Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Źródełko ...czyli o darze rozmowy...


[ Dodaj wpis ]

[<<] [<] [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [>] [>>]

Chcesz prosić o wspracie i modlitwe?
Dodaj prosbę do [ Skrzynki Intencji ]

Stokrotkadata: 16.08.2008, godz: 19:18

Mariuszu !!! Przeczytałam chyba wszystkie Twoje wpisy. Są bardzo piękne. Zgadzam sie z nimi. Ja właśnie jestem taką osobą z zasadami i może dlatego jeszcze nie założyłam rodziny. Ponieważ nie będę mieszkać przed ślubem na próbę, nie dam "dowodu miłości", itd. głośno i wyraźnie mówię o tym, nie wstydzę się.Nie jestem "nowoczesna" wg moich znajomych. Ale jestem wierząca- odpowiadam im.
Mariusz !!! Pisz więcej !!!

(4480)
coreldata: 16.08.2008, godz: 19:10

..Uprasza sie o trochę wyczucia i delikatnosci do samotnych,.... w nowych relacjach....więc z tą delikatnoscią nie zawsze jest tak, jesli jestem kobietą, często musze byc ,,szorstka,, by życ zgodnie z wolą Bożą..... Czas jest cudownym lekarstwem, ale dla cierpliwych - cierpliwością Bożą...mnie tego niestety brakuje....upraszam dziś więc wszystkich o modlitwę, bo bardzo jej teraz potrzebuję. pzdr

(4479)
Mariuszdata: 16.08.2008, godz: 17:16

Do Marzeny: prowokacyjnie... wytaczasz prawdy, które sam niejednokrotnie podkreślałem i z którymi zupełnie się zgadzam, dlatego nie będę polemizował - wystarczy poczytać wpisy insygnowane: Mariusz, :), hmm, do_pytającej. Traktowałem to forum jako swego rodzaju upust dla swoich odczuć, przemyśleń, zaczyna się jednakże pojawiać krytyka, nierzeczowa. Może już czas przestać pisać... choć tym i owym pragnąłem się jeszcze podzielić, zwyczajnie podzielić. Nie pisałem dla poklasku (zarzut braku pokory) - kto mnie zna, wie, iż właśnie ta pokora była niegdyź u mnie w przeroście, lecz na szczęscie uświadomiłem sobie, że przecież nie żyję w klasztorze... i trzeba zawalczyć, jeśli tego wymaga chwila. Tak, nie moja zasługa w tym sercu, które bije.. i to, że kiedyś poczułem, po uderzeniu pioruna tuż obok, iż życie zostało mi darowane po raz drugi - również. Zatem jestem i czuję, czuję rzeczywistość krzyża... i ją opisuję. Najlepszym psychologiem jest Bóg. Pozdrawiam :)

(4478)
Mariuszdata: 16.08.2008, godz: 16:04

TAK, JEST KTOŚ, KOMU ZALEŻY NA TOBIE; KTO BĘDZIE O CIEBIE WALCZYŁ...- szczęśliwa i błogosławiona ta, która spotka się z takim przesłaniem.
Jak to wygląda w praktyce? To może kontrowersyjne, ale schemat ów powiela się chyba coraz rzadziej - wszechogarniająca tendencja do ucieczki przed odpowiedzialnością, bólem, minimalizowania wysiłku, pójścia na łatwiznę.
Mężczyźni przyzwyczajają się do przekonania, że kobieta z góry im się należy i to najlepiej cała, przed ślubem, bez wysiłku z ich strony. Te, które stawiają wymagania, są porzucane, odstraszają. Pytanie, czy odstręczają uczciwych, czy tych, którzy chcą jedynie wykorzystać chwilę? Zło potrafi się bardzo kamuflować i nie zawsze osoba, w której towarzystwie czujemy się dobrze... - po owocach poznacie. Inna sprawa, że dla niektórych kobiet mężczyzna nie pasujący do modelu nieodpowiedzialnego chłopczyka zdaje im się być groźny, wręcz nienormalny. Na szczęście jest jeszcze dużo mądrych i dobrych dziewczyn i za to Wam wszystkim dziękuję; wiecie, kim jesteście.
Od wieków ucierało się, iż mężczyzna pierwszy wydaje ów biblijny okrzyk zachwytu na widok kobiecego piękna, a w jego sercu rodzi się pragnienie poznania tej istoty - Boży głos w jego sercu. Nie jestem kobietą, lecz najbardziej optymalnym wydaje się być układ, kiedy uczucie kobiece staje się niejako odpowiedzią na miłość ze strony mężczyzny („On pierwszy ukochał mnie”). Taki układ w naturalny sposób chroni jej delikatność przed zranieniem, osobę przed użyciem. Jeśli ona jest pewna jego miłości, może dopiero w pełni ofiarować swoją. MĘŻCZYZNA KTÓRY NIE KOCHA - ZRANI, MĘŻCZYZNA KTÓRY KOCHA - OCHRONI... I żadne inne dywagacje tu niepotrzebne – prosta prawda. Pochodny z tego wniosek: nie tul się do kogoś, kogo uczuć nie jesteś pewna, ani nie lgnij, nawet w swej wyobraźni do kogoś nieosiągalnego (wiem, to częstsze u młodszych dziewczyn) – stracisz serce, zatracisz czułość i delikatność, którą możesz ofiarować komuś na nią zasługującemu, jemu i swoim dzieciom. Patrz raczej na mężczyznę, który jest w zasięgu i chce dać coś z siebie, bo wtedy ..to nie byle kto... Miłość ma swoje ścieżki i na pewno dużo czasu, bo trzeba od niej odróżnić fascynację, zauroczenie. Niebawem rozwinę wątek owoców, jakie niesie miłość...

(4477)
Marzenadata: 16.08.2008, godz: 12:14

Do Mariusza (wpis z 12.08):

Czytałam Twój wpis z kilka razy i za każdym razem mam to samo odczucie – więcej pokory by się przydało. Wszystko, co człowiek może ofiarować drugiemu, a zwłaszcza miłość, pochodzi od Boga i sami z siebie nie jesteśmy zdolni do żadnej prawdziwej miłości. Jemu zawdzięczamy to, że pomimo zranień (o jakich Mariusz sam często piszesz) jesteśmy ludźmi wolnymi i zdolnymi do tego by kochać. Jemu i tylko jemu. Jego wielkiemu Miłosierdziu. Nie zapominaj o tym, proszę.... A więc Mariusz całe to dobro o którym piszesz, że możesz dać drugiej osobie, to tylko to, co Bóg zechciał wlać w Twoje serce i nie ma w tym żadnej Twojej zasługi. Nie jest to powód do dumy, co raczej do radości i jeszcze większej pokory. Poza tym dopiero w prawdziwej (a nie w wyobraźni) relacji okaże się ile i co możesz z siebie ofiarować, więc jeśli kiedykolwiek spotykałeś się z dziewczyną to Jej zapytaj o to jakie są owoce znajomości z Tobą.................... Łatwo jest kochać Kogoś, kogo tak naprawdę nie znamy, wyobrażając sobie jak to poświecilibyśmy tej Osobie "wszystko", jak byłoby cudownie być z tą Osobą i tak dalej (nie będę się na ten temat rozpisywać, bo któż z nas nie był zakochany nieszczęśliwie i „na odległość”). W naszej wyobraźni miłość do tej osoby urasta do rangi heroizmu. Znacznie trudniej jest kochać osobę, która jest tuż obok, realna, ze swoimi wadami, marzeniami, zranieniami, takim bądź innym charakterem. Łatwo jest nawet umrzeć za tkwiący w naszej głowie "ideał", a zacznie trudniej sprawić by ktoś obok nas się uśmiechnął. I to nie jest mój pomysł, każdy psycholog napisałby Ci to samo........Dziękuj Bogu za zdrowie, które masz, bo uwierz nie wszyscy go mają........Nie ufaj tak bardzo swoim siłom, ani swojej miłości, bowiem kochać uczymy się ciągle na nowo i każdego dnia, pomimo wszystko i bez względu na wszystko...................Pozdrawiam :)

(4476)
Agnieszka kikidata: 16.08.2008, godz: 10:53

uważam ze propozycja wymiany na wesela -bez wzgl na odlegość jest interesująca.. Sprawisz komus przyjemność i sam również bedziesz miał z kim pojsc na wesele..
Gratuluje odwagi kolezance Natalii;
...moja kolezanka mówiła ze nie ma miłych wspomnien z samotnych wesel i do niedawna chodzila albo z kimś albo wcale.. obecnie ma juz chłopaka i problem sie skonczył..ale wesel nie ma..
.. zawsze siedziała sama za stołem, i same pary, albo podpity meżczyzna dawał sie we znaki..

Jednak uważam ze warto isc z kimś .......i wcale nie jest tak ze powinien to byc jedynie towarzysz zycia
(cyt. Natalia) .. bo inaczej ktos przypadkowy oznacza ze idzie na "siłę" ??!

Na siłę nikogo sie nie zmusi.. albo ktos sie zgadza albo odrzuca zaproszenie.. to jego wybór.. dlatego często taka osoba dobrze sie bawi bo nie zna nikogo na weselu i nie czuję sie spięta, co ktoś pomyśli, a jesli jest z innego miasta to w ogole nie ma obiekcji itp... a czekając na swojego partnera ..mozna sie jeszcze długo nie doczekac i najlepszy czas zabaw-wesel przeminie na weselach w pojedynkę..
co za którymś razem staje się to dla samotnej osoby przykre.. dziś juz nie można poznać się na weselu jak nasze mamy..
Dlatego nie rezygnujcie jesli macie okazję kogoś zaprosić choćby w formie wymiany..
ja własnie tak zrobię, mam juz partnera i nic na siłę ;)

(4475)
Marcindata: 15.08.2008, godz: 21:18

Do Natalia
No tak Bóg kocha człowieka i to jest tak naprawdę jedyna pewna w 100proc.miłość.Ale prawdą smutną jest też to że czasami ta miłość jest nieodwzajemniona i pewnie dlatego ten ktoś nie potrafi kochać drugiego człowieka.Kościół ciagle na nowo wzywa do miłości blizniego i ciągle na nowo człowiek jest skłonny odrzucać to przykazanie.Dajmy my świadectwo że można inaczej! Pozdrawiam

(4474)
Marcindata: 15.08.2008, godz: 14:26

Do Agnieszka
Wymiana raczej niemożliwa bo mieszkamy bardzo daleko od siebie.A co do reszty to widzę że większość nie ma problemu z relacjami damsko/męskimi.Chodzą ze sobą,są szcześliwi,zakładają rodziny i nie analizują w nieskończoność czy to ten czy może nie ten.Do odważnych świat należy a komu odwagi brak ten sam sobie szkodzi czego doświadczył już nie raz na właśnej skórze ten który pisze te słowa. Pozdrawiam:}

(4473)
Natalia, lat 25data: 15.08.2008, godz: 11:25

Co do wesel: byłam rok temu na weselu znajomej i poszłam sama. Wcale nie czułam się źle, bo poznałam tam taką dziewczynę, która też przyszła sama i razem sobie rozmawiałyśmy. Nie dramatyzujmy sytuacji. To żaden obciach przyjść samemu. Uważam, że prawdziwym obciachem jest przyjście na siłę z kimś, z kim się nie ma nic wspólnego! przecież to nie jest to samo co przyjście ze swoim towarzyszem życiowym! Jak to w ogóle wygląda? Ja mam przed sobą również dwa wesela: na jesień w paźdierniku i za rok w sierpniu i wcale się niczym nie przejmuje- idę sama i mam zamiar się dobrze bawić. Wnieść coś miłego, pozytywnego dla innych. Pozdrawiam.

(4472)
Nataliadata: 15.08.2008, godz: 11:17

To nieprawda, że człowiek nie jest kochany. Człowiek jest w każdym ułamku sekundy otaczany przez Boga Jego gorejącą Miłością i niustannie ożywiany przez Jego tchnienie. Gdyby nie to, nikt z nas by nie żył. Co więcej nikt by nie pragnął kochać ani nie tęsknił, nie pragnąłby modlitwy, nie pragnąłby wspólnoty. Bóg cicho ale żarliwie próbuje zwrócić na siebie naszą uwagę.. kto DOŚWIADCZY Jego miłości ten nigdy nie będzie już łaknął, a miłość ziemska wyda mu się krucha i płytka jak brodzik. Jesteśmy w stanie pomieścić w duszy Ocean, na Jego obraz i dla Niego zostaliśmy stworzeni i dlatego nasze pragnienia i tęsknoty są tak wielkie..

(4471)
coreldata: 15.08.2008, godz: 10:27

...mnie też płoszy niejednokrotnie nachalność innych...więc dopuszczam na własne życzenie samotność w tłumie...często jest mi tak dobrze, lecz często też kogoś brakuje..paradoks życia wśród ludzi..dobrze bez nich, ale tęsknota za nimi tym większa im bardziej ich odrzucam...miłego dnia. pzdr

(4470)
s_Augustianka, e-mail: monasteredesaugustines@wanadoo.frdata: 15.08.2008, godz: 08:23

Wędrować może każdy, nikt nie musi. A pielgrzymować mogą ci wszyscy, którzy chcą, którzy mają intencję ku temu. Tak jak każdy dzień jest cenny, tak każda pielgrzymka jest niepowtarzalna.
Od liturgicznego wspomnienia rodziców N.M.P., czyli świętego Joachima i świętej Anny nasza Wspólnota wędruje na Jasną Górę. Zbieramy się wszystkie tuż po modlitwie wieczornej Kościoła wokół dekoracji, przygotowanych na tę podróż. Przypominają nam one, dokąd zmierzamy i po co. Jest tam ikona Matki Bożej Częstochowskiej. Wędrujemy sercem, aby uprosić nowe powołania dla naszej rodziny zakonnej. Jest krótka myśl – modlitwa i śpiew. To dopiero kilka dni, jak pielgrzymujemy, a każdego dnia zdumiewa mnie modlitwa zanoszona poprzez Maryją, która modli się wraz z nami i za nami. Matka, która wszystko rozumie. Nasza wspólna pielgrzymka zakończy się w święto Matki Bożej Częstochowskiej. Płomień modlitwy za wezwanych do życia w tej Wspólnocie będzie płonął nieustannie.
I Ty możesz przyłączyć się do naszej modlitwy, aby Pan Bóg nie tylko budził nowe powołania zakonne również, aby dawał wzrost i sprawiał, że ziarenko powołania przyniesie obfity owoc. Być może dziś narodziła się nowa siostra zakonna...

(4469)
Agnieszka, lat 26data: 14.08.2008, godz: 20:37

do Marcin i Agnieszka kiki
Nie ma możliwości, żebym nie poszła na moje dwa wesele, bo oba to są abyt bliskie mi osoby - i musze (a także chce iść). Wiem jak sie czuje ktoś sam w sytuacji gdy każdy przychodzi z parą- raz to prezżyłam, i mówiłam sobie że nigdy więcej- a jednak stało się (tzn. jeszcze się nie stało -ale się stanie). A ty Marcin - jeśli chcesz iść na wesela-to powinieneś korzystać z okazji i jednej z nas zaproponować swego rodzaju wymianę :-).
No chyba że w gruncie rzeczy nie chcesz iść. Nie pójście na studniówkę- tylko raczej samo wpraszanie się- czy też ewentualna odmowa mogłaby być w jego odczuciu ośmieszająca. Na pewno trzeba mieć odwagę, żeby coś takiego zrobić.
A tak na marginesie- to one mnie nie przekonał faktycznie. A teraz to on jest w szczęśliwym zwiazku - a ja nie. Może to o czymś świadczy? Ze potem próbował i mu sie udało? :-)
Co do walczenia o faceta- to uważam że z zasady walczenie to jego rola (podobno). Ja- jestem pyłkiem - kobietą ;-). delikatną słabą, i młodą, i chyba się nie nadaje (słyszę to w pracy ;-) - i szczęśliwie pracuje 2 lata.
a tak serio - pewnie nie ma reguł kobieta też powinna chyba, ale jakaś inicjatywa od faceta powinna iść- niech pokarze, że mu zalerzy.

Jedna moja koleżanka, powiedziałą coś ciekawego. Zapraszał ją kolega, potem odwoływał spotakanie, potem zapraszał, na jakiejś imprezie wyraźnie adorował. Ale jakoś to wszystko było dość niemrawe i w końcu się rozmyło. Co ona skomentowałą następująco, że nie była sama pewna - że on jest włąściwą osobą, że mogą być razem, ale gdyby on choć trochę pokazał, że mu zalerzy - nie odwołał spotkania, zapraszał ją z widoczną pewnością, że chce się spotkać (spotkać! jeden raz- a nie być! to różnica, zanim się spotkają to tylko samo spotkanie może być pewne), to mógłby ją łatwo przekonać.

(4468)
Rambler, lat 26data: 14.08.2008, godz: 14:50

Corel - ciężko mi wyczuć jak to z tą twoją samotnością jest, więc nie będę wypisywał tutaj "dobrych rad" w każdym razie Bóg zna Ciebie, mnie i każdego lepiej niż my samych siebie i jeżeli odczuwasz potrzebę drugiego człowieka to może trzeba by się rozejrzeć wokoło...Bóg nie narzuca swoich planów a już na pewno nie dręczy ludzi zaszczepiając weń pragnienia i potrzeby których nie chce spełnić, daj sobie i Bogu szansę...co ostatecznie nas może spotkać kiedy wyjdziemy do ludzi...nie z wielkimi oczekiwaniami ale z serdecznością.
Myślę że trzeba być sobą, nie pośpieszać i nie forsować swoich oczekiwań, mnie dla przykładu dziwi podejście niektórych ludzi którzy w tej swojej samotności traktują każdego człowieka płci przeciwnej jak potencjalne towarzystwo... na wszystko musi być czas, wszystkiemu potrzeba czasu i niestety trzeba być czasem po prostu tylko albo aż ZAPAMIĘTANYM przez osobę na której nam zależy i na nic tu ambicje i chciejstwo, jak mawiali starzy Indianie "pośpiech jest wskazany ale tylko przy łapaniu pcheł" :-) Mnie dla przykładu zaraz by spłoszyło gdyby ktoś ni z tego ni z owego zaczynał traktować mnie bardziej niż po przyjacielsku...uprasza się o odrobinę delikatności i wyczucia drodzy Poszukujący jak już wspominałem nie każdy odczuwa i myśli tak jak my. Tyle miałem do powiedzenia, powodzenia życzę i wszystkiego dobrego :-) m.

(4467)
Marcindata: 14.08.2008, godz: 14:37

Do Agnieszka Kiki
No proszę nareszcie się z Tobą zgadzam w 100proc."} Pozdrawiam:}

(4466)
efdata: 14.08.2008, godz: 12:46

Modlitwa o uzdrowienie wewnętrzne

Panie Jezu, Ty przyszedłeś po to,
aby uzdrowić serca zranione i udręczone,
proszę Cię, abyś uzdrowił
urazy powodujące niepokoje w moim sercu.

Proszę Cię w szczególny sposób,
abyś uzdrowił tych, którzy są przyczyną grzechu.

Proszę Cię, abyś wszedł w moje życie i uzdrowił mnie
od urazów psychicznych,
które mnie dotknęły w dzieciństwie
i od tych ran, które mi zadano w ciągu całego życia.

Panie Jezu, Ty znasz moje trudne sprawy,
składam je wszystkie w Twoim Sercu Dobrego Pasterza.
Proszę Cię, odwołując się do Twej wielkiej rany,
otwartej w Twoim Sercu,
abyś uleczył małe rany mojego serca.
Ulecz rany moich wspomnień,
aby nic z tego, co mi się przydarzyło,
nie przysparzało mi cierpienia, zmartwień, niepokoju.

Ulecz, Panie,
wszystkie te urazy, które w moim życiu
stały się przyczyną grzechu.
Pragnę przebaczyć wszystkim osobom,
które mi wyrządziły krzywdę.
Wejrzyj na te urazy wewnętrzne,
które mnie czynią niezdolnym do przebaczenia.
Ty, który przyszedleś uleczyć serca strapione,
ulecz moje serce.

Ulecz, Panie Jezu, moje wewnętrzne urazy,
które są przyczyną chorób fizycznych.
Oddaję Ci moje serce.
Zechciej je przyjąć, Panie, i oczyścić.
Napełnij mnie uczuciami Twego Boskiego Serca.
Pomóż mi być pokornym i cichym.

Ulecz mnie, Panie,
z bólu, który mnie przytłacza
z powodu śmierci drogich mi osób.
Spraw, bym mógł odzyskać spokój i radość
dzięki wierze, że Ty jesteś Zmartwychwstaniem i Życiem.
Uczyń mnie prawdziwym świadkiem
Twego Zmartwychwstania,
Twego zwycięstwa nad grzechem i śmiercią,
Twojej obecności jako Żyjącego wśród nas. Amen.

(4465)
coreldata: 14.08.2008, godz: 11:04

Można być w związku i być strasznie samotnym.....Bóg jest wtedy otwarty i czeka na wszystkich samotnych by nam ofiarować coś czego potrzebujemy, ale jakże chciałoby się czasem wtedy porozmawiać tak zwyczajnie ze zwykłym człowiekiem. Samotność otwiera przestrzenie wewnątrz człowieka na Boga i innych...ok....ale Boże, tęsknota za zwykłym otwartym człowiekiem jest tak wielka, że są dni że nie mam już sił, proszę daj mi odkryć radośc z tej wewnętrznej samotności i przeobraz moją tęsknotę w pragnienie bycia z Bogiem...
z prosbą o modlitwę.... w tłumie ludzi ogarnia mnie większa samotność....

(4464)
Michałdata: 14.08.2008, godz: 10:48

Witajcie

Rodzice chcą namówić mnie na wyjazd na Węgry jako na wakacje. Byłoby super, tylko wróciłbym w niedzielę wieczorem i nie wiem czy zdążę pójść do kościoła. Chciałem się Was zapytać, czy będę wtedy miał grzech ciężki czy nie? Bo jeżeli tak, to odmówię.

Proszę o szybką odpowiedź, bo dziś muszę powiedzieć czy jadę czy nie...

Z Bogiem

(4463)
Agnieszka Kikidata: 14.08.2008, godz: 09:52

Agnieszko dokładnie…. tez myślę.. trzeba walczyć i to nie tyczy się tylko mężczyzn, ale i kobiet! Oczywiście do mężczyzny należy pierwszy krok..ale niekoniecznie;) już dwie moje przyjaciółki pierwsze zaryzykowały wysyłając smsa do chłopaka którego poznały na disco i dziś tez znajomosci są już poważnymi związkami.. a gdyby kierowały się obiekcjami.. czy wypada itp. pewnie straciłyby szansę, niektórzy potrzebują jakiego sygnału od drugiej osoby , bo brak im odwagi ..
Czasem ryzykujemy .. może ktoś nas odrzuci, ale co tam… ja tez kiedys poszłam na wesele z chłopakiem którego poznałam na portalu źródełka zaryzykowałam a on nie odmówił.. nie łączy nas nic więcej, ale utrzymujemy nadal kontakt.. a na weselu bawiłam się tak dobrze, jakbym była z kimś kogo znam od lat.. więc wszystkim poszukującym życzę odwagi… odrzućcie obiekcje..itp

(4462)
Marcindata: 14.08.2008, godz: 09:31

Do Agnieszka
Hmm...co za przypadek ja też mam we wrześniu wesele i to nawet dwa.Myślę że jak się nie ma z kim iść to lepiej zostać w domu bo tam każdy z kimś idzie,nawet jak ma 18 lat.Fajnie że ktoś kiedyś Cię zauważył...ciekawym tylko czemu to pójście z Tobą na studniówkę miałoby być powodem ośmieszenia.A co do odwagi...hmm...myślę że żaden ambitny chłopak nie chciałby być tylko ZAPAMIĘTANYM przez dziewczynę na której mu zależy.Pamięć ludzka jest krótka,wiem z obserwacji że jak dziewczyna będzie już z innym to ja który kiedyś się o nią starałem pozostanę dla niej tylko mglistym spojrzeniem.No ale droga Agnieszko ten temat już jest tak strasznie maglowany na tych stronach że aż rodzi się pytanie dlaczego tak ważne są dla nas to by być z kimś w związku.Sam sobie na to pytanie jestem w stanie odpowiedzieć ale ciekawy jestem co na to inni tutaj piszący."Miłość nie jest kochana"...to prawda odnośnie Boga a odnośnie człowieka można powiedzieć że"Człowiek nie jest kochany" Pozdrawiam

(4461)
Mariuszdata: 14.08.2008, godz: 08:55

Piotrze, lat 30: dlaczego to piszesz, bracie? Nie znasz nikogo osobiście, a skłonny jesteś wyrokować tak szybko... Nikt z piszących tutaj osób nie twierdzi, że boi się miłości - znajdź, udowodnij. A że ona bywa trudna, to już inna sprawa.

(4460)
Artur Wnęk / Artii, lat 33, e-mail: artur.wnek@vp.pldata: 14.08.2008, godz: 02:04

Czy mozesz utrzymac wiatr w dloni? NIE! Czy widzisz wiatr? NIE! Ale widzisz dzialanie wiatru? TAK! To tak samo jest z Bogiem, nie widzisz Go, nie mozesz Go dotknac. Ale odczuwasz Jego dzialanie.

(4459)
piotr, lat 30data: 14.08.2008, godz: 00:17

Nikt tak pięknie nie mówił że sie boi miłosci jak tu.........

(4458)
Agnieszka, lat 26, e-mail: umea_cefalu@wp.pldata: 13.08.2008, godz: 23:19

Ciesze się, że Asia napisała tu o poszukiwaniu partnera na wesele. Mam podobny problem. I sama z siebie na pewno bym tu nie napisała, ale skoro kotś inny zaczął temat ...
I jeszcze w zwiazku z tym, że ktoś wcześniej pisał, że mają tu być świadectwa a nie uogólnianie....

Przypomniało mi się, jak nie miałam z kim iść na studniówkę, a wtedy kolega sam się na nią wprosił. On mnie nie pytał, tylko powiedział, że chce ze mną isć. I byłam mu wtedy naprawde wdzięczna za to.
Troche lat minęło, a to była najodważniejsza rzecz jaką jakikolwiek mężczyzna zrobił z mojego powodu, od tamtej pory nic podobnego mi się nie przydarzyło. Nikt nie chciał walczyć o moją uwagę, (co nie jest równożnaczne z tym, że nikomu się nie podobałam - podobałam ale nie walczyli). A wspomniany kolega, ryzykował dużo - po pierwsze ośmieszenie, po za tym ja tylko nie miałam partnera na studniówkę, a jemu zależało na mnie. Zrobił na mnie wrażenie, i podziwiam go do tej pory. I bardziej pamiętam to, niż samą studniówkę (która była udana).
Dlatego apel do chłopaków- warto znajdować w sobie odwagę- bądźcie mężczyznami i walczcie, nawet jeśli któryś dostanie kosza, to gwarantuje, że odwaga taka robi wrażenia. Jeśli będziesz walczył o dziewczynę na której ci zalerzy na pewno zostaniesz chociaż ZAPAMIĘTANY. I łatwiej ją do siebie przekonasz.

(4457)
Asia, lat 28, e-mail: memen_gwa@tlen.pldata: 13.08.2008, godz: 22:11

Witajcie :) Szukam osoby towarzyszącej na wesele, które odbędzie się 27. września w okolicach Łodzi. Pozdrawiam serdecznie!

(4456)
Marcindata: 13.08.2008, godz: 22:09

Do niczyja
Życie jest darem nawet gdy wydaje się nam w danej chwili mało wartościowe.A jednak ciągle tak wiele pozostaje do zrobienia i tak spróbuj spojrzeć na swoje życie. Pozdrawiam

(4455)
Mariuszdata: 13.08.2008, godz: 18:38

DO MAŁEJ :)
dziękuję :-), a jakieś namiary na Ciebie?

(4454)
kobieta, e-mail: andaluzja8@o2.pldata: 13.08.2008, godz: 16:36

Łukaszu zgadzam sie w zupełności z Rafałem, niewiem czy ta rada jest poparta jego autopsją, ale napewno trafia w sedno. Życzę odwagi w życiowych wyborach, nawet gdyby dziś miały Ciebie i innych wiele kosztować. Z perspektywy czasu po latach spojrzysz na tę sprawę zupełnie inaczej. pzdr.

(4453)
Maładata: 13.08.2008, godz: 14:05


Do Mariusza - 28 355

Mam za sobą podobną historię. Jeżeli miałbyś ochotę poznać mnie - będzie mi miło. Być może razem sprostamy naszej historii z poprzedniej znajomości.

(4452)
piotr999data: 12.08.2008, godz: 22:50

Do niczyja!!!!!

doświadczam tego samego co Ty

(4451)
An, lat 19, e-mail: anannke@gmail.comdata: 12.08.2008, godz: 22:11

Do Janek lat 22. Odezwałabym się na maila gdybyś go podał:) albo go przeoczyłam ale sprawdzałam kilka razy i nie zauważyłam... w każdym razie ja podaję swój...

Dziękuję za wsparcie Tobie i Ani.. niewielu jest ludzi którzy chcą pomóc cierpiącym... albo ja takich nie spotkałam... zastanawiam się jak to możliwe że cierpienie psychiczne potrafi wyzwolić ból fizyczny...ból na który nie ma środka przeciwbólowego...

(4450)
Ewelina, lat 23, e-mail: welina11@wp.pldata: 12.08.2008, godz: 22:00

Poszukuję osoby towarzyszącej na wesele. Wesele odbędziesię 6 września w okolicy Wrocławia. Więcej informacji na maila. Pozdrawiam serdecznie

(4449)
Aga, lat 24data: 12.08.2008, godz: 21:50


Bardzo dobre lekarstwo - Phil Bosmans

Weź czasem swe serce do ręki ,
odwróć wnętrze duszy na zewnątrz
i przyjrzyj mu się dobrze.
Czy w twoim sercu jest może ponuro?
Czy jest ono bęczką rozczarowań?

Wiem : Ciosy, jakie zadaje los ,
piętrzące się trudności ,
narastające problemy
- to wszystko zużywa twoją energię.
Czyni cię zmęczonym i znużonym.
Twoje serce jest tak pełne kłopotów ,
że nie ma w nim miejsca na radość i słońce.

Co możesz zrobić?
Odsuń parę trosk na bok,
by zrobić miejsce przynajmniej troszeczkę -
na ufność w Bogu i chęć do modlitwy.
Mimo całego dobrobytu wielu zapada się dziś
głęboko w bagnie swych kłopotów.

Próbuje się je usunąć i odzyskać formę
za pomocą pigułek,kuracji diet.
Zapomniano całkiem o cudownym środku.
Najlepszym lekarstwem na chore,
nieszczęśliwe i zawiedzione serce
jest cicha modlitwa. Spróbuj raz !
Przywołaj do serca słońce.
A wszystko znów będzie dobrze.

----

Serdecznie wszystkich pozdrawiam :)

(4448)
Mariuszdata: 12.08.2008, godz: 21:03

Jakie owoce?

Była prośba, by dawać raczej świadectwa, zamiast analizować. Jedno i drugie potrzebne, lecz ponieważ ostatnie moje wpisy krążyły wokół książki Eldredge’a, dam upust bardziej osobistej nutce. Nie zaprzeczę poza tym, iż to, co odkrywałem w sobie, nie zawsze do końca rozumiejąc; pytania, które stawiałem, znalazły swoje uzasadnienie w słowach tego autora.
Chcę Wam natomiast napisać, że poznałem niedawno fragment prawdy odnośnie pewnej dziewczyny, dowiadując się, że najprawdopodobniej od jakiś 2 – 3 lat ma chłopaka. Skłonny byłem dopatrywać się innych powodów jej milczenia, a tu przyczyna prozaiczna, ona wybrała kogoś innego. Miłość wolnością się mierzy, lecz nie zaprzeczę, że nie poczułem w ogóle smutku na tę informację, bo przecież walczyłem o znajomość długo w ciszy serca - inaczej nie mogłem. Starając się być wiernym, odrzuciłem zainteresowanie ze strony wielu dobrych dziewczyn...
Bardziej jednak chcę się skupić na związanym z tym wszystkim fenomenie: odkryłem w sobie dobre serce, które potrafi kochać, kochać prawdziwie, serce wierne, konsekwentne i szczere. Serce, które wyzwala się z mocy zranień, by stawać się jeszcze bogatszym. Serce silne i wolne, głębokie. I wiem, że będzie obok mnie ktoś, kto będzie czerpał z mego wnętrza do woli, kto będzie umiał rozróżnić między ułudą a skarbem prawdziwym i nie pójdzie za głosem mamony, nie będzie uciekał przed miłością, zadowalając się jakimiś jej namiastkami. Wreszcie ktoś, kto będzie miał świadomość, że i ja, pomimo faktu bycia silnym, zdrowym, przystojnym facetem, mam swoje słabsze miejsca - choćby i to, że zawsze zgrabniej pisałem niż mówiłem, stąd niejednokrotnie traciłem ;-) – lecz ten ktoś przyjmie mnie i zaakceptuje w tym, co we mnie wielkie, jak i w tym, czego niedostawa. A ponieważ nie miałem w życiu dobrego nauczyciela relacji, to pragnąłbym, by ta osoba z miłością uczyła tego, co najbardziej kobiece: dialogu i zrozumienia. Pozdrawiam Was :-)

(4447)
gosiadata: 12.08.2008, godz: 20:35

Do niczyja. Nie daj sobie wmówić że jestes nic nie warta ,jest tyle dobrego w kazdym z nas, tylko trzeba tego poszukac.

(4446)
niczyjadata: 12.08.2008, godz: 18:44

Panie,

,,Tyś tego chciał: otom powalony na ziemię. Nie śmiem się podnieść, nie śmiem więcej spojrzeć na Ciebie. Nic, nic jestem Nic; teraz wiem.
Ciemno,Panie.
Panie,czy jesteś tu,w tej mojej nocy?
Twoje światło zgasło,jego odbicie na ludziach i na rzeczach znikło. I wszystko wydaje mi się szare,ciemne,jak przyroda,gdy mgła zasłania słońce i kryje ziemię.
Wszystko mnie kosztuje,wszystko mi ciąży i sam jestem ciężki i ospały.
Gdy się budzę,poranek mnie przytłacza,bo za nim kryje się dzień.
Śpieszę się,żeby zniknąć,pragnę śmierci jako zapomnienia.
Chciałbym wyjechać,
Umknąć,
Uciec,
Wyrwać się byle gdzie!
Wyrwać się-komu?
Tobie,Panie,innym,sobie,czyja wiem?
Ale wyjechać,
Uciec!
Chodzę jak pijany,
Popychany przyzwyczajeniem, bezwolnie.
Co dzień powtarzam te same ruchy,ale wiem,że są bezużyteczne.
Chodzę,ale wiem,że moje kroki nigdzie mnie nie zawiodą.
Mówię,ale moje słowa wydają mi się straszliwie puste,bo wiem,że tylko uszy cielesne mogą je słyszeć,a nie dusze żywe: za wysokie i za dalekie.
Nawet myśli uciekają;myślę z trudem.
Czasem słowa wyrywają się i nie chcą dalej służyć!
Bełkoczę,mieszam się,czerwienię.
I jestem śmieszny.
Wstydzę się,bo inni mogą się spostrzec.
Panie ,czy ja wariuję?
Albo może Ty tak chcesz?
To byłoby głupstwo,gdybym nie był sam.Jestem sam.
Wyprowadziłeś mnie,Panie,daleko;ufnie poszedłem,aleś Ty szedł obok mnie,
Aż w szarej pustyni,w pełni nocy,nagle zniknąłeś.''

Dlaczego Bóg pozwala życ komuś w kim pełno pychy, goryczy, dwuznaczności, egoizmu..?
Dlaczego muszę życ..

nie wytrzymam dłużej samej siebie...

(4445)
Ania, e-mail: dlapracownika@wp.pldata: 12.08.2008, godz: 15:29

Oferuję zapisy do AXA OFE. Jestem katoliczką, gwarantuję uczciwe podejście do sprawy. NAJWAŻNIEJSZY jest BÓG i szacunek do drugiego człowieka. Jeśli ktoś jest zainteresowany proszę o kontakt na e-maila dlapracownika@wp.pl.

Pozdrawiam z Panem Bogiem

(4444)
Nataliadata: 12.08.2008, godz: 15:04

W sprawie PODEJMOWANIA DECYZJI polecam ogromnie książke Silvano Fausti: 'Okazja czy pokusa' . Na końcu tej książki znajduje się rozdział o WOLNYM, prawidłowym podejmowaniu deyczji. Jest bardzo, bardzo pomocny i gorąco polecam.

(4443)
Aga, lat 24data: 12.08.2008, godz: 14:29

Zaufanie

W nocy zapalił się nieoczekiwanie dom. Rodzice uciekając w popłochu, nie zauważyli, że ich najmłodsza pociecha gdzieś się zawieruszyła: pięcioletni chłopiec w ostatniej chwili uciekł na poddasze.

Teraz, gdy cały dom stoi już w płomieniach, wszelka pomoc z zewnątrz nie ma żadnych szans. Nagle na górze otwiera się okno, staje w nim dziecko i woła rozpaczliwie o ratunek. Ojciec rozkazuje krótko:
- Skacz!
Chłopiec jednak widzi tylko dym i płomienie, boi się, ale słysząc głos ojca, odpowiada:
- Tatusiu, ja cię nie widzę!
Ojciec na to krzyczy z całych sił:
- Ale ją cię widzę, to wystarczy; skacz!

I chłopiec skoczył prosto w ratujące ramiona ojca.

Często tak zdarza się w naszym, życiu, że nie potrafimy wykonać zdecydowanego kroku do przodu, że nie potrafimy radykalnie zmienić swojego życia, choć czujemy takie przynaglenie ze strony Boga. Dlaczego zapominamy wtedy, że On czuwa nad tym, żeby nic złego się nam nie stało?

Może to do Ciebie Bóg mówi dzisiaj: "Ja Cię widzę, to wystarczy; skacz!"...

(4442)
Marcindata: 12.08.2008, godz: 14:18

Do Łukasza
Skoro nie skaczesz z radości że jest ktoś komu na Tobie zależy tak jak ja bym to robił to może rzeczywiście powinienieś się powstrzymać od małżeństwa z tą Twoją dziewczyna.Taki nawał wątpliwości wymaga jednak pewnego powstrzymania się od ostatecznej decyzji.Choć myślę że w małżeństwie i kapłaństwie nie raz przychodzi taka refleksja czy to rzeczywiście jest to powołanie lub też czy to rzeczywiście jest ta dziewczyna z którą mam być całe życie...są decyzje które sami musimy podjąć i nikt tego za nas nie zrobi co najwyżej może coś doradzić.Niewątpliwie potrzeba jest odwaga i to niezależnie od tego czy mamy powiedzieć tak czy też nie. Pozdrawiam

(4441)
JANEK, lat 22data: 12.08.2008, godz: 00:33

DO AN 19
Jak mozesz odezwij sie na mojego maila:)
Otaczam cie moja goracą modlitwa:)
pozdrawiam Cie serdeczmie
Janek

(4440)
Anka, e-mail: ania.ac78@vp.pldata: 11.08.2008, godz: 22:19

Droga An !
...Bóg zna Twój ból i poradzisz sobie z nim - Twoje cierpienie ma sens - uwierz i zaufaj wbrew temu co czujesz
...oddaj Mu wszystko...tak po prostu
Będę z Tobą modlitwą:-)

(4439)
An, lat 19data: 11.08.2008, godz: 21:42

Straciłam wiarę w sens życia cierpienia które mnie dotyka w dużym stopniu... straciłam wiarę w sens modlitwy... nic nie jest tak jak ma być... tak bardzo chciałabym coś zmienić ale nie umiem nie wiem co ani jak... nie mam już siły... nie mam siły by żyć... i nie umiem sobie poradzić z przytłaczającym mnie bólem... nie wiem już co robić...

(4438)
Taka Ona, lat 25data: 11.08.2008, godz: 14:48

Ja mam podobnie jak Łukasz... tyle że z perspektywy dziewczyny. U mnie już niestety nie da się wycofać. Bynajmnej nie ja... Boje się jak to będzie. Mam różne myśli raz złe raz dobre...

(4437)
Artur, lat 31, e-mail: arturr77@poczta.onet.pldata: 10.08.2008, godz: 22:12

Do Łukasza
Sprostowanie. Akurat na tej stronie którą podałem poprzednio, trzecia część konferencji nie dotyczy małżeństwa, tylko ,,związku''.
To o co mi chodziło znajduje się na :
http://www.da.freta.dominikanie.pl/dzialalnosc/kronika/audio/

(4436)
Tessadata: 10.08.2008, godz: 18:53

Proszę o modlitwę w intencji 25 letniej dziewczyny, którą porzucił narzeczony dla innej(była ustalona data slubu, kupione obrączki).Jest jej ciężko i nie wiem, czy da sobie rade ze swoim cierpieniem.Zawalił się jej cały swiat.....

(4435)
Artur, lat 31, e-mail: arturr77@poczta.onet.pldata: 10.08.2008, godz: 18:33

Do Łukasza i (...)
Posłuchajcie konferencji o.Krzysztofowicza ,,Kochaj i rób co chcesz''.
Konferencje te dotyczą mężczyzny, kobiety i małżeństa i można je znaleźć np na
http://www.boromeusz.franciszkanie.pl/?id=103
Nauki te zrobiły na mnie ogromne wrażenie i zmieniły moje postrzeganie kobiet i małżeństwa. Tobie Łukaszu polecam zwłaszcza trzecią konferencję o małżeństwie, ale jak masz czas to posłuchaj wszystkiego, bo warto.
Pozdrawiam

(4434)
Agnieszka, lat 28, e-mail: agusia_g79@wp.pldata: 10.08.2008, godz: 15:16

Do Łukasza:
Właśnie przeżyłam sytuację, którą była nieco podobna do Twojej, tyle że okazało się, iż mężczyzna który deklarował miłość do mnie i z którym byłam zaręczona zerwał zaręczyny na dwa miesiące przed ślubem. Najpierw twierdził, że nie chodzi tu o miłość, tylko o inne sprawy, po jakimś czasie dowiedziałam się, że nigdy mnie nie kochał, a co grosza okłamywał podobnie inne dziewczyny przed mną i teraz szuka już kolejnych. Byłam z nim 2 lata. Dlaczego wcześniej mi tego nie powiedział ?- to nieuczciwe. Nie postępuj w podobny sposób wobec swojej dziewczyny, bo to okłamywanie siebie i tej drugiej osoby. Przecież i dla niej i dla Ciebie musi być ktoś inny przeznaczony skoro nie czujesz wobec niej tego co każdy zakochany człowiek powinien czuć. Na pewno będzie cierpieć po takim zerwaniu ale przynajmniej znajdzie swoje szczęście i nie będzie się męczyć w związku, w którym jest niekochana. Wiem, że ludzi zbliżają różne sprawy. ja sama poznałam mego byłego narzeczonego w momencie gdy jego mama była śmiertelnie chora i wraz z nim opiekowałam się nią aż do śmierci. Jak widać jednak wola Boża jest inna i ludzkie plany często okazują się nietrwałe. Na początku ciężko to przyjąć ale lepiej żyć samemu niż w kłamstwie.

(4433)
a, lat 24data: 10.08.2008, godz: 13:57

Drogi Łukaszu,

Mogę jedynie powiedzieć Ci, że z niecierpliwością czekam na odpowiedzi na Twoje pytanie, bo sama jestem w trochę podobnej sytuacji..

pozdrawiam Cię

(4432)
Rafał do Łukasza, lat 23, e-mail: mysterious1985@o2.pldata: 10.08.2008, godz: 12:07

Może nie jestem zbyt doświadczoną osobą, by dawac Ci tak poważne zyciowe rady, ale uwazam, ze popełniasz duży błąd.Sam przyznałes, ze poznaliscie sie w okolicznosciach, w ktorych najbardziej potrzebowaliscie bratniej duszy.Oboje cierpieliście.Ona z powodu alkoholizmu w rodzinie, a Ty po stracie matki.W pewnym sensie byles lekarstwem na jej bolączki, a ona na Twoje.Łatwiej było wam razem przejsc przez trudny okres, przywiązaliscie sie do siebie.Później zapewne pozostało poczucie zobowiązania, obawa przed zranieniem drugiej osoby.Niestety nie tędy droga.Miłość to oczywiscie nie zakochanie, a dojrzała postawa, decyzja, pragnienie dobra dla partnera. Uwazam, iz powinien poprzedzać ją etap zakochania, zauroczenia, wzajemnej fascynacji sobą.Teorie mogą być różne, moze nie ma na to ścisłej reguły, ale moim zdaniem miłość partnerska bez zakochania nie istnieje.Mozna w taki sposob kochac osoby z rodziny, przyjaciół,bliźnich, jednak nie kogos, z kim chce sie spędzic całe życie.Posłuchaj głosu serca, zamiast wmawiac sobie, ze skoro jest piekna, dobra i w ogole wspaniala, to powinienes sie z nią ożenić.Te wszystkie cechy nie mają zadnego znaczenia, jesli brak uczucia.Małzenstwo z rozsadku? Rób jak uwazasz, ale bys później nie musiał przeklinać dnia, kiedy staneliscie na ślubnym kobiercu.Twoje najwznioślejsze intencje będą męczarnią dla Ciebie , a sztuczne w oczach Twojej partnerki, gdy ich źródłem nie będzie serce.Muszę dodać, że nawet w związku w ktorym dominowały na początku intensywne uczucia i emocjonalne burze, moze pojawic sie czas pustyni.Jest to jednak przejscie na wyższy poziom.Przemija spontaniczny stan zakochania, a para stoi przed wyzwaniem wejscia na wyższy poziom dojrzałej miłości, ktora nie jest uwarunkowana łomotaniem serca i motylkami w brzuchu.U was różnica polega na tym,ze tego stanu nie odczuwaliscie, a przynajmniej nie Ty.Za dużo w Twoim wpisie jest obaw i wątpliwości.Polecam separacje na kilka tygodni, albo wspólny wyjazd do Leśniowa, do sanktuarium Matki Bozej patronki rodzin.To miejscowosc połozona 30km na południowy wschód od Częstochowy.Wspaniałe miejsce na wyciszenie i wsłuchanie sie w głos serca.Radze CI sie tam wybrac ze swoją partnerka, albo samemu.Jesli masz powazne watpliwosci to wycofaj sie z tego zanim bedzie za późno.Pewnie pocierpi, ale znacznie gorsze tego konsekwencje będą im dłuzej będziesz zwlekac z wyjawieniem prawdy.Trzymaj sie i zycze duzo Bozego Światła.

(4431)


 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2026 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej