmienił bieg swojego życia mimo,że wydawało się ze wszystko jest ok... Dziękuję... Pozdrawiam serdecznie,z Bogiem (4500)
Do smile.
Jesli masz możliwośc to podeślij chłopakowi "dzikie serce". Niech poczyta i na pewo znajdzi coś co poruszy Jego serce. To ze nie wierzy nie znaczy, ze nie ma duszy.Wysyłaj mu ją. Pozdrawiam. (4499)
Witam i pozdrawiam serdecznie. Już za 2 dni wyrusza kolejna 362 Gliwicka pielgrzymka na Jasną Górę. Będziemy szli przez 4 dni. Tegoroczne hasło pielgrzymki brzmi: " Bądźcie uczniami Chrystusa ". Każdy dzień rozpoczynamy Eucharystią, a kończymy nabożeństwem. Jeśli macie intencje, prośby o modlitwę, proszę przysyłajcie je na maila do wtorku wieczora. Ja z radością będę się modlił w tych intencjach ofiarowując jednocześnie trud i niewygody pielgrzymowania. Proszę również o modlitwę za mnie. Zachęcam gorąco osoby niezdecydowane, do uczestnictwa w pielgrzymce. To niesamowite jak wiele można wyprosić w ten sposób, dla siebie, dla bliskich, jak odmienionym i szczęśliwym wraca człowiek do swojej codzienności. Z Panem Bogiem. Piotrek. (4498)| piotr, lat 30 | data: 17.08.2008, godz: 23:52 |
A czy to nie jest tak właśnie ze sami sie krzywdzimy... Padamy ofiarą własnych wyobrażeń na temat "odpowiedniego parnera" Latami budujemy w sobie obraz tego jaka ta osoba ma być (oczywiście wyidealizowany)i w konfrontacji z rzeczywistością każdy potencjalny parner nie"" klasyfikuje sie "" do wzorca.
Po latach stwierdzamy że coś jest chyba nie tak i ze ździwieniem patrzymy i widzimy ze ludzie -pary,mimo iż dalekie od swych ideałów(często wzajemnie na siebie nazekaja wytykajac wady) jakos zyja i potrafia znalesc własne szczescie...........Sam sie łapie na tym,czas uczy pokory,wzrasta poziom tolerancji wobec różnic i nie walczy sie już z "odchyłami od ideału"tylko raczej sie je akceptuje:)) (4497)| Marcin | data: 17.08.2008, godz: 21:52 |
Do Agnieszka
Hmm..."facet jest facetem" to typowy kobiecy punkt widzenia.Nie do końca właściwie rozumiem co to znaczy ale z grubsza zapewne dotyczy to zaradności.No tak wiele,wiele,wiele kobiet narzeka na tych dzisiejszych facetów i dochodzi do wniosku że nie spełniają ich wymagań.Ja też zapewne jestem w tej nieciekawej grupie wyrzutków.Ciepło i dobroć faceta schodzą dziś na dalszy plan a więc niejako odpadam w przedbiegach i zapewne to jest główny powód że nadal jestem sam.Ale nie zamierzam się nad sobą użalać,mam do tego dużo większy dystans niż dawnej.Po prostu trzeba się pogodzić że na dziś jest się samym i mieć jakąś nadzieję że w końcu to się kiedyś zmieni. Pozdrawiam Cię:}
(4496)| Piotr | data: 17.08.2008, godz: 21:20 |
smile - czytałem tę książkę i uważam, że akurat wiara nie ma tu większego znaczenia. Bardziej liczą się osobiste doświadczenia. Czemu to takie ważne? Ano zapewne dlatego, że wtedy ta książka ma szanse w ogóle trafić do czytelnika. W innym przypadku będzie to kolejna lektura i do tego trochę dziwna - ni to przewodnik, ni to pamiętnik, ni to poradnik.. Dla mnie osobiście ta książka ma jakikolwiek sens, ale tylko i wyłącznie jako zapiski, przemyślenia tego konkretnego mężczyzny, ale na pewno nie przewodnik/poradnik. Zbyt jednostronnie i dość płasko napisane, ale przykryte "pewną metafizyką" - jak dla mnie można to przeczytać, ale tylko i wyłącznie jako swoistą baśń i nic więcej. Dziwię się tym, którzy tak chwalą tę książkę, ale to tylko i wyłącznie moje zdanie.
Marzeno - wydaje mi się, że Twój komentarz do wpisu był zbyteczny. Rozumiem, że w jakimś stopniu skłoniły Cię do tego Twoje własne doświadczenia. Jednak reakcja była niepotrzebna, a już na pewno przesadzona. To, że co zdanie Mariusz nie pisał o Bogu, nie znaczy, że nie miał go na myśli. Z jednej strony nie ufasz słowom/intencjom, bo chcesz jasnej deklaracji, a z drugiej chyba za bardzo im ufasz, bo taka deklaracja by Cię zadowoliła (chyba..). To, że nie ma tam bezpośredniego odwołania do Boga w takim, czy innym sensie, nie znaczy od razu, że Mariusz o Nim zapomniał. Tylu ludzi mówi, zwłaszcza jak coś się stanie - "O Jezu", "Mój Boże", a nawet mogą być niewierzący - czy w takim razie słowa są najważniejsze? Czy nie coś innego jest ważniejsze? Nie patrzmy na opakowanie, bo nie ono jest najważniejsze.
Osobiście nie do końca rozumiem i zgadzam się z wpisami Mariusza (chodzi o te związane z "Dzikim sercem") - jak dla mnie były trochę bardziej reklamą książki - więcej tam było cytatów niż własnych refleksji, co było trudne zwłaszcza do przeczytania; mnie osobiście to bardzo raziło. Jednak wpis o tym, że było mu to potrzebne przekonał mnie, że musiały się tu ukazać. Choć nadal nie zmieniłem zdania o tej książce, to jednak cieszy mnie fakt, że komuś pomogła i że miał odwagę o tym napisać. :) (4495)
Proszę Cię o kontakt e-mail, mam nadzieję że to możliwe.
Pozdrawiam Wszystkich : )
(4494)
do Marcin
ja jestem wolna, moje koleząnki -"z zasadami" w większości są wolne, facetów, którzy chcieliby z nami być, jakoś brak!
z tym że ja tego bym do końca nie wiązała z posiadaniem zasad lub ich brakiem.
po za tym sam sobie odpowiedziałeś na pytanie "co się dzieje z tymi kobietami?" a mianowicie:
"trzeba przyjąć drugiego człowieka takim jakim jest i takim go pokochać"
z tym bezwarunkowym miłowaniem to bym się do końca nie zgodziła, tak to kocha tylko Bóg- bo nawet matka ma wobec dziecka wymagania, o ile jest mądra. Trzeba stawiać jakieś warunki, i granice - widzę to po znanych mi związkach. Z tym, że te warunki muszą być możliwe do spełnienia.
co do pójścia na wesele: Facet jest facetem właśnie po to, zeby rozwiązywał takie problemy jak to, że nie umie tańczyć. Może np wziąć kilka lekcji tańca. Pogadać z tą dziewczyną i ona go nauczy, lub razem pójdą na kurs. O ile oczywiście CHCE iść na wesele. Jeśli nie chce tylko dlatego, że nie umie tańczyć to pozostaje być mi go tylko żałować (jak mówiła moja koleżanka: " najgorsze nieszczęście, to mieć ręce i nogi zdrowe, a mimo to być kaleką").
Ja nie za dobrze tańcze, choć tańczyć lubie. Kiedyś się przejmowałm, że ktoś może na mnie patrzeć, kiedy tańcze i śmiesznie wyglądam, teraz już nie.
jeszcze co do znanych mi samotnych kobiet. To są dziewczyny (w tym ja) takie które zwykle nigdy nie były w zwiazku, lub były w jakimś, kiedyś (bliżej nieokreślony związek w bliżej niokreślonym czasie). które marzyły lub nawet nie marzyły o tym, które długo były przekonane, że życie się zsamo ukłda, i że mają czas, oraz że w życiu jest tysiąc innych ważnych rzeczy (studia, praca, wolontariat, koleżanki, wyjazdy , jakiekolwiek inne hobby czy działalność). I nagle w wieku iluś tam lat - po studiach odkrywają, że są same, że ta miłość na którą czekały (lub nie czekały) się nie zdarzyła. Że czas na takie bezproblemowe, i bezoczekiwaniowe chodzenie z kimś dawno minął, i przyszedł czas na powazny związek, a tu nie ma tego związku z kim budować. Koleżanki wychodzą za mąż, a nawet rodza dzieci - inne (te w podobnej sytuacji- samotne) rzucają się w wir różnych zajęć, chcąc samotność zagłuszyć. Ale ta inne rzeczy są zawsze "zamiast". w gruncie rzeczy są drugorzędne- nie są tym czego one chcą (pomimo, że z zewnątrz wydaje się inaczej). A dodatkowo niektóre z nich deklarują w końcu, że chcą wyjść za mąż, a inne twierdzą, że są samotne z wyboru (w ten sposób mniej lub bardziej świadomie kłamią).
wiele z tych dziewczyn ma negatywne wzorce z domu, negatywny wzorzec rodziny, lub ojca, lub jakiś schamat zachowań, który im przeszkadza. Wiele o tym nie wie. Świadomie lub nieświadomie odpychają meżczyzn. Ponadto są - wykształcone, inteligentne, aktywne, mają zasady ale też wymagania. Nie "sprzedadzą" się tak łatwo. I nie zrezygnują z osiągnieć (zwodowych, społecznych) które sobie same wypracowały.
Przy czym w głębi serca każda z nich chętnie rzuciałby dla ukochanego faceta wszystko! Tylko aby mogła to rzucić- ten facet musi się najpierw stać jej ukochanym. A to niełatwe i dzieje się powoli.
I tutaj, z tego co widzę, kluczem nie jest to aby facet był przystojny, wykształcony (ani nawet mądry!), żeby był aniołem z niebai spłeniał ich wygórowane oczekiwania. Z tego co widzę po tych koleżankach co znalazły już - one chcą mężczyznę! Czyli kogoś kto wie kim jest i wie czego chcę! Kto nie gada po próżnicy, kto czasami zrobi coś bez ich akceptacji i pytania ich o zdanie (bo gdyby je pytał to częto słyszałby "nie" pomimo, że dziewczyna powinna powiedzieć "tak"). Kto w jakiś sposób okarze, że mu na tej dziewczynie zalerzy- tak żeby ona nie bąła się zanagażować, i dla tego zwiazku zrezygnować z części swojego poukładanego, juz życia.
A że czesto faceci w wieku tych dziewczyn są już przyzwyczajeni do tego że ktoś za nimi lata, to znam kilka związków, w których te dziewczyny są z młodszymi od siebie facetami. Wtedy przynajmniej pod względem damsko męskich stosunkw- jakoś to się dopasowuje.
W każdym razie bycie z taką dziewczyną może być trudne, a przynajmniej początki tego bycia z nią. Potem może już być łatwiej (ale nie musi .. :-)
To jest chyba główna przyczyna, że kobiety są same. Natomiast z moich obserwacji wynika, że z facetami jest tak, że są sami dlatego że czegoś im brakuje, albo zostali zranieni. Ten brak czasem dotyczy odwagi, czasem facetowi się wydaje że jest ciągle młody i ma czas. Albo w gruncie rzeczy nigdy nie dorósł, pewnie dlatego, że jak pisze John Eldridge - nikt mu nigdy nie pokazał, co to znaczy być meżczyzną. Więc to nie jest wina takiego chłopaka. Znam takiego który mia powodzenie i odpychał każdą dziewczynę, której zaczynało zależeć na nim pod pozorem, że jej nie zalerzy (objawem tego był fakt, że miała wymagania). (4493)
DO MARIUSZA
Dziękuję, z Twoich wypowiedzi wyczytałam to co (przez przypadek?) miałoby jakby skierowane do mnie.. Spojrzałam inaczej, odnalazłam odp.na pewne sprawy i te pewne Twoje słowa były strzałem w 10 :) Dużo radości Ci życzę,pozdrawiam :) Nie zniechęcaj się niczym :) (4492)| e., lat 34 | data: 17.08.2008, godz: 16:14 |
MODLITWA PRZECIW ZŁYM MYŚLOM
Panie Boże mój, nie oddalaj się ode mnie, Boże, przybądź mi na pomoc, bo podnoszą się we mnie przeróżne myśli i lęki, które mnie zasmucają do głębi.
Jak przejść przez nie bez szkody? Jak je przełamać? Ja, mówi Pan, będę szedł przed tobą i ukorzę pysznych na tej ziemi. Otworzę bramy więzienia i odsłonię przed tobą ukryte tajemnice.
Uczyń, Panie, jak mówisz, i niech pierzchną przed Twoim obliczem wszystkie niedobre myśli. To jest moja nadzieja i jedyna otucha, że mogę uciekać się do Ciebie w każdym strapieniu, Tobie zaufać, Ciebie z głębi duszy wzywać i cierpliwie oczekiwać Twojej pomocy.
MODLITWA O OŚWIECENIE
Oświeć mnie, Jezu, blaskiem wewnętrznego światła, rozprosz ciemności w domu mojego serca. Spraw, abym przestał już ciągle się błąkać, i wyrwij ze mnie tę siłę, która jest przyczyną pokus.
Walcz dzielnie po mojej stronie i pokonuj dzikie bestie, oszukańcze pożądania, niech nastanie wielki pokój Twojego zwycięstwa, a w świętym przybytku czystego sumienia niech brzmi nieustannie Twoja chwała. Rozkaż wiatrom i burzom, powiedz morzu: Ucisz się!, a wichurze: Nie wiej! - i spłynie wielka cisza.
Ześlij Twoje światło i prawdę, niech jaśnieją ponad ziemią, bo ziemią jestem jałową i próżną, póki jej nie oświecisz. Zlej z góry łaskę, pokrop serce rosą niebieską, spuść strumienie pobożności, niech zwilżą glebę, aby wydała owoc dobry, owoc doskonały.
Podźwignij duszę przygniecioną ciężarem występków i wznieś moją tęsknotę ku niebu, niech pokosztuje słodyczy szczęścia wiecznego i z niechęcią myśli o sprawach doczesnych.
Porwij mnie i wydrzyj spośród nietrwałych radości świata, bo nic, co stworzone, nie zdoła w pełni zaspokoić mojego głodu i dać mi radości prawdziwej. Powiąż mnie z sobą nierozerwalnym węzłem miłości, bo dla tego, kto kocha, wystarczy jedno: Ty sam, bez Ciebie zaś cały świat to fraszka
(4491)| e., lat 34 | data: 17.08.2008, godz: 16:03 |
MODLITWA O OCZYSZCZENIE SERCA I O MĄDROŚĆ BOŻĄ
Wzmocnij mnie, Boże, łaską Ducha Świętego. Daj wewnętrznemu człowiekowi we mnie męstwo i opróżnij moje serce ze wszystkich niepotrzebnych trosk i tęsknot, niechaj przestaną je szarpać rozliczne pragnienia czy to pięknych, czy szpetnych rzeczy, niech spoglądam na wszystkie rzeczy jako na to, co przemija, tak jak i ja przeminę wraz z nimi.
Bo nie ma nic trwałego pod słońcem, gdzie wszystko marność i utrapienie ducha. O jakże mądry jest ten, kto tak patrzy na świat.
Daj mi, Panie, mądrość niebieską, niech uczę się tylko Ciebie szukać i odnajdywać, tylko Ciebie poznawać i miłować, a resztę oceniać w takim porządku, jaki ustanowiła Twoja mądrość.
Spraw, abym umiał unikać pochlebców, a cierpliwie słuchał oszczerców, bo wielka mądrość nie da się zachwiać pod tchnieniem słów i nie nakłania ucha ku mamiącej na zgubę syrenie; tak tylko przejść można bezpiecznie swoją wybraną drogę.
(4490)| smile | data: 17.08.2008, godz: 12:21 |
Mam pytanie do mężczyzn, którzy czytali "dzikie serce": rozwiejcie moje wątpliwości- ostatnio czytałam tą książkę, zrobiła na mnie spore wrażenie, pomyślałam o moim koledze, tylko że ma 26 lat i w dodatku jest niewierzący- powinnam mu ją wysłać, czy nie? Nie wiem, czy na niewierzących osobach też robi takie wrażenie/może coś zmienić w ich życiu? A w dodatku, czy on nie jest już troszkę za stary na taką lekturkę;)? (4489)| Natalia, lat 25 | data: 17.08.2008, godz: 12:10 |
Ja bym się źle czuła na weselu tańcząc z facetem, z którym przyszłam, jeśli nie jest moim dobrym kolegą tylko kimś prawie obcym. Uważam, że to jest dopiero krępujące i jest jakimś udawaniem tańca w parach prawdziwych par a przecież nie jest to to samo. Ja uważam że nie należy zadowalać się jakimiś jedynie namiastkami, subtytutami czegoś prawdziwego. Albo coś jest prawdziwe albo nie. Albo idę z osobą, która jest mi jakimś stopniu bliska, albo idę sama. To chyba kwestia mojego charakteru - fascynuje mnie Prawda. (4488)| Marzena | data: 17.08.2008, godz: 10:30 |
Do Mariusza:
Napisałam to co odczułam. I nie było to wcale prowokacyjne, co raczej było wyrazem mojej niezgody na niektóre Twoje słowa. Choćby "będzie obok mnie ktoś, kto będzie czerpał z mego wnętrza do woli". Czerpać do woli to możemy jedynie z Boga.....
Przyznam Ci się także, że trochę skłoniła mnie do napisania tego moja osobista historia....historia znajomości z mężczyzną "idealnym", który przepięknie pisał, wierzył i modlił się (to mnie w Nim zachwyciło, to że jest inny niż wszyscy), ale w rzeczywistości, jeśli by patrzeć na owoce tej znajomości, to .............zostawię to na zawsze dla siebie. Czasami tylko się zastanawiam czy On kiedyś zrozumie..............wydaję mi się, że tak........Wiesz, życie kobiety z zasadami jest trudne i ciężkie w dzisiejszym świecie i dużo potrzeba determinacji, by swoje zasady zachować i nie tylko wtedy jak ma się lat 20 lat, bo wtedy jest jeszcze nadzieja, ale jak się ma lat 30 i więcej. I nie tylko wtedy, jak się ma obok siebie ludzi, którzy nas rozumieją, ale także wtedy jak się ma obok siebie osoby, które wręcz śmieją się z naszych zasad i patrzą z politowaniem. Trudna droga Mariusz. Tyle wartościowych niekochanych kobiet..........Czasami sobie nawet myślę, że Bóg to chyba jest o Nie zazdrosny ;) i chyba dlatego nie spotkały jeszcze żadnego mężczyzny. Co do mojej wypowiedzi to przepraszam bardzo, jeśli pochopnie Cię oceniłam...... Pewnie Twoje wpisy są tu bardzo potrzebne i proszę pisz dalej dla tych wszystkich dziewczyn, które potrzebują Twojego słowa (a pewnie jest ich sporo). Wczoraj wieczorem sobie uświadomiłam, że to ja muszę wreszcie opuścić "wirtualny" świat i skoncentrować się na tym realnym, na ludziach obok mnie, na ludziach, których znam i z którymi mogę porozmawiać w cztery oczy, unikając w ten sposób niedomówień. Tyle jeszcze do zrobienia........
Źródełko znam od dawna i dużo mądrych rzeczy tu przeczytałam, poznałam nawet prawdziwą przyjaciółkę (dzięki, że jesteś A.) .....Ogólnie dziękuję za ten czas! Pozdrawiam Wszystkich serdecznie.
PS. Mam nadzieję Mariusz, że wreszcie znajdziesz prawdziwą Miłość, czego Ci życzę. (4487)| Marcin | data: 17.08.2008, godz: 10:07 |
Do Mariusza i do innych
Dopiero teraz trochę więcej poczytałem to co piszesz i jest to ...hmm...bardzo idealistyczne.Może już nie pisz o owocach które przynosi miłość bo dość już słów tu padło i nie ma co już drążyć tamatu.Jedna prawda jest dla mnie oczywista i stała:trzeba przyjąć drugiego człowieka takim jakim jest i takim go pokochać.Który mężczyzna i kobieta tego nie zrozumie ten nie będzie szczęśliwy w związku.Jest to czasami trudne,wiem o tym,zwłaszcza gdy jesteśmy ambitni i wiele oczekujemy od swojego przyszłego partnera.Ale może warto się skupić na tym co my możemy dać a nie tylko skupiać się na oczekiwaniach.Kiedyś w przeszłosci Opatrzność postawiła na mej drodze kobietę która była pełna wad i będac poraniona miała trudności by kochać.Mimo to stała się dla mnie kimś kto był mi bliski i mógł na mnie liczyć.To była dla mnie próba i myślę że każdemu taka próba mogłaby się przydać by mógł zobaczyć czy naprawdę kochać drugiego bezwarunkowo. Pozdrawiam"} (4486)| Marcin | data: 16.08.2008, godz: 22:00 |
DoAgnieszka KiKi
no tak Twoje zdanie w tym temacie wydaje mi się logiczne.Po prostu jak jest ktoś kto chce iść to po prostu z nim iść i się dobrze bawić...i nie na siłę:}...jak ja nie lubię tego określenia w ustach kobiety! Pozdrawiam:} (4485)| Marcin | data: 16.08.2008, godz: 21:55 |
Do Agnieszka
Już nie mogę słuchać:co się dzieje z tymi facetami.A ja się pytam:co się dzieje z tymi kobietami?Gdzie znalezć kobietę na wzór Maryi skoro takie dziewczyny idą na tzw.pierwszy rzut{czyt.są już dawno zajęte}A ten ciężar doświadczeń który dzwigasz nie jest lekki ale dobrze że mądrze analizujesz te sprawy które cię dotyczą.Tak się zastanawiam co bym zrobił jak by mnie dziewczyna zaprosiła na wesele...hmm...może ten chłopak którego chciałaś zaprosić nie umie tańczyć i po długim wahaniu doszedł do wniosku że nie będzie ci robił wstydu.I wtedy rodzić się może dylemat które we mnie by się narodził:chcę pójść ale nie chcę komuś robić wstydu.To nie tania wymówka ale np.dla mnie by to była sprawa ambicji.Nie na pewno nie jesteś feministką...tak wnioskuję z tego co napisałaś. Pozdrawiam"} (4484)| Mariusz | data: 16.08.2008, godz: 21:20 |
Do Agnieszki - miałem w domyśle pewną grupę dziewczyn; istotnie, może kiedyś napiszę książkę, a na czatach nie mam zwyczaju przebywać. Nie dotykają mnie wcale te uwagi... Mam nadzieję, że ktoś poprawnie odczytał zarówno treść wpisów, jak też intencje. Istotnie - tym bardziej widzę, że trzeba czynić swoje w realu.
Dobranoc Wszystkim! (4483)
Mariusz - a skad ty wiesz, gdzie my mieszkamy? :-) Ładnie piszesz - możę napiszesz książkę? Bajerować umiesz - więc czemu dziewczyn w "realu" nie bajerujesz ładnym gadaniem- tylko bezndziejnych samotnych uczestników czatu na adonai?
(nie piszcie od razu - że nie jesteście beznadziejni - bo ja o tym wiem, nie jesteście- ale to co robimy tu - czyli użalanie się jest beznadziejne. A najbardziej przykre jest to - że prawdopodobnie wielu z nas próbóje w życiu jakoś zdobyć tą miłoś, znaleźć tego kochanego- ale to nie wychodzi - więc powinniśmy ufać Bogu, czy próbować? Czy jedno i drugie? Ja sie staram ufać, ale nie zawsze potrafie.)
Ja nie chce iść sama na wesele- gdyby nie to, że na jednym jestem starszą, a drugie wesele to baaaardzo bliska rodzina- to sama bym nie poszła.
Raz byłam- wystarczy, może gdybym więcej ludzi znała, byłoby lepiej- ale znałąm pannę młodą, jej rodziców i siostrę- i tyle.
Też mi się kiedyś zdawałąo, że zapraszanie kogoś- kto jest jakimś tam kolegą, a w sumie nic nas nie łączy prócz powierzchownej znajomości, to ciąganie kogoś "na siłę" W sumie nadal tak myślę, ale nic nie przebije tego uczucia, kiedy wokół tańczą pary- a ty możesz isć tylko do kółeczka, i żadne gadanie i kolejna koleżanka - choćby najfajniejsza - nie są w stanie tego nadrobić.
Tylko co się dzieje z facetami dziś? Nawet uczciwie odmawiać nie umieją (wprost mówiąc, i po prostu) - (jeden kolega krygował się dwa tygodnie, zanim w końcu zdecydował że jednak nie może iść- bez podawania powodu). To zniechęca do próbowania.
Kiedyś przy spowiedzi ksiadz mi kazał krzyczeć do Boga, bo (nie wiem na jakiej podstawie) swierdził, że staram się żyć sama- i kazał mi przestać -a zacząć krzyczeć o tym czego chcę. Więc krzyczę.
Sama żyłam bo tego mnie nauczono- że sama musze sobie radzić. Dopiero w wieku 25 lat, przekonałam się że może być inaczej (poznałąm mężczyzne, który mi pomagał, który brał na siebie wszystkie "siłowe" obowiązki w pracy , kiedy trzeba się było wykłócać np. , i robił to raczej dla zasady, bo na pewno nie ze względu na moją osobę.) Powiedzcie mi jak to jest że przez tyle lat, ani w domu ani w szkole, nigdzie tego nie dośwadczyłam? Po co doświadczyłam tego teraz, po co Bóg mi dał taką wiedzę? Skoro nie mam żadnej okazji aby ją wykorzystać? I nie bardzo wiem co z nią zrobić? Pomaga mi nieco w pracy w kontaktach z innyi mężczyznami. Ale co tylko do tego ma służyć? I ma mnie ciagle coś w środku boleć- jak sobie przypomnę, skąd to wiem i do czego chiałabym to wykorzystać?
A kiedyś się uważałam za feministkę. (4482)| Mariusz | data: 16.08.2008, godz: 19:56 |
Zagadnienie zranień nierzadko przewijało się w moich wpisach, ale to nie dlatego, by smęcić, o nie! Po prostu czuję, że człowiek, jeśli tylko taka w nim wola, będzie dążył do dobra niezależnie od zewnętrznych okoliczności. A szczególne umocnienie jest owocem trudnych doświadczeń :). Dzięki temu właśnie mogłem napisać, że moje serce będzie już umiało kochać i dla kogoś bić... to tyle. Teraz pragnę jedynie prostej, bezpośredniej i szczerej relacji :-). PA! (4481)
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |