| J | data: 22.07.2008, godz: 11:17 |
Sarenko, będę pamiętał o Tobie na modlitwie.
A do tekstu, który podała Gosia, chciałbym jeszcze coś dodać. Wszystkie argumenty podane w tym tekście są ważne i trafne, myślę że przekonałyby chyba każdego człowieka dobrej woli, ale wydaje mi się, że jest jeszcze jeden argument, chyba ważniejszy od wszystkich. Tylko że jego już nie da się przyjąć bez wiary.
W każdym z nas czai się "mały egoista", i choć wydaje się nam, że czasem z całego serca i z całych sił mówimy "kocham", to już po chwili mogą się w nas obudzić myśli o własnych korzyściach. Jeśli ktoś z taką świadomością chce w akcie seksualnym zbliżyć się do drugiego człowieka, to jest to co najmniej karkołomne i nierozważne. Ale właśnie po to Bóg dał nam ogromny dar sakramentu małżeństwa i łaski, jakie z niego płyną - by miłość małżonków, gdy stają się jednym, była czysta i pełna. Tylko trzeba w to uwierzyć, chcieć to przyjąć, chcieć o to walczyć.
Myślę sobie, że małżeństwo to jest dokładnie to, co oznacza "zaprosić Boga do naszej bliskości fizycznej". Sądzę, że to jest dla chrześcijanina właśnie ta kolosalna różnica między współżyciem 5min. przed małżeństwem, a współżyciem 5min. po małżeństwie. (4234)| gosia | data: 21.07.2008, godz: 21:44 |
Do Sarenka .Pare stron temu Aga przesłała tekst odnośnie czystości przedmałżeńskiej skierowany do mężczyzn, może będzie on jakąś podpowiedzią .
DLA MĘŻCZYZN
Jest takie powiedzenie: "Najlepszym interesem jest czerpanie zysków z szaleństwa innych". I właśnie o tym jest ten artykuł. Chcę się podzielić z tobą kilkoma rzeczami których nauczyłem się - a kosztowało mnie to niemało - o dziewczynach i relacjach. Uściślając, zanotowałem dziesięć powodów, dla których czekam z seksem aż do czasu, gdy się ożenię.
I
Powód 1. Seks nie jest czymś, co by dawało zupełną radość.
Kiedy byłem w szkole średniej, pamiętam takie przeżycia które później określiłem jako "kac miłosny". Po współżyciu z dziewczyną, następnego ranka czułem pustkę. To coś, czego nie zobaczysz w telewizji ani kinie, ale zdarza się bardzo często. Była pustka, później nawet żal.
Ten "kac miłosny" był dla mnie czymś bardzo dziwnym. Zwłaszcza dlatego, że podczas nauki w liceum, seks był moim "bogiem". Myślałem o nim rano, w południe i wieczorem. Więc mógłbyś w takim razie przypuszczać, że seks był moim spełnieniem - osiągnięciem koronującym służenie mojemu "bogowi". A mimo tego zawsze po fakcie czułem w sobie brak spełnienia.
Czy też doświadczyłeś czegoś takiego? Czy miałeś kiedykolwiek takiego "kaca miłosnego"? Jeśli tak, powinieneś się zastanowić: "Dlaczego tak jest? Dlaczego seks, tak ważny dla mnie, daje mi pustkę uczuciową?"
Pamiętam, że zupełnie nie rozumiałem, skąd brała się ta pustka. Później doszedłem do wniosku: "Po prostu potrzebuję więcej seksu, i już". (Często myślimy w ten sposób o rzeczach które naszym zdaniem powinny dać nam zaspokojenie, a nie dają. Na przykład gdy kupujemy samochód, o którym długo marzyliśmy, wkrótce później już jest dla nas tylko "dobry". Zamiast uświadomić sobie, że coś takiego jak samochód nie jest w stanie dać nam spełnienie, zwykle popełniamy błąd myśląc: "No cóż, to chyba nie był ten samochód, inny da mi na pewno pełną radość".)
Ale pustka trwała nadal. W końcu więc doszedłem do wniosku, że przedmałżeński seks nie był czymś, co by dało mi pełną radość. Daje zbyt dużo niepewności. Nie jest taki, jak pokazują go filmy. Gdyby taki był, dałby mi pełne uczucie zaspokojenia i nie byłoby żadnej "pustki".
II
Powód 2. Teraz chcę bardziej szanować kobiety.
Dowiedziałem się że, dziewczyny często niespecjalnie rozumiej, o co chodzi w seksie im i mężczyznom. To znaczy - ich sposób patrzenia jest zupełnie inny niż mężczyzn. Dziewczyna często usprawiedliwia seks mówiąc "ale ja go kocham" nawet, jeśli nie chce tak naprawdę tego robić. Dlaczego tak się dzieje? Mówi się że "dziewczyny używają seksu aby zdobyć miłość, mężczyźni używają miłości aby zdobyć seks."
Oto jak to działa: dziewczyna już sobie wyobraża ślub, mężczyzna wyobraża sobie wszystko, co będzie mógł z tą dziewczyną zrobić, i co to będzie jak później pójdzie i wszystko poopowiada kolegom. Podczas gdy coś wewnątrz dziewczyny mówi jej, że miłość i ślub to dobra rzecz, coś wewnątrz mężczyzny mówi mu coś dokładnie przeciwnego - że takie myślenie czy opowiadanie o tym innym jest złe, mimo tego - dalej to robi. Dlaczego? Na pewno dla fizycznej przyjemności, ale również - jak myślę - z innego powodu: to sprawia, że czuje się mężczyzną. Niestety jest w tym duża dawka ironii - cóż męskiego jest w oszukiwaniu kobiet?
Odkryłem, że kiedy szanujesz kobietę, szanujesz również siebie. Dlaczego? Ponieważ pewnego dnia będziesz żałował, a żal będzie trwał o wiele dłużej niż dawna przyjemność. W filmie Rob Roy główny bohater mówi: "Szacunek jest prezentem, który mężczyzna daje sam sobie". Kiedy szanujesz kobietę robiąc to, co - jak czujesz w swoim sercu - jest dobre - czyli to, co jest najlepsze dla niej - szanujesz siebie i możesz być pewny, że nie będziesz musiał kiedyś odczuwać długotrwałego żalu.
III
Powód 3. To żona kogoś innego.
Oto co mam na myśli: większość dziewczyn, z którymi byłem, teraz jest żonami innych mężczyzn. Kiedy stawiam się w sytuacji tych mężczyzn, nie chciałbym aby mi zrobiono to, co im. Prawdę mówiąc mam wtedy ochotę dać sobie za to w twarz.
Wtedy nie myślałem, że kiedy sam się ożenię, nie będzie mi się podobało, że ktoś wcześniej współżył z moją żoną. A co z tobą? Czy podoba ci się fakt, że ktoś inny mógł uprawiać seks z twoją żoną? Jeśli masz dziewczynę, i ta myśl już cię drażni, pomyśl o tym jak silniejsza będzie ona, gdy ta dziewczyna zostanie pewnego dnia twoją żoną.
Możesz też iść o krok dalej. Ta dziewczyna jest czyjąś córką. A co gdyby była twoją? Albo gdyby była twoją siostrą? Czy chciałbym aby ktoś taki jak ja ją wykorzystywał? Teraz widzę dziewczyny z innej perspektywy. One są czyimiś przyszłymi żonami, czyimiś córkami, siostrami itd.
IV
Powód 4. Seks zabił moje najlepsze przyjaźnie.
Przykładowo, miałem w liceum dziewczynę moich marzeń. Nigdy się z nią nie nudziłem, bardzo pasowaliśmy do siebie. Czekaliśmy trochę, a później, dzięki moim zabiegom, rozpoczęliśmy współżycie seksualne.
Nasz związek zaczął wkrótce opierać się przede wszystkim na seksie. Już nie miałem takiego pragnienia, aby moją dziewczynę poznawać we wszystkich dziedzinach. I tak, zamiast zbliżyć się do siebie, tak naprawdę zaczęliśmy się od siebie zupełnie oddalać. Oto co mam na myśli mówiąc "seks zabił moje najlepsze przyjaźnie". Ludzie mogą się kontaktować ze sobą na różne sposoby: emocjonalnie, umysłowo, fizycznie, duchowo. Ale kiedy zacząłem z moją dziewczyną komunikować się głównie fizycznie, to spłyciło inne poziomy naszej relacji. W rezultacie nasz związek zaczął się rozpadać. A moglibyśmy do dzisiaj być razem gdybyśmy (gdybym ja!) zaczekali.
Widziałem niezliczoną ilość razy jak tak się dzieje w innych relacjach, nie tylko własnych. I myślę, że istnieje ku temu powód, który teraz wyjaśnię.
V
Powód 5. Seks przedmałżeński rujnuje inne poziomy relacji.
Zawsze przytrafiały mi się dwie rzeczy, kiedy miałem seks z dziewczyną. Jak patrzę wstecz, mogę powiedzieć, że przytrafiały mi się dokładnie za każdym razem, chociaż wtedy nie byłem świadom tych prawidłowości. Oto te dwie rzeczy: 1) Traciłem szacunek do dziewczyny (wbrew mej woli). 2) Ona przestawała mi ufać (wbrew jej własnej woli).
Nie wiem dlaczego tak się działo, ale wiem, że tak się działo. Jedno wiem na pewno - nie jestem odosobniony. Widziałem jak to się dzieje zawsze i wszędzie. Znam wielu ludzi mających problemy małżeńskie ponieważ wcześniej byli zaangażowani w przedmałżeński seks. Wchodzą w związek małżeński z brakiem szacunku i zaufania, a to dwie niezbędne rzeczy dla zdrowego małżeństwa.
Znam nowopoślubioną parę która współżyje ze sobą rzadziej niż raz w miesiącu, ponieważ on nie czuje do niej szacunku, a ona mu nie ufa, więc nie chce mu się w pełni oddawać. To bardzo smutne i o wiele powszechniejsze, niż myślisz. Ale nikt o tym nie mówi głośno. A filmy pokazujące seks pozamałżeński również tego nie tak nie przedstawiają. Wygląda na to, że nikt głośno nie chce o tym mówić, chociaż to prawda.
VI
Powód 6. Czekanie na seks z żoną oznacza lepszy seks w małżeństwie.
Dlaczego? Ponieważ wejdziemy w małżeństwo z większą ilością szacunku z mojej strony i większym zaufaniem z jej strony. To też jedna z rzeczy, których się nauczyłem: jeśli dziewczyna nie ufa chłopakowi, w pełni nie będzie chciała mu się oddać. I tak naprawdę bycie z nim nie będzie dla niej radością.
Oto dlaczego tak się dzieje. Ponieważ "dziewczyny używają seksu aby zdobyć miłość, a mężczyźni używają miłości aby zdobyć seks", para będzie przed małżeństwem uprawiać ze sobą seks. Dziewczyna robi to, aby podtrzymać związek. Mężczyzna robi to, ponieważ chce tego - nawet bardziej niż samego związku. Później, po ślubie, kobieta ma to, co chce: trwały związek z mężczyzną. Nie potrzebuje więc już seksu, aby podtrzymywać relacji. A ponieważ może mieć żal, że miał z nią seks zanim się pobrali, teraz nie jest zainteresowana współżyciem. A mężczyzna - który nie jest w pełni przywiązany do żony z powodu przedmałżeńskiego seksu - nadal pragnie współżycia, ale nie jako czegoś, co miałoby więź między nimi zacieśniać. To po prostu seks. Więc, jakość tego współżycia jest kiepska.
Nie wymyśliłem sobie tego wszystkiego. Teraz już nie jestem w liceum, wielu ludzi których obserwuję wchodzi w związek małżeński, i widzę, że to się dzieje bardzo często. Lekarstwo jest jedno: czekanie z seksem do małżeństwa da mężczyźnie większy szacunek do kobiety, a kobiecie - do mężczyzny. W rezultacie będą mieli lepszy i częstszy seks, ponieważ mają do siebie więcej szacunku i kochają się głębiej.
VII
Powód 7. Brak współżycia z innymi kobietami zaowocuje lepszym seksem w moim małżeństwie.
Seks jest czymś tajemniczym, czymś co powoduje powstanie głębokiej więzi między ludźmi, nawet jeśli nazwiemy go "przypadkowym". Problem leży w tym: im głębsza więź między mną a dziewczyną, tym mniej głęboką więź będę mógł mieć w moją przyszłą żoną. Można tę sytuację porównać do naklejki - im częściej będziesz ją przyklejał do różnych miejsc, tym słabiej się będzie ich trzymać. Po pewnym czasie już do niczego jej nie przylepisz.
Jeśli zwiążę się z innymi dziewczynami zanim wejdę w związek małżeński, nie będę w stanie związać się tak dobrze z moją żoną. Nie będę jej miłować tak, jak bym mógł. Każdy mijający dzień, w którym okazuję wierność mojej przyszłej żonie, oznacza moją lepszą więź z nią.
To zabawne: nasza kultura potępia cudzołóstwo, chociaż dopuszcza seks przedmałżeński, nawet z wieloma partnerami. To ironiczne. Ponieważ, jeśli z tego równania usuniesz czas, seks przedmałżeński jest tym samym, co zdrada. Łatwo sobie wyobrazić, jaki ogromny wpływa ma zdrada na małżeństwo, tak naprawdę seks przedmałżeński ma prawie taki sam skutek. Rani potencjalną więź między mężczyzną i kobietą.
VIII
Powód 8. Nie muszę spać z kobietą aby poznać, czy jesteśmy "seksualnie dobrani".
Seks powinien być ukoronowaniem małżeństwa, a nie jego najważniejszym akcentem - oto, czego się nauczyłem. Ma być jak polewa lukrowa na cieście kiedy wszystkie inne aspekty małżeństwa układają się dobrze. Doszedłem do wniosku że seks będzie dobry wtedy, kiedy cała relacja będzie dobra. To dlatego wiem, że nie muszę spać z przyszłą żoną po to, aby zobaczyć czy jesteśmy "seksualnie dobrani". Jeżeli uda nam się zgadzać w każdej innej dziedzinie, ze współżyciem również wszystko będzie w porządku.
Trzeba tu powiedzieć jeszcze coś. Następną rzeczą, którą odkryłem, jest to: jeśli traktujesz seks jako najważniejszy wyznacznik udanego związku, zapewne nie doświadczysz udanego współżycia. Pomyśl. Kiedy patrzysz przez lupę na swoją relację seksualną z partnerem, osądzając ją i osądzając przez jej pryzmat cały związek, katastrofa wisi w powietrzu. Jesteś jak w klatce. Jesteś trzymany w zamknięciu przez coś, co powinno raczej cię uwalniać, a nie ograniczać.
Ale jeśli skupisz się na innych aspektach związku, doznasz uwolnienia, które właśnie zaowocuje współżyciem przynoszącym o wiele więcej radości; bez presji, która każe aby za każdym razem było perfekcyjnie (bo nie będzie). Co ważne - nie sądzę aby człowiek w wieku ucznia szkoły średniej był w stanie nie skupiać się na seksie, chyba że tego seksu w ogóle w jego życiu nie ma. Dlatego uważam, że należy poczekać.
IX
Powód 9. Odkryłem coś dającego mi więcej satysfakcji niż seks.
Wiem, co teraz myślisz: "Uhm, na pewno!". Ale to prawda. Co ciekawe, seks w pewien sposób pomógł mi odkryć coś, co go przewyższa. Tym czymś tak naprawdę nie jest coś, lecz ktoś. To Bóg.
Posłuchaj mnie! Wiem że to wygląda naciągane, ale wszystko układa się w logiczną całość. Bóg stworzył nas w taki sposób, abyśmy nie mogli być całkowicie zaspokojeni bez Niego. Wbudował to niejako w ludzkość i w każdego z nas. Jak to ktoś ujął: "Wewnątrz każdego człowieka jest próżnia w kształcie Boga, i tylko Bóg może ją wypełnić".
Oto dlaczego tak często widzimy, jak ludzie zmieniają zawody, przyjaciół, sposób ubierania się - ponieważ w naszym poszukiwaniu całkowitego wypełnienia odczuwamy ciągły brak z powodu rzeczy i ludzi, którzy tej naszej pustki nie wypełniają. Później się ich pozbywamy i szukamy następnej rzeczy lub osoby mając nadzieję, że ona dokona w nas takiego wypełnienia, jakiego szukamy. Problem w tym, że nigdy niczego takiego nie znajdziemy, dopóki nie przyjdziemy po to do Boga, ponieważ tylko On jest w stanie to zapewnić.
Bóg kocha nas zbyt mocno aby zobaczyć, że potrafimy znaleźć wypełnienie w czymkolwiek innym niż On sam. On chce dla nas najlepszego - a On sam jest najlepszy. Nikt ani nic nie jest ważniejsze niż Bóg. Wiem, że to prawda ponieważ przekonałem się na sobie. Pustka, którą miałem - po kupieniu tego i tamtego, po seksualnych wyczynach, po tych moich wszystkich wysiłkach aby znaleźć spełnienie - owa pustka skończyła się, gdy zaprosiłem Boga do mojego życia. Dokładniej - gdy poprosiłem, aby Jezus Chrystus wszedł w moje życie. Jezus powiedział "Kto do mnie przychodzi, nigdy łaknąć nie będzie, a kto wierzy we mnie, nigdy pragnąć nie będzie" (Jana 6:35). Te słowa stały się prawdą w moim życiu. Kiedy wszedłem w relację z Bogiem, próżnia w kształcie Boga, która była dotychczas we mnie, w końcu się wypełniła. Już nigdy nie czułem pustki. Poznanie Boga dało mi głębszą satysfakcję, niż kiedykolwiek mógł to uczynić seks.
X
Powód 10. Bóg dał mi siłę, aby czekać.
Minęły lata odkąd ostatnio współżyłem seksualnie. Chciałbym móc powiedzieć, że całe życie czekałem na małżeństwo, ale nie mogę... Mam chwile, kiedy czegoś mocno żałuję (i, jak wcześniej powiedziałem, takie smutne momenty bywają o wiele dłuższe niż jakiekolwiek chwilowe przyjemności). Żałuję sposobu, w który traktowałem dziewczyny. Martwię się o stabilność mojego przyszłego małżeństwa (jeśli i kiedy się ożenię). Ale Bóg pomógł mi rozprawić się z moimi przeszłymi czynami i z troską o przyszłość. Jest w trakcie zmieniania mnie, i już mnie zmienił ogromnie.
Bóg także dał mi umiejętność czekania na małżeństwo, abym to w nim mógł uprawiać seks. Oczywiście, czasami była to walka, ale Bóg zawsze okazywał wystarczająco dużo siły, aby mnie w niej wspomóc. Wszystko z Nim jest możliwe. I na każdym mijającym dniu, tygodniu i roku mam tę świadomość, że będę mieć lepsze i silniejsze małżeństwo przez to, że czekałem. Dzisiaj mam także bliższy związek z Bogiem dzięki temu, że na Nim polegam w tej dziedzinie życia.
Jak zacząć
Jeżeli chcesz odnieść sukces w twoim przyszłym związku - jako mąż i ojciec - najlepiej zacznij od siebie. Tu nie chodzi o znalezienie dobrej żony czy posiadanie dobrych dzieci. Musisz zacząć od siebie. A najważniejszym związkiem, tym który pomoże ci stać się lepszym mężem i ojcem - jest związek z Bogiem.
Bóg jest twórcą seksu, miłości - i w ogóle związku. Stworzył te rzeczy dla nas, aby nas cieszyły. I będziemy mogli znajdować w nich radość, jeżeli będziemy postępować według Jego reguł. Odkryłem, że Bóg nie jest moralizatorem. Nie mówi "rób to" albo "nie rób tego" bez powodu. Kiedy mówi "nie rób tego" (np. nie uprawiaj seksu poza małżeństwem), nie mówi tego aby pokazać kto tu rządzi. Mówi tak, ponieważ jest to dla mojego dobra. Mówi tak, ponieważ wie, jak stworzył mnie - jako mężczyznę - i wie, co jest dla mnie najlepsze i co przyniesie mi najlepsze spełnienie.
Poznawanie Boga osobiście.
Biblia mówi, że Jezus Chrystus jest Bogiem, który stał się człowiekiem - "A Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami". On był "dokładnym odbiciem Boga". Krótko mówiąc Jezus pokazał dokładnie, jaki jest Bóg. Więc jak zaczniemy z Nim relację?
Bóg żywi do nas szczerą miłość i chce, abyśmy o tym wiedzieli. Ale jest jeden problem. Obecnie tym, co stoi na przeszkodzie między nami a Nim jest nasz grzech (nieumiejętność doskonałego kochania Boga i ludzi).
Więc Jezus Chrystus ("Bóg w ciele człowieka") wziął na swoje ramiona cały nasz grzech w chwili, gdy z własnej woli zmarł na krzyżu. Zrobił to, abyśmy byli zupełnie uwolnieni od kary za nasze czyny. Złożył nieporównywalną z niczym ofiarę - był bity, upokarzany, chłostany i ukrzyżowany za nas. Później, po trzech dniach, zmartwychwstał. Teraz prosi nas, abyśmy odpowiedzieli na Jego poświęcenie zapraszając Go do naszego życia.
Jezus Chrystus był najprawdziwszym mężczyzną, który kiedykolwiek żył. Ludzie nie zawsze w to wierzą, ale to prawda. Więc, jeśli zapraszasz Go, aby wszedł w twoje życie, zapraszasz Tego, który najlepiej z wszystkich ludzi wie o byciu mężczyzną. Pomoże ci stać się prawdziwym mężczyzną - nie w wersji z Hollywoodu - ale kimś o wiele wartościowszym i cenniejszym dla innych ludzi.
Jak wygląda taki prawdziwy mężczyzna? Nie jak wilk (ktoś, kto dba jedynie o własne interesy), ale raczej jak pasterz - ktoś, kto troszczy się o pomyślność innych. Kiedy dojrzewasz w swojej relacji z Chrystusem, odkrywasz coraz lepiej, co to znaczy być prawdziwym mężczyzną. A Chrystus zmieni twoje myślenie o kobietach i sposób, w jaki je traktujesz.
Możesz rozpocząć swoją relację z Chrystusem, która będzie trwała wiecznie. "Gdyż tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne" (Jan 3:16). Wiara oznacza zaufanie. Kiedy ufasz albo polegasz na ofierze, którą Chrystus złożył za ciebie, otrzymasz życie wieczne - związek z Bogiem, który rozpocznie się teraz i trwać będzie wiecznie. Jeżeli jest to teraz pragnieniem twojego serca, oto przykładowe słowa, które możesz powiedzieć Bogu:
Drogi Boże, wyznaję, że zgrzeszyłem przeciwko Tobie. Dziękuję Ci za to, że poniosłeś na krzyż cały mój grzech. Pragnę otrzymać Twoje przebaczenie. Chcę wejść z Tobą w relację. Zapraszam Cię, abyś wszedł do mojego życia jako mój Zbawiciel i Pan. Proszę, abyś uczynił ze mnie takiego, jakim chcesz, abym był.
Pozdrawiam.
(4233)| M. | data: 21.07.2008, godz: 19:25 |
Do Samotna
Lekarstwem na samotność jest wyjście do ludzi.A że boli to jest oczywiste bo nikt nie jest stworzony do życia w pojedynkę. Pozdrawiam i życze odwagi w wychodzeniu do drugiego człowieka. (4232)
Jak mozna powiedziec ze Bog jest okrutny. Jesli w glowie zalozysz ze Bog jest Miloscia i tylko On to zobaczysz wszystko w innym swietle. Zobaczysz, ze to Twoje plany i oczekiwania Cie rania. A jak uklekniesz i ucalujesz Krzyz Jezusa i szepniesz ufam i zaczniesz sie modlic to zobaczysz ze to Bog jest bardziej czuly, wierny i kocha bezinteresownie niz Ty. W trudnych chwilach radze wziac rozaniec i modlic sie i uciekac do Maryi. Moze pomoca byc takze Ewangelia, szczegolnie te fragmenty o uzdrawianiu przez Jezusa.
Powiedzcie, dlaczego Jezus do uzdrowionych mowil tylko nikomu nie mowcie co to znaczy? (4231)| May77 | data: 21.07.2008, godz: 15:50 |
Jezu, wierze, ale przymnoz mi wiary, Jezu ufam ale chce zaufac bardziej, Jezu zycie jest cudowne z Toba. Wiara czyni cuda, wierze w cos bardzo i z utesknieniem czekam na cud. Panie Jezu nauczyles mnie wierzyc, malymi kroczkami chodzilam po wodzie, a teraz mam ochote pedzic skakac do gory jakby to byla skala a nie woda, bo wiem ze wiara czyni cuda a ja wierze, tak bardzo dzisiaj wierze. Wierzcie, a wszystko o co proicie bedzie Wam dane, wierzcie wbrew temu co zycie pokazuje (4230)
Całe życie byłam i jestem przekonana że czytość przedmałożeńska to jedyna droga do prawdziwej miłośi w małożeństwie. Mój ukochany starszy odemnie 4 lata jednak uważa że sobie coś ubzdurałam i powinnam iść z taka swoją koncepcją do psychologa,że jestem zacofana, przecież to jest normalne, wszyscy tak robią itp. Bardzo mnie to zabalało, modlę się o to bym nie musiała popełnić tego grzechu cielesnego, by on się zmienił, choć zbliżają się upragnione wczasy, zaplanowany wspólny wyjazd. Wcale mnie cieszy, ta sytuacja w prost sprawia że się "duszę", sama myśl o tym przyspaża mi sporo cierpień duchowych. Ja nie potrafię uczynić tego przeciwko mojemu Panu, który zawsze jest przy mnie i nigdy, nigdy mnie nie opuscił, w tych cięzkich chwilach zawsze był przy mnie, mocno odczuwałam jego bliskoś. To On mnie pocieszał, podnosił na duchu, wprawiał w prawdziwą radość. Mój kochany tego nie rozumie, nie wiem jak mam mu to wytłumaczyć, że to nie tędy droga że to nie pora a ni miejsce. Nie chce wybierać, bo wiem że w takim razie pozostaje mi tylko jedna droga- droga prawdy. Wiem że to jest zbyt pochopna i szybka decyzja, nie umiem go przekonać. Mam Boga w sercu i wiem że nie daje nam nic ponad nasze siły, ale mam jednak trochę mętlik w głowie. Wiem to tak musi być, takie cierpeienie, próba, ale czy ją przetrzymam.
Pozdrawiam serdecznie wszystkich. (4229)
do elefki
oddaj swoje cierpienie Panu, wtul się w Jego miłujące Serce, niech On będzie dla Ciebie ukojeniem i pocieszeniem...z darem modlitwy (4228)
do Kasi
...niech to doświadczenie nie zamyka Twojego serca, wręcz przeciwnie niech rozszerza je jeszcze bardziej...abyś stawała się darem dla tych, których Bóg stawia na Twojej drodze życia...abyś sama była dla nich Aniołem...a przyjaźń z mężczyznami?!...jest możliwa i bardzo realna...taka czysta bezinteresowna, bez dwuznaczności...mam takich przyjaciół...na pewno i Ty znajdziesz takiego przyjaciela (4227)| Kasia | data: 21.07.2008, godz: 10:35 |
Do Caroline
"Niektórzy ludzie w naszym życiu są jak Anioły, które spełniają swoją misję i odchodzą i musimy się z tym pogodzić..." za te słowa wielkie DZIĘKI :) (4226)| Caroline | data: 20.07.2008, godz: 16:46 |
Do Kasi
Ja chyba trochę Cię rozumiem. Też miałam taką sytuację, że się z kimś przyjaźniłam. Bardzo dużo ze sobą rozmawialiśmy, znałam wiele jego sekretów... A potem ta przyjaźń rozpadła się tak nagle i nie wiedziałam dlaczego. On nagle zaczął się usuwać i w końcu zupełnie straciliśmy kontakt. Nie miałam pojęcia dlaczego tak się stało... Po ponad roku wysłałam mu życzenia na święta. Od słowa do słowa i okazało się, że on się bał, że mi zaczyna zależeć na czymś więcej. A to wcale nie było tak... I zamiast o tym porozmawiać po prostu "uciekł"... Może sytuacja go przerosła. Musisz pamiętać, że przyjaźń z facetem to nie to samo co przyjaźń z dziewczyną. Ona się rządzi trochę innym zasadami. I musisz sie liczyć z tym, że nagle któraś ze stron będzie chciała, żeby ta przyjaźń przerodziła się w coś więcej... Tak to już jest. Z perspektywy czasu muszę Ci powiedzieć, że cieszę się, że tamta przyjaźń się wtedy rozpadła. Wiele się dzięki niemu nauczyłam ale wiem, że Bóg chciał, żeby później nasze drogi sie rozeszły. Niektórzy ludzie w naszym życiu są jak Anioły, które spełniają swoją misję i odchodzą i musimy się z tym pogodzić... Chociaż wiem, że to boli ale czas leczy rany:)
Trzymaj się cieplutko:)
PS. do ctghf A ja mam śmiałość napisać, że Bóg jest największą dobrocia i miłością i osobą, która mnie nigdy nie zawiodła. A oszukać to rzeczywiście się dałeś/dałaś tylko że przez Szatana... (4225)
Dlaczego samotność tak boli? Czy jest na nią jakieś lekarstwo?
Proszę o modlitwę. (4224)| Mariusz | data: 20.07.2008, godz: 13:06 |
„Nic, co ma wartość, nie przychodzi bez walki” (Bruce Cockburn) – takie oto motto towarzyszy fragmentowi „Bitwa o serce mężczyzny”, pióra J. Eldridge’a. Idąc dalej tropem męskiej duszy, wyróżniona zostaje pewna współzależność między zranieniem, które przynosi dane zdarzenie, a dalszym biegiem życia: „mężczyzna nie zostaje zraniony raz, ale wiele, wiele razy w czasie swego życia. Prawie każdy cios kończy się tym samym: odbiera mu siły”. Podstawowy błąd leży zdaniem autora już w samym współczesnym modelu wychowania: „Chcemy chłopców socjalizować, to na pewno, ale z dala od wszystkiego, co dzikie, gwałtowne i namiętne. Innymi słowy, z dala od męskości, a bliżej czegoś kobiecego (...) Kobietom często podoba się bardziej gwałtowna strona mężczyzny, ale kiedy już kogoś złapią, oswajają go i udomawiają. Jak na ironię, jeśli on się podda, będzie miał z tego powodu żal, a ona z kolei będzie się zastanawiała, gdzie podziała się jego namiętność”. Mężczyzna, który nie jest świadomy tego, że jest wojownikiem, kimś niebezpiecznym, ufnym we własne siły i umiejętności, jeśli w końcu nie jest świadom również tego, że jego walka ciągle jeszcze trwa i absolutnie nie kończy się na dotychczasowych ranach, będzie duchowo obumierał: „Po całej okolicy, na prawo i lewo, walają się okaleczone życia mężczyzn (i kobiet), których dusze poległy do odniesionych ran (...) Inni żyją, ale są poważnie ranni. Próbują się czołgać, lecz przeżywają trudne chwile, składając swe życie do kupy, i wciąż otrzymują kolejne ciosy. Znamy też i takich, którzy są jeńcami, więdną w więzieniach rozpaczy, uzależnienia, bezczynności czy nudy.” Tymczasem z przygotowaniem do boju jest kiepsko, a razy nam zadawane są głębokie i bardzo precyzyjne: „Ciosy, które otrzymujemy, absolutnie nie są przypadkowe. Trafiają w dziesiątkę (...) Ja mam talent trafiania do serc mężczyzn i kobiet. Jednak moja rana kusiła mnie, żebym był samotnikiem, żył z dala od swego serca i serc innych ludzi. Powołaniem Craiga było głoszenie Ewangelii, jak to robił jego ojciec i dziadek. Jego rana odwiodła go od tego (...) Większość mężczyzn nigdy nie przeszła męskiej inicjacji. Nie było nikogo, kto by im pokazał, jak to się robi, a zwłaszcza, jak walczy się o własne serce. Błąd tylu ojców, zniewieściałej kultury i pasywnego Kościoła pozbawił tych ludzi kierownictwa.” Cdn. (4223)| Kasia | data: 20.07.2008, godz: 13:04 |
Do j, lat 28
Dziękuję za to, że napisałaś :) Mam przyjaciół i są wspaniali za to dziękuję Bogu. Trzy wspaniałe dziewczyny, przyjaciółki :) Nie dodałam, że jakaś większa relacja kumpelska, przyjacielska nie wychodzi mi z płcią przeciwna i być może w tym tkwi cały problem...być może ktoś z Was uważa, że przyjaźń damsko-męska jest niemożliwa, ale ja uważam inaczej przynajmniej jak narazie :) To jest tak, że pamiętam takie 3 przyjaźnie i one się tak rozpłynęły, jedna właśnie teraz się kończy tak poprostu...pytałam dlaczego a odpowiedzi zazwczyaj nie ma, no poprostu tak się dzieje i koniec...być może mężczyźni mają tak, że się nie przywiązują tak bardzo jak my kobiety nie są aż tak wrażliwi, dla nich jest wszystko proste...
Czasem tak myślę, że może to ja zbyt bardzo chciałam...i zbyt bardzo się starałam...
Honorcia boli, ale już coraz mniej bo im starsi jesteśmy tym mądrzejsi i zdobywamy doświadczenie...dziękuję Wam :) (4222)
bardzo prosze o modlitwe.
straciłam mezczyzne ktorego bardzo kocham . moje serce od dwoch miesiecy non stop krwawi.
jestem w depresji i nie radze sobie ze wszystkim myslami . (4221)| J | data: 20.07.2008, godz: 01:01 |
Ostatnio rozmawiałem z moim znajomym. Myślałem, że się dobrze rozumiemy, ale chyba nie do końca. A może to ten Jego nieco protekcjonalny ton... Ale jedno zdanie mi utkwiło w głowie, może komuś się przyda:
"To co oddziela Cię od Boga jest gorsze od samotności". (4220)| Trawiasta | data: 20.07.2008, godz: 00:35 |
...w kadym polozeniu - dziekujcie...
dzisiaj myslalam nad tymi slowami. bardzo trudno jest byc wdziecznym za to, co nam nie pasuje, co sie nam nie uklada po naszej mysli. trudno dziekowac Bogu za cierpienie, chorobe, za brak pieniedzy, nieudana rozmowe w sprawie pracy...
... ale za takie wydarzenia tez trzeba dziekowac. bo sa one czescia naszego zycia. jesli nas cos spotyka zlego, albo jakies rozczarowanie, albo jakas przykrosc, to trzeba sie zastanowic nad tym, co Bog chce nam przez to powiedziec. byc moze za daleko zabrnelismy, zbyt pyszni stalismy sie, zbyt obcy innym, zbyt....
byc moze to wydarzenie ma nam dac do zrozumienia, ze to, co chcielismy osiagnac nam moglo bardziej szkodzic niz pomoc... naszemu duchowi, wrazliwosci, uczuciom...
Panie, naucz mnie dziekowac za to, co mnie w zyciu zlego spotyka, smutnego, co mnie rozczarowuje, za moje potkniecia i wady, rozczarowania... Naucz mnie madrosci zebym mogla odrozniac swoja dume i pyche od tego co dla mnie masz w Planie, zebym swoich ambicji i zaslepienia nie przyjmowala jako Twoja Wole...
(4219)
Do j
Nie wzięłaś pod uwagę jednej sprawy, że ta druga osoba może być na tyle niedojrzała, że nawet nie będzie chciała rozmawiać. A to boli znacznie bardziej niż najgorsza prawda. (4218)
Do Kasi. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale wiem jak bardzo to boli. Jeśli będziesz miała ochotę porozmawiać to się po prostu odezwij. (4217)| j, lat 28 | data: 19.07.2008, godz: 19:50 |
do Kasi
mysle, ze najlepiej zapytac tego konkretnego czy ta konkretna "przyjaciolke", jesli tylko to rzeczywiscie byla gleboka relacja. Odpowiedz moze Cie skrzywdzic, zabolec, ale w ten sposob, nie pozwalasz temu komus potraktowac Cie tak dziwnie. Wiadomo, ze dorosli ludzie nie robia jakichs rytualow przyjazni typu indianskie mieszanie krwii :), ze nie ma jakichs obietnic i zobowiazan w tego typu relacji, ale masz prawo wiedziec, a przynajmneij zapytac. I tez w calej szczerosci i takiej checi dowiedzenia sie, takiej anwet wlasnie dla siebie, tak jak piszesz, o co chodzi, czy o cos w Tobie czy co. Oczywiscie, mozesz nie uzyskac szczerej odpowiedzi, mozesz uzyskac glupia odpowiedz, raniaca, ale ja wolalam w ten sposob. Zawsze chcialam wiedziec dlaczego. Widzisz Kasiu, tu nikt Ci nie odpowie na pytanie dlaczego - powodow moze byc tysiace i wcale nie musza one byc w Tobie. Moze ludzie ktorych obdarzylas przyjaznia, wcale przyjazni nie chca. Albo nie chca jej z Toba, maja jakis swoj krag i nie sa otwarci na glebsze relacje poza tymi ktore juz maja. Moze byli powierzchowni. Moze byli z takich, ktorzy co prawda fascynuja sie ludzmi, ale nigdy na dlugo. Powodow moze byc tysiac. Najlepiej, chociaz moze tez najtrudniej, po prostu zapytac. Ja dlugo nie mialam przyjaciol, a szukalam ich od bardzo bardzo dawna, moze nawet od przedszkola. Znalazlam ich pozno, czy wlasciwie sami sie znalezli, teraz mam takie 4 glebokie relacje. No moze 2 glebokie, 2 z racji tego ze drogi sie rozeszly juz nie az tak glebokie. Poza znajomymi oczywiscie, ktorych jest wiecej. ALe nie bylo tego bardzo bardzo dlugo. I tez mialam takie doswiadczenie, ze byly jakies osoby, a potem znikaly. U mnie chodzilo chyba o to, ze ja chcialam przyjazni a do przyjazni trzeba dwoch osob ktore podobnie patrza na relacje. Trzeba spotkac kogos kto patrzy podobnie. I po prostu dlugo takich nie spotykalam. Ale spotkalam :) i wierze, ze Ty tez spotkasz. Dla mnie to byl osobisty bolesny problem i tych pryjaciol zaczelam spotykac wtedy, gdy mialam pewnosc ze na pewno ich juz nie spotkam. Pewnosc. A widzisz, wyszlo inaczej :). Wiec warto byc samemu otwartym na zycie, na poznawanie nowych ludzi, rozwijac sie. I nic na sile. A przyjdzie w chwili ktorej sie nei spodziewasz. I jeszcze maly humor na koniec. Dla mnie ta sprawa z przyjaznia jest takim znakiem (w dobrych chwilach) wiernosci Boga. Ze On spelnia pragnienia serca. W moim przypadku i tej sprawy, bardzo hojnie. Dlugo nie moge spotkac drugiej polowki i czasem sobie mysle, czy to znaczy ze bede miec w zyciu 4 mezow, hehe, pozyjemy zobaczymy... :D (4216)
A ja chciałabym przedstawić piękny wiersz Niny Andrycz. Dedykuję go wszystkim tym, którzy mają za sobą nieszczęśliwą miłość i ułożyli sobie życie na nowo. Wszyscy bowiem wiemy, że starych miłości tak naprawdę to nigdy się nie zapomina.
"OCALEJEMY W NIESPEŁNIENIU
Z innymi zaznam upojeń i nudy
z nimi podzielę zyski albo straty.
Imienia twego w sobie nie zagubię
nie splamię go ni zdradą
ni wyrzuten ni rdzą codzienną.
Ocalejemy w niespełnieniu.
Bowiem spacery duchów to jest
w miescie moim zwyczajna rzecz.
Idąc wąwozem wspomnień -dawną Niecałą-
zawsze ciebie spotkam.
Tam obłok twoje rzęsy ma i ruchy
i śpiewa wiatr to samo Alleluja
co na początku"
Ludzie z różnych powodów zrywają ze sobą. Z różnych powodów nie mogą być też z innymi. Życie takie po prostu jest, bardzo różnorodne i ciekawe zarazem. Dziękuję Bogu za to, że moje życie, chociaż pełne wzlotów i upadków, nie jest nudne. Pozdrawiam
(4215)
Cześć Źródełkowicze!!! wakacje, urlopy no i ja będę miała kilka dni -niestety ekipa z którą jeździłam w góry w tym roku się wykruszyła, może Ktoś z Was ma ochotę pochodzić trochę po górach po 20 sierpnia? :) (4214)| Ja, lat 24 | data: 19.07.2008, godz: 17:07 |
Do Piotra: Wreszczie mogę się z Tobą zgodzić!!! Ja studiowałam i dziennie i zaocznie. Mje doświadczenia są także odmienne jeśli chodzi o studentów zaocznych właśnie. Zazwyczaj są to osoby odpowiedzialne, wiedzącego czego chcą i przede wszystkim niebywale samodzielne i przedsiębiorcze. Te spostrzeżenia potwierdził także mój promotor kiedy zauważył, że lubi studentów zaocznych właśnie za tę odpowiedzialność i samodyscyplinę której brak niestety studentom dziennym. A czasy podziału studentów na głupszych i mądrzejszych już dawno minęły ... wszystko zależy od pracowitości i podejścia danej osoby do swoich obowiązków. (4213)| Piotr | data: 19.07.2008, godz: 16:03 |
a. - muszę przyznać, że mam odmienne doświadczenia, jeśli chodzi o studia zaoczne. Sam co prawda studiuję dziennie, ale o moich znajomych z zaocznych, przynajmniej o większości z nich, nic złego powiedzieć nie mogę. Są co najmniej tak pracowici, jak dzienni, a może i bardziej. Nie są głupsi, a już na pewno nie mniej zdolni. Oczywiście to są moje spostrzeżenia, ale i tak będę się upierał, że mimo specyfiki danego kierunku, nie można generalizować. A to, czy się studiuje dziennie i zaocznie nie zawsze zależy od zdolności - czasem to kwestia pragmatyki - jak się ma rodzinę, to trudno studiować dziennie, zwłaszcza, gdy się pracuje, nie sądzisz? To, o czym piszesz - zawieranie znajomości itp - zależą od danego człowieka, a nie od trybu, jakim studiuje. (4212)| j, lat 28 | data: 19.07.2008, godz: 14:25 |
szatan sie czesto podaje za Boga, podaje sie za Boga, zniszczy jako Bog i osiaga cel o ktory mu chodzi tzn nienawisc Boga (4211)| Kasia | data: 19.07.2008, godz: 14:17 |
Tak sobie myślałam czy "wyrzucić" to co mam w sercu tutaj i podzielić się z Wami moim problemem, który napewno nie jest duży inni mają większe, ale proszę o radę a może wytłumaczenie mi dlaczgeo tak się dzieje...Poznaję człowieka, bardzo go polubię ten człowiek mnie też, duuuużo rozmawiamy jestem szczęśliwa, bo spotkałam bratnią duszę, chcemy się przyjaźnić i przyjaźnimy się pomagamy sobie nawzajem cieszymy się i smucimy...nagle ten ktoś od tak, tak poprostu przestaje się odzywać coraz mniej i mniej...dlaczego tak się dzieje, czy ja robię coś nie tak..przecież chcę tylko komuś dać swoja przyjaźń "zamknąć czyjąś dłoń w swej dłoni"...może za bardzo chce, a może to my boimy się dobra i uciekamy...
nieraz mi się tak zdarzyło, że tak bardzo kogoś polubiłam i nagle...ja wiem, że ludzie przychodzą i odchodzą, ale sami wiecie to boli kiedy komuś na kimś zależy...
Dziękuję, że mogłam to tutaj napisać :) (4210)| ctghf | data: 19.07.2008, godz: 14:07 |
Oszukałeś mnie , nie wiem po co pisze i tak to niczego nie zmieni ale po raz drugi się na tobie Boże zawiodłam . Nawet nie miejcie śmiałości pisać jedynie przeczytajcie sobie, że Bóg jest okrutny, jak potrafi oszukać człowieka. (4209)| May77 | data: 19.07.2008, godz: 10:45 |
Czesc Czy znacie moze kogos kto ma zespol aspergera. Potrzeba mi troche informacji na ten temat. (4208)| jj | data: 17.07.2008, godz: 23:30 |
Kinko!
Studiowałam w trybie zaocznym i nie opuściłam ani jednej Mszy Św. Zależnie od planu szłam rano do Kościoła, nieraz w czasie "okienek" lub po południu. Można pogodzić studiowanie z Mszą Świętą. A jeśli się rozejrzysz, popytasz to zorientujesz się, że jest kilka osób, ktorym też zależy na uczestniczeniu w Eucharystii.
A jeśli masz możliwośc to studiuj na dziennych.
Życzę powodzenia (4207)| a. | data: 17.07.2008, godz: 20:37 |
Kinka, ja studiuję w obu trybach jednocześnie. Zjazdy da się pogodzić z niedzielną Mszą - w niedziele, przynajmniej u mnie najpóźniej przez dotychczasowe lata kończyłam o godzinie 18.00 i to bardzo rzadko, więc nie ma z tym problemu.
Co do innych rzeczy... Za zaoczne studia się płaci, więc praca jest nieodzowna, chyba, że masz kogoś, kto pokryje koszty studiów. Ale wtedy masz tyle czasu zmarnowanego siedząc w domu...
Inną sprawą są ludzie... na studiach zaocznych, zwłaszcza w późniejszym czasie nie ma zbyt wielkich możliwości na zawieranie dobrych znajomości, większość żyje już swoimi rodzinami, dziećmi, mężami, żonami, karierami. Hierarchia wartości jest już bardziej dojrzała. Może nie jest to takie kategoryczne co piszę, ale w późniejszych latach studiów coraz bardziej to wychodzi.
Co do nauki... Poziom jest niższy niż na dziennych - co tu ukrywać. Ludzie, w znacznej części również są mniej zdolni - nie jest to regułą, ale zazwyczaj tak jest, że jak się nie dostanie na dzienne, idzie się na zaoczne.
Osobiście wolę swoje studia dzienne. Lubię jeszcze ten młodzieńczy idealizm moich kolegów i koleżanek, którego na zaocznych prawie już nie ma... Poza tym, w większości wydają mi się bardziej wartościowi, mniej powierzchowni, rozsądniej myślący (a może to kwestia kierunku, nie wiem).
Nie piszę tego, żeby ich oceniać, po prostu takie są moje doświadczenia. Studiuję już parę lat i bliżej mi do końca niż początku :)
Decyduj, rozważ za i przeciw. Życzę dobrego wyboru. (4206)
Heja ludziska, a może ktoś wybiera się na Sydney w Warszawie?Fajnie by było zebrać jakąś grupkę "młodych" :D Wybieram się z koleżanką, jedziemy z Gdyni, kto ma się ochotę przyłączyć niech da znać na maila. Startujemy w piątek w nocy, a dokładniej o 1:50 w sobotę z Gdyni głównej :) (4205)| asdfgh, lat 22 | data: 17.07.2008, godz: 12:45 |
Kinka a co stoi na przeszkodzie zeby isc w piatek lub w sobote wieczorem na Msze sw zamiast w niedziele, zjazdy nie sa co tydzien. Jest kilka innych znakow zapytania jakie studia wybrac czy zaoczne czy dzienne np rozny jest sposob uczenia tzn przyswajania wiedzy, a takze ilosc materialu. No i przy zaocznych dochodzi ewentualna praca ...
Przemysl to pod kontem swojego przyszlego zycia.
Pozdrawiam (4204)| Piotr | data: 17.07.2008, godz: 11:31 |
Kinka - wszystko zależy od kierunku i wydziału. Najpierw sama zbadaj tę sprawę, a później poprzez fora wydziałowe (już większość polskich wydziałów/instytutów takowe ma) zorientuj się jak to wygląda w praktyce. Nie wiem, gdzie masz zamiar studiować, ale w dużych ośrodkach akademickich są msze i po 21, więc spokojnie. To, czy się uda, zależy w dużej mierze od Ciebie samej. Jak chcesz to możesz napisać na mp36@tlen.pl
Co do sprawy "ktoś tam" - mniej protekcjonalności i litowania się, a więcej zrozumienia. Oboje byli dorośli i już raczej wiedzieli z czym to się je. Coś zaiskrzyło, ale druga strona się wycofała - nie ma tu tak naprawdę znaczenia wiek, bo może się to zdarzyć każdemu. Rówieśnikom również. Wiele osób tutaj patrzy na tę sytuację praktycznie tylko i wyłącznie przez pryzmat wieku, a przecież na tym świat się nie kończy. To trochę tak, jakby ograniczać związek tylko i wyłącznie do przytulania się i czułych słówek..
Po prostu - kolejny raz się nie udało, jednak nie może to być powód do tego, żeby nie wchodzić w nowe związki. Szkoda zamykać się w sobie.. tym bardziej, że życie niesie z sobą tyle doświadczeń, które mogą nas ubogacić, że, mimo bólu, trzeba próbować dalej, bo nigdy nie wiemy, co nas może ominąć.
(4203)| Skrzacik | data: 17.07.2008, godz: 11:08 |
Kinka Ja studiowałam zaocznie 5 lat. To wszystko zależy od czasu ile miałabyś dojeżdzać? Ja chodziłam na Mszę św. rano u siebie, a później szybko na pociąg i na uczelnie. Tam nie bardzo miałabym możliwość iść do koscioła. Owszem mieliśmy przerwę, ale trzeba było się albo zwolnić albo spóźnić na M św. Więc wszystko zależy od miejsca-uczelni, kościoła, czasu między zajęciami, czy przed lub po. Może w ciągu tych 5 lat jakiś przypadek, że nie byłam się zdarzył, bo wtedy już naprawdę nie było jak! Ale starałam się jak mogłam zawsze w niedzielę na M św. być.
Pozdrawiam :-) (4202)| Tadeusz, lat 53, e-mail: nso-czi@wp.pl | data: 17.07.2008, godz: 09:03 |
W związku z tym że od jutra zaczynam urlop i nie będę miał dostępu do netu już dziś chciałbym
Serdecznie zaprosić wszystkich chętnych do uczestnictwa w XXV Praskiej Pielgrzymce Pieszej Pomocników Maryi Matki Kościoła, która wyrusza od tronu Matki Bożej Zwycięskiej 16 sierpnia, by po 10 dniach wędrówki (25 sierpnia) stanąć przed tronem Matki Bożej Częstochowskiej.
XXV jubileuszowa Praska Pielgrzymka Piesza Pomocników Matki Kościoła wyruszy dnia 16 sierpnia 2008r. z Parafii Bożego Ciała (Sanktuarium Matki Bożej Zwycięskiej) w Warszawie przy ul. Grochowskiej 365 na warszawskim Kamionku. Przed Jasnogórskim tronem Matki Bożej Częstochowskiej staniemy 25 sierpnia 2008r. Zapisy prowadzone będą w dniach 13-15 sierpnia w godz. 12-18. Bagaż można oddać na samochód już 15 sierpnia od około godz.16. Wszelkie niezbędne informacje można uzyskać u: Magdaleny Brzezickiej tel 0-515-208-467 lub Adama Rogalskiego tel 0-503-350-970. oraz na stronie http://www.pielgrzymka.info.pl/ (4201)| Kinka | data: 17.07.2008, godz: 01:07 |
Zastanawiam się nad studiami zaocznymi. Bardzo proszę o odezwę osoby uczące się w takim trybie, czy i jak można pogodzić to z niedzielną Mszą Świętą... Bo jeśli okaże się, że nie, zamierzam zrezygnować, to zbyt wysoka cena. Jeśli znajdzie się ktoś, kto wolałby prywatnie pogadać, wtedy podam maila.
Dziękuję z góry
Kinia (4200)| robalek_, lat 21 | data: 16.07.2008, godz: 21:11 |
FSM: FRANCISZKAŃSKIE SPOTKANIE MŁODYCH
czyli... dni refleksji modlitwy i radości...
to... wakacyjna forma rekolekcji, spotkania dla ludzi czujących się młodo przeprowadzana w duchu franciszkańskim w Kalwarii Pacławskiej koło Przemyśla pierwsze FSM odbyło się w 1988 r. Wielu spośród uczestników - stałych bywalców uważa, że kto raz przyjedzie na FSM, zakocha się w tym miejscu i w jego atmosferze tak bardzo, że później wraca tam każdego roku. Czy to prawda? - Przekonajcie się sami!!! Zapraszamy!
TERMIN I MIEJSCE
Rozpoczęcie: 26 lipca 2008 (sobota) o godzinie 15:00
Zakończenie: 31 lipca (czwartek) około godziny 14:00.
Na Spotkaniu panują warunki biwakowe, konieczny własny sprzęt biwakowy (czyli namiot, karimata, śpiwór - radzimy wcześniej sprawdzić, czy wszystko jest w komplecie i czy potrafimy rozłożyć namiot ;-) ).
- Uczestnicy przyjeżdżają na Spotkanie na własną odpowiedzialność - osoby niepełnoletnie powinny przyjechać z opiekunem.
- Całkowity koszt FSM-u wynosi 40 złotych (plakietka, smycz, śpiewnik, gadżety Spotkania, opłata organizacyjna, pole namiotowe z zapleczem ...).
- Na miejscu znajduje się punkt PCK (czynny 24 h) z karetką do dyspozycji.
WIĘCEJ INFORMACJI NA STRONIE http://poranafsm.pl/index.php?show=fsm_info
WARTO TAM BYĆ :) Zapraszam (4199)| siostra | data: 16.07.2008, godz: 20:35 |
...to prawda Moniko, że gdy jesteśmy blisko Chrystusa, to ta samotność tak nam bardzo nie doskwiera...ale ona jest zawsze, na każdym etapie życia inna...i tak naprawdę jest konieczna, aby się rozwijać, poznawać siebie...samotność może być twórcza:) (4198)
Droga Kinio, istotne jest uświadomienie sobie tego, że nigdy, przenigdy nie pozostajemy sami. Bo jest z nami Chrystus:-) Ja tak myślę, że jeśli będziesz blisko Boga to nigdy nie poczujesz się samotna, a Twoje życie nabierze sensu i koloru:)
(4197)
Witam. Na link ten trafiłam przypadkowo. Często czytam historyjki z str.adonai.pl:Pale tego nie widziałam;) hmm... samotnosc to najgorsze co może byc. Boję sie samotnośći, ale tak sie teraz czuje. Czuje się samotna pośród osób..., osób które sa na codzień ze mną, z którymi rozmawiam i słucham ich. Dlaczego czuje sie taka samotna posród tłumu?.... ;'( (4196)| Ania, lat 24 | data: 16.07.2008, godz: 17:04 |
Ja właśnie bardzo bym chciała,żeby Bóg miał wpływ na moją decyzję. Modlę się i proszę, ale to co czuję i widzę to CISZA. Wszycy mówią to jest Twój wybór i nikt Ci nie podpowie.
Bóg jest naszym Bogiem, ale przez tą wolną wolę czuję, że jestem sama. Sytuacja jest taka jest człowiek, który chce ze mną być. Być może Pan Bóg mówi,zobacz postawiłem przed Tobą tego człowieka, możesz z nim być lub nie. Ale ja tego nie wiem. I tak 3 lata. (4195)
Szukam partnera do nauki tańca w Lublinie, mile widziany w przedziale wiekowym 20-25lat.
Wszystkich zainteresowanych proszę o kontakt;-]
Pozdrawiam
nr gg 5974209
(4194)
Do Ani,lat 24. W sumie masz rację.Każdy ma wolną wolę i nie jesteśmy marionetkami w rękach Boga.Decyzji również Bóg za nas nie podejmuje, tylko my sami.Zawsze jednak pragnie naszego dobra..aby nawet kłopot, w który uwikłaliśmy się sami zaowocował w przyszłości np. w postaci większego doświadczenia życiowego,umiejętności radzenia sobie w podobnych sytuacjach na przyszłość, lub chociażby po to,m by innym dobrze radzić i przestrzegać przed niewłaściwymi decyzjami. Nie jesteśmy sterowani przez Boga, ale mimo tego On ma wpływ na niektóre nasze decyzje.Szatan kusi do złego, Bóg demaskuje zło i uwrażliwia człowieka na nie.A co my wybierzemy, to juz od nas zależy.Zamiary Boże są jednak nieobliczalne i widzę z obserwacji, czytając różne świadectwa, że nawet jeśli ktoś sam zaplącze się w sieci złych decyzji życiowych, Bóg więcej łaski zsyła na te osoby.Dzięki temu mogą być w przyszłości bardziej doświadczone, dojrzalsze, empatyczne.Pozdrawiam (4193)
Witajcie kochani:) Głęboko wierzę w Wasze dobre i kochające serca, już kiedyś korzystałem z Waszej dobroci i pomocy. Wierzę gorąco, że tym razem będzie tak samo a może nawet lepiej na co bardzo liczę. Niech Bóg miłości, zawsze będzie z Wami i nieustannie Wam błogosławi swoją niepojętą miłością. A o to mój apel do Was moi kochani:
Proszę pomóż mi!!!!
Jestem Łukasz Cichocki Od urodzenia niepełnosprawny, niesprawność rąk, nóg i trochę mowy. Dobrze obsługuję komputer i internet za pomocą specjalnego sprzętu na głowie. Mieszkam w Płońsku sam z schorowaną starszą Mamą, która już nie ma sił opiekować się mną. Jest już skierowana na operacje biodra i kręgosłupa. Na opiekę nie mamy pieniędzy, potrzebne są także kosztowne sprzęty, wyjazdy i rehabilitacja. Obecnie zbieram na nowy podjazd do balkonu, zamiast windy, która jest już stara i nie zdaje odpowiedniego egzaminu.
Szukam także dobrej fundacji, która by się zajęła moją osobą. Szukam dobrych ludzi o wrażliwych sercach chcących nam pomagać. Jeśli jesteś dobrym człowiekiem o wrażliwym sercu i chcesz nam pomagać to będziemy ogromnie wdzięczni za każdą pomoc. Niech Bóg miłości zawsze Wam błogosławi. Moje GG: 1898532 , Jeżeli masz jakiekolwiek pytania pisz śmiało na wszystkie odpowiem. Czekam na Wasze opinie i propozycje pomocy. Więcej szczegółów na moim blogu www.lukaszcichocki.blog.onet.pl CZEKAM!!!!!!!!
Jeśli chcesz i możesz mi pomóc finansowo, to z Góry składam serdeczne wielkie dzięki!!! O to podaję konto, na które można wpłacać swoje ofiary:
Bank PKO Nr rachunku:
37 1020 1592 0000 2202 0028 7789
ul. Młodzieżowa 28 09-100 Płońsk (4192)| Ania, lat 24 | data: 16.07.2008, godz: 14:43 |
Do Rafała,
Wiem, że analizując czyjąś sytuacjie w kontekście wiary, planów Boga możemy tylko przypuszczać, nie wiemy jak jest naprawdę...
Pozwolę przytoczyć sobie Twoje słowa. Piszesz, do Ktoś tam, że:
"Bóg moze chce, bys sie przygotował emocjonalnie do związku i dlatego pozwala Ci sie sparzyć, abys wyciągnął z tego jakąs naukę dla siebie.Moim zdaniem Ty najpierw musisz uzdrowić obraz siebie, uporządkować co nieco we własnym sercu.Jeśli tego nie zrobisz, kolejny związek może znów sie okazać porażką.Bogu zależy na Twoim szczęsciu i moze wlasnie dlatego Ci pomieszał teraz plany, bo wie, ze z tego by mogły wyniknąć wieksze kłopoty niz cierpienie jakie obecnie przezywasz.Przede wszystkim zalezy Mu na Twoim uświęceniu, by taki związek Cie przybliżał do Niego.byscie sie wzajemnie nie poranili."
Myślę, że może być w tym wiele racji, ale odrazu przychodzi mi na myśl sytuacja wielu ludzi, któzy jednak wplątali się w emocjonalnie niebezpieczne związki....i ppowiedzmy, żadne z nich nie chciało się rozstawać, bo kochało za bardzo...i co? czy można przypuszczać, ze Bóg tutaj nie zadziałał? nie dopuścił rozstania, by uzdrowić tych ludzi?
Kobieta, która nie chce być z Ktoś tam i w ogóle każdy jest wolny, ma wolny wybór i Bóg nie ma na to wpływu jaką decyzję podejmiemy.
Przecież taki ból po rozstaniu może wynikać tylko z tego, że ktoś popełnił błąd, grzech, chciał sie zabawić kosztem drugiego człowieka, nie liczył się z jego uczuciami.
Potem najłatwiej jest to tłumaczyć, że to dla nas jest lepsze, że tak chciał Bóg...ale czy tego naprawdę chciał? Przecież nie sterował tymi ludzmi którzy podejmowali taką a nie inną decyzję..
(4191)
A ja chciałabym opowiedzieć historię pewnej znajomości. Tym razem on jest jakieś 16,17 lat starszy od niej. Znają się od wielu, wielu lat i bardzo dużo o sobie wiedzą, bo jedno drugiego nie raz wyciągało z dołka. Ona wiele lat była zakochana w innym, swoim rówieśniku, ale z tego związku nic na koniec nie wyszło, okazał się draniem. Wiecie jak to wygląda, serce złamane, świat zawalony itd...Czas jednak łagodzi rany. Tymczasem ta wieloletnia znajomość z tym o wiele starszym panem, przez te wszystkie lata przeradza się w swego rodzaju przyjaźń. Nie narzucają się sobie, ale w trudnych chwilach są dla siebie, mogą ze sobą o wszystkim rozmawiać, wszystko przeanalizować. On też jest po wielu przejściach, rozwód(miał miejsce zanim się jeszcze poznali), potem śmierć na raka już byłej żony i żal że nie mógł jej bardziej pomagać w tych trudnych chwilach, potem nagła śmierć syna. Tak więc mamy dwoje, wolnych ludzi. I wiecie co? W tym przypadku to on wciąż powtarza, że jest za stary dla niej, bo ona jest jeszcze na tyle młoda, że może pojawić się ktoś młodszy i mu ją zabrać. Myślę,że problem tego 26 -latka, zakochanego w 40-letniej kobiecie polega na tym,że on nie chce zrozumieć jej punktu widzenia. Nie chce popatrzeć, tak na spokojnie z jej perspektywy. Nikt nie daje nam gwarancji na miłość. Trzeba jednak szanować decyzje drugiej strony. Czasami dwoje ludzi po prostu nie może być razem, ale mogą zostać prawdziwymi przyjaciółmi a taka przyjaźń jest bezcenna. Pozdrawiam (4190)
Do "Rafal"
Ze mna i z ta kobieta bylo tak, ze sie spotykalismy, mozna powiedziec ze zwariowalismy na swoim punkcie ale ona z czasem przemyslala sobie wszystko i powiedziala ze taki zwiazek nie ma sensu, ja staralem sie jej pokazac ze pomimo wieku moze liczyc na mnie pod kazdym wzgledem, tlumaczylem jej, rozmawialem z nia i mialem nadzieej ze kiedys odwazy sie abysmy stworzyli zwiazek, ze doceni moje starania i to jak wiele moglbym dla niej zrobic. Z poczatku nei chcialem jej pokazywac ze zaczyna mi tak na niej bardzo zalezec, nei chcialem jej mowic ze sie zakochalem, chcialem zobaczyc jak to dalej wszystko sie potoczy, chcialem zachowac pewien dystans. Byc moze ona zaczynala tez cos czuc, moze sie tego przestraszyla. Nie chciala sie spotykac bo angazowalaby sie. Gdy mi powiedziala ze nie mozemy sie spotykac ze to nie ma sensu, tlumaczylem jej przeciez sa takie zwiazki, pokazywalem jej ze mi zalezy, jak ma problem to ją pociesze, wespre, naprawde wiele robilem. Ze mna jest tak ze jak kocham to kocham bardzo, nie jest tak ze jestem slepo zapatrzony w osobe ktora kocham i nie mam swojego zdania, bo mam swoje zdanie, wiem czego chce. Chcialbym po prostu stworzyc wyjatkowy zwiazek oparty na szczerosci, zaufaniu, przechodzic przez problemy razem, miec oparcie w drugiej oosobie i byc oparciem dla niej, zwiazek bez zdrad, klamstwa, chcialem taki zwiazek z nia stworzyc i tez mowilem jej to. Boje sie ze pozna kogos starszego a ten ją wykorzysta, zrani, nie musi tak byc, ale nie oszukujmy sie, wiadomo jak wiele na swiecie jest zaklamania, zdrad. Dlatego tak sie czuje, ze pomimo tego jak wiele chcialem jej dac i sprobowac stworzyc bardzo fajny zwiazek zostalem odtracony. (4189)
Do "Ktos tam".
Śledząc od pewnego czasu Twoje wpisy nasuwa mi się pewien wniosek.Twoje uczucia do tej kobiety wymagają pewnego rodzaju uzdrowienia.Można łatwo wyczuć z tego co piszesz, że jesteś od niej zależny emocjonalnie.Ja to wszystko rozumiem, bo sam kiedyś byłem w podobnej sytuacji, ale uważam, ze najbardziej teraz potrzebujesz modlitwy o uporządkowanie własnych uczuć, aby Bóg uczynił Twoją miłość na wzór tej, jaką sam nas kocha.Oczywiście nigdy nie dorównamy Bogu, ale mamy dążyć do takiej właśnie miłości.On ma zdolność przemieniać nasze serca i czynić podobnymi do serca swego, ale musimy się otworzyć na tę łaskę.Jest nauczycielem prawdziwej miłości, bo sam jest Miłoscią.Nasze pojęcie o tych sprawach bez zażyłej relacji z Panem staje się wypaczone i iluzoryczne.Przejawiamy zachowania miłościopodobne, tłumaczymy sobie jak to bardzo kochamy, a tak naprawde przemawia przez nas czysty egoizm, koncentracja jedynie na własnych uczuciach.Zastanów się kto był na podium w waszym związku.Ty, czy ona? Ja stwierdzam po Twoich wypowiedziach, że Ty i Twoje uczucia..i niestety dalej tak jest, a przeciez prawdziwa miłość nie szuka swego i pragnie na pierwszym miejscu dobra drugiej osoby.Czasem nawet lepiej krzyknąć, odmówic czegos partnerowi/partnerce w trosce o jej dobro.Bogu tak samo na tym zależy i jesli dopuscił do takiej sytuacji, pewnie ma dla Ciebie lepsze rozwiązanie.Nie potępiam Cie, bo sam borykałem się z podobnymi problemami ,ale radze Ci to wszystko przemyśleć dokładnie.Kobieta potrzebuje twardo stąpającego po ziemi faceta, a nie kogoś, kto uzależnia się uczuciowo od niej.Wtedy naturalną koleją rzeczy jest pragnienie zaspokojenia wewnętrznego głodu i przestajemy myslec bezinteresownie, a całą uwagę koncentrujemy na własnych doznaniach.Zrób sobie głęboką analize swoich uczuć, a szczególnie zadaj sobie pytanie jak siebie postrzegasz.Jaka jest Twoja samoocena,czy siebie szanujesz? czy uwazasz sie za prawdziwego mężczyzne?Takie zachowania są często sygnałem braku poczucia męskości lub jakiejś życiowej pustki.Jeśli możesz, to napisz odpowiedź na te pytania, a dopiero później przejdziemy dalej.Bóg moze chce, bys sie przygotował emocjonalnie do związku i dlatego pozwala Ci sie sparzyć, abys wyciągnął z tego jakąs naukę dla siebie.Moim zdaniem Ty najpierw musisz uzdrowić obraz siebie, uporządkować co nieco we własnym sercu.Jeśli tego nie zrobisz, kolejny związek może znów sie okazać porażką.Bogu zależy na Twoim szczęsciu i moze wlasnie dlatego Ci pomieszał teraz plany, bo wie, ze z tego by mogły wyniknąć wieksze kłopoty niz cierpienie jakie obecnie przezywasz.Przede wszystkim zalezy Mu na Twoim uświęceniu, by taki związek Cie przybliżał do Niego.byscie sie wzajemnie nie poranili.Chce, bys potrafił dojrzale kochać, dawał poczucie bezpieczeństwa swojej partnerce, troszczył sie o nią, bronił ciała i duszy.Własnie najwieksze rycerstwo meżczyzny polega na umiejetnosci obrony duszy kobiety, a nie tężyzna fizyczna.Takiej obrony moze dokonac jedynie osoba wolna wewnętrznie, ktora nie daje sie sterować uczuciami, nastrojami, zachciankami lub jakas niezdrową zależnoscią.Tylko żyjąc w wolności mozna dopuscic do głosu rozsądek i otworzyc się na Boze przewodnictwo.W przeciwnym razie łatwo się zaplątac w pajęczynę własnych nieuporządkowanych pragnień, ktore blokują droge do rozwoju prawdziwej miłości.Sztuki kochania nie nauczy Cie nikt lepiej od Boga.Gdy mamy z Nim słabą relację zaczynamy "stwarzać świat", kreowac wszystko według subiektywnej oceny, wewnętrznych podszeptów, ktore nie zawsze pochodzą od dobrego ducha.Spróbuj odbudować kontakty z Bogiem, ale pros o zrozumienie i wypełnienie sie Jego Woli, a nie Twojej..Pozdrawiam (4188)| Piotr | data: 16.07.2008, godz: 09:48 |
Ja, 24 - rozumiem, że możesz się nie zgadzać z innymi, ale wyluzuj - to jest specyficzne miejsce, na dodatek nie Ty jesteś tu gospodarzem. Poza tym bardziej Ty zatrułaś to miejsce, anieżeli ten, którego o to oskarżasz. Traktuj innych tak, jak sama chciałabyś być traktowana, a wtedy będzie o niebo lepiej - tu i gdzie indziej.
Nie zgodzę się też, że związek straszej kobiety z młodszym to dla niej tragedia - jaka? Wiek to ostatecznie tylko cyferki, tym bardziej nie ma to znaczenia, gdy taka para chce być ze sobą i nie przeszkadza im to.
(4187)| Aldona, lat 28, e-mail: adona25@wp.pl | data: 16.07.2008, godz: 09:21 |
serdeczna prośba do Marzeny- prosze o kontakt, meil jest widoczny. (4186)
Ustosunkowując się do ostatnich wpisów - uważajmy w doszukiwaniu się powodów, z jakich ktoś kocha, aby nie doprowadzić do sytuacji, że pojęcie prawdziwej miłości między dwojgiem osób, której Biblia na swoich kartach daje ciągłe wzory, nie zostało gdzieś zatracone i wypaczone! To już się permanentnie dzieje i dlatego tyle tragedii na tym świecie... Bo jeśli przestajesz wierzyć w miłość, cóż jeszcze z ciebie pozostaje, człowieku? Nie wchodząc w przyczyny, dla których ktoś miłuje, gdyż może się na to składać wiele powodów, warto raczej skoncentrować się na gatunku samych relacji, mających być przecież obrazem upodobania, szukania "siebie” w drugim człowieku. A zatem fundamentalne pytanie - co ludzie rozumieją pod pojęciem "miłość"? I tak spróbujmy wyłuskać prawdę, patrząc na otaczającą nas rzeczywistość. Pytam - czy miłością jest bycie z kimś z kalkulacji, z jakiegoś istotnego powodu:
- dla pieniędzy, dla urody, dla karmienia swych żądz,
- „bo nikt się inny nie trafił”,
- by zabić samotność, żeby mnie nie pokazywano palcami, bo już tyle lat na karku,
- żeby móc się do kogoś przytulić,
- „wpadliśmy” itd.
Czy można mówić o miłości, kładąc takowy fundament? Jak uważacie, czyż nie te powody decydują często?
Wydaje się, że Bóg chce nas wprowadzić w zdecydowanie inną jakość, znacznie bogatszy i dobrem owocujący ogród. Jeśli wierzymy, że On istnieje, udziela się w tym świecie, to jakże wątpić w to, co ma nam do zaoferowania Ten, który sam będąc Miłością, kocha w sposób aż tak radykalny, że posuwa się do oddania za nas życia, i ciągle przebacza, ciągle czeka... Nie popadajmy aż w taką negację dobra będącego w człowieku, dobra którego pragnie i szuka, nie negujmy w końcu całej naszej uczuciowości, wynikającej przecież z tego, że nasze „jestem” to właśnie dusza, która ożywia ciało. Miłość lokuje się przede wszystkim w wymiarze duchowym, zaś to, co cielesne, jest w ostatecznie projekcją tego, co nosimy w sercach.
(4185)
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |