Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Źródełko ...czyli o darze rozmowy...


[ Dodaj wpis ]

[<<] [<] [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [>] [>>]

Chcesz prosić o wspracie i modlitwe?
Dodaj prosbę do [ Skrzynki Intencji ]

Ja, lat 24data: 15.07.2008, godz: 19:59

Do "Ktos tam"

W momencie gdy watpisz, jednoczesnie nie wierzysz ... zreszta guzik obchodza mnie Twoje perypetie. Strasznie zatruwasz swoim wywodami atmosfere tego miejsca. I zmien ten pouczajacy ton...

(4180)
Ktos tam, e-mail: ktostam500@o2.pldata: 15.07.2008, godz: 18:40

Do "ja" nie napisalem ze nie wierze w Boga tylko ze czasem watpie w to ze on istnieje, a to jest roznica, jakbym nie wierzyl to nie modlilbym sie, czytaj ze zrozumieniem.

(4179)
Marzenadata: 15.07.2008, godz: 18:17

Dzisiaj moje kilka zdań na temat „nieszczęśliwych miłości”...
Piszę to patrząc na własne życie, myśląc o historiach opowiedzianych mi przez innych, przypominając sobie różne zdarzenia....
Wiecie jacy ludzie kochają najmocniej i najbardziej – Ci którzy najmocniej i najbardziej tej miłości potrzebują...Często nie otrzymali jej wystarczająco dużo w dzieciństwie, nierzadko zostali zranieni, mają kompleksy.... Nie wiem czemu tak jest....Może chcą tą swoją bezgraniczną miłością zapełnić pustkę, którą mają w sercu, może tylko tacy ludzie potrafią dostrzec wartość miłości.... Kochają zazwyczaj szaleńczo, bezrozumnie, do zatracenia.....Pojawia się pytanie dlaczego Bóg nie spełnia ich prośby, dlaczego rzadko są z osobą, którą kochają „nad życie” – otóż dla ich DOBRA. Ich miłość to tak naprawdę nie miłość tylko „choroba”, to czynienie z drugiego człowieka kogoś na kształt „Boga”, to coś co zniewala – a miłość prawdziwa przynosi WOLNOŚĆ. Ciężko przyjąć i pogodzić się z odrzuconą miłością, ale jak się już to przejdzie i spojrzy potem z „oddali” na własne życie to będzie się wdzięcznym Bogu za Jego decyzję. Bóg zabieram nam czasem to na czym nam zależy najbardziej na świecie, żeby nam uświadomić, że to On jest najważniejszy i żeby nas uwolnić od naszych więzów. Pozwala nam dojrzeć do miłości, którą ofiarujemy komuś w swojej wolności i będziemy mogli tą wolność dać innej osobie, a nie zagarnąć ją tylko dla siebie............
A tak w ogóle na koniec - nie zapominajmy, że wszyscy bez względu no to co nas dzieli potrzebujemy Miłości. Napiszę więcej – wszyscy jesteśmy „żebrakami miłości” – choć to nasze „żebranie” jest często bardzo ładnie zakamuflowane, czasem pod przykrywką pewności siebie, czasem cynizmu, a czasem „negacji istnienia miłości” (niestety nawet jak w nią nie wierzymy to jej potrzebujemy)......pozdrawiam:)

(4178)
Ja, lat 24data: 15.07.2008, godz: 18:07

Do ktos tam

Na szczescie Twoja niewiara w Boga nie ma najmniejszego wplywu na to czy jest czy nie ...

(4177)
Ktos tam, e-mail: ktostam500@o2.pldata: 15.07.2008, godz: 17:50

Do "Trawiasta"

To ze pisze chaotycznie to wiem, psychologa nie potrzebuje, wczesniej jakos dalem rade chccoiaz bylo mi ciezko teraz tez sobie dam, a piszac o tmy jak sei czuje jest mi lepiej. Poza tym piszesz ze winie wszystkich dookola, ale tak nie jest. Niektorzy traca wiare, odwracaja sie od Boga gdy spotka ich jakies nieszczescie bo winią za to Boga, ja tego nie robie. Poza tym mowisz ze jestem sam sobie winy, ze Bog ma dla mnie swoj wlasny plan, a co powiesz o tym jak sa malzenstwa ktore nei sa udane, bo maz bije zone, lub pije, zdradza, lub wszystko naraz, czy dla niej Bog wybral tego faceta? Czy ona powinna starac sie o jego nawrocenie? Moze sie modlic ale on nigdy moze sie nie nawrocic i ma sie meczyc w tym zwiazku do konca zycia? Czy to Bog dla niej wybral takei zycie? Jestem rozdarty, sam juz nei wiem co myslec, czy Bog istnieje? czasem w to watpie.

(4176)
Trawiastadata: 15.07.2008, godz: 15:40

Do KTOS TAM.

Straszny chaos wyplywa z Twoich wypowiedzi. CZytam i probuje jakos to poukladac ale widze tylko wielkie emocje i zal. A moze by tak nalezalo zaczac od siebie?
Piszesz w takim tonie, ze to wszyscy wokol sa winni Twojego stanu emocjonalnego i psychicznego. Najpierw zdradzila Cie kobieta - wielkie wyrazy wspolczucia, bo wiem ze zdrada potrafi zabic w czlowieku wszystko co piekne... Po czym pojawia sie opis Twojej relacji z druga kobieta. Starsza od Ciebie o 14 lat! Piszesz niejasno, ze cos zniszczyles, po czym stwierdzasz ze jej roznica wieku przeszkadza - ja sie jej wcale nie dziwie, ze jej przeszkadza roznica wieku midzy wami. Nie obraz sie ale kobieta 40 letnia ma pewne oczekiwania w stosunku do swojego partnera, diametralnie rozne od oczekiwan dziewczny w Twoim wieku.
Ona ma prawo powiedziec Ci ze roznica wieku jest dla niej przszkoda. A ty musisz to uszanowac, zwlaszcza jesli twierdzisz, ze ja kochasz. Piszesz cos o ukrywaniu sie... To nie jest zdrowa milosc! Milosc nie moze byc oparta na lęku i kłamstwach - ja tez ukrywałam swoj zwiazek przed bliskimi i zylam w olbrzymim stresie, zylam w lęku i kłamstwach, zapewnieniach ze tak trzeba, ze Pan Bog nam sprzyja... Tylko wiesz, problem w tym, ze ani moj "gleboko wierzacy" partner ani ja, mloda i glupia wowczas siksa, zapatrzona w starszego od niej chlopaka, nie wpadlismy na to zeby ZAPYTAC Boga co chce dla nas. I przede wszystkim ZGODZIC SIE NA JEGO PLAN.
Do tego potrzebne bylo prawie 9 lat zycia w grzechu, klamstwach, upokorzeniach i zranieniach. Zranieniach wzajemnych, bo nie bede sciemniac - ja rowniez nie bylam w porzadku wobec mojego bylego. Tez go ranilam,tez krzywdzilam i tez upokarzalam. Nie jestem swieta lalunia z porcelany, krucha i cudowna. JEstem czlowiekiem, ktory w pewnym momencie upadl tak nisko ze nie widzial sensu zycia.
I wtedy dopiero wtedy POZWOLILAM SOBIE otworzyc swoje uszy na głos Boga.

Jaka konkluzja?
Ja chcialam miec zycie ulozone wg swojego planu. I nie pytalam Boga czy to dla mnie dobre, czy ma dla mnie cos lepszego. Uparta, jak dziecko, zaslepiona jak kon dorozkarza z klapkami na oczach - brnelam w swoje emocje, bunty i podsycalam je, zalilam sie dookola... nie widzialam tego, ze tak naprawde to nie Pan Bog pozwolil mi cierpiec tylko JA SAMA TO ZROBILAM! podjelam decyzje sama wiedzac ze moge zyc inaczej. I tylko JA SAMA ponosze za to konsekwencje.
Wiec nie pisz prosze, ze Pan Bog "pozwala na to zebym tak cierpial, najpierw jeden raz teraz drugi...:" bo to nie jest prawda.

Powiem Ci szczerze co mysle, wiec sie nie obraz na mnie, nigdy nie klamie i zawsze mowie to, co mysle - uwazam ze potrzebujesz pomocy specjalisty, psychologa, bo Twoj stan emocjonalno-psychiczny jest powazny. Ciagle plakanie, emocje, nerwy a to wszystko widac w Twoim pisaniu, swiadcza o wielkim wewnetrznym zranieniu. A oprocz dobrego psychologa idz do spowiedzi generalnej, ale postaraj sie o dobrego specjaliste od ludzkich problemow - sa tacy ksieza, ksztalceni psychologicznie, z wielkim doswiadczeniem, ktorzy potrafia wysluchac kazdego czlowieka. I przede wszystkim SAM PRZED SOBA PRZYZNAJ ZE POPELNIASZ BLEDY, jestes uparty, zamkniety na glos Boga i ze caly czas szukasz sam. Wpusc Boga do swojego wnetrza, sam niczego nie znajdziesz, chyba ze zgube, lzy i samotnosc. On stoi i puka i CZEKA az zgodzisz sie na to zeby wszedl do srodka i zaczal Cie przemieniac. Bez Twojej zgody NIC sie w Twoim zyciu na lepsze nie zmieni. Taka jest prawda, bo takie jest zycie.

Dopiero jak bedziesz w zgodzie z Bogiem i samym soba, bedziesz umial tworzyc dobre i glebokie relacje. Z przyjaciolmi, znajomymi, obcymi ludzmi... i z kobietami.

Zycze Ci spokoju serca i tego zebys sie przekonal namacalnie ze Bog jest, ze kocha Cie i ze ta Jego milosc jest na tyle nieogarnieta przez nasze ludzkie umysly, ze pozwala bladzic i popelniac bledy. I ze czeka caly czas z szeroko otwartymi ramionami.
Dobrego dnia.

(4175)
Ktos tam, e-mail: ktostam500@o2.pldata: 15.07.2008, godz: 10:29

Do "do ktos tam" jesli chcesz napisz mi na maila swoje gg, to sie odezwe, porozmawiamy, nie koniecznie o tym, ale nic przeciwko nie bede mial jesli bedziesz chciala sie wyzalic.

Nie chce miec juz nikogo, w ciagu ostatnich dwoch lat wycierpialem wiecej niz wczesniej przez cale zycie. Najpierw jedna kobieta, pozniej druga, trzeci raz nie bede probowal, za pierwszym razem nie moglem jesc, spac, od srodku czulem strach wszystko sie we mnei kurczylo, schudlem, wygladalem jak wrak czlowieka, najbardzije bolalo mnie to ze ta "pierwsza" kobieta zdradzala mnie i to nei z jednym. Ta druga" jest porzadna ale boje sie ze kogos moze poznac, a swiadomosc ze ktos bedzie ja dotykal, calowal przeraza mnie. Kiedys patrzyla na mnie z miloscia, to co mowila jak sie zachowywala widzialem ze jej zalezy. Ja sobie probuje mowic, przeciez ona ma 40 lat ty 26, co bedzie za 10 lat, 15 gdy sie zestarzeje szybciej niz ty, dalej bedziesz ja kochal? Chcialem w ten sposob cos sobei uswiadomic, ze przeciez moge miec mlodsza, ze jak bede myslal w ten sposob to bedzie mi to pomagac. Niestety na to pytanie moja odpowiedz brzmi tak, bede ja kochal za 10, za 15 lat i wiecej bo nie kocham jej tylko za to ze podoba mi sie fizycznie, to dodatek, ktory jest wazny, ale cenie ja za to ze jej mi z nia dobrze, to jaka jest. Zranila mnei bardzo, bylem natretny, moze nawet bardzo fakt, ale wszystko robilem z milosci, probowalem ją jakos przekonac, za moje staranai nic nei dostalem, jestem zly ze dla niej wiek ma az tak duze znaczenie, co z tego ze bylbym starszy. Zadaje Boga pytanie dlaczego tak sie stalio? Czy nei moglismy sprobowac byc ze soba? a nei ukrywac nasz zwiazek przed innymi, co by sie stalo gdybysmy sprobowali? mysle ze nic, jesli nei wyszloby to trudno, rozstalibysmy sie, ale przynajmniej sprobowalibysmy. Podczas dnia nieraz mam napady placzu, ciekna mi lzy, ale kogo to obchodzi? Czasem watpie czy w ogole Bog istnieje ze pozwala na to zebym tak cierpial, najpierw jeden raz teraz drugi...

(4174)
Dorota, lat 28, e-mail: dorota_kal@o2.pldata: 14.07.2008, godz: 22:31

Mam pytanie: czy ktoś z Was był lub wybiera się w tym roku na festiwal Bieszczadzkie Anioły?

(4173)
Aldona, lat 28, e-mail: adona25@wp.pldata: 14.07.2008, godz: 12:45

Panie Jezu, dziekuję Ci za to, że tak o mnie dbasz, że udzielasz mi wsparcia wten czas gdy jest ono mi najbardziej potrzebne, a najbardziej potrzebne mi zawsze jest teraz przed gabinetem stomatologicznym, dziekuję Ci Jezu,ze dbasz o to, żeby mi się nie stała krzywda, żeby mnie nic nie bolało.Odbieram to wszystko tak, jak byś głaskał mnie po głowiei teraz wiem, że zawsze Jesteś ze mną i na dobre i na złe.Jezu, szargałąm sie sama z sobą, szargałąm sięz Tobą,przychodziłam z licznymi zalami do Ciebie i pretęsjami, ale niczego się jużnie boję, emocje ucichłyzale wygasłyponieważ zawierzyłam Ci swoje życie iwiem, ze z taką samąmiłoscią jaką mi pomagałes na totelu stomatologicznym, tak z takąsamąmiłoscią weżmiesz moje zycie w Swoje Ręce i nie pozowlisz mi nigdy zgniąć.

(4172)
Do ktoś tam, lat 33data: 13.07.2008, godz: 21:25

PRZEŻYWŁAM COS TAKIEGO JAK TY TERAZ DOKŁADNIE ROK TEMU.... ŚWIAT MI SIĘ SKOŃCZYŁ ... SŁOWA NIE OPISZA CIERPIENIA. MODLITWA POMAGA I NIESTETY MIŁOŚC NIE PRZECHODZI. ON TOWARZYSZY MOIM MYŚLOM Z DNIA NA DZIEŃ, ALE JUZ TAK NIE BOLI.. JEST CIĄGLE OBECNY W PRZEDSIONKU MEGO SERCA I BYĆ MOŻE NA ZAWSZE TAM POZOSTANIE. ROZSTANIE BYŁO TRAGEDIA I NIE UMIEM I NAWET NIE PRÓBUJE ZAPOMNIEĆ, PO PROSTU JEST CZĘŚCIA MNIE. TAKA WOLA TWOJA PANIE, ABYŚMY NIE BYLI RAZEM, ALE MIŁOŚĆ POZOSTAŁA.. I PUSTKA I MILCZENIE....JA NIE WIEM PO CO, ALE ON WIE. NIE UMIEM ZAPOMNIEĆ.

(4171)
agnieszkadata: 13.07.2008, godz: 16:29

Kochani!!!
chcialam napisac ze zgadzam sie z Trawiastą ze Bog jak dobry ojciec chce opatrzec rane, tylko jak boli rana to wtedy tak ciezko jest sie zwrocic do Niego wydaje sie ze nikt nie rozumie ze Bog tez opuscil i ze sie Go nie "czuje".
Ja dokladnie rok temu przechodzilam to samo i i to byl bardzo dlugi proces trwal chyba z pol roku, kiedy Bog mnie oczyszczal z mojego egoizmu i pychy, trzeba upasc az na dno zeby sie moc odbic,cigle nie wiem czy mi sie udala ta walka czy nie, ale powiem jeszcze tak ze czulam wtedy wlasnie taki zamet i nipokj duszy co az spedzalo mi sen z powiek i chyba kiedy juz bylam na "mecie" walki moj egoizm znow wzial gore i chyba nie udalo mi sie stoczyc tej walki o swoje zycie wieczne....tego nie wiem moge sie tylko domyslac widze z perspektywy czasu ze to byla walka o wszystko...

(4170)
ania, e-mail: 84awojnar@gmail.comdata: 13.07.2008, godz: 16:16

witam wszystkich bardzo serdecznie!!!!
mam malutka prosbe jesli ktos bedzie mial chwilke czasu i zechce pokorespondowac ze mna to oto jest moj adrea email 84awojnar@gmail.com
czuje sie bardzo samotna i brakuje mi rozmowy takiej szczerej iserdecznej a bardzo tego potrzebuje. Dziekuje juz teraz wszystkim ktorzy zechgca mi jakos pomoc.
i zycze dobrej niedzieli.

(4169)
arwena, e-mail: arwena271@interia.pldata: 13.07.2008, godz: 14:48

Witam wszystkich sympatyków źródełka,często tu "wpadam "poczytać ciekawe wpisy,wasze spostrzeżenia na życie itd.Podoba mi się ta "atmosfera"dlatego postanowiłam,że czasem coś od siebie dorzucę.Właśnie jestem na etapie pogłębiania swojej wiedzy o kobiecości z książką "Urzekająca",jak ktoś ją czytał, to chętnie się podzielę spostrzeżeniami.W tej chwili jestem sama ,ale nie samotna.Wiem jakie to ciężkie,ale najpierw BÓG musi zahartować i uleczyć, a potem komuś specjalnemu przeznaczyć.Wiem ,że trzeba walczyć o swoje piękno,bo czas ucieka , a...wieczność czeka.Jeszcze raz witam wszystkich

(4168)
Dominika, lat 30, e-mail: dominika27@op.pldata: 13.07.2008, godz: 12:06

Na temat reiki poczytaj też tu.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Reiki#Stanowisko_Ko.C5.9Bcio.C5.82a_katolickiego

(4167)
Artur Wnęk / Artii, lat 33data: 13.07.2008, godz: 09:54

CUDA I NIEZWYKLE ZJAWISKA NIE SWIADCZA O TYM CZY KTOS JEST SWIETY CZY NIE, JEDNAK ZYCIE MARTY ROBIN DLA TYSIECY SWIADKOW BYLO POTWIERDZENIEM ZE BOG ISTNIEJE I PRZEKRACZA WSZELKIE BARIERY. Michal Bukowski


(4166)
Ktos tam, e-mail: ktostam500@o2.pldata: 12.07.2008, godz: 21:37

Prosze o modlitwe bo jest mi ciezko sie podniesc poniewaz zranila mnie pewna osoba, pisalem juz tu o tym. Chcialbym zeby Bog zeslal na nia zrozumienie, zeby potrafila docenic mnie, zeby odezwala sie, zebysmy sprobowali, chccoiaz to, nawet jesli nie jest pisane nam bcy razem to nie chce zeby to sie skonczylo w taki sposob. Prosze o modlitwe.

(4165)
Trawiastadata: 12.07.2008, godz: 21:08

Do Ani, 24.
Witaj :)

To prawda, co innego znac cos z lekcji religii a co innego doswiadczac tego na sobie, osobiscie przezywac cos, cierpiec... To dwie zupelnie rozne strony tego samego medalu.

Ja tez zastanawiam sie dlaczego droga do Boga prowadzi przez nasza slabosc. Masz racje, ze pytasz, ze szukasz - ten, co sie poddal i postanowil sobie zyc minimalistycznie i po najmniejszej linii oporu, nie bedzie pytal, protestowal, ot - poplynie z pradem. A wraz z nim smieci, zdechle ryby, patyki i szlam... Nic, tylko zyczyc szerokiej drogi.

Bog nie chce patrzec na nasz bol. Bog nas kocha miloscia dojrzala i prawdziwa a to oznacza ze DAJE NAM WOLNY WYBOR. Daje nam wolnosc wyboru, jednoczesnie stawia nam jasne kryteria - jesli zrobisz to i to, to zrobisz sobie krzywde. Popelnisz grzech. Tak jak matka mowi dziecku - nie wkladaj reki w piec. Zrobisz sobie krzywde. Ale nawet najlepsza matka nie jest w stanie upilnowac 24h/dobe swojego dziecka. I pewnego dnia ono podejmie decyzje - samo! wiedzac ze nie wolno! - a wlasnie, ze wloze reke w piec, chce wiedziec jak to jest... i parzy sie bolesnie.
Prawdziwa matka przybiegnie z pomoca. Utuli, zalozy opatrunek ale przypomni - ze mowila, ze ostrzegala - nie bedzie sie uzalac nad dzieckiem, nie bedzie brac winy na siebie. Nie bedzie tez bila dziecka po poparzonych rekach. Prawdziwa matka pokaze dziecku przyczyne i skutek tego czego dokonal ale nie odtraci i pozwoli sie wyplakac w swoich ramionach. Zalozy opatrunek, posmaruje mascia...
Tak samo jest z Bogiem. Stawia nam przed nami Dekalog. I mowi jasno - to sa przykazania, ktore macie przestrzegac. To jest wasza Droga. Ale nie pilnuje nas 24 godziny na dobe. Czeka na nas, na nasza dojrzala wole powiedzenia TAK, BEDE POSLUSZNY. Nie zawsze jednak to od nas otrzymuje... I wtedy wkladamy reke w piec. Grzeszymy. Grzech boli, rani, rozwala. Niszczy. Zostawia siniak, uderzenie, pekniecie, rozdarcie, pecherz, krwawa rane. Wolamy wtedy Boga przerazeni, upodleni, przekonani ze nic nas juz nie uratuje... Pelni nienawisci do siebie i zalu, zniecheceni i samotni. Bog przychodzi do nas w sakramencie pojednania i przytula... Przytula nas do siebie mocniej niz kiedykolwiek. Jego wybaczenie jest tym plastrem na nasze rany. Jest lekiem na rany zadane przez grzech.
To od nas zalezy czy przyjdziemy do Niego w sakramencie pojednania czy ukryjemy sie pelni lęku i wstydu, jak Adam w Edenie. Szatan dziala na zasadzie osaczenia człowieka w kacie - szatan dziala przez lęk i wstyd. Wzbudza poczucie winy a kazdy kto choc raz zrobil cos zlego wie, ze nic tak nie krepuje i nie zabija jak poczucie winy.... To uczucie ktore po prostu wysysa z nas zycie i chec dzialania. Paralizuje kazdy krok, w myslach jest chaos albo pustka i rozpacz, poczucie beznadziei, totalnej beznadziei i bezsensu... tak dziala demon, ktory wykorzysta kazda szczeline, kazde pekniecie w naszej jednosci z Bogiem.

Swietym nie jest ten, kto nie upada, ale ten, ktory sie podnosi - bo jestesmy swieci. zostalismy stworzeni przez MILOSC i dla MILOSCI zyjemy. Szatan i jego demony sa wrogami milosci i radosci. Dobrze, ze jest sakrament pojednania. Dobrze, ze mozna czynic pokute i wynagradzac swoje winy. To nas uczy powsciagliwosci, pomaga dojrzewac a jednoczesnie sprawia, ze czyniac dobro rozszerzamy je dookola nas. I wtedy szatan ma mniejsze pole manewru.

Aniu, zycze Ci zeby na kazde Twoje pytanie znalazla sie Odpowiedz. Polecam Ci z calego serca homilie o. Augustyna Pelanowskiego - zwlaszcza te z cyklu adwentowego, nadawane niegdys w radio Jozef "jak pokochac wlasne zycie". to sa krotkie homilie, pelne neizwyklej madrosci i wyczucia. bardzo duzo mi daly i daja.
Ja rowniez jestem na etapie powolnego pozbywania sie pychy. To jest bardzo bardzo trudne, zwlaszcza gdy zylo sie jak ja, wiele lat w stanie grzechu ciezkiego. Ale to jest mozliwe. Z Bogiem nie ma rzeczy niemozliwych...

Niech Cie chroni łaska i milosc najlepszego Ojca, pamietaj tez ze czuwa nad Toba Twoja Patronka, sw Anna. Kobieta wielkiej madrosci i milosci, rozwagi i roztropnosci. Zycze Ci tez Aniu blogoslawienstwa Maryi, najlepszej Matki, ludzkiej ale jakze swietej od samego poczecia...
kochanym Zrodelkowiczom zycze blogoslawionej niedzieli.
pozdrawiam cieplutko :)


(4164)
Artur Wnęk / Artii, lat 33, e-mail: artur.wnek@vp.pldata: 12.07.2008, godz: 20:56

-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-

Pewnego dnia Marcie Robin ukazal sie Jezus mowiac:
«To ciebie wybralem, abys przezywala moja Meke w sposob najpelniejszy
od czasu mojej Matki i nikt po tobie nie bedzie jej przezywal w
Kosciele w takiej pelni. Abys mogla przezywac ja calkowicie,
nigdy nie zasniesz, coraz bardziej postepujac w cierpieniu.
Spac znaczyloby porzucic cierpienie. Bedziesz cierpiec coraz bardziej.»

-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-

(4163)
Mariuszdata: 12.07.2008, godz: 19:37

„Pytanie, które prześladuje każdego mężczyznę”. Co się dzieje z męskim sercem, jeśli zabraknie w życiu walki? Dlaczego ona jest potrzebą naszej duszy? – Te i inne pytania towarzyszą czytelnikowi w trzecim rozdziale „Dzikiego serca”. Akcentuje się fakt, iż brak bitwy zadaje śmierć pewnej składowej męskiej natury, która określana jest jako „gwałtowna”, dlatego też nie żyje on pełnią. „Przedmiotem największego lęku każdego mężczyzny jest być wystawionym na pokaz, zdemaskowanym, okazać się oszustem, a nie prawdziwym mężczyzną”, tymczasem w zamyśle Stwórcy to właśnie on „został przeznaczony do tego, by dawać sobie radę (...) On już ma wszystko, czego potrzebuje w swoim projekcie, w swoim sercu”. Tymczasem notoryczny lęk sprawia, iż mężczyzna zaczyna niewłaściwie pożytkować swoją siłę: agresja, przemoc, ucieczka w karierę. A co z samą walką? „Właściwie pierwszą i największą walką czekającą Adama jest bitwa o Ewę (...) Ewa zostaje dana Adamowi jako ezer kendego - (...) ‘ocalenie życia’”. W tych słowach uchylony zostaje rąbek tajemnicy owego daru, jakim staje się kobieta – wystarczy zestawić to z wcześniejszym wersetem Księgi Rodzaju: „Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam” albo choćby Syr 36, 24-27. Cdn.

(4162)
Piotrdata: 12.07.2008, godz: 18:43

Co do tej pracy - wykształcenie to tak naprawdę niewiele. Oczywiście co krok wymaga się od nas ciągle jakichś dyplomów, certyfikatów, ale o tym, co robimy w życiu decyduje coś więcej - nasza zaradność, zdolności, znajomości (nie bójmy się tego słowa - one się przydają wszędzie, nie tylko w Polsce), nadarzające się okazje itd. W ostatecznym rozrachunku okazuje się, że to całe wykształcenie wychodzi w praniu - niewielu patrzy na to, co kto ukończył, ale co tak naprawdę potrafi, bo to się liczy. Większość ludzi na świecie nie pracuje w wyuczonym zawodzie, więc nie należy kurczowo trzymać tego, co już umiemy, a rozwijać się, a w miarę możliwości robić to, co się lubi.

(4161)
Monika, lat 23, e-mail: 4strachy@gazeta.pldata: 12.07.2008, godz: 17:27

Witajcie! Piszę tutaj po raz pierwszy i to na kilka minut przed tygodniowym wyjazdem na odpoczynek. Do tej pory tylko czytałam wpisy i w wielu sytuacjach okazały się one bardzo pomocne także i mnie:) DZIęKUJę, ale teraz po prostu czuję, że przyszła kolej na mnie i jeszcze przed wyjazdem muszę się z Wami podzielić pewną informacją, a zarazem zaprosić wszystkich Z LODZI I OKOLIC na niezwykłe spotkanie z Panem Bogiem na MSZY O UZDROWIENIE. Ma ona miejsce dwa razy w miesiącu zawsze w ostatnią niedzielę o godzinie 18 i poniedziałek o godzinie 19 w kościele Ojców Jezuitów przy ulicy Sienkiewicza 60. Każdy kto ma jakiś problem natury duchowej lub cielesnej (fizycznej) czy też ktoś z waszych najbliższych taki, z którym nie potrafi sobie sam poradzić niech przyjdzie na to spotkanie bo NAPRAWDę WARTO! Na początku ma miejsce msza, którą dodatkowo upiększa śpiew młodego zespołu Mocni w Duchu, później natomiast rozpoczyna się wspólna modlitwa o uzdrowienie. Każdy modli się za każdego, ludzie są życzliwi, przepełnieni wiarą, miłością i nadzieją....ten kto dostąpił łaski uzdrowienia i pragnie podzielić się tą wiadomością z innymi i podziękowanie Panu za Jego dobroć ma taką możliwość pod koniec spotkania - podczas adoracji, kiedy Pan w Najświętrzym Sakramencie stoi przed nami na ołtarzu. Nie da się tego opisać słowami, musicie sami tego doświadczyć! Z tego co wiem, takie spotkania odbywają się także w innych miastach, jeśli macie taka możliwość to przyjdźcie raz, a gwarantuję, ze to nie bedzie wasz ostatni. Pozdrawiam serdecznie Kochani.

(4160)
s_Augustianka, e-mail: monasteredesaugustines@wanadoo.frdata: 12.07.2008, godz: 11:45

W Twoim spojrzeniu słońca...
w Twoim tchnieniu wiatru...
w Twojej tęsknocie deszczu...
czuję miłość Twoją...
www.dar.religia.net
Jezus patrzy na Ciebie swoim „spojrzeniem słońca...”
także podczas tych wakacyjnych dni...
Trwaj w tym spojrzeniu... Miłości...
Pozdrawiam :)
Siostra Augustianka od Jezusa Miłosiernego z Francji


(4159)
karinadata: 12.07.2008, godz: 11:23

Ja lat 24,
tak jest, trud zawsze zaowocuje.. nie da sie oszukać ważnych dziedzin zycia, to jak zainwestujemy w swoją przyszłosc w tym przyp naukę.. takie osiągniemy owoce..
i własnie pojscie na studia po to by sie dobrze bawić i korzystać jak najwiecej z uciech a mniej inwestowac w siebie kończy sie bardzo często jak podanym przez Ciebie przykładzie.. człowiek musi siać by mógł zbierać..
do tamtej bezrobotnej Ani, powiem ze warto nawet zacząc od zwykłej pracy... wiele ludzi po studiach zaczynało pracę od sprzedawczyni albo kelnerki.. takie mamy czasy i z czasem cos sie odmieni... wielu wybitnych ludzi ... artystów,aktorów ,zaczynało
od zmywaka a potem osiągali coraz lepsze pozycje, Ja CI nie zycze kariery typu aktorstwo bo to popularnosc nie koniecznie do pozazdroszczenia, ale podaję przykład ze zaczynając od rzeczy prostych można zawsze podwyższac poprzeczkę i wspinac sie wyżej.. natomiast odrzucając te najnizsze nawet mozliwosci pracy mozna zmarnowac wiele lat i starcic poczucie wartosci..a to szalenie utrudnia w osiąganiu..
poza tym ważne obcowanie z ludzmi , współpraca w grupie, to wszystko uczy nas samodyscypliny.. Jezeli zalezy CI na jakiejs pracy bardziej przypominaj sie systemat pracodawcy co kilka miesiecy dzwon, pytaj, odwiedzaj..przy okazji wolnego etatu moze skojarzyc ze jest taka Ania ktorej bardzo zalezy i wyciągnie Cię sposród sterty złozonych podań.. ja juz spotkałam sie z takimi przypadkami..
bo same złozone podania lądują do kosza najcżęsciej..przy naborze nikt na nie nie zwraca uwagi
ale albo znajomi, poleceni przez kogoś albo ktos taki kto dał sie zapamiętać dopytywał o pracę .. ma najwieksze szanse..

(4158)
Basaia, lat 40, e-mail: basaia@interia.pldata: 12.07.2008, godz: 09:55

Posiejcie sobie sprawiedliwość, a zbierzecie miłość. (Ozejasz)

(4157)
Marcin do Anidata: 11.07.2008, godz: 21:42

Ponieważ taka jest prawda o nas. Poznawanie naszego grzechu czy też prawdy o sobie jest natomiast bolesne. Tak samo jak bolesne i upokarzające było dla Piotra poznanie prawdy o sobie. Aby jednak rozwijać się jest to konieczne.

(4156)
Grzesiekdata: 11.07.2008, godz: 21:25

Dziękuję za szybką odpowiedź na moje pytanie. BÓG zapłać:)

(4155)
Ja , lat 24data: 11.07.2008, godz: 18:24

Dzięki Bogu ja wybrałam takie studia, że teraz nie muszę martwić się o pracę ... pamiętam jak na początku nauki płakałam, że muszę tyle poświęcić (wybrałam studia językowe i w dodatku musiałam dojeżdżać codziennie na uczelnię jakieś 70 km). Moje koleżanki śmiały się, bo dostały się bez problemu na uczelnie i nie miały tak ciężko jak ja - mniej nauki i mieszkały w akademikach. Prowadziły tzw. "studenckie życie". A ja zakuwałam ... i to ostro. Po latach jednak sytuacja odwróciła się. Dostałam pracę już po trzech latach nauki i to w swoim zawodzie. One natomiast kończąc ogrodnictwo, warzywnictwo, itp., itd. zasilają dziś szeregi bezrobotnych. Dlatego tak ważne jest aby poważnie zastanowić się nad tym, co chcemy w życiu robić i czy po danym kierunku znajdziemy pracę. Wiele rzeczy zależy od Opatrzności, ale wiele też zależy od nas ...

(4154)
do ann lat 23data: 11.07.2008, godz: 18:09

moze sprobuj z kims porozmawiac madrym, moze z jakims ksiedzem? tak zeby miec chociaz jakies wsparcie.. a swoja droga, skoro z tata masz lepszy kontakt, moze sprobujesz porozmawaic z nim, jak bedziecie sami? i z jednej strony szukaj wsparcia a z drugiej modl sie zeby Pan Bog pokazal Ci droge wyjscia, tez sie pomodle :-), sciskam cieplo..

(4153)
Ania, lat 24data: 11.07.2008, godz: 17:31

Do Marcina, Trawiastej na temat grzechu

Dziękuję Wam za Wasze wpisy. Wiele mi one wyjaśniły. W sumie to te zagadnienia są mi znane. Tematy poruszane często na religii, ale co innego doświadczać wszystkiego na sobie.

Na pewno wszystko to jest kwestią pokory lub pychy. U mnie przeważa pewnie wciąż pycha, ciężko mi pojąć czemu właśnie droga naszej słabości, grzechu, bólu ma prowadzić do Boga.

Skoro Bóg jest naszym Ojcem to czemu chce patrzeć na nasz ból...przecież żadna Matka nie chce widzieć cierpiącego dziecka...

Czemu Bóg chce od nas pokory?? Uznania naszej słabości?

(4152)
Ania, lat 24data: 11.07.2008, godz: 16:27

Do Karina,

Dziękuję Ci bardzo za wpis i za pocieszenie.
Masz rację, że najgorsze jest poddać się zniechęceniu. Ja ciągle wysyłam CV, do znudzenia.
Najgorsze jest właśnie to, że jestem młoda i wszyscy mi powtarzają, że bez problemu znajdę pracę.
Wiem również, że jeśli nie znajdę pracy w zawodzie, to zawsze mogę szukać w tych miejscach o ktorych pisałaś, w sklepach itd. ale boję się ze wtedy zupełnie straciłabym wiarę we własne możliwości. Przecież nie po to studiowałam 5 lat....

Życzę sił wszystkim szukającym pracy!

Pozdrawiam

(4151)
Monika, lat 20, e-mail: iskierka_@poczta.onet.eudata: 11.07.2008, godz: 15:52

Witajcie kochani
Życzę Wam miłego, radosnego, Bożego dnia!
Niech Światło Ducha Świętego porwie Was do jeszcze większej wiary, wprowadzi w wasze serca pokój i miłość:-)

(4150)
M. dla Grzeskadata: 10.07.2008, godz: 22:05

Poczytaj Grzesiek również i to: http://egzorcyzmy.katolik.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=233&Itemid=68

(4149)
karinadata: 10.07.2008, godz: 20:12

Aniu Lat 24,
nie trac nadziei, ja znam tez smak bezrobocia.. ostatnio 3 lata , ale nie mogłam podjąc kazdej pracy ze wzgl na stan zdrowia i to dyskwalifikowało mnie z 70% ofert w urzedzie pracy.
obecnie udalo mi sie znalezc prace.

ale powiem, wszystko jest do przezycia...;) najgorsze jak wpada sie w taką bezradnosc i rezygnacje z dalszych poszukiwań, ze znowu sie nie uda.. ze nie ma sensu, spada samoocena i trzeba coraz wiecej moblilizacji..
nie TY jedna w Polsce przez to przechodzisz...znam osoby z bardzo długim stażem bo sie poddały i juz nie ten wiek..a TY jestes młoda i na pewno z Boża pomocą znajdziesz pracę, trzeba konsekwentnie sledzic prase, pytac znajomych pracujacych jakby byl u nich jakis nabór , moze cos bedą wiedziec.. trzeba chodzic od drzwi do drzwi, przypominac sie i zawsze zostawiac CV z wydrukowanym(lub czytelne ksero)zdjęciem
ono pomaga zapamietac pracodawcy ze tej osobie zalezy i wsrod stosów podań moze na podst zdjecia Cie skojarzyc... szukaj po małych zakładach, nawet przedszkolach czasem potrzebuja pomocy do dzieci młodszych lub do grup integracyjnych i tu nie trzeba specjalnego wykształcenia, wiedz ze kazde doswiadczenie Ci sie moze przydac
nie koniecznie szukaj pracy w zawodzie..jesli masz mozliwosc probuj nowych wyzwan... wiele studentów zaczyna od pracy na kasie i to tez jakies doswiadczenie...
najgorsza jest stagnacja, biernosc i czekanie na swoj zawodowy etat i czasem mozna wiele czasu stracic na takim czekaniu a długa przerwa w "zawieszeniu" nie sprzyja naszemu wizerunkowi u przyszłego pracodawcy, kojarzy mu sie z naszą niezaradnością....
z reguły osoby konsekwentnie poszukujące znajdują pracę po jakims czasie, własnie takie osoby znam, na początek częsciej znajduja prace zwyczajne do sklepów z odzieża, spozywczych, marketów a potem jak staja sie bardziej obrotne to znajdują lepszą pracę.. bo nabywają odwagi, i samodyscypliny..osoba bezrobotna dłuzej jak rok, wpada w taki stan przyzwyczajenia i staje sie mało zorganizowana.. to jest jej podst problem i on nie sprzyja poszukiwaniu pracy.. człowiek odkłada pewne rzeczy na jutro.. bo zawsze może, nikt go nie zmusza.. wszystko zacznie od jutra..
i to jest najwieksza bolączka bezrobotnego.. warto nawet wyjechac za granice jesli tutaj sa małe szanse, szczeg zamieszkanie w małych miejscowosciach nie sprzyja powstawanie nowych miejsc pracy.
Modl sie Aniu i nie rozpaczaj z tego powodu, potraktuj to jako wyzwanie, doswiadczenie, jakis cel... mobilizację... nawet jesli szanse są małe, trud jest ważny, gdyż nie wiadomo kiedy okazja sie pojawi.. los Ci sprzyja.

a to nie łatwe doswiadczenie trzeba przyjąc jako zachętę do zdobywania..przełamywania się.. ono pomaga w zyciu w innych doswiadczeniach , w radzeniu sobie w trudnosciach..
bo czyz zycie nie jest nieustanną walką?? wygrywają CI którzy walczą.. wydeptując scieżki...trudząc się..
Moja siostra chodziła cały rok na rozmowy z ogłoszeń.. była na ok 40 rozmowach w miedzy czasie pracowąła na kasie w markecie i dalej szukała i wreszcie znalazła prace po roku!! i to nie jako spokrewniona z wykształceniem- trud sie opłacił, został wynagrodzony.... a gdyby sie poddała? na pewno nie znalazłaby tej pracy..i ma nadzieje ze ta praca to jakis wstep do bardziej ambitnej pracy.

Nie patrz na tych którym prace załatwiono gdyz to nie zadna sztuka , TY obierz sobie za partnera samego Boga i z NIm wyruszaj na poszukiwania, a kazdy wojownik musi byc wytrwały;)
powodzenia;)


(4148)
M.data: 10.07.2008, godz: 18:30

DO ANI
Brak pracy to rzeczywiście problem,wiem coś o tym.Ale praca jest tylko może nie zawsze taka jakbyśmy chcieli i za tyle ile byśmy chcieli ale czasami trzeba brać co jest.Próbuj dalej szukać,składaj podania,rób kursy...trzymam kciuki:)

(4147)
dla Grześka i innychdata: 10.07.2008, godz: 18:09


Na temat reiki i podobne techniki ...


http://www.psychomanipulacja.pl/tem/reiki.htm

http://www.psychomanipulacja.pl/

wszelki informacje są w dziale Baza informacji


(4146)
Eladata: 10.07.2008, godz: 15:15

Bardzo proszę o modlitwe za moja siostre, o żywą wiare i łaskę Ducha Świętego, o wypełnienie się woli Pana Jezusa w jej życiu.
Bóg zapłać za modlitwe. Pozdrawiam serdecznie wszystkich Źródełkowiczów.

(4145)
ANia, lat 24data: 10.07.2008, godz: 12:55

A ja nie mam wciąż pracy...dobrze ze jeszcze mam gdzie mieszkać i co jeść...

(4144)
Opowiadania dla dzieci, e-mail: colpodifulminee@tlen.pldata: 10.07.2008, godz: 10:11

Witajcie!
Czy ktos z Was posiada (w wersji elektronicznej oczywiscie) jakies opowiadania dla dzieci, cos podobnego do opowiadan Bruno Ferrero. Mają byc krótkie - kilka zdan opowiadania, które dzieci beda mogły sobie wyobrazic i morał, odniesienie do zycia. Pilnie to potrzebuje. Bede wdzieczna za pomoc. A moze ktos zna jakies strony www?

(4143)
Grzesiekdata: 10.07.2008, godz: 09:33

witam. mam pytanie, ponieważ czytałem o reiki dośc dużo i chciałbym się dowiedzieć jak wiara ma się do tego zagadnienia. czy jest to coś złego czy też nie i czy powinno się tego wystrzegać. dodam że czytałem iż księża również praktykują tą metodę. proszę również o opinię osoby duchowne. dziękuję z góry za odpowiedzi na ten temat.:)

(4142)
DO !!! ( Mateusz ), lat 17data: 10.07.2008, godz: 00:16

Ja wczoraj dostałem pracę, wakacyjną ale zawsze. Mam nadzieję, że dasz radę

(4141)
Tadeusz, lat 53, e-mail: nso-czi@wp.pldata: 09.07.2008, godz: 21:02

SPOTKANIE MŁODYCH W NIEPOKALANOWIE
Zapraszamy Cię na Spotkanie Młodych do Niepokalanowa w dniach 13-18 lipca oraz na "Sydney w Warszawie", 19-20 lipca, abyś wraz innymi młodymi przeżywać mógł/mogła cudowne chwile odnajdywania Bożej miłości, radosnego uwielbienia i rozwoju Twojej duchowości.
Ten wspólnie spędzony czas da Ci wyjątkową możliwość otrzymania odpowiedzi, których od dawna szukałeś/aś, pogłębienia Twojej wiedzy religijnej w wielu ciekawych tematach oraz poznania innych młodych i odnalezienia radości we wspólnej modlitwie uwielbienia. Przede wszystkim jednak będą to dni, podczas których nareszcie znajdziesz czas dla Boga, na modlitwę i na osobisty kontakt z Nim podczas Adoracji, a także przygotujesz się duchowo do jedynego i niepowtarzalnego wydarzenia, jakim jest SYDNEY W WARSZAWIE, czyli spotkanie w duchu Światowych Dni Młodzieży w łączności satelitarnej z papieżem Benedyktem XVI. Więcej informacji o „Sydney w Warszawie“ znajdziesz na www.sydneywwarszawie.pl.
Program pierwszego dnia
13 lipca (niedziela):
13:00-15:30 Rejestraca u Franciszkanów
16:30 Nauka śpiewu i przygotowanie do Eucharystii
17:00 Msza święta
Każdy dzień, zaraz po wspólnym śniadaniu, rozpoczniemy Modlitwą Uwielbienia. Jest to bardzo radosne śpiewanie dla Pana przy muzyce. Nie musisz wcale umieć dobrze śpiewać, by poczuć moc Ducha Świętego, jaką daje to wspólne wychwalanie Boga. Po takiej modlitwie starczy Ci energii i entuzjazmu na cały pracowity dzień.

Po tej części rozpocznie się nauczanie. Zgodnie z tegorocznym hasłem Światowych Dni Młodzieży – „Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami" (Dz 1,8), będzie ono poświęcone odkrywaniu Ducha Świętego i otwarciu na Jego dary. Będziesz miał/a okazję uczestniczyć w konferencjach prowadzonych przez wyjątkowe osoby i dowiedzieć się inspirujących, nowych rzeczy.

Następnie każdy znajdzie czas na modlitwę podczas Adoracji Najświętszego Sakramentu. Jest to moment dnia, w którym będziesz mógł/mogła wyciszyć się, otworzyć na Pana Jezusa, przemyśleć usłyszaną naukę i sformułować swoje pytania.

Przed przystąpieniem do Eucharystii, która jest centralnym punktem dnia, odbędzie się krótka nauka pieśni, które pozwolą Ci pełniej i radośniej uczestniczyć we Mszy Świętej. Jednego dnia będziesz miał okazję uczestniczyć w Liturgii w rycie wschodnim, wspólnie z członkami zaprzyjaźnionych wspólnot z Ukrainy i Białorusi.

Po Mszy i wspólnym obiedzie będzie czas na rozmowy w małych grupach. Ich skład będzie codziennie taki sam, dzięki temu będziesz miał/a okazję bliżej poznać się z kilkunastoma innymi uczestnikami. Wspólnie będziecie mogli wymienić się wrażeniami i podyskutować. Oczywiście nikt nie będzie Cię zmuszał do mówienia, chodzi o to, abyś w gronie kilku znajomych osób mógł/mogła posłuchać, jak przeżywają te dni inni, a do rozmowy włączysz się, kiedy sam/a będziesz miał/a na to ochotę.

Zaraz potem będziesz mógł/mogła wziąć udział w warsztatach. Sam/a wybierzesz interesującą Cię tematykę spośród szerokiej oferty. Do wyboru m.in. Jak czytać Pismo Święte?, Chrześcijanin a sukces i pieniądze, Seks przed ślubem? Wróżby, joga, horoskopy – co na to Jezus?, Benedykt XVI – poznaj prawdę o głowie Kościoła.

Po pracowitym dniu, aż do kolacji, będzie czas wolny. Warto jednak pozostać na miejscu i odwiedzić w tym czasie jedyną w swoim rodzaju EmmaCafe.

Po kolacji rozpocznie się spotkanie wieczorne. Każde z nich będzie inne, Wieczór Powitalny wprowadzi Cię pierwszego dnia w klimat Spotkania Młodych. Kolejne, m.in. Wieczór Miłosierdzia i Wieczór Ducha Świętego, będą dla Ciebie z pewnością wspaniałymi przeżyciami.

Ważne jest również, że w ciągu całego Spotkania będziesz miał/a możliwość indywidualnej rozmowy z otwartymi księżmi, którzy chętnie odpowiedzą na nurtujące Cię pytania. Będzie też oczywiście możliwość spowiedzi, a adoracja Najświętszego Sakramentu trwa nieprzerwanie przez całą dobę, można więc (i warto!) przyjść do Pana Jezusa nawet w środku nocy.

Wspólnie spędzone Spotkanie Młodych odmienia życie ludzi, pozwala im lepiej zrozumieć Boga i swoje miejsce w świecie, jest jedynym i niezapomnianym przeżyciem. Dlatego nie wahaj się, przyjedź, a do końca życia będziesz cieszył się z tej decyzji.

(4140)
Monika, lat 34, e-mail: monka55@poczta.onet.pldata: 09.07.2008, godz: 16:08

Mam pytanie. Prosze podzielcie sie na taki temat: Pan Jezus uzdrawial wiele osob. Jak Ci ludzie po uzdrowieniu zyli ? Czy pewni siebie mogli zyc jak ludzie ze swiata czy moze kazdego dnia pokornie dziekowali Bogu za ten Dar i szli za Jezusem.
Pan Jezus powiedzial lisy maja nory ale Syn Czlowieczy nie ma glowy gdzie oprzec. Jak to rozumiecie?


(4139)
!!!, lat 31data: 09.07.2008, godz: 14:03


Witam ...

Mam wielką prośbę - dotyczy ona modlitwy, czyli proszę bardzo o nią !!!

jutro mam być na rozmowie kwalifikacyjnej w sprawie pracy, po ludzku analizując to mam niewielkie szanse...

Proszę o modlitwę !!!

Z serca BÓG zapłać ...

(4138)
Marcin do Anidata: 08.07.2008, godz: 21:34

Postaram się wyjaśnić bliżej co miałem na myśli. Na płaszczyznie ludzkiej człowiek popełniający grzech może rzecywiście stracić i cierpieć z tego powodu. Biorąc jednak pod uwagę płaszczyznę duchową, grzech "odżałowany" daje człowiekowi lepsze poznanie siebie, pokorę. Dobrym przykładem jest tu św. Piotr. Najpierw zapewniał o swojej całkowitej wierności, potem - po zdradzie- już tylko pokornie powiedział: Panie, Ty wiesz że Cię kocham. O niczym już nie zapewniał. Bóg natomiast wykorzystał to największe zło jakim było zabicie Jezusa i przemienił je w najwieksze dobro - źródło łask. Stąd właśnie ta "błogosławiona wina".
Podobnie jest z każdym grzechem. Nawet kiedy wydaje się po ludzku że nie można czegoś już naprawić (np. zabójstwo) człowiek po spowiedzi powinien zamiast zadręczać się popełnionym złem podziekować za to, że Pan Jezus wziął na siebie skutki grzechu i naprawił je w jakiś sposób (choć dla nas nie zawsze zruzumiały) wynagradzając skrzywdzonemu. Powinien zaufać Bożemu Miłosierdziu i Bożej Wszechmocy i nie zakładać że ludzki grzech może je ograniczyć, że jest od nich większy.
Ludzie poranieni zawsze byli bardziej wrażliwi na słowa Zbawiciela niż tzw. porządni ludzie. Nawet Jego słowa do faryzeuszy, że celnicy i poganie wejdą przed nimi do Królestwa Niebieskiego zdają się o tym świadczyć. Świadczy o tym również Maria Magdalena czy celnik który został apostołem. Oczywiście nie ze względu na grzechy, ale na pokorę którą posiadali. To bowiem pozwala działać łasce która nie zna ograniczeń. Natomiast ci którzy nie proszą o pomoc, którzy uważają się za porządnych (a przecięż każdy grzeszy) pozostają tylko z własnymi siłami - tak jak Piotr kiedy zdradził. Stąd też paradoksalnie z naszej słabości i naszego grzechu płynie tyle łask (jeśli jest oczywiście pokora) a zło staje się źródłem dobra.
Św. Teresa z Lisieux napisała o tym trafnie: "Sądzę, że Jezus mógłby obdarzyć nas łaską, abyśmy go nie obrażali lub popełniali tylko błędy, które go nie obrażają, ale on je dopuszcza, dla większej naszej pokory i spotegowania w nas miłości".

(4137)
Rafał, lat 23, e-mail: mysterious1985@o2.pldata: 08.07.2008, godz: 19:13

Do Ani
Jak chcesz z kimś pogadać o swoim problemie to możesz napisać do mnie na maila.Pozdrawiam:)

(4136)
M.data: 08.07.2008, godz: 17:55

Problem grzechu i słabości jest stary,tak stare jak istnienie istoty ludzkiej.Różnie dzisiejszy człowiek reaguje na grzech,jedni mają wyrzuty sumienia a inni nic sobie nie robią z tego że grzeszą.Pozostaje wybór:albo idziemy za Jezusem albo odrzucamy go żyjąć własnym prywatnym i niezależnym od Siły Wyższej życiem.Ja już dokonałem wyboru ale to wcale nie oznacza że to wystarczy bo człowiek upada,upada ciągle i musi ciągle na nowo podnosić się.Jak pisze w "Dzienniczku"s.Faustyna niezależnie od tego w jakim stanie duchowym jest czlowiek powinien się modlić i to jest prawda którą cały czas trzeba mieć na uwadze. Pozdrawiam:)

(4135)
ania, lat 23data: 08.07.2008, godz: 17:11

Witajcie,

Postanowiłam napisać,o problemie,który mnie dotknął.. nie zadałam sobie wcześniej pytania: na co liczę? Może na dobre słowo,może na jakąś radę zyciową? kogoś kto przez to przechodzi,przeszedł.. Wiem jedno, że to mnie niszczy..sprawia,że jestem rozdrazniona,mam lęk w sobie,jestem płochliwa.. Chodzi o nałóg masturbacji...:( I nie jest to tak,że nie chodze do spowiedzi-chodzę..ale z moją modłitwą nie jest za wspaniale,wtedy kiedy przychodzi pokusa nie potrafię uklęknąć do niej.. a po fakcie ogarnia mnie wściekłość na samą siebie! jestem zła na siebie a to się też udziela niekiedy bliskim..bo bywam opryskliwa itp.. Sama nie wiem co zrobić..nie chcę w tym tkwić,ale widzę jaka jestem słaba..
Moze powinnam porozmawiać z jakimś psychologiem? Cieszę się,że mogłam to napisać i tym się podzielić..Pozdrawiam Wszystkich serdecznie! Zycze duzo usmiechu w sercu :)

(4134)
ann, lat 23data: 08.07.2008, godz: 14:58

nie wiem co robić...mogę w prawdzie rzucić wszystko i wyjechać, ale to nie takie proste :(szczerze mówiąc to studia trzymają mnie w Polsce... może ktoś podsunie mi tu jakiś pomysł. dla mnie zawsze rodzina i rodzice byli bardzo ważni, kocham ich i szanuje. tata jest dla mnie duzym wsparciem, z mamą jest gorzej :( jestem osobą niepełnosprawną, a moja mama lekarzem, ale dla niej od zawsze praca była ważniejsza. ja zawsze bylam gdzieś z boku, przyzwyczaiłam się do tego, ale również dzieki temu nauczyłam się liczyć na siebie. jednak tak bardzo brakuje mi wsparcia ze strony mamy, dzis dała mi do zrozumienia, że ją nie interesuje co będe robić, że ma wszystko gdzieś, że mi nie pomoże, (choć ma duże możliwości) okropnie mnie to zabolało. Choć próbuje sobie tłumaczyć, że mama jest dobrym człowiekiem i wielu osobą pomaga czuje do niej ogromny żal. nie mieszkam już z rodzicami, próbuje życ samodzielnie choć róznie mi to wychodzi z powodu mojej niepełnosprawności.
od 2 lat mieszkam z babcią-decyzja rodziców, którzy twierdzą, że babcia mi pomoże, ugotuje obiad itd. jednak prawda jest taka, że babcia również wymaga pomocy. Doceniam te babcine obiady, bo mama nigdy nie gotowała-z dzieciństwa kojarze tylko obiady z szpitalnej stołówki... Jestem osobą wrażliwą i bardzo mnie to boli jak widzę że babcia potrzebuje pomocy, a ja jej nie potrafię pomóc, bo sama czasami potrzebowałabym pomocy:( wiele razy próbowałam o tym rozmawiać z rodzicami, oni nie widzą problemu, wg nich babcia nie wymaga opieki, tylko, że oni nie żyją z nią na co dzień-nie widzą tego. poświęcając się babci zrezygnowałam z życia towarzyskiego, babcia strasznie przeżywała gdy gdzieś wychodziłam-wieczorami, lub na noc (wrecz płakała, że zostawiam ją samą). Nie potrafiłam iść gdzieś i dobrze się bawić ze świadomością, tego, że babcia siedzi sama w domu). zupełnie nie wiem jak rozwiązać ten problem, najprościej byłoby rzucić studia i wyjechać. Mam gdzie wyjechać. Wystarczy wsiąść w samolot i odlecieć... mam taką możliwość i ostatnio poważnie ją rozważam. Macie jakiś pomysł jak powinnam się zachować. Proszę o modlitwę w intencji mojej rodziny... z góry dziękuje.

(4133)
Trawiastadata: 08.07.2008, godz: 11:55

Do Ani, lat 24.

Na poczatku serdecznie Cie pozdrawiam. Przeczytalam Twoj wpis i chcialabym do niego nawiazac..... mam nadzieje ze moje przemyslenia okaza sie dla Ciebie pomocne :)

Na poczatku zadalas Marcinowi pytanie: "Ale czy naprawdę aż tyle łask płynie z naszej słabości z naszego grzechu?"

Przypomniala mi sie sytuacja, gdy zrywalam z poprzednim partnerem, człowiekiem, przez ktorego odeszlam od Boga i od rodziny. Zaczelam zwiazek z kims innym ale... no wlasnie, byla to sytuacja grzechu. Od grzechu zaczelam nowy zwiazek i to niejednego... Rozmawialam o tym z moja mama... To byla pierwsza szczera bardzo rozmowa corki z matka od wielu lat. Balam sie ze mnie okrzyczy, potepi, osadzi...Wysluchala cierpliwie do konca i powiedziala, ze "Pan Bog potrafi ze zla wyprowadzic dobro."Nie zrozumialam tego wtedy, nie zrozumialam i nie chcialam przyjac tego do wiadomosci. Dlugo nie potrafilam tego pojac...
Ale pozniej wpadlam na cytat "Moc w slabosci sie doskonali". Wiele razy na te slowa sie napotykalam.
Człowiek grzeszny, jeśli wraca do Boga, to jest taka radosc w niebie, ze sobie tego nie wyobrazamy. Przypowiesc o synu marnotrawnym opisuje ja w taki sposob zeby owczesni ludzie pojeli jej sens. I my rowniez. Ojciec wyprawia uczte, tuli syna, cieszy sie z jego powrotu... Bog cieszy sie gdy powracamy, gdy walczymy ze slaboscia i grzechem. Gdy przychodzimy do Niego w Sakramencie Pojednania zeby przytulic sie do Jego milosiernego serca. Stamtad i tylko stamtad mozna czerpac sily.

Napisalas ze gdybys mogla nie wybralabys tego grzechu drugi raz. I to wlasnie jest "blogoslawienstwo" grzechu - Twoje sumienie jest wrazliwe, masz swiadomosc tego, co dobre co zle. I chcesz trwac w dobru! Blogoslawiona wina - to co nas od Ojca oddala, paradoksalnie nas tez do Niego przybliza.
Inna sprawa jest to, ze trwamy czesto zbyt krotko w dobru, ze upadamy... Ale powiem Ci to, co powiedzial mi jeden ksiadz w trakcie spowiedzi: czlowiek jest stworzony tak, ze popelnia bledy, ma swoja wrazliwosc, seksualnosc, biologia nas uwarunkowuje w takia nie inny sposob. Nie wolno traktowac tego jako kary, trzeba akceptowac siebie jako dzielo stworzenia. Jesli ciagle popelniamy jakis grzech to nie wolno sie obwiniac, poddawac, myslec o sobie zle, w kategoriach potepienia czy niesmaku; trzeba przyjsc do OJCA okazac skruche i szukac w Jego milosci sily do trwania w dobru.

Na koniec jeszcze jedno moje spostrzezenie: nie licytowalabym sie czy czlowiek grzeszny dostepuje wiecej łask, czy mniej. Nie patrzylabym na to w ten sposob. To ile lask dostajemy zalezy od Boga ile nam zesle, oraz od nas samych - na ile lask sie otworzymy, ile ich przyjmiemy, ile razy powiemy Bogu TAK. Fiat. Jak Maryja. Jak nasz Papiez, ktory mimo cierpienia, takich ciezkich doswiadczen zawsze mowil Bogu TAK.

Sciskam Cie serdecznie i zycze Ci wiecej ufnosci w milosc Boga i wiecej wiary w siebie. Jestes Ukochana Corka Krola. Ksiezniczka. On Cie kocha ponad zycie - wsluchaj sie w Jego glos... I pozwol sie prowadzic Jego Milosci. Wyplyn na glebie.
dobrego dnia


(4132)
Ania, lat 23, e-mail: aniawr2@interia.pldata: 08.07.2008, godz: 10:45

Moja babcia jest bardzo chora, widzę, że z dnia na dzień jest coraz gorzej. Proszę o modlitwę o zdrowie dla niej. Jednocześnie bardzo się boję.
Dziękuję. Z Bogiem

(4131)


 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2026 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej