Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Źródełko ...czyli o darze rozmowy...


[ Dodaj wpis ]

[<<] [<] [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [>] [>>]

Chcesz prosić o wspracie i modlitwe?
Dodaj prosbę do [ Skrzynki Intencji ]

Mario, lat 33data: 08.12.2013, godz: 14:32

Beato, Nie oceniaj mnie pochopnie. Skąd założenie, że mam złą relację z Jezusem? Skąd założenie, że nie umiem kochać? Dlaczego mówisz do mnie jakbym wczoraj się urodził? Bo piszesz, że dobrze, że zacząłem pisać tu, na "Źródełku". A skąd założenie, że to pierwsza próba otwarcia się wogóle? Skąd założenie, że nie szukałem pomocy? Skąd tyle niesprawieldliwych założeń? Chyba się domyślam skąd. Przepraszam, ale czy Ty też nie jesteś przypadkiem DDA...bo coś mi to tak wygląda? Jeśli nie masz takiej świadomości to może zainteresuj się tym tematem. Może taka świadomość uzdrowi Cię jeszcze bardziej. Nie pisałem, że jest innym łatwiej pokonać swoje ograniczenia, miałem na myśli, że inni mają możliwość coś z nimi zrobić - w tym senise są w lepszej sytuacji. Wiesz, przez całą moją młodość nakładano na mnie taką presję i taki ciężar, że inni mają gorzej, że ja to powinienem się cieszyć, bo inni muszą pracować, że ich życie to takie wymagające, że inni sobie radzą, że powinienem dostać kopa od życia itp. Wszystko to nakładało na mnie taki ogromny ciężar WINY. Czułem się słaby... bo innym przecież się udaje a ja nie jestem w stanie sobie sam poradzić, bo inni są tacy zaradni...tacy dorośli...a ja, czułem się i wciąż trochę jeszcze czuję sie jak mały, niewyrośnięty, słaby chłopiec, który stoi na środku szerokiej ulicy - wszyscy przechodzą, idą gdzieś dalej w świat, a niektórzy - jakby to był jakiś rytuał - potrącają mnie przechodząc, nie patrzą nawet na mnie. To potwornie przygniatające czuć się bezradnym i winnym tej bezradności. Dopiero Jezus, po moim nawróceniu - a było to prawie 10 lat temu - zdjął z moich pleców ten wielki ciężar. Uzdrawiał mnie (mam wrażenie, choć teraz bardzo niewyraźne, że może wciąż uzdrawia) z moich poranień, nie przez jeden rok... ale przez kolejny i kolejny i kolejny itd. Dotykał wiele bolesnych miejsc, a gdy się dotyka ran to to boli...i bolało, czasem bardzo. Ale On wlewał w te zranione miejsca dużo dobra, kojącej Miłości i piękne rzeczy tam zaczęły się dziać. Ja nie umiem brać od życia, od ludzi - kiedyś, myśląc o Miłości, zawsze myślałem tylko o dawaniu siebie - niby to wydaje się dobre, ale u mnie to wynikało z krzywdy i braku poczucia, że moje potrzeby są istotne. Jezus nauczył mnie, że przyjmowanie to równie ważny element Miłości. Kochamy także przyjmowaniem tego co druga osoba chce z siebie dać. I jeżeli nie przyjąłbym takiego pięknego daru Serca, sprawiłbym przykrość. Piszę, to abyś zrozumiała, że "maskotki" szczególnie te "niewidzialne" wcale nie są egoistami - jak to się może ma wrażenie. No, może niektóre, nie wiem - po prostu nie chcę mówić za innych. Wciąż jednak mam problemy z przyjmowaniem - boję się egoizmu. Nawet boję się, że za dużo O SOBIE piszę tutaj od kilku dni. Ale jak się nie miało z kim porozmawiać tyle lat... Wiesz, ja nie oczekuję wiele - tylko uczciwej szansy. Co do modlitw, wszystko niby ok, tylko...nie samą modlitwą zbudujesz lepszy świat. Moja Mama bardzo się modliła, za całą rodzinę i za mnie też, a ja, mój brat, my potrzebowaliśmy Matki... Po latach, kiedy ojciec wyjechał zamieszkać z inną kobietą, mój brat już poszedł "na swoje", zostałem z Mamą w domu sam... i wtedy zaczęliśmy rozmawiać, normalniej - bardziej tak jakoś o sobie nawzajem, o takich rzeczach, o których nie rozmawialiśmy nigdy przedtem. Zacząłem czuć, że mam Matkę. Ale niedługo się tym nacieszyliśmy, bo umarła. Nie zdążyłem się doczekać na słowo "Kocham" ale i tak to co powiedziała o mnie i o bracie: "Chciałam, żeby było Was więcej.", a mówiła to z takim błyskiem w oku, to najpiękniejsze słowa jakie od niej usłyszałem w życiu. To mi też uświadamia, że chcieć kogoś oraz przyjmować to co chce dać to wielki...dziwne, to jest wielki DAR. I ten krótki czas, który był dopiero nadzieją na normalną relację znaczył więcej niż wszystkie paciorki różańca razem wzięte. Nie przesadzajmy z modlitwą, bo we wszystkim musi być umiar. Nie chodzi o to by zasłużyć sobie modlitwą na wysłuchanie, Bóg jest Dobry i KOCHA Cię tkliwie, wybacza nam dlatego, że widzi pokaleczenia i widzi jak nieświadomi jesteśmy tego co robimy, mimo, że nam wydaje się, że jesteśmy tak dojrzali i tak bardzo rozumni. Nie możemy Boga obrazić - za głupiutcy na to jesteśmy - choć nie o to chodzi, że wogóle głupi. Nie musisz Mu udowodnić, że zasługujesz na Jego Miłość i Łaskę, bo rzetelnie i systematycznie się modlisz - tu chodzi tylko o Twoją wiarę. Jezus mówił, żeby nie mówić wiele bo Ojciec, który jest w Niebie wie czego potrzebujemy. Pamiętacie wiarę setnika? Naprawdę, szatanowi byłoby bardzo na rękę, byśmy pozamykali się wszyscy w klasztorach, w zakonach kontemplacyjnych, modlili się od świtu do wieczora a on wtedy będzie sobie krzywdził kogo będzie chciał...bo jak zostawimy człowieka samego, to on jest jak samotne źdźbło trawy... napewno to znacie. Dziś widzę, że żyjemy w takiej zaskakująco dziwnej kulturze chrześcijańskiej...może zademonstruję.

Przychodzi chrześcijanin w dużym mieście do drugiego chrześcijanina i mówi mu:
- wiesz, bardzo samotny się czuję.
Tamten odpowiada:
- pomodlę się za ciebie.

Widzicie absurd? Są tak blisko. Stoją obok. A jezus mówił: "Kochajcie siebie nawzajem, tak jak ja was ukochałem." Jezus DOTYKAŁ ludzi Miłością, litował się - miłosierdzie inaczej zwane współodczuwaniem. Ale to inny, rozległy temat.
Stokrotko, dziękuję Ci za Twoje słowa, napisałaś o małych kroczkach - w pełni się zgadzam. Całe uzdrawianie Jezusa tak wygląda...po jednym kroku na raz...jakby się od nowa uczyć chodzenia. Tylko, jak robić te kroki wychodzące "na zewnątrz" skoro...nie ma dokąd? Piszesz, by może coś zmienić w swoim życiu, ale co? W ten piątek tj. 6 dnia grudnia wyszedłem z domu - pierwszy raz od wiosny. Wiał okropnie mocny i zimny wiatr, byłem w Kościele. Dostałem, doustnie, podtrzymującą ŻYCIE - porcję najdroższego Jezusa.

Niemożliwie zmarzłem.
Było cudownie...poczuć znów powietrze, wiatr (nawet taki okrutnie smagający po twarzy zmrożonymi śnieżynkami - jak ziarenkami piasku). Wokoło ludzie. Poruszją się, żyją są, SĄ choć tak z daleka ale SĄ. Pójdę też w niedzielę - pomyślałem, tylko następnym razem wezmę...

...czapkę. :)

Wróciłem do mojego "domu". Mój pokój, rozklekotany fotel obrotowy przed komputerem (jak wiele mojego bólu musiał znosić na własnej...hm...tapicerce ten stary fotel), poobijana szafa, łóżko, półka z książkami wszystko zaniedbane...Nie dlatego, że jestem leniwy - nie myślcie sobie. Lubię mieć porządek i umiem odkładać rzeczy na ich miejsce - choć pedantem też nie jestem - wszystko w normie. Jest nieporządek i zaniedbanie dlatego, że nie ma SENSU i jest BÓL. Włączam komputer, przeglądarkę - nie mam co zrobić - wchodzę na Adonai.pl zaglądam na "Źródełko" - moderacji jeszcze nie było... Wchodzę na Dla-Samotnych, choć DOSKONALE wiem, że nie mam po co - w takiej sytuacji w jakiej się znajduję. I tak nie mam swojego profilu, kiedyś miałem, ale zaraz usunąłem. Bałem się, że ktoś odpowie...
Najpierw trzebaby jakoś tam chociaż funkcjonować, mieć pracę - jakieś perspektywy. To mi, zresztą, przypomina taki kawał...

Młody człowiek przychodzi do ojca dziewczyny, prosić o jej rękę.
Ojciec pyta go o różne rzeczy, czy ma pracę, a chłopak odpowiada:
- Nie, ale mam widoki.
Na co ojciec tej dziewczyny:
- W takim razie, panu potrzebna jest lornetka, a nie moja córka.

Śmieję się sam z siebie. Sam do siebie. No, bo do kogo mam się śmiać? Nie mam nic, nie mam nikogo. Nie ma gdzie, nie ma od czego zacząć. Nie ma punktu zaczepienia, nie ma dokąd. Myślałem o duszpasterstwie, już od kilku lat. Ale to grupa ludzi, tak bardzo, bardzo dorosłych i zaradnych ludzi, na dodatek tak szorstkich. Znowu podepczą moje uczucia, stratują jak stado nosorożców. Tak trudno uwierzyć, że ludzie są mili i przyjaźni, kiedy dotąd stykało się wciąż z krzywdą lub znieczulicą, kiedy się widzi jak brutalni i oziębli są dla siebie nawzajem, jak bardzo dorosłość utożsamiają z gruboskórnością. Wiem, że szatan chce, żebym tak to widział, nawet podszeptał niektórym ludziom na mojej drodze życia, by mnie potraktowali tak a nie inaczej, żeby utrwalać we mnie złe wrażenia. Wiem, ale to nie zmienia faktu, że nie mam władzy nad swoim umysłem i wspomnieniami. Jezu mój! Ty wiesz...Ufam TOBIE! Ty możesz wszystko.
Wiecie, ja byłem wychowany "pod kloszem". Inne dzieciaki odkrywały dorosły świat, ja byłem kontrolowany. Tego nie wolno, tamto nie dla ciebie, "za smarkaty" jesteś. To sprawia, że później człowiek boi się świata wokół siebie. Mam 33 lata a wszystko wokół jest takie obce, takie nie dla mnie, takie...dorosłe - tego mi nie wolno. Do tego dochodzą kompleksy, byłem zawsze słabszy od innych chłopaków, od mojego starszego brata, który uwielbiał jeszcze to manifestować. Dla mężczyzny poczucie siły bezpośrednio przekłada się w poczucie wartości, i pewności siebie. Brak dobrego autoryteu męskości. Ten stereotypowy - trochę szorstki, trochę oziębły - jest dla mnie OBRZYDLIWY. W moim domu rodzinnym nie było bliskości, dotyku, wyrażania pozytywnych uczuć. Moja Mama...brakowało mi jej dotyku, ciepła, dobrego słowa... za dotykiem i słowami ojca nie tęsknię. Ja NIE OŚMIELIŁBYM się nigdy powiedzieć kiedyś: "Mamo, przytul mnie"... Jak moja Mama, leżała na łóżku, martwa, a pani dyspozytorka z Pogotowia pytała mnie czy żyje, mówiła żeby sprawdzić puls, ja nie mogłem - bałem się dotknąć własnej Matki...Bo czułem, że mi nie wolno. Mój Anioł Stróż chyba dogadał się z Aniołem Stróżem tej kobiety z Pogotowia, bo przyjęła wezwanie, choć trochę niechętnie, mimo moich oporów. Nie dam sobie wmówić, że mam tak samo jak inni. Jezus nauczył mnie mojej własnej godności, wartości, teraz też wiem, że cały świat jest też stworzony dla mnie a ja jestem "na tyle" dorosły, że wszystko mogę co zechcę, byle z Miłością w sercu i zdrowym rozsądkiem. Ale wiedzieć to jedno - mieć głębokie poczucie, ten niezbędny przy zachwianiach fundament, to co innego. Sczególnie kiedy ma się tak wiele zaległości. I gdzie pójdę? Na nowo do pierwszej klasy podstawówki? Do duszpasterstwa dla ludzi w moim wieku? Nigdzie tak naprawdę nie pasuję. Tam są, zbyt dziecinni i nie na moim poziomie rozwoju, a tam wszyscy mają już dawno za sobą niuanse wchodzenia w dorosłe życie. Rozumiecie o co mi chodzi? Kto mnie tam potraktuje ze zrozumieniem i zwykłą ludzką życzliwością, gdy będę stał zażenowany kompletnie nie wiedząc jak (wolno mi)się zachować w takiej czy innej sytuacji, która dla innych jest ZUPEŁNIE NORMALNA? Przykład: czy wolno mi tu usiąść, czy teraz mam wyciągnąć rękę na powitanie, czy wolno mi się do ciebie odezwać lub podejść, albo co powinienem najpierw - podejść do stolika w restauracji czy do sprzedawcy itd, itp...
Zawsze się obwiniałem o to, że nie umiem sobie poradzić, a jedyny Bóg tylko powiedział mi, że to nie moja wina. Nie moja. Nie obarczaj mnie, Beato, winą. Bo to tak bardzo niesprawiedliwe i tak bardzo boli. Nie chciałem umniejszyć niczyjego cierpienia, ani wysiłku - Twojego również. Tylko chcę się podzielić tym co czuję, bo nie chcę być sam. Może nie mam racji, gdy mówię, że inni mogą więcej, a może mam... ale czy to ma znaczenie? Czuję TAK. Mojej czy Twojej sytuacji nie definiuje absolutny stan faktyczny tylko to co przeżywasz i jak to odczuwasz. Może jest to subiektywne ale Ty masz prawo tak się czuć, bo cierpisz. Ja też mam prawo. Nie zabieraj mi go. Nie chciałem Cię zranić. Nie ma absolutów na tym świecie - jedynym jest Miłość Boga. Reszty dowiemy się w Niebie, tam będziemy się wszyscy wzajemnie pocieszać i przepraszać ze łzami w oczach - tam już nikt nikogo bać się nie będzie.

(25600)
Agnieszka, lat 38, e-mail: Agnieszkalisa@interia.pldata: 08.12.2013, godz: 13:38

Witajcie.
W zeszłym roku trafiłam dzieki koleżance na tę stronę. prosiłam o kontakt ludzi którzy mieli jakieś doświadczenia z rozwodem lub sepracją.
pomimo kilku bardzo nie miłych wpisów pod moim adresem dostałam na pocztę sporo listów .
dziś chciałam sie podzielić z Wami moim doświadczeniem.

udało mi się ocalić moje małżeństwo i rodzinę dzięki pomocy innych ludzi , dzięki wsparciu i bezinteresownemu zaangażowaniu wspaniałych ludzi;

jeżeli macie problemy ze swoim małżeństwem nie wycofujcie się , naprawdę nigdy nie jest zbyt późno by naprawić swoje błędy, jestem tego przykładem ..
mojej rodzinie się udało i mimo że byliśmy w trakcie rozwodu (który de facto odbył się ) dziś jesteśmy nadal kochającą się rodziną s cała tragedia z zeszłego roku to już tylko historia


jeżeli są tu kobiety które potrzebują wsparcia - zawsze możecie do mnie napisać , podzielę się tym co przeżyłam i podam namiary na ludzi którzy w takich sytuacjach pomagają ;
pamiętajcie , zawsze da się zmienić to co wydaje się stracone o ile naprawdę się tego chce ;

raz jeszcze dziękuję Wam za pomoc ;
Agnieszka

(25599)
Beatadata: 07.12.2013, godz: 21:48

do Mario.. i nie tylko..do każdego z nas..
8 minut.. o rzeczach niemożliwych...
http://www.youtube.com/watch?v=nCC9A4DVSeg

(25598)
Beatadata: 07.12.2013, godz: 21:33

Marcin.... to troche na zasadzie handlu :) odwdzięczanie sie ..
módl się za innych nie szukając jednoczesnie kto sie bedzie za Cb modlił.. Taki ktoś pojawi się sam..spontanicznie. Gdy bedziesz dostrzegał jak wiele ludzi potrzebuje modlitwy, niekoniecznie tony modlitw za jedna osobe, czasem to jedna gorąca prośba wystarczy, to nie bedziesz miał poczucia ze Tobie coś umyka...że Twoje sprawy nikogo nie obchodzą. Na pewno masz przyjaciół, kolegów, sąsiadów, kuzynów, rodziców..rozmawiacie o Bogu, dzielicie się problemami i oni sami domyslają sie by sie za Cb pomodlić.
A jesli modlisz się za kogoś to juz Bóg zajmuje sie Twoimi sprawami które On zna doskonale wie czego Ci potrzeba :)....i znajdzie kogoś kto sie za CB pomodli, może nawet nie bedziesz o tym wiedział kto i kiedy. I to jest najlepsze co mozna dać drugiemu jeśli on nie ma pojęcia ze modlisz się za niego bo nawet z Tobą nie rozmawia...

Bezinteresowność własnie na tym polega, że myślimy więcej o innych niz o sobie..swoje sprawy zostawiamy Bogu ze spokojem.. a orędujemy za tymi których nam stawia, albo o ktorych gdzies tam w TV uslyszymy...i to naprawdę działa. Bezinteresowność wzrusza Boga... nas oczyszcza. A Bóg Ci oddaje..

(25597)
Mario, lat 33data: 07.12.2013, godz: 19:41

Do Abc, w sprawie chłopaka, niepijącego alkoholika.

Ponieważ nikt się nie kwapi by Ci odpisać, postanowiłem, że ja to zrobię, choć nie czuję się powołany do tego w jakikolwiek sposób. Od paru dni zastanawiam się nad tym, ale gdy pomyślę, że może zmarnujesz sobie życie - bo może nie znajdziesz nikogo kto Ci dobrze doradzi - to nie umiem milczeć. Nie mam, co prawda, doświadczenia związku z osobą z takim problemem ale...pewne doświadczenia mam...może będą pomocne.
Niepokoi mnie to co On Ci powiedział - że może znowu zacząć pić - to tak jakby na zapas się usprawiedliwiał, albo nawet zostawia sobie uchyloną furtkę do picia. Pamiętaj o tym, że alkoholik nie przestaje myśleć od razu inaczej tylko dlatego, że przestał pić. Chodzi mi o specyficzną mentalność. Alkoholik uchyla się przed odpowiedzialnością za siebie, za swoje życie, swoje emocje, relacje z bliskimi, szuka winnych dookoła, często jest bierny w relacjach lub w swoim życiu. Jeżeli on ma takie cechy, i może jest np. "wiecznie poszukującym pracy" a jakoś nie może jej znaleźć (ok, ja wiem, że o pracę cięzko, ale sama dostrzeżesz to o czym mówię), to nawet się nie oglądaj za siebie - to by znaczyło, że potrzebuje jeszcze dużo zmienić w sobie, nim będzie gotów na odpowiedzialny związek z kobietą. Z drugiej strony jeśli pracuje to też nie jest dowód, że wszystko jest ok - są i pracujący alkoholicy. Trudno tak na odległość coś doradzić, nie chcę Ci też niczego sugerować - w końcu nie jestem specjalistą od takich spraw. Trochę się nawet boję coś Ci radzić ale jak napisałem na początku nie potrafię Cię zignorować. Pytanie też jak się poznaliście, czy np. on od niedawna zaczął szukać sobie kogoś? Może przeżywa kryzys i boi się, że zacznie znowu pić. Jeśliby tak było to Ty byłabyś jakąś "odskocznią" dla niego a nie dziewczyną - nie mówię, że tak jest. Mógłym Ci doradzać po prostu ostrożność, ale wiem, że tam, gdzie się pojawią uczucia, tam cięzko o rozwagę. Nawet teraz już zaczynasz sobie tłumaczyć, że kto inny też mógłby zacząć pić - niezbyt to zdrowe tłumaczenie. Może obserwuj go. Jeżeli z jakiegoś powodu sięgnie znów po alkohol i powie, że to w jakimkolwiek sensie z Twojego powodu, czy Waszej relacji, albo zauważysz takie cechy jak opisywałem wcześniej - nie wahaj się odejść.
Pozdrawiam i życzę powodzenia :)
Niech Jezus czuwa nad Tobą (może pośle Ci jakiegoś dodatkowego Anioła Stróża ;) )

(25596)
Beatadata: 07.12.2013, godz: 17:15

do Mario 33.....słow "kilka"
Mario jesteś jak w zamkniętym kole.. Piszesz ,że nie masz fundamentów, to co piszesz o swoim dziecinstwie..przykre.. trochę Cie rozumiem, miewałam podobne symptomy z powodu zranień.Troszke inne przezycia ale podobne efekty tylko oczywiscie nie mogę porównac ich skali do Cb. Bo ja sie wiecej uczyłam, pracowałam. Jakis czas uciekałam od ludzi co prawda..ale nie az tak drastycznie jak TY.. więc wiem ze Ci musialo byc bardzo cieżko. Nie chcę Cie oceniać...ani ważyć Twoich ran.. Bóg zna je najlepiej.
Nie jestem chodzącym ideałem, sama walczę ze słabościami, odkrywam rózne kajdany.. ale wiele juz przełamałam w sobie. Widze postępy.. po wielu latach..
Mario, a wiesz ile to pracy wymaga? całkowitej zmiany myślenia..od myślenia się zaczyna!
Dobrze ze jestes blisko Jezusa..choć te mysli samobójcze.. to przeraża ..bo z Jezusem jest łatwej..a u Ciebie nie do końca!!.

Dobrze ktoś napisał, musisz oczyscic swoją relację ..z Bogiem..poznać Boga.
Potem dać się MU przemienić , uzdrowić. I nie mów słowa NIGDY to strasznie blokuje!..Ludzie nie z takich przezyc wychodza zwycięsko. Posłuchaj dobrych świadectw.
Jedno:http://www.youtube.com/watch?v=dYaGYFNKeE4
drugie:http://mateusz.pl/czytelnia/guenard-fragmenty.htm

cała ksiązka o Timie dostepna w necie a nawet mozna sie wybrac bo On po Polsce daje osobiście świadectwa... jesli on wyszedl z takich zakrętasów zycia to TY tez masz takie same szanse!

a teraz powiem tak, nie masz fundamentów.. nikt Cie nie nauczył ale masz dość rozsądku, rozumu, samoświadomości w sobie, że możesz sie tego uczyć..

nie kofrontuj ze TY to masz straszne przezycia a inni mniejsze albo innym łatwiej.. a skąd wiesz ze łatwiej? tylko oni sami wiedzą ile ich to kosztowało...tak jak TY wiesz o sobie. Na wstępie nie porównuj sie do innych rozumiesz..?

strasznie sie blokujesz mówiac.. inni to zyja normalnie.. inni tego nie przezyli..i (choć to prawda że kazdy ma inne zranienia).. do jakich wniosków dochodzisz?
chcesz byc bohaterem "od ran" w oczach swoich czy innych?
uważaj, bo szatan strasznie działa na zranieniach..on "kocha" ludzi smutnych załamanych,pogrążonych, bez nadziei.. którym brak odwagi.. i robi wszystko byś tkwił w tym świecie..i załamywał się coraz bardziej..bardziej nawet do samobójstwa..

Jesli wierzysz w Jezusa słuchaj jego bardziej niz podszeptów złego!

uznaj ze to sie stało..zaakceptuj przeszłosc jaka była .bo na nią nie masz wpływu... oddaj to Bogu..każdego dnia na modlitwie mów MU dotknij moją bolesną przeszłość i pomóż iść na przód.. idx czesto przed najsw Sakrament i siedz tam z tym swoim bagażem ale nie mysl tylko o tym co Cię spotkało..rozmawiaj z Jezusem by nauczył Cie miłosci..KOCHAĆ.. a miłość ..usuwa lęk...
koniecznie korzystaj ze mszy o uzdrowienie. Z dobrych rekolekcji.. świetne prowadza panstwo Gajdowie..pomogli nie jednemu w depresji itp..

Mario... dobrze ze piszesz o tym.... tutaj sie dzielisz.. to juz pierwszy krok by sie otwierac..ale nie poprzestań na tym!! szukaj pomocy.
I całkowcie odrzuc te kajdany Twojego myślenia..ze nic sie nie da zrobic..jak napisałes ze NIGDY nie spelnia sie marzenia o normalności której CI brak ( nie mówimy o wyspach kanaryjskich )..to one rzeczywiscie sie nie spełnia dopóki w to wierzysz.
Piszesz o Jezusie..że modlisz sie..że Bóg puka do serca...aż mu się otworzy..ale nie masz osoby ktora Ci pomoże..a moze na początek tą osobą jest właśnie JEZUS?
rozumiesz..jesli Jemu ufasz to On postawi na twojej drodze takich ludzi..tak poskłada okolicznosci ze ich spotkasz.. nie ma siły! Przeciez On jest wszechmocny..Tylko moze TY nie jesteś na to jeszcze gotowy... nawet o tym nie wiesz..
Mario, masz talenty,piszesz mądrze...nie jesteś przegrany mimo że nie radzisz sobie ! musisz je tylko rozwinąć..a to może się stać jeśli uwierzysz że Bóg uzdrowi Twoja przeszłość tak by nie blokowała Cie więcej, zdejmie kajdany..

zaglądaj na strone Profeto.pl sluchaj nauk rekolekcyjnych, rozważan..bo dużo dają nadziei w serce.
Musisz karmić się nadzieją..czytać dobre ksiązki biografie ludzi którym się udało..a odrzucać złe myślenie calkowicie! wiem ze nie łatwe...
ale sam sobie z tym nie poradzisz... proś Jego żeby postawił na Twojej drodze możliwości..ludzi.. i ufaj MU..nie zawodź ze nie masz nikogo.. bo masz JEGO to juz masz wszystko! a reszta przyjdzie...

rozpisałam się.. może za dużo.. jeszcze raz mówię.. nie żeby Cię pogrążać!
Tylko abyś zrobił krok.. choćby najmniejszy na początek i konsekwentnie szedł do przodu..małymi kroczkami.
Nie oczekuj ze Jezus Ci zabierze wszystko w ciągu jednego roku.. byc moze..? bo ma moc.. ale nie możesz wymagać od Niego wiecej niż jestes w stanie przyjąć.. potrzebujesz czasu.

A najlepszy sposob na pokonanie lęku? - "rób to czego sie boisz..a strach niezawodnie umrze..." to działa..
metoda małych kroczków, pokonywań..stawiaj sobie zadania..dziś na ulicy zapytaj kogoś o godzinę..
jutro idź zapytaj jak dojsc do ulicy Krakowskiej.. w parku powiedz jedno miłe zdanie do samotnego pana spacerującego.. i tk kpokonuj stopniowo lęki, obawy..zobaczysz ze są w okół ludzie mili... nie oczekuj nie wiadomo czego na poczatek..
Do przodu.... i ciesz się nawet z najmniejszych zwycięstw.. nawet to że odważyłeś sie tu napisać..


(25595)
gośćdata: 07.12.2013, godz: 16:56

Nie wiem czy mnie dobrze zrozumiałeś,nie chce się przemądrzać, chciałem Ci tylko napisać na swoim przykładzie że można zmienić swoje życie na „normalne” nawet jak się miało trudne dzieciństwo, mimo że wydaje się to czasami niemożliwe!
Pozdrawiam!

(25594)
Marcin do odpowiadających na mdata: 07.12.2013, godz: 16:41

Tak to wszystko prawda.Fajnie by było by ktos z tej stronki modlił się za mnie...ja tez mogę się w ten sposób odwdzięczyć

(25593)
Anna, lat 25, e-mail: littlestar726@wp.pldata: 06.12.2013, godz: 22:59

Strasznie dziś wieje, na plaży szaleje Ksawery, więc nie mam odwagi podejść (mam stąd niedaleko) i wrzucić do wody list w butelce. Tak na chwilę obecną jest wygodniej.

Sama nie wiem po co to piszę, może troszkę z potrzeby serca, może trochę z samotności- choć teoretycznie powinno być to wykluczone, przecież jestem mężatką, przyjaciółką, koleżanką… A jednak something missing…


Wyłowiłeś moje słowa? :)

PS: Dziękuję za oferty erotyczne speed datingowe Szkoda energii.

(25592)
Artur "Artii" Wnękdata: 06.12.2013, godz: 20:22

Kazda rzecz wielka musi kosztowac i byc trudna. Tylko rzeczy male i liche sa latwe. kard.Stefan Wyszynski

(25591)
witam data: 06.12.2013, godz: 17:52

Witam . Przypome , że 8 grudnia między godziną 12 a 13 jest tak zwana Godzina Łaski dla świata. Maryja prosi by modlić się wraz z Nią - najlepiej przez Różaniec choć inne modlitwy też są wskazane .
Myślę, że modlitwa może lepiej pomóc i pokora niż ludzkie mądrość i pycha .

(25590)
Beatadata: 06.12.2013, godz: 14:45

Marcin..ja tez to zauważyłam.
a wiesz dlaczego tak jest? bo modlitwa za kogoś to dar z siebie..
co się Bogu podoba.. szczeg gdy ta osoba nie jest nam najbliższa.. i jej sprawa nie ma wpływu na nas.. taka modlitwa "bezinteresowna" Boga wzrusza..
natomiast modlitwa za siebie...wymaga wiecej cierpliwosci..bo jest interesowna..i trzeba dłużej czekać na jej spełnienie. I dać Bogu ten czas..
Moja kolezanka sie modli o moje zdrowie pompejanką.. Nie prosiłam jej o to, dlatego
mysle ze Bóg się prędzej tą modlitwą wzruszy bo ona sama zechciała się poświęcic w moje sprawie..i nic nie bedzie z tego miała ..
np gdy ktos sie modli za ojca ktory pije... to wiadomo że sam na tym skorzysta..bo bedzie spokoj w domu...wiec ta modlitwa nie jest całkowicie bezinteresowna ( mimo ze potrzebna). Ale wierzę w to ze jak modle sie za innych...szczeg bezinteresownie to Pan Bog to jakos potem wynagradza... w roznym czasie..
Bo dlaczego kolezanka sama sie tak dla mnie poświęca i odmawia pompejankę?
Ja tez wiele sie za nia modlilam inaczej.. ale... nie musiala..ma swoje problemy...
bardziej i mniej pilne..

(25589)
Sylvester, lat 22, e-mail: usable@wp.pldata: 05.12.2013, godz: 23:31

Marcin! Modlitwa za kogos jest szlachetniejsza, ma wieksza wage mozna tak powiedziec ;) Dlatego dobra sprawa jest modlic sie wzajemnie za siebie. Modlitwa za kogos bedzie tez bardziej obiektywna ale to juz moje własne przemyslenia. Podobnie rzecz ma sie z pokuta za kogos. Jesli przyjmujemy pokute za grzechy innych , czy to przebaczajac im - płacac cene zła ktore nam wyrządzili, czy poprostu pokutujac za grzechy swiata, mozemy przyczynic sie do ratowania dusz, ktore moglyby nigdy nie dastapic łask odpokutowania swoich win za zycia.

(25588)
Mario, lat 33data: 05.12.2013, godz: 20:25

W poprzednim wpisie powiedziałem, że o czymś opowiem. Chciałem nawiązać do Ewangelii według Św. Jana. Fragment o wskrzeszeniu Łazarza. Tak sobie myślę o Łazarzu i Jego siostrach. Wiemy, że Maria była nierządnicą - dziś powiedzielibyśmy: prostytutką. Tak sobie myślę, że niełatwo im trojgu było. Pomyślcie co by było dziś w małej miejscowości, gdyby ludzie dowiedzieli się, że jakaś kobieta jest prostytutką. Albo na osiedlu... Jak ludzie obgadywaliby za plecami w osiedlowym sklepie, jak pogardzaliby. A robią tak, oj robią. Kto mieszka w małej miejscowości ten z pewnością wie jak to jest.
Kiedy się zastanawiam nad tym dlaczego Jezus czekał dwa dni zanim wyruszył do Betanii, to są dwie kwestie. Pierwsza to symbolika liczb. Tam jest też trochę matematyki jak zliczy się te dni, i dni drogi do Betanii itd., ale nie o to mi tutaj teraz chodzi, ja chcę się skupić na czymś innym. Pewnie wielu z Was o tym wie ale napiszę, co tam. Dwa dni oznaczają, że było to krótko. Czasem nam się wydaje, że Bóg zwleka. A te dwa dni mówią, że Bóg działa najszybciej jak tylko się da, biegnie by nas ratować. To nie On powoduję zwłokę. No, więc co lub kto? Odpowiedź nasuwa mi się gdy czytam te słowa - to jest wers 18 i 19, 31 oraz 33 - cytuję:
"A Betania była oddalona od Jerozolimy około piętnastu stadiów i >>wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyć po utracie brata>Żydzi, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, widząć, że Maria>i Żydzi, którzy razem z nią przyszli

(25587)
Stokrotka, lat 42data: 05.12.2013, godz: 17:48

Do Mario lat 33,

Na wiele rzeczy nie mamy wpływu, bo ludzie są jacy są, bo świat jest jaki jest, bo urodziliśmy się w takiej a nie w innej rodzinie, bo nie mieliśmy takich możliwości jak inni...... itd.
Chciałam Ci powiedzieć, że jak na podstawowe wykształcenie, to ładnie i składnie piszesz. Tak sobie myślę, że ta wieloletnia depresja nie bierze się z niczego i Ty najlepiej znasz jej przyczyny. Różnego rodzaju problemy przerastają i przerażają większość ludzi. Ja osobiście uważam , że metoda "małych kroczków" oraz patrzenie na dany problem z różnych pozycji, czy pod różnymi kątami czasami pomaga. Nie zawsze jesteśmy w stanie sami rozwiązać swoje problemy, ale można próbować w swoim życiu trochę posprzątać, poukładać, coś małego zmienić. Nie na każdą górę człowiek jest w stanie wejść, ale może spróbować ją obejść, może się uda? Pomoc czasami przychodzi od innych. Szymon też pomógł nieść krzyż Jezusowi.
Przedstawiłeś się w bardzo smutnych kolorach, jeżeli mogę tak to ująć. Tak sobie pomyślałam, że może mógłbyś chociaż odrobinę zmienić swoje życie. Jeżeli jesteś w stanie spojrzeć na siebie krytycznym okiem, to może znajdziesz też sposób, żeby temu trochę zaradzić. Przecież można trochę o siebie zadbać, tak żeby dzieci się nie bały..... W dzisiejszych czasach dużo ludzi jest zaszczutych. Ludzie grają przeróżne role na zewnątrz. Grają silnych, zaradnych, przebojowych a jak się spojrzy głębiej, to słychać zgrzytające, zaciśnięte nocami ze strachu zęby, z którymi potem mają problemy stomatolodzy.
Jak się myśli, to zawsze coś się wymyśli. Jak człowiek naprawdę chce coś dla siebie zrobić, to mu się uda.

Pozdrawiam Wszystkich

(25586)
Mario, lat 33data: 05.12.2013, godz: 16:26

Do Gościa ale i do wszystkich:
Gdy piszesz do mnie takie słowa, czuję się zupełnie jak Hiob. Przyjaciele przyszli go pocieszać i mówili mu dokładnie to samo. Zauważ - DOKŁADNIE TO SAMO. Trzymasz się dogmatycznej prawdy, ja też się jej trzymałem, dzielnie jak Hiob - aż do jakiegoś momentu... Cięzko byłoby opisać wszystko to co rozumiem teraz (same dobre rzeczy) bo to temat-rzeka. Opowiem cos innego, ale później. Powiem tylko, że moja relacja z Bogiem stała się głębsza i pełniejsza - tak jak to było z Hiobem.
Mówisz, że wielu ludzi czuje podobnie jak ja, ale tu się mylisz. No, nie mówię, że takich osób wcale nie ma ale jestem przekonany, że to rzadkość - biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności w jakich się znalazłem nie tylko same lęki jako takie. Wiesz, umiem być szczery wobec siebie. Moja depresja, pochodzi z bardzo złożonego problemu, którego początki sięgają dość wczesnego dzieciństwa, tylko, że nikt z mojej rodziny nigdy mi nie pomógł, choć to było widać. Tak, pewnie się domyślasz - coś więc musiało być nie tak w mojej rodzinie. Owszem, był alkoholizm ojca i, zresztą, zagubienie życiowe obojga rodziców. Tak, wiem, teraz już wiele wiem (nie mówię, że wszystko), między innymi to, że jestem DDA. Byłem najmłodszy w domu więc zostałem "maskotką" i, chyba nawet bardziej - "dzieckiem niewidzialnym". Jeśli jesteś zorientowany w temacie Dzieci Alkoholików to pewnie wiesz, choć z grubsza, co to oznacza (jak nie to zawsze można coś wygooglować). Nie będę się rozpisywał na temat szkoły podstawowej, jak się tam nademną znęcali rówieśnicy m.in. biciem po twarzy dla zabawy, wyśmiewali itp. A ja jakoś nie wiedziałem jak się bronić. Nigdy nikogo nie uderzyłem. Nigdy też nie miałem komu się z tego zwierzyć - rodziny "nie było". Są jeszcze inne ważne czynniki, o których nie piszę. Fakt jest taki, że wciąż bałem i boję się kontaktu z innymi osobami. Żeby uzmysłowić jak to wygląda opowiem dwa przykłady.
Czekałem na autobus na dworcu. Podeszła do mnie dziewczyna, która tam często żebrała. Podeszła i poprosiła o pieniądze na bilet. Zawsze bardzo staram się ukryć mój paniczny strach ale nie zawsze się udaje. Spojrzała mi głębiej w oczy, i zdziwiona, jakby rażona piorunem, powiedziała: "Ty się... boisz.". Szczęka o mało co nie nie opadła jej na ziemię, po czym odwróciła się i odeszła zszokowana. Zwróć uwagę, że nie jest to jakaś szczególnie niezwykła sytuacja.
Najgorzej jednak kiedy są wokoło inni ludzie. Kiedyś w obecności innych osób miałem zapytać o drogę i nie mogłem mówić. Zamiast słów z moich ust wyszło tylko takie" "yyyyy...", próbowałem drugi raz - znowu to samo. To ze strachu - dobrze wogóle, że się wtedy nie posikałem czy coś.
Mówisz, że inni też tak czują? Bo jakoś...wiesz, tak się nie da żyć. A jednak inni, mimo różnych stresów, jakoś żyją. Zważ na to że mam 33 lata. Sporo o sobie już wiem, i znam swoje możliwości i swoje ograniczenia. Sporo mam już doświadczeń ze swoimi lękami - a rozumuję analitycznie i racjonalnie. A jednak - nie radzę sobie z tym. To dlatego, że nie nauczyłem się tych fundamentów, których się nabywa w dzieciństwie - i myślę, że korzysta się z nich przez całe życie. A ja tego nie miałem. Inne dzieci odkrywają świat i dorastają a ja.. ja się panicznie bałem. A jakby Cię nie nauczono chodzić? Mówić? Rozumiesz? Ja wszędzie tam gdzie tylko są ludzie wciąż czuję lęk (o różnym natężeniu ale jest).
Czasem się zastanawiam jak to jest być normalnym, normalnie żyć. Tak bardzo Wam wszystkim zazdroszczę - też bym chciał móc żyć, po prostu żyć i nie bać się, przynajmniej nie aż tak bardzo. Móc mieć relacje z ludźmi wokół. Nie bać się już więcej chodzić do sklepu, pójść sobie dla przyjemności do kawiarni, uśmiechnąć się swobodnie do sprzedawczyni, pójśc na kawę, na lody, na cokolwiek - z przyjaciółmi. Poznać wogóle jakichś ludzi. Tak bym chciał nie być SAM. Macie tak WIELE... Możecie się rozwijać, studiować, realizować swoje talenty, swoje pasje... No, nie mówię, że wszyscy, wszystko kosztuje a sam wiem jak to jest kiedy jest bieda. Ale macie, mimo wszystko, tak wiele możliwości. Wiecie, ja mam talent muzyczny ale nie miałem nigdy szansy się rozwijać. To co mogę Wam poradzić - nie marnujcie swojego życia. I nie wyśmiewajcie nikogo, szanujcie uczucia - swoje i innych ludzi. Nie oceniajcie pochopnie siebie tak jak - pochopnie - oceniają Was inni, i innych też pochopnie nie oceniajcie.

Do Dagmary:
Dziękuję Ci za dobre słowa, i za modlitwę. Wiesz, od kilku dni czuję w sobie...życie. A zaczęło się od pragnienia, które skłoniło mnie do napisania tu - na "Źródełku". Nie wiem, czy to Twoja modlitwa...ale Dziękuję. A co do wykształcenia - to mimo wszystko trochę taki stereotyp. Czy w szkole podstawowej nie uczono mnie czytać i pisać? Czy, żeby używać wyobraźni, naprawdę trzeba być magistrem? ;)

(25585)
chwila data: 05.12.2013, godz: 14:29

Mario

Chłopie a po co Ty od razu odkrywasz wszystkie karty...nie wiem czy to specjalny zabieg czy ot tak...ale napisze tak, to kogo Ty widzisz patrząc na siebie i to co wiesz o sobie może być zupełnie inaczej odebrane przez innych,
i ciekawa zagadka problem rzadki i nietypowy...

(25584)
gośćdata: 04.12.2013, godz: 17:48

Do Mario
Może Cię to zdziwi ale napewno znalazło by się wiele osób, które miało lub ma podobne problemy do Twoich, jedno Ci mogę napisać że to co Ci się wydaje nie możliwe teraz, nie jest niemożliwe dla Boga tylko musisz mu pozwolić działać!!! Jeżeli jesteś tak blisko Jezusa to skąd te myśli samobójcze i depresja? Spróbuj naprawić swoją relacje z Bogiem bo coś nie jest tak jak powinno, a wtedy On naprawi Twoje życie!

(25583)
Marcindata: 03.12.2013, godz: 19:48

Tak się zastanawiam czemu jak się modlę za innych to działa a jak za siebie to już z mniejszą skutecznością ;)

(25582)
Beatadata: 03.12.2013, godz: 18:39

posluchajcie, przemyślcie i nie zamartwiajcie sie zbytnio innymi rzeczami... bo adwent przeleci a gdyby to miał byc nasz ostatni?..

http://www.youtube.com/watch?v=uE33bt8vwls&feature=share

(25581)
Artiidata: 03.12.2013, godz: 18:17

"Jesli sie nie odmienicie jak dzieci, nie wejdziecie do Krolestwa Niebieskiego". Mt 18,3

(25580)
Dorota, lat 40data: 03.12.2013, godz: 15:28

Witam. Szukam bratniej duszy, z kim można pogadać o wszystkim,na każdy temat.
Szukam kawalera,na poważnie,do stałego związku.
Jestem ze Śląska.

(25579)
Dorkadata: 03.12.2013, godz: 15:24

Dlaczego na portalu dla samotnych tak trudno o wymianę korespondencji..?

(25578)
Dagmaradata: 01.12.2013, godz: 19:41

Mario dziękuję za Twój wpis... ja mimo wyższego wykształcenia nie ujęłabym tego tak jak Ty :) modlitwę z mojej strony masz zapewnioną.

Pozdrawiam Cię ciepło i serdecznie :)

(25577)
Łukasz, lat 29, e-mail: lukasz84rok@wp.pldata: 01.12.2013, godz: 18:11

Witam

Bardzo proszę o modlitwę za mnie i moja rodzinę za mnie o uwolnienie mnie z depresji, nerwicy i o uwolnienie mnie ze złych i nieczystych myśli , za moją mamę Teresę o zdrowie, siły do życia i o uwolnienie z depresji , za moją siostrę Małgorzatę o nawrócenie i powrót do Boga oraz Kościoła, za siostrzeńca i chrześniaka Kamila o nawrócenie oraz powrót do Boga i Kościoła i za rodzinę o zgodę i miłość oraz Boże Błogosławieństwo.

Za modlitwę Bóg zapłać.

Pozdrawiam
Łukasz

(25576)
Lara Moondata: 01.12.2013, godz: 17:48

Proszę o modlitwę, żeby Bóg wydobył mnie z dna rozpaczy...

(25575)
Elaxx2data: 30.11.2013, godz: 19:02

Przemku,
dziekuję Ci za Twoj post.Piekny czas...i piekne to co w was...Pozwodzenia we wszsytkich waszych krokach.Szczęśc Boże :))

(25574)
jacek42data: 30.11.2013, godz: 17:36

Szukanie
"Dołóżmy starań, aby poznać Pana; Jego przyjście jest pewne jak świt poranka".
(Ozeasza 6, 3)

W dobie ciemności zalegającej nad całym światem pojawia się pewien weselszy promyk, w zamkniętym kręgu konserwatywnego chrześcijaństwa można znaleźć coraz większą liczbę ludzi, których życie religijne cechuje rosnący głód poznania samego Boga. Spragnieni są prawd duchowych. Nie dadzą się zwieść samymi słowami i nie zadowoli ich prawidłowa "interpretacja" Prawd. Pragną oni Boga i nie zaznają spokoju, dopóki nie napiją się z głębi Strumienia Wody Żywej

(25573)
veroni2900, lat 33, e-mail: a-forys@wp.pldata: 30.11.2013, godz: 14:53

mam 33 lata jestem mila wrazliwa romantyczka lubie ksiazki poezje kocham zwierzeta szukam kogos do zwiazku na stałe na dobre i złe kogos komu bedzie zalerzało namnie komu bede ufac kto mnie bedzie szanowa ł wspieral wiele w zyciu juz pezeszłam szukam kogos kto powaznie mysli o zyciu nie patrze na kase wystarczymi jedna roza niz cały bukiet liczy sie serce człowieka zle mi jest samej isc przez swiat moze znajdzie sie odpowiednia osoba ktora pojdzie ze mna przez swiat i stworzy ze mna udany zwiazek i wypełni ma pustke w sercu

(25572)
Beata, lat 14data: 30.11.2013, godz: 14:21

Szczęść Boże! Chciałabym o jakąś pomoc od was. Jestem dziewczyną wierzącą. Od któregoś listopada zaczęłam codziennie odmawiać jedną cześć różanca za jednego z księży z mojej parafii, gdyż on mi bardzo dużo pomógł podczas spowiedzi, uratował mnie przed największym upadkiem i za to Panie Boże zapłać Jemu. No i chodzi mi o to, że gdy już się pomodlę za niego i położę się spać to przychodzi ktoś do mnie i siada mi na nogi. Nie widzę go, aleczuję ten ciężar, że ktoś siedzi. Przychodzi tylko wtedy, gdy odmówię różaniec za tego księdza, gdy jednego razu nieodmówiłam celowo, żeby sprawdzić, czy przyjdzie. I nie przyszedł, ale za to przyśnił mi się ten ksiądz, za którego się modlę jak stał przy plebanii i się modlił. A od dwóch dni ta osoba, która przychodzi to jakoś inaczej niż zawsze, bo zawsze tylko przyjdzie i tylko siedzi i potem odejdzie, a przed wczoraj to gdy jeszcze się nie pomodliłam to przyszło i usiadło mi na nogach i się trzęsło. Zrozumiałam to jako potrzebę koniecznej modlitwy w tej chwili, wiec wzięłam różaniec i odmówiłam za tego księdza jak zawsze. I gdy skończyłam, to się położyłam, ale nikt nie przychodził. I w tejchwili pomyślałam: Dlaczego nie przychodzi? Coś się stało? I w tej samej chwili na niebie pojawiła się jasność i zniknęła. A wczoraj po odmówieniu różańca przyszło i usiadło na nogach i się trzesło. Zrozumiałam, że potrzebuje modlitwy. I same mi się myśli nasuwały jakiej modlitwy chce. I chciało Litanii do Najdroższej Krwi Chrystusa Pana. Wiec ją odmówiłam i znowu przyszło, usiadło na nogach i tym razem czułam jak siedzi i się chwieje. Znowu miałam natchnienie, że chce modlitwy i tym razem chce 10 różańca z części drugiej bolesnej tajemnixę pierwszą Modlitwa Pana Jezusa w Ogrójcu. Więc i tą prośbę spełniłam. Przyszło po raz trzeci i tylko siedziało. Siedziało raz po wyżej kolan, potem przeszło poniżej, a na koniec usiadło na moją prawą nogę, ale było takie ciężkie, że jak odeszło to mnie noga bolała. Chciałabym bardzo, żeby ktoś mi pomógł i powiedział mi kim jest ta osoba, która do mnie przychodzi i czego ona ode mnie oczekuje i dlaczego przychodzi po modlitwie za księdza? Błagam o pomoc. Bóg zapłać.

(25571)
Mario, lat 33data: 30.11.2013, godz: 13:32

Witam wszystkich. Na wstępie chciałbym napisać, że mam depresję od kilkunastu lat. Myśli samobójcze, życie w rozsypce i wogóle nienajciekawiej. A to dlatego, że mam problem... dosyć nietypowy. Wiem, każdy może powiedzieć: "moja sytuacja jest wyjątkowa"; ja jednak napisałem nietypowy - czyli bardzo, bardzo rzadki. Na tyle, że niebardzo można coś na to poradzić. Jednak to co mi dokucza najbardziej to samotność. I to nie tylko brak drugiej połówki ale też samotność "ideologiczna". Mówiąc inaczej, patrzę na innych ludzi i widzę, że myślą inaczej, czują inaczej. Widzicie, jestem wrażliwym człowiekiem. Wrażliwym mężczyzną - i wiem, że to NAJWAŻNIEJSZA męska cecha. Jezus ją we mnie nawartościował i obudził. Chłopaki, wrażliwość to ZDOLNOŚĆ POZNAWCZA, gorąco !polecam! Zrozumieć kobiety? Nic trudnego - dla mnie teraz to już zupełnie naturalne! I nie chcę już być wojownikiem, żołnierzem ani rycerzem w lśniącej zbroi. Chiałbym tylko żyć w świecie, nie mówię pełnym, ale takim, w którym jest choć trochę ludzi szanujących te malutkie delikatne uczucia, z których w konsekwencji składa się przecież cały człowiek. Takich ludzi co zamiast walczyć i rywalizować ze sobą nawzajem, wolą budować razem wspólną, dobrą przyszłość opartą na trosce i szacunku. Wiecie co Wam powiem? Wiele osób myśli, że dojrzałość to umiejętność panowania nad uczuciami. BŁĄD. Dojrzałość to zrozumienie uczuć, troska o nie i szacunek. Gdybyśmy tak mieli "wiarę jak ziarno gorczycy", czyli wiarę w rzeczy niepozorne...ech. Zbudowalibyśmy sobie piękny świat. Ale to zbyt infantylne tak "cackać się" z małymi uczuciami i emocjami, nie? Dorosły człowiek musi być twardy, hardy i szorstki bo... bo co? bo świat taki jest? A co mnie obchodzi jaki jest świat, dlaczego ja nie miałbym byś SOBĄ? Nie wiem jak Was ale mnie tego nauczył Jezus. Bycia sobą - czyli bycia wolnym. Myślicie, że wymodlicie sobie Królestwo Boże? Ono jest w NAS, i to MY musimy je zbudować. Ja nie mówię, że modlitwa jest nieważna ale dla mnie modlitwa to podtrzymywanie więzi z Bogiem, to przypominanie sobie kim jestem w Nim, do jakiego życia mnie stworzył, do jakiego piękna mnie powołał swoją miłością miłosierną. Modlitwa przypomina mi o tym, że On mnie KOCHA ZAWSZE. Nie wszystko zrobi się samo, że tak z przekąsem się wyrażę. I zacytuję jeszcze: "Nie zapalisz świacy bez dotknięcia". Jesteśmy potrzebni sobie nawzajem. Bo to W NAS jest Krolestwo. Bo miłość to zawsze WSPÓLDZIAŁANIE. Nie zmienisz całego świata, ale możesz zmienić swój a to już dużo. Ziarno gorczycy. Gdyby każdy zmienił tylko ten malutki i niepozorny swój świat... Ja wiem, że życie zniechęca, ludzie zniechęcają ale to nie powód, żeby się upodabniać do zła, które nas krzywdzi i otacza zewsząd. Do szorstkości i twardości tej kulturowości Sodomy czy Gomory, w której, chcemy, czy nie chcemy - żyjemy. Po co ja to wszystko piszę? Bo jestem sam z tym wszystkim co czuję, i co bardzo boli, a życie mi ucieka przed oczami, rodzina której naprawdę nigdy nie miałem ani młodości, ani przyjaciół, Miłość... mam tylko w głupiutkich marzeniach tulonych do poduszki, które wiem, że się nie spełnią NIGDY. Bo kto chciałby człowieka bez przyszłości, z porozwalanym życiem emocjonalnym, takiego co nie ma ani wykształcenia (tylko podstawowe), ani pracy ani nie może normalnie funkcjonować w społeczeństwie, bo boi się ludzi wokół jak zaszczute pięcioletnie dziecko (A co, śmiejcie się!). Takiego co już wogóle o siebie nie dba, co ma dziury w zębach, brzucho, rozstępy, siwiejące już i wypadające włosy i każdego dnia odsuwa od siebie "na później" konieczność śmierci. Rospisałem się, ale jakoś tak wyszło.

(25570)
Artiidata: 30.11.2013, godz: 10:23

Milosc cierpliwa jest. 1 Kor 13,4

(25569)
samotny, lat 27, e-mail: kamil15k@wp.pldata: 29.11.2013, godz: 22:56

Szukam przyjaciółki z którą można pogadać, popisać, może kiedyś się spotkać. jestem z woj. pomorskiego

(25568)
Artiidata: 29.11.2013, godz: 13:42

Niech wszystkie wasze sprawy niech sie dokonuja w milosci. (1 Kor 16,14)

(25567)
Artii, lat 38, e-mail: artur_wnek@op.pldata: 28.11.2013, godz: 21:22

Tu macie odpowiedzi na najczestsze pytania:

http://profeto.pl/rekolekcje,3629.html

(25566)
Do Dawida, lat 26, e-mail: intothewild@onet.pldata: 28.11.2013, godz: 20:47

Będę się za Ciebie modlić. A gdybyś potrzebował pogadać, napisz na maila. Z Bogiem!

(25565)
Radadata: 28.11.2013, godz: 20:14

do Moniki, nie jestem psychologiem
chyba masz zakotwiczony lęk.. w sobie..przed zranieniem..przed wydorośleniem i odpowiedzialnością..nie dojrzałas.. nosisz jakiś bagaż..pewnie jest tez problem stworzenia relacji.
Jezus w najśw Sakramencie jest lekarzem dusz.. bo zna nas najlepiej.. ale trzeba dać Mu czas...oddać Mu swoje rany i prosić by nie "bazować" wciąż na tych ranach żeby On Cię uwolnił.. problem tez przebaczenia.. czasem wydaje sie ze juz wybaczylismy a wewnątrz dalej gryzie...Trzeba tu dostrzec własne ograniczenia.. zmierzyc się z prawdą o sobie.. że kazdy z nas nie tylko ma zranienia od innych ale ma swoj wlasny egoizm, słabość,ograniczone mozliwości rozwoju...który czasami przypisujemy tylko tym którzy nas skrzywdzili...za wszystko ich obwiniając. To nie jest tak, że gdyby nie zranili nas ludzie, najbliżsi, to bylibyśmy dziś nie wiadomo jak szczęśliwi i spełnieni w życiu..i wszystko by poszło jak po maśle.. udana rodzina, praca marzenia sukces itd.. Pewnie byłoby łatwiej..ale ograniczenia słabości własne..zawsze są..
Twoje lęki.. mogłyby eksplodwac potem w małżęństwie..gdzie trzeba sie zmierzyc z różnymi trudnosciami i umieć stworzyć właściwą relacje z małżonkiem...
Rozmowa z dobrym najl chrzescijanskim psychologiem tez potrzebna. Bardzo dobry jest dr Jacek Pulikowski.. Marcin Gajda..Moze warto sie do nich wybrać na dłuższą rozmowę? Uzdrawianie to proces..długi..Jezus i dobry terapeuta, ale przede wszystkim Jezus. Powodzenia!!

(25564)
chwila data: 28.11.2013, godz: 14:15

Monika l. 39

Kierowałaś prośbę do kogoś, ale pozwolę wtrącić swoje... Trudno odciąć się od przeszłości, bo mamy wspomnienia lepsze i gorsze i nie da się od nich uciec, ale można próbować te gorsze zapakować i gdzieś schować albo wręcz w wyobraźni wyrzucić. Piszesz, że nie umiesz żyć, może takie masz wrażenie, bo cierpiałaś w życiu i urazy w Tobie wyryły zbyt głębokie rany. Żadne rady tu nie pomogą tak jak działanie Pana Jezusa i Ducha Św. Ludzie oczywiście są potrzebni, ich wsparcie, dobre słowo działają budująco, ale czasem nie rozumieją czyjegoś bólu, zmartwień, aż tak jak widzi to Pan Bóg, bo On nas przenika, więc w gorszych chwilach najlepiej wzywać Pana na pomoc i prosić o przetrwanie, o pomoc, moc, o Światło i to Światło w naszym życiu w końcu się pojawi, oczywiście zgodnie z wolą Bożą i będzie to na tyle silne, że w końcu będzie można odczuć, że chce się żyć taką pełnią życia. Taką radość daje Duch Św. Nie daj się złym emocjom, nastrojom, bo one nie są od Pana Boga, uśmiechaj się do ludzi, staraj się myśleć dobrze i kierować dobro ku innym, nasze dobre emocje wzbudzają dobre emocje u innych ludzi.

(25563)
Monika, lat 39data: 28.11.2013, godz: 11:58

Rado dziękuje za Twoje sugestie. Może pomożesz mi w jednej sprawie. Ciągle żyję przeszłością. W obecnej pracy mam różnych ciekawe osoby. W rozmowach ciągle wracam do przeszłości a nie umiem żyć i budować nowych realnych i tu i teraz relacji. Tak bardzo brakuje mi znajomych do wspólnych zabaw i rozmów. Płacze pisząc to bo męczę się sama ze sobą. Kocham życie a nie umiem żyć. Boję się że mam jakieś zaburzenia psychiczne. Nie chcę żeby koleżanki i koledzy źle czuli się w mojej obecności. Jeśli nigdy nie wyjdę za mąż to chociaż chcę mieć dobrych znajomych, którzy mogą o każdej porze dnia do mnie zadzwonić.

(25562)
Artur "Artii" Wnęk, lat 38, e-mail: artur_wnek@op.pldata: 28.11.2013, godz: 11:18

"postanowione ludziom raz umrzec, a potem sad" (Hbr 9,27). "Nie zapominaj, ze nie ma powrotu" (Syr 38,21a)

(25561)
Dorkadata: 27.11.2013, godz: 22:20

Do Majka, l.26
U ojców Redemptorystów w Krakowie są kilkudniowe rekolekcje na zakończenie roku. Wiecej informacji znjdziesz na stronie; www.cadr.redemptor.pl

(25560)
Radadata: 27.11.2013, godz: 20:15

z punktu widzenia panieńskiego: idealizm, marzenia, starania, duzo zapewnień, gotowość podjęcia ofiary dla dobrego drugiego i wzięcia na siebie więcej niż sie myśli że można, koloryzowanie przyszłości

co pewnie jest potrzebne żeby coś zbudować..

z punktu widzenia małżonka: otrzeźwienie po zakochaniu, praca i jeszcze raz praca nad związkiem, odpowiedzialność, wyrzeczenia, ciągłe wybaczanie, czasem wymuszone, wspólne doświadczanie i pokonywanie swoich słabości... i dopiero wtedy jak sie to wszystko wykona solidnie... każdego dnia... można zbudować miłość..
a więc do pracy moi mili :)

i proszę bez narzekań..a ja myślałam.. chciałam.. Proszę adekwatnie do stanu podjąć dojrzałą decyzję i być konsekwentnym. Bez oglądania się wstecz. Trud sie opłaci..ale owoce mogą być po latach. Nic co dobre nie przychodzi lekko. Pamiętajcie.
Zakochanym dużo szczęścia :)

(25559)
Mary1020, lat 36, e-mail: mary1020@wp.pldata: 27.11.2013, godz: 18:13

Do Majki: Maju, wiesz...kilkanaście lat temu też miałam taki pomysł na Święta. Ale, dzięki nieocenionej interwencji Ducha Świętego, zrozumiałam, że to całe przedświąteczne zamieszanie wcale nie musi oznaczać zagubienia tego, co najważniejsze. Można to wszystko przeżyć z Panem Jezusem i dla Niego. Wiem, że w takim rozgardiaszu i wśród wielu zajęć związanych z przygotowaniami do Świąt, może być trudno o ciszę i skupienie. Ale, z BOŻĄ pomocą, jest to możliwe. PAN BÓG dał mi tę łaskę, że mi się to udaje. Mam tę, dającą radość świadomość, że to wszystko, co przygotowuję na Święta: zakupy, gotowanie, pieczenie, prezenty....robię to dla moich bliskich, których kocham. A w Nich jest JEZUS.
Może jednak warto dni skupienia i wyciszenia przeżyć w czasie Adwentu, a Święta spędzić standardowo- z Rodziną?
Życzę Ci radości, siły i ciszy, którą miała w sobie MATKA BOŻA, kiedy mówiła:"...niech mi się stanie według Słowa Twego". :)
Pozdrawiam wszystkich. Szczęść BOŻE :)

(25558)
veroni2900, lat 33, e-mail: laluniagirl@wp.pldata: 26.11.2013, godz: 20:57

mam 33 lata jestem samotna niemam skim pogadac brakuje mi wygadania sie szukam kolegi do popisania meil pogadania fajnego szczerego kolegi jestem rozdarta tak chciałabym miec kolege moze pozniej zostanie miom przyjacielem

(25557)
Artiidata: 26.11.2013, godz: 14:59

"Kochaj i rob co chcesz" sw.Augustyn z Hippony

(25556)
Przemek, e-mail: osmypasazernostromo@gmail.comdata: 25.11.2013, godz: 18:10

Cześć Wszystkim Źródełkowiczom

Pragnę się podzielić pewnymi... hm... no właśnie... chyba troskami, problemami, poniekąd doświadczeniami, przemyśleniami. Zacznę od tego, że jestem na Źródełku po dość długiej przerwie. Różne powody się na to złożyły, zresztą nie o tym chciałem pisać. A więc... Zaglądałem dawniej na Źródełko by poczytać ciekawe wpisy, co nieco sam czasami napisać, lecz przede wszystkim by poznać dziewczynę. Różnie się układało. Najczęściej były to krótkie "znajomości", jeśli w ogóle znajomością można nazwać wymianę kilkunastu maili, czy krótki czas spędzony przy gadu. I tak to trwało dopóki nie poznałem Madzi. Początkowo nic nie wskazywało na to, że cokolwiek więcej się tutaj wydarzy. Przez długi czas tylko w zasadzie mailowaliśmy, z czasem pocztę zastąpił komunikator. Trwało to dość długo, aż w końcu udało nam się spotkać (i tu ze wstydem - jako facet ;) muszę się przyznać, że to Ona zainicjowała spotkanie). Spotykaliśmy się niestety rzadko - dużo w tym mojej zasługi niestety. Efekt był taki, że w końcu straciliśmy ze sobą kontakt - niestety na prawie rok. Prawdą jest chyba to, że doceniamy dopiero gdy stracimy. Po mniej więcej roku kontakt się odnowił. Zacząłem bardziej poważnie traktować naszą znajomość. Dzięki temu dużo zaczęło się dziać, zmieniać. Spotykaliśmy się jak najczęściej, dużo rozmawialiśmy o naszych oczekiwaniach (czego wcześniej niestety zabrakło). I jak się można domyślać nasz związek coraz bardziej się zmieniał, byliśmy sobie coraz bliżsi... Dziś śmiało mogę powiedzieć, że kocham tę dziewczynę. Pojawiają się dość nieśmiałe, ale jednak plany na przyszłość. Największą przeszkodą jest odległość jaka nas dzieli. Ona mieszka w stolicy, ja na tyle blisko, żebyśmy się mogli zobaczyć choć na weekend, jednak zbyt daleko, by być ze sobą na co dzień. Żyję nadzieją, że i to się zmieni. Szukam pracy w stolicy, lecz jak do tej pory bezskutecznie. Jest we mnie (również w Niej) wiele obaw o przyszłość. Nie jesteśmy nastolatkami czy dwudziestolatkami, kiedy wiele decyzji jest spontanicznych. Gdy ma się 30, 30-kilka lat człowiek ma już w jakimś stopniu życie poukładane, trudniej podejmuje się "życiowe" decyzje, człowiek bardziej kalkuluje. Mimo wielu obaw jest w nas jednak nadzieja... Mam nadzieję, że nikogo nie zanudziłem tym trochę przydługim wywodem ;-) jeśli miałbym cokolwiek radzić (choć nie czuję się w jakikolwiek sposób do tego powołany) to więcej odwagi. Bądźmy odważni w naszych relacjach, starajmy się mówić o pragnieniach, oczekiwaniach; ukrywanie tego, liczenie na to, że ta druga osoba się domyśli, do niczego dobrego nie doprowadzi.
Na koniec proszę o modlitwę, przede wszystkim o dar męstwa. Ze swojej strony również ofiaruję wsparcie duchowe.

Pozdrawiam
Przemek

(25555)
chwila data: 25.11.2013, godz: 12:46



Beata

Jak wiadomo nie ma sposobu na sprawdzenia człowieka, czy religijny czy nie to tylko człowiek...oczywiście nam się wydaje, że przecież skoro religijny to powinien to i to, ale religijność nie czyni z człowieka Świętego. Ja kiedyś myślałam, że wszyscy Księża są prawi, porządni i dobrzy, a jacy są niektórzy pokazują media. Od wszystkich duchownych Księży i Zakonników wymagałabym i wymagam pewnych zachowań przynajmniej zgodnych z etyką, ale chyba zapominam, że to też są tylko ludzie, którzy też jak świeccy ulegają pokusom i grzeszą.
W pełni rozumiem Twoje obawy, ale czy jednak nie warto zaryzykować? żeby nie żałować że się nie spróbowało, bo przecież mimo wątpliwości takie życie z kimś może okazać się piękne, co by było gdyby wszyscy myśleli tylko o tym, że ich wspólna droga się rozleci, nikt by nie wstępował w związek małżeński.
A czy te pary młode są tak naprawdę w sobie zakochane...hmmm może zakochane, zauroczone, ale czy kochają, to właśnie się okazuje w trakcie małżeństwa i kiedy chcą się rozwieść.
Ta niezgodność charakteru nie powinna być powodem rozwodów, ale...ale życie mamy ciężkie, nie ma gwarancji na stałość pracy, dochodów a co się z tym wiąże płacenia rachunków, utrzymania rodziny, ludzie są zestresowani, może stąd robienie z igły wideł, ale też może ktoś chce mieć w domu spokój a ktoś się ciągle czepia i gada i gada, więc osoba zestresowana szuka ucieczki.
Moja starsza koleżanka, doświadczona życiem i życiem ze swoim mężem bałaganiarzem:) nauczyła się nie zwracania mu uwagi, ponieważ to tylko zaogniało konflikty domowe, po prostu sama kładła wszystko na swoje miejsce, uznała, że jej mąż i tak się nie zmieni a z miłości do niego wolała coś za niego zrobić niż kłócić się o to i może dzięki temu nie doprowadziła do rozpadu ich małżeństwa. Niestety w niektórych domach między innymi z takich powodów są codzienne awantury a facet cóż co on będzie słuchał ciągle niezadowolonej baby, jak wspomniałam wyżej szuka ucieczki. I się rozpisałam...oj bo można o tym w nieskończoność....

(25554)
abcdata: 24.11.2013, godz: 23:04

chyba już kiedyś był poruszany ten temat ale mam pytanie czy macie jakieś doświadczenia z niepijącymi alkoholikami, czy warto dać takiemu człowiekowi szansę, spotykam się z chłopakiem, kiedyś miał ten problem, od 2 lat nie pije ale nie może mi obiecać na 100 % że nie zacznie, z jednej strony cenię go za szczerość i to że potrafił się do tego przyznać - mógł nic nie mówić z drugiej strony znam ten problem z domu i nie chciałabym sobie i ewentualnym dzieciom zgotować takiego losu.
Tak sobie tłumaczę że wiążąc się z człowiekiem nie mającym tego typu problemów też nie ma gwaranci że nie zacznie pić....jakie są wasze doświadczenia związane z alkoholem?? Mogę się jeszcze wycofać, krótko się spotykamy...

(25553)
Majka, lat 26, e-mail: wiki237@gmail.comdata: 24.11.2013, godz: 19:17

Witam wszystkich!
Zbliżają się święta i tak sobie myślę żeby spędzić je w jakiś oryginalny sposób...inaczej niż standardowo z rodziną. Nie mam tu na myśli wyjazdu w ciepłe kraje itp. Chodzi mi raczej o głębokie duchowe przeżycie, bez całej tej gorączki przedświątecznej, kupowania prezentów itd.
Może ktoś z Was podsunie mi jakiś pomysł? Może ktoś ma podobne intencje i chce do mnie dołączyć? Zapraszam. Słyszałam kiedyś, że niektóre klasztory oferują taki sposób spędzenia świąt choć nie wiem czy to jeszcze funkcjonuje...Gdyby ktoś miał jakieś namiary to będę wdzięczna:)

(25552)
Monika, lat 39data: 24.11.2013, godz: 19:03

Dzisiaj jest Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata. Dlaczego rzymscy żołnierze nałożyli koronę cierniową Panu Jezusowi ?

Z pogardy dla władzy.

Królowie nosili złotą koronę a Pan Jezus nie chciał utożsamiać się z królem ziemskim i dlatego pozwolił nałożyć sobie koronę cierniową.



Beato z miłością między kobietą i mężczyzną jest jak z tańcem. Najpierw obydwoje tanćzą osobno, a potem kobieta powinna pozwolić prowadzić się mężczyznie. Kobieta jest silna siłą meżczyzny. A meżczyzna jest silny, gdy jest kochany przez kobietę.

Pan Bóg jest cudowny. Poznałam trzech wspaniałych mężczyzn, który zdobędzie moje serce? Chyba ten który zaprosił mnie na Sylwestra. To meżczyzna zdobywa kobietę. Kobieta stroi sie dla mężczyzny. A meżczzna gdy kocha kobietę ciężko pracuje, aby zapewnić im godne gniazdko. Kobieta zachowuje swoje wdzięki tylko dla kochanego mężczyzny.

To dziwne z pierwszym kolegą fajnie mi się rozmawia, z drugim nie potrafię zamienić ani słowa bo jak tylko Go widzę to mnie zatyka. Raz coś mi powiedział a mnie zatkało może wydaję się mu niegrzeczna. A trzeci poprosił do tańca i po drugim tańcu zaprosił na Sylwestra. Panie Jezu i co mam zrobić?

(25551)


 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2026 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej